A+ A A-

Legia - Cracovia 0-2: Nie tak miało być

Legia miała szansę na zmniejszenie straty do Lechii Gdańsk do zaledwie jednego punktu, ale tę szansę zmarnowała, wyraźnie przegrywając w Warszawie z Cracovią. Dla gości było to pierwsze zwycięstwo na Łazienkowskiej od… 68 lat.

 

W pierwszej jedenastce Legii pojawił się Agra, zabrakło natomiast Kucharczyka, który niedzielny mecz obserwował z trybun. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Rémy, Jędrzejczyk, Hloušek - Martins, Cafú – Agra, Szymański, Nagy – Kulenović.  Goście rozpoczęli w składzie: Peškovič – Râpă, Dytiatjew, Helik, Sipľak – Gol - Hanca, Hernández, Dąbrowski, Wdowiak – Cabrera.

Cracovia od pierwszych minut meczu wyglądała lepiej. Goście szybko dwukrotnie groźnie zaatakowali, ale nie zdołali oddać celnego strzału na bramkę Majeckiego. Legioniści mieli kłopot z czystym odebraniem gościom piłki i zawiązaniem płynnej akcji. W 13. minucie Cracovia miała stuprocentową okazję. Po efektownej wymianie podań Wdowiak znalazł się sam na sam z Majeckim, na szczęście nasz bramkarz był w tej sytuacji górą. Legia zaatakowała dopiero w 21. minucie. Dobrą akcją popisał się Szymański, podał do Agry, ale Peškovič odbił strzał naszego zawodnika. W 38. minucie Cracovia objęła prowadzenie. Dąbrowski odebrał piłką Agrze, goście rozegrali piłkę na lewej stronie boiska, Wdowiak podał w pole karne, a Hernández pokonał Majeckiego. W 42. minucie było już 0:2. Kolejną stratę zanotował Agra, Sipľak dośrodkował, a Hernández wyprzedził Jędrzejczyka i zdobył drugą bramkę tego wieczoru.

Do przerwy było 0:2. Cracovia grała pewnie, swobodnie i prowadziła zasłużenie.

Na drugą połowę nie wyszedł Agra. Szymański przeszedł na skrzydło, a do Kulenovicia w ataku dołączył Carlitos. W 55. minucie dobrą akcję przeprowadził Carlitos, ale zawiodło ostatnie podanie. Chwilę potem szczęścia zza pola karnego spróbował Kulenović, niestety chybił. Minutę później szansę na zdobycie gola miał Dąbrowski. W 57. minucie Wdowiak ruszył sam na bramkę Legii. Chciał efektownie minąć Majeckiego, z interwencją zdążył Rémy, ale sędzia Lasyk po długiej weryfikacji VAR uznał, że Wdowiak został sfaulowany i podyktował rzut karny, przy okazji karząc piłkarzy obu drużyn kartkami za przepychankę w polu karnym. W Legii ujrzeli je Majecki i Hloušek. Do ‘jedenastki’ podszedł Cabrera i trafił w słupek. Po tej akcji Niezgoda zmienił Kulenovicia, a zaraz potem Rémy ujrzał żółtą kartkę za ostry faul na jednym z rywali. Francuz nie dotrwał do końca meczu, w 75. minucie stanął nogą na zawodniku gości, sędzia Lasyk najpierw pokazał naszemu obrońcy drugą żółtą kartkę, a po weryfikacji VAR – bezpośrednio czerwoną. W 78. minucie Medeiros zmienił Nagya. Jako kolejny legionista żółtą kartkę otrzymał Vešović. Mecz był bardzo brzydki, szarpany, ostry. W 84. Medeiros uderzył zza pola karnego. Peškovič obronił. Za chwilę szansę miał Niezgoda, ale spudłował. W 89. minucie do strzału głową po rzucie wolnym doszedł Jędrzejczyk, niestety spudłował. Mecz został przedłużony o… trzynaście minut. W trzeciej z tych minut Legia miała kolejną świetną sytuację, ale po strzale Jędrzejczyka gości uratowała poprzeczka.

Mecz zakończył się wynikiem 0:2. To nie był dobry dzień naszej drużyny. Legia grała bez pomysłu i jednostajnie. Cracovię udało się zepchnąć do obrony dopiero w końcówce meczu, przy pewnym prowadzeniu gości, ale nawet wtedy nie udało się zdobyć gola, bo, podobnie jak w Płocku, zawiodła skuteczność. Cracovia lepiej operowała piłką, a uwagę zwracała profesorska gra Gola, który w duecie z Dąbrowskim przyćmił Martinsa i Cafú.

Dyskusja (17)
1niedziela, 17, lutego 2019 21:34
Senator
Probierz zagrał Są Pinto i to było widać. Cracovia była drużyną lepszą
właściwie w każdym aspekcie gry. Przyjechali tu ustawieni na 0:0 a dzięki Agrze wygrali dwa zero. Stracić dwie identyczne bramki to trzeba umieć. Co może wydać się dziwne to i w aspekcie czysto piłkarskim zawodnicy Cracvii wyglądali lepiej. Chyba Są Pinto nie miał pomysłu na ten mecz w przeciwieństwie do Probierza który doskonale się wiedział jak i co ma grać jego zespół.
Najlepszym odzwierciedleniem gry Legii jest fakt że ja nie potrafię wyróżnić żadnego z naszych zawodników. A może inaczej najlepsi byli Carlitos i Niezgoda tylko nikt nie wie dlaczego zagrali ostatnie minuty.
Żeby nie było tak czarno to z tego Medeirosa jak zdążymy będziemy mieli pociechę, acha oszczędności w klubie idą chyba za daleko. To wstyd aby mistrz Polski grał na takim boisku.
2niedziela, 17, lutego 2019 21:43
Moros
Ja dzisiaj krótko. Liczę, że to wypadek przy pracy. W każdej rundzie mamy takie mecze, że przyjeżdża rywal na Łazienkowską i nas klepie, jakby przyjechała Barcelona. Zobaczymy co pokażą za tydzień.
3niedziela, 17, lutego 2019 21:47
CTP
Na TT stado kundelków ma swoje 5 minut. Ech... kwiat, kuźwa, dziennikarstwa sportowego. Ogórkowi dziennikarze z ogórkowej ligi...

Ja się osobiście nie dziwię wściekłości Sa Pinto. Probierz go zjadł i przetrawił i nasz Rysiu doskonale o tym wie. Doskonale też wie, że sam dał dupy z ustalaniem personaliów i taktyki na ten mecz. No, niestety, to taki charakter, że najtrudniej znaleźć mu winę u siebie. Myślę, że najlepiej, jak się teraz wyżyje na tym menagerze, który mu wcisnął Agrę. Wink

Żeby wygrać mecz, to nie wystarczy dobrze bronić ale też trzeba umieć atakować a w tym aspekcie obecna Legia nie różni się praktycznie niczym od tej jesiennej. Może tylko tym, że Nagy, to chyba już nie jest ten sam piłkarz, co jesienią. Ja osobiście czekam na wejście do składu Medeirosa i Niezgody - to, moim zdaniem, powinno nam rozwiązać obecne problemy ze skutecznością i zamkną gęby Koprowiakom, Wołosikom i całej tej reszcie tałatajstwa.

A murawa, to rzeczywiście mały skandal. Przy taktyce, jaką stosują nasi przeciwnicy powinna być równa jak stół, bo w taki sposób sami sobie utrudniamy życie.
4niedziela, 17, lutego 2019 22:33
Baron
Agra zawalił dwie akcje w obronie - ok, przypomnę tylko, że oprócz siebie na boisku miał jeszcze 10 kolegów, którzy w niczym dziś nie pomogli, a w zasadzie wszystko chrzanili, kozła ofiarnego róbmy z całej drużyny a nie tylko z jednego zawodnika. Mnie bardziej wkurzyło spieprzenie 100% sytuacji jaką miał przy wyniku 0-0, to mogło ustawić mecz.
Sa Pinto wybaczaliśmy do tej pory ekscentryczność, bo przebudowa drużyny itp. Cóż okres ochronny się skończył, obecna Legia to jest jego autorska drużyna i o tej ekscentryczności będziemy mogli zapomnieć jeśli pójdą za tym wyniki, w innym przypadku będzie powtórka z Hasiego.
Co do dzisiejszego meczu to rzuciło się mi jedno - przygotowanie fizyczne drużyny, Legia na tle Craxy wypadła na tym polu po prostu słabo i blado, to nie tak miało wyglądać wg. zapewnień sztabu szkoleniowego. Wkurza mnie jeszcze postawa na boisku króla przygotowań do sezonu - Remiego, gra nonszalancko i nieodpowiedzialnie, któryś kolejny już raz. No i niestety RSA przekombinował dziś z personaliami.
Mam nadzieję, że dzisiejszy mecz to był klasyczny wypadek przy pracy, a jak wiemy Legia lubi tak sobie utrudniać życie. Następna kolejka nam odpowie, w którym miejscu jest nasz klub.
5niedziela, 17, lutego 2019 22:40
Oley
No i szacunek dla Probierza, za przygotowanie drużyny do tego spotkania.
6niedziela, 17, lutego 2019 23:27
dalkub
Zgred

jak ocenisz nowego zawodnika Agrę po dzisiejszym meczu?
7poniedziałek, 18, lutego 2019 07:50
Zgred
@dalkub

Oczywiście negatywnie, zagrał bardzo słabo na tle słabo grającego zespołu. Choć mógł być zapamiętany zupełnie inaczej strzelając bramkę ( przy 0-0), którą strzelić powinien. Z jego dwóch strat poszły akcje bramkowe...dlatego dostał wędkę w przerwie.
Nie broniąc go, jednak bramki tracił cały blok obronny, a głównym winowajcą przy obu, był na moje oko Martins.

Jeżeli już pytamy...
Jak oceniasz pracę sędziego ( który przy akcji na drugą bramkę nie zatrzymał gry po ewidentnym faulu na Cafu)...a, w zasadzie sędziów? (na Var zasiadał kolega Frankowski)...
Pewnie można zapytać?
Dlaczego Kucharczyk nie grał od początku ( trybuny), którego to - ten nieszczęśnik Agra powinien zmieniać na 20, czy 15 minut przed końcem...?
Dlaczego plac dostaje Kulenović kosztem Carlitosa, który jest bardziej kreatywny w ofensywie?
Dlaczego cały zespół zagrał źle, a "lampki im się zapaliły dopiero po żólto -czerwonych, lub jak kto woli czerwono - żółtych kartkach"?

Jak widzisz pytania możemy mnożyć, z tą różnicą, że odpowiedzi na te pytania zasadniczo leżą po za naszą wiedzą.
8poniedziałek, 18, lutego 2019 09:04
W(L)KP
Ricardo Sa Pinto nie tak dawno w wywiadzie -

"Czasami myślę, że wolę mniej utalentowanych zawodników, ale z mentalnością, która pozwoli na więcej. Talent da mi piłkarza na pięć-dziesięć meczów. Reszta na 30-40 spotkań. Talent nie zapewnia trenerowi bezpieczeństwa."

I tu jest chyba pies pogrzebany. Ja tam wolę Carlitosów, Vadisów od przeciętniaków nawet wybieganych. Wartością dodaną jest np. ww. Carlitos, a nie młody nieopierzony i surowy technicznie na ten moment Kulenovic, to Carlitos jest w stanie coś wykreować, zmienić losy meczu. Legia potrzebuje właśnie tego typu piłkarzy potrafiących zagrać technicznie, niekonwencjonalnie, to aż bije po oczach oglądając mecze Legii.
Odnośnie samego meczu to oprócz fatalnych zawodów w wykonaniu Legii, fatalni niestety byli sędziowie. Brak reakcji Legii w ostatnich latach na wałki sędziowskie na boisku powoduje obecnie to, że Legię można kręcić bez żadnych konsekwencji.
Jeszcze jedno czekam z utęsknieniem na dzień kiedy zabraknie misiów na trybunie północnej, nawet kosztem frekwencji na poziomie ok. 10 tys. ludzi na meczu. Te umysłowe ameby ciągną klub ku przepaści.
9poniedziałek, 18, lutego 2019 09:34
Oley
Rysiek popłynął w swoim samouwielbieniu i przekonaniu o własnej nieomylności. Co do personaliów- po wygranych meczach nie marudzimy, tylko mówimy "daje szanse młodym". Co do Agry, to... może koleś potrzebuje jeszcze trochę czasu Smile
Największym wygranym tego spotkania jest, rzecz jasna #kuchyking Smile
Remy, za to jak nonszalancko gra, jak bezmyślnie fauluje (doliczony czas w Płocku)- powinien chyba jakąś karę finansową dostać.
Jak to się stało (przy drugiej bramce), że nikt nie pokrył tego wchodzącego z II linii Martineza, to ja nie wiem?! Może faktycznie to wina Martinsa... muszę to na spokojnie obejrzeć (podkreślam- na spokojnie- nie wiem, kiedy będę gotowy Smile )
Sędzia dość mocno się pogubił...
10poniedziałek, 18, lutego 2019 10:33
dalkub
Zgred

nie wchodząc z tobą w temat kolejnych pytań, bo odpowiedź brzmi "nie wiem", warto czasami napisać - broniłem gościa i nie miałem racji, jest zwyczajnie słaby - kiedyś był taki zawodnik z tzw. truskawkowego zaciągu też z Portugalii też skrzydłowy, też słaby technicznie, ale tamten był przy tym profesorem. Ja bym na początek chciał wiedzieć dlaczego ściągamy kolejny szrot? bo jeżeli kolejny zawodnik jest tak słaby że nie łapie się do składu to musi być faktycznie tragiczny.
11poniedziałek, 18, lutego 2019 11:54
Zgred
@dalkub

Bo widzisz ja jestem daleki od osądów po kilkunastominutowym oglądzie piłkarza, a już piłkarza Legii - tym bardziej. Ty prezentujesz poglądy zero -jedynkowe, a dodatkowo trenując lat kilka/kilkanaście piłkę nożną, zapewne szybciej i więcej widzisz.
Forsowanie jego gry w wyjściowym składzie było błędem trenera, który właściwie go "przypalił na dzień dobry"...a dodatkowo zaburzył prawą stronę gry. Nie wiem, dlaczego na trybunach siedzi Kucharczyk, czy nominalny prawy obrońca Stolarski, który pokazał się w Legii z dobrej strony, a za niego gra Vesović, który to z kolei daje dużo więcej w pomocy, w ofensywie.
Widać z tego, że szukanie placu dla piłkarza Agry zupełnie zaburzyło ustawienie, zwłaszcza, że obie bramki dla Cracovii poszły tą właśnie stroną...tym bardziej, że tym co pokazał raczej pretenduje do roli - li tylko zmiennika. Tak - @dalkub był słaby.
12poniedziałek, 18, lutego 2019 12:57
dalkub
Zgred

pamiętam że kiedyś się śmiano, że Smuda oceniał zawodnika jak wchodzi po schodach czy coś w tym stylu - problem polega na tym że po tym jak ktoś chodzi po schodach da się wiele zobaczyć. Tak samo jest z techniką użytkową w piłce - to widać od razu, bo np. po Vadisie było widać że ma ją na poziomie mega, mimo że tracił piłkę, bo był słaby fizycznie. Po Agrze widać nie tylko braki techniczne ale i taktyczne, on nie rozumie gdzie ma grać i co robić.
13poniedziałek, 18, lutego 2019 21:41
Zbyszek
Na początku muszę wyjaśnić,że wiele osób która znam i czytają
moje komentarze prosi ,abym nieco więcej pisał o istocie rzeczy,a nie tylko odnosił się do niej, gdyż nie zawsze znają materię sprawy.Postanowiłem uczynić zadość ich życzeniom i z góry przepraszam tych, mających wiedzę, licząc,ze ich nie zanudzę.

O tym,że Cracovia obnaża problemy naszych klubów.
Zaczęło się jak w wielu klubach rozróbą w grudniu 2017 roku podczas meczu z Wisłą. Kibice Cracovii są mocno podzieleni,ale na postępowanie prezesa Filipiaka po meczu zareagowali zintegrowanym bojkotem meczów Cracovii na wiosnę 2018 roku.Główna racją jaka za tym stała, było rzekome preferowanie kibiców Wisły. Bojkot trwał,a Filipiak milczał,ale kiedy przedłużył się na jesień nie wytrzymał i w jednej z gazet we wrześniu 2018 roku udzielił obszernego wywiadu.Od profesora od techniki nie wymagam literackiego posługiwania się językiem polskim,ale poziom demagogii, pustosłowia, insynuacji i braku elementarnej logiki był za duży. Główne tezy wywiadu były następujące:
- Nie dam się zastraszyć 200 kibolom. Pewnie jak będą dalej podskakiwać to zamknę im trybunę.
- Kibole chcą przejąc klub,a ich przesłanie jest takie :" Filipiak daj kasę,a my mianujemy prezesa pasiaka".
- Kibole kierują pod jego adresem groźby karalne,ale nie zgłosi tego Prokuraturze.
- Przed jego prezesowaniem miliony zł z kasy Krakowa przepłynęło do prywatnych kieszeni. Tego też nie zgłosił.Twierdzi,że w innych krajach samorządy,ani państwo nie wspomagają klubów piłkarskich.
- Jego zdaniem w Legii i Lechu rządzą kibole ( o Wiśle nie wspomniał),ale on w Cracovii do tego nie dopuści. Z tego powodu do polskiej piłki biznes z pieniędzmi przyjść nie chce.
- Żąda od państwa,aby zrobiło porządek z kibolami.
- Nie zgadza się na tradycyjne dziękowanie kibicom po meczu przez piłkarzy.Ale nie zabroni tego zawodnikom. Raczej wyrzuci ze stadionu kiboli.
- Cracovia nie odnosi sukcesów, bo w polskiej piłce rządzą układy,a on w nie nie wchodzi.
- Nasza piłka nożna w układzie organizacyjnym to relikt komunizmu, gdyż nie została całkowicie sprywatyzowana.
- Oburza go wykorzystywanie przez kiboli flag, hymnu polskiego i emblematów narodowych.
Wywiad spotkał się z odporem. Najpierw jeszcze we wrześniu , Stowarzyszenie Cracovia To My wydało oświadczenie,że sytuacja w klubie to wina Filipiaka,a oni nie mieli nigdy zamiaru przejmować władzy w klubie.
Na początku grudnia 2018 roku ponad 80 osób ,znanych głównie w środowisku krakowskim wystosowało do Filipiaka list.Ma on już poler literacki,ale argumentacja zbliżona do tej Filipiakowej. Oto sygnatariusze piszą tak :
Futbolowa Cracovia jest w kryzysie.Dostrzega się fatalne zarządzanie klubem spowodowane brakiem profesjonalizmu skutkujące brakiem sukcesów, brakiem zainteresowania oraz niepozyskiwaniem kibiców.Konstatują,że coraz więcej ludzi odwraca się od Cracovii, gdyż są zmęczeni klubem.Narracja ze strony prezesa jest sprzeczna,a to ważna jest produkcja polskich piłkarzy netto,a to zagraniczni lepsi, bo tańsi,a to,że znowu nasi lepsi, bo bardziej zaangażowani,a to,że są pieniądze,ale brakuje piłkarzy itd.itp.. Są zniesmaczeni przesłaniem,że kibole chcą przejąć klub, co jest nieprawdą, jak też tym,że Cracovia nie gra w Pucharach , bo boi się rozrób kibiców, lub,że przeszkadza jej podstępnie ustalany kalendarz.Filipiak kłamie o rzekomo kradzionych pieniądzach od Miasta, gdyż Cracovia nigdy nie otrzymała złotówki od Krakowa, które nigdy z klubem nie było powiązane. Przestali wierzyć w klub, bo wiedzą,że to nie brak odpowiednich piłkarzy czy genialnego trenera są powodem nieustannego kryzysu klubu. Odzwierciedleniem tej sytuacji jest żart :" Jest ch...wo,ale stabilnie".Zdaniem autorów trzeba usunąć źródło kryzysu i powołać nowy zarząd. Oczekują,że nowe osoby podejmą wyzwania nowoczesności. Zaczną szanować swoich kibiców, zaczną dbać o I drużynę , zajmą się wizją polityki kadrowej, wykorzystywaniem okienek transferowych i najważniejszym ustaleniem - na co zostaną wydane pieniądze?. Nie ma bowiem w klubie osób odpowiedzialnych za sukces sportowy,a kluczowe decyzje podejmowane są na zasadzie przypadku.Struktura klubu jest archaiczna i nie odpowiada wymogom czasu. Brak jest działań nakierowanych na pozyskiwanie młodego pokolenia kibiców.Przypominają ostatni mecz derbowy budujący kibiców innego klubu i upokarzający kibiców własnego klubu.Nie zgadzają się na zarządzanie klubem bez liczenia się z uczuciami kibiców. Apelują do mediów.,aby nie mówiły im co ma się im podobać,a co nie i czy mają kochać prezesa czy nie.Chcą zmian i realnego dialogu.Pod listem podpisali się m.innymi : Jan Okoński,Paweł Misior, Leszek Mazan,Artur Długosz ,Mirosław Golik, Jerzy Chylewski, Artur Horain czy Leszek Kabłak. Skład podpisujących, wśród których jest wielu przedsiębiorców może stanowić realną alternatywę dla Filipiaka.
Abstrahując od treści merytorycznej listu otwartego trzeba stwierdzić,ze podstawowa teza,iż Cracovia jest w permanentnym kryzysie, jest fałszywa.Ja jakoś rozumiem,że kibice chcą większych sukcesów niż samo granie w ESie,ale samo oczekiwanie w tym wypadku stanowi rodzaj kija, którym można każdego psa uderzyć.Gdyż każdemu można zarzucić,że mógł osiągnąć więcej.Prezes Filipiak w zasadzie listu nie skomentował,ze Szwajcarii do Polski nie wrócił, ale mianował Probierza wiceprezesem klubu,a właściwie pełnomocnikiem do wszystkiego. Ja dwuletnią pracę Probierza w Cracovii oceniam pozytywnie. Nie wchodząc w personalia,bo jest to zawsze broń obosieczna, Probierz porządkuje sytuację kadrową w klubie.W okresie jego pracy w Cracovii do klubu przyszło 27 zawodników, a odeszło 36. A i tak Cracovia ma jedną z najliczniejszych kadr I zespołu, gdyż liczy 34 zawodników.Na dziś sytuacja w Cracovii uległa pewnemu uspokojeniu. Drużyna pnie się w górę tabeli, kibice zawiesili protest.Na pewno to co działo się w Wiśle i wokół niej wpłynęło tonująco na kibiców klubów. Bo wypływa z niej jeden z wniosków ; jak nie szanujesz właściciela klubu swego, to możesz nie mieć żadnego.

O tym,że Dariusz Mioduski jest wiecznym i niepoprawnym optymistą.
Są ludzie, którzy tak mają.że w każdej sytuacji szukają jej pozytywnej strony. W swoim felietonie na powitanie Mioduskiego w Legii "I have a dream" pisałem o możliwych źródłach takiego przesłania,a jednym z nich jest wszechobecny w USA optymizm związany z kultem sukcesu.Nie napiszę o wszystkich nadziejach Mioduskiego, bo za dużo by tego było,a poza tym większość została niespełniona.Przed obecnym sezonem prezes liczył,że dziurę budżetową zasypie pieniędzmi z transferów piłkarzy,ale jakoś chętnych nie widać,a jak już są to z kasą u nich nietęgo.
Teraz Mioduski daje wyraz swej nadziei na wzrost zainteresowania piłką wskutek transmisji meczów w otwartym kanale telewizji "publicznej".Jego zdaniem samo dorzucenie do pieca kanałowego 50 mln zł jest ważne,ale istotniejsze jest,że , jego zdaniem, spowoduje wzrost oglądalności przynajmniej 10 razy.To z kolei powinno przyciągnąć inwestorów, sponsorów oraz reklamodawców, gdyż mecz będą powszechnie oglądane,a ich produkty i usługi zobaczy duża liczba osób. Tu moim zdaniem ma rację, gdyż piłka w kanale oglądanym w porywach przez 100 tys. osób jest dla większości kibiców niedostępna.Tylko,że większą dostępność trzeba umieć wykorzystać. Pomijam fakt,że TVP postrzegana jest jako mało wiarygodna i ogólnie reżimowa.Bowiem dla biznesu paradygmatem jest to,że wchodzi on w biznes tam, gdzie związki przychodowo-skutkowe pomiędzy nakładem pracy i inwestycji są kompatybilne z przychodem i dochodem. Biznes odstrasza nie tylko brak jasnych reguł w podejmowaniu decyzji przez władze piłkarskie, niejasna interpretacja praw i obowiązków klubów, brak zainteresowania samorządów i państwa w pomocy w rozwiązywaniu problemów bezpieczeństwa oraz szkolenia młodzieży,ale przede wszystkim patologie kibolstwa i mediów.Piłka nożna musi być w szeroko rozumianym sensie społecznym postrzegana jako coś pozytywnego, nośnik dobra,a nie zło.Kibole przerywający mecze,jak wczoraj, walczący ze sobą na stadionach i poza nimi dołują piłkę , rozwalają ład i porządek społeczny i nikt normalny do tej patologii złotówki nie dołoży.Do tego media nastawione są do naszej piłki wyjątkowo wrogo i wykorzystują każdy pretekst,aby ją ośmieszyć i sprowadzić do działalności aferalnej.Odpryskiem tego stanu świadomości pismactwa są komentatorzy kanałowi, którym, poza nielicznymi wyjątkami nic się nie podoba i robią co mogą,aby oglądanie meczów obrzydzić.Wszyscy zapominają,że sport to rodzaj zabawy i ma dostarczać przyjemnej rozrywki. Zdaniem wielu te patologie są skutkiem braku szacunku dla pieniądza jako miernika wartości. W sporcie kibicom,mediom wydaje się można wydawać według potrzeba, a nie według możliwości finansowych.A sprawa powinna być prosta. zysk można uzyskać tylko wówczas kiedy ustali się nieprzekraczalny pułap wydatków niższy niż automatyczne dochody. Tylko kto tak postępuje?. Dlatego,aby ustabilizować sytuację finansową w takiej Legii , to oczywiście można zakładać wyższe dochody,ale bez racjonalizacji wydatków obejść się nie da.

O tym,że w czerwcu może Legię czekać rewolucja kadrowa.
Napadowe i hurtowe zakupy zawodników powodują,że tak jak towarom kończy się okres ważności,tak i piłkarzom kończą się umowy.Już za 4 miesiące kontrakty kończą się ; Cierzniakowi,Malarzowi, Astizowi, Hlouszkowi,Hamalainenowi, Kucharczykowi i Kulenoviczowi. W grudniu umowa kończy się Cafu.Dotychczas odeszło 2 zawodników z tych którym umowy kończyły się w czerwcu : Pazdan i Mączyński.W kręgach zbliżonych do kierownictwa da się słyszeć,że poza Malarzem i Astizem z resztą można przedłużyć współpracę.Ale na niższym pułapie płacowym niż dotychczasowy.W tym kontekście można tylko mieć wątpliwości czy wystawianie zawodników I składzie nie jest dla niektórych nagrodą za spolegliwość,a odsuwanie od składu elementem nacisku na przyjęcie propozycji. Gdyby tak było uważać by to należało za poważny błąd i niewyciąganie wniosków ze szkodliwego wysłania na trybuny z powodu braku zgody na obniżenie wysokości zarobków Jędrzejczyka i Pazdana. Bez nich i ich dobrej formy fizycznej i psychicznej awans w Pucharach okazał się niemożliwy. Takie życzeniowe myślenie,że każdego można zastąpić rzadko się sprawdza.

O tym,że pieniądze rzeczywiście w Legii nie grają.
Polska piłka nożna wymyka się spod wszelkich analiz i statystyk. I nie bardzo wiadomo dlaczego tak się dzieje.W innych krajach rzadko zwraca się uwagę na to jak piłkarze biegają, natomiast wszyscy komentują jakie są tego efekty w postaci skutecznej taktyki i organizacji gry.Nie żeby deprecjonować przygotowanie fizyczne, bo to dzięki stale wzrastającej wydolności możliwe były zmiany w taktyce gry. W tym miejscu koniecznie trzeba dodać ,że samo przygotowanie fizyczne nie stanowi o sile gry drużyny opierającej swój potencjał o wybieganie. Bardzo ważna jest forma
zawodników , a więc maksymalna zdolność do wysiłku.Mogliśmy zauważyć,że wczoraj piłkarze Cracovii byli w bardzo wysokiej formie,podczas, gdy forma naszych zawodników pozostawia jeszcze wiele do życzenia.Probierz jako ten stary cwaniak tak posterował przygotowaniami,aby jego piłkarze mieli wysokie parametry wysiłkowe , dzięki którym będą wygrywać na początku rundy mecze. Liczy,że da to im przewagę mentalną. Zobaczymy czy ma rację i czy nieuchronny spadek formy fizycznej nie spowoduje wielu bolesnych porażek.Starsi kibice pamiętają czasy,kiedy pozycja na boisku była taktyką i doskonale z trybun widać było w każdej fazie spotkania jak zawodnicy pilnują swoich pozycji.Od kilkunastu lat mecze tak czytelne nie są , gdyż miejsca do gry teoretycznie tyle samo,ale jak by mniej, bo wszyscy tłoczą się na małej przestrzeni.W bardzo wielu ligach w tej sytuacji w największej cenie są zawodnicy, którzy w tym tłoku radzą sobie najlepiej.Stąd też kluby mające największe budżety stać na zatrudnienie tych najlepszych i to oni nadają ton i styl grze, a także decydują o wynikach.Liczni analitycy dowiedli,że kluby o największych budżetach są stale w czubie tabel i są tymi,którzy najczęściej wygrywają.Podobna sytuacja jest i w naszej lidze, w której Legia mająca od kilku lat największy budżet najczęściej była Mistrzem.Lecz w ostatnich 2 latach w europejskich Pucharach z klubami o wielokrotnie niższych budżetach dostawała w kuper. Tak jak wczoraj z Cracovią w tej samej sekwencji.Wczorajszy mecz dokładnie pokazał dlaczego tak się dzieje. W skrócie, nasza drużyna nie jest w stanie wyeksponować swoich walorów piłkarskich podejmując bój na poziomie przygotowania i formy fizycznej. Niezależnie od trenera nasz zespół słabo radzi sobie w grze przeciwko rywalowi, który nie odpuszcza,nie oddaje nam przestrzeni boiska za darmo.Podejmuje walkę tuż po stracie piłki, nie odbudowuje ustawienia tylko broni strefą już na naszej połowie.A nasi zawodnicy zamiast wykorzystywać lepsze umiejętności techniczne ochoczo przyjmują warunki jakie dyktuje przeciwnik.Częściowo wynika to z braku wyraźnego lidera drużyny na boisku potrafiącego narzucić arytmię gry, a więc jej zwalnianie i dynamiczne przyśpieszanie.Brakuje nam tego co kiedyś nazywano ciągiem na bramkę i nie potrafimy wejść w atak pozycyjny i utrzymać się w nim.Indywidualne akcje, przewidywalne i wolne kombinacje mogą się udać,ale tylko wskutek rażącego błędu rywali,albo przez przypadek.Bez trwałego przenoszenia ciężaru gry na połowę przeciwnika niewiele ugramy.Natomiast piłkarze Cracovii podejmując działania obronne już na naszej połowie, po odzyskaniu piłki mieli blisko do naszej bramki i wykorzystując równowagę w ilości graczy w rejonie naszego pola karnego potrafili to wykorzystać, również dzięki dużej dynamice i determinacji w ataku. Ja nie namawiam do takiego grania jak Cracovia, bo chociaż jest skuteczne to jest prymitywne,ale przyznać trzeba ,że jest to jakiś styl. Nasza drużyna jak dotychczas swojego stylu nie wypracowała, niby gramy futbol reaktywny,ale te reakcje są opóźnione , niby wszyscy mają bronić,ale jak przychodzi co do czego to obrońcy zostają sami z kilkoma wrogami, niby wszyscy mają podłączać się do ataku,ale tak naprawdę biega tylko ten kto ma piłkę i jeszcze Szymański. Inaczej mówiąc nadal Legia nie dopracował się bycia drużyną, świadomą swojego celu i dążącą do jego realizacji konsekwentnie i uparcie.

Nie wiem jak Państwo,ale ja mam serdecznie dość tego niedopuszczania do rozpoczynania meczów, tego przerywania ich w trakcie trwania i apeluję do PZPN,aby z tym skończyć. Jak trzeba to walkower dla rywali i po zabawie.
14wtorek, 19, lutego 2019 03:21
a-c10
@ Zbyszek:

Wiesz dlaczego profesor Filipiak nieodmiennie nie cieszy się zbyt dobrą prasą? Dlatego, że jest, jak by to ująć... mało fajny. Spójrz: niby wydaje krocie na obuwie, a jednocześnie nosi się jak wuj Stefan, kuzyn ciotki Klary spod Brzeska, nie jak holiłódzki gwiazdor. Niby jest opromienionym sukcesami biznesmenem, wciąż jednak wypowiada się w stylu jakże odległym od uwielbianej przez nasze media skretyniałej nowomowy, żywcem wydartej z vademecum komiwojażera. Niby prezesuje klubowi piłkarskiemu, a tymczasem jakoś nie sposób zasłyszeć odeń zwyczajowych, gładkich bzdetów o "cudownej atmosferze na jego stadionie". O, wręcz przeciwnie. Zorganizowany ruch kibicowski darzy pan profesor chyba jeszcze bardziej bezceremonialnym despektem, niż nasz wspaniały Senator. No i generalnie niezbyt się nasz pan i władca przejmuje tym, co chciano by od niego usłyszeć. Mówi to, co uważa za prawdę.

I choć czasem rzeczywiście się z tą prawdą mija, to przecież zaskakująco często udaje mu się w nią utrafić. Ot, chociażby jak we wspomnianym przez Ciebie wywiadzie, gdy mówił o tkwieniu polskiej piłki po uszy w PRL i konieczności państwowej interwencji w bezpieczeństwo na i wokół stadionów. Przy czym mnie w kontekście poruszonego przez Ciebie, pożal się Boże, protestu utkwiła w pamięci inna wypowiedź Profesora. Otóż stwierdził on całkiem niedawno, że najlepszym sposobem poprawy relacji z (obecnymi) kibicami jest poprawa wyników sportowych. No i popatrz, rzeczywiście. Protest ustał. Dlaczego? Czyżby Jakub T***sz został zdekapitowany? Nooo... niestety nie. Czy zainaugurowano działalność pasiastego działu skautingu. Szkoda, ale również nie. To może chociaż pan prezes zadeklarował większe otwarcie na dialog z kibicami? Takoż nie. Cóż zatem się zmieniło? Ano zaczęło nam wpadać. Tylko tyle i aż tyle. A to, moim zdaniem, odziera cały ten protest z resztek jakiejkolwiek wiarygodności.

Skład podpisujących, wśród których jest wielu przedsiębiorców może stanowić realną alternatywę dla Filipiaka.

Czyżby? W porządku, nie do końca wiem, co rozumiesz pod słowem "może". Dość pojemne pojęcie, było nie było. W każdym razie, może i może, ale póki co nie stanowi. I nic nie wskazuje na to, aby w przewidywalnej przyszłości miał zacząć. A to by przecież było najsensowniejsze, nieprawdaż? Iść do Filipiaka i powiedzieć "panie profesorze, my naprawdę ad personam nic do pana nie mamy. Wręcz odwrotnie, szanujemy pańskie zasługi dla klubu i niezwykle cenimy wszystko to, co zrobił pan dla jego dobra. Uważamy jednak, że Cracovii potrzebne jest nowe otwarcie. Płacimy tyle to, a tyle. Dokładamy, rzecz jasna, dożywotnie miejsce na trybunie honorowej. Co pan na to?". O ileż jednak prościej rzucać tekstami w stylu "ty se już, Janusz, idź. Tylko kasę zostaw!".
15środa, 20, lutego 2019 07:49
W(L)KP
"- Spotkałem się z trenerem Probierzem na kawie przed meczem z Legią. Emanowało z niego przekonanie, że Cracovia zagra przy Łazienkowskiej dobrze." - Zbigniew Boniek

Nowa świecka praktyka - spotykanie się przed meczem z trenerem jednej z drużyn.

" Nie może być tak, że szkoleniowiec decyduje o wszystkim od A do Z. Mam jednak wrażenie, że Portugalczyk może to robić. To złe. Trener powinien mieć dużą, wręcz wielką władzą, ale w pewnych kwestiach powinien się kontaktować z właścicielem i mieć z kim szczerze rozmawiać. "

Dziwne, że np. nie komentuje Nawałki czy właśnie Probierza, którzy mają podobną władzę.
16czwartek, 21, lutego 2019 08:29
Krzysztof Jastrzębski
Beton się nie zmienia. Podwójne standardy, kolesiostwo etc mają się nadal bardzo dobrze..
17czwartek, 21, lutego 2019 20:41
Zbyszek
@a-c10.
Cieszę się,że raczyłeś zauważyć mój dystans do medialnych przepychanek. Osobiście nauczony jestem prać brudy we własnym domu i jakoś nie mogę dostrzec sensu w obrzucaniu się publicznie mniej lub bardziej zakamuflowanymi inwektywami. Ja nie rozumiem jak aktorzy nie mogą dostrzegać śmieszności tej całej sytuacji. A ja przewrotnie w komentarzu po meczu z Cracovią pokazałem i drugą stronę medalu , tę niewidoczną. Bowiem o ile tzw. media tzw. ogólnopolskie wybrały z wypowiedzi prof. Filipiaka ze 2 zdania to listem otwartym nie zawróciły sobie głowy. To jest ta Warszawska przypadłość ,że z Warszawy nic nie widać - poza samą Warszawą.Jak to napisał poeta kiedyś emigracyjny Jerzy Liebert : " Znajdźcie mi drugi taki kąt, co tak sam w sobie z siebie rad". A moim zdaniem i Wisła I Cracovia , choć każde z różnych pozycji,są bardziej reprezentatywne dla kondycji naszej piłki niż np. Legia czy Polonia. Tylko,że pismactwu Legia przesłoniła cały świat i zajmują się plotkami rodem z magla, nie dostrzegając poważnych problemów, które narastają ,wymagają rozwiązania,a których z Warszawki się nie dostrzega.
Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1