A+ A A-

Korona - Legia 1-2: Można

Legia wygrała pierwszy mecz w Ekstraklasie w sezonie 2018/19. Nasza drużyna do przerwy przegrywała w Kielcach z Koroną 0:1, ale w drugiej połowie odwróciła losy spotkania dzięki bramkom zdobytym przez Krzystofa Mączyńskiego i José Kanté.

 

W pierwszej jedenastce Legii pojawili się Michał Pazdan i Konrad Michalak. Nasza drużyna rozpoczęła w składzie: Malarz – Wieteska, Żyro, Pazdan, Hloušek – Michalak, Antolić, Hämäläinen, Mączyński, Nagy – Carlitos. Skład Korony wyglądał następująco: Hamrol - Rymaniak, Kovačević, Diaw, Kosakiewicz - Gardawski, Petrak, Janjić, Żubrowski, Jukić – Górski.

W pierwszej połowie mecz stał na słabym poziomie. Obi drużyny miały kłopot z konstruowaniem akcji i wybierały proste środki w próbach przedostania się pod pole karne przeciwnika. W 9. minucie niepewnie zachował się Hloušek. Gospodarze przejęli piłkę, Janjić dośrodkował z prawej strony boiska i w polu karnym do strzału doszedł Górski. Piłka minęła bramkę Legii. W 21. minucie Mączyński rozegrał dwójkową akcję z Carlitosem, Hiszpan uwolnił się od Rymaniaka, uderzył z lewej nogi, ale strzał poszybował wprost w Hamrola. W 32. minucie Legia straciła bramkę. Nasi zawodnicy zademonstrowali typową w tym sezonie bierność w defensywie, piłkę na środku pola karnego otrzymał Jukić i ładnym strzałem pokonał Malarza. Legia mogła odpowiedzieć w 35. minucie. Strzałem z ostrego kąta popisał się Carlitos i Hamrol wybił piłkę na rzut rożny. W 37. minucie Malarza próbował pokonać Kosakiewicz. Piłka minęła słupek.

Do przerwy było 1:0 dla Korony. Legia nie miała pomysłu na sforsowanie obrony gospodarzy. Dominowały długie podania do Carlitosa, który dosłownie odbijał się od Rymaniaka i Diawa. Tymczasem po drugiej stronie boiska, w kluczowej sytuacji w pierwszej połowie meczu, Jukić miał dość czasu, żeby przyjąć piłkę w polu karnym, odwrócić się i złożyć do celnego strzału.

Na szczęście po przerwie Legia zagrała znacznie lepiej. Do gry wszedł Kanté, który zmienił Michalaka. W 54. minucie Nagy otrzymał piłkę w polu karnym Korony, oddał strzał, ale Hamrol był na posterunku. W 57. minucie Carlitos podał do Mączyńskiego, który oddał fantastyczny strzał z około 30 metrów. Było 1:1. W 63. minucie Nagy otrzymał podanie od Hämäläinena, oddał celny strzał, niestety w środek bramki i Hamrol pewnie interweniował. W 66. minucie Legia objęła prowadzenie. Lewą stroną ruszył Hloušek, dośrodkował i Kanté strzałem głową pokonał Hamrola. W 69. minucie Astiz zmienił Pazdana. Legia kontrolowała mecz już do ostatniego gwizdka sędziego. Zmuszeni do ataku pozycyjnego gospodarze nie mieli piłkarskich argumentów, mimo że trener Lettieri próbował ratować sytuację, wprowadzając Kostarykanina Forbesa i Gruzina Arweładze.

Legia bardzo potrzebowała tego zwycięstwa i potrzebowała takiej poprawy w grze jaką obserwowaliśmy w drugiej połowie meczu w Kielcach, w stosunku do tego co widzieliśmy przed przerwą. Czy ten impuls okaże się na tyle silny, by powalczyć o odrobienie strat we wtorkowym meczu w Trnawie?...

Dyskusja (7)
1sobota, 28, lipca 2018 23:07
CTP
Taki a nie inny obraz gry wynikał z bardzo słabej formy Mączyńskiego i Hamalainena, którzy odpowiadali za kreowanie gry w środku. Natomiast, wystarczyły dwa błyski tych piłkarzy, i z 0:1 zrobiło się 2:1 dla Legii.
Największym plusem tego meczu był powrót do ustawienia 4-2-3-1. Cieszę się, że Klafuric poszedł w końcu po rozum do głowy. Było jeszcze dużo miejsca na naszej połowie (wspomniani Mączyński i Hamalainen słabo spisywali się również w destrukcji) ale przynajmniej zabezpieczyliśmy skrzydła i Korona poza tą dość szczęśliwą bramką, tak właściwie niczego nie wykreowała.
Drugi plus stawiam przy Antolicu. Harował na boisku chyba za trzech i szkoda, że nie przymierzył lepiej w końcówce, bo na bramkę zasłużył jak mało kto. Postawiłbym plusa przy Nagy'ym, bo dużo biegał i dobrze pilnował naszej prawej strony ale za beznadziejną skuteczność pod bramką Korony raczej na to nie zasłużył.
Minus, to oczywiście Michalak, który jak został zmieniony, to chyba nie przestawał się dziwić, że w ogóle wyszedł na boisko.
2niedziela, 29, lipca 2018 19:00
Zbyszek
O tym,że w każdym sukcesie tkwią zalążki klęski.
Nie jest moim zamiarem usprawiedliwianie kogokolwiek czy czegokolwiek , a już zwłaszcza kwestiami psychicznymi. Bowiem twierdzenie,że człowiek ma głowę jest truizmem, a już przekonanie,że jest ona w piłeczce ważniejsza niż nogi wymagałoby przekonywujących dowodów,a takowych brak.Ba, mam przekonanie oparte na wrażeniach wzrokowych,że jednak piłeczka znacznie częściej jest kopana nogami, niż uderzana głową.Ale może jest to złudzenie optyczne Smile. Niemniej nie przesądzając,a za to opierając się na wiedzy z dziedziny prakseologii wypada stwierdzić,że zmotywowanie sytego do wysiłku jest bardzo trudne. Nauka o zarządzaniu nie jest zbyt skomplikowana .ale w wielu praktycznych wymiarach nie zna gotowych rozwiązań wielu problemów.Powiada ona,że ludzi najsprawniej motywuję się do realizacji celów, których jeszcze nie osiągnęli. Bardzo trudno zmobilizować ich do zdobywania tego co już posiadają.W tym sensie po zdobyciu jakiegoś wyznaczonego celu następuje zrozumiały marazm. Wynika on z kolei ze splotu wielu czynników z których samospełnienie nie jest tym najważniejszym.Narasta przekonanie,że tak być musi zawsze, że nam się po prostu należy.Każdy kto tego doświadczył wie,że przestaje się dostrzegać znaki czasu,że to co realne przeistacza się w wyobrażeniowe, potem w symbol, aż staje się fantomem. W ten sposób cel jakim jest tytuł mistrzowski, awans do LM zaczyna jako coś w świadomości konkretnego obumierać, pomimo werbalnego przekonania,że zaczyna ponownie ożywać. W takiej sytuacji potrzebna jest umiejętność stanięcia z boku i oglądu sprawy z pozycji obserwatora,a nie uczestnika.Kiedy tego się nie czyni to problem narasta, aż nas przerasta. Chyba nikt nie wie czy wielcy trenerzy mieli wiedzę o tych zjawiskach i czy nauka w ich czasach te obszary dostatecznie spenetrowała,ale postępowali tak jakby nauki pobrali. Z prowadzonymi zawodnikami postępowali bardzo pragmatycznie. Co pół roku sprowadzali co najmniej 1 zawodnika jako tzw, wzmocnienie i co najmniej 1 na tzw. uzupełnienie składu. W trakcie sezonu niby składem nie rotowali,ale jak jakiś gracz zawalił mecz to natychmiast przestawał być pewniakiem i na jego miejsce wskakiwał następny.Wprowadzali regulaminy dyscyplinarne wpajające poczucie obowiązku.Jeszcze inni wstrząsali zespołem dokonując spektakularnych odsunięć czołowych graczy np. do rezerw. SAF stosował często zwykłą "suszarkę", bardziej przypominająca "wyżymaczkę". Kolejni decydowali się na sprzedaż zasiedziałych i już zapleśniałych zawodników.Takie postępowanie przeistaczało znaczenie celu ze strategicznego, na zastępczy.Kiedy nie da się wmówić graczom,że kolejny tytuł jest najważniejszym w ich życiu, uświadamiano im,że muszą walczyć może nie o niego,ale o miejsce w składzie i w klubie.I nie ma tu mowy o systemie kar i nagród, bo nieźle się sprawdza wśród uczniów w szkole,ale u dorosłych niespecjalnie i wybiórczo.Kiedy trener sobie z problemami nie radzi to jego wymiana na sprawniejszy model staje się konieczna.Najgorszym wyjściem jest nic nie robienie, bycie z siebie wielce zadowolonym,że się odniosło sukces i czekanie na stałe uznanie.Obudzenie się z tego letargu bywa brutalne i może skutkować wpadnięcie z jednej skrajności w druga, od zbytniej pewności do niewiary w siebie. Wbrew pozorom są to postawy tożsame, które sukcesów nie niosą.

O tym,że nie należy doraźnych i modnych stwierdzeń traktować jak prawdy objawione.
Rzeczy wszelakie są zmienne w czasie, co nie każdy zauważa,a jeszcze mniej akceptuje.Ale każde chętnie daje głos, zwłaszcza krytykując przeszłość i marząc o świetlanej przyszłości.Tego co było za bardzo zmienić się nie da, choć wielu próbuje, za to to co będzie przewidują prawie wszyscy.Ja powiadam,że przyszłość jest tym co dziś, tylko,że jutro.W piłeczce naszej kopanej tę ucieczkę do przodu uprawiają najchętniej różnego rodzaju nieudacznicy, którzy powiadają,że dziś jest Rów Mariański, za to jutro będą Himalaje.W tę samą narrację wpisuje się nasz prezes i ludzie z nim współpracujący jak np. Jacek Zieliński, którzy roztaczają wizję jak to Akademia rozkwitnie, jak to w Legii będą grali sami, wielce uzdolnieni Polacy.Ja powiadam,że takie gadki mam w głębokim poważaniu. Mnie umiarkowanie interesuje czy w Legii będą grali młodzi czy starzy, Polacy czy obcokrajowcy, mnie interesuje wyłącznie czy Legia będzie wygrywała.I tylko ten ostatni projekt zaaprobuję.W tym gaworzeniu o tym jak to będzie świetnie za rok,albo dwa wyspecjalizowali się ostatnim czasie trenerzy Legii, którzy obiektywnie w zawodzie mogli być co najwyżej stażystami,żeby nie powiedzieć ostrzej. Pamiętamy te wizje Magiery, Jozaka i Klafuricza. Zwłaszcza Chorwaci upatrywali sukcesy , które za jakiś czas nas zbawi. Wmawiali ,że te systemy to jakieś nowości,że nie rzec nowoczesności, a przed tym co nowoczesne należy tylko klęczeć i Broń Boże nie mieć jakichkolwiek wątpliwości.Ale zarówno system 4-3-3 jak i 3-5-2 to są starocie, które można nazwać jajeczkami mocno nieświeżymi.Przed kilkunastu laty w Chorwacji toczyła się dyskusja , który system jest lepszy i która obniżyła poziom chorwackiej piłki i ograniczyła jej rozwój na lata , co przerwał Chorwacki Związek zakazując stosowania systemu 3-5-2 i pochodnych oraz zmieniając jego zwolennika Kranczjara na Bilicza. Jak widać niektórzy chorwaccy trenerzy u nas chcą wykazać,że ich Związek nie miał racji. A systemy z 3 obrońcami były stosowane w latach 90--tych i tak np. grał Milan w latach 1997/98 czy reprezentacja Włoch podczas Euro 2000 co nazywano "zespołem złamanego szyku", a samą grę antyfutbolem. I gdyby jeszcze takie ustawienie przynosiło sukcesy,ale gdzie tam. Jeden z pismaków PS ogłosił,że system jest postępowy ,a kto jest przeciw nie jest rewolucjonistą.Niestety dożyliśmy czasów,że byle chłystek ma przekonanie,że posiadał wszystkie rozumy.Podobny jemu mędrek napisał,że tylko młodzi Polacy są lekiem na całe zło, ale nie wskazuje gdzie ich szukać.Broń nas Boże przed takimi prorokami.Ja osobiście nie mam nic przeciwko grze z 3 środkowymi obrońcami pod warunkiem,że nazywają się Kompany, Glik lub chociaż Pazdan. Inaczej mówiąc, gdyby Legia miała 3 Pazdanów sam bym namawiał, aby wszyscy grali,ale złośliwie zauważę,że do wczoraj nie grał żaden.Bo system nie jest po to,aby się podobał,albo nie, aby był przedmiotem racji,albo wykazania kto decyduje,ale po to,aby poprzez niego realizować cel gry. To nie system podlega ocenie,ale to czy zespół wygrywa czy odnosi sukcesy czy wręcz przeciwpołożnie, Nikt nie rozliczył Rosjan i nie zarzucił im,że grali antyfutbol w meczu z Hiszpanami, ale wszyscy chwalili za pokonanie faworyta, a cała Rosja oszalała z radości.Bowiem w piłce nożnej tak naprawdę nie liczy się system, styl,ale efekt.Lepiej jest brzydko wygrać , niż ładnie przegrać.

O tym,że cały okres przygotowawczy został zmarnowany.
Nie jest rzeczą zdrożną błądzić i przyznać się do błędu. Z ludzkiego punktu widzenia taka postawa jest akceptowalna i wybaczalna. Tylko,że obiektywnie wdrażanie eksperymentalnego systemu, zamiast doskonalenia gry w tym sprawdzonym, który przyniósł sukcesy było skrajnie nieodpowiedzialne. Tym razem Klafurić powrócił do gry w systemie 4-2-3-1. Jest to system elastyczny pozwalający na zastosowanie kilku wariantów obrony i ataku,a więc w tych strefach, które decydują o wyniku.System 3-5-2 pod tym względem jest gorszy, bo nadmiar graczy występuje w środku pola przy ich niedoborze właśnie w ataku i obronie.Ale i on wymaga stałego doskonalenia jeżeli idzie o współdziałanie zawodników, bo bez tego i on dobrze działał nie będzie.Wczoraj widać było,że trener miał świadomość tego niedostatku i jego zamysłem było,aby Legia zdobyła jak najszybciej bramkę,aby uspokoić i kontrolować grę. To się nie udało. I dopiero rosnące zgranie w systemie pozwoliło w II połowie na opanowanie sytuacji.Przy czym nie można przejść obojętnie nad sposobem utraty bramki.Mateusz Żyro jest całkowitym wychowankiem Legii i na jego przykładzie widać wady i zalety Akademii. Jest on bardzo dobrze wyszkolony technicznie, nieźle wybiegany, ale atletycznie przygotowany słabo i źle wyszkolony taktycznie. U środkowego obrońcy musi być wyrobiony nawyk atakowania gracza, który w strefie obrony jest z piłką w świetle bramki. A on tego nawyku nie ma i wczoraj zamiast atakować stanął jak słup soli. Z takimi brakami w taktyce kariery się nie zrobi. Więc nie infrastruktura czyni z czeladnika zawodnika,ale odpowiedni nauczyciele i to o nich najtrudniej,ale to od nich trzeba rozpocząć budowę nowej Akademii, nie od murów.

O tym,że legia rozpoczęła mecz od wysokiego pressingu.
W ogóle pressing jako metoda gry defensywnej jest na naszych boiskach w zasadzie nieznana.Tylko Legia za czasów Czerczesowa i Górnik w zeszłym sezonie grali pressingiem, Legia wysokim,a zabrzanie średnim.W jednym z felietonów omówiłem na czym polega pressing i czym odróżnia się od innych form bronienia i nie będę się powtarzał.Chociaż kiedy czytam jak ktoś pisze,że u nas wszyscy graja pressingiem,albo,że ma on charakter permanentny to tylko powtórzę za prawdziwymi fachowcami,że polega on na presji wywieranej na rywalach po stracie piłki po to, aby natychmiast ją odzyskać lub/oraz utrudnić im składne rozpoczęcie ataku i trwa kilka sekund. Po tym czasie przeistacza się w normalną obronę strefową, indywidualną lub mieszaną.To,że Klafurić postawił przed drużyną zadanie stosowania pressingu oznacza,że wreszcie uznał Legię za faworyta i ma przekonanie,że zawodnicy są do tego przygotowani oraz,że ich forma rośnie.Mecz tych oczekiwań nie potwierdził,gdyż po kilkunastu minutach pressingu zaniechaliśmy ,a sam mecz był pod każdym względem wyrównany.

O tym,że trener postawił na młodzież.
Wystawienie w składzie aż 4 młodych graczy świadczy o odwadze trenera ,ale tez chyba o braku innych rozwiązań, bowiem Legia cierpi na niedobór klasowych środkowych obrońców i skrzydłowych. W jakiś przedziwny sposób do drużyny sprowadzono zawodników o dość wysokich umiejętnościach do linii pomocy i na środek ataku zapominając o obronie.Ja nie twierdzę,że klasową drużynę buduje się od tyłu, bo to jest sposób dla drużyn słabszych z konieczności zmuszanych do obrony kosztem atakowania, bo sama nawet najlepsza obrona sukcesów nie zapewni. I Legia nie może pójść tą drogą.Ale z kolei obrona nie może być traktowana po macoszemu, bo jak to jest dowiedzione o mocy łańcucha świadczy jego najsłabsze ogniwo.Nasi obrońcy nie ustrzegli się wielu błędów i przy bardziej wymagającym rywalu mogłyby być one bardziej kosztowne.

O tym,że naszej grze ofensywnej nie było elementów zaskoczenia.
Drużyna Korony po raz kolejny jest przed sezonem budowana prawie od nowa.Ich trener jak widać chyba nabrał w tym improwizowaniu wprawy, bo na boisku nie widać było braku zgrania czy zrozumienia pomiędzy ich zawodnikami, tylko ich jakość była mocno średnia.Nasza drużyna nie była w stanie przez dłuższy czas tej ich słabości wykorzystać,a to przez to,że nasza gra była wolna i przewidywalna.I dobrze ,że mecz ma dwie połowy Smile.Trudno ocenić czy zanotowaliśmy postęp , gdyż rywal przy docenieniu jego ambicji piłkarsko był słabiutki.
3niedziela, 29, lipca 2018 21:39
czarnuch
@Zbyszek Magiera żadnych wizjonerskich zapędów nie miał Wink A i akurat dzięki Magierze prezes nauczył się,że trzeba trochę wybulić jak się oczekuje efektów.
W meczu przeciwko Koronie trener wystawił trzech a nie czterech "młodych" w pierwszym składzie. I to też nie do końca prawda, bo Wieteska już ani młody ani niedoświadczony. Zaś odnośnie tych młodych, to właśnie liga jest od tego,aby na nich stawiać. Zwłaszcza,że zarówno Michalak jak i Wieteska zasłużyli na tę szansę grą. Nie nazwiskiem, cv czy kontraktem a po prostu formą sportową. Ekstraklasa wbrew pozorom to nie Liga Mistrzów Smile

Problemem Legii od lat są praktycznie Ci sami zawodnicy. Pozostawieni etc z różnych przyczyn. Np Hlousek gra,bo nie ma konkurenta. Rado z Hamą,bo wciąż od czasu do czasu coś gwarantują, poza tym nie ma zbyt wielu chętnych,aby wgl coś konkretnego za nich położyć na stole. Kuchy już trzy razy zostałby sprzedany,gdyby nie brak opcji. Podobnie z Pazdanem czy Jędzą a poprzednio z Mąką,który odpoczywał przed kadrą aż do zgrupowania w Warce Smile Jak do tego dołożyć transfery typu out Dąbrowski, Czerwiński a in Mauricio czy też zaciąg amerykański to sorry...

Niech prezes wreszcie zatrudni trenera,który zrobi porządek z tą kadrą.

Ad vocem słów Zbyszka nt motywacji... Może warto w jakimś stopniu wziąć przykład z Lecha? Podziękować mało ambitnym jednostkom i w ich miejsce postawić na tych głodnych nie tylko rozwoju ale i kolejnych choćby najmniejszych sukcesów..?
4poniedziałek, 30, lipca 2018 00:16
CTP
"Podziękować mało ambitnym jednostkom"
To raczej nie tędy droga. Bramkę wyrównującą strzelił Mączyński i nie dlatego, że "przyszła, zeszła i weszła", tylko dlatego, że on naprawdę tak potrafi uderzyć. Natomiast, ten sam Mączyński kilka dni wcześniej po lekkim uderzeniu zwijał się z bólu jakby mu połamano nogi i musiał zejść z boiska, co pośrednio pewnie miało duży wpływ na straconą bramkę.
Podobnie Hamalainen, który również potrafi i celnie uderzyć na bramkę i puścić idealne prostopadłe podanie ale często w meczach znika na długie minuty.
Jest w Legii kilku piłkarzy, naprawdę niezłych, którym ewidentnie brakuje mobilizacji i ja bym był wdzięczny, gdyby rolę stymulatora przyjmował na siebie trener. Bo "liście" na klubowym parkingu w końcu przestaną być skuteczne.
5poniedziałek, 30, lipca 2018 09:26
anonimowy_legionista
Z Hamą trzeba brać poprawkę, że jest alergikiem, a najwyraźniej nie tuninguje się jak naprawdę męska Marit Bjørgen.
6poniedziałek, 30, lipca 2018 09:58
dalkub
ja się zastanawiam czy po takim meczu da się napisać coś sensownego. Zgadzam się ze Zbyszkiem że zmarnowano cały okres przygotowawczy pod względem taktycznym, mam wszakże nadzieję, bo pewności jeszcze mniej że Legia fizycznie ta drużyna jest na lepszym poziomie niż była.
Oczywiście wynik cieszy, ale nadal powielamy te same błędy, zbyt daleko od przeciwnika, nie skrócone pole gry, mało agresji, choć więcej niż ostatnio i grają zawodnicy nieprzygotowani fizycznie. Nie rozumiem po co męczyć tego Carlitosa skoro on jest bez formy fizycznej, a bez niej nic mu nie wychodzi.
Najbardziej martwi słabo wyglądający Michalak i bardzo przeciętny Żyro, o bezproduktywnym Hamalainenie nie chcę pisać, bo on dla mnie daje coś zespołowi jak wchodzi jako joker na zmęczonego przeciwnika.
7poniedziałek, 30, lipca 2018 11:03
Moros
Obejrzałem ostatnie 20 minut meczu. Co mi się podobało w tym okresie to agresja piłkarzy. Zarówno Nagy jak i Antolić potrafili wejść w zwarcie z rywalem i nie odstawić nogi. Nie wiem jak było wcześniej, ale oby tej agresji w obronie nie zabrakło w kolejnych meczach. Czytałem że we wcześniejszych minutach gra nie powalała na kolana, więc brawo za wynik. Trzeba się trzymać w czubie tabeli i liczyć że z czasem będzie lepiej.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1