- corazstarszy
Podsumowanie Gawina bardzo trafne.
Gdy jest duże zdarzenie, to z sentymentem tutaj wracam. Witam wszystkich. Pamiętam po remisie z Dundalk, że radość z awansu do ChL była mocno zmącona stylem gry. Teraz tak samo. Myślę, że to, co Legia często demonstrowała w tych eliminacjach nie miało wiele wspólnego z poważnym futbolem. Zdumiała mnie naiwność Brazylii w ¼ finału na MŚ w Katarze, gdy prowadząc 1-0 w dogrywce dali Chorwacji wyrównać w 118 min. z kontry. Legia podobnie gra. Przecież ten karny z Banikiem to był szczyt naiwności. Jakieś głupawe zabawy Vinagre’a z Kapuadim przy linii bocznej na połowie rywala, strata, Augustyniak nie potrafiący tego przerwać w środku, dużo wolnego miejsca dla przyjezdnych, wjazd w nasze pole karne i karny. I to przy stanie 2-1 w doliczonym czasie. I to samo w Larnace w 2. połowie, to samo z Hiberniansem w 2. połowie.
Gdy okazało się, że odchodzi Feio, to z aspektów boiskowych chciałem najbardziej poprawy gry obronnej. Nie indywidualnej gry samych obrońców, tylko właśnie zespołowej gry obronnej czy, szerzej, pewnych zachowań blisko własnej bramki. Liczyłem np. na zakaz zagrywania do Viangra na własnej połowie w fazie rozpoczynania akcji od własnej bramki, bo wiadomo, że zrobi coś nieodpowiedzialnego, straci piłkę, nie odbudujemy i stracimy gola. Tak nam strzeliła Larnaka w rewanżu. I takich momentów krytycznych jest więcej. Czas upływa i nikt tego nie koryguje. Jak łatwo traciliśmy, tak dalej łatwo tracimy, na wszystkie możliwe sposoby. Wczoraj bramka na 1-3 była spektakularna pod względem nieporadności, niedbalstwa, głupoty. Bo to, że przy 1-2 Vinagre nawet nie wyskoczył do górnej piłki po crossie nawet mnie nie zdziwiło. Ale ta bramka na 1-3 to już była przesada. Uważam, że praźródłem takich sytuacji jest brak myślenia, brak oceny sytuacji na boisku. Są sytuacje, gdy np. trzeba walczyć na całego, jak my w rewanżu z Banikiem na początku 2. połowy, czy jak Hibernians na początku 2. połowy teraz. Ale piłkarze sobie beztrosko grają, jakby w ogóle sobie nie zdawali sprawy, co się dzieje, jakie są potrzeby.
Zmartwiłem się, że przy 1-3 to przyjezdni byli bliżsi bramki na 1-4 (ewentualnie następnych) niż my gola na 2-3. W tym fragmencie też nie za fajnie od strony fizyczności Legia wyglądała. Udało się, ale więcej w tym szczęścia niż rozumu. Przewidywania przez Cracovią jak najgorsze. My tam chyba ze cztery razy z rzędu przegraliśmy, a czasem gra Legii przed meczem z tym rywalem dawała trochę więcej powodów do optymizmu niż teraz.
Gdy w minionej dekadzie Legia często zdobywała MP, to pamiętam kręcenie nosem, że to żadne osiągnięcie. W pucharach mają się wykazać. Teraz mamy wyniki w pucharach, ale nie w lidze. I wyznam, że, nie dostrzegając po udanych występach w Lidze Konferencji, rozwoju sportowego drużyny, to chyba jednak wyżej ceniłem sytuacje, gdy Legia wgrywała ligę, a międzynarodowo niczego nie osiągała. Tak to jest z ludźmi - wiecznie niezadowoleni.
Takie kilka minut kataklizmu ze stratą 3 bramek, to oprócz słynnego meczu z 1997 roku, pamiętam jeszcze z Wisłą u siebie za czasów Sa Pinto. W 5 minut, czy jakoś, zrobiło się z 2-0 2-3. Carlitos wówczas nam uratował remis w doliczonym czasie. Ale sezon się dla Legii dobrze nie skończył.
Bramkarz w tym meczu debeściak.
Pozdrawiam wszystkich
This is a comment on "Legia - Hibernian 3-3: Z piekła do nieba "

