A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Arka 2-0: Dobry zwyczaj

Legia wygrała trzeci kolejny ligowy mecz i awansowała na drugie miejsce w tabeli Ekstraklasy. W meczu czternastej kolejki nasza drużyna pokonała Arkę Gdynia 2:0. Bramki dla Legii zdobyli Jarosław Niezgoda i Michał Kucharczyk.

 

Trener Romeo Jozak ponownie postawił na tę samą wyjściową jedenastkę: Malarz – Broź, Astiz, Pazdan, Hloušek – Jodłowiec, Mączyński – Kucharczyk, Guilherme, Hämäläinen – Niezgoda. Goście rozpoczęli w składzie: Šteinbors – Zbozień, Marcjanik, Helstrup, Warcholak – Marciniak, Szwoch, Sołdecki – Kun, Siemaszko, Piesio.

Mecz toczył się w trudnych warunkach, na mokrym, grząskim boisku. W pierwszych minutach działo się niewiele. W 11. minucie jako pierwsi groźnie zaatakowali goście. Kun uderzył z narożnika karnego i Malarz wybił piłkę na rzut rożny. Po nim piłka trafiła pod nogi Siemaszki, którego mocny strzał w niewielkiej odległości minął bramkę Legii. W tej fazie meczu nasi zawodnicy grali niedokładnie, łatwo tracili piłkę na rzecz gości, nie byli w stanie zakończyć akcji strzałem. W 16. minucie Malarz w ostatniej chwili ubiegł szarżującego Siemaszkę. Minutę później Pazdan źle wybił piłkę po dośrodkowaniu z lewej strony boiska i musiał stoczyć fizyczną walkę z Siemaszką w polu karnym. Na szczęście nasz obrońca okazał się silniejszy. W 31. minucie wreszcie zaatakowała Legia. Guilherme potężnie uderzył z dystansu i Šteinbors musiał wybić piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później Hämäläinen ładnie podał do Guilherme, ten dośrodkował, ale Niezgoda nie trafił w piłkę. Za minutę znów zakotłowało się pod bramkę Legii, jednak Warcholak źle strzelił. Po kolejnej akcji gości strzał oddał Zbozień. Piłka powędrowała w dłonie Malarza. W 37. minucie Legia objęła prowadzenie. Mączyński z rzutu wolnego miękko podał w pole karne do Niezgody, który płasko uderzył i pokonał Šteinborsa. Było 1:0. W 43. minucie efektownie sytuacyjnie z przewrotki uderzył Guilherme, ale Šteinbors był na posterunku.

Nasz zespół do przerwy prowadził jedną bramką. Legioniści zaczęli grać dopiero po trzydziestu minutach meczu – to wystarczyło, by objąć prowadzenie.

W drugiej połowie Legia grała już zdecydowanie pewniej, wyżej, nie pozwalała gościom na wiele. W 55. minucie Kucharczyk uderzył z półobrotu, niestety niecelnie. Minutę później Niezgoda nie zdołał zakończyć strzałem ładnej akcji naszej drużyny. W 64. minucie w pole karne wbiegł Hämäläinen, płasko dośrodkował, do strzału doszedł Guilherme, jednak skończyło się tylko rzutem rożnym. Minutę później na boisku pojawił się Sadiku. Albańczyk zmienił Niezgodę. W 67. minucie Astiz był blisko pokonania… Malarza. Na szczęście nasz bramkarz popisał się refleksem. Za chwilę legioniści zepsuli doskonałą szansę na kontrę. W 71. minucie Hloušek dośrodkował do Guilherme, Brazylijczyk potężnie uderzył, ale obrońcy gości zablokowali to uderzenie. W 74. minucie Pasquato zmienił Mączyńskiego. W 78. minucie kolejny atak Legii mocnym strzałem zakończył Kucharczyk. Piłka trafiła w poprzeczkę. Minutę później po rzucie rożnym Legia miała kolejną szansę, ale w ogromnym tłoku piłka nie znalazła drogi do bramki. Tuż po tej sytuacji Guilherme utrudniał wznowienie gry Šteinborsowi i zobaczył żółtą kartkę, która wyklucza go z gry w kolejnym ligowym meczu. Za chwilę po mocnym uderzeniu Pasquato szansę na skuteczną dobitkę miał Sadiku, ale goście zablokowali jego strzał. W 85. minucie Legia wreszcie podwyższyła prowadzenie. Na środku boiska o piłkę powalczył Sadiku, podał do Kucharczyka, który wykorzystał sytuację sam na sam.

Mecz zakończył się wynikiem 2:0. Mimo niemrawego początku w wykonaniu naszego zespołu, zwycięstwo Legii było bez wątpienia zasłużone. Na uwagę zasługuje fakt, że legionistom znów udało się uniknąć straty bramki. O kolejne punkty powalczymy za tydzień w Szczecinie z Pogonią.

Dyskusja (17)
1niedziela, 29, października 2017 21:12
kibic50
Tak przemarzłem na stadionie, że napiszę tylko brawo Legia Very Happy
2niedziela, 29, października 2017 22:23
Senator
Pierwsza połowa to elektryczny Pazdan i wzrokowa przewaga gdynian. Ich akcje były grozniejsze. Bramka z wolnego dla nas była zaskoczeniem chyba bardziej dla rywali niż kibiców choć i Ci mogli być zdumieni. Do bramki nie graliśmy nic.
Druga połowa to już wyraźna przewaga Legii mogło i powinno skończyć się bardziej okazale.
Nie ma co narzekać, jestem zadowolony.
3poniedziałek, 30, października 2017 00:50
anonimowy_legionista
Astiz trochę elektryczny. Czasami mam wrażenie, że to przez problemy ze wzrokiem. Gra w soczewkach?

Pazdan fajna interwencja po której we Wronkach przez tydzień będą siedzieli z pianą na pysku.

Hlousek powrót do żywych, sprinty w drugiej połowie jak za czasów Czerczesowa.

Fizycznie w końcu zaczynają wyglądać jak ludzie. Trochę boję się Szczecina, ale Kozak nie będzie mocno cudował poza Guciem.

Najważniejsze, spuścić łomot Górnikowi po przerwie na reprezentację.

Mam cichą nadzieję, ze w te 3 najbliższe tygodnie DCC również wróci do żywych fizycznie.
4poniedziałek, 30, października 2017 01:28
corazstarszy
Serce by chciało, aby to już była trwała poprawa, ale rozum mówi co innego. Raz już była seria 3 ligowych wygranych – Piast, Wisła i Zagłębie. I prysło jak bańka.
Gol po stałym fragmencie dla nas – to rarytas.
Na szczęście, przyjezdni nie wyszli na prowadzenie
Podzielam zachwyty nad rajdami i dograniami AH w 2. połowie.
Aha, i mamy drugą najszczelniejszą obronę w lidze
5poniedziałek, 30, października 2017 07:30
dalkub
to ja dzisiaj nieco dłużej

#Jozak

Powolutku przekonuję się do tego pana, z dystansem, ale z coraz większą ciekawością i uwagą. Po pierwszych opowieściach o tym jak to Legia będzie grała pięknie i z sukcesem, próbował wdrożyć ten sposób gry. Dostał w ucho i się z tego wycofał - widać że facet wyciąga wnioski. Podoba mi się też to co robi w szatni - Nagy nie chce, druga drużyna, Berto słaby rezerwy, Moulin nie chce, nie gra - nie ma świętych krów. Do tego akcja plaskacz i jego wypowiedzi około tematu miały mu szatnię rozwalić, a wygląda na to, że jest odwrotnie. Ciekawe jak to się potoczy

#Fizyka

ja się nauczyłem aby fizykę Legii rozpatrywać po grze Hlouska. Hlousek w formie to solidna defensywa i dużo biegania do przodu z pożytkiem dla zespołu - nie chcę powiedzieć że Legia ma problemy fizyczne za sobą - oceniam to na jakieś 80%, ale jest ewidentnie lepiej w tej kwestii

#Gui

To w tej chwili najlepiej grający w piłkę zawodnik Legii, jest w coraz lepszej formie i może być 10 na miarę możliwości Legii - mam nadzieję że akurat z tym zawodnikiem kontrakt będzie przedłużony

#Atmosfera w zespole

tu też mam swój sposób obserwacji - obserwuję jak reagują zawodnicy i ławka po strzelonej bramce. Wydaje mi się, że ta drużyna w tym składzie osobowym dobrze się czuje, a pierwszy z gola Kuchego cieszył się będący już poza grą Mączyński.

#Mankamenty

Najbardziej irytuje mnie jakość podań piłki i to wcale nie dalekich. To wszystko jest jakieś takie niedokładne , za dużo podań do tyłu, mało celności, mało piłek wypieszczonych do przyjęcia. To może być efektem cięższych treningów.
Druga rzecz to nadal jest w grze obronnej, szczególnie w drugiej linii za mało agresji i odbiór piłki długo trwa - lepiej to wyglądało w drugiej połowie, ale w całym meczu było to tak sobie.
6poniedziałek, 30, października 2017 11:25
Bolek
@szatnia Jozaka.

W kontekście tego co napisał dalkub o postępowaniu Jozaka z zawodnikami, którym się nie za bardzo chce, tak sobie myślę, że może to jest właśnie sposób, którym Jozak wygrywa szatnię, mimo zajść po meczu z Lechem.

Wydaje mi się, że każdy pracownik (a przynajmniej większość), w tym piłkarze, który widzi że szef jest po prostu sprawiedliwy, nie będzie miał z takim szefem problemu. Może to trochę naiwne z mojej strony, ale... Tym bardziej, że do trzech wymienionych przez dalkuba dodałbym posadzonego na ławkę Kopczyńskiego i już drugi z rzędu mecz Brozia w pierwszym składzie, pomimo gotowości do gry Jędzy.
7poniedziałek, 30, października 2017 12:05
Zgred
#szatnia Jozaka

Dalkub ma rację, każda szatnia to specyficzny twór na funkcjonowanie którego ma wpływ dużo kwestii, ale jedną z najważniejszych jest ocena zaangażowania w meczach i treningach przez szkoleniowca. Prawidłowa optyka trenera w ocenach poszczególnych graczy tylko wzmacnia pozycję trenera. W mojej ocenie właśnie mamy z tym naocznie do czynienia, co świadczy o tym, że Jozak jest na dobrej drodze do sensownego prowadzenia zespołu. Dokładając do tego wyniki - może przed obozami, zmianami w kadrze wyłoni się pozytywny "duch zespołu". A skoro o wynikach to po meczu z Lechem (0-3) na początku miesiąca traciliśmy do nich pięć punktów, a do Górnika bodaj osiem...
Na koniec miesiąca mamy przewagę punktu nad Lechem i punkt straty do Górnika, a oni jak podają media grają "genialną" piłkę.
Niech grają, a my punktujmy, niech "circus" trwa Very Happy
8poniedziałek, 30, października 2017 12:05
Dzynek
Mam wrażenie, że odczucie niemrawego początku wynikało z agresywnej gry Arki. Prawdopodobnie Ojrzyński postawił wszystko na jedną kartę: strzelamy w pierwszych 20 minutach a później bronimy się. To działało w ostatnich meczach Arki, to działało w ostatnich meczach Legii i wydawało się oczywistym posunięciem. Nadzwyczaj żwawo ruszali się wszyscy arkowcy i tylko zadawałem sobie pytanie kiedy padną. Przetrwaliśmy szturm bez szkód i oczywyste stało się kiedy coś strzelimy. Legia jakoś specjalnie lepiej nie grała niż w poprzednich meczach natomiast przeciwnik szybko wypompował się czym sprawił łatwość w poruszaniu się po boisku.

W tej dziwnej lidze niewiele trzeba do pokonania przeciwnika. Stajemy na własnej połowie, niespecjalnie przeszkadzając przeciwnikowi tworzącemu swoje okazje w końcu dostajemy piłkę. Jedna, dwie szybsze akcje w rozrzedzoną obronę czynią spustoszenie. Skuteczny tylko jeden zawodnik ustawia grę pod szybki atak. Reszta tylko pilnując stref jakoś ogarnia tyły. Tak właśnie gra Legia. Pragmatycznie.

U wielu z nas pokutuje przekonanie, że powinniśmy zawsze i wszędzie grać jak Barcelona. Dominować i gnieść przeciwnika. Praktycznie każdy trener takie oczekiwania chce spełniać choć nie ma do tego zawodników. Jacek Magiera na tym poległ w europejskich pucharach i dopiero sytuacja w lidze zmusiła go do logicznego działania. Podobnie zaczął trener Jozak, ale dostał dwa razy po łbie i przejrzał na oczy. W końcu dobrał grę pod zawodników. Co prawda mówi, że przyjdzie jeszcze pora na ładną , dominującą grę tylko coś mam wrażenie, że nie szybko zrezygnuje z czegoś, co przynosi punkty. Jak chce inaczej to z pewnością widzi, że musi mieć innych zawodników.
Dlatego spodziewam się doskonalenia tego modelu gry aż do czasu, kiedy któraś drużyna ostentacyjnie nie będzie chciała wyjść z własnego pola karnego. Tylko czy ktoś się odważy skoro nie ma podziału punktów?
Najwidoczniej Jozak wzoruje się na Jose Mourinho, który nawet z Barcelony uczyniłby zespół przede wszystkim skompensowanej obrony i szybkiego ataku. To też dobra droga do wielkości.
9poniedziałek, 30, października 2017 12:56
CTP
No cóż, chyba już wszystko zostało powiedziane na temat tego meczu i samej Legii.
Zgadzam się z Dzynkiem, że gra Legii w pierwszych minutach była efektem wysokiego i agresywnego pressingu Arki. Bardzo mi brakowało w tamtym okresie Dąbrowskiego i jego dokładnych kilkudziesięciometrowych crossów. Chyba tylko raz tak zagraliśmy i gdyby Niezgoda dokładniej opanował tę piłkę, to mogliśmy bardzo szybko arkowców skarcić.

A skoro jestem przy Niezgodzie, to ja do tego piłkarza podchodziłem bardzo sceptycznie, bo techniki panowania nad piłką zbyt wielkiej nie ma, więc nie sądziłem, żebyśmy mieli z niego zbyt dużo pożytku w ataku pozycyjnym. Ale ten gość ma niesamowity talent do znajdowania się w czystych sytuacjach strzeleckich. No nie chcę zapeszać ale trochę mi przypomina Lewandowskiego z czasów Lecha - mało efektowny ale za to bardzo efektywny. Trzymajmy kciuki, aby nie odbiła mu palma, bo jeśli poprawi te swoje niedociągnięcia (a trochę ich jest), to legijna księgowa pewnego dnia bardzo się ucieszy. Smile
10poniedziałek, 30, października 2017 20:20
Zbyszek
O tym,że każdy trener chciałby pracować w Legii,a tylko Ojrzyński mówi o tym głośno.
Trener Arki jest absolwentem warszawskiej AWF z tego samego rocznika co Maciej Skorża. Obaj grali w drużynie AZS AWF , pierwszy na bramce,a drugi na środku obrony.Ale to Skorża był prymusem i jeszcze podczas studiowania za rekomendacją b. trenera Legii i szefa kierunku piłki nożnej uczelni Rudolfa Kapery podjął pracę szkoleniowca trampkarzy w naszym klubie.Tą drogą po ukończeniu studiów podążył i Leszek Ojrzyński.Lecz to Skorży szczęście sprzyjało, gdyż w Legii został nieoficjalnym asystentem trenera Janasa i ten pociągnął go za sobą jako asystenta w I reprezentacji oraz Amice Wronki.Kto zna Janasa ten wie,że jego lenistwo przekracza wszelkie granice i to Skorża wykonywał faktycznie obowiązki trenera.Po odejściu Janasa na leczenie przejął jego funkcję co otworzyło mu drzwi do kariery i do bycia trenerem Legii. Z tej szansy korzystał niegdyś dobrze,a dziś raczej kiepsko.Natomiast Ojrzyński nie mając protektora wdrapywał się po kolejnych szczeblach własnymi siłami rozpoczynając pracę od klubów niższych lig.Piłkarska polska usłyszała o nim jako trenerze Znicza Pruszków, który w sezonie 2006/2007 o mały włos,a właściwie o brak chęci działaczy,a wprowadziłby ten klub do najwyższej klasy rozgrywkowej.Ale też dysponował nielichym składem,że wspomnę Lewczuka, Kokosińskiego, Bogusza, Jędrzejczyka, Radosława Majewskiego,Zawistowskiego, Chałasa no i Roberta Lewandowskiego.To on ujawnił prawdziwe kulisy przejścia Lewandowskiego nie do Legii,ale do Lecha.Jako kibic Legii nie mógł zrozumieć głupoty ówczesnych władz Legii i trenera,że do tego dopuścili.Potem poszedł pracować do Korony Kielce i w krótkim czasie stworzył zespół walczaków , groźnych dla każdego określanego barwnie jako "bandę świrów".W Koronie na tle oszustw dokonywanych przez ówczesnego dyrektora sportowego i prezesa skonfliktował się z nimi do tego stopnia,że poinformował o tym Prezydenta Kielc. Ten jednak był głuchy na fakty,żadnych działań nie podjął,ale sama sprawa wyciekłą do władz klubu i Ojrzyńskiego zwolniono.Dopiero po jego odejściu potwierdzono przekręty i sam Prezydent złożył doniesienie do Prokuratury. W kolejnym klubie w Podbeskidziu radził sobie jak zwykle na początku pracy dobrze,ale kiedy przyszły gorsze dni nie chciał być posłusznym b. trenerowi , ówczesnemu prezesowi Boreckiemu, który rościł sobie prawo do bycia nadtrenerem i znowu musiał odejść. A Boreckiego obwiniono o spadek i też to był jego koniec jako działacza.Teraz widzimy jak świetnie radzi sobie Arce.Powiada,że już "bandy świrów" tworzył nie będzie, bo będzie stawiał na walory piłkarskie, a nie li tylko wolicjonalne.I trzeba przyznać,że mu się to udaje.Nie tylko utrzymał Arkę w elicie,ale z nią wywalczył PP i po pokonaniu Legii SP. A Arka bodaj najlepiej ze wszystkich polskich drużyn zaprezentowała się w eliminacjach europejskich pucharów. W jego wielu wypowiedziach można było dopatrzyć się żalu,że do tej pory nie dostał szansy pracy w Legii, mimo,że dwa razy był w kręgu zainteresowań i uważa,że od kilku jej trenerów ostatniego okresu nie byłby gorszy.Co z kolei oznacza,że jako trener drużyn grających przeciwko Legii chce wykazać,że nie zatrudniając go popełniono błąd.Na szczęście chcieć, nie znaczy od razu móc.

O tym,że jazda na gapę kiedyś się kończy.
W piłce nożnej jako grze zespołowej jazda na gapę jest możliwa i często praktykowana.Podobnie jak w pociągu, nie płaci się za bilet i się jedzie czyli nie wkłada się wysiłku na treningu, nie wykazuje się zaangażowania podczas meczu,a się jest i jeszcze się gra,ale najważniejsze,że się dobrze na tym zarabia.Mówiąc teoretycznie takie bycie wiezionym czyli nic nierobienie bywa mimo wszystko korzystniejsze od robienia wszystkiego na opak. W tych przypadkach tacy zawodnicy przypominali rentierów , a więc tych , którzy żyją z procentu od złożonego w banku kapitału, tylko,że oni odcinali kupony od niedawnej sławy lub od talentu.Trenerem , który wierzył,że te wyleniałe lwy się obudzą był poprzednik Jozaka. Przypominamy sobie jego słowa,że drużyna jeszcze zaskoczy, jeszcze się ogień zapału zatli i wszystko powróci nie tylko na stare, dobre tory,ale będzie jeszcze piękniej.Nie było, bo nie mogło być.I nie w osłabieniu zespołu leżał klucz do przebudzenia,ale w tym,że trener nie znał sygnału pobudki, nie wiedział na jakim instrumencie zagrać,aby być usłyszanym. Teraz to całe rozlazłe bractwo zaczyna z powrotem rozumieć,że realne życie nie jest snem i wymaga aktywności, zaangażowania, posiadania jakiegoś celu i poświęcenia w dążeniu do niego.Wchodząc na najwyższy diapazon co przy okazji bliskich Zaduszek jest do przyjęcia można rzec,że najgorsza jest nie sama śmierć,ale śmierć za życia, która następuje wówczas kiedy człowiek uświadamia sobie,że nie ma już po co żyć.

O tymże naszedł czas łapania równowagi w grze.
W dwóch poprzednich meczach nasz zespół zagrał defensywnie, z Lechią w sposób wymuszony,a z Wisłą świadomy.Trener, podobnie jak my, wie,że posiada w drużynie lepszych obrońców i defensywnych pomocników niż graczy ofensywnych i rozkłada akcenty taktyczne tak,ażeby to co dobre wyeksponować.Dotychczas te wybory broniły zdobycze punktowe.Tyle tylko ,że takie granie jest usprawiedliwione aktualnym stanem wytrenowania zawodników i jakoś skuteczne, lecz wyłącznie w konfrontacji z zespołami o zbliżonej do naszej klasie graczy. Ale z zespołami słabszymi pod względem kadrowym tak grać się nie powinno.Stąd konieczność zbalansowania poczynań. Przy czym po słowach Jozaka jaka ta Arka mocna jest poczułem zaniepokojenie czy prowadzi swoją grę na koncentrację zawodników czy wchodzi w kapcie Berga, który uważał,że każdy rywal jest bardzo trudny ze skutkami znanymi.Bo nie jest.Czym innym jest nielekceważenie żadnego rywala,a czym innym jest traktowanie słabego jako faworyta i podstosowywanie taktyki i organizacji gry pod tak spaczoną wizję możliwości dwu drużyn.Wczoraj Jozak pokazał po raz kolejny,że jest bardzo pragmatyczny i chce, aby drużyna grała w sposób wyrachowany, ekonomicznie i na wynik.Jest to też duża umiejętność.Bo zatrzymanie się na głębokiej defensywie i kontrataku przyszłościowym rozwiązaniem dla Legii nie jest.

O tym,że Jozak zaskakuje wyborami.
Jeszcze nie tak dawno wydawało się,że hierarchia w drużynie Legii jest ukształtowana.Kapitanami drużyny spośród grających byli w kolejności : Jędrzejczyk,Pazdan, Hamalainen. A trener wskazał na Malarza. Generalnie rzadko kapitanem drużyny jest bramkarz, gdyż jego wpływ na poczynania boiskowe kolegów jest znikomy,ale Malarz swymi publicznymi wypowiedziami opowiadał się za tak potrzebnymi do wygrywania wartościami jak : zaangażowanie, zespołowość , poświęcenie. Nie wymieniał nazwisk ,ale każdy wiedział kogo krytykował. W ten sposób wspierał trenera. Podobnie pozycja Jędrzejczyka wydawała się niepodważalna,a tu po zabiegu nie ma śladu, a trener wystawia Brozia.Być może czeka na wzrost formy Jedrzejczyka i jego poprawę gry tak w defensywie i ofensywie,ale na dziś Broź jest bardziej zdyscyplinowany taktycznie.Jako wysunięty napastnik gra kupiony za grosze Niezgoda,a ławę grzeje najdroższy zakup Legii Sadiku. Oczywiście w ogromnym stopniu wynika to z koncepcji gry ,ale też bardzo źle świadczy o poprzednikach, którzy Niezgody w ogóle w Legii nie widzieli. Podobnie było z wystawianiem Kopczyńskiego kosztem Jodłowca czy forsowaniem wolnego Dąbrowskiego.
Te przykłady świadczą o tym,iż dla Jozaka dobro drużyny jest najważniejsze i wybory personalne mają temu celowi służyć, nie żadnym innym.

O tym,że nasi zawodnicy popełniali za dużo niewymuszonych błędów.
Od początku wczorajszego meczu zawodnicy Arki pokazywali,że zostali dobrze taktycznie nastawieni przez ich trenera.Wyciągnął on z meczów Legii z Lechią i Wisłą wniosek,że nasz zespół mocno atakuje od początku i jak zdobywa bramkę to się zamyka i broni wyniku.Postanowił tedy zagrać agresywnie przeciwko naszym graczom,aby im taki scenariusz uniemożliwić. I kiedy Arka przez ok. pół godziny tak grała ujawniła aktualne słabości naszej gry .Notowaliśmy za dużo strat piłek wskutek niecelnych podań , najczęściej i rzadziej, złego przyjęcia piłki.Wynikało to nie nieporadności,ale bojaźni.Nasi zawodnicy nie wychodzili agresywnie i ryzykownie do przodu, lecz woleli niejako zabezpieczać własne tyłki i grać asekuracyjnie.Skutek był taki,że wydawało się jak by w polu graczy rywali było więcej, bo to oni przechwytywali tzw. bezpańskie piłki. Więc gra do płynnych nie należała, z naszej strony, bo w rozegraniu było za dużo błędów i niecelnych podań ,a z ich, gdyż ich umiejętności piłkarskie na prowadzenie uporządkowanej gry nie pozwalają.

O tym,że im dalej w mecz tym przewaga naszej drużyny rosła.
A sprawcami niepodzielnego opanowania przez Legię, zwłaszcza w II połowie, środkowej strefy boiska byli znakomity Jodłowiec,niewiele gorszy Guilherme i bardzo dobry Mączyński.To oni ustabilizowali grę naszej drużyny i rozerwali zespół Arki na dwie rozłączne połowy odcinając ich atakujących od piłek. Na pokaźniejsze zdobycze bramkowe przyjdzie jeszcze czas. Na dziś odnotujmy,że wraca pewność siebie i widać więcej radości z samej gry.Idzie ku lepszemu.
11poniedziałek, 30, października 2017 23:38
Moros
W meczu z Arką najbardziej zwróciły moją uwagę stałe fragmenty gry. W końcu ktoś dostrzegł i zareagował na to, że nie mamy zawodników do walki w powietrzu i ograniczył liczbę bezsensownych wrzutek w pole karne. Bramka Niezgody to podanie "na nogi", a nie wrzutka na walkę. To samo z rożnymi. Nie umiemy poradzić sobie w powietrzu, to robimy jakieś zamieszanie na pierwszy słupku i próbujemy posłać tam piłkę licząc, że zdezorientowany przeciwnik się pogubi i będzie wystarczyło dostawić nogę. Czy te nowe rzuty rożne coś nam dadzą, czas pokaże, ale widać, że ktoś wyciągnął wnioski i próbuje coś zmienić. Zresztą pewnie zauważyliście, że Hlousek unikał zagrań na zasadzie "wrzucę gdziekolwiek, bo boisko się kończy, a ja jestem tak rozpędzony, że nie zdążę wyhamować", a zamiast tego spod końcowej linii posyłał piłkę po ziemi w okolice 11 metra. Poza wynikami, to kolejna rzecz, która daje mi powody sądzić, że nowy sztab szkoleniowy nie traci czasu.
12wtorek, 31, października 2017 01:50
Senator
@CTP
Mam to samo z Niezdodą, technika na poziomie słabym a jednak w sytuacjach bramkowych trafne wybory noga nie drży, a głowa nie panikuje. Ci co oglądali Lewandowskiego w Zniczu nic szczególnego w nim nie widzieli, właśnie taki Niezgoda co to nogę dostawić potrafi. Jeśli pan Jarek nie z wariuje i pójdzie tytaniczną drogą pracy jaką wybrał Lewy to kto wie może?
13wtorek, 31, października 2017 08:02
Zgred
@Senator

"noga nie drży" - no nie drży, strzela się na razem jedną lub drugą albo dwoma na raz...Ale o co chodzi? Od zawsze w tym Klubie się szukaVery Happy Tak wiem, wiem...
Proszę się odpierdolić od miłostek , ale równocześnie proszę się odpierdolić od przygotowanych teorii.
Niezgoda jest Niezgodą i niech Niezgodą będzie...
Porównywania ani sensu nie mają, ani nawet w diagnostyce muszą się zagubić.

Jeśli pan Jozak...Senatorze nieraz nie jest potrzebna praca jak ją nazywasz tytaniczna, nie, nie - nieraz praca - ta prawidłowa z myślą szkoleniowca wyzwala rozwój, a stawianie na wybory jest po za systemem. To są najpiękniejsze momenty w rozwoju, karierze...
Ty to znasz z drugiej strony kompa czy laptopa i my sobie możemy pitolić ( gdzie jest Iocosus?) My z Legią w genach będziemy zawsze oceniać prawidłowość Wink
A pewną prawidłowość Jozak ocenił i...rzetelnie na to stawia. Mnie się to podoba i Niezgoda też mi się podoba.
14wtorek, 31, października 2017 12:25
Senator
@Zgred
Nie za bardzo rozumiem od czego od kogo od jakich teorii mam się odp... i może ważniejsze do czego do kogo i jakie teorie pier...
15wtorek, 31, października 2017 16:50
Zgred
@Senatorze

Otóż nie podoba mi się porównywanie z punktem odniesienia. To zwyczajnie sensu nie ma - bo i plan jest większy (perspektywą) a i rzeźba w dłoniach również nie wyjdzie na dobre.
Zostawiając jednak te porównania - mamy naocznie do oceny sytuację, w której Niezgoda się z nami Very Happy zgodzi...lub nie zgodzi!
Może warto poczekać, bez porównań, które to mogą być bardzo mylące. Tylko tyle Senatorze, tylko tyle.
16wtorek, 31, października 2017 23:20
Senator
@Zgred
Tu nie było żadnych porównań bo na dziś nie ma takiej możliwości, nie ten rozmiar kapelusza.
Jest natomiast nadzieja, że jak chłopak będzie pracował to kiedyś będzie może można porównać. Tylko tyle Zgredzie tylko tyle.
17środa, 01, listopada 2017 00:02
Zgred
@Senatorze

Ale własnie to jest OK. Chłopak zobaczył w Ruchu Chorzowskim na czym ta nasza liga wygląda, a teraz jest TU i w Mateczniku ma strzelać bramy. Mało tego- to również jest droga drugiego młokosa, który przebija się w Wiśle Płock. Te sprawy dzieją się na świecie i w imię ładności postrzegania są jak najbardziej kreatywne. To jest To!

Senator, ja nie lubię porównań, no nie znoszę. To jest tak. że w porównaniach chce się widzieć coś w odniesieniu do jeden- do jednego...Tak nie ma! Zycie jest inne, dzień jest inny i sport - też.
I o to właśnie chodzi, aby inny był.
Co mi da porównanie do Leszka Pisza, który bramki sadził z rzutów wolnych, albo do Czarka Kucharskiego, który tak się pokopał w meczu z Głowackim , a Zieliński Jacek dał nam wynik 3-2 Very Happy
Te mecze genialne z naszego punktu widzenia zawsze zostaną w pamięci, a te ! które są przed nami...niech się wykluwają - powoli -bo o ich renomie Warszawa opowie Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1