A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Śląsk - Legia 0-1: Wyraźna wyższość

W meczu jedenastej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Wrocławiu ze Śląskiem. Nasza drużyna była zdecydowanie lepsza i zasłużenie, choć tylko jednym golem, pokonała gospodarzy. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Cafú.

 

Trener Sá Pinto tym razem dokonał kilka zmian w wyjściowym składzie Legii. Od pierwszej minuty zagrał między innymi André Martins. Skład Legii wyglądał następująco: Cierzniak – Vešović, Wieteska, Jędrzejczyk, Hloušek - Kucharczyk, Szymański, Martins, Cafú, Nagy – Kanté. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Słowik – Broź, Celeban, Golla, Čotra – Pich, Łabojko, Chrapek, Cholewiak – Piech, Robak.

Legia dominowała od pierwszych minut meczu. W 10. minucie ładną akcję naszej drużyny celnym strzałem zakończył  Cafú. Słowik odbił piłkę przed siebie, niestety zabrakło dobitki. W 13. minucie dobrym dryblingiem i podaniem popisał się Szymański. Piłka trafiła do Kucharczyka, ale ten nie trafił w bramkę. W 23. minucie Hloušek dośrodkował, Szymański uderzył głową, ale Słowik świetnie interweniował. W 34. minucie Legia zdobyła bramkę. Szymański uderzył z rzutu wolnego, Słowik nie trafił w piłkę, ta odbiła się od słupka i trafiła do Cafú, który wyprowadził naszą drużynę na prowadzenie. W 41. minucie kolejną świetną akcję przeprowadził Szymański, wystawił piłkę Kucharczykowi, niestety strzał głową Kucharczyka był bardzo nieprecyzyjny.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0, będąc drużyną bezdyskusyjnie lepszą.

W drugiej połowie Śląsk starał się grać bardziej aktywnie. W 52. minucie strzał na bramkę Legii oddał Cholewiak, ale Cierzniak łatwo obronił. Minutę później z piłką przy nodze rozpędził się Čotra, strzelił, na szczęście spudłował. W 59. minucie Piech starł się z Jędrzejczykiem na środku boiska. Napastnik Śląska zaatakował Jędrzejczyka uniesioną nogą i sędzia Przybył po weryfikacji VAR ukarał Piecha czerwoną kartką. W 69. minucie Carlitos zmienił Kanté. W 76. w pole karne Śląska wpadł Vešović, oddał strzał, ale Słowik obronił. Śląsk odpowiedział strzałem wprowadzonego na boisko Radeckiego. Cierzniak był na posterunku. W 80. minucie na bramkę Śląska uderzył Carlitos, niestety nie trafił. Tuż po tej akcji na boisku pojawił się Pasquato, który zmienił Kucharzyka. W 82. minucie mocno z dystansu uderzył Pich i nieznacznie się pomylił. W 85. minucie sam na bramkę Śląska ruszył Nagy, ale przegrał pojedynek ze Słowikiem. Dobitka Szymańskiego minęła bramkę gospodarzy. W czwartej minucie doliczonego czasu gry doskonałą sytuację miał Szymański, niestety nie trafił w bramkę.

Jednobramkowe zwycięstwo nie oddaje przewagi Legii nad Śląskiem. Tydzień po nieudanym meczu z Arką nasza drużyna znów była dobrze wybiegana i zorganizowana. Można zakładać, że po przerwie na mecze reprezentacji Legia wróci jeszcze silniejsza i pewniejsza siebie.

Dyskusja (13)
1sobota, 06, października 2018 23:17
Moros
Wyraźna wyższość - zgoda, tylko dlaczego w drugiej połowie nie zamknęliśmy tego meczu. Byłoby ze 2 albo 3 do zera i byłby spokój, a tak to miałem zawały przy ich wrzutkach pod koniec meczu. Fajnie to wyglądało w pierwszej połowie. Druga już słabsza mimo że Śląsk w 10.

Martins pokazał, że może być w środku pola sporym wzmocnieniem. Facet nie traci głowy i balansem ciała potrafi zostawić rywala za sobą. Jak się z Cafu zgrają, mogą w tej lidze rządzić i dzielić. Szymański dzisiaj był bardzo chwalony i słusznie. Ja bym tylko oczekiwał, żeby on grał tak dobrze jak dzisiaj w 3-4 meczach na 5. Wtedy będzie można myśleć o tym, aby żądać za niego 8 mln euro, albo i więcej. Ustabilizuj wreszcie formę Sebastianie... Dobry powrót po kontuzji Vesovicia. Szkoda mi go wprawdzie na prawą obronę, ale skoro kolejny trener go tam ustawia, to może coś w tym jest. Ogólnie było pewnie i dobrze. Teraz przerwa na reprezentację. Poprzedniej trener nie zmarnował. Zobaczymy co zgotuje zawodnikom tym razem.
2niedziela, 07, października 2018 01:34
corazstarszy
Ja powtórzę za trenerem Sá – z Legii jestem dumny. Komentując, można by napisać dużo laurek i hymnów pochwalnych o grze Legii we Wrocławiu. Dużo, naprawdę. Ja tylko niektóre napiszę.
Kto widział w poniedziałek JB – Śląsk, ten wiedział, że Śląsk podłapał formę, wygrał superpewnie, praktycznie nie dając gospodarzom nawet sposobności na cokolwiek z przodu. Wygrali tylko 4-0, bo Kalemen dwarazy wyratował miejscowych w beznadziejnych sytuacjach, gdy Cholewiak mógł zrobić wszystko. I z tego świetnego Śląska w sobotę nic nie zostało. Bo Legia tak dobrze zagrała.
Jak Seba Szymański był o włos od zdobycia gola głową, to już więcej nie trzeba mówić. Dogrywał oczywiście Hlousek, jak za najlepszych meczów.
Choć zawsze byłem przeciwny Vesoviciowi na skrajnej obronie, to tym razem przyznam, że wyszło mu fajnie – znalazł balans między obroną i atakiem, wniósł kreatywność w ataki.
Nagy – gdy ten chłopak miał fajne kawałki wiosna 2017, to widać było tylko zadatki. Teraz widać, jak się stara we wszystkim, co robi. Jest wszystko – poruszanie się z głową, pomoc w destrukcji, nieodstawianie nogi, walka w parterze, podłączanie się do akcji. Aż boję się, że mu przesłodzę.
Minusy – jak Moros napisał, powinniśmy bardziej kontrolować mecz, tym bardziej w 11 na 10.
Dla mnie mecz we Wrocławiu jest numer 1 w wykonaniu Legii od dawna. Jakość przez większość meczu znacznie powyżej poziomu ligi.
3niedziela, 07, października 2018 08:23
Zgred
Zachowując oczywiście pewne proporcje w pierwszej połowie miałem wrażenie że z Madrytu Real na sparing przyjechał ( biel koszulek zgodna) Wink ilość akcji na jeden, dwa kontakty z wyobraźnią pod polem karnym przeciwnika - miodzio. Śląsk albo został w szatni, albo wcale nie dojechał na stadion, oni nie wiedzieli co jest grane...
Szkoda niewykorzystanych sytuacji z bardzo udanych akcji, w tym Kuchego ( gdyby zmieścił piłkę z lewej nogi to i pewnie głową też by trafił), a tak się "zagotował" i było po Kuchym Wink
Druga połowa moim zdaniem była pokłosiem ciężkiej pracy treningowej i dynamiki pierwszej odsłony oraz czerwona kartka, która
podświadomie powoduje pewne rozluźnienie czujności.
Bardzo ciekawe jak będziemy wyglądać po przerwie na reprezentację bo, że idziemy w dobrym kierunku widać gołym okiem.
4niedziela, 07, października 2018 09:13
dalkub
zacznę tak - napisałem kilka dni temu że nie jest normalne że jedzie 13 drużyna ligi i tłucze lidera na wyjeździe 4:0. Ten mecz mnie tylko w tym utwierdził że ta liga normalna nie jest. Śląsk po meczu z Jagiellonią wyglądał tak jakby przegrał 4:0. Jedno mi tylko przychodzi do głowy że mecz w Białymstoku był zwyczajnie ustawiony pod ten wynik.

Co do samego meczu - pierwsza połowa w wykonaniu Legii to najlepszy fragment gry od dawna. Wreszcie oprócz walki pressingu i krótkiego pola gry dołożono grę w piłkę. Moim zdaniem kluczowa tu jest obecność ludzi w środku pola którzy zwyczajnie łapią kierownicę i mają nad nią kontrolę - cieszę się że do klubu dołączył Martins, bo on potrafi bardzo dużo i dobrze wyglądał. Bardzo solidnie a nawet dobrze grał Vesović i mam nadzieję że w następnym meczu zagra za Kucharczyka ze Stolarskim na prawej obronie.
Druga połowa wyraźnie słabsza, po czerwonej kartce Legia musi dobić przeciwnika, aby końcówkę grać spokojnie.
Jest jeszcze kilka ogniw do wymiany w tym zespole. Napastnicy są bez formy i mam coraz większe wrażenie (obym się mylił) że Carlitos w Warszawie nie odpali, a jeżeli już to po zimie, jak będzie przygotowany fizycznie. Braki techniczne Kucharczyka są znane od lat i to się już nie zmieni. Chciałbym aby Legia stała sie jakościowo taką drużyną, gdzie Kucharczyk zwyczajnie się nie załapie, bo będzie za mało potrafił. Na koniec Wieteska - przepraszam, ale nie, Legia dla niego to za wysokie progi i to zdecydowanie
5niedziela, 07, października 2018 09:16
CTP
"Szymański dzisiaj był bardzo chwalony i słusznie. Ja bym tylko oczekiwał, żeby on grał tak dobrze jak dzisiaj w 3-4 meczach na 5."

Chyba za młody jest, aby oczekiwać od niego takiej stabilności. Poza tym, w meczu z Arką był mocno pilnowany i kopany po piszczelach. Wczoraj, po tygodniu odpoczynku widzieliśmy innego Szymiego, no i miał trochę więcej luzu w środku, przy czym, moim zdaniem, tutaj jest duża zasługa Martinsa. Cieszę się, że ten piłkarz w końcu doszedł do formy pozwalającej na grą przez pełne 90 minut, bo widać, że piłka mu nie przeszkadza.

Kucharczyk. To były jednak dość trudne sytuacje. Pierwsza, to kozłująca piłka na lewą nogę - być może lepsze byłoby odegranie do osamotnionego Nagy'a, w drugiej bardzo mało czasu na odpowiednie ułożenie głowy. Większe pretensje można mieć do Nagy'a za spartolenie tej okazji w końcówce.

Mnie osobiście w tym meczu zabrakło dwóch rzeczy. Pierwsza, to zmiana tempa gry. Owszem, takie huraganowe ataki są bardzo widowiskowe ale z reguły skutkują tym, co widzieliśmy w II połówce. Druga rzecz, to pozycja nr "9". Widać, że Sa Pinto ciągle poszukuje i cały czas to nie jest to, na co czeka. Ani Carlitos ani Kante nie za bardzo są w stanie spełnić oczekiwań trenera. Wcale się nie zdziwię, gdy Niezgoda, jak już w końcu wróci, obydwu posadzi na ławce.
6niedziela, 07, października 2018 09:26
kibic50
Perfekcyjna pierwsza połowa. Taką Legię chcę oglądać.
Szkoda dwóch setek Kuchego po podaniach świetnego w tej fazie gry młodziaka, który po przerwie trochę zgasł.
Czekam na dwie równe połowy !
Z meczu na mecz jest dużo lepiej. Oby tak dalej Smile
Pomyśleć, że oni zdemolowali tydzień temu Jagiellonię u nich...

Dużo się pisało o naszym nowym trenerze, szczególnie negatywnie.
Byli tacy, którzy dawali mu pół roku, wszak dłużej nigdzie miejsca nie zagrzał.
Nie wiem ile u nas wytrzyma, ale w moim odczuciu mógłby być trenerem na lata.
Bardzo mi się podoba sposób w jaki prowadzi drużynę. Od samego początku pokazuje, że jest jej częścią i pójdzie za chłopakami w ogień.
Dość szybko zdiagnozował przyczyny słabej postawy i przeszedł do realizacji zadań wyciągających drużynę z czarnej dupy. Z jakim skutkiem widzieliśmy wczoraj w pierwszej połowie.
Faktycznie drużyna wyglądała jak Real (Zgred) z tym, że sprzed kryzysu Wink
Gołym okiem też widać, że nie jest mu obce kierowanie "zasobami ludzkimi"
Doskonale w moim odczuci potrafi wpływać na piłkarzy, nie wywołując u nich zwątpienia czy niechęci. W każdym meczu może postawić na innych piłkarzy, bez obrazy tych drugich. Kto by pomyślał, że Rado, Pazdan a przede wszystkim Malarz będą pełnić rolę rezerwowych a Mączyński wyląduje w rezerwach. Nie zawahał się posadzić na ławce Carlitosa czy dobrze grającego ostatnio Antolića, a sposób wprowadzania do zespołu Martinsa może budzić największy szacunek. Wszystko wydaje się stabilne i dobrze ułożone.
Jeszcze raz. Oby tak dalej !
7niedziela, 07, października 2018 10:20
1313
Ok widzę oh i ah więc krótko gra dobra, ale solą piłki nożnej są gole, a wczoraj w tym elemencie skuteczność była koszmarna.
8niedziela, 07, października 2018 10:43
kibic50
@1313

"Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził" Very Happy
9niedziela, 07, października 2018 11:37
Mroova
po obejrzeniu skrótów ja bym jeszcze dodał, że Pasquato, który wszedł na ostatnie 15 min. miał 2 akcje, które załapały się na skrót - zgranie do Nagy'a i podanie do Szymiego. Oby tak dalej. Solidna ławka rezerwowych się przyda. Przy czym biorąc pod uwagę technikę Włocha i dobry strzał z dystansu, mam tu nadzieję na coś więcej niż ławkę.
10niedziela, 07, października 2018 11:45
Zbyszek
O tym,że Wrocław to miasto trzech kultur.
Wrocław wedle kroniki Galla Anonima z XII wieku był jednym z najważniejszych miast ówczesnego Królestwa Polskiego,obok Krakowa i Sandomierza.Pierwsza wzmianka o Wrocławiu pochodzi ze zjazdu gnieźnieńskiego z 1000 roku zorganizowanego prze Bolesława Chrobrego, na którym Wrocław stał się biskupstwem.Badania archeologiczne wykazały,że gród na Ostrowie Tumskim został założony w 985 roku przez pierwszego historycznego władcę Mieszka I.Piastowie władali nim do śmierci Henryka VI Dobrego w 1335 roku. Potem miasto przeszło pod panowanie króla Czech.Po śmierci ostatniego władcy Czech Ludwika II Jagiellończyka w 1526 roku Wrocław wraz z królestwem Czech został włączony do monarchii Habsburgów.Z kolei po wygaśnięciu głównej linii Habsburgów w 1740 roku i rocznych wojnach śląskich miasto zostało zdobyte przez Fryderyka II i włączone do Prus. Odtąd, aż do 1945 roku nazywało się Breslau. Przed zakończeniem II wojny światowej hitlerowski komendant miasta Karl Hanke w styczniu 1945 roku zarządził ewakuację mieszkańców, a pozostałych oddziały radzieckie przesiedliły do swojej strefy okupacyjnej, późniejszej NRD.Miasto było zniszczone w ponad 70%. Do Wrocławia z kolei zaczęli przybywać wysiedleni i dobrowolni uciekinierzy z kresów wschodnich , głównie ze Lwowa oraz okolic i Wileńszczyzny. W takich warunkach zaczęło tworzyć się nowe życie społeczne Wrocławia jako głównego ośrodka Ziem Odzyskanych.Sport nie pozostał w tyle i już w początkach 1946 roku powstawać zaczęły kluby piłkarskie , z których Pionier w rok później przerodził się w Wojskowy Klub Sportowy Śląsk. Śląsk do tej pory był dwa razy Mistrzem Polski,w 1977 i 2012 roku.W tym pierwszym sukcesie swój duży udział miał dzisiejszy trener zespołu Tadeusz Pawłowski.Obok niego w Śląsku grali tak znani piłkarze jak bramkarz Kalinowski, Władysław Żmuda, Roman Faber,Zygmunt Garłowski i Janusz Sybis.Do 2012 roku Śląsk swoje mecze rozgrywał na Stadionie Olimpijskim , który został zbudowany na podstawie projektu śląskiego architekta Ryszarda Kozniarza w latach 1926-28 oraz rozbudowany w latach 1935-39. Niektórzy twierdzą,że nazwę zawdzięcza temu, iż miał być areną kilku dyscyplin podczas Olimpiady w 1936 roku,ale to nieprawda. Nazwę Olimpijski stadion zyskał , gdyż jego projekt podczas Olimpiady w 1932 roku w Los Angeles zdobył III nagrodę w konkursie sztuki. Ciekawostką jest,że w 1935 roku w Breslau reprezentacja Polski przegrał tylko 1:0 z silną drużyną III Rzeszy. Starsi kibice pamiętają,że tylko na dwóch stadionach klubowych frekwencja przekraczała 50 tys. widzów, na Warcie i na Śląsku. I przed tak liczną widownią grał Pawłowski. Dziś stadion olimpijski to domena żużla i Sparty. Natomiast na nowym obiekcie o pojemności prawie 43 tys. średnia frekwencja niewiele przekracza 10 tys.. a więc ok.25% pojemności. Gdyby nie mecze z Legią to byłby jeszcze niższa.Sam trener Pawłowski , najstarszy w ESie, bo 65 -letni mimo,że mówi,iż Śląsk i Wrocław to jego życie, karierę zaczynał w Wałbrzychu, a większą część dorosłego życia spędził w Austrii, a więc w kolebce dynastii Habsburgów.
Dyrektorem sportowym Śląska jest mało znany na arenie ogólnopolskiej,ale przez lata idol tamtejszych kibiców i wieloletni kapitan drużyny, w której grał przez 11 lat , Dariusz Sztylka. To o nim późniejszy kapitan zespołu Sebastian Mila powiedział : "Ja po nim przejąłem tylko opaskę, bo prawdziwym kapitanem pozostał on".Natomiast Śląsk nie ma szczęścia do prezesów, bo w ciągu 2 lat miał ich 4 : Hołuba.Żelema i Bobrowca,a ostatnim z nich od stycznia 2018 roku jest Marcin Przychodny.Uznawany jako prezes The World Games za jednego z głównych twórców tej największej na świecie imprezy sportów nieolimpijskich.
Po kliku nieudanych próbach sprzedaży Miasto pozostaje jego głównym akcjonariuszem wraz ze spółką zależną Wrocławskim Konsorcjum Sportowym.Budżet klub jest stabilny i od wielu lat wynosi 30 mln złotych. Ponieważ jednak wielki fan klubu prezydent Dutkiewicz w nadchodzących wyborach nie startuje przed budżetem trudne dni i wielkie znaki zapytania. A sama drużyna jak wiele zespołów w Polsce z roku na rok staje się coraz słabsza. Prezes i dyrektor sportowy jak wielu ich kolegów z innych klubów opowiadają dyrdymały o rozwoju Akademii, o wprowadzaniu młodzieży do drużyny itp. A podstawowymi graczami Ślaska są : Augusto l.31,Celeban l.33,Tarasovs l.30,Broź l. 34,Pich l.30, Piech l.33 i Robak l.36. Widocznie staruszkowie trener i zawodnicy znaleźli wspólny język , bo ostatnio zespól grał jak z nut. Aż trafiła kryska na matyska.
A z bardziej znanych osób do urodzonych we Wrocławiu należą mój wnuczek i moja wnuczka Smile.

O tym,że rywalizacja wewnątrz jest zbędna.
Ostrzegam,że poniższy tekst będzie trudny w odbiorze. Przyzwyczailiśmy się do takiej pustej gadki,że rywalizacja sportowa jest zdrowa i i przestaliśmy rozumieć,że konkurowanie zewnętrznych podmiotów jest czymś zasadniczo różnym od konkurowania ludzi wewnątrz grupy.To pierwsze ma więcej zalet , niż wad,a to drugie prawie same wady.Jak podaje popularny słownik psychologiczny współzawodnictwo stymuluje najlepszych ,ale wywołuje zahamowania u innych.Inny psycholog R. May uważa,że rywalizacja jest jedną z przyczyn nerwicy kulturowej powodującej ,że ludzie dzielą się na konformistów i buntowników. Natomiast M.Sherif przeprowadzając doświadczenia na grupie uczniów uczestniczących przez kilka dni w zawodach zaobserwował szybkie pojawianie się postaw wrogich oraz agresywnych pomimo wspólnych posiłków i imprez.Wielu trenerów nie ma tej wiedzy i ględzą,że rywalizacja prowadzi do rozwoju.Do postępu prowadzi selekcja,a to jest coś zgoła odmiennego. Selekcja to "walka" o coś,a nie walka z kimś.Selekcja dokonuje się niejako sama kiedy np.aby dalej być w grupie trenującej np. skok wzwyż należy skoczyć 2 metry, kto nie skoczy odpada.Podobnie było w piłce nożnej kiedy ja zaczynałem treningi, kto nie był w stanie opanować jakiegoś elementu technicznego np. zgaszenia piłki nogą odpadał. Dziś jednym z takich głównych elementów selekcyjnych jest odporność na wysiłek.Kto w określonym czasie nie jest w stanie przebiec określonego dystansu,albo szybko zregenerować się po wysiłku ten wysiada. W tym sensie selekcja tak jak dobór naturalny wyłania najsilniejszych i najlepszych.Natomiast czymś sztucznym i wydumanym jest tworzenie atmosfery rywalizacji o miejsce w składzie opartej na niejasnych kryteriach jak słynne rotowanie przypominające tasowanie, albo mieszanie oraz niepasowanie do koncepcji.Najwięcej o tej metodzie bredzili ci którzy żadnych konceptów nie mieli, oprócz przetrwalnictwa , ba nawet nie wiedzieli,że jakąś koncepcję gry mieć wypada. W ten kontekst wpisują się relacje pomiędzy trenerem a zawodnikami oraz samymi graczami oparte o to co nazywamy atmosferą, w tym również o szatnię.W Legii przez ostanie kilka lat mieliśmy do czynienia z sytuacją w której spora część zawodników uzurpowała sobie prawo do decydowania o zakresie kompetencji trenera i doborze zawodników do gry. Wyrazicielem sposoby myślenia tej grupy stał się niestety Malarz, który tuż po wyborze Sa Pinto powiedział ; "Jak trener dogada się z nami to będzie dobrze". Nie dodał, mianowicie z kim trener ma się dogadywać, bo interesy wielu zawodników Legii były rozbieżne.Część z nich miała u poprzednich trenerów pewne miejsce w składzie , bowiem wygrywali oni z innymi rywalizację o to kto rządzi szatnią, a to od jej fanaberii zależał los trenerów. Klasycznym przykładem tej patologii stał się trener Hasi.To fałszywe pozaboiskowe , pozatreningowe współzawodnictwo spowodowało wzajemną wrogość przy której nie istniała żadna integracja,żadne wspólne dążenie do osiągnięcia celu.Trenerzy zmagając się z tą ciężką chorobą uciekali się do rotowania zawodnikami, aby każdego z nich dopieścić,ale to tylko wzmagało negatywne skutki konkurowania pomiędzy członkami jednej społeczności.Wielu trenerów czyniło zabiegi integrujące zespół, osłabiające wzajemne animozje,poprzez wspólne posiłki, uczestnictwo w imprezach w tym charytatywnych,aż do wspólnych popijaw jak Wójcik. Jednak podstawową metodą powinno być jasne i czytelne ustalenie kryteriów jakie powinien wypełnić ten, kto ma grać w I składzie. I nie chodzi tu tylko o formę fizyczna,ale i o to co nazywamy charakterem.Jak to się powiada, jeden to ma dobry charakter, a inny to czarny charakter. Za dużo w Legii było tego "Legia to ja",albo "Legia to my". Rozdęte ego zostało odspawane, teraz pora na "gwiazdorów" i daj Boże - przyjdzie stosowny czas i na kibolstwo.To tak jak rzeka, czasem wylewa i czyni szkody,ale wcześniej lub później wraca do swego koryta i płynie jak czas dupy nikomu nie zawracając.

O tym,że zawodnicy Legii stają się drużyną.
Nie jest łatwo zespolić zawodników pochodzących z wielu krajów, o odmiennych kulturach , sposobach bycia i mówiących różnymi językami. Nie do końca jest prawdą,że język piłki nożnej jest wszędzie taki sam.Sama bezkonfliktowość i wzajemna tolerancja nie są dostateczną przesłanką,żeby mówić,iż określona grupa osób stanowi jedną drużynę. Ja z dużą przyjemnością obserwuję,że starania Sa Pinto o udrożynowienie zawodników Legii zaczynają przynosić efekty.Podstawą jest szacunek wobec kolegów na boisku, a więc pomocniczość wobec ich wysiłków.Obserwujemy,że zaczyna grać cały zespół ,a nie tylko ten, który ma piłkę. Nasi zawodnicy przestają stać na boisku i obserwować czy innemu uda się zagranie, drybling itd czy też nie.Do tego widoczna jest wzajemna asekuracja, pokazywanie się do gry i brak gry na tzw. alibi. Ale również o duchu drużyny świadczy postawa zawodników pozostawionych na ławce. Wczoraj widzieliśmy,że ławka żyje, że wspiera grających,że autentycznie cieszy się z gola czy z dobrego zagrania,że identyfikuje się z faulowanymi zawodnikami. Moim zdaniem duży wpływ na szybkie tworzenie drużyny ma osobowość Sa Pinto,a zwłaszcza jego spontaniczność. Wczoraj Legia pokazała się jako zespół wyrównany i jeżeli kogoś można pozytywnie wyróżnić to Sebastiana Szymańskiego, który przy dobrze grających i świetnych technicznie Cafu i Martinsie czuje się pewniej. Natomiast lekko poniżej wysokiego poziomu reszty zagrali Kante i Kucharczyk. Ten pierwszy powiela błędy Carlitosa i zamiast walczyć z obrońcami w polu karnym i być dla nich utrapieniem ucieka gdzieś w pole , gdzie jest zbędny, Natomiast Kucharczyk owszem robi dużo szumu na boisku,ale niecelnie podaje i nie strzela "setek". Co nie zmienia faktu,że zawodnicy byli świadomi celu i że cel wspólnie zrealizowali.

O tym,że arytmia gry okazała się skuteczna.
Tak tylko z grubsza analizując grę Śląska chociażby w meczu z Jagą można było zauważyć,że pobili oni przeciwników znacznie szybszym przechodzeniem z obrony do ataku i odwrotnie.Zespól Jagi zamiast uspokoić grę po stracie bramki poszedł na odbijanego i w tym chaosie pogubił się i tracił kolejne gole.Nie znają chyba starego powiedzenia, ze ojciec nie dlatego łajał syna,że przegrał w pokera,ale dlatego,że chciał się odegrać. Trener Pawłowski w jednym z wywiadów mówił,że dla niego miernikiem dobrej organizacji gry jest szybkość powrotu napastników w strefę własnej obrony. Można się z tym zgodzić ,ale tylko odnośnie drużyn słabych, grających z założenia defensywnie i preferujących obronę. Napastnicy dobrych drużyn wracają wraz z rytmem gry i pod naporem rywali prowadząc działania opóźniające i utrudniające. Jednocześnie dobre drużyny takie jak wczoraj Legia nie pozwalają sobie na przyjęcie warunków gry narzucanych przez rywali i same przeprowadzają własne pomysły, których podstawą staje się dobre przygotowanie motoryczne. To ono pozwalało naszym zawodnikom na stosowanie arytmii gry, a więc spowalnianie jej i przyśpieszanie w miarę zbliżania się do pola karnego rywali. Takie granie powoduje,że sami zyskujemy przestrzeń do przeprowadzania akcji, równocześnie ograniczając ją rywalom. To był ten klucz, który zadecydował o przebiegu gry i jej wyniku.

O tym,że nie musi być piękne, ważne, żeby było zwycięskie.
Wczoraj nasza drużyna zaprezentowała taktyczne czyli rozumne podejście do meczu. Ono było takie jak w podręcznikach taktyki, a mianowicie celu grania nie można oderwać od warunków.Jeżeli gramy na trudnym terenie z dobrze dysponowanym rywalem to powinniśmy starać się grać spokojnie i wykorzystywać błąd przeciwnika do zdobycia bramki, aby następnie konsekwentnie bronić zdobyczy. I tak nasz zespół zagrał.Nie pozwoliliśmy rywalom na rozwinięcie skrzydeł, konsekwentnie w strefach odgradzaliśmy ich najlepszych strzelców od piłek, wybijaliśmy ich z rytmu gry, samym utrzymując się przy piłce. Zmuszało to graczy Ślaska do biegania za naszymi zawodnikami i za piłką niwelując ich zapędy konstrukcyjne. Po zdobyciu bramki w zasadzie zamknęliśmy przed rywalami nasze przedpole kontrolując grę i poczynania przeciwnika. realizując konsekwentnie zasadę pełnego bezpieczeństwa. Osobiście dla własnej higieny psychicznej wolałbym, aby było 2:0,bo byłoby mnie nerwów w końcówce.Ale jak się gra na utrzymanie wyniku to nie można narzekać na kunktatorstwo.Bo najważniejsza była wygrana,a jej rozmiary miały znaczenie drugorzędne. Tak trzymać.
11niedziela, 07, października 2018 13:02
corazstarszy
@CTP
Ani Carlitos ani Kante nie za bardzo są w stanie spełnić oczekiwań trenera. Wcale się nie zdziwię, gdy Niezgoda, jak już w końcu wróci, obydwu posadzi na ławce.

Tylko oby pan Jarosław rzeczywiście wrócił, bo przyznam, że mam pewne obawy, co to z nim będzie. Ale bardzo czekam.
Carlitosowi trener Klafurić zrobił krzywdę, każąc mu występować, gdy był bardzo niegotowy. Dobrze, że to się jakąś kontuzją nie skończyło. I wstyd, że zawodowy piłkarz tak się zaniedbał. To martwi, że facet tak długo dochodzi do dyspozycji, a dojść nie może. Cieszy natomiast, że trener Sa Pinto, dla którego najwidoczniej nie ma świętych krów, wciąż na Hiszpana stawia. To znaczy, że np. na podstawie treningów ma przesłanki. Chyba.
Bardzo jestem ciekaw, co to dalej z Legią będzie.
12niedziela, 07, października 2018 16:51
Krzysztof Jastrzębski
Średnia wieku zawodników Legii którzy zagrali wczoraj to 26.5 lat. ☺
Edit: całej 18 meczowej 27.8 lat.
13niedziela, 07, października 2018 17:25
Senator
To może nie być przyjemny mecz do oglądania, spodziewam się dużo walki i pojedynków
To słowa trenera Sa Pinto z piątkowej konferencji przedmeczowej.
Pytanie ściemniał czy się pomylił? Wielu z nas w tym ja pisałem, że na grę piłką przyjemną dla oka trzeba będzie jeszcze poczekać a tu taka miła niespodzianka. Jeśli już kibic50 i Dalkub się w tej kwestii zgadzają to musiało być dobrze, a mylić się w razem z trenerem też miło.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1