A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Zagłębie Sosnowiec 2-1: Wymęczone zwycięstwo

W niedzielne popołudnie w ‘meczu przyjaźni’ Legia zmierzyła się w Warszawie z Zagłębiem Sosnowiec. Gra nie układała się naszej drużynie, ale mecz ostatecznie zakończył się wygraną Legii. Drugą bramkę w tym sezonie zaliczył Artur Jędrzejczyk, pierwszy raz na listę strzelców w meczu Ekstraklasy w tym sezonie wpisał się Carlitos.

Trener Sá Pinto postawił na następującą jedenastkę: Malarz – Jędrzejczyk, Astiz, Wieteska, Hołownia – Szymański, Antolić, Cafú, Kucharczyk – Kanté, Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Kudła - Heinloth, Jędrych, Polczak, Puchacz - Milewski, Kokoszka - Wrzesiński, Nowak, Mello – Torunarigha.

W 12. minucie Carlitos podszedł do rzutu wolnego. Hiszpan uderzył z około dwudziestu metrów i piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę gości. W 19. minucie znów uderzył Carlitos, tym razem z akcji. Piłka odbiła się od poprzeczki i wyszła za boisko. W 22. Carlitos otrzymał piłkę od Szymańskiego w polu karnym, strzelił z ostrego kąta, ale Kudła nie miał problemu z interwencją. W 24. minucie błąd popełnił Wieteska i musiał ratować się faulem za linią boczną pola karnego. Nasz obrońca otrzymał żółtą kartkę. W 38. minucie Szymański szybko wykonał rzut wolny. Kudła odbił strzał Kucharczyka i dobitkę Kanté. Piłka wyszła na rzut rożny. Do dośrodkowania Antolicia w polu karnym doszedł Jędrzejczyk i strzałem głową pokonał bramkarza Zagłębia. Było 1:0.

Taki wynik utrzymał się do przerwy. Legia przeważała, jednak naszym piłkarzom wiele rzeczy nie udawało się na boisku. Dużo było niedokładności, strat i wynik meczu nadal był sprawą otwartą.

Legioniści chcieli szybko podwyższyć prowadzenie, ale w pierwszej akcji po przerwie strzał Carlitosa został zablokowany, a kilka minut później Kanté nie trafił w bramkę. W 54. minucie było 1:1. Dobrą akcję przeprowadził wprowadzony na boisko po przerwie Pawłowski, podał do Wrzesińskiego, który mocno uderzył ze środka pola karnego i nie dał szans Malarzowi. Goście w tej fazie meczu mieli więcej do powiedzenia. Legioniści, jakby zaskoczeni oporem, grali pasywnie w defensywie i nerwowo w ataku. W 62. minucie na boisku pojawili się Hämäläinen i Nagy, którzy zmienili Kanté i Kucharczyka. Dziesięć minut później boisko musiał opuścić kontuzjowany Jędrzejczyk. Zmienił go Eduardo, a Nagy został przesunięty do obrony. W 77. minucie Legia odzyskała prowadzenie. Antolić dostrzegł Carlitosa i bardzo dobrze podał do Hiszpana. Nasz napastnik znalazł się w sytuacji sam na sam z Kudłą. Najpierw trafił w słupek, ale dobitka okazała się już skuteczna. Do końca meczu nie wydarzyło się już nic godnego uwagi.

Wiele wskazuje na to, że w tym sezonie nie będzie można pozwolić na takie straty punktowe jak w poprzednich rozgrywkach, trzy punkty wywalczone w niedzielnym meczu są zatem bardzo ważne. Gołym okiem widać jednak, że Legia męczy się na boisku, a atmosfera wokół naszej drużyny jest zła.

Dyskusja (11)
1niedziela, 19, sierpnia 2018 17:54
Senator
I tak będzie na jesieni. Cieszmy się z każdego punktu. Tylko to nam zostaje,
2niedziela, 19, sierpnia 2018 18:49
CTP
"I tak będzie na jesieni"

Bez przesady. Na moje oko, w połowie października, po przerwie reprezentacyjnej powinno już być lepiej.
Dzisiaj było przede wszystkim widać wielkie zmęczenie piłkarzy. I fizyczne i mentalne. Jedyne, co mogli dzisiaj zrobić, to trzymać się określonej przez trenera taktyki. I nawet nieźle to wyglądało, Zagłębiu udało się oddać zaledwie 2 celne strzały. Bramka po błędzie Kucharczyka, który jeśli już nawet nie jest w stanie przeciąć tego podania, to chociaż powinien utrudnić przyjęcie piłki przez przeciwnika. Mój ulubieniec, Wieteska też powinien szybciej podejmować decyzję, czy pójść do przodu, aby zablokować pierwszego, czy zostać i pilnować drugiego. W efekcie wybrał najgorzej jak mógł. Choć trzeba mu oddać, że poza tą obcinką zagrał bardzo poprawnie.
Bardzo mało jakości było w naszej grze. Było wiele obiecujących akcji, które psuliśmy niecelnymi zagraniami, czy błędami w przyjęciu. Natomiast, było widać, że piłkarze dali z siebie tyle, ile mogli. A że mogli niewiele, to już trzeba chyba podziękować poprzednikom, którzy tak ich przygotowali kondycyjnie.

O tym, co się działo na Żylecie, durnych transparentach i przyśpiewkach, to chyba nawet nie ma co wspominać, żeby im nie robić reklamy.
3niedziela, 19, sierpnia 2018 20:39
anonimowy_legionista
"LTMY - Legię Zniszczymy My?" Czy to ich hasło przewodnie?

Ogólnie pajacowanie Dewelopera jest nie na miejscu. Miesiącami nie grał w piłkę, a miał najwyższym kontrakt w lidze.

Najważniejsze, że Ryś jest jeszcze nieświadom całego tego bordello. Zobaczymy co będzie, ale miesiące nudów nas czekają przez małą liczbę meczy.
4niedziela, 19, sierpnia 2018 22:52
Moros
Przy takiej formie to 3 punkty są bezcenne. Zakładam oczywiście, że za jakiś czas nasza gra będzie wyglądała lepiej, jak to bywało w ostatnich latach. Dobrze by było aby tym razem nie startować w październiku w pogoń, mając do lidera 10 punktów straty. Mają teraz tydzień przerwy i niech Sa Pinto rzeźbi. Pracy przed nim sporo, bo dzisiaj znowu oczy krwawiły, zwłaszcza w drugiej połowie. Dobrze by jednak było aby wyniki przyszły niezwłocznie, bo jak już nasze ukochane grupy kibicowskie włączyły się do gry, to lepiej aby piłkarze się w miarę szybko ogarnęli. Nic dobrego ich zaangażowanie nie przyniesie, a mogą tylko lać benzynę do pożaru rozpętanego przez władze klubu, piłkarzy i media z żółtym kolorem w tle...
5poniedziałek, 20, sierpnia 2018 00:51
Senator
Powiem Wam szczerze Panowie że zaczynam bez żadnego kitu współczuć piłkarzom. Tak nieprzygotowanej motorycznie i fizycznie drużyny to ja nie pamiętam. Oni najpierw muszą przezwyciężać własne słabości, znaleźć siły do prostego zagrania. Nie dziwi mnie więc granie na alibi do kolegi, do tyłu itp. Kiedy wiem że na nic nie mam sił nie podejmuję się trudnych wyzwań, to normalne przecież.
Pamiętacie Wdowczyka i obóz w przerwie reprezentacyjnej?
Zabrał wtedy drużynę w suwalskie i tam poprawił wydolność itp.
Po meczu z Cracovią jest przerwa ciut dłuższa, coś mi się wydaje że tym razem to kadry nie zasili wielu legionistów więc może wtedy spróbować odbudować choć część motoryki aby rundę dograć jako tak przygotowanym.
6poniedziałek, 20, sierpnia 2018 08:44
dalkub
Fizyczność - hmm - przecież pan Sos nadal w klubie jest - czy coś to oznacza? jak popatrzyłem na statystyki i biegania i szybkości to oni przebiegli i dużo i mieli momenty dobrych przyśpieszeń - nie wiem czy problem jest w fizyce. Jak ja to obserwują to tu jest przede wszystkim problem w mentalu i ustawieniu na boisku. Nie jest winą fizyki że Cafu otrzymując piłkę w środku boiska daje się wyprzedzać i z tego robią się kontry. Zawodnicy nie są blisko przeciwnika, nie pilnują stref, dają się wyciągać itd. Błąd przy stracie bramki to co wyczynił Kucharczyk z Hołownią to na podwórku nie ma prawa zaistnieć. Na Carlitosa patrzeć się nie da.
A ten Developer to jedyny zawodnik na boisku zasługujący na miano piłkarza ekstraklasy.
7poniedziałek, 20, sierpnia 2018 09:21
Zgred
@dalkub

Fizyczność - mnie to wygląda na przeładowanie, oni siłę mają ale błysku brak, świeżości brak, płynności brak - tu przykład takiego Antolića, który zanotował wiele przechwytów, odbiorów, grał w destrukcji i także do przodu, a trzeba też dodać godzinę meczu oraz temperaturę...Biegają jak "konie pociągowe" stąd tyle kilometrów w statystykach.
I jeszcze jedna uwaga - my wytrzymujemy 90 minut trzy dni po blamażu w Luksemburgu, a piłkarzom Lecha starczyło energii jedynie na 45 minut i 'padli jak muchy" - Wisła ich szybkością zjadła.
Jagiellonia pierwsze połowa z rozpędu, a druga bez prądu, stojanow , tyle tylko, że Piast nie potrafił tego wykorzystać...
A przecież wszystkie eksportowe drużyny grały zbliżoną ilość meczów ( więcej od innych ligowców).
8poniedziałek, 20, sierpnia 2018 10:26
corazstarszy
@dalkub
'Na Carlitosa patrzeć się nie da.'

Ja mogę bez wielkiej przykrości. Widzę, że fizycznie to jeszcze nie to, ale daje się patrzeć. Stara się być konkretny.

Ale ja o Sebastianie Szymańskim. Był udział w akcji bramkowej, ale główny akcent do 34. minuta i rzut wolny dla Legii z lewej strony, blisko pola karnego Zagłębia. Taką wrzutkę wykonał, że wyszła naprawdę konkretna kontra i z dużym nakładem sił Antolić musiał na wślizgu ratować już w naszym polu karnym. Jeszcze swoje dołączył Jędza momentem zawahania - atakować, czy się cofać. Bardzo to smutne było. I co do Sebastiana jest tak - jeśli on ma rzeczywiście tę iskrę bożą, talent poparty pracą, to jak najszybciej powinien stąd iść. I dla dobra swojego (mniej ewidentne) i dla dobra Legii. To drugie bierze się stąd, że grając dalej w lidze krajowej (bo Legia nigdzie indziej nie gra), będzie tylko dziadział, aż zamieni się w klona Szymona Pawłowskiego albo Rafała Wolskiego. A za granicą, zostanie jednym z wielu mających zadatki, wcale nie tym najbardziej obiecującym. I jeśli dołoży pracy od siebie, zdrowie mu dopisze i trafi na mądrych ludzi, to dojdzie do czegoś.
Niech ktoś trenerowi szepnie słówko, aby Dominik Nagy nie występował na boku obrony. No i że Eduardo to nie jest opcja nawet na ostatnie 3 minuty przy prowadzeniu czterema bramkami (a wiadomo, jaka to abstrakcja).
Kibolstwo - matoły pokrzyczą, postraszą, może się o jakąś karę wystarają, a potem będzie to, co zawsze.
A za rok przeczytamy z wiarygodnego źródła, że dwa razy dali Mioduskiemu kredyt zaufania. Bo jak ogólnie wiadomo, zaufanie mas siłą napędową Legii. A jak kiedyś tego zaufania zabraknie, to Mioduski w podskokach będzie musiał ... ustąpić miejsca nowemu inwestorowi.
9poniedziałek, 20, sierpnia 2018 10:53
dalkub
Zgred

Jest to całkiem możliwe, ale wydaje mi się że tu problemy natury fizycznej nie są ta duże, jak problemy natury mentalnej, spójności drużyny, wewnętrznych konfliktów również na linii zawodnicy prezes (Jędza, może Pasquato) nie wiemy jaka jest rola pana Zahorskiego i jaki i na co on ma wpływ itd.
Wiem jedno drużyna odstawia na boisku cyrk, tylko dlatego że grają z zawodnikami którzy znaleźli się przypadkiem na tym poziomie rozgrywkowym to są w stanie wygrać. Może Kuchy to King, ale ja nie mogę patrzeć na niego, bo on nie potrafi podać prosto piłki, on nawet nie potrafi prosto ułożyć stopy do podania.
Kwintesencja gry Legii w ofensywie to akcja z około 90 minuty jak Nagy wpadł w pole karne z lewej strony i miał 3 białe koszulki - kopnął tak że piłka poleciała o 20 metrów od zawodnika Legii.
10poniedziałek, 20, sierpnia 2018 12:03
Zgred
@dalkub

Tak, do fizyczności dochodzi mental, jakieś grupki własnej adoracji, strefy wpływów, całkowite rozmontowanie obrony i na co pragnę zwrócić uwagę także charakter. Tacy Cafu czy Philips, także Remy grali we Francji w drużynach, które borykały się przed spadkiem, a to znaczy, że są przyzwyczajeni do "przegrywania"...I jakby to nie zabrzmiało, nie mają w sobie umiejętności ambicjonalnego pociągnięcia zespołu.Nie chcę przez to umniejszać ich jakichś tam umiejętności piłkarskich - chodzi mi właśnie o mentalność. Gołym okiem widać, że na placu nie ma lidera - osoby decyzyjnej, istnieje chaos poszczególnych zrywów często idiotycznych (vide Nogy)...

A, jest jeszcze jedna obawa, wczoraj oglądając Wisłę w Poznaniu przebiegła mi przez głowę taka myśl..."oni teraz grają inaczej, gra jest rozłożona na wielu piłkarzy - równomiernie. Nie szukają i nie sterują podań głównie do Carlitosa przez co zespół wyglądał bardziej różnorodnie, a akcenty ofensywne były rozłożone na kilku graczy co owocowało bramkami"...
Oby to nie zaczął być nasz problem - szukania lagami, dzidami, kreowaniem akcji głównie pod jednego piłkarza.
11poniedziałek, 20, sierpnia 2018 18:40
Zbyszek
O tym,że byłem prekursorem.
Tak naprawdę to do końca nie wiemy z czego wzięła się zgoda pomiędzy kibicami Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec. Dla mnie ma ona aspekt osobisty.Otóż w 1961 roku byłem na koloniach w Karpaczu z chłopakami z Błonia i byli tam z nami młodzieńcy z Sosnowca. I jak to w tamtych czasach bywało pomiędzy kolonistami ,a w tak uroczej miejscowości było co niemiara toczyła się rywalizacja w piłce kopanej.Ponieważ w Karpaczu do wolnej dyspozycji było tylko trawiaste boisko do piłki ręcznej to graliśmy w składach 7 osobowych . Na starym zdjęciu które z tej okazji zrobiono i jakimś cudem się zachowało jest całą nasza drużyna.Ja przewyższający kolegów o głowę, jedynak z Błonia i 6 Sosnowiczan.Na odwrocie nieco wyblakłe podpisy : Wiesiek Bomba,Jan Czerniak,Genek Wiencierz,Tadek Narbutowicz,Zdzisiek Napieracz i Jacek Kuszewski. Po kolonii kontakt się urwał, gdyż nie było wówczas telefonów, nawet komórkowych,ale ze składów Zagłębia podawanych w PS wiedziałem,że grali oni w Zagłębiu z różnym skutkiem.Po niewielu latach kiedy już byłem kibicem Legii bywałem wściekły,że Legia nie jest pierwsza w rozgrywkach, lecz wyprzedzają ja różne hanysy , osobliwie te z Zabrza.Dlatego też z całego serca wspierałem graczy Zagłębia, którzy z Górnikiem wojowali. Tak jak w latach 1963/64, 1966/67 i 1971/72, kiedy to byli drudzy.te dwa wydarzenia spowodowały,że czułem i czuję sympatię dla sosnowiczan.Natomiast w dziedzinie mitologii zgodę spowodowała osoba Władka Grotyńskiego, lub Kazimierza Deyny,albo ich obu, choć nie naraz.Grotyński, bramkarz Wielkiej Legii, nietuzinkowy i rozrywkowy facet trafił do zakładu karnego tzw. otwartego w Wojtkowicach i dostał zezwolenie na grę w Zagłębiu. Na wszystkich stadionach był wygwizdywany, lecz kiedy Zagłębie grało przy Ł3 był fetowany i dostał bukiet kwiecia, jak by nie było zawodnik rywala , w obecności partu tysięcy kibiców z Sosnowca. A kiedy jeszcze Władek uratował Zagłębie przed spadkiem sztama stała się faktem.Umocniła ją postawa kibiców Zagłębia wobec "Kaki". W eliminacjach do MŚ w Argentynie na Stadionie Śląskim mimo,że dzięki jego bramce awansowaliśmy był przez hanysów wygwizdywany i obrażany.Kiedy niedługo po tym Legia zawitała na Stadion Ludowy dostał owację na stojąco. Ja jednak obstaję,że głównym spoiwem łączącym kibiców obu drużyn jest wrogość wobec drużyn z Górnego Śląska.
Tak się jakoś złożyło,że z Zagłębia nie przybył żaden z piłkarzy do Legii. Natomiast mieliśmy 3 wspólnych szkoleniowców : Andrzeja Stejlaua, Jerzego Kopę i Jacka Magierę. Zaś obecny trener Zagłębia jest byłym piłkarzem Legii.Niejako przy okazji wspominków napisze o anegdotce jaką ze złością i żalem raczył słuchaczy trener Leszek Jezierski. Jesienią 1989 roku został zaproszony do siedziby PZPN,aby odebrać nominację na selekcjonera. Sekretarka prezesa kazał mu poczekać,po pół godzinie z gabinetu wyłonił się Strejlau i mówi do "Napoleona" "Cześć Lesze. Możesz mi pogratulować nominacji na trenera reprezentacji".Po czasie jezierski dowiedział się,że Strejlau zaprotestował przeciwko nominacji człeka trunkowego i sam siebie zarekomendował jako abstynenta. A jak mówił to on uratował karierę Strejlaua, gdyż kiedy 10 lat wcześniej był trenerem zagłębia prezes chciał go wywalić :" On jest taki uciążliwy,stale w tym dresiku zap.....dala, tylko ten bigosik z bułeczka wp...dala,a z nami władzami na goloneczkę z wódeczką nie chadza. Nie to co ty Leszku. Chodź do nas". Jezierski jak widać wdzięczności się nie doczekał. Przy tej niejako okazji zastanawiała mnie i zastanawia hipokryzja niektórych osobników, którzy doskonale wiedzą,że np. goloneczkę popija się wódeczką,a nie wodą,żeby ona nie myślała,że ją świnie jedzą. I wszyscy to stosują poza niewielką grupką odszczepieńców i zboczeńców,a mimo to na pokaz udają,że to jest trefne.Wolałbym,aby widzieli belkę w oczach swoich ,a nie wyłącznie żdzbło trawy u innych.

O tym,że każdy człowiek zasługuje na danie mu szansy.
Ledwie w Legii został zatrudniony nowy trener,a już dało znać o sobie szczekanie różnych kundli kwestionujących tę decyzję. chcą być prorokami co powiedzą jak Sa Pinto nie wyjdzie :"A nie mówiłem", bo przecież nie przyznają jak mu się uda,że się mylili.ja, jak każdy normalny człowiek mam w takich sprawach podejście Napoleońskie, który mawiał,że "Każdy żołnierz nosi w plecaku buławę marszałkowską" Można też mieć podejście ostrożnościowo-handlowe , a mianowicie takie nominacje traktujące jak danie kredytu zaufania,albo go człowiek spłaca,albo kredyt się wyczerpuje i nowego się nie dostaje. Oba stanowiska są kompatybilne z nowoczesnym myśleniem w kategoriach zarządzania ryzykiem poprzez teoretyczne oszacowanie szans powodzenia wobec czynników je umniejszających. Otóż Sa Pinto jest jak na dotychczasową praktykę Legii trenerem z wysokiej półki. W ostatnich latach w Legii ,poza Skorżą, Czerczesowem i Hasim zatrudniano wielkie niewiadome, które poza chęciami i deklaracjami odpowiednimi kwalifikacjami nie dysponowały. Obecnie jako alternatywę wobec Portugalczyka stawia się trenera Ojrzyńskiego. Nie deprecjonując jego osoby, to on nie pokazał,że potrafi pracować z zawodnikami o wysokich umiejętnościach. osobiście uważam,że tacy trenerzy jak Ojrzyński i Probierz są wielkim nieszczęściem naszej piłki. To oni z gry czynią zawody bitnych biegaczy.W piłce w ostatnich latach pojawiają się dwie drogi,albo przygotowanie motoryczne jest tylko podstawą do wykazania przez zawodników ich umiejętności technicznych , taktycznych , kreatywności , antycypacji itd., albo stanowi cel sam w sobie.U takich widzących tylko bojowość i wybieganie pewnikiem i sam Ronaldo grzałby ławę, bo za mało biega i za mało angażuje się w walki z rywalami.Oni od biedy nadają się do Koron, Arek czy Cracovii,ale od Legii wara.Oczywiście nie wiemy jakie podejście do organizacji gry wykaże Sa Pinto. Ktoś tam napisał,że jest to trener impulsywny i kontrowersyjny i z powodu swej porywczości miejsca w klubach nie zagrzewał.Inni ten ton podchwycili i są przekonani,że to furiat i że nic z niego nie będzie.Ja natomiast twierdzę,że facet przeszedł dobre piłkarskie wychowanie. Trener , który jest byłym piłkarzem w swej pracy powiela czy wręcz naśladuje zachowania i postawy trenerów z którymi pracował. A Sa Pinto pracował w Realu Sociedad z takim trenerami jak ceniony, uznawany za wyjątkowego pedanta Niemiec Bernd Krauss czy b. trener reprezentacji Hiszpanii i Atletico Javier Clemente uznający żelazną dyscyplinę za podstawę sukcesów. W Sportingu jego trenerami byli szanowani w Portugalii Carlos Manuel, Rumun Laszlo Boloni, Chorwat Mirko Jozićz, Augusto Inacio czy Paulo Bento,były trener reprezentacji Portugalii.Sam też pracował w kilku zacnych klubach z których chyba np.Sportingu przedstawiać nie trzeba.Wiedziony ciekawością, we wtorek 14.08. poszedłem z wnukiem obejrzeć trening prowadzony przez Sa Pinto. i od razu powiem ,że byłem pod wrażeniem.Trener z asystentami tłumaczyli zawodnikom na czym polega ćwiczenie, które mają wykonać, następnie doglądali, aby było ono wykonane dokładnie,a nie niechlujnie.Ruchy zawodników ćwiczących odbywały się w rytm nagranej muzyki i przy nagranych po angielsku komendach do zmiany kierunku ruchu lub zmiany ćwiczenia.O tymże dokładność i precyzja jest bardzo ważna wie np. każdy trener chociażby trener lekkiej atletyki. Nie można dobrze pobiec, rzucić czy skoczyć jak się ma źle opanowaną technikę ruchu.Podobnie trening techniczno-taktyczny opierał się na precyzji operowania pilką. Sa Pinto zaczyna swoje rządy od zupełnych podstaw. Czy ma pomysł, aby w czasie zbudować na nim coś z czego on i my będziemy zadowoleni - czas pokaże.Ale zaczyna od zaprowadzenia elementarnego łady czyli zaczyna dobrze. Tylko,że pewnikiem Legia będzie coraz bardziej portugalska.
Trener Podoliński opierając się na "Futbonomii" przed meczem z Dudelange stwierdził,że statystycznie w dłuższym przedziale czasowym zmian trenera nie przynosi poprawy wyników.O nim decydują inne czynniki, głównie wielkość budżetu.I mówił to w kontekście Legii.Otóż ta prawidłowość tyczy trenerów,a nie co najwyżej czeladników.Ale też jest czeladnik i czeladnik. Jeden coś tam, może niedoskonałego,ale ulepi, a drugi zepsuje dobry materiał.W każdym razie nadużyciem jest twierdzenie,że trzech poprzedników Sa Pintobyło trenerami tylko dlatego,że tak nazwano te fuchy, które im powierzono.

O tym,że Gawin opisał mecz akuratnie.
Tym razem tylko uzupełnię. Do 60 minuty zagraliśmy ustawieniem 4-3-3, z tym,że zawodnicy pomocy i ataku zmieniali pozycje w ramach formacji. Po dokonaniu 2 zmian nasze ustawienie zmieniło się na 4-5-1. Oceniając formacje i zawodników to trzeba powiedzieć,że obrona zagrała poprawnie.Najlepiej wypadł Jędrzejczyk, który nie tylko krył w strefie,ale i strefę oraz efektywnie włączał się grę ofensywną, trochę słabiej zagrał Hołownia, który parę razy się zagubił i z jego strefy poszło zagranie po którym padłą bramka. Pewnikiem niezła gra obrony była wynikiem faktu,że atak Zagłębia, bez Sanogo, to pojęcie teoretyczne.Dopiero wejście Pawłowskiego nadało ich grze ofensywnej jakieś podobieństwo do gry w ekstraklasie.
W pomocy dobrze zagrał Antolicz i gdyby nie kolejny szpetny i zbędny faul to ocena byłaby wyższa,przyzwoicie Cafu, zaś Szymański może gdyby był mniej ruchliwy to byłby bardziej efektywny. Natomiast bardzo źle wypadł atak O ile jeszcze Kucharczyk, dopóki miał siły, starał się być kooperatywny to Kante i Carlitos nie tylko nie współdziałali ze sobą,ale wręcz ze sobą rywalizowali. Jak tak dalej będzie to nic z nich obu nie będzie.

O tym,że taka atmosfera na meczu powinna być zawsze.
O kilka zdań na temat atmosfery na stadionie , którą był zachwycony prosił mnie wnuczek.Co prawda siedzieliśmy w otoczeniu głównie kibiców i pięknych kibicek Zagłębia, którym wszystko się podobało, a zwłaszcza przyjęcie ich drużyny i doping.
Ale też czuło się taką niedostrzegalna nic sympatii pomiędzy kibicami. Nie było żadnych indywidualnych wyskoków, popisów,obrażań, wyzwisk, stania, zasłaniania innym i innych denerwujących zachowań.W necie po meczu eksponowano transparent oceniający list prezesa Mioduskiego do kibiców,ale był to incydent absolutnie nie rzutujący negatywnie na prawdzie sportową atmosferę na trybunach.Na których obecnych było prawie 22 tys, kibiców. Na takie mecze aż chce się chodzić, nie dla ich poziomu,ale dla poczucia tego ducha sportu rozumianego jako przyjazna rywalizacja.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1