A+ A A-

Lechia - Legia 0-0: Z dużej chmury mały deszcz

Drugi raz w tym sezonie Legia zmierzyła się z Lechią Gdańsk i drugi raz padł bezbramkowy remis. Hit osiemnastej kolejki rozczarował. Żadna z drużyn nie pokazała jakości w grze ofensywnej.

 

W porównaniu z meczem z Koroną, w składzie Legii zaszła jedna zmiana. Na ławce rezerwowych usiadł Nagy, Vešović zajął miejsce na skrzydle, a na prawej obronie zameldował się Stolarski. Skład Legii wyglądał następująco: Majecki – Stolarski, Rémy, Jędrzejczyk, Hloušek - Martins, Cafú – Vešović, Szymański, Kucharczyk – Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kuciak – Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Kubicki, Makowski, Łukasik – Wolski, Paixão, Haraslín.

Mecz lepiej zaczęła Legia. Nasza drużyna miała inicjatywę, ale Lechia grała uważnie w defensywie. W 13. minucie mocno na bramkę gospodarzy uderzył Stolarski, ale piłka poszybowała prosto w Kuciaka. Lechia oddała pierwszy strzał w 19. minucie. Majecki odbił strzał Nunesa na rzut rożny. Za chwilę nasz bramkarz w bardzo podobny sposób interweniował po uderzeniu Makowskiego. Piłkarze twardo walczyli. Na murawie leżeli między innymi kolejno Martins, Kucharczyk i Nunes. Po 30. minucie meczu to Lechia osiągnęła przewagę. Gospodarze przenieśli ciężar gry na połowę Legii. W 38. minucie legioniści mieli doskonałą okazję na to, by skontrować przeciwnika. Niestety Kucharczyk zepsuł tę sytuację. Nasz skrzydłowy oddał strzał w sytuacji, w której aż prosiło się o podanie do nieobstawionego Vešovicia. W 41. minucie Martins otrzymał żółtą kartkę za faul na Haraslínie. Portugalczyk nie zagra w kolejnym ligowym meczu.

Do przerwy było 0:0. Obie drużyny grały ostrożnie, koncentrując się przede wszystkim na tym, by nie stracić bramki.

W drugiej połowie na boisku działo się jeszcze mniej. W 57. minucie Jędrzejczyk ryzykownym wślizgiem uratował sytuację po dośrodkowaniu Haraslína. Legia próbowała długich podań, jednak gospodarze bez kłopotu przerywali akcje naszej drużyny. Trener Sá Pinto zareagował na taki obraz gry zmianami w 65. minucie meczu. Nagy i Kulenović zmienili Kucharczyka i Carlitosa. Trener Stokowiec odpowiedział wprowadzeniem na boisko Araka, który zastąpił Wolskiego. Kilka minut później Sobiech zmienił Haraslína. W Legii na końcówkę meczu wszedł Kanté. Mało brakowało, by wyprawa Legii do Gdańska zakończyła się pełną klapą. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Lechia miała stuprocentową sytuację. Przed pustą bramką znalazł się Sobiech, na szczęście, naciskany przez Hlouška, nie trafił w bramkę.

Remis oznacza status quo w ligowej tabeli. Trudno dziwić się obu drużynom, że za wszelką cenę starały się uniknąć porażki, jednak mecz w Gdańsku raził brakiem jakości, ilością niedokładności i błędów w konstruowaniu akcji. Legię w tym roku czekają jeszcze dwa mecze, najpierw z Piastem w Warszawie, a potem z Zagłębiem w Sosnowcu. Komplet punktów zagwarantuje nam w miarę spokojną zimę.

Dyskusja (20)
1niedziela, 09, grudnia 2018 20:23
Senator
No właśnie, tabela i punkty determinują taktykę i samą grę. Grać na zero z tylu, a z przodu może się uda coś strzelić. Przy takim podejściu trudno o dobrą grę i zadowolenie kibiców. Tu trzeba zmienic myślenie bo inaczej na trybunach które i tak już swiecą pustkami zostanie tylko garstka zapaleńców.
2niedziela, 09, grudnia 2018 20:46
Krzysztof Jastrzębski
Ktoś przed meczem bardzo dobrze określił jak to będzie wygladalo: zdecyduje skuteczność. I zdecydowała. Nikt, przede wszystkim Legia nie chciała przegrać. Lechia chciała zachować status quo. Nie wiem co powie Sa Pinto, ale pewnie nasciemnia odnośnie planów na mecz. Nienawidzę gdybologii, ale jeśli Kuchy by miał pojęcie o Veso.. Nie ugryzła by nas Lechia, a nam coś może po raz kolejny dałoby się coś wtoczyc.
3niedziela, 09, grudnia 2018 21:33
Zgred
Kuchy - to musi podać, a raczej wyłożyć.
Takie mecze zazwyczaj wygrywa się jedną bramką...i ona Musiała paść w tej kontrze.
Oj Kuchy, Kuchy...
4niedziela, 09, grudnia 2018 21:50
sektor212
89 MINUTA I SOBIECH DAJE NAM REMIS
Słaby mecz. O ile w pierwszej połowie jakoś to wyglądało to druga część meczu podwórkowa kopanina. Oba zespoły miały po jednej 100% sytuacji i koncertowo je zawaliły. Więcej o tym widowisku nie ma co pisać.

Legia – dziś mam kilka zastrzeżeń.
1. Zupełnie nie rozumiałem roszad w składzie na dzisiejszy mecz. Stolarski na PO Vešović PP i Kucharczyk LP. Efekt nasze skrzydła można powiedzieć, nie funkcjonowały. We wcześniejszych meczach pary Vešović / Kucharczyk na prawej i Hloušek / Nagy na lewej było lepszym wyborem z większą jakość w grze. Lepsze zgranie i zrozumienie w/w zawodników owocowało większym zagrożeniem dla rywala. Mecz w Gdańsku pokazał, że to był błąd.
2. O co chodziło Legionistom w preferowaniu gry górą. Nie wydaje mi się, że takie były założenia na ten mecz. Dlaczego nasi zawodnicy nie dążą do zgaszenia piłki do ziemi, tylko nagminnie preferują grę górą. Kto w przedniej formacji ma przechwycić takie zagranie? Carlitos? A może Szymański? Obaj nie miłosiernie są przestawiani przez rywali i przegrywają pojedynki o górne piłki. Ten sam błąd popełniamy przy budowie gry w strefie niskiej. Po co się spieszyć i grać dzidy do przodu, które w 95% przechwytuje rywal. Jedyna nasz zawodnik w grze ofensywnej, który potrafi wygrać pojedynek główkowy to Cafu i powiedzmy Kucharczyk (nie mówię o stałych fragmentach gry, kiedy wchodzą nasi rośli obrońcy). To samo nasz bramkarz Majecki. Fatalnie dziś wprowadzał piłkę do gry nogą.
3. Carlitos López kolejny jego bezproduktywny mecz. Zupełnie nie potrafi wywalczyć sobie pozycji czy urwać się obrońcy. Jego słaba gra tyłem do bramki jak kreowanie sobie pozycji strzeleckich. Również nie wyróżnia się w grze kombinacyjnej na jeden kontakt. Ja obecnie chyba postawiłbym na Kulenovic może Kanté, którzy na pewno gwarantują lepszą walkę o górne piłki czy grę tyłem do bramki. Może jak wróci Niezgoda, nasza ofensywna gra będzie miała większa jakość. Ogólnie pozycja numer 9 i 10 to słabe ogniwa. Szymański również nie spełnia moich oczekiwań. Nie mogę chłopakowi odmówić walki i serca do gry, lecz jego wybory w kreowaniu ofensywnej gry często są złe.
4. André Martins bardzo słaby mecz. Zbyt duża liczba niecelnych podań i przegranych pojedynków. To nie był jego mecz. Dlaczego nie zmienił go Philips? Dodatkowo Portugalczyk od 41 min. grał z żółtą kartką i wciąż faulował tak trochę, prosząc się o kolejną. Pinto, podjął duże ryzyko, trzymając go na boisku.

Na dziś Portugalski sztab szkoleniowy poprawił trzy elementy w naszej grze:
- Pressing wysoki i średni
- Odbudowa ustawienia w obronie po stracie piłki
- Przesuwanie się i bliska gra naszych formacji w obronie
W tych fazach gry Legia prezentuje się bardzo dobrze na tle rywali z Ekstraklasy. Tracimy coraz mniej bramek (3 ostatnie mecz z rzędu na czysto z tyłu), a rywale mają coraz większe trudności przedrzeć się pod naszą bramkę.
Również należy podkreślić, że fizycznie wyglądamy dobrze. Legioniści, mając moc/siłę biegać i walczyć przez cały mecz.
5niedziela, 09, grudnia 2018 22:12
Moros
Ciężko się tą naszą Legię ogląda na wyjazdach w ostatnim czasie. Trzeba oddać zespołowi, że w tyłach gra pewnie i rywale mają mało sytuacji ale w przodzie to niestety mizeria. Mieliśmy dzisiaj jedną akcję po kontrze. Żadnej akcji po wyprowadzeniu piłki, czy jakimś dłuższym utrzymaniu się przy piłce. Lechia bardzo dobrze się broniła, ale mimo wszystko od naszych oczekuję coś więcej niż nie stracenie bramki i laga do przodu na walkę. No ale to już kolejny taki mecz po Białymstoku, Gliwicach i Lubinie, to samo mamy w Gdańsku. Oby na Zagłębie Sosnowiec to wystarczyło, bo w jakiś progres to już nie wierzę.

Czytam komentarze po meczu i widzę ogólne zadowolenie z tego wyniku. Oczywiście mając na uwadze ostatni strzał Sobiecha, to się nie dziwię. Patrzę jednak w tabelę i przyznam szczerze, że już mnie aż tak ten wynik nie cieszy. Mamy do gdańszczan ciągle 5 punktów straty, a do "rundy finałowej" już z nimi nie gramy. Zostaje nam 1 mecz w maju czyli w bezpośrednich starciach już straty nie nadrobimy. Wiadomo że przed nami zima i parę tygodni przerwy, która niejednego już potrafiła wybić z uderzenia. Jednak zakładając pesymistyczny scenariusz, że Lechia dalej będzie wyglądała przyzwoicie, to dzisiaj straciliśmy szansę aby ich podgonić. Zresztą raz już potrafili i to całkiem niedawno walczyć z nimi do samego końca, gdzie zima ich nie zdestabilizowała. Dlatego też żałuję trochę tego meczu, bo to przewaga nie jest taka mała.
6niedziela, 09, grudnia 2018 22:59
sektor212
Moros
„ale w przodzie to niestety mizeria. Mieliśmy dzisiaj jedną akcję po kontrze. Żadnej akcji po wyprowadzeniu piłki, czy jakimś dłuższym utrzymaniu się przy piłce”
Pełna zgoda. Środkiem nasza ofensywna gra (prostopadłe podanie na wolne pole) przy dwójce Carlitos, Szymański nie napawa optymizmem. Ja nie mogę przypomnieć sobie strzelonej bramki przez Legię po prostopadłym zagraniu w środkowej strefie, kiedy któryś z w/w zawodników potrafiłby zgubić krycie i wbiec na wolne pole (sam na sam z bramkarzem). Gra na tzw. ściankę też nie funkcjonuje. Przeważnie bramki zdobywamy po sytuacjach kreowanych z bocznych sektorów, które dziś w Gdańsku słabo funkcjonowały.

5 punktów to spora strata i ja również trochę się martwię. Liczę na przemyślane ruchy kadrowe zimą. Znaczącą poprawę kreowania gry ofensywnej z obecnego materiału kadrowego, jaki dziś ma do dyspozycji Pinto, za wiele nie wyciśnie. Sa ustabilizował naszą formę fizyczną, grę obroną, poruszanie się poszczególnych formacji po boisku, lecz płynne przejście z fazy obrony do ataku jest trudne i wymaga treningów, czasu i bardziej kreatywnych nowych zawodników na pozycje nr 10 i 9. Boczne korytarze dobrze funkcjonują i tu rewolucji bym się nie domagał.
7niedziela, 09, grudnia 2018 23:41
Senator
Ja bym się na transfery do raczej nie nadstawił, wszystko wskazuje na to, że będą z i nie piszę tu o Mączyńskim czy Pazdanie.
Jeśli tylko znajdą się chętni na Nagaya, Szymańskiego czy Majeckiego zostaną sprzedani. Oczywiście pieniądz musi być konkretny. Tak to chyba będzie jeśli dobrze czytam więcej wiedzących. Cafu do wykupienia za jak dla nas dużą kasę itp itp.
Bokiem wychodzi budżet zakładający grę w LE.
8poniedziałek, 10, grudnia 2018 07:37
Moros
Wczoraj Mioduski udzielił jakiejś wypowiedzi po meczu, w której zasugerował że z transferami ma nie być tak źle, jak niektórzy to mieli przedstawiać. Sam nie słyszałem tej wypowiedzi ani nigdzie nie czytałem, jednak coś takiego latało wieczorem po Twitterze.
9poniedziałek, 10, grudnia 2018 09:16
sektor212
„Prezes zasugerował, że z transferami ma nie być tak źle, jak niektórzy mówią i przedstawiają w mediach” Zgadza się, takie zdanie wypowiedział prezes, jak udzielał wywiadu dla C+. Wiadomo, że wietrzenie szatni będzie duże. Pinto, miał czas poznać potencjał i charakterność poszczególnych Legionistów. Ruchy transferowe są koniecznością. Nawet powieka mu nie zadrżała, kiedy naszych kadrowiczów (Mączyński, Pazdan) czy niedawnych pewniaków (Antolić, Malarz) odstawił na boczne tory. Odmłodził naszą wyjściową jedenastkę i to samo zrobi z ławka rezerwowych. Kolejni zawodnicy, których Pinto nisko ocenia pod względem jakości i dalszej współpracy to Pasquato (31 lat), Radović (35), Astiz (36) czy już będący poza kadrą Eduardo (36). Zimowe zmiany może przetrwać jedynie Hamalainen (33) czy Antolić (28). To jest 6-7 zawodników, którzy zimą lub latem 2019 r. pożegnają się z Ł3. Kogo uda się sprzedać, a kogo pozbyć (wypożyczyć) to wyzwanie dla dyrektora sportowego i prezesa. Każdy z w/w piłkarzy co miesiąc kasuje od Legii znaczne wypłaty. W klubie się nie przelewa, a trzeba uwolnić środki finansowe dla nowych zawodników i ich przyszłe pensje.

Senator pisze o sprzedaży młodych Nagy, Szymański czy Majecki. Z tej trójki na transfer ma szanse tylko Węgier. Nie sądzę, by kolejka ustawiała się po naszych młodych wychowanków. Szymański liczby ma słabe (1 gol, 1 asysta), a Majecki dopiero rozpoczął większą przygodę z piłką. Może latem, lecz obydwaj zimową zawieruchę przetrwają.

Ja mam wrażenie, że z obecną kadrą Sa osiągnął prawie maksa. Oczywiście, zimą pewne fragmenty gry ofensywnej (kilka schematów) zapewne jest jeszcze w stanie wdrożyć i z tym składem osobowym co posiada. Jednak pole manewru ma coraz mniejsze, a wyzwania do zrealizowania (mistrzostwo i faza grupowa LE) łatwe nie są. Nie sądzę by zarząd klubu stawiał opór do zmian, jakie chce wprowadzić Pinto. Już dwa ostatnie lata i straty finansowe były odpowiednią lekcją dla prezesa i jego współpracowników.
10poniedziałek, 10, grudnia 2018 09:50
dalkub
Senator napisał w punkt - miejsce w tabeli i punkty determinują sposób gry. I ja gdybym się nazywał Pinto zagrałbym dokładnie tak samo, na 0:0, zminimalizował ryzyko i czekał na sytuację. A że w składzie jest zawodnik typu Kucharczyk to się nie udało nic strzelić - zawodnik o technice boskiej - jeden pan bóg wie czy on kopie prosto czy nie.
Ktoś napisał że się dziwi że zagrał Veso i Stolarski a Nagy na ławie - no to ja się dziwię zdziwieniu. Wszyscy wiedzą że Lechii gra stroną lewą czyli Mladenovićem i Harslinem - no więc trener ten sektor zablokował i słusznie. Dlaczego Kuchy a nie Nagy - to też w sumie proste - Kuchy lepszy w defensywie i silniejszy fizycznie. Całkiem rozsądne wybory. Meczu oceniać mi się nie chce bo z punktu widzenia kibica to paździerz, z punktu widzenia fachowców - wyegzekwowana gra w defensywie, mało strat, mało okazji bramkowych czyli solidnie z tyłu, słabo z przodu. Niczego innego się nie spodziewałem, choć miałem nadzieję że ukąsimy na 0:1 i będzie murowanko i konterka.
czekam na przerwę, czekam na czyszczenie szatni i czekam na zawodników przygotowanych fizycznie na maksa, a na Carlitosa patrzeć nie mogę ( na Kuchego w sumie też).
11poniedziałek, 10, grudnia 2018 10:56
corazstarszy
Ja jestem z tych, którzy 0 - 0 przyjęli z dosyć dużym zadowoleniem. Stokowiec po meczu zaczął jakieś gierki psychologiczne w stylu ‘my mogliśmy, oni musieli’. Ale mądrzejsi będziemy po 37. kolejce odnośnie tego, czyim ten remis jest sukcesem, czyją porażką. Lechia, grając u siebie, zaprzepaściła dobrą szansę na zapewnienie sobie już naprawdę solidnej przewagi.
O samej grze nie ma co pisać. Jaka liga – taki szlagier. Wygląda na to, że obie ekipy na tyle silne, żeby utrudnić innemu ligowcowi grę i przypilnować, żeby nic samemu nie stracić, ale i na tyle, że słabe, że same prawie nic nie potrafiły wykreować. Dla Sobiecha – podziękowania.
Co do transferów, pewnie jest tak jak Senator pisze. Ja tylko zauważę, że może Legia jednak nie jest aż tak bardzo pod ścianą. Z doniesień ws. onegdaj planowanych przenosin Szymiego do CSKA wynikało, że różnica stanowisk wynosiła 1 mln EUR. Gdyby Legia nie miała wyboru i musiała sprzedawać, nie robiłaby dramatu wokół takiej kwoty. A zrobiła dramat, więc ją stać.
A ja na Michała Kucharczyka mogę patrzeć.
12poniedziałek, 10, grudnia 2018 16:24
Zgred
Stokowiec już przed meczem w wywiadzie dawał do zrozumienia jak oni podchodzą do wydarzeń, tak samo jak RSP, który wręcz przemycił myśl, że oczywiście chcemy nadrobić różnicę punktową do Lechii, ale ( !) nie koniecznie w tym meczu...
Zatem, jak ten mecz mógł inaczej wyglądać? Obie drużyny przegrać nie chciały - to i nie przegrały, a że "momenty były" - owszem, ale także na remis.
Szat bym nie darł, jestem za głosem mądrości bowiem do końca ligi bardzo dużo spotkań, a i przerwy zimowe różnie potrafią kreować gry wiosenne. Już to pisałem, dograjmy ten okres do zimy...i Very Happy później będziemy "błądzić" w ocenach.

Przychylam się do opinii Sektora - skrzydło Nogy z Hlouskiem byłoby bardziej perwersyjne Wink z wjazdem po tamtej stronie Lechii...

ps: Kuchy

Taka uwaga drobna w sumie do pesymistów personalnych ocen -
Na przestrzeni wielu lat ( proszę to sobie prześledzić) ilość ważnych lub bardzo ważnych bramek dla Legii oraz asyst Michała Kucharczyka jest - niepodważalna.
Gdyby wyszkolenie techniczne miał na innym poziomie, a co za tym idzie dużo więcej techniki użytkowej - z całą pewnością grałby w dobrej / dobrych ligach. Mogę i mam niekiedy do niego wykrzyczane pretensje ( to normalne), ale podważanie jego piłkarskiego istnienia -spada po za poziom...
13poniedziałek, 10, grudnia 2018 17:48
Senator
@Zgred
Dobrze prawisz, Kuchy jest jaki jest ale na dziś to chyba jeden z najbardziej utytułowanych zawodników Legii w historii.
Gdyby miał technikę o której wspominasz oczywistym jest że dawno by to tu już nie było. Kochajmy to co mamy.
14poniedziałek, 10, grudnia 2018 20:43
Zgred
@Senator

Myślę, że nie do końca chodzi o utytułowanie, choć to jest pełne podziwu. Raczej - Kucharczyk Michał gra u wszystkich trenerów! Jeszcze raz! U wszystkich trenerów, którzy pracowali w Legii.
Teraz tak Wink Albo wszyscy się mylili...albo wszyscy inni są bezbłędni w ocenach...
15poniedziałek, 10, grudnia 2018 20:52
dalkub
Panowie
ja nie podważam jego istnienia, ani trofeów, ani goli które strzelił. Ja podważam jego technikę piłkarską i to że patrzenie na niego nie jest dla mnie miłe - tak wiem że gdyby był lepszy to nie grałby w Legii, ale może wtedy Legia zarobiła by na nim jakiś fajny pieniążęk
16poniedziałek, 10, grudnia 2018 21:17
Zbyszek
O tym,że Stokowiec ma swoje 5 minut.
Trener Piotr Stokowiec jest w mediach sportowych tematem nr 1. Nie będę dziwacznie oryginalny i również od siebie o nim napiszę. Tym bardzie,że już w 2013 roku kiedy był trenerem Polonii , której właścicielem był pan Król, na tej stronie napisałem,że ma on wszelkie atuty,aby w krótkim czasie być najlepszym trenerem w Polsce.Przed wszystkim dlatego,że jest to trener myślący,planujący i zorganizowany.A do tego ma kierunkowe wykształcenie. Stokowiec i Magiera twierdzili,że od młodych lat chcieli być piłkarskimi trenerami, tylko,że Stokoiwec ukończył AWF,a Magiera historię.Jeden ma wiedzę potrzebną,a drugi zbędną.Dodać trzeba,że Stokowiec odbył studia dzienne w latach 1991-1996 , podczas których grał w piłkę w Koronie Kielce,AZSAWF, w Piasecznie i w Polonii.Kierownik katedry futbolu stołecznej AWF ś.p. Rudolfa Kapera zapamiętał go jako studenta skrytego i mało towarzyskiego, który jednak miał swoje zdanie i argumenty na jego obronę.Karierę piłkarza kończył w Wigrach Suwałki ,w których przez dwa lata był grającym trenerem i utrzymał drużynę w 2 lidze.Dowiedział się o nim trener Zub i jak został trenerem w Widzewie to wziął Stokowca do siebie na asystenta.W latach 2007-2010 w Widzewie przeżył jako asystent oprócz Zuba, jeszcze Wójcika, Fornalika i Janasa. Temu ostatniemu właściciel Polonii Józef Wojciechowski zaproponował funkcję dyrektora sportowego ,a Janas z kolei Stokowcowi asystenturę u trenera Bakero. Bakero długo się nie nabył i trenerem został Janas,a po nim Holender Boss. Wojciechowski po Bossie uznał,że może być zbawcą polskiej piłki i jak stwierdził chce stworzyć naszej piłce młodego, zdolnego trenera. Stokowiec był wielce wdzięczny Wojciechowskiemu,że w wieku 39 lat umożliwił mu bycie trenerem Ekstraklasowej drużyny.A Wojciechowski płacił i wymagał, wyników i posłuszeństwa.Jak obliczyli statystycy , przebił Jesusa Gila i uzyskał najniższą średnią pracy trenerów w klubie , bo 5 miesięcy. Stokowiec też szybko przestał być I trenerem,ale krzywdy nie miał , bo został trenerem młodzieży na miejsce Tibora Pali oraz analitykiem I drużyny. Stokowiec przy Wojciechowskim pokazał się jako obiecujący trener i marny człowiek.To,że zaczął swe trenerskie rządy od zesłania Ebiego Smolarka do II drużyny można zrozumieć,choć nie musiało być tak głośne i prymitywne, bo na pytanie dziennikarza :" Czy Ebiego obejrzy na boisku?", odparł pytaniem :"A czy biletów starczy?".Jak by chciał pokazać,że on jest najważniejszy,a Smolarek nie powinien nikogo interesować. Ja mam do niego pretensje,że był jedynym spośród kilkunastu trenerów Polonii za czasów Wojciechowskiego, który ochoczo stworzył tzw. "Klub "Kokosa"". Wojciechowski kupował graczy na prawo i lewo, wedle podpowiedzi znajomych i oczywiście przy takim hurcie trafiały się transfery całkiem nieudane.Wojciechowski nie widział w tym swojej winy,ani odpowiedzialności, tylko tych, których kupił i kiedy oni nie grali rewelacyjnie to natychmiast żądał ich odejścia za darmo.Inni trenerzy zsyłali takich do II drużyny, gdzie znikali z oczu ,ale Stokowiec wpadł na pomysł,żeby ich "zachęcić " do odejścia.Utworzony klub "Kokosa" był prymitywnym mobbingiem, poniżającym ludzi,a jego wykonawcą był stały asystent Stokowca Jarosław Bako. Ulubionym jego zajęciem było ganianie klubowiczów po schodach stadionu i popędzanie ich niecenzuralnymi okrzykami podczas, gdy ich koledzy trenowali na boisku.Wojciechowski traktował wszystkich i wszystko jako swoją własność,a klub jak zabawkę. Mnie rozbawił kiedy na prośbę Stokowca,aby zapewnić graczom napoje odparł,że on tyle im płaci,że ich powinno być stać na to,aby kupić sobie wodę.Kiedy zabaweczka mu się znudziła, to ją wyrzucił. Jak rozumiem dla wielu jest symbolem tej przewagi prywatnego właściciela klubu nad innymi.Ja swego czasu Wojciechowskiego broniłem,ale kiedy epatuje zmianami dziewczyn na coraz młodsze stał się wstrętnym i obrzydliwym dziadem. Natomiast Stokowiec rozwinął się dopiero kiedy właścicielem Polonii został Król,a on jej trenerem.Tak komfortowych warunków nie miał żaden trener.Jako pierwszy w Polsce zatrudnił dietetyka i psychologa sportowego. Zawodnicy przebywali cały dzień w klubie w którym trenowali, spożywali posiłki, byli badani i pracowali z psychologiem. Stokowiec pracował metodycznie, planowo i przyszłościowo. Jego dzienniki zajęć pełne są zapisów które ćwiczenia taktyczne mają zaprocentować w przyszłości.Potem pracował bez efektów w Jagiellonii i z miernymi w Zagłębiu Lubin.Kierownictwo Lecha widziało go jako trenera u siebie,ale on nie chciał czekać i kiedy pojawiła się oferta z Lechii to z niej skorzystał. Trafił do zespołu nieprzygotowanego fizycznie i rozbitego psychicznie. Jego poprzednik był z zawodu lekarzem, który z powodów nieodgadnionych został fizjologiem u trenera Nowaka, a potem jego następcą. Kiedy Owena zwolniono Stokowiec bohatersko go skrytykował za to ,że zawodnicy są bez formy.Nikt go nie zapytał dlaczego nie weźmie się za poprawę wydolności natychmiast. W zbliżonej sytuacji był Sa Pinto,ale ten nie płakał w rękaw, tylko po prostu zwiększył obciążenia. Ponadto w Lechii zawodnikom nie płacono i nadal się nie płaci wynagrodzeń na czas, lecz z 3-4 miesięcznym opóźnieniem. Wytworzyło to taki stan,że zawodnicy olewali treningi i właściwie robili łaskę,że trochę pobiegają i pograją. Stokowiec, który stara się być zawodowcem odróżnia swoje obowiązki, obowiązki zawodników i obowiązki pracodawcy.Jego zdaniem to,że właściciel niewłaściwie wykonuje swoje powinności nie zwalnia pracowników od jak najlepszego wykonywania swoich. Nie zrozumieli tego Marco Paixao oraz Peszko i gorzko tego pożałowali.Jednocześnie był to jasny sygnał dla pozostałych,że czas udawactwa się skończył.W przygotowaniach do sezonu Stokowiec więcej uwagi poświęcił motoryce niż taktyce. Jest to jeden z tych szkoleniowców, który uważa,że trening czyni mistrzem.Na przykład w mikrocyklu po meczu metodycy nie uważają za coś złego kiedy trener da zawodnikom dzień wolny,a w przerwie na reprezentację 2 lub 3 . U Stokowca wolnych w sezonie nie ma.Jest on chwalony za to,że daje szansę gry młodym zawodnikom. Wynika to z jego zasad . Uważa on,że kiedy jest dwóch równorzędnych graczy na jedną pozycję, jeden to Polak ,a drugi obcokrajowiec to gra Polak, a kiedy są to zawodnicy różniący się wiekiem to powinien grać młodszy.Ponadto powiada on,że :" Jak mógłbym wymagać od zawodników odważnej gry, gdybym sam się bał podjąć odważnej decyzji". Niestety Stokowiec stroni od mediów. Ponoć przed 9 laty jeden z portali zaproponował mu współpracę,a kiedy odmówił to został obsmarowany w necie i w 2 gazetach i tego pismactwu zapomnieć nie chce.Nie wiadomo czy z tego powodu czy z jakiegoś innego kiedy się już wypowiada to opowiada same banały.Takie jak : z Legią to my gramy co tydzień ( czyli,że każdy mecz jest najważniejszy),że łatwiej jest wejść na szczyt niż na nim się utrzymać,że są takie mecz, które stanowią weryfikację, że zespół jest w budowie,że będziemy lepsi, pod warunkiem,że się nie osłabimy,że cały czas zbieramy doświadczenia, które będą procentować. Wczoraj egzamin weryfikacyjny on i jego zespół zdali z wynikiem co najmniej dobrym.

O tym,że proces chamienia postępuje.
Przyznam,że zawsze byłem optymistycznie nastawiony do rzeczywistości i odrzucałem powiedzenie,że lepiej to już było.Wydawałoby się,że widoczny postęp w poziomie życia, wykształceniu, dostępie do kultury korzystnie wpłynie na zachowania ludzi względem siebie. Nic bardziej mylnego. W piłce nożnej jak w soczewce kumulują się prawie wszystkie złe zjawiska. O których w telegraficznym skrócie.
Piłkarze powoli, ale całkiem wyraźnie, przestają się czuć jak uczestnicy wspólnej zabawy, polegającej na rywalizacji według jasnych reguł,a zaczynają być dla siebie wrogami.Agresja słowna przybiera na sile, zaczynają mnożyć się brutalne próby fizycznego wyeliminowania z gry najlepszych przeciwników.Obok tego,a mówiąc poprawniej równolegle podobne procesy dotykają kibiców. Wzajemna niechęć zaczyna przybierać formy patologiczne. Do tego kibice zaczynają uważać siebie nie tyle za obserwatorów, komentatorów,ale za współrządzących klubami. Już prawie wszyscy przywykli,że ubliżanie innym,że wyklinanie właścicieli jest naturalne. To jeszcze zaczyna się tworzenie łańcucha odpowiedzialności w ten sposób,że jeżeli kibolstwo wrzeszczy,że ten czy ów powinien odejść to media pytają dlaczego nie odszedł. skoro lud się tego domaga.Nikt nawet nie zakwestionuje ich praw do takich żądań. Nie mówiąc już,że jednym z ulubionych zajęć kibolstwa jest bezkarne przerywanie meczów.Czysty obłęd.Jak pisał Miłosz :"Największą klęską jest w przyrodzie wariat na swobodzie".Od lat takimi naturalnymi chłopaczkami do bicia stali się sędziowie.Ich się już nie krytykuje, im się odmawia prawa do podejmowania decyzji na boisku.Oczywiście nie każdy musi być zadowolony z takiej czy innej decyzji sędziego,ale ta możliwość tyczy zainteresowanych. Natomiast postronni obserwatorzy i komentatorzy powinni zachować umiar. A to oni najczęściej kwestionują decyzje sędziów. Efekt jest taki,że zaufanie do piłki maleje w dramatyczny sposób, bo przekaz jest jasny, nie tylko piłkarze źle graj,ale i same mecze to jedno wielkie oszustwo.Pewno nie takie są intencje,ale efekt przeraża.
O mediaworkerach pisałem wiele razy,ale tym razem mam pretensje,że podstawiają piłkarzom czy trenerom pod nos mikrofony kiedy ci są w stanie silnego wzburzenia. Często wówczas padają słowa, których dany osobnik po chwili zastanowienia pewno by nie wypowiedział.Padają oskarżenia,nawet o przekupstwa, wyzwiska itp. Z reguły takie wypowiedzi nie są karane jako emocjonalne,Ale słowa padły, więc daje się przyzwolenie na bezzasadne oskarżanie i ubliżanie innym. Nie tędy droga.
Podobnie bez specjalnego odporu i prawie żadnej reakcji odbywa się zamykanie stadionów przed kibicami drużyn przyjezdnych. W tym wypadku przepisy sobie,,a praktyka sobie. Można teoretycznie powiedzieć,że decydują tzw, względy bezpieczeństwa. Tylko,że to jest praktykowane w ostatnim czasie przez drużyny, które walczą o wyższe miejsca w tabeli z odwiecznym faworytem czyli Legią.Po to jednak wybudowano w Białymstoku i Gdańsku nowoczesne stadiony,aby były one bezpieczne. W takim Gdańsku kiedy Lechia była nisko w tabeli to było bezpiecznie,a teraz kiedy jest wysoko raptem zrobiło się niebezpiecznie.Paranoja. Ani ESa, ani PZPN nie reagują . Tym samy sankcjonują bezprawie.
I tak tę naszą piłkę toczy rak chamstwa niczym korniki stół drewniany, aż nie będzie czego zbierać.

O tym,że i Legia i Lechia zagrały to co umieją najlepiej.
Dla przejrzystości obrazu ustawienie wyjściowe obu drużyn to 4-2-3-1. Ustawienie takie to 4 obrońców grających na ogół jak rogal, 2 defensywnych pomocników, dwóch skrzydłowych, ofensywny pomocnik i napastnik.Jednak w obu zespołach na prawym skrzydle nie zagrali skrzydłowi.U nas Sa Pinto wystawił prawego obrońcę Vesovicza,a Stokowiec ofensywnego pomocnika Wolskiego.Jednocześnie w Legii na pozycjach defensywnych pomocników wystawieni zostali Cafu i Martins , zawodnicy o bardziej ofensywnych predyspozycjach, zaś w Lechii na tych pozycjach trener ustawił graczy typowo defensywnych Kubickiego i Łukasika. Z jednej strony można trafnie zauważyć,że Legia I Lechia tak ustawione grają większość swoich spotkań, lecz z drugiej strony zadania jakie trenerzy postawili przed zawodnikami świadczyły o nieco odmiennych intencjach.Nasz trener chciał kontrolować środkowe rejony boiska, ograniczyć poczynania Haraslina i liczyć na geniusz Szymańskiego oraz niepowtarzalność Carlitosa w ataku. Przy czym gra naszej drużyny miała być zrównoważona, a współpraca pomiędzy formacjami płynna. Z kolei Stokowiec podzielił zespół niejako na 2 części, jedni w 6 odpowiadali za obronę,a pozostali za atakowanie i zaangażowanie jak największej ilości graczy Legii w defensywie.Symptomatycznym było,że żaden z trenerów nie usiłował przez większą część meczu zaskoczyć rywali zmianą ustawienia lub wprowadzeniem któregoś z graczy drugiego planu. Chyba słusznie. Taki mecz na szczycie to nie czas na eksperymenty,ale na zbieranie plonu.

O tym,że Lechia zrealizowała swój cel gry.
Żyjąc w świecie tworzonym przez media można by dojść do wniosku,że Lechia gra wielki futbol,a Legia pod wodzą Sa Pinto poczyniła ogromne postępy.Kiedy jednak spojrzymy na to co się dzieje trochę z boku to możemy stwierdzić,że przyjście Sa Pinto niczego w istocie nie zmieniło.Jak przychodził do Legii to miała ona 5 punktów straty do lidera tak i ma nadal.Jak nie potrafiliśmy wygrywać z drużynami z czołówki tabeli tak i nie potrafimy,że wspomnę o Lechii, Jadze, Pogoni czy Wiśle. W zasadzie poprawie uległa organizacja gry w defensywie, nasz zespół jest bardziej uporządkowany i potrafi grać bliżej rywali.Tylko,że na awanse to jest za mało.Nasza drużyna musi nauczyć się wygrywać z drużynami równie dobrze zorganizowanym w obronie.Gdyż bez wygrywania meczów szanse na obronę Tytułu będą iluzoryczne.Ale to wymaga nie podjęcia jakiegoś mitycznego ryzyka jak chcieliby różni komentatorzy,ale prostej gry do przodu oraz zdecydowanej poprawy dynamiki gry.Na przykładzie nie tylko wczorajszego meczu można się zastanawiać czy nasi wiedzą . gdzie jest przód.Może trzeba im stale uświadamiać,że przód jest tam, gdzie bramka rywali.Bo oni po przejęciu piłki najpierw i najchętniej zagrywają do tyłu lub do boku. Pierwszą myślą po dostaniu piłki powinno być zagranie jej w kierunku wrażej bramki.Również kiedy nasz zawodnik posiada piłkę wręcz naturalnym odruchem powinien być ruch jego partnerów do przodu. A u nas jak by większość zawodników takiej potrzeby,ani konieczności nie odczuwała.Tym samym nie potrafimy zaskoczyć przeciwnika, zostawić kilku ich graczy za sobą, zdobyć przewagi liczebnej.Jednak sama gra do przodu to nie wszystko. Musi być połączona z dużą szybkością tak zagrywania piłki jak i wychodzenia na pozycje za broniących rywali.Ja natomiast patrząc na grę naszych zawodników nie tylko we wczorajszym meczu odnoszę.wrażenie, że ich myślą przewodnią jest po pierwsze nie przegrać,a jak się uda to wygrać.A powinno być odwrotnie, gdyż moim zdaniem stawianie na wygrywanie powinno być celem naszej gry. Na co moim zdaniem naszych zawodników stać.Cóż. Wczoraj nie wygraliśmy i tym samym to Lechia zrealizowała swój cel gry zachowując przewagę punktową nad nami.
17poniedziałek, 10, grudnia 2018 22:45
Zgred
@ dalkub

Ja - śmiało mogę podważyć technikę większości ludzi biegających na boiskach w lidze, albo inaczej, skoro ta technika tak Cię boli - w takim razie powiedz do kogo równać - że tak powiem dążyć? Bo ja - wybacz nie widzę osobowości do ewentualnego powielania...
Ostatnim "MISIEM" , który potrafił "pogadać z piłką" był Odjidja-Ofoe

Dalkub - przyjmij moje szczere współczucie za tą maliznę i podróby piłkarskiej gry. Nie od dzisiaj wiemy, że Twój ogląd precyzuje się między perfekcją opartą o ideał, oraz o perfekcję totalną.
Dziwnym trafem - dokładnie wiemy, że ani ta, ani ta druga zbliżona forma nad Wisłą nie zaistnieje...i tylko zawsze w takich przemyśleniach zastanawiam się - dlaczego tyle ludzi, którzy starali się kiedyś wybić ponad przeciętność, tak śmiało...teraz potrafią w ocenach personalizować "piłkarskie ubóstwo" - coś nieprawdopodobnego. Z jak sądzę kanapy, sofy czy tam innego narożnika, patrząc z zazdrością na swoje ostatnie , stare korki...
Określają ideał piłkarskiego rzemiosła... Piękne Very Happy
18wtorek, 11, grudnia 2018 17:44
dalkub
Zgred

jeżeli dla ciebie umiejętność prostego kopnięcia piłki, i panowanie nad tym gdzie leci w 80% przypadków jest dla ciebie perfekcją to tak jestem perfekcjonistą. Tym bardziej że mówię o gościu zarabiającym ze 200k euro rocznie albo i więcej.
To brzmi tak - takich słabych piłkarzy mamy i cieszmy się że mamy takich bo mogą być gorsi. Potem znowu będziesz płakał w okolicy 15 sierpnia że przegrali ze Słowakami czy innym Luksemburgiem.
A dlaczego Kucharczyk gra u każdego trenera - powód jest prosty, przy swoich walorach fizycznych jest lepszy od pozostałych, co nie oznacza że jest dobry, a oznacza że inni są jeszcze słabsi - marne to pocieszenie niestety.
19wtorek, 11, grudnia 2018 22:50
corazstarszy
O, to tym razem Kucharczyk winny kompromitacjom Legii w pucharach. Że poziom nieodpowiedni. A już byli winni przecież i Mioduski, i Magiera, i Klafurić i Krzepota. A ci Słowacy i Lusemburczycy to tacy lepsi?

Widywałem zawodników w składach drużyn wygrywających MŚ, o których technice użytkowej nie powiedziałbym, że nadzwyczajna, czy że wyraźne lepsza od kucharczykowej. Ale dawali swoim drużynom więcej niż wielu brylantowych techników.
Powtórzę to, co kiedyś. Ty jesteś winny sytuacji Legii. Jesteś mądry, stawiasz przenikliwe diagnozy, masz wielką wiedzę o piłce, trafnie oceniasz. Jesteś świetny (taki np. Kucharczyk, gdybyś Ty o tym decydował, w Legii by nie występował, bo zatrudniłbyś lepszych). I deklarujesz, że dobrze życzysz Legii. Twoim obowiązkiem dawno temu już było pójście do włodarzy klubu i powiedzenie, co mają zrobić inaczej, ostrzec, ukazać smutne następstwa ich wyborów, itd. Nie zrobiłeś tego, więc wiesz, ile teraz są warte Twoje spostrzeżenia. To, że mamy Kucharczyka i odpadamy z Dudelange jest wynikiem Twojego siedzenia, pisania i nic nie robienia. A więc do siebie miej pretensje.

@Zbyszek
Nasza drużyna musi nauczyć się wygrywać z drużynami równie dobrze zorganizowanym w obronie.Gdyż bez wygrywania meczów szanse na obronę Tytułu będą iluzoryczne.

Następny. Niedawno w Legii był trener, za którego rządów Legia ogrywała innych pretendentów do tyłu na ich boiskach, ale o tym trenerze z niedawnego wpisu moglibyśmy się dowiedzieć, że

Dla nikogo nie ulega wątpliwości,że Sa Pinto po przyjemniaczku Magierze, mądrali Jozaku i przeciętniaku Klafuriczu stał się swego rodzaju objawieniem. Tylko,że takie porównywanie jest zawodne, gdyż żaden z wymienionych nie miał najmniejszych kwalifikacji,aby trenować jakikolwiek klub w ESie, nie mówiąc o Legii.

Może by się wypadało zdecydować?
Jak prostytutki i politycy.
20środa, 12, grudnia 2018 08:31
CTP
Doprawdy, bardzo dziwna opinia o piłkarzu, który jako jedyny w Legii potrafi posłać celne dośrodkowanie i jako jedyny potrafi precyzyjnie i mocno uderzyć zarówno prawą jak i lewą nogą. A że w tamtej sytuacji mógł podawać? No, mógł ale miał na linii podania obrońcę i równie dobrze mogło to zostać zablokowane.
Sa Pinto ustawił Legię wybitnie defensywnie na ten mecz i nawet nie ma sensu rozwodzić się nad tą jedną jedyną okazją bramkową.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1