A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Jagiellonia - Legia 1-0: Skucha

Legia poniosła czwartą ligową porażkę w sezonie. W niedzielny wieczór nasza drużyna przegrała w Białymstoku z Jagiellonią 0:1, tracąc gola w 87. minucie meczu.

 

Trener Romeo Jozak postawił na następujących zawodników: Malarz - Jędrzejczyk, Astiz, Pazdan, Hloušek - Kopczyński, Moulin - Nagy, Hämäläinen, Kucharczyk – Sadiku. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Węglarz – Grzyb, Runje, Guti, Tomasik – Wlazło, Romańczuk - Frankowski, Pospíšil, Černych – Sekulski.

Wkrótce po rozpoczęciu spotkania niebezpieczną stratę zanotował Moulin, na szczęście Sekulski nie zdołał zakończyć akcji strzałem. W 11. minucie niezły strzał oddał Kucharczyk, jednak Węglarz odbił piłkę na rzut rożny. Pięć minut później do strzału w polu karnym gospodarzy złożył się Nagy, ale nie trafił w bramkę. Gospodarze odpowiedzieli dobrym strzałem Pospíšila z dystansu. Malarz odbił piłkę. W 28. minucie Legia rozegrała bardzo ładną akcję. Płaskie dośrodkowanie Hlouška strzałem zakończył Hämäläinen. Dobrze interweniował Węglarz. Obie drużyny skonstruowały jeszcze kilka obiecująco zapowiadających się akcji, ale brakowało ostatniego podania i celnych strzałów.

Do przerwy było 0:0. Mecz był wyrównany, ale to Legia sprawiała wrażenie zespołu posiadającego inicjatywę i będącego minimalnie bliżej zwycięstwa.

W 50. minucie Legia ponownie zaatakowała. Piłka odbita po dośrodkowaniu Kucharczyka trafiła do Kopczyńskiego, który decydował się na strzał zza pola karnego, ale wyraźnie przestrzelił. Kilka minut później Nagy zepsuł dogodną sytuację po podaniu od Hämäläinena. W 57. minucie szansę mieli gospodarze. Z rzutu wolnego lewą nogą uderzył Tomasik i piłka po niewielkim rykoszecie wyszła na rzut rożny. Od tego momentu mecz się wyrównał. W 62. minucie na boisku pojawił się Sheridan. Irlandczyk zmienił Sekulskiego. W 64. minucie legioniście fatalnie wykonali rzut wolny. Gospodarze wyszli z groźną kontrą, ale skończyło się na strachu. W 74. minucie Sheridan doszedł do strzału głową w polu karnym, ale uderzenie poszybowało w środek bramki. W 75. minucie Szymański zmienił Kucharczyka. W 80. minucie ładnie uderzył Nagy, jednak piłka minęła bramkę gospodarzy. W 87. minucie fatalny błąd popełnił Jędrzejczyk, który niepotrzebnie zdjął piłkę z nogi Astizowi i podał ją do… Černycha. Litwin poprowadził piłkę w stronę pola karnego Legii i znakomitym uderzeniem pokonał Malarza. Legia nie zdołała już odpowiedzieć.

Przez większość meczu gra Legii w Białymstoku sprawiała dobre wrażenie. Nasz zespół nie pozwalał gospodarzom na wiele, a kilka akcji rozegranych przez legionistów mogło się podobać. Cóż z tego skoro Legii znów zabrakło konkretów i skuteczności w ofensywie. W piłce nożnej trzeba zawsze liczyć się z tym, że komuś może przytrafić się błąd, a ktoś inny może oddać strzał życia. W niedzielę taka kombinacja zdarzeń stała się bezpośrednią przyczyną porażki Legii. Jak nie idzie...

Dyskusja (7)
1niedziela, 24, września 2017 21:02
Baron
O dziwo dziś gra Legii wyglądała lepiej niż ostatnio, a przegraliśmy. To co przy bramce Cernycha zrobił Jędza i Kopczyński to był kryminał.
Drużyna jest do przebudowy, tylko jest jeden problem - nie ma pieniędzy w kasie klubowej na to ...
Na plus Hlousek, Pazdan i Kuchy.
Na dzień dzisiejszy nie wiem co można z tą drużyną zrobić, widzę reanimowany wrak i brak warsztatu Gas Monkey w okolicy.

A i jeszcze jedno, nasi piłkarze dochodząc do pola karnego przeciwnika lub będac w nim głupieją, zamiast strzelać to zaczynają kombinować, kiwać się i chu wie co jeszcze. Miał chyba racje ostatnio w wywiadzie Malarz mówiąc, że nasi piłkarze chcą zdobyć piękną bramkę zamiast być efektywni.
2poniedziałek, 25, września 2017 08:50
ksjp
@...Miał chyba racje ostatnio w wywiadzie Malarz mówiąc, że nasi piłkarze chcą zdobyć piękną bramkę zamiast być efektywni....

ja mam inna teorię, oni po prostu nie tego nie ogarniają i tyle...co i na przodzie...
3poniedziałek, 25, września 2017 10:55
dalkub
to najpierw nieco prowokacyjnie zapytam - dlaczego tytuł brzmi "Skucha"?
4poniedziałek, 25, września 2017 15:17
CTP
Jeśli ktoś oglądał przedmeczową konferencję Jozaka, to chyba nie powinien mieć większych złudzeń, co do wyniku tego meczu. Zresztą, już po wyjściowej 11-tce można było wywnioskować, że Legia przyjechała na Podlasie głównie po 1 pkt - Kopczyński i Moulin, to zdecydowanie nie są kreatorzy ofensywnej gry. Być może, gdyby bramka dla Jagiellonii padła kilkanaście minut wcześniej, to dałoby się jeszcze to odrobić.

Minusy. Mnie osobiście zawiedli obydwaj skrzydłowi pomocnicy, czyli Nagy i Kucharczyk. Sadiku przez cały mecz był pieczołowicie pilnowany przez obydwu obrońców, więc to na naszych skrzydłach spoczywała odpowiedzialność za kreowanie akcji bramkowych. Niestety, obydwaj pomocnicy zagrali bardzo bezbarwny mecz.
Ani o jotę nie poprawiło się tempo naszej gry. Cały czas jest to jednostajne rozgrywanie piłki po obwodzie, brakuje przyspieszenia - jeśli już uda się nam zagrać prostopadłą piłkę na przedpole przeciwnika, to jest to sztuka dla sztuki, bo za tym nie idzie żadna aktywność naszego środka czy naszych skrzydeł. Generalnie wszyscy okopują się na swoich pozycjach i zajmują się głównie obserwowaniem kolegi. Tutaj bardzo brakuje mi Jodłowca, który lubi powalczyć z przeciwnikiem na jego połowie i nie boi się wziąć odpowiedzialności za nasze akcje ofensywne.

Plusy. Poprawiliśmy jakość gry w tych podstawowych elementach jak przyjęcie czy podanie - widać tutaj pracę na treningach. Gramy też lepiej pod względem taktycznym, gdy przeciwnik posiada piłkę. Jest w końcu pressing i próby odbioru piłki już na połowie przeciwnika. W tych elementach postawiłbym ocenę celującą, gdyby nie karygodna pasywność Kopczyńskiego w końcówce meczu, przez którą wróciliśmy na tarczy. Da się również zauważyć poprawę w SFG ale to chyba wynika z poprawy tego pierwszego elementu, o którym pisałem.

Być może ten mecz wyglądałby inaczej, gdybyśmy wyszli bardziej ofensywnie, np. z 2 napastnikami, zwłaszcza, że Sadiku strasznie nie lubi być odciętym od piłki i wyjątkowo go to frustruje. No ale to już jest gdybanie.

No, nie będzie to łatwy sezon dla Legii. Wydaje mi się, że celem transferowym na najbliższe okno powinni być skrzydłowi pomocnicy, bo na razie, de facto, mamy trzech (Nagy, Kuchy i Szymański), którymi raczej ligi nie zwojujemy. Zresztą, z końcem roku odchodzi od nas Guilherme, więc wakat będzie.
5poniedziałek, 25, września 2017 20:16
Zbyszek
O tym,że chyba nie do końca uświadamiamy sobie skali zmian w Legii.
Wszyscy nowo zatrudnieni w Legii ludzie zawodowo związani byli z klubem Dynamo Zagrzeb,a wykształcenie zdobywali na Uniwersytecie w Zagrzebiu.I każdy z nich mógł się czuć niedoceniony.Romeo Jozak chciał być trenerem I drużyny,ale zawsze wybierano kogoś innego.Ivan Kepcija,dyrektor techniczny, który studia ukończył również w USA doszedł najwyżej do funkcji zastępcy dyrektora Akademii.A jest to ceniony w Europie wykładowca na kursach szkoleniowych m.innymi podczas Lech Conference w grudniu 201 6 roku czy w Bolesławcu w maju 201 7 roku. Mnie cieszy i śmieszy,że nauki u niego pobierał cały sztab szkoleniowy Lecha.To on tworzył plany rozwoju indywidualnego zawodników, rekrutował i odpowiadał za szkolenie kadry , a także kształtował model skautingu. Asystent trenera Dean Katuricz był jego asystentem w drużynach juniorskich i w Arabii,ale już w piłce seniorskiej samodzielnej pracy musiał szukać w III i II lidze chorwackiej. Lekko śmiesznawe jest,że ostatnim jego posunięciem jako trenera Rijeki było zatrudnienie niechcianego w Legii Masłowskiego. Niezwykle ciekawą postacią jest 38-letni fizjolog Kresimir Szosz.Był on ponad 13 lat trenerem przygotowania fizycznego Dynama,ale nowy trener usunął go w cień. A facet sądząc po CV jest fachowcem, aczkolwiek oryginalnym i dość specyficznym.Po studiach na Wydziale Kinezjologii ukończył studia w Wiedniu i uzyskał licencję na stosowanie metod treningowych według modelu dr Felderkraisa.Mieliśmy w Legii piewców metody przygotowania fizycznego zwanej eksplozywną rodem z Hiszpanii, a teraz mamy źródło austriackie.Obie metody ; eksplozywna i Felderkraisa ,aby przynosiły efekty muszą być stosowane wyłącznie przez przygotowanych do tego fachowców.Metoda eksplozywna , o której szczegółowo 5 lata temu pisałem opiera się na intensywnym kształtowaniu mięśnia dwugłowego uda wpływającego na wytrzymałość i mięśnia czworogłowego uda korzystnie działającego na szybkość.Natomiast metoda Felerkraisa według założeń jest bardziej skomplikowana i wyrafinowana, gdyż dzięki zestawom specjalnie dobranych ćwiczeń ma niejako oddziaływać korzystnie poprzez ruch fizyczny na świadomość i zwrotnie poprzez świadomość na kształt ruchu. Efektem ma być oprócz wpływu na szybkość ruchu i reakcji, poprawa koordynacji, redukcja stresu, zmniejszenie zmęczenia i unikanie kontuzji.
Wygląda na to,że prezes Mioduski dał wymienionym szansę w Legii na realizację ich ambicji zawodowych i osobistych. Gdyby osiągnęli sukces to by oznaczało,że w Dynamie popełniono błąd stawiając na innych ,a nie na nich.I to w sytuacji , w której Dynamo w poprzedniej edycji LM uzyskało niechlubny "tytuł" najgorszej drużyny przegrywając wszystkie mecze grupowe i uzyskując bilans bramkowy 0:15.U nich konsekwencja czy samobójczy konserwatyzm?.Od razu powiem,że mało mnie to obchodzi,a pytanie jakie a contrario można by zadać prezesowi Legii jest takie : czy wprowadza do klubu doktorów czy szarlatanów?.

O tym,że trener Jozak nie szuka remedium na poprawę gry w zmianach ustawienia taktycznego.
Każdy przełożony kierujący innymi powinien przed przystąpieniem do działania wykonać najprostszą pracę umysłową , a mianowicie jaki jest cel tego co robimy i jakimi metodami najlepiej ten cel chcemy osiągnąć.W piłce nożnej cel jest dany, a jest nim wygrana,a metodami są dobór personalny,wybór taktyki i dobranie organizacji gry. I tego konsekwentnego wdrażania jasnej metody w dążeniu do celu w pracy sztabu Legii w tym roku najbardziej brakowało. Trener Jozak powiada,że w najbliższym czasie skupi się na grze piłką, szybkości reakcji i wyrabianiu automatyzmu zagrań.Żadnemu trenerowi nie można odbierać prawa do samodzielnego, nawet oryginalnego ustawiania taktycznego drużyny poprzez stawianie określonych zadań do wykonania zawodnikom. Tyle tylko,że określone systemy gry charakteryzują się powtarzaniem się tych samych założeń funkcjonalnych ustawienia taktycznego. Mówiąc wprost, każdy zawodnik np. w systemie 4-4-2 czy 4-2-3-1 ma do wykonania na pozycji na której gra prawie identyczne zadania taktyczne.O różnicy pomiędzy drużynami decyduje przygotowanie motoryczne i techniczno-taktyczne, wykonanie i klasa zawodnika.Tak więc system 4-2-3-1 w dużym skrócie wymaga gry w obronie zawodników ustawionych schodkowo, wśród defensywnych graczy jednego czyszczącego przedpole przed polem karnym i drugiego defensywno-ofensywnego,ale również gry skrzydłami i środkowego napastnika umiejącego strzelać bramki, lecz i biorącego udział w grze kombinacyjnej. Więc kiedy w takim ustawieniu jest np. dwóch zawodników defensywno-ofensywnych i nie ma skrzydłowych, których nieudolnie usiłują zastąpić boczni obrońcy to system ten nie zdaje praktycznego egzaminu.I wówczas nawet lepiej wyszkoleni i ogólnie o wyższej klasie zawodnicy nie są w stanie swojej wyższości nad rywalem.Mówiąc obrazowo, dlatego,że system ich dusi. Mnie lekko rozbawia jak "fachowcy" mówią,że system nie gra i rozglądają się wokół jak by odkryli Amerykę,albo co najmniej kwadraturę koła.Oczywiście,że system sam nie gra,ale nawet najlepsi zawodnicy grają w określonym systemie gry, którego odzwierciedleniem jest ustawienie taktyczne. I dopiero kiedy zespół zostanie ustawiony taktycznie to jego grę można doskonalić o te elementy, które prowadzą do wykazania wyższości nad rywalem.Jeżeli ktoś myśli,że tego dzieła zdoła się dokonać z wtorku na środę to jest w błędzie.Ale, aby pożądane efekty osiągać to trzeba wejść na właściwą drogę. Na tę która prowadzi do celu,a nie do rowu czy na inne manowce.

O tym,że wyraźnie można dostrzec tworzenie się innego stylu gry.
Obejrzeliśmy dopiero drugi mecz pod wodzą nowego trenera, a już wyraźnie widać ,że Legia zaczyna kształtować nowy styl gry.Ma on dwie cechy:,a mianowicie rozgrywamy piłkę głównie dołem i staramy się grać z pierwszej piłki. I trudno do samej koncepcji mieć zastrzeżenia. Tylko,że miarą poprawności założeń jest ich praktyczna skuteczność. To co ma grać drużyna Legii wymaga jednak precyzji i dokładności w rozegraniu piłki, szybkości akcji i zaskakujących rywali kombinacji.Więc na razie mamy do czynienia z tym co można nazwać pokazem intencji, bo efekty mają dopiero nadejść.

O tym,że to co naprawdę uległo poprawie to gra defensywna drużyny.
Być może Jozak tylko uporządkował to co tkwiło w zespole,bo aż wierzyć się nie chce,że po kilku treningach możliwa jest taka pozytywna odmiana gry w defensywie.Bo nie idzie tylko o to czy drużyna traci bramki i ile, gdyż często jest to efekt przypadku, błędu indywidualnego, albo szczęścia rywali, ale o to,że Cracovia i Jaga były w zasadzie bezradne w swoich ofensywnych poczynaniach. Nasza drużyna nareszcie po stracie piłki, czy po jej wprowadzaniu do gry przez rywali nie odbudowuje na siłę, w pierwszej kolejności, bezmyślnie ustawienia obronnego.Nasi zawodnicy zaczynają grać w rytmie poczynań ofensywnych przeciwnika. Nie dostają oni w ten sposób w prezencie całych połaci boiska,ale przestrzeń muszą zdobywać. A to jest już dużo trudniejsze. Zawodnicy Legii dość szczelnie blokują możliwość płynnej gry bocznymi sektorami boiska, a w środku nie pozwalają na rozegranie piłki i rozprowadzenie ataku. Oczywiście nie jest tak,że przeciwnik nie przedostaje się w pobliże naszego pola karnego,ale czyni to sporadycznie, niewielką liczbą graczy i nie jest pozostawiony bez krycia .Po tym podejściu do spotkań można docenić,że trener Jozak pomimo nowoczesnego myślenia o piłce i kierunkach jej ewolucji jest w pewnych sensie praktycznym konserwatystą . Na pierwszym planie stawia bezpieczeństwo jako tworzenie fundamentu pod budowę mocnej konstrukcji. Wśród trenerów takie myślenie jest dominujące.Niestety często odbywa się to kosztem determinacji w grze ofensywnej. I kiedy nie ma sił na jedno i na drugie to jedno niejako odbywa się kosztem drugiego. Nadmierna koncentracja na grze defensywnej okazała się zgubna.Bowiem w piłce tak bywa,że nawet trafne założenia sobie,a życie sobie.Strzał życia i cała robota na nic.Wielu mówi,że ta niespodziewaność świadczy o urodzie piłki kopanej. Nie pytajcie mnie , gdzie ja mam takie piękno, bo odpowiedź byłaby silnie niecenzuralna.

O tym,że nasza drużyna cierpi,a my razem z nią.
Już chyba nikt nie ma wątpliwości,że nasi zawodnicy są fatalnie przygotowani motorycznie do gry. Tego stanu rzeczy symptomami jest rwana gra i niemożność utrzymania jej wysokiego tempa w dłuższym okresie czasu oraz widoczny brak entuzjazmu zawodników. Są to według prof. Jana Chmury widoczne, zewnętrzne oznaki przetrenowania . Przed blisko 30 laty prof. Chmura uważał,że piłkarza nie da się przetrenować, bo mówiąc w skrócie człowiek nie jest koniem i wcześniej reaguje na ogromne zmęczenie nim padnie jak koń.Biedak nie przewidział,że do treningów zaprzężone zostanie oprzyrządowanie techniczne, które używane będzie przez dyletantów. I w pracach sprzed 4 lat opartych na badaniach przyznał,że przetrenowanie jest możliwe zwłaszcza kiedy nagle zostaną ogromnie zwiększone obciążenia treningowe oraz drastycznie wzrośnie ich intensywność. Niestety te same badania jego zdaniem dowodzą,że następstwa przetrenowania utrzymują się w organizmie nawet przez kilka miesięcy i nie ma remedium na ich wcześniejsze zniwelowanie.Organizm sam musi wrócić do fizjologicznej normy.Dlatego w walce o tytuł w tej rundzie możemy liczyć na to,że nasi rywale będą odbierali sobie punkty i wiosną strata będzie do odrobienia. Gdyż sami niewiele mamy do zaoferowania i jeszcze mnie do zaimponowania.

Skandal jaki stał się przed meczem i tyczył kibiców Legii pozostawiam do decyzji PZPN, ale nie można godzić się z wypaczaniem sensu sportowej rywalizacji rozumianej jako pokojowe współzawodnictwo z udziałem kibiców .
6poniedziałek, 25, września 2017 21:15
Zgred
@Baron

Lubię to ...Wink "Gas Mankey Garage"

Jak Ty mi teraz zaimponowałeś wskrzeszając w naszych legijnych pitoleniach - Richarda Rawlingsa...kolesia, który z niczego zrobi wszystko Wink Tu zaszpachluje, tu puknie młotkiem, coś tam pomaluje, jak trzeba będzie pojedzie do Azjatki od tapicerki ( te teksty tam są kosmiczne) i do kupy wszystko zbierze z browarem w ręce pieniążek policzy ...!

A na poważnie...oj przydałby się Rysiek oj przydał...
Tu zgoda z Tobą po raz drugi. Owszem mecz został przegrany, ale jeżeli w skrócie miałbym polemizować otwartym tekstem - to takiej gry oczekuję. Patrząc w analizy to Legia grała, albo raczej chciała, ale jednak posiadanie piłki nie kłamie, na boisku rywala. Jeżeli pod wodzą Pana Jozaka mamy iść w tą stronę, to ja czniam tą bramkę Cernycha, wiem - boli, ale jeśli ten obrany kierunek w końcu wyda - to zaczniemy się cieszyć.
Dlatego patrząc w przyszłość choć spokojnie to jednak z Wink delikatną dozą optymizmu. Jeśli ten Chorwacki zaciąg zbuduje w nich chęć grania, chęć cieszenia się graniem - to będziemy w tzw. domu, a wygrane mecze przyjdą...Dużo bardziej podoba mi się Legia szukająca swojego krwioobiegu ( choć to podobno nie zgodne ze słownikiem) - niż stojąca marnie we wzajemnym zapatrzeniu się w siebie...
Będzie Dobrze - K...wa Musi Być
7wtorek, 26, września 2017 08:23
kibic50
" Jeśli ten Chorwacki zaciąg zbuduje w nich chęć grania, chęć cieszenia się graniem - to będziemy w tzw. domu, a wygrane mecze przyjdą"

Nic tak nie cieszy jak podwyżka Very Happy

Chłopaki za mało zarabiają, to i chęci brak i cieszyć nie mają się czym.
Szczególnie Jędrzejczyk, asysta w Białymstoku.
O mój Boże Sad

Ps
Niech zacznie od niego.

"Napastnik Legii Warszawa jest najdroższym piłkarzem w historii ekstraklasy, a dotąd zdobył w niej dwie bramki.

Albańczyk miał być godnym następcą Nemanji Nikolicia, może kosztować Legię, wraz z bonusami, 1,5 mln euro, ale na razie daleko mu do osiągnięć byłego króla strzelców ekstraklasy. W dziewięciu meczach ligowych strzelił tylko dwa gole. Trochę lepiej wygląda jego bilans w innych rozgrywkach, bo łącznie dla Legii zdobył pięć bramek, ale dwie z nich wbił rywalom z niższych lig w Pucharze Polski.
W niedzielnym spotkaniu z Jagiellonią (0:1) znów zawiódł. Oddał cztery strzały, ale wszystkie niecelne. Miał najwięcej strat w zespole – 13 i drugi najgorszy bilans w pojedynkach (wygrał ich tylko 36 procent)."

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1