A+ A A-

Lech - Legia 2-0: Nie tędy droga

Legia przegrała drugi kolejny mecz tej wiosny. W sobotni wieczór nasza drużyna zasłużenie uległa w Poznaniu Lechowi. Podobnie jak w minioną niedzielę w starciu z Cracovią, tak i tym razem wybrańcy Sá Pinto zawiedli na na całej linii.

 

W Legii Wieteska zastąpił zawieszonego za czerwoną kartkę Rémy’ego. Do pierwszej jedenastki wrócił Kucharczyk, a na ławce rezerwowych usiadł Nagy. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Jędrzejczyk, Wieteska, Hloušek – Agra, Martins, Szymański, Cafú, Kucharczyk  – Carlitos. Trener Nawałka zdecydował się rozpocząć w składzie: Burić - Gumny, Vujadinović, Rogne, Kostewycz – Jóźwiak, Gajos, Jevtić, Tiba, Makuszewski – Gytkjær.

Legioniści zaczęli aktywnie, odważnie, ale to gospodarze oddali pierwszy celny strzał w meczu. Majecki pewnie obronił uderzenie Tiby. W 8. minucie Lech objął prowadzenie. W zamieszaniu po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Vujadinovicia. Obrońcę Lecha usiłował uprzedzić Vešović, ale pechowo pomógł zawodnikowi Lecha w zdobyciu gola. W kolejnych minutach mecz był wyrównany. W 19. minucie strzał na bramkę Lecha oddał Agra, ale uderzenie Portugalczyka było niecelne. W 24. minucie błąd popełnił Vešović i Jędrzejczyk w ostatniej chwili szczęśliwie powstrzymał szarżującego Makuszewskiego. Do końca pierwszej połowy Legia nieznacznie przeważała, ale nie potrafiła oddać celnego strzału na bramkę Lecha. Obrońcy Lecha dominowali w powietrzu, a pomocnicy gospodarzy skutecznie utrudniali grę naszym zawodnikom.  

Na przerwę Legia schodziła z jednobramkową stratą.

Drugą połowę zdecydowanie lepiej rozpoczął Lech. Lechici byli szybsi i bardziej zdecydowani w indywidualnych pojedynkach. W 52. minucie gospodarze wywalczyli piłkę i wyprowadzili kontrę, którą celnym strzałem zakończył Jóźwiak. Majecki był na posterunku. W 57. minucie blisko podwyższenia wyniku był Jevtić, na szczęście jego strzał został zablokowany. W 62. minucie Cafú doszedł do strzału głową po dośrodkowaniu Martinsa, ale Burić spokojnie interweniował. Minutę później Nagy zmienił Agrę. W 69. minucie Jevtić miał piłkę na lewej nodze przed polem karnym Legii, ale wyraźnie przestrzelił. Legia grała nerwowo, niedokładnie, nie potrafiła zawiązać płynnej akcji i oddać celnego strzału na bramkę Lecha. W 78. minucie było po meczu. Nagy przegrał walkę o piłkę z Jóźwiakiem w polu karnym i sfaulował zawodnika gospodarzy. Do rzutu karnego podszedł Gytkjær i pewnym strzałem pokonał Majeckiego. Lech prowadził 2:0. Na ostatnie dziesięć minut w Legii weszli Kulenović i Medeiros, którzy zmienili Martinsa i Kucharczyka, jednak w żaden sposób nie zmieniło to obrazu gry. Legioniści byli chaotyczni, bezradni i nie potrafili zagrozić gospodarzom.

Trzy punkty w trzech meczach, dwie bezdyskusyjne porażki, zaledwie jeden zdobyty gol – to katastrofalny bilans jak na zespół, który miał walczyć o mistrzostwo Polski. Jeżeli personalna i taktyczna koncepcja trenera Sá Pinto nie zaczną wkrótce funkcjonować wyraźnie lepiej to portugalski eksperyment przy Łazienkowskiej raczej nie potrwa długo.

Dyskusja (18)
1sobota, 23, lutego 2019 20:36
CTP
Nie oglądałem tego meczu (na szczęście), więc napiszę tylko tyle: prawdziwego trenera poznaje się w kryzysie.
A że z tego kryzysu jak najbardziej da się wyjść, to pora zakupić chipsy i z zaciekawieniem obserwować.
2sobota, 23, lutego 2019 20:47
Baron
Wiem, że to zabrzmi niedorzecznie ale Lech wcale nie był piłkarsko lepszy od Legii, wyróżniało ich jedno - ambicja i chęć wygrania czego zabrakło naszym piłkarzom.

A teraz do sedna, ja już takie mecze w wykonaniu Legii widziałem, to były mecze w których nasza drużyna grała na ... zwolnienie trenera, i tak to teraz widzę.
Nie widziałem ambicji, woli zwycięstwa, odpuszczanie stykowych sytuacji, granie na alibi, gryzienia trawy, to było umiejętne pozorowanie gry...
Nie wiem co będzie dalej. Legia od kilku sezonów zdobywała MP balansując na bardzo cienkiej granicy, do tej pory rzutem na taśmę udawało się doczołgać nam do MP, a teraz mam coraz większe wątpliwości co do obrony MP.
RSA po dwóch wtopach w pucharach europejskich dostał od Mioduskiego zadanie posprzątania w drużynie, przy okazji doszło do sporej jak na nas rewolucji w kadrze. Tyle tylko, że doszło chyba do pewnego zachwiania proporcji w pierwszej drużynie i odnoszę wrażenie, że nie zawsze grają ci najlepsi, a ci co są na boisku to chyba nie do końca łapią o co chodzi RSA.
Był Śląsk w ostatnich latach, był Lech, a w tym sezonie by tradycji stało się zadość będzie ktoś inny, może Jaga, może Lechia.

Może racje miał racje Stanko Svitlica mówiąc:

"Dariusz Mioduski to legionista, który poświęca się dla klubu i zasługuje na szacunek kibiców. Ma jednak doradców, którzy zupełnie nie znają się na piłce. Popełniono szereg złych decyzji. Ten klub potrzebuje silnych osobowości, związanych z Legią."
3sobota, 23, lutego 2019 21:07
corazstarszy
Mi się wydaje, że to, co trener Sá Pinto miał fajnego do zaoferowania jako trener Legii to zaoferował już jesienią. Po Płocku napisałem, że za mało wiemy. Teraz wiemy więcej – organizacja gry Legii nie poprawiła się w porównaniu do jesieni. Nadal w ataku jesteśmy prymitywni i bezradni. Zgadzam się z nim, że podejmowaliśmy dziś też złe decyzje w ważnych momentach naszych akcji. Efekt jeden strzał celny Legii (po poprawionym rzucie rożnym, bo przecież nie z akcji), 5 – ekipy domowej (wliczając samobója). Nie mogę powiedzieć, żebym się spodziewał szybkiej i dużej poprawy, a takiej Legia potrzebuje.
Cóż, trener Pinto ma zapewnione pobory z Legii na 3 lata. Tylko pozazdrościć.
Żal mi Mioduskiego, choć to, co się dzieje jest m.in. efektem jego niekompetencji. Żal mi go, bo jestem przekonany, że jest całkowicie oddany sprawom Legii. Jest etyczny, w przeciwieństwie do poprzednika na stanowisku prezesa. Ale idzie mu fatalnie.
Mamy tutaj użytkownika, który wielce elokwentnie dowodził, że MP nic nie znaczy. Splunąć na nie nie warto. No to mu się marzenia ziszczą. Nie będzie MP. Spodziewam się eksplozji radości, wyliczania niekompetencji różnych osób (oprócz niego samego, oczywiście), wyśmiewania Kucharczyka, wyliczeń, że Piast i Jagiellonia przy niższych budżetach są sportowo równie efektywne jak Legia. Wszystko po jego myśli zatem.
Po zeszłotygodniowym meczu Piast – Lech ujrzałem na weszło określenia typu: ‘megaparodyści’, ‘królowie pośmiewiska’, ‘pseudopiłkarze’, ‘cesarze obciachu’ o ekipie pokonanej. Właśnie pokazali nam, że są lepsi o dwie bramki.
4sobota, 23, lutego 2019 22:04
Oley
Fajną rzecz powiedział Kazio Węgrzyn, że RSP tak bardzo się skupił na doskonaleniu stylu przeszkadzania, że zabił jakąkolwiek kreatywność w drużynie. Wiem, że Mou wygrał tym stylem potrójną koronę z Interem, w 2010, ale... ani Rysiek nie jest Jose, ani Legia nie jest Interem.
Szkoda...
5sobota, 23, lutego 2019 23:27
Senator
Po pierwszym wiosennym meczu mimo że wygranym napisałem w komentarzu, że nie widzę żadnej różnicy między grą jesienią a obecnie. Pisałem o dwóch obozach przygotowawczych i właściwie pytałem co tam robiliśmy skoro nie ma żadnej różnicy?
Ktoś mnie tonował, może i uspokajał a ja przecież chciałem widzieć efekty myśli i pracy trenerskiej z zespołem.
Teraz widzę to tylko jako wóz albo przewóz czyli będzie jeszcze smutnej albo wróci świeżość, przyśpieszenie i kreatywność. Chciałbym wierzyć w to drugie, ale jakoś tak słabo to widzę.
Sam mecz to tragedia, beznadziejny Lech ( kiedy ostatnio był tak słaby?) i na tym tle jeszcze bardziej chaotyczna, bezzębna, zagubiona Legia. Dramat .
Edit
Bardzo wielu kibiców się cieszyło, że "piłkarzyki " bardzo mocno trenowali ( choć podobno za Staszka było ciężej) , a może jest tak , że co za dużo to niezdrowo? Szukam pocieszenia, wiem.
6niedziela, 24, lutego 2019 08:49
Zbylu
Do tej pory RSP grał rolę skały ale cóż zagra teraz? Ma zawodników jakich chciał, przeprowadził przygotowania po swojemu i nie daje rady w siermiężnej e-klapie. Pan Dariusz Mioduski musi zmienić sposób postępowania z trenerami. To Legia ma wybierać i sprowadzać zawodników a nie trener. Dwie przygody z Jozakiem i Pinto pokazały, gdzie klub musi podejmować decyzje a gdzie trener.
7niedziela, 24, lutego 2019 09:26
kibic50
Jedyna nadzieja na kolejne MP w tym, że jak twierdzi wielu komentatorów piłkarze Legii zdobywają trofea bez trenerów. Najlepszy moment na zweryfikowanie tej śmiałej teorii.
8niedziela, 24, lutego 2019 11:06
sektor212
Mecz oglądałem od 85 min. więc o samej grze za wiele nie jestem w stanie napisać. Czytając kolegów komentarze można stwierdzić, że mecz był bardzo przeciętny oparty o kopaninę w środkowej części boiska. Sytuacji jak na lekarstwo co zresztą potwierdza skrót meczu.

Jak na razie mamy problem z kreowaniem gry ofensywne. Z meczu na mecz stwarzamy coraz mniej sytuacji bramkowych. Rywale umiejętnie odcinają nam grą bocznymi sektorami, a środkiem nie potrafimy stworzyć większego zagrożenia. Myślę, że za dwa trzy tygodnie Legia będzie grać lepiej. Tak więc czeka nas walka o podium, gdyż systematycznie rywale zbliżają się do nas punktowo.

Wypowiedzi po meczowe RSP jakieś takie dziwne oderwane od rzeczywistości.
9niedziela, 24, lutego 2019 11:52
Baron
Sebastian Szymański po meczu:

"- Zagraliśmy całkiem dobre spotkanie, chociaż nie stworzyliśmy sobie zbyt wielu sytuacji.

- W obrębie pola karnego dobrze operowaliśmy futbolówką, ale później nie wiedzieliśmy co z nią zrobić: czy strzelać, czy szukać kombinacyjnego rozegrania.

- Chcieliśmy grać swoje, nie skupialiśmy się na Lechu. Przyjechaliśmy po trzy punkty, wracamy do Warszawy z podniesioną głową, pracujemy dalej i czekamy na mecz z Miedzią."

Nie będę tego komentował, bo tego młokosa bym obraził.
10niedziela, 24, lutego 2019 12:28
corazstarszy
@sektor212
Wypowiedzi po meczowe RSP jakieś takie dziwne oderwane od rzeczywistości

Nie po raz pierwszy. Że przypomnę listopad 2018 i Szczecin
'Rywale nie zasłużyli na wygraną, bo byliśmy lepsi w większości aspektów. Remis byłby znacznie sprawiedliwszym wynikiem.'
To samo tydzień temu po Cracovii.
Jeśli tylko tak mówi publicznie, to pół biedy. Gorzej, jeśli naprawdę tak myśli.
Tak sobie myślę, że te jego krótkie przygody u niektórych z poprzednich pracodawców i nie zawsze miłe rozstania z nimi, to jednak nie było dzieło przypadku.
Zbylu właściwie stawia sprawę.
11niedziela, 24, lutego 2019 13:00
Senator
@Corazstarszy
Jeśli dodamy do tego wypowiedz z konferencji Akceptuję, że Lech był dziś zespołem lepszym, nie widzę jednak powodów do niepokoju. to naprawdę możemy czuć się zaniepokojeni.
12niedziela, 24, lutego 2019 14:57
Zbyszek
O tym,że traktowanie Nawałki jako trenerskiego guru sensu nie ma.
Ja już chyba za stary jestem,aby pojąć te meandry pismactwa, które dalej niż paru lat wstecz pamięcią nie sięga. Bo jak inaczej wytłumaczyć to zaczadzenie Nawałką polegające na tym,że widziano w nim zbawcę, który z niczego uczyni coś.Z życiorysu Nawałki wyjęto niewielki fragment w którym awansował do EURO16 i Mundialu18 oraz reprezentacja zagrała nieźle na turnieju we Francji. Oczywiście dobre i to, bo inni nawet tego nie mają.Tylko to dlatego,że Boniek w dowód wdzięczności wybrał Nawałkę na selekcjonera reprezentacji. Aby to zrozumieć trzeba się cofnąć ponad 40 lat wstecz. Boniek od przejścia do Widzewa w 1975 roku był postrzegany jako wielki talent. Nic dziwnego,że trener Górski powołał go na zgrupowanie i mecze towarzyskie przed Igrzyskami w Montrealu w 1976 roku. Ale "Zibi", mówiąc najkrócej, nie chciał szanować ukształtowanej hierarchii drużyny. Starsi koledzy dali mu to do zrozumienia podczas "chrztu" kiedy go nie klepali po tyłku,ale tłukli z całych sił.Nie pomogło i Rada Drużyny wymogła na Kaziu ,aby gagatka do Kanady nie zabierać. Zresztą i sami nie bardzo kwapili się do wyjazdu, chyba ,że władze zapłacą im po 1500 USD na głowę.Kierownictwo PZPN nie uległo szantażowi,a wyjazd wymusiło groźbami dyskwalifikacji.Po Igrzyskach los pana Kazimierza był przesądzony niezależnie od wyniku,a że drużyna była "tylko" druga to przyśpieszyło całą obrzydliwą akcję.Po Górskim trenerem został młody, prężny, intelektualnie bardzo sprawny Jacek Gmoch. Ten wiedział o konflikcie i w pierwszych miesiącach odsunął kilku starszych zawodników od reprezentacji i przywrócił ich do niej za cenę tolerowania w niej Bońka. Ba, nawet był gotów zadrzeć z Deyną wykorzystując pretekst,że Kazio nie chciał wykonywać testów podczas jednodniowych sprawdzianów,ale bez niego na żadne sukcesy liczyć nie mógł, więc odpuścił.Do Argentyny powołał i starszyznę, czego potem zwłaszcza w odniesieniu do Tomaszewskiego straszliwie żałował oraz młodych w osobach Bońka (22 lata), Nawałkę (21 lat) i Iwana (19 lat).Jedynym , który podczas zgrupowania, i na samych Mistrzostwach kolegował się z Bońkiem był Nawałka. Po 35 latach Boniek jako prezes PZPN odwdzięczył się koledze.Bowiem Nawałka jako trener ligowy nie był orłem, raczej dość miernym wyrobnikiem. Trenował m.innymi Wisłę,Zagłębie Lubin, Sandecję,GKS Katowice,ale był z nich zwalniany za słabe wyniki.Owszem z Górnikiem z sezonie 2009/10 awansował do ESy,ale w niej większych sukcesów np.w postaci awansu do Pucharów nie odniósł. Ceniony był bardziej za przymioty charakteru, wysoką kulturę osobistą niż za warsztat trenerski. O jego przewagach i uleganiu w reprezentacji dość dużo wiemy,aby to bez przerwy powtarzać. Swoje przyjście do różnych klubów uzależniał od tego,aby wraz z nim zatrudnieni zostali jego sztabowcy. Piotr Rutkowski w Lechu to jego żądanie spełnił.To bardzo dobrze świadczy o Nawałce jako o człowieku. Jednym z nich jest pan Remigiusz Rzepka dr nauk medycznych prowadzący coś w rodzaju kliniki poprawy atletyki ciała. Ma on dziś 42 lata i na arenie został zauważony przez Nawałkę, który go jako fizjologa zatrudnił w Górniku i miał o nim bardzo dobre zdanie.Kiedy więc media wymusiły na Smudzie i PZPN,aby w reprezentacji przygotowującej się do EURO12 zatrudnić kogoś od przygotowania fizycznego to,padło na Rzepkę.Lecz podczas zgrupowania przed samą imprezą Smuda Rzepkę wyrzucił na wniosek zawodników , przedstawioną mu przez z ówczesnego kapitana Kubę Błaszczykowskiego oraz Piszczka. Od tamtej pory pomiędzy panami panuje chłód w relacjach. Naturalnym więc było,że gdy Nawałka został trenerem reprezentacji to i powrócił Rzepka. Ima się on i innych zajęć z których jednym było podjęcie się trenowania Agnieszki Radwańskiej przed sezonem 2017 roku.Rok 2016 Agnieszka zakończyła wygraną w WBA Finals i 3 miejscem w rankingu WBA. Po Rzepkowych przygotowaniach w 2017 roku miała kontuzję za kontuzją,a to barku,a to łydki,a to mięśni uda i niczego nie ugrała,a w 2018 roku zakończyła karierę. Pewno to nie jego wina,ale zmęczonego i wcześniej niedotrenowanego organizmu tenisistki.Jednak tak po nieudanym Mundialu oraz pracy z Radwańską Rzepka ma przekonanie,że wytrenował zawodników jak należy czyli zgodnie z teoretycznymi założeniami. Natomiast Lech zaczął przygotowania do wiosny później niż inne drużyny, gdyż miało być krócej,ale intensywniej i wpadł na minę w postaci wyjazdu do Turcji , gdzie akurat w tym okresie było ulewnie. I te niedostatki formy fizycznej były widoczne w 2 pierwszych jego meczach.Legia pojechała do Portugalii, gdzie warunki pogodowe były korzystne, lecz co z tego jak wczoraj na boisku wyglądało to tak jak my byśmy nie mogli trenować w Turcji,a oni wykonali plany w Portugalii.
Kiedy w grudniu wiadomo było,że Nawałka trafi do Lecha wielu spodziewało się ofensywy transferowej jak to w naszych klubach bywa, gdy nowy trener przybywa.A tu kicha.Przyszło tylko 2 ( Letniewski i Żamaletdinow) i to raczej nie jako wzmocnienie. A Lech od paru już lat systematycznie się osłabia. A dodatkowo w czerwcu br. kontrakty kończą się takim zawodnikom jak ; Buricz,Putnocky, de Marco, ,Goutas, Janicki, Vujadinovicz, Gajos, Jóźwiak,Trałka,Gytkjaer, Żamaletdinow. Media spekulują,że może to negatywnie wpłynąć na jedność zespołu.Rzecz jednak w tym,że wielu z nich już do gry Lecha niewiele dobrego wnosi i raczej miejsce zasiedziało niż wywalczyło.Ale wczoraj te zgredy naszym odebrały ochotę do walki. Czyli wyleniałe koty jeszcze potrafią podrapać.
Na zakończenie tej części wypada przypomnieć,że jak to nadprezes i nadtrener Lecha Piotr Rutkowski wyganiał z drużyny jej trenera Nenada Bjelicę oraz najlepszego środkowego obrońcę ligi Dilavera za to,że nie zdobyli tytułu Mistrza.Na ich miejsce jako tych lepszych zatrudniono trenera Djurdevicza oraz de Marco. Trener Bjelica oraz Dilaver natychmiast znaleźli zatrudnienie w Dynamie Zagrzeb ( ja głośno pytam dlaczego nie w Legii ), zdobyli Tytuł, prowadzą zdecydowanie w lidze i awansowali do ćwierćfinału Ligi Europy. Czyli zamienił stryjek czy jakoś tak Smile.

O tym,że Lech gra futbol archaiczny.
Oczywiście można powiedzieć,że miarą jakości gry jest jej skuteczność wynikowa. Tak często bywa, gdyż prostota umiejętnie zastosowana bywa lepsza od różnych taktycznych wygibasów. I nie o to idzie,ale o to o czym prawi Andrzej Strejlau, który twierdzi,że na arenie europejskiej nie można odnieść sukcesów kiedy gra się futbol pozycyjny,a nie apozycyjny.I Strejlau ma rację. Tylko,że aby tak nauczyć grać zawodników to potrzeba nowocześnie wyszkolonego trenera. Nie obrażając Nawałki to on jest za stary,aby tych różnistych nowinek się nauczyć. Choć trzeba przyznać,że potrafił zaskoczyć kiedy to jako trener umiał tylko przysposabiać drużyny do gry w systemie 4-4-2,a teraz przestawił się na 4-2-3-1. Choć z bólem muszę przyznać,że jak mają być to takie nowinki jako te Djurdjevicza to już wolę konserwatyzm Adama.Wczoraj Lech zagrał w ustawieniu 4-2-3-1. W trakcie meczu było ono właściwie niemodyfikowane. Gracze Lecha przechodząc do defensywy dbali o odbudowanie ustawienia, o co na boisku dbał, krzycząc do kolegów Gajos. Strefy przydzielone zawodnikom były ściśle określone.Właściwie tylko Vujadinovicz przy rzutach rożnych miał za zadanie wchodzić w nasze pole karne. Więc gra Lecha prezentowała się jak na schemacie. Kiedy posiadali piłkę to starali się ją wprowadzać do gry od środkowych obrońców do bocznych,a ci popychali ją do skrzydłowych. Kiedy Jóźwiak, częściej, lub Makuszewski rzadziej,atakowali bokami, to za nimi na asekurację,lub ewentualne podwojenie ataku posuwali się odpowiednio Kostevch lub Gumny. Po przekroczeniu środka boiska do akcji wkraczał Jevticz gotowy do przejęcia piłki i przerzutu na drugą stronę boiska,a za nim przesuwali się asekurujący go najpierw Tiba, a za nim Gajos. Napastnik w tym czasie mieszał naszymi środkowymi w polu karnym. Po stracie piłki Lechici nie starali się jej natychmiast odbierać, raczej wyczekiwali na nasz błąd i jej przechwyt. Wynikało to pewno z tego,że obawiali się przegrania pojedynków 1 na 1. Również w środkowej strefie boiska raczej opóźniali i przeszkadzali w rozwoju naszych zagrań . Im jednak było bliżej ich bramki tym bardziej ich opór narastał, już nie tylko utrudniali,ale zdecydowanie naszych atakowali często podwajając,a nawet potrajając krycie. Dużą rolę w ich defensywie odgrywał Gajos działający jako rygiel przed dwoma środkowymi obrońcami.Przy takiej organizacji gry Lecha można było w I połowie odnieść mylne wrażenie,że to my mamy przewagę,że to my kreujemy grę. Było tak,że oni nam dawali,a my albo nie mogliśmy,albo nie chcieliśmy brać. Ale po stracie bramki nadzieja w naszych szeregach z minuty na minutę gasła.

O tym,że Sa Pinto jest niekonsekwentny.
Ja pilnie czytam różnorakie wywiady z których czerpię wiedzę nie tylko poprzez to co rozmówca powiedział,ale i czego nie powiedział czyli co chciał ukryć. Sa Pinto w paru z nich prawidłowo ocenił charakterystykę gry kilku naszych zawodników. Mnie zastanowiło,że wśród napastników wymienił tylko Kulenovicza i Carlitosa,a o Niezgodzie zapomniał,a pismak go nie zapytał.Z ukontentowaniem zatem wyczytałem,że Carlitos dobrze czuje się w grze kombinacyjnej i wtedy jest najgroźniejszy.Oraz,że Kucharczykowi szuka miejsca na obronie bo on do gry kombinacyjnej inklinacji nie ma , podobnie jak Agra. Natomiast Kulenovicz potrafi walczyć o dojście do dośrodkowań.Czyli fajnie. A na boisko w Poznaniu kto wychodzi. Na środku ataku Carlitos, a na skrzydłach Kucharczyk i Agra. To z kim ma on te kombinacje alpejskie robić, chyba tylko z dobrze krytym przez Tibę, Szymańskim.Z drugiej strony to lepiej ,że znowu zaczęliśmy próbować grać skrzydłami z włączającymi się do akacji ofensywnych bocznymi obrońcami, nie tylko Vesoviczem,ale i Hlouszkiem. Tak jak by jaskółka futbolu kompatybilnego zawitała w nasze ułomne progi i szybko zaczniemy odchodzić od futbolu reaktywnego. Tylko,że naszym mankamentem była nikła szybkość biegowa. Za wolno wracali nasi skrzydłowi na własne przedpole,za wolno przegrupowaliśmy siły, za wolno Martins i Cafu zamykali pole gry przy naszych atakach. Niestety nie poradziliśmy sobie z Jóźwiakiem. Ogrywał on Hlouszka i trzeba było straty bramki,aby zaczął za nim wracać Kucharczyk,a po zmianie skrzydłowych nie lepiej przeciwko niemu grał Agra. A to wszystko dlatego,że w kolejnym meczu nie potrafimy zaangażować większych sił rywali do obrony przed nami. Sa Pinto często powtarza,że w dzisiejszym futbolu w zasadzie nie ma tajemnic, lecz sama ta konstatacja nic nie znaczy kiedy się z tego faktu nie wyciąga żadnych wniosków. W poprzednich dwóch meczach najsłabszym ogniwem Lecha był środek obrony ,a konkretnie Vujadinovicz, wolny, z wolną nogą, niezdecydowany, zagubiony. I gracze Zagłębia i Piasta wrzucali więc piłki w środkowe rejony pola karnego Lecha,a tam przy Vujadinoviczu czyhał ich któryś z graczy ofensywnych i coś strzelił. A my szliśmy na nich ławą,żeby nie rzec : kupą. Mości panowie, kupą.I gówno nam z tego, mości panowie ,wyszło.Smile.

O tym,że nadal zawodnicy Legii w ataku grają statycznie.
We wczorajszym meczu nie można było mieć większych zastrzeżeń do wprowadzania piłki do gry, do wyjścia z szybkim atakiem, do przejścia w atak pozycyjny i do zepchnięcia rywali do defensywy. Problem zaczynał się: co robić dalej?.Nasi zawodnicy są w pobliżu ich pola karnego w kilku i zaczyna się nie gra kombinacyjna,ale kombinowanie i stanie.Bo nie ma do kogo zagrać,aby dalej zdobyć przestrzeń.A nie było, bo nasi zawodnicy się nie ruszali, nie odbiegali od rywali, nie zmuszali do biegania za sobą i tym samym tworzenia luk pomiędzy strefami. Nasze akcje ,często dobrze rozpoczęte traciły impet, a nasi gracze szybko tracili piłki. Co umożliwiało Lechitom przechodzenie do szybkiego, oskrzydlającego ataku oraz porządkowania gry w obronie.Oczywiście w meczu nie jest tak,że jedni atakują,a inni się tylko bronią. Tylko,że ataki i obrona muszą posiadać określone parametry organizacyjne i zaplecze motoryczne.W naszych atakach nie brakowało ilości, brakowało dynamiki i aktywności.To z tego powodu nie potrafiliśmy wytworzyć żadnej korzystnej sytuacji do strzelenia bramki. Dla takiej drużyny jak nasza to po prostu wstyd,żeby nie użyć mocniejszych określeń.

O tym,że trzeba się zastanowić czy nasi zawodnicy wiedzą po co wychodzą na boisko.
Tym razem zacznę od fragmentu bardzo pouczającej piosenki Jana Kaczmarka z kabaretu "Elita" ;
" ... Życiowy bilans szczęść i nieszczęść
Musi w efekcie wyjść na zero
Szczęście to jakby w pewnym sensie
Początek nieszczęść jest dopiero
Klęska przedtaktem bywa szczęścia
Trud nieraz kończy się karierą
Lecz i odwrotnie po Austerlitz
Dość często zjawia się Waterloo.
Pero, pero bilans musi wyjść na zero".
Można wynaleźć wiele zastosowań powyższego tekstu,ale pomimo swej żartobliwości pasuje on do nastroju jaki panuje w naszej drużynie.Oto mamy trenera pasjonata, nerwusa, żeby nie powiedzieć furiata i on albo nie potrafi natchnąć swymi emocjami zawodników,albo mówiąc słowami Młynarskiego, oni tego pana nie wyczuwają.To tak jak by swoim zachowaniem na boisku , swoją postawą stanowili alter ego dla trenera. Jak by nie patrzeć już w drugim meczu bilans wychodzi na ZERO.

Pora wreszcie odbrązowić Szymańskiego.Wszyscy pieją z zachwytu jaki to wyborny talent i już obliczają ile za niego zachłanni kupcy zapłacą .Ja natomiast odnoszę być może mylne wrażenie,że w Legii przesadza się z jego promowaniem, kosztem gry i wyników drużyny.Nie chcę go na siłę porównywać z Deyną czy choćby z Piszem,ale przypomnę,że Kazio w wieku 19 lat był kierownikiem na boisku naszej drużyny przy takich postaciach jak Brychczy, Gadocha, B. Blauth, Żmijewski czy Pieszko.I to głównie dzięki jego fenomenalnej grze Legia stała się Wielka , jak i wkrótce reprezentacja Polski. Szymański ma 20 lat,a jego wpływ na grę drużyny jest ujemny.Ani nie uruchamia skrzydłowych,ani nie obsługuje napastnika.Owszem widać,że piłka jest mu posłuszna, tylko,że on nie czuje co ma z nią pożytecznego dla drużyny zrobić.

I w tej konwencji skomentuję komentatorów wczorajszego meczu, osobliwie Kazia Węgrzyna.On chyba na stare lata ze szczętem oślepł. Zamiast opowiadać co widzi na boisku to zaczął tworzyć jakieś mity o wspaniałej grze naszej drużyny, które następnie obalał.Jego zdaniem : Legia wyszła na mecz z planem, Legia stosowała pressing, Legia dominowała. Ale statystyki po I połowie zmusiły go do przyznania,że pobłądził. Więc w II połowie w jego narracji rolę zespołu wiodącego przejął Lech. A tak naprawdę był to marny mecz,bardzo wystraszonych rywali , grających powoli, niedokładnie i nieskładnie. Żadnej finezji, ot, zwykła kopanina, w której na boisku rządził przypadek ,a nie zawodnicy .Lech wygrał nie dlatego ,że był lepszy,ale zdobył dwie zupełnie kuriozalne bramki. na które nie zasłużył. Legia zaś być może już wyczerpała limit niefartu Smile.

No i zachwycił mnie swoją niedawną wypowiedzią prezes Mioduski. Rzekł on mianowicie,że futbol uczy go pokory. W zdaniu tym zawarł prezes taką oto myśl,że się uczy. Mam co do tego jego przekonania poważne i uzasadnione wątpliwości. Niech pan sobie nie pochlebia Smile.
13niedziela, 24, lutego 2019 16:36
dalkub
Nie chce mi się pisać o meczu bo po co. Piszę tu od jakiegoś czasu i co jakiś czas wracam z uporem maniaka do jednego wątku od którego moim zdaniem wszystko się zaczyna. Wątek ten to szeroko pojęte zarządzanie takim klubem jak Legia oraz kto za to odpowiada. Wydawało się większości z nas że Mioduski jawi sie jako ktoś super przy mankamentach Leśnego. Niestety czym dalej w las tym okazuje się że obecny prezes jest pierwszą osobą do odsunięcia sie z klubu i to przede wszystkim dla własnego dobra - moim zdaniem trzeba będzie znowu dołożyć kasy bo budżet się nie zepnie - chyba nikt nie ma wątpliwości że po tym co prezentuje zespół to on w tej chwili ma małe szanse na zakwalifikowanie się do eliminacji do pucharów, nie mówię o awansie do nich. Prezes Mioduski ma tendencję do kreowania sobie problemów, poprzez zatrudnianie kolejnych, dziwacznych osobników na funkcję trenera, a następnie idąc za głosem rzeczonych "trenerów" zatrudnia dziwacznych zawodników, których następnie próbuje się pozbyć, dokładając do tego kolejne pieniądze. Czas panie Mioduski podać się do dymisji, zająć centralną lożę dla właściciela, a na stanowisko prezesa/dyrektora sportowego zatrudnić ludzi fachowych - pan się do tego nie nadaje.
Jest jeszcze druga nadzieja - może pan Mioduski znudzi się dokładaniem i klub sprzeda, bo to że zmądrzeje jest już mało realne.
14niedziela, 24, lutego 2019 17:44
nieważne
dalkub
może pan Miduski znudzi się dokładaniem...

może nie tyle znudzi, a bardziej skończą się środki, które miałby dokładać

jeszcze jedna wpadka przy jednoczesnych zwycięstwach tych przed i za nami i będzie musiał zmieniać koncepcję żeby ratować chociaż puchary, a to będzie wymagało pewnie sporej gotówki

Miodski się miota od ściany do ściany ale że nie ma szczęścia (doradców) to solidnie wali głową w te ściany
15niedziela, 24, lutego 2019 18:33
iocosus
Mecz obejrzałem, tylko co z tego, skoro odkrywczych wniosków po nim nie jestem w stanie sformułować, a nade wszystko zgadzam się z tymi którzy go nie widzieli, a zwłaszcza ze stwierdzeniem: „prawdziwego trenera poznaje się w kryzysie. A że z tego kryzysu jak najbardziej da się wyjść, to pora zakupić chipsy i z zaciekawieniem obserwować.” Po zimie człek przybrał na wadze, zatem chipsy odrzucam, ale faktycznie – „liga będzie ciekawsza”.

Zamiast zajmować się oceną charakteru Sa Pinto, poznamy w końcu jakim jest szkoleniowcem? Wyprowadzi drużynę z dołka, czy też ugrzęzie z nią w ligowym marazmie lub co gorsze zacznie staczać się jeszcze bardziej w dół w odmęty jakiegoś rowu mariańskiego? To ostatnie mimo wszystko trudno sobie wyobrazić, choć frazę „że tytuł nam się należy” zacznę traktować trochę z przymróżeniem oka. Nie ma rzeczy której nie można dokonać lub spieprzyć w tej lidze i to przez każdy zespół.

Baronie, nie sądzę, żebyśmy z Kolejorzem grali na „zwolnienie trenera”. Gdyby tak było to za prowodyra sabotażu należałoby uznać Agrę, a Portugalczyków z tak niecnego planu wykluczam z góry. Hlousek gdyby u trenera padł cień podejrzenia o zaangażowanie musi uważać właśnie na zmiennika, Wieteska ponoć pod lupą Dynama Kijów, Szymański też chciałby się wykazać i odejść z Legii na porządny zagraniczny kontrakt. Jędza po golu z Piastem z Sa Pinto salutowali sobie wzajemnie, co prawda był moment że „najlepszego ligowca zeszłego roku” przy dołowaniu Glika rozważałem nawet w duecie reprezentacyjnych środkowych obrońców w zestawieniu z Bednarkiem, a po ostatnich meczach trochę mi przeszło, tylko że do obecnego kapitana i tak jest na forach i dziennikarskich i kibicowskich chyba najmniej zastrzeżeń. W zasadzie o jakieś „fingowanie” gry można by posądzić trzech ancymonów: Kuchego, Carlitosa i Nagy’ego tylko że ten pierwszy gdy mu brak miejsca do rozpędzenia to nawet w super formie miałby problemy w takim meczu jak wczorajszy. Carlitos zaliczył faktycznie „piach” tylko że on by zagrał na nosie Sa Pinto gdyby ustrzelił hattricka a nie dał powód Ryśkowi do ewentualnych rozważań że Kulenović w legijnym ataku bynajmniej nie jest od Hiszpana słabszy. Pozostaje nieszczęsny Węgier który w odwecie za forowanie Agry do pierwszej jedenastki sprezentował po wejściu na plac jedenastkę, tylko że to chyba zbyt grubymi nićmi szyte. Przy tym zgadzam się z Węgrzynem że Legia w ten mecz weszła na odpowiednim poziomie agresji, zaangażowania tylko im więcej czasu upływało, tym „więcej drzew”, tym trudniej jakąś przecinkę do bramki udawało się wyrąbać. W drugiej połowie to my nawet „drwali” już nie mieliśmy nie wspominając o jakichś pomysłowych, wirtuozerskich ogrodnikach kunsztownie przycinających i tworzących alejki-uliczki do bramki Kolejorza. Moim zdaniem to nie kwestia chęci, intencji a po prostu aktualnie braku narzędzi do odpowiedniej pielęgnacji ogrodu boiskiem zwanym. Głowa Sa Pinto żeby teraz swoim „ogrodnikom” wykazał, udowodnił, że jednak adekwatnymi „narzędziami” dysponują. Może to wszystko kwestia niezrozumiałej do końca „instrukcji obsługi”. Albo źle zapodana, albo błędnie przyswojona.

Przy tym nie potrzebujemy natychmiast tip-top najwyższej jakości, Sa Pinto nie stoi przed jakąkolwiek mission imposibble. Będziemy na „musiku”, ale do przerwy reprezentacyjnej pozostają nam mecze u siebie z Miedzią i Śląskiem oraz na wyjeździe z Arką. Jeżeli rozbroimy minę z Rakowa Częstochowa w PP , a w lidze zainkasujemy 9 punktów, to po „dołku” pozostaną wspomnienia, morale i wiara i w piłkarzy i w trenera zostaną odbudowane. Innych scenariuszy ... mhm, lepiej nie rozważać.

To co powyżej to nic odkrywczego, za najbardziej oryginalny uznałem twitt pewnego Siwusa herbu KKS Lech Poznań:
„ siwus89‏
Zauważyłem że u Was wszystko jest albo zajebiście, albo wszystko chujowe. Co roku płaczecie, a później i tak swietujecie MP.”

Mhm, więc może jednak jest „przynależny”! Wink
16niedziela, 24, lutego 2019 20:58
CTP
Ja, podobnie jak Iocosus, podchodzę do tego wszystkiego z dużą dozą wstrzemięźliwości. Trener jest jaki jest ale czy nas stać na lepszego? Nie sądzę. Pewnie dałoby się znaleźć mniejszego furiata ale pod względem kompetencji raczej będziemy szukać na tej samej półce.
Czy MP jest realne? Oczywiście! Ale cel na ten sezon, to nie LM, tylko faza grupowa LE. Przy naszym krajowym punktowym dorobku czy tu, czy tam i tak będziemy się kopać po azjatyckich wioskach od, bodajże, I rundy kwalifikacji. Przyzwyczailiśmy się do mistrzostw i teraz, gdy zaczyna się oddalać, wpadamy w panikę i już ostrzymy topory na ryśkową głowę. Zalecam spokój. To tylko sport - raz się wygrywa, raz się przegrywa.

A jeśli chodzi o naszą obecną grę, to dla mnie nie ulega wątpliwości, że nasi przeciwnicy najzwyczajniej w świecie nas rozpracowali. Wiedzą, że atakujemy głównie skrzydłami, bo środka praktycznie nie mamy - współpraca pomiędzy Martinsem, Cafu a Szymańskim tak właściwie nie istnieje, więc wystarczy zaryglować boki i naszej ofensywy nie ma.
Gdybym miał coś doradzić trenerowi, to zmienić personalia a co za tym idzie i sposób gry. Dać sobie spokój z przedszkolem i przede wszystkim wzmocnić środek pola. Uparte promowanie Szymańskiego i teraz Agry nie tylko robi nam w meczach pod górkę ale i pewnie szatnia zaczyna marudzić, że niektórzy są forowani, chociaż na to nie zasługują.
17niedziela, 24, lutego 2019 23:38
Senator
@CTP
Zgadzam się, cel to faza grupowa LE problem w tym że przez mistrza ciut łatwiej. RSP tak się zapatrzył w José Mourinho że pozbawił zespół zupełnie kreatywności. A chyba i wykonawców ma ciut gorszych niż trener mistrz destrukcji. To nie jest Legia o jakiej marzymy.
18poniedziałek, 25, lutego 2019 08:34
Moros
Po Cracovii miałem nadzieję, że to wypadek przy pracy. Jednorazowa porażka, która się zdarza, bo taki jest sport. Teraz już wiadomo, że to nie to. Zespół jest w słabej formie i mecz z Lechem to potwierdził w całej okazałości. W jakieś granie przeciwko trenerowi nie wierzę, bo nie widzę graczy, którzy mieliby ten bunt rozpalić, a dodatkowo namówić do tego resztę. Mimo wszystko paru graczy prezentuje się katastrofalnie. Od dwóch kolejek nie poznaję Andre Martinsa. Gościu, który na jesieni prawie nie tracił piłek, teraz oddaje je rywalowi. Nagy już samym rozpoczęciem meczu na ławce dostał sygnał na temat jego dyspozycji, a po wejściu na boisko jeszcze się pogrążył. Remy wiadomo, dał popis tydzień temu, ale już i w Płocku było tak sobie. Dlaczego tak jest nie wiem, ale mimo wszystko wierzę, ze to się odwróci i jeszcze wrócimy do gry. Pytanie czy jak się ogarniemy to już nie będzie za późno.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1