- QD
Żadna skrajność nie jest dobra, jednak krytyka Jakuba to żadne novum. Teraz bardzo wzmogła, ale nie bez przyczyny. Oczywiście gracz, który występuje z eLką na piersi od 12 lat nie zasługuje na lżenie równie dobrze co nie zasłużył na 11 stulecia. Mi osobiście tutaj widuje się większa szkoda zrobiona Rzeźnikowi. IMHO Rzeźniczak nie wytrzymał presji bycia kapitanem, a co dopiero prób zrobienia z niego żywej legendy.
Jak sam stwierdziłeś Jakub Rzeźniczak nigdy nie był genialnym piłkarzem. Nawet w apogeum swojej kariery mogliśmy go określać "ot dobry, czasami bardzo dobry ligowy obrońca", ale nigdy "świetny". Jego największym atutem było serce do gry - to trzeba przyznać. Bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodził. IMHO nie ma przypadku w tym, że najwyższą formę osiągnął po najwyższej dotychczasowej fali hejtu, związanej słynnym "ciosem Starucha". Wówczas Jakub najbardziej się zawziął i pokazał, że coś tam jednak może grać. Zresztą trener nie za bardzo miał w kim wybierać, więc przynajmniej miał spokojną głowę o kolejny mecz. To też jest jakiś symbol jego kariery tego którego "zawsze warto mieć jakby coś", ale w sztywnej pierwszej 11 pojawił się jak już naprawdę nie było kim innym grać.
Otóż gdy ten "wieczny rezerwowy", który nagle (z musu) pojawił się w naprawdę pierwszym składzie, ktoś zauważył jego historię i postanowił zrobić z niego "legendę". Faktycznie Rzeźniczak prócz swojej prezencji, miał też swoje zasługi. Chwilę wcześniej pokazał swoją zawziętość i często imponował złotym sercem (za Jego zachowanie wobec potrzebujących kibiców kłaniać mu się będę). Z drugiej jednak strony był już sporo ponad kreską swoich możliwości i to chyba już zaczynał lecieć w dół. W tym dziwnym momencie zostało dorzucone na niego brzemię dołączenia (nieco na siłę) do Legend takich jak Brychczy, Deyna czy postaci takich jak Boruc. Pierwszą jedenastką w której Kuba wywalczył swoją pozycję była jedenastka stulecia!
Na dodatek człowiek o charyzmie takiej, że jedyna sytuacja w której głośno powiedział swoje zdanie skończyła się spoliczkowaniem przez kibica, miał prowadzić Legię zostając Jej kapitanem?
Przypuszczam, że Kuba znowu potraktował swoje zadanie bardzo emocjonalnie i ambitnie. Niestety Jego charakter z góry skazywał go na pożarcie. Każdy z nas z pewnością zna kogoś kto próbuje rządzić, a się do tego nie nadaje. Tacy ludzie nader często są katalizatorem różnych konfliktów i szyder wobec siebie. Zdaje mi się, że Rzeźniczak wpadł w taką właśnie rolę. Nie chcę wierzyć, że naumyślnie mąci. Raczej nieumiejętnie próbuje próbuje być głosem szatni czy liderem, przez co wychodzi na prowodyra. Nie czuje kiedy przycisnąć, a kiedy ustąpić. Na dodatek jego forma pikuje w dół (nie od wiosny, a znacznie dłużej, ale wcześniej był tłumaczony "chwilowym" potknięciem, albo pechem) przez co straci poparcie wśród kibiców. W w takim momencie u każdego zaczyna się irytacja i hmm.. "przemotywowanie" to chyba dobre słowo.
Na chwilę obecną pozostaje nam mieć nadzieję, że ten wstrząs uspokoi szatnie (bo smród już tam jest i teraz trzeba się jakoś go pozbyć), a sam Jakub otrzeźwieje jak swego czasu otrzeźwiał Rado. Jeśli będzie próbował dalej udowadniać, że jest legendą to polegnie, ale jeśli zacznie walczyć o pierwszą jedenastkę... raz mu się udało to może znowu się uda. Pracowity jest, serce ma.. tylko kierunek działania musi znowu znaleźć.
This is a comment on "Odruch wymiotny"

