A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Piast - Legia 1-3: Powtórzyć to w Luksemburgu

Tuż przed prawdopodobnym ogłoszeniem nazwiska nowego trenera naszej drużyny, Legia rozegrała mecz ligowy w Gliwicach. Legioniści pokonali drużynę dotychczasowego lidera Ekstraklasy 3:1. Bramkowym łupem podzielili się Artur Jędrzejczyk, José Kanté i Dominik Nagy.

 

Jędrzejczyk tym meczem wrócił do składu Legii i zajął miejsce na prawej stronie obrony. Skład naszego zespołu wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Astiz, Wieteska, Hołownia – Nagy, Żyro, Antolić, Mączyński, Kucharczyk – Radović. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Szmatuła – Pietrowski, Czerwiński, Sedlar, Kirkeskov – Mak, Dziczek, Valencia, Jodłowiec, Félix – Papadopulos.

Mecz zaczął się wolnym tempie. Zawodnicy Piasta mieli niewielką przewagę, ale nie przekładało się to na sytuacje pod bramką Legii. W 22. minucie legioniści objęli prowadzenie. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Antolić, w polu karnym do strzału głową złożył się Jędrzejczyk i było 0:1. Gospodarze zaatakowali i w 26. minucie byli bliscy wyrównania. Papadopulos przedłużył głową dośrodkowanie z rzutu rożnego, ale Sedlar spóźnił się i nie był w stanie umieścić piłki w bramce. W 45. minucie meczu Legia wyprowadziła kontrę, po której Nagy sunął sam na bramkę gospodarzy i został przewrócony przez Pietrowskiego. Sędzia Złotek potrzebował analizy VAR, ale ostatecznie zdecydował o ukaraniu obrońcy gospodarzy czerwoną kartką. Legioniści mieli rzut wolny tuż zza linii pola karnego, niestety strzał Antolicia ugrzązł w murze.

Do przerwy było 0:1. Mecz był słaby, Legia grała defensywnie, ale na pewno nie mogliśmy narzekać na wynik.

Początek drugiej połowy należał zdecydowanie do gospodarzy. W 54. minucie Sedlar otrzymał piłkę kilka metrów przed bramką Legii, ale zbyt długo składał się do strzału i Astiz uratował sytuację. Minutę później było jednak 1:1. Na bramkę Legii uderzył Konczkowski, na linii strzału znalazł się Papadopulos i efektowną ‘piętką’ pokonał Malarza. Trener Vuković odpowiedział dwiema zmianami. Carlitos zmienił Radovicia, a Cafú Mączyńskiego. Legia przejęła inicjatywę.

W 66. minucie świetnie zagrał Jędrzejczyk, który szybko wyrzucił piłkę z autu do Carlitosa. Hiszpan znalazł się tuż przed bramką gospodarzy, ale Szmatuła obronił strzał naszego napastnika. Wkróce potem Kanté zmienił Żyrę. W 80. minucie Kirkeskov usiłował przelobować Malarza z dystansu. Nasz bramkarz z trudem przerzucił piłkę nad poprzeczką. W 84. minucie Cafu dobrze wypatrzył Carlitosa, ten strzelił z powietrza, ale Szmatuła znów był lepszy. Chwilę później Kanté uderzył z pola karnego, niestety bardzo niecelnie. W 86. minucie Legia odzyskała prowadzenie. Po rzucie rożnym najlepiej zachował się Kanté i strzałem głową pokonał bramkarza Piasta. Legia przypieczętowała zwycięstwo w ostatniej akcji meczu. Carlitos prostopadle podał w pole karne, piłkę przejął Nagy i pewnym strzałem pokonał Szmatułę.

Zwycięstwo w Gliwicach nie pozwala zapomnieć o problemach Legii i na pewno nie wymazuje z pamięci katastrofalnego czwartkowym meczu Ligi Europy, ale być może daje cień nadziei przed rewanżowym starciem z Dudelange.

Dyskusja (10)
1niedziela, 12, sierpnia 2018 20:22
czarnuch
Ważna wygrana - niech będzie,że tak to określę.. Nie dlatego,że punkty są ważne czy z jakiegokolwiek powodu dydaktycznego przed rewanżem w LE.. A ze względu na głowy. Oddech jest. Odnośnie wartości sportowych natomiast..
Tutaj wciąż jest masa roboty do zrobienia dla nowego trenera. Vuko chciał się pokazać z jak najlepszej strony niestety to nie robota na dziś dla niego. Wystawianie Rado woła o pomstę do nieba.. Wolałbym zagrać 5 obrońcami niż z jakichkolwiek powodów dziś go wystawiać w pierwszym składzie. Narzekamy na Jędzę,że gość nie daje tyle ile powinien mając taki kontrakt.. Natomiast wolałbym kontrakty takich zawodników jak Hama czy obecnie Rado przeznaczyć na Jędze niż odwrotnie.. A już nie mówiąc o kontraktach np Eduardo. I również.. Nie dlatego,że Rado potrafi szarpać.. Hama punktuje.. a Jędza Bóg wie jaką wnosi wartość sportową.. a ze względu na jego charakter. Nie wiem może przeceniam ale zdecydowanie bliżej mi do solidnego przeciętniactwa niż oczekiwania na zapomnianą już finezję.
Dzisiejszym występem Hołownia mam nadzieję dał do myślenia niektórym osobom w Legii.. Nie bójmy się stawiać na młodych. Nawet jeśli popełniają błędy to bardziej prawdopodobne jest to,że to oni prędzej z nich wyciągną wnioski niż nasi weterani. To oni będą chłonąć doświadczenie pełnymi garściami a nie Hlousek, Kuchy czy Hamalainen z Radoviciem. I znów.. Nie wspominając nawet o np Eduardo.
Całokształt oczywiście.. Dramat. Przygotowanie praktycznie niepopełnione.. Zgranie kuleje.. Presja rośnie.. A awansować w LE trzeba. Wierzę w słowa Malarza.

#nowyTrener
Wszystkie znaki na niebie wskazują iż jutro przywitamy nowego trenera. Jeśli potwierdzą się doniesienia to jestem zdania,że prezes znów podjął gigantyczne ryzyko. Nie tylko ze względów finansowych ale także i przede wszystkim sportowych. Nowy trener, nowe oczekiwania względem zarządu i zmierzenie się z ograniczeniami. Jestem ciekaw czy chociaż gość jest w pełni świadomy dokąd zmierza Smile Na pewno nie możemy oczekiwać Bóg wie jakich zmian. Rado młodszy już nie będzie.. Hama nie będzie grał jak w Lechu.. Kuchy jest tylko jeden.. Astiz nie zostanie sprinterem.. Zaś prezes nie jest św. Mikołajem z workiem pełnym euro Smile Jedyna robota jaka go czeka do minimum zimy to zarówno przede wszystkim awans do fazy grupowej LE jak i poukładanie drużyny tak,aby zaczęła regularnie, solidnie grać. W przypadku odpadnięcia z LE niestety zostanie wprowadzony w tryb eco i tutaj również jestem ciekaw jego świadomości..
2niedziela, 12, sierpnia 2018 22:04
corazstarszy
'Powtórzyć to w Luksemburgu'. Nie powtórzą.
@czarnuch
'... jestem zdania,że prezes znów podjął gigantyczne ryzyko'
Tak się zastanawiam, kto nie byłby obarczony ryzykiem. Nikt mi nie przychodzi do głowy. Oczywiście, zgadzam się, że Sá Pinto to niepewna inwestycja. Jak piłkarze będą mieli kaprys i tak długo jak będą mieli kaprys, będą ciężko pracować.

Fajnie, że wygrali, ale największym bohaterem jest dla mnie Artur Jędrzejczyk. Z ręką na sercu, kto mając ważną, dobrowolnie podpisaną przez kontrahenta umowę, zgodziłby się na taką obniżkę zarobków? Jeśli władze klubu były tak nierozważne, że mu taką pensję wyznaczyły, to zawodnika nie musi nic obchodzić, że teraz żałują. On swoje obowiązki wypełniał. Facet dał Legii 400 tys. euro rocznie. Artur - podziwiam.
I to jest smutne - klub powinien zarabiać na sprzedaży zawodników, pucharach, z praw TV, umów sponsorskich i dnia meczowego. A zarobił, bo jeden pracownik był wspaniałomyślny.
3niedziela, 12, sierpnia 2018 23:07
kibic50
"Z ręką na sercu, kto mając ważną, dobrowolnie podpisaną przez kontrahenta umowę, zgodziłby się na taką obniżkę zarobków?"

Chyba nikt, a z pewnością nie Jędrzejczyk, bo z tego co mi jest wiadomo zgodził się jedynie na rozłożenie zarobków z dwóch na cztery lata. Miło, że udzielił klubowi kredytu.

Dużo nerwów kosztował mnie dzisiejszy mecz. Czasami zazdroszczę tym, którzy fascynują się 2 Bundesligą.
Co do naszego kapitana to kolejny fatalny mecz. Osobiście uważam, że z taką formą nie ma prawa być w 18 meczowej.
Na plus nasza młodzież i nowe nabytki.
Po beznadziejnej pierwszej połowie jest światełko w tunelu, choć przy grze w przewadze.
Z Luksemburga przyjadą z tarczą. Jestem tego pewien Wink
4niedziela, 12, sierpnia 2018 23:27
Oley
Jędza odsunięty od składu- kontrakt do 2020 i 800k€ kasy. Jędza na placu to 400k€ do 2022. Raty zero procent dla Miodka, dokładnie tak, jak pisze Kibic. Zastanawia mnie, że Cafu zagrał kryminał w czwartek, żeby w niedzielę być profesorem. Nie kumam tego...
5poniedziałek, 13, sierpnia 2018 02:44
Senator
@Oley
Powiedz mi kto kuma?
Piast wygrywa trzy mecze gra naprawdę dobrze i nagle przegrywa z co tu nie mówić dołującą Legią . Naprawdę tu nie ma mądrych.
Wiara w zwycięstwo jest czymś innym niż realna ocena. Patrząc realnie po tym co pokazaliśmy nie mieliśmy prawa wygrać tego meczu.
6poniedziałek, 13, sierpnia 2018 05:03
czarnuch
@corazstarszy
Ryzyko można minimalizować różnymi sposobami. Np innym ryzykiem jest podpisanie Pinto na 3 lata a innym na rok. Podobnie w kwestii kompetencji, wymagań jakie z sobą niesie podpisane akurat tego a nie innego trenera. Idąc tym tropem.. Z inną świadomością przychodziłby do nas np taki Ojrzyński a z inną Sa.
7poniedziałek, 13, sierpnia 2018 08:59
corazstarszy
@kibic50
Faktycznie. Gdy mi Legia wywołuje doła, to tylko pobieżnie czytam wiadomości. Nie chcę dodatkowo brnąć w rozpacz. Tak było i z informacją o zasadach porozumienia Legii z zawodnikiem. Sądząc po meczu w Gliwicach, dobra decyzja.
@Senator
'Piast wygrywa trzy mecze gra naprawdę dobrze i nagle przegrywa z co tu nie mówić dołującą Legią'
Rok temu było tak samo. Legia, tuż po powrocie z Kiszyniowa czy Tiraspola, podejmowała, zdaje się liderujące, a na pewno ogólnie chwalone Zagłębie Lubin. Wygrała 2-1. W tej lidze są często papierowi liderzy, pucharowicze i mistrzowie.
'Patrząc realnie po tym co pokazaliśmy nie mieliśmy prawa wygrać tego meczu.'
A mi się wydaje, że nie było tak najgorzej. Obrona Legii nie zagrała katastrofalnego spotkania jak w pucharach. Tomasz Jodłowiec popełnił okropny błąd przy czerwonej kartce. Poza tym Piasta trochę poniosło na początku 2. połowy i przytkało ich w końcówce. Nie demonstrując porządnego futbolu, mieliśmy prawo wygrać. Zmiany się udały.
@czarnuch
Masz rację - 3 lata to dużo i chyba nikt nie wierzy w to dzisiaj, że kontrakt zostanie wypełniony. Boję się, czy Legia nie bierze kota w worku. Pamiętam, gdy Berg był trenerem, Leśnordorski z zapałem opowiadał, jak bardzo był przekonujący na osobiście wygłaszanej prezentacji w Warszawie, w sprawie tego jak drużyna ma grać i w ogóle funkcjonować. Czyli wiedział Norweg, dokąd przychodzi, musiał się przygotować, bo operował konkretnymi nazwiskami zawodników. A czy Sá Pinto siedzi od np. 2 tygodni i tylko Legią się zajmuje, to trochę wątpię. Może być tak jak za Hasiego przed meczem z Termaliką - 'Czerwińskiego to ja nie znam, nie widziałem jak gra, ale skoro go władze Legii kupiły, to na pewno wiedziały co robią. I ja go wystawię'. I wystawił.
No więc jest to smutne. Z drugiej strony - zatrudniać na rok to powiedzieć piłkarzom. 'On jest tu tylko na chwilę. Go zaraz nie będzie, a wy macie przecież ważne kontrakty.'
8poniedziałek, 13, sierpnia 2018 09:08
dalkub
powtórzyć ale co? wynik a i owszem, grę ło jej może jednak nie.
Ja mecz obejrzałem znając wynik, bo nie będąc masochistą, wolałem obejrzeć mecz gdzie Senegalczyk, Gwinejczyk i Egipcjanin wspomagani kilkoma kolegami odprawiają Fabiańskiego z kwitkiem.
Nie wiem jak wygląda na treningu Radović, nie potrafię wszakże zrozumieć co on robi na boisku? o nie się nie kwalifikuje nawet do gry w oldboyach w tej chwili bo tam panowie z nadwagą przychodzą sie poruszać, on nie tyle że nie kopie piłki ale stoi na boisku.
Młody Żyro - to przykre, ale gra tego młodego chłopaka po raz kolejny udowadnia dramat akademii Legii, jego umiejętność operowania piłką jest dramatycznie słaba.
Legia w fazie defensywnej to jest coś co powinno się pokazywać i mówić jak nie należy grać, szczególnie w środku pola - po raz kolejny bez agresji bez krycia bez chęci.
Wyróżnić należy Jędzę, przyzwoicie grał Hołownia, Nagy oraz ci co weszli na boisko.
Zwróciłem uwagę na fantastyczne dośrodkowania Kucharczyka - cud malina.
Dlaczego Cafu się wyróżniał - to akurat wydaje się proste do wyjaśnienia - nie wiem czy koledzy zauważyli że przeciwnik grał w 10 i zwyczajnie na boisku przy zmęczeniu potworzyły sie większe przestrzenie - bez zbytniego kontaktu gra się fajniej, łatwiej.

Niestety patrzeć na to się nie da w spokoju - wolę 2 bundesligę
9poniedziałek, 13, sierpnia 2018 09:53
Moros
Moim zdaniem Legia lepiej grała gdy nie była faworytem czyli w I połowie meczu. Do czasu wyrzucenia z boiska Pietrowskiego wyglądało to nawet pozytywnie. To znaczy Piast miał nas pożreć, a tutaj nie dawaliśmy mu nic pograć i dodatkowo strzeliliśmy gola. To było dla mnie pozytywne, bo skład był jaki był. Po wyrzuceniu gracza Piasta, nasi chyba uwierzyli, że to już jest wygrany meczu i wróciła stara Legia. Dała się zepchnąć do defensywy i pozwoliła na kreowanie sytuacji rywalowi, który grał w osłabieniu. No i się doprosiliśmy. Na szczęście potem górę wzięły nazwiska i udało się wygrać.

Wygrana, która jak zauważył słusznie Senator, wymyka się ram logicznego uzasadnienia, bo ani skład, ani nasza wcześniejsza dyspozycja, nie zwiastowały zwycięstwa na boisku ówczesnego lidera. No ale to jest właśnie Legia w kryzysie. Potrafi wygrać w najmniej oczekiwanym momencie, by za chwilę znowu stoczyć się w otchłań. Dlatego też każde punkty w tym okresie są bezcenne, bo rywale (Lech i Jagiellonia) mają obecne dobrą formę i nie można im pozwolić odjechać za daleko. W końcu i u nich zaczną się problemy.

#Nowy trener
Zgadzam się opiniami, że w tej chwili każdy byłby ryzykiem. Patrząc na CV Portugalczyka nie można nie zauważyć, że doświadczeniem zawodowym bije na głowę zaciąg chorwacki ale i wcześniejszych naszych trenerów, takich jak Magiera, Hasi czy Berg. Widać więc z Mioduski w końcu postanowił pójść w stornę doświadczenia. To nie daje oczywiście gwarancji wyników, ale nie będzie można zarzucić prezesowi, że znowu zatrudnił żółtodzioba. Z tego co można przeczytać, ma on pewne sukcesy ale trochę minusów, które mogą mu w Warszawie nie pomóc. Kontrakt podobno trzyletni, więc ja mu życzę jego wypełniania. Czas moze wreszcie dać komuś popracować dłużej....
10poniedziałek, 13, sierpnia 2018 19:35
Zbyszek
O tym,że prawo pierwszych połączeń działa.
Obserwując poczynania wielu byłych zawodników, którzy zostali trenerami nie można oprzeć się wrażeniu,że prawo pierwszych połączeń działa.Skrupulatni zauważą,że ono ma głównie zastosowanie w dziedzinie seksuologii,ale przecież piłka nożna zbytnio od nie nie odbiega.Ci byli piłkarze preferują bowiem systemy taktyczne ,w których zaczynali przygodę z piłką ,że wymienię Nawałkę, Fornalika,Djurdjevicza, Vukovicza czy nowego naszego "treneiro". Sa Pinto.Najtrafniej, prawie cytatem z Filmu "Rejs" wyraził ten stan ducha trener Lecha,, który powiada,że on wprowadził ustawienie 3-5-2, bo sam nim grał, bo je lubi, bo nie innego i je praktykował jako trener II drużyny.Jest to takie przekonanie ludzi twardo stąpających po ziemi,że prochu nie wymyślą. Gdyż tym ,który przestawił taktykę na nowe tory , był facet, który w piłkę nigdy nie grał a nazywał się Arrigo Sachci.We Włoszech nazywano go "pan nikt", na co on odpowiadał : " Żeby być dżokejem, nie trzeba być najpierw koniem". Kontynuując te końskie porównania można też powiedzieć,że dżokej na koniu pociągowym gonitwy nie wygra, tylko na koniu wyścigowym. Stosunek do niego ma jednak głębsze podłoże. Kiedy pojawia się jakiś faktyczny problem wygłaszany jest modny frazes,że potrzebujemy człowieka praktycznego. Twierdzę stanowczo,że takie podejście jest z gruntu błędne.Łatwo zauważyć,że kiedy problem jest naprawdę poważny powinno się poszukiwać człowieka niepraktycznego. Człowiek praktyczny wie jak coś działa, bo działało w praktyce. Wie np. jak prowadzić samochód,choć nie umiałby go naprawić,a już na pewno nie umiałby skonstruować.Im głębszy problem tym bardziej prawdopodobne,że do jego rozwiązania będzie potrzebna znajomość uczciwej teorii.Mówi się,że teoretyk jest niepraktyczny,ale to on właśnie może okazać się niezbędny.
Nowatorstwo Sachciego polegało na tym,że stosując ustawienie taktyczne zerwał z dogmatyzmem i schematyzmem taktycznym.W literaturze przedmiotu opisuje się epizod jak po zatrudnieniu go w Milanie przez Berlusconiego piłkarze kpili z niego,że nie wymaga tylko dobrej gry wynikającej z zajmowanej pozycji na boisku,ale im stawia jakieś zadania.Na to Sacchi przez 3 dni po zwykłych treningach uczył nowych zachowań obronnych pięciu swoich obrońców.Po tym czasie zarządził godzinna gierkę 10 napastników przeciwko tym 5 obrońcom. Jedyna trudność była taka,że po stracie piłki napastnicy musieli zaczynać akcję 10 metrów od linii środkowej.Nie trzeba dodawać,że napastnicy nie strzelili żadnej bramki,ba nie mili żadnej okazji.To dało mu autorytet .A sukcesy Milanu były tego tandemu pokłosiem. Sa Pinto jest w dziedzinie obronności nieodrodnym uczniem Sacchiego. Trener Sacchi wyznawał zasadę,że ustawienie jest wyjściowe ,ale i przejściowe. Co oznaczało,że zachowania taktyczne wyznaczają 4 determinanty : która z drużyn ma piłkę,w którym miejscu boiska,jakie miejsca na boisku zajmują w danym momencie przeciwnicy i jakie miejsca zajmują partnerzy z drużyny.Tym samym poszczególni zawodnicy , formacje i drużyna inaczej ustawiały się i inaczej reagowały na różne sytuacje boiskowe i to od nich zależało ustawienie zawodników.W każdym jednak wypadku , aby zastosować ustawienie obronne lub atakujące należało niejako przejść przez odbudowane ustawienie wyjściowe. W świecie jego metodę doceniono, zrozumiano i wdrożono po ponad 10 latach od największych dokonań w Milanie.A Sachci odszedł od kanonów taktycznych dostrzegając nowe możliwości wynikające z większej wydolności i zdolności do wykonania większej ilości zadań przez zawodników oraz rosnącej ich wszechstronności. Właściwie do czasów Sachciego schematy taktyczne były święte i grały nimi wszystkie drużyny świata i tak przez 45 lat grano 2-3-5, przez 37 lat 3-2-5, przez 16 lat 4-3-3, przez 20 lat 4-4-2.I pod te systemy szkolono zawodników.Od blisko 20 lat nie ma jednego systemu gry, niejako obowiązującego powszechnie, choć najczęściej stosowany jest 4-2-3-1 jako najbardziej elastyczny.W ten sposób każdy trener ma możliwość gry systemem jaki uważa za najwłaściwszy i nikt nie zarzuca mu,że narusza tabu.Tylko,że do poprawnego wdrożenia systemu,aby funkcjonował potrzeba czasu. To on jest pierwszym czynnikiem determinującym. Drugim jest posiadanie przez trenera wiedzy o ty, co i jak robić,aby zawodnicy nauczyli się w danym systemie grać. A trzecim czynnikiem jest posiadanie odpowiedniej jakości zawodników.Nie każdy ma taki komfort jak trener Fornalik, któremu w Ruchu i Piaście władze darują czas.
Dlatego byłem przerażony jak Jozak i Klafuricz przestawiali grę Legii na inne systemy praktycznie bez przygotowania, nie mając do tego odpowiednich zawodników, nie wiedząc jak to zrobić i nie mając czasu, bo Legii nie stać na tułanie się w ogonie tabeli. To ta bezmyślność, kompletny brak odpowiedzialności i jakieś dogmatyczne zaślepienie spowodowały,że odpadliśmy z LM.Celnie o tym samym w wywiadzie przedmeczowym wypowiedział się Vukovicz, który stwierdził,że drużyny prowadzone przez trenera Fornalika dobrze grają, bo on wiew ci co robi,a te prowadzone przez
nowicjuszy dobrze grać nie mają prawa. To prawda, tylko ponownie odnosząc się do końskich porównać " I dobry dżokej dupa, kiedy habet kupa".

O tym,że dla wielu dobra wiadomość to zła wiadomość.
Stary dowcip o tym,że największą radość sprawiła chłopu wiadomość,że jego sąsiadowi zdechłą kura znosząca złote jaja od biedy można zrozumieć. Ale kiedy ktoś wyszczerza japę, kiedy swojemu dzieje się nieszczęście to już zboczenie. Tylko , czy ta Legia to dal wielu jeszcze "swój"?. Z ubolewaniem,ale i zażenowaniem obserwuje tę radosną reakcje na naszą szkodę.To tak jak w mediach aż czuć to radosne podniecenie kiedy mogą zapowiedzieć,ze ktoś został zamordowany, zginął w wypadku,albo utonął.Nieszczęście stało się poszukiwanym i chodliwym towarem. Jak by nikogo nie interesowało,że komuś coś wyszło,że się udało.W piłce nie jest inaczej.I nie jest prawdą,że to zjawisko dotyka tylko Legię.Nas oczywiście najbardziej boli kiedy to nas się gnoi. Obecnie na tapecie modne jest naśmiewanie się Legii i całowanie dupsko Jagi,jaka to ta Jaga z małym budżetem wielka,a jaka ta Legia z dużym budżetem mała. Tylko,że to Legia jest Mistrzem, a oni mogą tylko nasz wypięty zadek z tyłu oglądać. Tyle tylko,że to legia z własnej, nieprzymuszonej woli do takich wypocin doprowadza. Szastanie pieniędzmi na prawo i lewo na różnych nieudaczników, o czym pisałem w komentarzu po meczu z Lechią chluby nam nie przynosi , a już zatrudnianie dyletanckich trenerów, których by nikt inny nie zatrudnił choćby mu dopłacano jest zbrodnią za którą Legia po raz wtóry jest słusznie ukarana. Nie ma więc co obrażać się na fakty, bo to one same są dla nas niekorzystne i mocno obciążające.
Inna miarę należy jednak przykładać do wielu byłych piłkarzy i ludzi Legii oraz pismaków mieniących się niezależnymi,a kształtujących opinie publiczną, którzy w sposób wyjątkowo chamski ubliżają klubowi, prezesowi,piłkarzom, trenerom i nam, wiernym kibicom. W ostatniej swojej wypowiedzi trener Vukovicz podszedł do tego problemu z męską szczerością. Zgadzając się z nim w tym punkcie nie mogę zaakceptować nie podawania nazwisk. Ja wiem,że ci ludzie nie zasługują,aby na nich nawet z pogardą splunąć, ani na to,żeby ich kopnąć w dupę. Nie chodzi też o propagowanie ich żałosnych wymocin., bo przecież one chodzą w necie.Chodzi o to,aby ich napiętnować i rugować z publicznego obiegu.A takich Kowalczyków i jemu podobnych przestać uważać za jakieś legendy, a zacząć traktować normalnie, jako moralnych i życiowych degeneratów.

O tym,że tym razem Vukovicz wybrał bezpieczne ustawienie.
Nasz trener wczorajszy mecz zaczął ustawieniem 5-4-1 z tym,że zapatrzył się na trenera Lecha i zastosował przesunięta strefę z 3 środkowymi obrońcami, w której prawy obrońca Jędrzejczyk więcej atakował niż bronił,a lewy obrońca Hołownia odwrotnie. Trener Fornalik wybrał ustawienie 4-4-2 i zastosował dawno znane wynalazki, jak wynalezioną przez trenera Górskiego metodę gry dwójkami znającymi się na pamięć oraz z libero, którym jako pierwszym był w Bayernie i reprezentacji RFN Franz Beckenbauer. Tą dwójkę stanowili Valencia i Papadopulos,a za libero robił Jodłowiec.Miało to być takie samo zaskoczenie dla Legii jak i było dla innych drużyn.Tyle tylko,że w Piaście najlepszymi zawodnikami są piłkarze usunięci z Legii, gdyż byli słabsi od innych,a więc Jodłowiec i Czerwiński.To może tylko dowieść,że pozostali ich zawodnicy jeszcze bardzie poziomem i umiejętnościami od naszych zawodników odstają.Doceniając więc robotę Fornalika wypada tylko rzec :"Tak krawiec kraje, na ile mu materii staje".
Wypada dodać,że gdyby Legia grała tak ospale jak w dotychczasowych meczach to sama klas sportowa by nas nie wybroniła,ale na nieszczęście dla Piasta w osobie Jędrzejczyka Legia znowu miała szczupaka który ociężałe karpie zmuszał do walki.Powtarzam to z uporem maniaka : duch Artura jest potrzebny Legii.

O tym,że tym razem nie oddawaliśmy pola gry bez walki.
Właściwie poza parunastoma minutami tuz po przerwie inicjatywa należała do naszego zespołu.Nie obserwowaliśmy już panicznego odwrotu po stracie piłki bez prób chociażby utrudniania, opóźniania czy przeszkadzania rywalom.Nasi zawodnicy nie potrafią odbierać czysto piłek , jak taki Jodłowiec, więc gra pressingiem byłaby stratą sił i czasu,ale potrafimy bronić strefą i to właściwie wystarczało.Kontrataki zawodników Piasta początkowo dość energiczne,a na początku II polowe wręcz huraganowe stawały się coraz bardziej sporadyczne i anemiczne.Oczywiście we współczesnej piłce nie ma tak,że jedna drużyna gra wyłącznie na połowie rywali ,a ci tylko się bronią. Dziś każdy nawet najmniejszy żuczek ma fazy obrony i ataku, oczywiście jedni częściej, drudzy rzadziej.Więc to,że gracze Piasta , zwłaszcza Papadopulos po zagraniach Valencii i Jodłowca czasami gościli w naszym polu karnym było rzeczą normalną . Natomiast to,że nie byli oni zbyt często należycie pokryci stanowi powód do nagany. Często nadmiar obrońców nie pomaga, a szkodzi. Mnie tylko zaskoczyła pasja atakowania Piasta na początku II połowy mimo,że grał w 10-tkę. Można zrozumieć chęć wyrównania przebiegniętych kilometrów , gdy gra się w 9 przeciwko 10 -ciu rywalom,ale trzeba mieć świadomość,że ten nadmierny wysiłek kosztuje i w końcówce może zabraknąć sił. Chyba,że liczyli,że nasi zawodnicy też nie wytrzymają trudów meczu. No i się przeliczyli. W każdym jednak razie w okresie swoje przewagi obnażyli nasze braki w zgraniu, w organizacji gry, we wzajemnej asekuracji, taktyce zespołowej.

O tym,że trener Vukovicz pomógł drużynie.
Niestety nie wszyscy nasi zawodnicy znajdują się dobrej formie fizycznej i odnajdują się w nowym otoczeniu z nowymi zawodnikami.Jedno znoszą ten proces wtórnej adaptacji lepiej inni gorzej. Czasami nasi zawodnicy wyglądali jak by byli dużo wolniejsi od rywali,lecz wynikało to z braku szybkiej reakcji na zmieniające się okoliczności.Nasi zawodnicy posiadający piłkę rozglądali się do kogo ją zagrać, bowiem zagrania takie intuicyjne natrafiały na niezrozumienie partnerów i kończyły się stratą piłek. Szczególnie było to widoczne u Radovicza,ale też u Cafu, Antolicza, Astiza, Carlitosa i Kante. Dopiero kiedy rywale opadli z sił, zdołaliśmy ich wyprzedzać do piłek i nasi zawodnicy dochodzili do nawet niezbyt celnie adresowanych podań.Pomimo wygranej jeszcze wiele żmudnej roboty przed drużyną. Nowy trener na niedobór ciężkiej , organicznej pracy, często od podstaw nie będzie miał prawa narzekać.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1