- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Miedź 2-0: Iberyjskie gole
Po porażkach poniesionych w dwóch poprzednich ligowych meczach Legia tym razem nie zawiodła i bez większych problemów uporała się z Miedzią Legnica. Bramki dla naszej drużyny zdobyli Carlitos i Medeiros.
Medeiros rozpoczął mecz od pierwszej minuty, podobnie jak Rocha na lewej obronie. W wyjściowej jedenastce zabrakło miejsca dla Agry. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Jędrzejczyk, Wieteska, Rocha – Medeiros, Martins, Szymański, Cafú, Nagy – Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Sapela - Miljković, Musa, Bartczak - Zieliński, Fernández, Santana, Cámara - Román, Forsell, Szczepaniak.
Legia od początku meczu osiągnęła zdecydowaną przewagę i bramka dla naszej drużyny wydawała się być kwestią czasu. W 11. minucie chytrze z rzutu wolnego uderzył Martins, jednak piłka minęła słupek bramki gości. Dwie minuty później Nagy wypatrzył wbiegającego w pole karne Medeirosa. Portugalczyk uderzył z lewej nogi, ale Sapela odbił piłkę. Legioniści dopięli swego w 22. minucie meczu. Po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Carlitosa, który pewnie wykorzystał sytuację. Po bramce napór Legii zelżał. Nasza drużyna miała jednak mecz pod pełną kontrolą, o czym świadczy fakt, że goście do przerwy nie zdołali oddać ani jednego, choćby niecelnego, strzału na bramkę Majeckiego.
Po pierwszej połowie było 1:0. Przewaga Legii nie podlegała dyskusji, chociaż jednobramkowe prowadzenie nie dawało gwarancji końcowego sukcesu.
W drugiej połowie w drużynie gości pojawił się Ojamaa, który zmienił Romána. Już po kilku minutach boisko musiał opuścić Szymański. Nasz pomocnik został bardzo ostro zaatakowany przez Musę i przy upadku doznał kontuzji. Cała sytuacja wyglądała bardzo niepokojąco. Sędzia Złotek nie dopatrzył się w tej sytuacji przewinienia obrońcy Miedzi. Szymańskiego zastąpił Hämäläinen. W 62. minucie Legia podwyższyła prowadzenie. Martins odebrał piłkę Forsellowi, podał do Carlitosa, a szybką kontrę legionistów efektownym strzałem z lewej nogi wykończył Medeiros. Po tej bramce Legia pozwoliła Miedzi na więcej. Majecki został zmuszony do interwencji, po tym jak strzał z linii pola karnego oddał Ojamaa. W 70. minucie Kucharczyk zmienił Medeirosa, a osiem minut później Antolić zastąpił Martinsa. W 81. minucie centymetrów zabrakło Kucharczykowi do tego, by uzyskać trzeciego gola dla Legii. Chwilę później strzał Zielińskiego obronił Majecki. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Legię uratował słupek po tym, jak z rzutu wolnego uderzył Garguła.
Legia nie mogła pozwolić sobie na stratę punktów w rywalizacji z beniaminkiem i swoje zadanie pewnie wykonała. Szkoda tylko, że szczęście nie dopisało kontuzjowanemu Szymańskiemu, który z pewnością źle będzie wspominał ten piątkowy wieczór.



Mi w pierwszej połowie Legia się podobała, bardzo przyzwoicie wyglądała współpraca Veso z Medeirosem, bardzo aktywny był Carlitos, tak więc twierdzenie sir Gawina bramka była kwestią czasu jest jak najbardziej prawdziwe. Oczywiście jak prawie zawsze , a to ostatnie podanie, a to zły wybór i z dobrej akcji fiasko.
W drugiej połowie Legia niestety zaczęła grać " swoje " co nie przystoi wojskowym. Nie przystoi aby Miedź tak sobie śmiało poczynała, to duży minus tego meczu. Ogólnie jest iskierka nadziei, że jeszcze zobaczymy w naszym wykonaniu fajną piłkę.
Podczas rozgrywania akcji ofensywnych praktycznie każdy piłkarz po przyjęciu piłki dopiero zaczyna się zastanawiać, jaki ma być ciąg dalszy. To kosztuje mnóstwo czasu, podczas którego przeciwnik zazwyczaj odbudowuje ustawienie i rygluje dostęp do swojej bramki. Druga bramka, to klasyczny przykład jak łatwo można zdobyć bramkę, gdy akcja zostaje przeprowadzona odpowiednio szybko.
Niestety, nie mamy takiego piłkarza jak VOO, który oprócz tego, że dysponował odpowiednimi umiejętnościami technicznymi, to jeszcze starał się kierować ustawieniem całej formacji ofensywnej. Nie wiem, być może Sa Pinto powinien tutaj trochę podzielić się władzą i te obowiązki scedować np. na Martinsa. Mnie osobiście brakuje tutaj właśnie takiego piłkarza - zawiadowcy.
Widać, że zespół będąc w takiej właśnie fazie przejściowej próbuje znaleźć alternatywne rozwiązania, czyli SFG i próby zmuszenia przeciwnika do błędu ale na Legię grającą z polotem, to musimy trochę zaczekać, być może nawet do lata.
No nie wiem ale chyba jednak nie do końca - druga bramka to przykład jak się strzela bramkę z kontry po odbiorze w środku pola i w sumie niedokładnym podaniu, czyli nie tyle akca co presja odrobina przypadku i indywidualne umiejętności strzelającego.
Problem moim zdaniem polega na tym że w każdym meczu Legia gra 1-2 zawodników mniej, albo jest to Kulenović, albo Agra, albo obaj, albo szału dostaje Remy, albo pojawia się kolejny tuz Rocha, który nie dość że generalnie słabo gra w piłkę, to jeszcze w 80 minucie łapią go skórcze, a przecież przyszedł do Legii 2 miesiące temu. Ciągle się zastanawiam kto tych dwóch panów z Portugalii tutaj ściągnął. Czy są to ludzie RSP czy może działu scoutingu.
Medeiros - widać jakość w grze ofensywnej, widać braki w defensywie, za miesiąc będzie jeszcze lepszy bo chyba i jemu zdrowia brakuje, ale on jest o miesiąc krócej niż pozostali stąd ma jeszcze chwilę czasu.
Mam pytanie.
Sytuację z Szymanskim ja bym zakwalifikował jako nierozważne zagranie zawodnika Miedzi czyli faul. Sędzia nie powinien podyktować karnego w takim przypadku ?
Pytam bo zupełna cisza w tym temacie.
@Gawin
Po tej bramce Legia pozwoliła Miedzi na więcej
Pewnie słabo się znam, ale gra zademonstrowana przez Legię po bramce na 2-0 wyglądała tak, jakby pochłaniała więcej sił niż wcześniej i bardziej sprzyjała złapaniu kontuzji.
Mam nadzieję, że kontuzjowani szybko dojdą do zdrowia i wrócą na boisko. Moim zdaniem, przy kontuzji Sebastiana impet rywala był niewspółmierny do sytuacji. Faulem bym tego nie nazwał, ale grą niebezpieczną i niedostosowaną do potrzeb - tak. Ciekawe, czy komisja ligi zareaguje. Od jakiegoś czasu jest tak, że wszelkie sytuacje z udziałem Legii to gremium rozstrzyga tylko w jeden sposób. Albo, jeśli Legia mogłaby wystąpić w roli poszkodowanego, to uznają, że w ogóle nie ma żadnej sprawy.
Pamiętam jak w finale PP naszego zawodnika zaatakował Piesio. Nie wiem, na co włodarze polskiej piłki czekają. Gra sobie dziś w 1. lidze tak jakby był normalnym piłkarzem.
Faul był ewidentny i karny jak najbardziej się należał. No, niestety, atmosfera jaką nakręciło nasze rodzime pismactwo spowodowała, że sędziowie po prostu boją się gwizdać na korzyść Legii.
Inna sprawa, że Szymański powinien naprawdę popracować nad siłą, bo na tej pozycji, na której gra taka walka jest na porządku dziennym i nie powinien się tak dać łatwo przewrócić.
W moim przekonaniu casus Miedzi Legnica jest swego rodzaju papierkiem lakmusowym stanu naszej piłki ligowej i stanu świadomości ludzi o niej piszących.Oczywiście Miedź to tylko przykład,ale charakterystyczny i symptomatyczny.Kiedy prawie wszyscy dziennikarze piszą o naszej piłce ligowej na poziomie ogólnym to lamentują,że nie ma w niej miejsca dla młodych, polskich zawodników,a jest dla marnych obcokrajowców. Gdy natomiast przychodzi do konkretów to takie kluby jak Miedź , Bruk Bet czy Sandecja są mocno chwalone.Być może metamorfoza ma swoje źródła w gościnności włodarzy klubowych
O tym,że kiedyś było jawniej i ciekawiej,ale wcale nie mądrzej.
Z uwagi na swój wiek trudno mi nie oprzeć się wrażeniu,że historia zatacza koło i że prawie wszystko już było. Tym razem na przykładzie sprzed 40 lat odniosę się do myślenia o stylu gry, o zainteresowaniu widzów oraz o roli pieniądza.A to przypomnienie ma związek z nieprzytomnym chwaleniem grającej zubożały i paskudny futbol Lechii, obejrzeniem w otwartym Kanale meczu Lech-Legia przez niecałe 300 tys, telewidzów oraz perorowaniu,że piłkarze powinni grać na nucie patriotyzmu,a pieniądze nie mogą być celem gry.
Przed 41 laty , nasz idol , Kazimierz Deyna został sprzedany do zawodowego klubu angielskiego Manchester City. W nim więcej nie grał, niż grał co wywoływało oburzenie naszej prasy i samego Deyny, który w telefonicznym wywiadzie dla PAP skrytykował futbol angielski. Spowodowało to komentarze w prasie polskiej i angielskiej ,a Kazio mówił tak :" Angielski futbol to przeżytek. W konfrontacji z drużynami kontynentalnymi taki sposób gry się nie sprawdza. Nie ma komu poprowadzić zespołu.Liczyłem,że mnie przypadnie taka rola. Grają szybko , dużo grają górą ,ale konwencjonalnie. Jest to bardzo widowiskowe,ale mało skuteczne.Angielski futbol nie zdaje egzaminu w konfrontacjach międzynarodowych. Z chwilą jednak kiedy piłka angielska stanie się grą koncepcyjną przestanie się podobać.A tu chodzi o kasowość".
Przypomnijmy,że był to 1979 rok,a więc okres tzw, realnego socjalizmu i późnego Gierka.Ton prasy był jednoznaczny.Podkreślano,że tam grają o pieniądze,a nie o prestiż.Podkreślano,że w Polsce stara się wychowywać młodzież w sportowym patriotyzmie,a tam w tej Anglii są to puste dźwięki , skoro liczy się tylko brzęk monety. Stwierdzano,że Deyna wypraktykował na własnej skórze to przed czym bronimy się w naszym piłkarstwie. Słowa Deyny uznano za przestrogę przed pójściem w stronę komercjalizacji.
Dziennikarze w owym czasie sformułowali te uwagi, które w zasadzie przetrwały do naszych czasów.Tylko,że tak naprawdę co one oznaczają.?.
- Celem gry w piłkę nożną jest prestiż ( kraju, narodu, ekipy, właściciela, miast itp) oraz sportowy patriotyzm
- Prestiż ten i patriotyzm realizuje się wyłącznie poprzez wygrywanie meczów, przegrywanie raczej hańbi
- Gra ładna dla oka i lubiana przez publiczność w żadnym wypadku nie może być celem godnym pochwały, jeśli jest nieskuteczna i nie prowadzi do zwycięstwa
- Godna polecenia jest tylko gra wyrachowana, chytra, zajadła, bo tylko ona wiedzie do sukcesu
- Gra w piłkę nożna i w ogóle sport wyczynowy to nie zabawa, lecz rzecz poważna, bo od niej zależy narodowy czy lokalny prestiż
- Angielska publika tego nie rozumie, chce oglądać piłkę ładną i efektowną, nie bacząc na skuteczność, w przeciwnym wypadku nie będzie chodzić na mecze i płacić za bilety
- Uzależnienie stylu gry od wpływów kasowych ( brzęk monety, szelest banknotów) jest godne potępienia jako pozaideowe uleganie bezdusznemu materializmowi
- Małoduszna przyjemność dla masowej publiczności nie może być w żadnym wypadku celem publicznej gry w piłkę nożną . Publiczność i jej gusta nie mogą decydować, decydować powinni ludzie świadomi ideowo-patriotycznych celów gry
- Deyna nie został sprzedany do zawodowego klubu angielskiego dla ohydnego brzęku mamony,ale aby nauczyć Anglików szacunku dla prestiżu i patriotyzmu, aby zaszczepić im te nieznane im ideały
- Akcja Deyny się nie udała, bo Anglicy nie są zdolni do piłki umotywowanej
ideowo czy narodowo i nie troszczą się o swój prestiż. Grają "Pod publiczkę "- czytaj - dla pieniędzy
- Deyna popełnił błąd , pieniądze bowiem nie mogą być elementem decydującym dla którego Polakowi chce się grac w Anglii,a nauczanie Angoli patriotyzmu mu się nie udało
- My w Polsce traktujemy piłkarzy w sposób jedynie właściwy,grają oni nie dla przyjemności, nie dla publiczności,ani dla pieniędzy,ale dla zbiorowego prestiżu.
Ja natomiast powiadam,że bez zmiany takiego nastawienia do naszej piłki , zainteresowanie wobec niej nie wzrośnie.
Można też spuentować,że ryba śmierdzi od głowy, tylko czy to na pewno głowa
O tym,że Miedź gra modnie i nowocześnie.
Pamiętam jeszcze te czasy kiedy kobiety nie chodziły w spodniach,ale w spódnicach i sukienkach oraz kiedy nosiły kostiumy kąpielowe, głównie jednoczęściowe czyli kiedy,aby zobaczyć kawałek nagiego babskiego ciała trzeba było farta,a dziś, aby zobaczyć na ich tyłkach kawałek materiału trzeba bystrego oka. W piłce naszej kopanej zmiany takie również zachodzą i pewno też na lepsze, aczkolwiek zdania są jak zwykle podzielone.Jednak czy kobieca moda wróci do zaświatów jest niepewne, gdyż dziewczęta lubią demonstrować to co mają najlepsze, tak ustawienia w piłce nożnej meandrują i powroty do tego co było uważa się za nowoczesny rozwój i za postęp oraz za najnowsze osiągnięcia myśli technicznej czyli mody.. Trener Nowak człek, sądząc po jego wypowiedziach, raczej rozważny wpadł jednak na pomysł małpowania nieudacznictwa czyli gry ustawieniem 3-4-3. W tym świecie pozorów pozostaje jednak zawsze czas na pytanie , kogo bardziej zaskoczę, wroga czy siebie.W naszej lidze przed nim byli już tacy milusińscy,że wspomnę o Klafuriczu i Djurdjeviczu,ale słuch o nich zaginął.Mądrzy ludzie powiadają,że systemy nie grają,ale też prawdą jest ,że od lat wejścia taktyki do futbolu grają oni w określonym systemie.A ten 3-4-3 jak każdy ma swoje wady i zalety. Niewątpliwie trójka środkowych obrońców więcej znaczy niż dwójka przy stałych fragmentach gry ,zwłaszcza przy rzutach rożnych.Wadą systemu jest nadmiar graczy w środkowej części pola gry. która o niczym nie decyduje oraz niedomiar zarówno pod własną jak i wrażą bramką .A więc tam,gdzie zapadają kluczowe decyzje dla losów meczu. Tylko jak to zawsze bywa mankamenty gry wynikające z ustawienia trzeba umieć wykorzystać.Niestety Legia grająca ustawieniem 4-2-3-1 koncentruje swe wysiłki na opanowaniu środkowych rejonów boiska.I to tu zamiast zderzenia koncepcji dochodziło mówiąc obrazowo do degustacji kwaśnego wina. Dobre wino pije się z przyjemnością, a kwaśne niekoniecznie.Grę w środkowej strefie jeżeli w niej wykluwają się groźne akcje ogląda się z satysfakcją,ale gdy do niej ogranicza się aktywność boiskowa to tej radochy brak.Co do trenera Nowaka to we wczorajszym meczu mógł czuć się jak dziewica gwałcona przez 100 kozaków mówiąca "Nolens volens",ale czy nasz treneiro czuł się jak jeden z kozaków to tego widać nie było
O tym,że w naszej grze nie ma radości,ani spontaniczności.
Jest taka legenda o zbóju Madeju, który mocna za grzechy cierpiał,ale za co cierpią nasi piłkarze to tego to ja nie wiem.Po enuncjacjach prasowych sadząc to przyczyną cierpienia jest sama obecność trenera Sa Pinto.Kiedy czytam, bez przyjemności, te kobiece lamenty jaki to ten Sa Pinto tyran i okrutny kat to zastanawiam się pochwalić go czy potępić.Czy ma to realne uzasadnienie czy jest wyrazem odmiennego postrzegania rzeczywistości przez kobiety i mężczyzn o czym mądrze i dowcipnie napisał John Gray w książeczce " Kobiety są z Wenus,a mężczyźni z Marsa".Inaczej mówiąc u mężczyzn inny organ służy do myślenia niż u kobiet.Bowiem poza insynuacjami nie ma żadnego dowodu na to,aby go jako człowieka i trenera dezawuować.
Sa Pinto nie jest żadnym dyktatorem,nie ma żadnej nadmiernej władzy.Ma tyle władzy ile ma każdy trener w każdym normalnym klubie. Przygotowywuje zawodników, ustala kadrę meczową , wysyła do boju grającą jedenastkę, dokonuje zmian w meczu, niegrających sadza na ławie,albo wysyła na trybuny, kieruje sztabem, współdziała przy transferach . Ani nic wielkiego,ani nic nowego.Podobnie idiotycznie brzmią pienia jakoby Legia nie miał stylu gry. Chyba,że ktoś nie wie co takiego ten styl.Otóż Legia za Sa Pinto wypracowała swój styl gry. Można powiedzieć,że on się nie podoba,że Legia gra brzydko,ale nie,że nie ma stylu. Nasz zespół stara się zdobyć bramkę w pierwszych minutach meczu,a potem niezależnie czy to się uda czy nie gra futbol reaktywny i liczy na wykorzystanie błędów rywali. Znacznie korzystniej nasza drużyna prezentuje się kiedy przeciwnik oddaje nam za darmo przestrzeń tak jak wczoraj,a gorzej gdy rywal podejmuje walkę o pole gry.Ja również uważam,że jak na Legię to stanowczo za mało. Wolałbym,aby nasi dominowali,ale też,aby sami mieli radość gry i nam ją dawali. Żebyśmy mieli satysfakcję nie tylko z wyniku.ale i z tego,że obejrzeliśmy widowisko. Wracając do rozważań z drugiego akapitu komentarza to od wrednej gry Angoli chyba coraz bardziej się w naszej lidze oddalamy.
Pytam jako laik przepisów sędziowania, ale trudno się nie zgodzić z @CTP.
Ty piszesz tak - zagranie zawodnika nierozważne czyli faul...Sędzia nie powinien powinien podyktować karnego w takim przypadku. To zdanie jednak myli. Skoro taki nawet nierozważny faul w każdym innym miejscem boiska - jest ewidentnie do odgwizdania jako faul, to tym bardziej w polu karnym.
Już poprawiam.
Dziękuję, pozdrawiam, dobranoc
Czyli rzut karny...
Dla mnie faul i karny ale poczekam na opinię byłego sędziego piłkarskiego Wallesa.