- Kategoria: Mistrzostwo Polski
- Walles
Wspomnień czar... MP '55

A.D. 1955
Mistrzostwo Polski Nr 1
.
.
W 1955r. głównodowodzącym Green Army był Janos Steiner. Warto przypomnieć, że lata 50-te to był okres największych sukcesów węgierskiej piłki. Na igrzyskach olimpijskich w 1952r. zdobyli złoty medal a 25 listopada 1953r. Węgrzy pokonali Anglię 6:3 na jej terenie. Stosując w praktyce powiedzenie że jak się uczyć to od najlepszych, włodarze Legii zatrudnili 01.02.1954r. Steinera jako trenera pierwszego zespołu.

Pracował z Legią do 31.12.1955r. Przyczyną rozstania z węgierskim szkoleniowcem były podobno rozbieżności dotyczące spraw finansowych. Pomimo świetnych wyników ówcześni włodarze klubu nie uważali za stosowne wynagradzać trenera zgodnie z jego dość wysokimi oczekiwaniami. A może po prostu „węgiel zasypał armaty”? Bo przecież po odejściu z Legii Steiner zdobył jeszcze mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze i Ruchem Chorzów.
Steiner miał intuicję do odkrywania młodych talentów. Spod jego ręki wyszedł Ernest Pohl, ściągnął także do Warszawy Lucjana Brychczego. Ciekawostką jest fakt, że słynny przydomek Brychczego „Kici” nadał mu właśnie Steiner (po węgiersku „Kicsi” znaczy "Mały"). O trenerze Legii krąży wiele ciekawych i śmiesznych opowieści szczególnie dotyczących jego łączonego polskiego, węgierskiego, rosyjskiego, śląskiego i niemieckiego języka. Byli piłkarze jeszcze po upływie wielu lat wspominali jego słynne - "Szibkie labda, duszo rucha, gut spiel, dobra robi gol" albo „Epin, Kici, pikum pakum, Ernest szus, eins nul CWKS".
Pierwsze kroki na swojej trenerskiej ścieżce stawiał u boku Węgra Kazimierz Górski. W książce „Sekrety trenera Górskiego” nasz wybitny trener wspominał:
„Legia grała po węgiersku. Był to nieco mniejszy, nie tak błyskotliwy i tak wysoko ceniony w świecie... Honved Budapeszt. Ten właśnie klub był dla kierownictwa Legii wzorem wszelkich piłkarskich cnót i sportowej doskonałości. Również trener Steiner nie wyobrażał sobie, by Legia mogła grać inaczej. Montował polską jedenastkę na wzór i podobieństwo Honvedu. I tak samo ją szkolił: dużo techniki, moc strzałów, wyrozumowanych akcji techniczno-taktycznych, wszystko z piłką, także podtrzymywanie kondycji. Żadnej monotonii - ciągła zmiana rytmu, przyspieszenie, zwolnienie, interwał.”
W książce Pana Kazimierza możemy przeczytać także:
”Niezwykle barwną postacią był trener Steiner. Niezbyt wysoki, pulchny na twarzy, okrąglutki, lubił cygara i... dziewczynki. Taki sobie boiskowy śmieszek. Potrafił rozbawić do łez. To właśnie on, gdy z czasem przeniósł się do Górnika Zabrze, na stawiane mu zarzuty, że pozwala pić w drużynie, odpowiadał spokojnie i wprost z rozbrajającą szczerością - Fojcik ist gut!... Pilkasz muss trinken..."
Janos Steiner oglądał wiele meczów w polskiej lidze. Po kolejnym spotkaniu wrócił do klubu zafascynowany Cieślikiem i starał się namówić działaczy do tego aby sprowadzili Gerarda Cieślika co Legii. Wyszła z tego komiczna sytuacja którą obrazowo opisuje w ww. książce jeden z trenerów Legii Franciszek Głowacki
"Zaraz po powrocie do Warszawy pobiegł do prezesa klubu:
- Herr Generale, Czeszlik muss Legia spielen !
Zdziwiony prezes na moment zaniemówił. Dopiero po chwili wykrztusił:
- Ale panie trenerze, Cieślik gra w Ruchu, to słynny klub z Chorzowa. Do nas nie przyjedzie, to nie możliwe ! Zresztą na Śląsku jest Markiewka ! ...
Węgier niewiele z tego zrozumiał, utożsamił Markiewkę - znanego przodownika pracy i posła na Sejm z "marchewką". Nie dał więc za wygraną:
- Herr Generale, marchewka das ist Gemüse (jarzyna) ... Czy w Warszawa nie ma marchewka? Jeszli Czeszlik lubi Gemüse, to moszna mu kupicz ... ta marchewka"
Ale czas przyjrzeć się głównym bohaterom zmagań w roku 1955. Rozgrywki mistrzowskie odbywały się wtedy systemem wiosna-jesień a liga liczyła 12 zespołów. Niektóre zespoły znane z dzisiejszych boisk piłkarskich grały wtedy pod innymi szyldami.

Legia nosiła nazwę CWKS Warszawa, Lech Poznań to był Kolejarz Poznań, Polonia Bytom w dniu rozpoczęcia rozgrywek zmieniła nazwę z wcześniejszej Sparty Bytom, Lechia Gdańsk w 1955r. powróciła do swojej nazwy po kilkuletnim epizodzie kiedy grali pod nazwą Budowlani, Garbarnia grała wcześniej jako Włókniarz Kraków, Stal Sosnowiec to dzisiejsze Zagłębie, Gwardia Bydgoszcz to dzisiejsza Polonia. Unia Chorzów dopiero w 1955r, mogła być dwuczłonowym klubem Unia-Ruch Chorzów i dopiero po odwilży w 1956 powrócić do nazwy Ruch. ŁKS Włókniarz Łódź zgubił później człon „Włókniarz” natomiast Gwardia Kraków wróciła w 1956r. do nazwy TS Wisła.
Dość dziwnie w odniesieniu do teraźniejszości wygląda zaproszenie na mecz w Krakowie w dniu 27-03-1955r.
Ale to niestety było to związane z okresem panowania Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego a także sytuacją po jego śmierci, szczególnie w okresie 1953-1956. Tak więc oprócz dziwnych nazw były także dziwne herby.

Realia tamtych czasów oddaje także informacja z Przeglądu Sportowego z dnia 28-03-1955r.: „KRAKÓW 27.3 (tel. wł.) Gwardia Kraków — CWKS Warszawa 0:3 (0:2). Bramki dla CWKS zdobyli- Kowal — 2 i Pohl. Sędziował Kowal ze Stalinogrodu. Widzów ok. 12.000.”
Dla mniej zorientowanych wyjaśniam, że w okresie od 07 marca 1953 (Stalin zmarł 05 marca 1953) do 10 grudnia 1956r. Stalinogród to były Katowice.
Wracając do spraw sportowych w tym samym Przeglądzie Sportowym możemy przeczytać:
„Jeśli CWKS mógł zademonstrować grę, która — zwłaszcza w pierwszej pół godzinie — przyprawiła o zachwyt widzów, to lwia zasługa w tym Gwardii, która zupełnie nie istniała na boisku. Źle zestawiony atak z tchórzliwymi i unikającymi walki Jaskowskim, Kotabą i Adamczykiem w środku, nie tylko, że nie zdobył się na żadną przemyślaną akcję, ale wręcz nie potrafił utrzymać piłki przy sobie. W tych warunkach defensywa popełniała coraz bardziej rażące błędy. Ich świadectwem jest m. in. fakt, że drugą bramkę zdobył Kowal z pozycji leżącej, mając wówczas obok siebie dwóch przeciwników, którzy wydawali się przypatrywać czy z takiej pozycji można strzelić w róg bramki. (...) Drużyna wojskowych zagrała — jak się to mówi — jak z nut. Znać na tym zespole „węgierski szlif". (...) Ponad poziom pozostałych w zwycięskiej drużynie wybili się Brychczy i Strzykalskil. Ten ostatni grając w pomocy oddał na bramkę Kalisza więcej strzałów, niż cały napad Gwardii na bramkę Szymkowiaka."

Legia miała w tamtym okresie czasu w swoich szeregach wielu wybitnych piłkarzy. Bramki strzegł Edward Szymkowiak, wybitny bramkarz, jeden z najlepszych w swoim fachu w historii polskiej piłki, wielokrotny reprezentant Polski. Po okresie gry w Legii przeniósł się do Polonii Bytom i został ikoną klubu. Jego imieniem został nazwany stadion Polonii. W obronie królowali Jerzy Woźniak i Horst Mahseli a z przodu zachwycali swoją gra i skutecznością Ernest Pohl (późniejsza legenda Górnika Zabrze, po śmierci został patronem stadionu w Zabrzu), Lucjan Brychczy (związany z Legią po dzień dzisiejszy), Henryk Kempny, Zygmunt Pieda, Marceli Strzykalski i Edmund Kowal.
Decydujące okazały się spotkania ze Stalą Sosnowiec. W Warszawie Brychczy pokonał w 87. min broniącego wtedy zespole Stali Aleksandra Dziurowicza, który od ponad 600 minut zachowywał czyste konto. Przegląd Sportowy donosił że był to najlepszy mecz piłkarski dziesięciolecia.
„Gloria victis” – mawiali starożytni rzymianie. „Gloria victis” – powiemy i my po przegranej Stali z CWKS, chociaż początkowo nieznana jakaś siła skłaniała nas do okrzyku – vivat Brychczy, brawo CWKS. Małemu łącznikowi gospodarzy należą się niewątpliwe gorące słowa uznania za przerwanie legendy o zaczarowanej bramce Dziurowicza. Nie wezmą nam jednak on i jego koledzy za złe, gdy tym razem więcej uwagi poświęcimy drużynie gości. Zresztą Brychczy otrzymał podziękowanie za swą „złotą bramkę” jeszcze na boisku, gdy cała jedenastka wojskowych na czele z Szymkowiakiem serdecznie go ucałowała (...) No i wreszcie 87 min. spotkania. Zawodnicy spoglądają ukradkiem na wskazówki zegara. Dla jednych minuty stają się coraz dłuższe, dla drugich... za krótkie. Nagle wolny bity przez Orłowskiego przechwytuje Kowal, błyskawicznie kieruje piłkę do Brychczego, krótki suchy strzał z lewej flanki i... bramka. Dziurowicza w wyciąganiu piłki z siatki wyręcza Pohl.”

Rewanż w Sosnowcu był ostatnim spotkaniem sezonu 1955. Legioniści udali się tam z 1 punktem przewagi w tabeli nad rywalami ze Stali. Już w 40 sekundzie spotkania sosnowiczanie uzyskali prowadzenie. Jednak w 14. minucie wyrównał „Kici” i wynik remisowy utrzymał się do końca spotkania dając Legii pierwsze w historii mistrzostwo kraju. Prasa szeroko rozpisywała się o tym meczu zarówno przed jak i po spotkaniu. 18 listopada 1955r. reporter Przeglądu Sportowego rozmawiał z kapitanem wojskowych Zygmuntem Piedą:
„-Trenujemy już od kilku tygodni dwa razy w tygodniu tj. we wtorki i czwartki. Środa jest dniem odpoczynku. Czasami tylko Szymkowiak lub ktoś jeszcze inny przeprowadza indywidualny trening specjalistyczny. Sezon się kończy, człowiek ma już w kościach dziesiątki spotkań, dlatego traktujemy okres ostatnich treningów nieco lżej. Na „całego” lepiej pójść w meczu w Sosnowcu. I tak oto doszedłem do interesującego mnie tematu: do meczu Stal Sosnowiec – CWKS.
Początkowo jednak zamiast opinii Piedy wysłuchać musiałem reprymendy pod adresem prasy. - Nie wiem jak to się dzieje, że w gazetach jest zawsze więcej zachwytów nad Stalą. Czyżby była ona aż taka dobra? Mówcie, co chcecie, ale moim zdaniem CWKS nie jest gorszy. Wprawdzie nie gramy tak dobrze jak w okresie wiosny, ale znacznie lepiej, niż w początkach rundy jesiennej. Obecna forma powinna nam wystarczyć do obronienia pozycji przodownika również w meczu ze Stalą. - Nie myślcie jednak – kontynuuje Pieda – że przemawia przeze mnie duma, zarozumialstwo lub wielka pewność siebie. W pełni doceniam niedzielnego przeciwnika, mając wielkie uznanie zwłaszcza dla jego napadu, w którym imponuje mi zgranie i wzajemne zrozumienie zawodników. A w ogóle Stal jest dobrą, wysoko zaawansowaną technicznie drużyną, znającą doskonale założenia nowoczesnego futbolu. Mój bezpośredni przeciwnik Majewski popisywał się w Warszawie dobrymi strzałami. Co jeszcze? – Przekonamy się w Sosnowcu”
I nadszedł oczekiwany finał rozgrywek piłkarskich o mistrzostwo Polski w roku 1955. Na stadionie w Sosnowcu przy komplecie publiczności zmierzyły się drużyny Stali Sosnowiec i warszawskiego CWKS. Napięcie rosło z każdą minutą jak to obrazowo opisywał reporter Przeglądu Sportowego:

„Godzina 9:53... Spokojny na ogół stadion huczy od okrzyków, braw, trąbek i skandowań. Na boisko wbiegli piłkarze. Stali w niebieskich koszulkach i białych spodenkach. CWKS w białych koszulkach z trójkolorowym pasem na piersiach i czerwonych spodenkach. Krótka rozgrzewka, wymachy ramion, skłony tułowia, kilka podań oraz strzałów i sędzia Fronczyk daje sygnał. Mistrzowski bój rozpoczęty. I od razu przyjemna niespodzianka dla gospodarzy. Na linii bocznej toczy się spór o aut. Wreszcie wrzuca piłkę stalowiec, łapie ją Krężel, ogrywa zdezorientowanego Strzykalskiego, przedłuża do Uznańskiego i piłka trzepoce w siatce. W 40 sekundzie gry Stal prowadzi 1:0. (...) Stal czuje się na boisku nieco pewniej. Za wcześnie jednak Józef Pocwa zaczął grać z głębi pola, asekurując na wszelki wypadek stopera Musiała zamiast w dalszym ciągu pilnie strzec Brychczego. W 14 min Kowal wybijał trzeci kolejny róg dla CWKS. Dobrze mierzona piłka trafiła pod nogi trzech niekrytych zawodników CWKS. Przejmuje ją wolny od asysty Pocwy Brychczy i celnie strzela w lewy róg wyrównując na 1:1.”
Później pomimo ataków z obu stron bramki już nie padły i pierwszy w historii tytuł mistrzowski dla Legii stał się faktem. Przegląd Sportowy zamieścił na pierwszej stronie zdjęcie interweniującego bramkarza CWKS Edwarda Szymkowiaka. Oglądając to zdjęcie nie mogłem pozbyć się pytania ilu bramkarzy w obecnych czasach piłkę lecącą na tej wysokości z ledwością by wypiąstkowało?


.
Na koniec garść statystyk z mistrzowskiego sezonu 1955:
Tabela końcowa sezonu 1955
|
l.p. |
Drużyna |
mecze |
Pkt |
Bramki |
zw |
rem |
por |
|
1 |
CWKS Warszawa |
22 |
28 |
48-21 |
12 |
4 |
6 |
|
2 |
Stal Sosnowiec |
22 |
27 |
30-16 |
10 |
7 |
5 |
|
3 |
Ruch Chorzów |
22 |
25 |
34-25 |
7 |
11 |
4 |
|
4 |
Gwardia Warszawa |
22 |
25 |
38-30 |
11 |
3 |
8 |
|
5 |
Lechia Gdańsk |
22 |
23 |
19-15 |
8 |
7 |
7 |
|
6 |
Garbarnia Kraków |
22 |
23 |
25-21 |
9 |
5 |
8 |
|
7 |
Gwardia Kraków |
22 |
22 |
26-19 |
10 |
2 |
10 |
|
8 |
ŁKS Włókniarz Łódź |
22 |
21 |
27-37 |
8 |
5 |
9 |
|
9 |
Kolejarz Poznań |
22 |
19 |
24-35 |
7 |
5 |
10 |
|
10 |
Gwardia Bydgoszcz |
22 |
18 |
18-26 |
6 |
6 |
10 |
|
11 |
Polonia Bytom |
22 |
17 |
23-36 |
5 |
7 |
10 |
|
12 |
Górnik Radlin |
22 |
16 |
20-41 |
5 |
6 |
11 |
Ligowe mecze CWKS Warszawa w sezonie 1955
| 1955-03-20 |
CWKS Warszawa - Kolejarz Poznań 0:0 (0:0) |
| I k. |
sędzia: Cober, widzów: 5.000 |
|
1955-03-27 |
Gwardia Kraków - CWKS Warszawa 0:3 (0:2) |
| II k. |
bramki: Pohl 8, Kowal 21, 71 sędzia: Kowal, widzów: 12.000 |
|
1955-04-03 |
CWKS Warszawa - Lechia Gdańsk 0:1 (0:1) |
| III k. |
bramki: I.Gronowski 7 sędzia: Orliński, widzów: 20.000 |
|
1955-04-17 |
Gwardia Warszawa - CWKS Warszawa 1:5 (0:2) |
| IV k. |
bramki: Hachorek 77 - Brychczy 20,64,80,81, Kempny 30 sędzia: Kulczyk, widzów: 30.000, * mecz na stadionie WP |
|
1955-04-24 |
CWKS Warszawa - Ruch Chorzów 3:0 (2:0) |
| V k. |
bramki: Pohl 10, 54, Kowal 30 sędzia: Fronczyk, widzów: 25.000 |
|
1955-05-08 |
Górnik Radlin - CWKS Warszawa 1:1 (1:1) |
| VI k. |
bramki: Lisowski 32 - Pohl 42 sędzia: Fronczyk, widzów: 6.000 |
|
1955-05-14 |
CWKS Warszawa - Stal Sosnowiec 1:0 (0:0) |
| VII k. |
bramki: Brychczy 87 sędzia: Bukowski, widzów: 25.000 |
|
1955-06-09 |
Gwardia Bydgoszcz - CWKS Warszawa 2:0 (1:0) |
| VIII k. |
bramki: Wojciechowski 37, Brzeski 70 sędzia: Kuleszir, widzów: 10.000 |
|
1955-06-12 |
CWKS Warszawa - ŁKS Włókniarz Łódź 2:3 (1:2) |
| IX k. |
bramki: Janeczek 30, Cehelik 80 - Szymborski 10, 54, Pilarski 44 sędzia: Szlejfer, widzów: 25.000 |
|
1955-06-19 |
Polonia Bytom - CWKS Warszawa 0:3 (0:1) |
| X k. |
bramki: Brychczy 20, 50, Kempny 89 sędzia: Sperling, widzów: 15.000 |
|
1955-07-03 |
CWKS Warszawa - Garbarnia Kraków 5:0 (1:0) |
| XI k. |
bramki: Janeczek 30, 61, Pieda 49k, Brychczy 64, Kowal 77 sędzia: Franczykowski, widzów: 10.000 |
|
1955-08-17 |
CWKS Warszawa - Gwardia Warszawa 2:3 (0:2) |
| XII k. |
bramki: Kowal 58, Brychczy 85 - Hachorek 5, 22, Baszkiewicz 79 sędzia: Cober, widzów: 15.000 |
|
1955-08-21 |
Kolejarz Poznań - CWKS Warszawa 2:1 (2:1) |
| XIII k. |
bramki: Pietrzak 7, Anioła 40 - Janeczek 15 sędzia: Kowal, widzów: 10.000 |
|
1955-08-28 |
CWKS Warszawa - Gwardia Kraków 2:0 (0:0) |
| XIV k. |
bramki: Kempny 75, 81 sędzia: Franczykowski, widzów: 15.000 |
|
1955-09-04 |
Lechia Gdańsk - CWKS Warszawa 0:1 (0:1) |
| XV k. |
bramki: Brychczy 18 sędzia: Storoniak, widzów: 6.000 |
|
1955-09-25 |
Ruch Chorzów - CWKS Warszawa 4:1 (2:1) |
| XVI k. |
bramki: Wiśniewski 23, Cieślik 33, 55, 62 - Pohl 30 sędzia: Frąckowski, widzów: 25.000 |
|
1955-10-02 |
CWKS Warszawa - Górnik Radlin 9:1 (3:1) |
| XVII k. |
bramki: Pohl 16, 40, 63, 72, 79, Kowal 26, 49, Kempny 54,86 - Stawowy 39 sędzia: Gorączniak, widzów: 20.000 |
|
1955-10-16 |
CWKS Warszawa - Polonia Bytom 0:0 (0:0) |
| XVIII k. |
sędzia: Sperling, widzów: 12.000 |
|
1955-10-23 |
Garbarnia Kraków - CWKS Warszawa 0:1 (0:0) |
| XIX k. |
bramki: Pohl 62 sędzia: Marszol, widzów: 25.000 |
|
1955-11-08 |
CWKS Warszawa - Gwardia Bydgoszcz 2:1 (2:0) |
| XX k. |
bramki: Kempny 43, 44 - Przybylski 72 sędzia: Kowal, widzów: 8.000 |
|
1955-11-13 |
ŁKS Włókniarz Łódź - CWKS Warszawa 1:5 (0:1) |
| XXI k. |
bramki: Szymborski 50 - Brychczy 40, 48, Kowal 67, Pieda 78k, Pohl 85 sędzia: Cober, widzów: 15.000, *mecz w Szczecinie |
|
1955-11-20 |
Stal Sosonowiec - CWKS Warszawa 1:1 (1:1) |
| XXII k. |
bramki: Uznański 1 - Brychczy 14 sędzia: Fronczyk widzów: 20.000 |
Wybrane statystyki poszczególnych zawodników
| Imię i nazwisko |
Ilość meczów |
Liczba minut |
Podstawowy skład l.m. |
Zmiennik | Bramki |
| Edward Szymkowiak | 22 | 1980 | 22 | 0 | |
| Horst Mahseli | 22 | 1980 | 22 | 0 | |
| Jerzy Woźniak | 22 | 1980 | 22 | 0 | |
| Edmund Kowal | 22 | 1950 | 22 | 0 | 8 |
| Marceli Strzykalski | 22 | 1935 | 22 | 0 | |
| Zygmunt Pieda | 22 | 1980 | 22 | 0 | 2 |
| Lucjan Brychczy | 22 | 1938 | 22 | 0 | 13 |
| Andrzej Cehelik | 22 | 1785 | 22 | 0 | 1 |
| Henryk Kempny | 21 | 1890 | 21 | 0 | 8 |
| Longin Janeczek | 15 | 1020 | 9 | 6 | 4 |
| Ernest Pohl | 14 | 1257 | 14 | 0 | 12 |
| Jerzy Orłowski | 10 | 900 | 10 | 0 | |
| Henryk Grzybowski | 5 | 450 | 5 | 0 | |
| Jerzy Słaboszewski | 5 | 450 | 5 | 0 | |
| Edward Zieliński | 2 | 180 | 2 | 0 | |
| Mieczysław Siemierski | 2 | 50 | 0 | 2 | |
|
Przy ustalaniu liczby minut na boisku uwzględniono czerwone kartki: - Ernesta Pohla w 87 min w meczu w Bydgoszczy z Gwardią - Lucjana Brychczego w 48 min. spotkania z ŁKS Włókniarzem Łódź w Warszawie |
|||||


Moi synowie dostali artykuł jako lekturę obowiązkową a sam też przeczytałem z dużym zaciekawieniem. Zwróćcie uwagę na frekwencję. Wychodzi 17,5 tys na mecz - nieźle a najniższa - 5tys na meczu z Lechem, fajnie się porównuje do dzisiejszych czasów. Zauważyłem, że oba mecze z Gwardią Warszawa graliśmy u siebie - czy to ze względu na zainteresowanie i pojemność stadionu ?
Czy w starej czy nowej Naszej Legii, czy u Szczepłka, czy tutaj, zawsze gdy o tym czytam robi mi się jakoś tak niesamowicie dumnie i sentymentalnie. To fajne doznanie. Dzięki Czarna-e(L)ko
P.S. Nie spotkałem się z czymś takim na stronach piszących o Legii. Dominują głównie statystyki. Oby tak dalej.
- " Rozumiem że to stały cykl? Byłoby super"
Wskazówkę w tym temacie znajdziesz na naszym profilu Facebook'owym. Podpowiem, że będziesz zadowolony
Gdyby było mistrzostwo w tym sezonie to byłaby super sprawa.
Co do Gwardii Warszawa to dzięki za uwagę ale niestety to mój błąd chociaż nie do końca. Walka z tabelkami na stronie była tak mordercza, że mimo sprawdzania nastąpiło przeoczenie. Już poprawiłem, pierwszy "dwumecz" graliśmy na wyjeździe, na obiekcie ... Wojska Polskiego
@Corazstarszy
Nie do końca
@Gambler
Mam nadzieję że w kolejnych "wspomnieniach" będzie możliwość przeczytania o kilku spotkaniach z danego sezonu. Jak starczy sił i zapału. Nie ukrywam że miło łechcze mnie Twoja uwaga dotycząca stron legijnych. Taki był zamysł tego cyklu, żeby pojawiło się coś odbiegającego od ogólnych standardów.
@all
Bardzo proszę także o ewentualne uwagi czego jest za mało a co jest zbędne. W miarę możliwości będę starał się je uwzględnić, ogranicza mnie objętość materiałów i zawartość dostępnych dla mnie archiwów
edit: i oczywiście czas
Raz jeszcze WIELKIE dzięki i z niecierpliwością czekam(y) na kolejne odcinki!
Jeszcze jedno wyjaśnienie. W tym czasie Gwardia rozgrywała wszystkie swoje mecze na stadionie WP, prawdę mówiąc nie wiem dlaczego, prawdopodobnie trwała przebudowa stadionu Gwardii.
Na razie informacje jaką zawarł PS po meczu Gwardii z Polonią Bytom
a także przed derbami Warszawy Gwardia-CWKS
Więcej nie wiem, przynajmniej na razie
PS: Ja tu chwalił Wallesa nie będę muszę jednak napisać że kiedy naczelny zaczął się zastanawiać jak wykorzystać znaczki, Walles zaproponował taką formułę. Na pytanie kto się tego podejmie zgłosił się też On. Tak więc jest to że użyje modnego słowa projekt całkowicie autorski szlachetnego.
PS2: Zapomniałem. I właśnie od tej chwili Senator jako jedyny z "redaktorskiego" grona c-eL zostaje bez stałego przydziału. Jak się to mówi Panowie szlachta - trzeba umieć się ustawić
To był system 3-2-5. Przykładowe ustawienie CWKS wyglądało następująco:
Edward Szymkowiak
Jerzy Woźniak - Henryk Grzybowski - Horst Masheli
Zygmunt Pieda - Marceli Strzykalski
Andrzej Cehelik (lewy skrzydłowy)- Ernest Pohl (lewy łącznik) - Henryk Kempny (środkowy napastnik) - Lucjan Brychczy (prawy łącznik) - Edmund Kowal (prawy skrzydłowy)
Według ówczesnego nazewnictwa łącznik to był napastnik zajmujący miejsce pomiędzy skrzydłowym a środkowym napastnikiem.
Uwielbiam takie teksty - wówczas te mistrzostwa nabierają sensu, gdy ma się świadomość, że za te 50 lat ktoś wspomni to tak jak Ty teraz Wallesie.
PS
Jak ktoś prócz mnie lubi takie wspomnienia (a widzę że tak) to przypomnę serię Snopka o ruchu kibicowskim na Żyleta.info
- "...Monrooe wysłał do mnie prywatne pytanie w jakim ustawieniu grała wówczas Legia"
Wallesie pytanie powstało z mojego zamiłowania do rozkminek taktycznych. Jak doskonale wiesz lubię wiedzieć
kto, gdzie i w jaki sposób jakiś zespól zagrał. Bardzo lubię takie trenerskie szachy. Czemu o tym piszę? Ano dlatego,
że muszę przyznać, iż sucha informacja, iż Legia grała wtedy ustawieniem 3-2-5 jest nieco... niewystarczająca. Bardzo ciekawi mnie czy nasza drużyna faktycznie grała jakąś odmianą/wariacją na temat stylu klasycznego (2-3-5), czyli trójką (cofnięty jeden z pomocników?) w obronie, dwójką w pomocy i piątką napastników, czy może jednak nieco inaczej.
Zastanawiam się czy taktyka Legii nie była jednak jakąś odmianą stylu "Węgierskiego", co przez wzgląd na osobę Janosa Steinera byłoby całkiem zrozumiałe. To by jednak oznaczało, że środkowy napastnik Henryk Kempny był nieco cofnięty i spełniał rolę rozgrywającego (teraz nazwałoby się go ofensywnym pomocnikiem). Natomiast role tych najbardziej wysuniętych (wzorem Puskása i Kocsisa) spełniali Ernest Pohl i Lucjan Brychczy. Prawdę mówiąc dorobek bramkowy tej trójki mógłby to potwierdzać. W takim wypadku nasz mistrzowski zespół byłby bliższy ustawienia M-M niż wspomnianego już klasycznego 2-3-5 czy nawet nowocześniejszego 3-2-5 (czyli W-M). Oczywiście jeśli obaj skrzydłowi grali odpowiednio wysoko to ustawienie mogło sugerować piątkę atakujących. Zresztą w tamtych czasach opisując ustawienie w jakim grała dana drużyna często sugerowano się... numerami zawodników. Jeśli moje dociekania są bliskie prawdy to zestawienie meczowe wyglądałoby tak:
Niestety, nie będę ukrywał, że w tej chwili to z mojej strony czyste spekulacje. Ze swojej strony obiecuję jednak, że postaram się dowiedzieć jak to było naprawdę. Wydaje mi się, że właśnie to ustawienie jest całkiem prawdopodobne.
Młode z nas chłopaki panowie szlachta
https://www.youtube.com/watch?v=2QcWi0SuNGU&feature=youtube_gdata_player
Oczywiście mam świadomość że i młodsze pokolenie ją zna. Przyznajcie jednak że obecnie tak ciepłych piosenek o pilkarzach nie ma.
Ale np. rodziców/dziadków rodem z trybun mieć możemy
A co do Twojej piosenki.. sezon 69/70
https://www.youtube.com/watch?v=O8wCojmE8vc
Po drugie, naszło mnie takie baaardzo luźne spostrzeżenie: otóż gdyby w roku 55tym grano tak, jak dziś, 30 spotkań, zaś drużyna Legii/CWKS utrzymałaby taką samą formę, zakończyłaby sezon z bilansem +/- 16 zw., 6 rem., 8 por. Licząc po "dzisiejszemu" oznaczałoby to dorobek 54 punktów, a więc o 2 mniej, niż zdobył w zeszłym sezonie Śląsk Wrocław, rzekomo najsłabszy MP w historii. Żeby nie było: absolutnie nie zamierzam umniejszać sukcesu niegdysiejszych 'Wojskowych', ani wynosić pod niebiosa 'Wojskowych' z Wrocławia. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na bezsens dość częstych porównań Mistrzów z różnych lat.
Napiszę krótko: Lektura Obowiązkowa. Pozdrawiam.
Nie do końca się zgodzę: Takie porównywania oczywiście nie mają sensu gdy je próbujemy ubrać w matematykę. Gdy uznamy punkty za obiektywny poziom odniesienia to zgadzam się z Tobą, ale.. Zgodzisz się ze mną, że bramki to najatrakcyjniejsza część tego sportu? Jeśli tak to bilans 47-31 (bramki Śląska w zeszłym sezonie) w porównaniu 48-21 (mimo mniejszej ilości spotkań) kogo czynią bardziej atrakcyjnymi (czyli lepszymi)? Takie opinie są subiektywne, ale nie bardziej niż system punktów - ot prywatne odczucia
Cóż, wrocławianie mieli tego pecha, że w zeszłym sezonie nie natknęli się na radosną defensywę Górnika Radlin
A poważniej: Zgodzisz się ze mną, że bramki to najatrakcyjniejsza część tego sportu? Nie. Zgodzę się za to, że kluczowe jest tu słowo "subiektywne". Ja na ten przykład subiektywnie uważam, że bramki nie muszą być wyznacznikiem atrakcyjności. Znaczy śmiało potrafię sobie wyobrazić tak pasjonujące 0:0, jak i pokraczne 5:3.
A co do ubierania w matematykę - to też subiektywne (obiektywnie chyba nijak się tego sprawdzić nie da), ale to musiał być fascynujący sezon. Cztery czołowe ekipy na dystansie trzech punktów, czyli nawet licząc po staremu, ledwie półtora zwycięstwa. Mistrzowska ostatecznie Legia nie oddała ani punktu tylko drużynom z Krakowa. Na ile to świadczy o słabości Mistrza, na ile o sile jego rywali - to znów czysto subiektywna kwestia, której nie ma żadnego sensu roztrząsać. W każdym razie: działo się.
A, jeszcze takie coś: ówże Górnik Radlin występuje dziś w III grupie katowickiej okręgówki. Po rundzie jesiennej niegdysiejsi rywale CWKS zajmują 10te miejsce, a lideruje drużyna o wspaniałej nazwie LKS 1908 Nędza. Ciekaw jestem, czy Wasz były napastnik, niejaki Piotr Włodarczyk, ma cokolwiek wspólnego z tym zespołem
Albiceleste na pewno ma rację że "działo się". W XVI kolejce Legia przegrała w Chorzowie a ówczesny lider, warszawska Gwardia przegrała u siebie ze Stala Sosnowiec. Tabela wyglądała następująco (wg PS):
Byc może gdyby Gwardia wygrała to już by jej nikt nie dogonił. Ale tak to jest w piłce. Gdyby Legia w poprzednim sezonie ... Aaaa dajmy spokój. Natomiast liga wyglądała na bardzo wyrównaną a walka do końca trwała zarówno na górze jak i na dole tabeli. Jest to także pewien urok małej ilości zespołów w ekstraklasie. Przy dość wyrównanym poziomie dodatkowo zanika grupa drużyn nie walczących o nic bowiem każdy najbliższy mecz może zmienić "spokojny" układ.
P.S. Z ciekawości zajrzałem sobie na stronkę klubu LKS Nędza. Włodara tam nie ma
"Nazywam się Maciej Paskuda/Szymon Paskuda i gram w klubie LKS Nędza."
Pełna zgoda. Zwłaszcza, że w moim wykonaniu to nie była żadna tam analiza statystyczna, jeno czcze gdybobranie
Co się tyczy zabawnych nazw klubów, eksdziennikarz GW Jacek Sarzało w rzadkim dla siebie przypływie poczucia humoru skonstruował nawet kiedyś zestawienie takich ekip. Znalazły się w nim m.in. Transportowiec Kłopotów, Sadownik Błędów - team z rodzinnych stron mojej małżonki, a także moi ulubieńcy - Błękit Cyców
Ad. P.S.: oj, towarzysz redaktor musiał mieć się z pyszna...