A+ A A-

Legia - Wisła Płock 3-2: Kamień z serca

Z ogromnym wysiłkiem Legia wywalczyła kolejce bezcenne punkty w rywalizacji o mistrzostwo Polski. W środę po południu do Warszawy przyjechała Wisła Płock. Legia prowadziła już 2:0, w ostatnim kwadransie goście wyrównali na 2:2, ale legioniści zdołali raz jeszcze odpowiedzieć. Dwie bramki dla naszej drużyny zdobył Cafú, trzecią dołożył Michał Kucharczyk.

Trener Dean Klafurić nie mógł skorzystać między innymi z Michała Pazdana i Jarosława Niezgody. W pierwszej jedenastce naszej drużyny pojawili się Mauricio i Eduardo. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz - Vešović, Astiz, Mauricio, Hloušek – Antolić, Philipps – Cafú, Pasquato, Szymański – Eduardo. Goście rozpoczęli w składzie: Dähne - Stefańczyk, Uryga, Dźwigała, Reca - Szymański, Furman - Łukowski, Štilić, Varela – Kanté. Jerzy Brzęczek nie mógł skorzystać z wypożyczonego z Legii Konrada Michalaka.

Przez znaczną część pierwszej połowy na boisku działo się niewiele. Gra nie układała się Legii. Goście wydawali się być drużyną lepiej zorganizowaną i to oni konstruowali bardziej płynne akcje. Jako pierwsi dobrą okazję stworzyli sobie jednak legioniści. W 18. minucie Szymański i Hloušek dobrze rozegrali piłkę na lewej stronie boiska. Dośrodkowanie Czecha znalazło w polu karnym gości Eduardo, niestety strzał naszego napastnika poszybował wprost w dłonie bramkarza Wisły. W 20. minucie Mauricio ostrym wejściem powstrzymał pomocnika gości, za co otrzymał żółtą kartkę. W 28. piłkę w polu karnym Wisły otrzymał Szymański i uderzył z ostrego kąta. Dähne spokojnie złapał piłkę. Po drugiej stronie boiska Malarz zatrzymał płaski strzał Vareli. W 35. minucie Legia objęła prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Szymański, fatalny błąd popełnił Dähne, który piąstkując, ‘nabił’ Cafú i piłka wpadła do bramki gości. Goście odpowiedzieli atakiem, po którym bramka Legii przez chwilę była pusta, na szczęście żaden piłkarz Wisły nie miał okazji zamknąć tej akcji strzałem.

Do przerwy było 1:0. Obserwując przebieg meczu w pierwszej połowie, w tym momencie wolelibyśmy chyba, żeby nie była to 45. minuta, lecz już 90.

W 54. minucie błąd przy wyprowadzeniu piłki popełnił Vešović. Štilić podał do Łukowskiego, ten uderzył z prawej strony pola karnego i Malarz odbił strzał na rzut rożny. W 61. minucie Broź zmienił Pasquato, a Vešović przesunął się do przodu. W 62. minucie Reca dynamicznie ruszył lewym skrzydłem i płasko dośrodkował w kierunku Kanté. Sytuację uratował Malarz. W 69. minucie boisko opuścił Eduardo, którego zastąpił Kucharczyk. Już w pierwszej akcji po wejściu na boisko Kucharczyk zdobył gola. Wprowadzony do ataku ‘Kuchy’ ruszył do prostopadłego podania Vešovicia, wyszedł sam na sam z bramkarzem gości i spokojnie umieścił piłkę w bramce. W 78. minucie dwukrotnie na przestrzeni kilku sekund fantastycznie interewniował Malarz, ale po rzucie rożnym nie mógł zrobić już nic. Dośrodkowanie Štilicia znalazło Urygę, który mocnym strzałem głową zdobył kontaktowego gola dla Wisły. W 81. minucie zrobiło się naprawdę nerwowo. Drugą żółtą kartkę ujrzał spóźniony z interwencją Mauricio i musiał opuścić boisko. Na boisku natychmiast pojawił się Rémy, który zmienił Antolicia. W tej samej minucie Wisła wyrównała. Po rzucie wolnym piłka spadła na nogę Bilińskiego, który popisał się efektownym wolejem. Było 2:2. W 87. minucie Legia odzyskała prowadzenia. Po błędzie Furmana i odbiorze Vešovicia do strzału doszedł Szymański, piłka trafiła w słupek, ale dobrze ustawiony Cafú zdobył upragnionego gola.

Zdumiewający był sposób, w jaki Legia, w tak ważnym meczu, na tym etapie walki o mistrzostwo Polski, w kilka minut wypuściła z rąk dwubramkowe prowadzenie. Równie zdumiewające było, że grająca w dziesiątkę, podłamana i zdenerwowana drużyna potrafiła raz jeszcze poderwać się do walki i odzyskać zwycięstwo, tym samym zaliczając arcytrudną próbę. Kolejna w najbliższą niedzielę – do Warszawy przyjedzie Górnik Zabrze.

Dyskusja (10)
1środa, 09, maja 2018 21:51
kibic50
Na takie mecze czeka się latami.
Wspaniała gra naszej drużyny !
Pierwsze 45 minut to uczta dla miłośników taktyki. Dokładne rozgrywanie piłki pomiędzy Astizem, Philipsem, Mauricio i Malarzem palce lizać. Pół godziny gry do tyłu musiało odcisnąć piętno na bezradnej w tej części gry Wisły.
Na uwagę zasługuje również postawiony wysoki pressing, który rozbijał w pył nieliczne ataki gości. Wreszcie stały fragment gry, niezwykle skuteczny Cafu trafiony piłką przez bramkarza i 1:0
Druga połowa to już majstersztyk gry ofensywnej. Totalny atak przeprowadzany raz lewą raz prawą stroną przez niezwykle tego dnia nastawionych ofensywnie Antolića i Pasuato. Świetne dośrodkowania Hlouśka siały postrach w polu karnym zespołu z Płocka. Niezwykle ruchliwy i bardzo szybki tego dnia Eduardo co chwilę bombardował bramkę przeciwnika.
Kolejne bramki były już tylko kwestią czasu. W 69 min bardzo wyczerpanego Eduardo zastąpił pupil trybun Michał Kucharczyk. Legenda klubu potrzebowała jednej akcji, aby wpisać się na listę strzelców. Legia złapała przeciwników za gardło i już miała nie wypuścić, ale jak wszyscy wiemy 2:0 to najgorszy wynik. Nawet fenomenalna postawa Malarza nie uchroniła nas od straty dwóch goli. Nie pomógł nawet fenomenalny Mauricio. Był wszędzie, nawet przy linii bocznej, przy które zobaczył drugą żółta kartkę, potwierdzając tym bardzo twardą, bezpardonową grę w defensywie.
W tym momencie zrobiło sie jeszcze większe meczycho. Piłkarski spektakl trzymał w napięciu do końca. Huraganowe ataki Legionistów grających w osłabieniu przyniosły skutek. Po fenomenalnym strzale w słupek piłka trafiła w Cafu i ponownie wpadła do bramki. 3:2 to najmniejszy wymiar kary dla wszystkich kibiców, którzy tego dnia stawili sie na stadionie.

Ps

U nas to pikuś. W Poznaniu to dopiero widowisko Very Happy
2środa, 09, maja 2018 22:06
Krzysztof Jastrzębski
@Kibic50 Wiem że remis w Białym teraz wygląda inaczej, ale dlaczego Nasi muszą nas mordować taką grą Wink Napisałem na aucie że Jaga po dzisiejszym meczu ma dużo lżejszy kalendarz niż my. Ciężko jest być optymistą, przede wszystkim poprzez pryzmat jak my gramy.. Smile
3środa, 09, maja 2018 22:38
CTP
"ale dlaczego Nasi muszą nas mordować taką grą"
Transfery zimowe. Kompletnie zignorowaliśmy naszą ofensywę i zakontraktowaliśmy jedynie emeryta Eduardo. W kontekście walki o fazę grupową europejskich pucharów to jest zdecydowanie do poprawienia.
Poza tym, Klafuric dzisiaj postawił na jozakowe 4-3-3 i graliśmy bez skrzydeł, co było widać zwłaszcza na naszej lewej stronie, gdzie Hlousek nie mając wsparcia zazwyczaj rezygnował z gry i wycofywał piłkę do defensywy. Cafu miał farta, bo dwa razy piłka odbiła się od niego i wpadła do bramki ale jego wartość ofensywna/kreatywna jest, delikatnie mówiąc, niezbyt wielka. Podobnie jest zresztą z Antolicem.
4środa, 09, maja 2018 22:58
Krzysztof Jastrzębski
@CTP O pucharach, jeśli mi się przewiną, to wydaje się że będzie wczesna porażka, jeśli nie będzie wzmocnień jakościowych w ofensywie i lepszego przygotowania fizycznego, pytanie kiedy to zrobić latem z mistrzostwami w tle i nowymi zawodnikami?.. Hlousek nie może dostawać piłki do tyłu, nie potrafi się z nią zabrać przy nadbiegającym przeciwniku. Cafu przypomina mi Remy`ego na początku w Legii. Jak będzie później? Antolić biega jako 10 z braku laku, bo niby może biegać nadal i czasami może podać sensownie ale to nie 10, kiedy Pasquato cofa się na rozegranie a piłki nie dostaje lub bardzo rzadko. Całość podsumuję: nie ma wyjścia na pozycję, km są, ale bez tempa.
5czwartek, 10, maja 2018 00:33
corazstarszy
Jestem szczęśliwy, że Legia wygrała, ale rozstrzygnięty mecz we Wronkach powoduje, że nie wiem, czy jesteśmy bliżsi 1. miejsca po 37. kolejce niż byliśmy przed tą kolejką. Mecz na zawał. Cały sezon na zawał. Malarz na prezydenta, Kuchy na premiera, Cafu na … prezesa PZPN?
Trzeba wygrać z Górnikiem. Może jesteśmy w stanie to uczynić. Ale czy uczynimy?
Decyzje kadrowe Klafuricia. To on widzi zawodników na co dzień i powinien potrafić ocenić, na ile kogo stać. Ale Vesović na skrajnej obronie i Edek w ataku to … nie wiem … brak rozwagi? … wiara w to, że wiara czyni cuda? … zaklinanie rzeczywistości? … głupi ma zawsze szczęście? Dla mnie trochę szok. Jak i cała gra obronna Legii. A np. po Krakowie wyglądało na to, że pod tym względem, złe już minęło.
Cafu będę bronił. Chinyamie też kiedyś zarzucano, że zdobywał gole, gdzie wystarczyło dostawić nogę. Ale właśnie: trzeba umieć być w odpowiednim miejscu. Jakoś od Eduardo piłka stanowczo nie chciała się odbić. A stopę przy 3-2 na pewno musiał odpowiednio nakierować. Za Urbana kiedyś w identycznej sytuacji, we Wodzisławiu (2009/10), niejaki Sebastian Szałachowski, nie ułożył, trafił w słupek i przegraliśmy 0-1.
Nie dziwią mnie wypowiadane opinie, że Wisła była najtrudniejszym przeciwnikiem. Dominik Furman się zlitował. Jak mu dziękować?
Żeby nie było, podziwiam to, jak Legia wyszła z opresji. Bo to Legia wyszła, a nie samo się wyszło.
Głowa kwadratowa.
6czwartek, 10, maja 2018 06:57
anonimowy_legionista
Eduardo, ma przegląd pola i umiejętność zagrania fajnej piłki to wystarczy. Cafu, mi wygląda na gościa co mu się wyłącza komplikator (nadmierne myślenie) w sytuacjach stresowych - robi swoje.

Ogólnie, dla mnie największy dramat to gra w środku pola, czegoś brakuje przez to spychają nas głęboko do obrony.

Czy ja mam tylko wrażenie, czy Klafurić po finale PP zaaplikował jakieś większe obciążenia i szykuje się na małą zemstę w Pozaniu i na Poznaniu?
7czwartek, 10, maja 2018 08:46
Oley
Moim zdaniem, to było jakby "oszczędzanie" tych ważniejszych zawodników, na Górnika. Mimo, że płocczanie są szybsi, jako całokształt, to jednak na większej intensywności grają właśnie zabrzanie. Poza tym... wiadomo było, że Wisła będzie bardziej ustawiona na kontry, a Górnik zapewne zagra otwartą piłkę. I zapewne wyższy pressing. Dlatego motoryka, taktyka i technika musi być na wyższym poziomie, niż we wczorajszej potyczce. Swoją drogą, tak się ustawić, żeby piłka dwa razy się od Ciebie odbiła, i żebyś zdobył z tego dwie bramki... to nie lada umiejętność.
Wczorajszy Lech był tak bezradny (a raczej Jaga tak dobrze ustawiona), że niestety, ale obawiam się, że w 36 kolejce raczej nie zagrają "pod nas"
8czwartek, 10, maja 2018 12:04
Dzynek
---"Ogólnie, dla mnie największy dramat to gra w środku pola"---

Nie radzimy sobie z pressingiem. Zarówno w kwestii organizacji gry (przede wszystkim brakuje wytrenowanego uwolnienia się podaniem za linię nacisku) jak i w kwestii umiejętności podjęcia szybko właściwej i odważnej decyzji.

---"...zaaplikował jakieś większe obciążenia"----
Do końca ligi jakieś 10 dni i wyjątkową niekompetencją byłoby serwowanie ciężkich treningów. Teraz robi się tylko trening podtrzymujący i regeneracyjny i o naszych piłkarzach prędzej powiem, że nie ma co "podtrzymywać". To nawet widać po niskiej intensywności gry, przegrywanych pojedynkach biegowych, braku agresywności w próbie odbioru, słabym i sporadycznym pressingu, zmęczeniowych urazach, dużej rotacji. Nawet zawodnik, który tydzień odpoczywał w kwestii motoryki wygląda tak samo jak ci co grają co 3 dni. Uważam, że bronienie się na własnej połowie z Płockiem nie wynikało z założeń taktycznych, bo na Wisłę naturalnie musiały być inne niż na Jagiellonię.
9piątek, 11, maja 2018 07:30
Zbyszek
O tym,że warto przypomnieć o roli Jerzego Brzęczka w historii polskiej piłki.
W tej materii oddaję głos Januszowi Wójcikowi , który o Jerzym Brzęczku pisał tak : "Kapitan moich dwóch reprezentacji, piłkarz, który wzbudza swoją grą, postawą jeszcze większe emocje niż "Kowal". Piłkarz , z którego powodu bywam odsądzany od czci i wiary. Tylko dlatego,że to "mój" piłkarz i "mój"kapitan. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem "Brzęka" na boisku liczył sobie niespełna 19 wiosen. Jeszcze go nie znałem,ale uderzyła mnie jego niezwykle inteligentna gra.Jurek wygląda niepozornie,ale ma łeb jak sklep.Jest inteligentnym piłkarzem ,bo jest inteligentnym człowiekiem.Od pierwszego poznania był to naturalny przywódca grupy.Miał większą od innych łatwość wysławiania się, szybciej orientował się w skomplikowanym mechanizmie reprezentacji olimpijskiej.No i szybciej od innych liczył.Pierwszy wiedział co się komu należy.Było w związku z tym zupełnie naturalnym,że to on został wybrany kapitanem zespołu.Nie ja go wyznaczyłem ,ale koledzy go wybrali, wiedząc,że stanie się najlepszym mecenasem ich interesów.W meczu też zawsze był postacią centralną, nie tylko z racji pozycji rozgrywającego. Brzęczek należy do tego typu piłkarzy, którzy graja może nieefektownie,ale niezwykle efektywnie.I bardzo dużo meczów de facto on wygrał dla Polski ,chociaż zdobywcami goli , królami strzelców i bohaterami tłumów zostawali inni piłkarze. Również w I reprezentacji Jurek był znakomity. Zawsze jak taran pchał zespół do przodu... Ja w każdym razie w każdej sytuacji mogę na Brzęczku polegać jak na Zawiszy.Inna sprawa,że trochę swoją karierę przefajnował.Nikt tak mistrzowsko nie zmieniał barw klubowych i za każdym razem z istotnymi dla siebie korzyściami.Może gdyby się skupił na wejściu do jednego,ale silnego klubu, zamiast uprawiać piłkarską turystykę jego pozycja w rankingu piłkarskim byłaby dużo wyższa.Odnoszę się do Jurka z przyjaźnią. No, dobra niech będzie,że mam do niego słabość.Do kogoś mieć trzeba. Jestem trenerem, nie robotem." Tyle Janusz.
W czasach kiedy Brzeczek w reprezentacji olimpijskiej i narodowej grał, był w nich dzisiejszy komentator Kanalizacyjny Tomasz Wieszczycki, który okazuje jakąś awersję wobec niego. Powiada ,że Brzęczek owszem coś tam z Wisłą gra,ale gdyby trenerem był zwolniony bezpodstawnie jego zdaniem Marcin Kaczmarek to wtedy dopiero Wisłą byłaby potęgą. To co plecie jest piramidalną bzdurą, bowiem Kaczmarek zwolnił się sam. Prezes zrobił mu łaskę,że go nie wyrzucił dyscyplinarnie.Kaczmarek popadł w słowny zatarg z Furmanem i wobec prezesa zażądał usunięcia piłkarza, na co prezes znający nastroje wśród piłkarzy , którzy wiedzieli,że są niedotrenowani i sympatią trenera nie darzyli - się nie chciał zgodzić. Na to trener postawił ultimatum ,albo on, albo ja. Na to prezes, no to on.Na to trener poszedł na skargę do Prezydenta Płocka i niczego nie wykukał. No to poszedł z żalami do mediów jaki to on pokrzywdzony, bo jego wielkiego trenera zamienili na jakiegoś piłkarzyka. Tyle uzyskał,że żaden prezes klubu w Polsce nie chce o nim słyszeć. A przypominam o Brzęczku, gdyż stale ktoś organizuje jakieś wybory najlepszego piłkarza i są tam różni, kwadratowi i podłużni,a Brzęczka nie ma.W ostatnim o prymat walkę toczyli Lubański i Deyna i Włodek zdobywał przewagę.Kiedy grali to Lubański mógł Deynie buty czyścić i robił by to z wdziękiem, bo to sympatyczny , wygadany facet,ale piłkarsko to inne światy. Ale jeden jeszcze żyje,a drugi już nie nie. Tak marni żywi wygrywają z wielkimi umarlakami.

O tym,że brak Niezgody nie był odczuwalny.
Mnie jest trudno przyzwyczaić się do takiego łatwego kreowania bohaterów w piłce.Przed meczem z Wisłą pisano w tonie alarmistycznym jakie to ogromne osłabienie dla Legii.Nie ujmując Niezgodzie talentu to w czołówce najlepszych strzelców jego nazwisko nie widnieje,a gra w drużynie liderującej.Rozumiem,że chce się jakoś dowartościować chłopaka, który trafił do Legii z prowincjonalnego klubu,ale dla 3 trenerów się nie nadawał i
dopiero Jozak się na nim poznał.Natomiast ja patrzę nie tyle krytycznie na Niezgodę ile na brak pracy z nim w Legii.W Legii jego się eksploatuje zupełnie nie dbając o jego rozwój.Facet ma talent wybitny co widać w jego relacjach z piłką, on ją instynktownie wyczuwa,a przy tym ma wrodzą szybkość i koordynację ruchową.I jest kompletnie nieprzygotowany atletycznie.W Legi słychać,że obawiają się,iż jak nabierze siły co wiąże się ze wzrostem masy to może stracić dynamizm.Tak mówią laicy,a nie fachowcy. W poważnych klubach od lat mają opanowaną metodykę takiego doskonalenia atletycznego,aby szybkość nie cierpiała.A bez siły Niezgoda klasowym napastnikiem nie zostanie.A pochodną tego stanu są jego urazy.Został rzucony na głęboką wodę, ambicja i talent go niosły,ale grał ponad swoje siły.W takich sytuacjach jest zawsze wybór,albo mamy w pełni gotowego fizycznie napastnika,a jak nie to oszczędnie gospodarujemy jego skromnymi siłami.Bo takie myślenie,że jakoś to będzie zawsze źle się kończy. I z reguły nie ma winnego. A w samym meczu, bez Niezgody jakoś ustrzeliliśmy 3 brameczki .

O tym,że zmiany w składzie niekoniecznie świadczą o chaosie, a bardziej o nieprzygotowaniu fizycznym i taktycznym.
Po obserwacji wielu lig zagranicznych banalna jest konstatacja,że dobrze przygotowana drużyna to taka, która jednym składem wyjściowym jest w stanie grać co 3-4 dni , zawodnicy rozumieją się bez słów i mogą ze sobą grać z zawiązanymi oczami.W Legii trener musi cały czas manewrować składem, nie dlatego,że chce dać każdemu pograć,ale dlatego,że większość piłkarzy gry co 3-4 dni nie wytrzymuje.W meczu z Wisłą nasi zawodnicy przebiegli o prawie 4 kilometry mnie niż w ostatnim spotkaniu z Jagą.Gdyby Wisła przebiegłą tyle co średnio w wielu meczach to nie byłoby po nas czego zbierać,a tak kiedy odstała od nas o 3 kilosy to my byliśmy górą.To co robi Klafuricz ma jednak większy sens niż to co robił Jozak. Chociaż z przymrużeniem oka można powiedzieć,że co parę dni robi nam przegląd wojsk,a właściwie rezerw, a jego wybory personalne przypominają znane z historii pospolite ruszenie.Trudno jest do niego mieć pretensje o takie postępowanie. Robi to co może.Więc o samo wystawienie Mauricio żalu nie można do niego mieć,ale że go trzymał na boisku tak długo,aż osłabił drużynę już tak.Ponadto nie bardzo wiadomo czym były spowodowane zmiany Pasquato i Eduardo, którzy wiosną się nie nagrali, a ich zejście było ewidentnym osłabieniem możliwości ofensywnych drużyny.Jeżeli trener chciał bronić korzystnego wyniku to były to zmiany chybione, gdyż od 30 minuty to my stałymi atakami absorbowaliśmy Płocczan w obronie nie pozwalając im rozwijać się w ataku.W piłce nie ma tak,że można grać równocześnie obronę i atak, ma się albo to ,albo tamto. Stąd powiedzenie,że najlepszą obroną jest atak.Mieliśmy mnóstwo szczęścia,że rywale ruszyli po pełną pulę i zostali z niczym.

O tym,że ustawienie taktyczne naszej drużyny było wielce oryginalne.
Od kiedy trenerem Legii jest Klafuricz można się było przyzwyczaić,że z ustawieniem taktycznym poczyna sobie nader śmiało, a zmiany czynione w trakcie meczy powodują,że ustawienie staje się nieczytelne.Ale przynajmniej dotychczas samo ustawienie wyjściowe było klarowne, z reguły 4-2-3-1 ,z zapełnionymi pozycjami na bokach pomocy.Przedwczoraj widzieliśmy na odpowiednich pozycjach wynikających z podziału zadań tylko bramkarza i od biedy 4 obrońców., gdyż boczni odwalali główną robotę na skrzydłach.Zaś 6 pozostałych zawodników grało gdzie się dało, na ogół w środkowej strefie boiska ze wszystkimi tego stanu rzeczy pozytywami i negatywami.Pozytywne było to,że w dużym stopniu udało się zneutralizować bardzo mocną i decydującą o o sile gry Wisły trójkę ,a więc Szymańskiego , Stilicza i Furmana. Zostało to jednak okupione osłabieniem funkcji defensywnych drużyny przez co równowaga w grze została zachwiana.Przez dużą część meczu ta dysproporcja była mało zauważalna, gdyż Płocczanie nastawieni byli na neutralizację naszych poczynań ofensywnych,ale pod koniec meczu, kiedy nie mieli nic do stracenia i zerwali z tą ostrożnością ruszając śmiało do ataku nasza drużyna okazywała się bezradna.Dopiero wprowadzenie Remyego przywróciło balans, czego mało doświadczeni rywale nie dostrzegli i srogo za gapiostwo zapłacili.

O tym,że wielkim mankamentem Legii jest brak kapitana drużyny.
Rozpocząłem komentarz ,nie bez przyczyny, od wspomnień Wójcika o trenerze Wisły w kontekście jego bycia kapitanem. Większość trenerów wielką wagę przykładało do tego,aby prowadzone przez nich drużyny miały prawdziwego kapitana.Kapitan to ten zawodnik od którego rozpoczyna się ustalanie składu meczowego, nie dlatego,że najlepszy,ale dlatego,że najwięcej znaczy.Jak w znanej książce Karola Borchardta o wilkach morskich "Znaczy kapitan".Ostatnio w wywiadzie bardzo ciekawie mówił o swojej kapitańskiej roli i wkładzie w sukcesy drużyn, w których grał Sebastian Mila.Dość kontrowersyjnie mogło zabrzmieć jego stwierdzenie,że drużyna nie posiadająca charyzmatycznego kapitana nie jest w stanie odnosić dużych sukcesów. Chociaż z drugiej strony liczne przykłady jego przekonanie potwierdzają. A w Legii mamy kapitanów więcej niż zawodników. Przyznam,że takiej sytuacji za normalną nie
uważam.

O tym,że w naszej lidze drużyny grają już na oparach.
Taki stan nie jest czymś nienormalnym, ani niezrozumiałym. Nasza liga fizycznością stoi i każdy mecz trzeba wybiegać, czego nie rozumieją i nie wyciagają z tego faktu wniosków komentatorzy telewizyjni i prasowi.Takim klasycznym przykładem był mecz wiosenny w Szczecinie pomiędzy Pogonią i Cracovią. Pogoń miał ponad 70% posiadania piłki i ponad dwukrotnie większą liczbę podań i wszyscy twierdzili,że była lepsza.A ja pytam : jak mogła być lepsza skoro przegrał 0:3.Wyjaśnienie zagadki jest proste,a mianowicie zawodnicy Pogoni przebiegli o ponad 13 kilometrów mniej niż gracze Cracovii.Inaczej mówiąc trzeba wiedzieć co powoduje,że jedni wygrywają,a drudzy przegrywają czyli, który czynnik z wielu ma decydujące znaczenie.A wynika to ze zwykłej wiedzy,a mianowicie liczne badania stwierdzają,że w czasie meczu każdy zawodnik posiada piłkę przez 2% czasu gry. A to oznacza,że przez pozostałe 98 % biega szybciej,albo wolniej, do przodu, do tyłu, na boki, prosto albo zygzakami. A jak biega to się meczy. I tu przypominam sobie wyznanie Bońka, który tak tłumaczył fakt,że często kiedy jego koledzy umierali na boisku on potrafił jeszcze ostro zasuwać :" To nie trening , to siła woli, to mój chamski charakter.Ja się nigdy nie poddawałem,ani rywalom,ani zmęczeniu mimo,że mi płuca wyrywało". Pochwalić należy naszych zawodników,że pomimo, iż Bońkami nie są ,pokazali charakter i się podnieśli.Chociaż wolałbym,aby najpierw nie padali.
10piątek, 11, maja 2018 20:21
geo
Bardzo dobry artykul p. Zbyszku.
Chcialbym jeszcze, zeby do Szymanskiego dotarlo ze jemu tez potrzebny trening silowy
( i praca nad prawa noga).
W 100% zgadzam sie takze w sprawie Lubanskiego i Deyny. )
pozdrawiam

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1