A+ A A-

Legia - Piast 2-0: Bez historii

W 19. kolejce sezonu Legia zmierzyła się w Warszawie z Piastem. Nasza drużyna wykonała zadanie i pewnie pokonała gości, notując czwarty kolejny mecz bez straconej bramki. Gole dla Legii zdobyli Kulenović i Carlitos.

 

W Legii z powodu żółtych kartek nie mógł zagrać Martins w miejsce którego w środku pola zameldował się Philipps. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Rémy, Jędrzejczyk, Hloušek - Philipps, Cafú – Kucharczyk, Szymański, Nagy – Kulenović. Goście rozpoczęli w składzie: Plach – Konczkowski, Czerwiński, Korun, Pietrowski – Félix, Sedlar, Hateley, Jodłowiec, Jagiełło – Parzyszek.

Osłabieni brakiem kilku zawodników goście szybko ponieśli kolejną stratę. W 10. minucie boisko opuścił kontuzjowany Jodłowiec. W jego miejsce pojawił się Sokołowski. Legia przeważała od początku meczu, ale pierwszą groźną sytuację stworzył sobie Piast. W 17. minucie Sedlar był blisko zdobycia bramki dla gości po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, jednak atakowany przez Vešovicia, nie zdołał oddać strzału. W 20. minucie Legia objęła prowadzenie. Nagy znakomicie podał do Kulenovicia, który płaskim strzałem pokonał bramkarza Piasta. Legia miała inicjatywę, strzały z trudnych pozycji oddali Hloušek i Kulenović, niestety były to uderzenia niecelne. W 42. minucie sytuacyjny strzał głową z pola karnego oddał Sedlar, Majecki spokojnie interweniował. W końcówce pierwszej połowy Szymański ujrzał żółtą kartkę po tym jak sędzia Frankowski uznał, że nasz pomocnik usiłował wymusić rzut wolny.

Do przerwy było 1:0. Legia była drużyną zdecydowanie lepszą, ale stwarzała niewiele sytuacji.

W 55. minucie Vešović ujrzał żółtą kartkę, która wyklucza go z gry w kolejnym meczu. Minutę później piłka trafiła Rémy’ego w rękę w polu karnym, ale sędzia uznał, że było to przypadkowe zagranie i nie podyktował rzutu karnego. W 66. minucie Carlitos zmienił Kulenovicia. W 67. minucie kolejny legionista obejrzał kartkę eliminującą go z udziału w meczu w Sosnowcu. Tym razem był to Jędrzejczyk. W 84. minucie Legia wreszcie wyprowadziła skuteczną kontrę. Szymański podał do Carlitosa, który umieścił piłkę w bramce. Było 2:0. Na ostatnie minuty meczu do gry weszli Pasquato i Astiz. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry właśnie Pasquato był blisko zdobycia trzeciego gola, jednak Plach obronił strzał naszego zawodnika.

Mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Legii. Nasza drużyna grała porywająco, ba, mówiąc wprost, długimi fragmentami z boiska wiało nudą, wiadomo jednak, że punkty są znacznie ważniejsze niż wrażenia artystyczne. Cieszy dobra postawa defensywy naszej drużyny i pewnie zainkasowany komplet punktów. W czwartek Legia zakończy rok meczem z Zagłębiem w Sosnowcu. Tam również najważniejsze będzie zwycięstwo.

Dyskusja (8)
1sobota, 15, grudnia 2018 23:34
CTP
Muszę przyznać, że, o ile w grze ofensywnej Legii jest jeszcze sporo do poprawy, o tyle na grę defensywną patrzy się z prawdziwą przyjemnością. Piast zagrażał nam jedynie podczas SFG, gwizdanych zresztą bardzo chętnie przez sędziego Frankowskiego. Natomiast, z gry praktycznie nie byli nawet w stanie podejść pod nasze pole karne.
Dobry mecz Phillipsa - albo gra o nowy klub albo włączył się do walki o wyjściową 11-tkę.
W końcu dobry mecz Szymańskiego zwieńczony asystą, zdaje się, że najwyraźniej chciał pozostawić po sobie dobre wrażenie u kibiców.
Miałem sporo wątpliwości widząc Kulenovica w wyjściowym składzie ale trenerski nos Sa Pinto nie zawiódł a Sandro za zaufanie odwdzięczył się naprawdę świetnym pod względem technicznym uderzeniem. Zdaje się, że na pozycji nr "9" zaczynamy mieć kłopot bogactwa, bo w 18-tce pojawił się Niezgoda.

Fajny, spokojny meczyk zakończony pewnym zwycięstwem. Jeszcze tylko Sosnowiec, święta i zaczynamy sezon ogórkowy z transferowymi niusami. Smile
2sobota, 15, grudnia 2018 23:56
Moros
"Fajny, spokojny meczyk zakończony pewnym zwycięstwem"

No nie no, serio CTP? Dla mnie to była beznadzieja, a fajny to był tylko wynik. Przez 3/4 meczu prosiliśmy o gola, bo nie umiem inaczej wytłumaczyć ciągłego faulowania rywali na naszej połowie. Piast był dzisiaj beznadziejny. I oni to wiedzieli. Mieli jednak jeden sposób, a mianowicie walka o faule w obrębie naszego pola karnego. I myśmy w to weszli. Czy to Jędrzejczyk, czy Philips, czy boczni obrońcy raz za razem kogoś tam przewracali, a Piast wrzucał. Wrzucał, wrzucał i wrzucał ale na szczęście nic nie strzelił, choć w takiej sytuacji zawsze jest niebezpiecznie. Tyle nerwów co ja się dzisiaj najadłem to nie pamiętam. Powinniśmy szybko ten mecz "zabić" aby tu nikt nie miał wątpliwości. Piast był mega osłabiony, w dodatku zaraz zszedł Jodłowiec. A my co? Do gola Carlitosa 1 lub dwa celne strzały... Ja jestem zawiedziony, ale doceniam komplet punktów, który jest bezcenny. Pod koniec rundy często padają dziwaczne wyniki (jak np. wczoraj w Białystoku) bo już trochę w nogach piłkarze czują. Boiska też już wyglądają bardziej jak pastwiska niż zielone dywany. Stąd mimo wszystko brawa dla piłkarzy, za zdobycze punktowe. Jednakże ich gra, to trochę dno.
3niedziela, 16, grudnia 2018 00:12
Senator
Dziękuję Moros bo jak czytałem wpis CTP to mocno się zastanawiałem czy w TV dawali inny mecz?
Dramat i tyle, tylko punkty cieszą resztę napisał Moros. Acha też byłem mocno zdenerwowany tym proszeniem się o bramkę.
Sędzia Stefański .
Chyba większość niedzielnych kibiców lepiej czuje grę niż on. Dramat.
PS Niedzielni kibice to tacy którzy mecze oglądają od wielkiego dzwonu i osobiście nic do nich nie mam.
4niedziela, 16, grudnia 2018 00:39
CTP
Legia w ciągu ostatniego miesiąca, a dokładnie od przegranej w Szczecinie, najprawdopodobniej przeszła ostre szkolenie taktyczne i z każdym kolejnym meczem ta gra w destrukcji jest coraz bardziej uporządkowana i coraz mniej chaotyczna. Formacje przesuwają się bardzo zdyscyplinowanie, zachowujemy odpowiednie odległości od siebie i od przeciwnika. W miarę precyzyjnie przechodzimy z wysokiego pressingu do niskiego. Jak już gdzieś ta piłka przypadkowo trafi pod nogi przeciwnika, to ten już ma na plecach któregoś z naszych. Generalnie, Majecki od kilku spotkań za dużo do roboty, to nie ma.
Zagłębie, Korona, Lechia nie byli w stanie sforsować naszych zasieków, więc dlaczego ta sztuka miałby się dzisiaj udać osłabionemu Piastowi? A jak jeszcze Jodła musiał zejść z kontuzją, to już się to oglądało zupełnie na luzie.

A sędzia Frankowski? Moje zdanie o nim znacie i na razie nie ma widoków na to, aby się zmieniło.
5niedziela, 16, grudnia 2018 01:05
świrekwampirek
Tradycyjnie gratulacje za 3 punkty bo one są najważniejsze w lidze. Co do meczu może ciężko to się oglądało ale trzeba pamiętać że to już chyba gdzieś 30 spotkanie w tej rundzie, za tydzień Wigilia a jeszcze został jeden mecz do rozegrania. Do tego dodam fatalną murawę i Frankowskiego który wprowadził chaos na boisku swoimi decyzjami. Ja po wszystkich zawirowaniach liczyłem przede wszystkim na solidne punktowanie jesienią i to jest. Jeśli jeszcze wygramy z Zagłębiem a Lechia straci punkty będziemy mieli na wiosnę naprawdę dobrą sytuację wyjściową.
6niedziela, 16, grudnia 2018 11:37
sektor212
Zgodnie z planem 3 pkt skasowane i dodane w ligowej tabeli. Używając terminologii kolarskiej, dwie drużyny oderwały się od peletonu, odskakując pozostałej stawce na 4 minuty. Trochę przesadziłem, gdyż w ligowej tabeli 4 pkt. jest zdecydowanie łatwiej odrobić niż stratę 4 min. przewagi uciekinierów goniącej grupie zwanej peletonem. W okresie przed świątecznym przy panującej aurze wynik znakomity. Jednak niema co, popadać w huraoptymizm, gdyż Piast był bardzo mocno osłabiony i w sobotni wieczór łatwy do ogrania. Mecz nie był porywającym widowiskiem dla zmarzniętych fanów, będących na stadionie. Pierwsze 20 minut to zdecydowana dominacja Legii uwieńczona ładną bramką Chorwata przy pięknej asyście Węgra. W tym okresie Wojskowi ustawieni wysoka przygniatali Gliwiczan wysokim agresywnym pressingiem paraliżując grę rywala. Po strzelonej bramce tradycyjnie założenia taktyczne uległy zmianie. Legia oddając inicjatywę przeciwnikowi przeszła na grę z kontry stosując pressing niski. Jak wspomniałem wcześnie Piast był mocno przetrzepany kadrowo, więc emocje opadły i coraz częściej wiało nudą z boiska. Jednak, czy taka wyrachowana taktyczna gra Wojskowych powinna nas kibiców dziwić? No nie. Taki sam scenariusz przygotowany przez Pinto obserwujemy od kilku ostatnich spotkań. Na wiosnę nie będziemy specjalnie pamiętać stylu w jakim Legia systematycznie punktowała. Portugalski sztab szkoleniowy i tak zrobił bardzo wiele poprawiając wiele aspektów naszej gry. Tak więc ja nie będę marudził na styl. Zmian i poprawy ofensywnych poczynań Legionistów oczekuje na wiosnę.

Po ostatnim meczu narzekałem pisząc „Ja nie mogę przypomnieć sobie strzelonej bramki przez Legię po prostopadłym zagraniu w środkowej strefie, kiedy któryś z w/w zawodników potrafiłby zgubić krycie i wbiec na wolne pole sam na sam z bramkarzem”.
Aż wierzyć się nie chce jak trener szybko odniósł się do moich spostrzeżeń. Czyta pomeczowe komentarze na naszej stronie czy co? Smile Pierwsza bramka to dokładnie sytuacja jaką opisałem. Nie ma co, Sa Pinto potrafi spełniać marzenia kibica. W końcu świata tuż, tuż i zapewne to taki mały prezent choinkę. Dziękuje trenerze.
7niedziela, 16, grudnia 2018 13:48
corazstarszy
Zgadzam się z czerwoną kartką dla Jakuba Szmatuły, ale rzut karny? Zastanowiłbym się na miejscu sędziów na boisku oraz tych, którzy siedzą w wozie VAR, czy taką „jedenastkę” należy podyktować.
[…] w pierwszej połowie nie otrzymaliśmy rzutu karnego. Sędzia Stefański wykartkował nas w poprzednim tygodniu, a dziś siedząc w wozie VAR nawet nie powiedział arbitrowi głównemu, by sprawdził tamtą sytuację. Większość osób uważa że to była ewidentna „jedenastka”. Szkoda, że regulamin nie zawsze jest przestrzegany.
Wypowiedzi Fornalika po meczach z Legią. Ta pierwsza sprzed roku, gdy czerwoną kartkę dostał ich bramkarz za faul poza polem karnym na Jarku Niezgodzie. Nie wiem, z jaką większością osób zdążył porozmawiać do chwili konferencji po meczu, a on sam nie powiedział. Tak wspominam go jako trenera kadry narodowej. Nie wiem, kto wymyślił, żeby mu tę funkcję powierzyć, ale widać, że długo myślał. Chyba nie chodziło o to, aby się zakwalifikować na MŚ do Brazylii, tylko aby szukać usprawiedliwień.
‘Wykartkował nas’. Widziałem ich mecz w Lubinie. Valencii się nie należała (za nerwowa reakcja po faulu na nim), pozostałe jak najbardziej. O tym nie wspomni?
Mi się pomysł Legii na grę przy 1-0 dosyć podobał: dać Piastowi być przy piłce, pilnować, skontrować. Natomiast wykonawstwo szwankowało. Za dużo tych możliwości z sfg dla Piasta. I to było proszenie się o kłopoty. A i kontr za wiele groźnych nie wykonaliśmy.
Cóż, trzeba docenić wygraną i ładne elementy przy bramkach: podanie Nagy’a i sekwencję: opanowanie podania-strzał Carlitosa.
Legia przedświąteczna lubi robić głupie numery. Trochę się denerwuję. Pamiętam poprzedni ligowy mecz w Sosnowcu w 2007/2008. Przegraliśmy 1-2 a bramkę w ostatniej minucie dla gospodarzy zdobył niejaki Marcin Komorowski. Wstyd był ponadprzeciętny,
Sebastianowi Szymańskiemu zdarzają się tak wykonane rzuty wolne jak rok temu zdarzały się Guilherme. Tego nie rozumiem: jak nie trenuje to niech nie wykonuje. A jak wykonuje, to niech nie szuka kwadratowych jaj. Jak nie ma pomysłu, niech wali mocno w światło bramki.
8niedziela, 16, grudnia 2018 15:57
Zbyszek
O tym,że Piast się huśta.
Piast Gliwice w bieżącym roku świętuje 10-lecie awansu do Ekstraklasy. Szybko spadł,ale od 2012 roku już nie daje się zdegradować. W tych latach był 2 razy wysoko, bo na 2 i 4 miejscu oraz nisko, na 10 i 12,a w ostatnim sezonie ledwo uratował ligowy byt .W bieżącej rundzie zajmował 4 miejsce z dorobkiem 8 wygranych, 5 remisów i do wczorajszego meczu 4 porażki.Pomimo,że ubiegłoroczny sezon był dla klubu fatalny to trener Fornalik zachował stanowisko. Za to zwolniono dyrektora sportowego , znanego nam, Jacka Bednarza, który sprowadził z Legii Jodłowca i Czerwińskiego czyli tych , którzy uratowali Piasta.
Trener Fornalik , nawet jak nie ma osiągnięć, to ma znakomitą prasę, właściwie był krytykowany tylko jako trener-selekcjoner.. Podobnie jak wielu ludzi pracy mało go w mediach, nie jest jego żywiołem szum i zgiełk. Tak naprawdę jest długodystansowcem.Jego przykład zaświadcza,że warto zaufać prawdziwym trenerom, których dobry warsztat wcześniej czy później się ujawni.Atutami Piast są trener i stabilna kadra. Przed sezonem do Piasta przyszło tylko 2 zawodników : Felix i Parzyszek,a ze starego składu odszedł tylko Żivec. Zawodnikami na których opiera się gra Piasta są : Tomasz Jodłowiec, Jakub Czerwiński, Joel Valencia i Patryk Dziczek. Najlepiej nam znanym z nich jest Jodłowiec, w Legii od początku 2013 roku. Urodził się on przed 33 laty we wsi Przyborowo, znanej jako siedziba "Janosika" z 3 tomowej powieści Jalu Kurka pod takim tytułem.Grał m.innymi w Dyskoboli, Polonii i Śląsku . Do Legii trafił z Polonii via Śląsk, a było to tak. Właściciel Polonii Józef Wojciechowski w maju 2012 roku wycofał się z klubu sprzedając m.innymi do Legii za nieduże pieniądze Brzyskiego i Dwaliszwilego, natomiast Jodłowca oddał do Ślaska zachowując jego kartę zawodnicza oraz pełnomocnictwo do jego reprezentowania.Śląsk natomiast zawarł z Jodłowcem umowę do końca 2012 roku z opcja automatycznego przedłużenia na 2013 rok. Tylko,że Wojciechowski był Jodłowcowi winien pieniądze za 2 miesiące z Polonii 180 tys.zł oraz dopłaty do wynagrodzeń w Śląsku,łącznie ok. 500 tys.zł.Na początku 2013 roku do akcji wkroczył Bogusław Leśnodorski.Przekonał Wojciechowskiego,że na Jodłowcu nie zarobi,a może stracić i że Jodłowiec rozwiąże z nim kontrakt zrzekając się należnych mu pieniędzy.Jodłowiec stał się wolnym zawodnikiem, który natychmiast podpisał kontrakt z Legią za co dostał trochę większe pieniądze niż mu się należały od Wojciechowskiego oraz roczne wynagrodzenie 300 tys. Euro.Nim Śląsk się zorientował było po zabawie.Oczywiście protestowali w Zarządzie ESy,w PZPN ,ale niczego nie wskórali,bo do Wojciechowskiego należały prawa do Jodłowca.A sam Jodłowiec to zawodnik pod względem fizycznym kompletny. Wysoki na 190 cm,ale bardzo sprawny, dobrze przygotowany atletycznie, w bieganiu niezmordowany, wygrywa pojedynki jeden na jednego z każdym i wszędzie,ma niezwykle celne podanie,świetnie gra głową, odbiór piłki na światowym poziomie, swoją grą i postawą wprowadza spokój w zespole. Oczywiście musi być odpowiednio przygotowany wytrzymałościowo,ale on ciężkiej pracy się nie boi.W Legii grał za kadencji Urbana jako środkowy obrońca,ale jego następca Berg przestawił go na defensywnego pomocnika i na tej pozycji grał za następnych trenerów Czerczesowa, Hasiego , Magiery i Jozaka. Trener Czerczesow dostrzegł w Jodłowcu dużą jakość,uważał,że jest najbardziej wartościowym graczem drużyny wartym 15 mln Euro i powierzał mu sporo zadań ofensywnych. Ale Jodłowiec albo nie miał propozycji,albo jak przed laty na ofertę z Napoli się nie zgodził i został w kraju.Po przyjściu do Legii VOO Jodłowiec więcej nie grał niż grał, gdyż Magiera do pomocy Belgowi wolał wystawiać Kopczyńskiego. Podobnie Jozak nie za bardzo widział go w składzie.To zadecydowało,że w szerokiej kadrze na Mundial 2018 się nie znalazł,pomimo,że przed i podczas Euro 2016 był jej podstawowym zawodnikiem. To Jozak był tym, który wypchnął Jodłowca z Legii, bo mu nie pasował do koncepcji, jakiej nie ujawnił.Zawodnika wypożyczono do Piasta. Trener Fornalik nie od razu przekonał się do Jodłowca, a kiedy to nastało to jeszcze bardziej niż Czerczesow docenił klasę zawodnika , który w Piaście pełni zapomnianą rolę libero, z która najlepiej radził sobie Franz Beckenbauer. Jodłowiec gra tam gdzie jest najbardziej potrzebny, wzmacnia obroną,aby po chwili być pod bramką rywali. Odbiera, przechwytuje, rozdziela piłki, reguluje tempo,a jak trzeba to i strzela.Widocznie w Piaście odzyskał spokój i koncentrację.Gdyż Jodłowiec tak dobry fizycznie był w różnych okresach mocno niestabilny psychicznie do czego mocno przyczynił się jego pociąg do hazardu.Jodłowiec bowiem to zawodnik myślący i jak główkuje co robić najlepiej na boisku z piłką lub bez niej jest świetny,ale kiedy rozpamiętuje , że gdyby postawił na czarne a nie na czerwone, na piątkę,a nie na siódemkę i by wygrał to zapomina po co jest na boisku i nic mu nie wychodzi. Koniec jego wypożyczenia to 31.12.2018,ale Piast chciałby go zatrzymać. Drugim filarem Piasta trzymającym w ryzach obronę jest Jakub Czerwiński. Przyszedł do Legii z Pogoni,ale się nie zadomowił.Co prawda prawie stale miał jakieś urazy,ale jak wchodził już na boisku to poziomu gry wymaganego w Legii nie prezentował.Może potrzebował więcej czasu, może nie obdarzono go zaufaniem może za mało było pomocy kolegów.W Piaście pokazuje,że uznawany przed kilku laty za jeden z większych talentów młodzieżowych nie utracił tamtych walorów. Jest szybki, zdecydowany, twardy i dobrze kieruje grą obrońców.Napastnicy unikają starć z nim. Kolejnym z zawodników mających duży wpływ na grę Piasta jest Joel Valencia. Ekwadorczyk z hiszpańskim paszportem gra jako uniwersalny ofensywny pomocnik. Jego atutami są wyśmienite wyszkolenie techniczne, umiejętność utrzymywania się przy piłce, wygrywanie pojedynków jeden na jednego oraz celne i zaskakujące podania.Słabiej radzi sobie z agresywnie grającymi rywalami, bo warunki fizyczne ma skromne. Ostatnim, którego w Piaście wyróżniam jest Patryk Dziczek, podstawowy zawodnik również naszej młodzieżówki.Gra mało efektownie, za to bardzo efektywnie.Mnie zaskakuje tym,że nie wstydzi się mówić ,że czyta dużo książek i że jedną z ulubionych lektur jest "Obsesja doskonałości.Zostań legendą sportu." Dawida Piątkowskiego. Dziczek swój zawód piłkarza traktuje bardzo poważnie i w odróżnieniu od wielu kolegów nie poprzestaje tylko na obowiązkowych treningach.
We wczorajszym meczu z nami nie zagrali ukarani za kartki Valencia i Dziczek,a Jodłowiec zszedł z kontuzją po 8 minutach. Po meczu, co rzadko czynię nim napiszę komentarz , przeczytałem wypowiedz Fornalika, który oskarżył sędziego Stefańskiego,że wykartkował 4 jego podstawowych graczy przed meczem z Legią oraz,że jako sędzia VAR nie zasygnalizował konieczności podyktowania rzutu karnego przeciw Legii. Przyznam,że nie bardzo go rozumiem . Czyżby na poważnie uważał,że mógł wczoraj wygrać z Legią.Chyba, gdyby Legia była w Klafuriczowej formie. Piast ma za dużo luk w zespole,aby walczyć z Legią na równi. Nadto trener ustawił drużynę 5-4-1,a więc co najwyżej chciałby remisu lub jak najniższej porażki. Oczywiście Legia nie włożyła w spotkanie zbyt wielkiego wysiłku,ale też nie musiała. Wyciąganie z tego wniosku po meczu,że mogło być lepiej jest mitomaństwem, bo mogło być dla Piasta tylko gorzej. Natomiast kartkowicze wrócą i to na mecze z rywalami będącymi w zasięgu Piasta. Bo Legia to nadal za wysokie progi na hanysowe nogi.

O tym,że Sa Pinto wyznaje filozofię Łobanowskiego.
Przy czym ja nie wiem,czy sam Sa Pinto wie,że jest epigonem tego ukraińskiego twórcy teorii pressingu i innych nowatorskich rozwiązań. Łobanowski na każdą trudność miał jedno rozwiązanie, ; więcej treningu. Jego zdaniem w piłce nie chodziło o dobrą zabawę,ale o rezultat.W futbolu należało grać racjonalnie. Dla niego o wiele lepszym rezultatem było 1:0 niż np. 5:4. To Łobanowski był twórcą nowoczesnych zasad gry . Pisał on :"Gdy mówimy o ewolucji taktycznej to na myśl przychodzi nam opracowanie nowych sposobów utrudniających przeciwnikowi dostosowanie się do naszego stylu gry.Jeśli mu się to uda i w konsekwencji opracuje on plan przeciwdziałania wówczas należy znaleźć nową strategię.Na tym polega dialektyka gry. Należy atakować w taki sposób i za pomocą takich zagrań, aby zmusić przeciwnika do popełnienia błędu.Innymi słowy należy przeciwnikowi narzucić warunki na jakich ma grać.Jednym z najważniejszych sposobów pozwalających osiągnąć ten cel , jest dostosowanie rozmiaru pola, na którym toczy się gra. " I dalej :" Należy sprawić, by obszar gry był możliwie duży, gdy przy piłce są zawodnicy własnej drużyny i możliwie mały, gdy przy piłce znajdują się zawodnicy drużyny przeciwnej". Jeszcze bliższe myśleniu Sa Pinto są takie zapisy Łobanowskiego :" Niektórzy uważają,że celem piłki nożnej jest wyłącznie atakowanie bramki rywali. Bliższe prawdy jest jednak stwierdzenie,że gdy posiadamy piłkę , atakujemy, a gdy przy piłce znajduje się przeciwnik wówczas gramy w defensywie.Na tym opiera się całą futbolowa strategia: jak, kiedy i gdzie atakować i bronić". Jeszcze Sa Pinto nie wywiesza przed meczem na tablicy w szatni listy wymagań jakie stawia zawodnikom, jeszcze po meczu nie wywiesza wykazu zagrań i zachowań każdego zawodnika wraz z ich docelowym modelem co służyło rzetelnej ocenie wkładu graczy w wynik.Jeszcze nie. Ale w naśladownictwie dojdzie i do tego Smile. Tylko musi pamiętać,że Łobanowksiemu zarzucano przenaukowienie piłki i zbytni pragmatyzm.

O tym,że nasi młodzi zawodnicy nie zawodzą.
Nie jestem w stanie rzetelnie ocenić czy wstawianie do składu wyjściowego Legii takich zawodników jak Majecki , Szymański, Nagy czy Kulenovicz jest efektem ich "lepszości" nad "konkurentami" na odpowiednich pozycjach czy celowym zabiegiem marketingowym ,który w sytuacji finansowej Legii byłby zabiegiem całkiem zrozumiałym. Właściwe bowiem rozpoznanie intencji ma poważne konsekwencje przyszłościowe. Albo bowiem pokazujemy skarby rodowe,aby je jak najdrożej sprzedać,albo budujemy na młodzieży fundament pod nową Legię. Jak by nie było to młodzi nie zawodzą. Bramkarz Majecki co prawda nie jest narażony na kanonady ze strony rywali, bo obrońcy znają swój fach,ale jest tam gdzie trzeba co świadczy o jego dużym talencie, w większości chwyta piłki co świadczy o bardzo dobrym wyszkoleniu , broni niespodziewane uderzenia co świadczy o dużej koncentracji i stara się kierować poczynaniami obrońców nie tylko przy stałych fragmentach gry co świadczy o dojrzałości i pewności siebie.
Największym walorem Szymańskiego jest jego wręcz doskonałe panowanie nad piłką. Do tego jest szalenie pracowity i ma naturalną szybkość i wytrzymałość co jest rzadkim połączeniem. Do tego jest to inteligentny i dobrze ułożony młody człowiek.Jest bardzo dobry i jeszcze ma ogromne niewykorzystane rezerwy. Podobnie dobrze z piłką i rywalami radzi sobie Nagy. Ten potrafi uśpić pilnującego go przeciwnika, natychmiast przyśpieszyć, wyjść na pozycję, podać celnie,albo strzelić. Szalenie trudny do kontrolowania na boisku. Wreszcie Kulenovicz. Ten potrzebuje zaufania trenera i rytmu meczowego. Początkowo mało przekonujący, taki boiskowy stojak,ale z każdym meczem jest bardziej ruchliwy , waleczny i co ważne nie szuka na boisku łatwizny i walki ze środkowymi obrońcami nie unika. Ma dobre warunki fizyczne, jest szybki, brakuje mu wytrzymałości.Kiedy więc pismactwo wychwala Stokowca,Runjaicza,czy Brosza,że stawiają na młodych my nie zapominajmy o Sa Pinto. Różnica jest taka,ze tamci nie mają innych lepszych i muszą,a nasz nie musi ,ale chce.

O tym,że gra drużyny Legii jest przewidywalna.
W sposób niedostrzegalny stało się to,że już przed meczem każdy kibic Legii nie tylko jest wstanie przewidzieć w jakim składzie drużyna wybiegnie na boisko,ale też jak zagra. Nie chodzi tu tylko o ustawienie taktyczne, gdyż gramy od dłuższego czasu 4-5-1,ale to jakie zadania zawodnicy mają realizować. W oczy rzuca się,że trener Sa Pinto nie różnicuje taktyki zależnie od przeciwnika. Nasz zespół gra stale to samo i tak samo. Kto by to nie był zaczynamy ze sporym animuszem a jego celem jest jak najszybsze zdobycie bramki. Tu można zauważyć zwiększającą się liczbę schematów mających do tego celu zdobyć prowadzenie., Kiedy ten cel zostanie osiągnięty drużyna cofa się na własną połowę, przechodzi na kontrolę środkowego rejonu boiska i utrudnianie gry przeciwnikom poprzez skrócenie pola gry oraz wzajemną asekurację.Też trzeba pochwalić,że repertuar środków obronnych naszych zawodników ulega powiększeniu.
Oczywiście można być zadowolonym,że drużyna nasza złapała stabilizację prawie w każdym jej aspekcie. O ile organizacja gry nie budzi w tym aspekcie zastrzeżeń to operowanie stale tym samym składem w sytuacji w której posiada się bardzo szeroką i mocną kadrę może być zaczynem konfliktów w przyszłości.Samo mówienie o kochaniu każdego zawodnika bez dania możliwości mu grania to chyba ciutek za mało. Oczywiście,że taki stan jest o wiele korzystniejszy niż poprzednie, gdzie rządziły chaos i bałagan . Bowiem w piłce szalenie ważne jest trzymanie równego, w miarę możliwości wysokiego poziomu, tak przez drużynę jak i poszczególnych zawodników. .Poważne kluby zachodnie obserwują zawodników w dłuższym przedziale czasu właśnie po to,aby stwierdzić czy dany zawodnik to jętka jednodniówka czy też trzyma się poziomu.Podobnie jest z drużyną, nie szczyty i upadki,ale stabilne wyniki dają szansę na sukcesy. Stabilizacja to wartość dodana.Tylko,że obserwując grę naszej drużyny nie wiemy czy jest ona w stanie wznieść się ponad dotychczas prezentowany poziom gry. Czy jest w stanie wyżej podskoczyć i doskoczyć chociaż w pojedynczym meczu do ewentualnych mocnych rywali w eliminacjach LM. Tak jak to uczyniła drużyna nasza w meczach z Celtikiem w 2014 roku.

O tym,że pozwalamy naszym rywalom na za dużo.
Z faktami się nie dyskutuje tylko się je przyjmuje do wiadomości. Wygraliśmy pewnie kolejny mecz nie tracąc bramki. Mnie jednak ,wybaczcie ,nieco razi ten minimalizm. Nie chodzi o sam wynik,ale o grę, a konkretnie o to,że moim zdaniem nasi zawodnicy nie pokazują nawet połowy tych umiejętności jakie posiadają. Można potraktować nasze wycofywanie się jako celową próbę wciągnięcia przeciwnika na własną połowę. Tylko,że cel tego zabiegu nie jest dla mnie jasny. No dobrze, tylko po co?. Przecież taki Piast przyjechał do Warszawy mocno osłabiony ,aby co najwyżej zremisować. To,że trener Fornalik i zawodnicy gości po meczu mają poczucie niedosytu wynika z tego,że nasza drużyna pozwalała im się rozzuchwalić. Bowiem w piłce nożnej jest tak,że w meczu uczestniczą dwie drużyny i obie nie mogą równocześnie bronić się i atakować. Jak jedna jest w obronie to druga w ataku, chyba,że jest to końcówka meczu Polaków z Japończykami Smile. Jak my nie chcieliśmy na nich napadać to oni niejako czuli się przymuszeni. W ten oto przedziwny sposób taki przebieg meczu sprowokowany przez naszą taktykę stanowił usprawiedliwienie dla naszej drużyny. Musimy się bronić, bo oni nas atakują.Gdybyśmy to my łaskawie zechcieli ponapadać to oni by musieli się bronić. A obrona wymaga większych nakładów sił, głównie wybiegania. Co prawda to przedostatni mecz i nie ma co sił zostawiać na przerwę zimową,ale ekonomika wysiłku cierpi.
Można i tak, tylko po co ta agresja i te żółte kartki ?.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1