A+ A A-

Wspomnień czar ... MP '56

A.D. 1956

Mistrzostwo Polski Nr 2

 .

 Na wstępie krótki rys historyczny dotyczący realiów tamtych czasów. Początek zmian w polskiej piłce który został rozpoczęty w 1955r., kiedy rozporządzenie przewodniczącego GKKF umożliwiało ”łaskawie” stopniową możliwość przyjmowania przez koła i kluby sportowe dowolnych nazw (w praktyce umożliwienie powrotu do szyldów, które obowiązywały od dziesięcioleci a tylko w ostatnim okresie były zakazane), był kontynuowany w roku 1956. Jako pierwsze skorzystały z tego Cracovia, Polonia Warszawa, Polonia Bytom. Kluby gwardyjskie i wojskowe zakończyły proces zmian w roku 1957. Otaczająca rodzimy futbol sytuacja polityczna nie pozostawała więc bez wpływu na sprawy związane z piłką nożną. Rok 1956 rozpoczął się od trzęsienia ziemi w ówczesnych realiach politycznych czyli słynnego lutowego referatu Chruszczowa zatytułowanego „O kulcie jednostki i jego następstwach” – pierwszej oficjalnej krytyki Stalina za żelazną kurtyną. Kolejne wiatry przyniosły, także z Moskwy, równie istotne wiadomości dla naszego kraju i nie pozostające bez wpływu na wydarzenia w Polsce, także w klubach piłkarskich .

56 bierut sport 56 bierut ps

Wydarzenia w całym bloku wschodnim oraz wewnętrzna sytuacja w Polsce doprowadziły po raz kolejny do protestów w Poznaniu, uwolnienia kardynała Wyszyńskiego, odsunięcia od rządów marszałka Rokossowskiego itd. itp.

W CWKS Warszawa, co prawda z zupełnie innych przyczyn niż powyższe, także nastąpiło przekazanie buławy - trenerskiej. Szkoleniowcem wojskowych został trener reprezentacji Ryszard Koncewicz, który zastąpił Janosa Steinera. Chodzący ciągle z fajką trener został już wcześniej ochrzczony przez media i środowisko jako ”Faja” a pseudonim przylgnął do niego na stałe. Urodzony 12 koncewiczkwietnia 1911r. we Lwowie Koncewicz był jednak przeciwieństwem typowego lwowiaka. Andrzej Jucewicz w książce „Selekcjonerzy” tak opisuje ”Faję”:

"Nie pasował jednak do wizerunku mieszkańca tego miasta. Był wprawdzie stanowczy, potrafił wywalczyć należne sobie i swoim podopiecznym miejsce, niemniej w porównaniu z chociażby innym lwowianinem - Kazimierzem Górskim, byli jak ogień i woda. Zamknięty w sobie, baczny obserwator, trzymający wszystkich na dystans, całkowite przeciwieństwo "swojego chłopa ze Lwowa".

Koncewicz był uznanym autorytetem przez wiele lat. Ponieważ ilość meczów międzypaństwowych w tamtym czasie była nikła, „Faja” mógł się oddać także pracy w klubach. Dodatkowo bardzo często jeździł po Polsce i prowadził szkolenia dla trenerów. Z jego wiedzy czerpali wiadomości w różnym okresie m.in. Kazimierz Górski, Andrzej Stejlau, Jacek Gmoch, Edmund Zientara. O ile w klubach zdobywał mistrzostwa z Ruchem, Polonią Bytom i Legią o tyle na polu reprezentacyjnym był niespełniony. Ciągle brakowało mu "kropki nad i". Zawsze był o milimetry od celu i zawsze ten cel mu umykał. Dlaczego jednak jego następcy w reprezentacji osiągnęli więcej? Wiele osób twierdzi, że to z powodu trudnego charakteru Koncewicza. Był genialnym teoretykiem i analitykiem, problemy pojawiały się w relacjach interpersonalnych. Był bardzo stanowczy wobec piłkarzy i z pewnością nigdy by nie powiedział, tak jak trener Steiner, że "pilkarz muss trinken ...”. W ww. książce można przeczytać kilka wypowiedzi Koncewicza na ten temat, „Faja” sam przyznawał:

"Że miałem twardą rękę to nie ulega wątpliwości – zwierzył się w przypływie szczerości Ryszard Koncewicz – Mówiono o mnie ”dyktator”, ale dyktatorskie zapędy miałem wobec ludzi którzy nie znali się na tym, o czym mówili. Ile razy pozwalałem sobie na zebraniach Prezydium PZPN na podobne sformułowania: zostaw pan to w spokoju, pan tego nie rozumiesz ...Nie ulega wątpliwości że byłem „dzierżymordą”. Może niepotrzebnie (...) Nie było żadnych problemów z piłkarzami którzy mnie szanowali. Wówczas i ja ich szanowałem. Ale ja się od czasu do czasu pojawił w zespole jakiś gówniarz, to trzeba go było traktować tak, jak na to zasługiwał. Z Polonii Bytom, gdy zdobyliśmy mistrzostwo Polski, odszedłem przez piłkarzy. Chodzili na skargę, że „Faja” ich „goni”, że wprowadza żelazną dyscyplinę. Po paru miesiącach ci sami zawodnicy: nam trzeba takiego trenera jak „Faja”, nas trzeba trzymać krótko.”

koncewicz i pohlPo latach poświęcił także kilka słów dotyczących swojej pracy w CWKS: "Kiedy prowadziłem CWKS stworzyła się taka „restauracyjna ekipa” z Pohlem na czele, którą wieczorem trzeba było doprowadzać niemal siłą do klubu. Nie mogąc dać sobie z nimi rady, postanowiliśmy z ówczesnym szefem wojskowego sportu, Kazimierzem Malczewskim, pozwolić im odejść. I tak odszedł Pohl i inni do Górnika, Śląska i Ruchu. (...) Po latach spotkałem się z Pohlem w Nowym Jorku. Przyjął mnie serdecznie, ugościł. Nie miał żalu, bo serce miał dobre. Gdyby nie pił miał szansę przejść do historii polskiego piłkarstwa jako najlepszy jego przedstawiciel. Grał świetnie, czasem fenomenalnie. Ale ileż miał przestojów w treningach, podczas meczów”.

Obraz tego świetnego trenera doskonale oddają słowa zawarte w 1970r. w tygodniku „Panorama”, które wyszły spod pióra Alfreda Sojki:

"Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci między Bałtykiem i Tatrami, Odrą a Bugiem. Człowiek, którego jednego dnia omal nie noszono na rękach, a w następnym „mieszano z błotem”, trener w pewnym okresie uznawany za ostatnią deskę ratunku polskiego piłkarstwa, a w innym traktowany jako przyczyna wszystkich nieszczęść i stawiany pod sąd opinii publicznej, w którym było sto tysięcy doprowadzonych do euforii oskarżycieli i ani jednego obrońcy”.

W 1956r. na szczęście dla nas, kibiców Legii, ”Faja” był „noszony na rękach”. Przynajmniej w klubie, w którym na 40-lecie istnienia zdobył drugie w historii klubu mistrzostwo a także Puchar Polski. Podwójna korona ponownie spoczęła a raczej pozostała na legijnych skroniach. Sezon, podobnie jak poprzedni, był rozgrywany w systemie wiosna-jesień, beniaminkami w 12 zespołowej lidze były drużyny Górnika Zabrze i Budowlanych Opole czyli dzisiejszej Odry. Dla przypomnienia w lidze pod innymi nazwami niż te które kojarzymy obecnie grała także Stal Sosnowiec znana obecnie jako Zagłębie, ŁKS Włókniarz Łódź czyli ŁKS, Kolejarz Poznań czyli Lech, Gwardia Bydgoszcz znana obecnie jako Polonia i oczywiście CWKS Warszawa który  02 lipca 1957r. powrócił do nazwy Legia.

Kręgosłup zespołu CWKS, w porównaniu z rokiem 1955, niewiele się zmienił. W dalszym ciągu prym wiedli bramkarz Edward Szymkowiak oraz Jerzy Woźniak, Lucjan Brychczy, Ernest Pohl, Henryk Kempny, Edmund Kowal i Marceli Strzykalski. Z klubu odszedł kapitan Zygmunt Pieda oraz obrońcy Jerzy Orłowski i Edward Zieliński. Doszli jednak dwaj znakomici piłkarze – Edmund ”Andrzej” Zientara oraz przebojowy napastnik Czesław Ciupa. CWKS w sezonie 1956, podobnie jak w roku 1955 grał systemem 3-2-5, prawdopodobnie z wysuniętymi Brychczym i Pohlem lub Brychczym i Kempnym.

56 druzyna sp

Rozgrywki w sezonie 1956 nie trzymały kibiców w napięciu do samego końca, o mistrzostwie nie decydował bezpośredni pojedynek pretendentów do tytułu ale obfitowały w wiele dobrych spotkań i zaskakujących wyników. Już na początku zmagań, w II kolejce, CWKS zmierzył się na Łazienkowskiej z beniaminkiem, Górnikiem Zabrze. Wojskowi zwyciężyli w tym spotkaniu 3:1 a Przegląd Sportowy zatytułował opis spotkania „Oby więcej takich meczów !”. W sprawozdaniu możemy przeczytać, że kibice na przestrzeni lat niewiele się zmienili:

”Liczni zwolennicy CWKS mieli do przerwy srodze zawiedzione miny, a co zapalczywsi zdołali nawet posłać kilka uszczypliwych uwag pod adresem Kempnego, Ciupy, Brychczego, Strzykalskiego i trenera zespołu Koncewicza. Pod adresem pierwszych za to, że nie wykorzystali dziecinnie łatwych (zdaniem tych gorących kibiców) sytuacji strzałowych, a do tego ostatniego za to, że to właśnie jego wina (również ich zdaniem) w tym, co się działo na boisku i w tym, że górnicy prowadzili 1:0. po meczu zaś, ci sami kibice już nie narzekali, bowiem w drugiej połowie spotkania wszystko poszło po ich myśli, tzn. CWKS zszedł z boiska jako zwycięzca. Prawie podobnie, lecz w odwrotnej kolejności reagowali na mecz zwolennicy Górnika Zabrze. Ci byli najpierw zadowoleni – a po meczu narzekali.

56 grnik ps

Bezstronny obserwator niedzielnego spotkania nie może w żadnym wypadku podzielić opinii ani jednych ani drugich. Po pierwsze dlatego, że poziom meczu musiał zadowolić obie strony i po drugie – wynik odpowiada przebiegowi gry. (...) Górnicy z Zabrza słusznie zyskali sympatię publiczności za sportową postawę a ich więcej niż przeciętne umiejętności upoważniają nas do zaliczenia drużyny z Zabrza do najlepszych w tym sezonie zespołów.”

Przebieg rundy wiosennej był bardzo wyrównany, sytuacja na czele tabeli zmieniała się praktycznie po każdej kolejce. CWKS rozgrywał dobre spotkania. W IX kolejce wojskowi udali się do Sosnowca, aby rozegrać mecz z ubiegłorocznym rywalem o tytuł mistrzowski. Jak donosił Przegląd Sportowy „Wielki pojedynek mistrza Polski z wicemistrzem wygrał CWKS 4:0”, w którym Henryk Kempny popisał się hattrickiem:

56 kempny po hattricku ps"CWKS przystąpił do meczu z ogromną ambicją i chęcią rehabilitacji za łódzką porażkę. Ale nie tylko te czynniki zdecydowały o sukcesie. Udanym okazał się manewr taktyczny opracowany przed meczem przez trenera Koncewicza. Przede wszystkim powrócił do ataku warszawiaków Kowal, spełniający jak niegdyś rolę operującego w głębi środkowego. W przodzie natomiast obok skrzydłowych Pohla i Ciupy buszowali Brychczy i Kempny, występując niejako w roli dwóch środkowych. To pociągnięcie „czterech w ataku”, mające na celu wzbogacenie ofensywy zaskoczyło obronę Stali a zwłaszcza stopera Musiała. Nie wiedział on kogo właściwie pilnować - Kempnego, Brychczego czy też cofniętego Kowala. Zanim defensywa Stali połapała się w systemie gry ataku CWKS było już 3:0 a mogło być jeszcze więcej. Wystarczyło by w 3 min Brychczy a później dwukrotnie Kempny wykorzystali dogodne sytuacje sam na sam z Dziurowiczem lub gdyby jedna z kapitalnych bomb Kowala nie trafiła w poprzeczkę. W pierwszej połowie Stal w zasadzie nie miała nic do powiedzenia.”

Na zakończenie rundy wiosennej wojskowi udali się do Chorzowa na mecz z depczącym im po piętach Ruchem. „Mecz wiosny” w obecności 40 tysięcy widzów zakończył się jednak rozczarowaniem co do poziomu gry, na boisku padł remis 1:1. Wysłannik PS, Jerzy Lechowski, donosił z Chorzowa:

"Nieraz już tak bywało, że wielka stawka meczu psuła spodziewane piękno gry. Spotkanie ”nr 1” rundy wiosennej – jak uznała śląska prasa pojedynek Ruchu z CWKS – absolutnie nie potwierdziło przedmeczowych przypuszczeń. Forma, jaką zaprezentował Ruch, była daleka od szczytowej, znacznie słabiej niż w ostatnich spotkaniach zagrał również CWKS (...) CWKS rozegrał słabsze spotkanie ale i tak był w ogólnym przekroju lepszym zespołem, bardziej wyrównanym, grającym przyjemniej dla oka, o wyraźnych cechach jakiegoś wypracowanego stylu.(...) Były w tym meczu dwa momenty które mogły zmienić koleje chorzowskiego pojedynku. Pierwszy zaistniał tuż po rozpoczęciu gry przez CWKS. Wojskowi bez trudu przeszli polowę boiska i bodajże w 15 sekundzie gry w „czystej” pozycji strzałowej znalazł się Pohl. Silny płaski strzał przeszedł tuż obok słupka. Drugi raz, w trzeciej minucie po przerwie, Brychczy znanym u niego „kołowrotkiem” wygrał pojedynek z Bartylą i z bliskiej odległości posłał piłkę do siatki. Wyglądało na to że bramka została zdobyta prawidłowo ale sędzia Fronczyk jej nie uznał (...) Prowadzenie dla CWKS uzyskał Ciupa w sytuacji, która nie wyglądała specjalnie groźnie. Kowal przerzucił piłkę do niepilnowanego Ciupy, lewoskrzydłowy CWKS otrzymał podanie gdzieś w pobliżu linii pola karnego i błyskawicznie strzelił. Daleka bomba muskając lekko poprzeczkę wpadła do siatki. Oślepiony przez słońce Wyrobek nie widział zupełnie lotu piłki i puścił bramkę, która w normalnych warunkach powinien raczej obronić. Jeszcze dziwniejszy był gol zdobyty przez Cieślika. Po jakimś faulu w zespole CWKS nie uformowano jeszcze bojowych szyków, gdy Suszczyk posłał piłkę do będących w przodzie Aszera i Cieślika. Małe zamieszanie i Cieślik pakuje celnie piłkę w siatkę w sytuacji, która ”pachniała” nieco spalonym. Machał nawet chorągiewką jeden z sędziów liniowych ale arbiter główny nakazał jednak grę od środka.”

Rozgrywki toczyły się dalej i w XIV kolejce do Warszawy miała przyjechać krakowska Wisła. W górnej części tabeli panował dość duży ścisk. Pierwszą i szóstą drużynę dzieliły tylko 4 punkty.

tabela przed wis 12 0

Dodatkowo Wisła rozegrała w sezonie 1956 kilka bardzo dobrych spotkań.  Pokonała u siebie m.in. CWKS 2:0 oraz rozgromiła Górnika Zabrze 7:1. Kibice i fachowcy ostrzyli sobie zęby na ten pojedynek - spotykał się statystycznie najlepszy atak z najlepszą obroną. Na piłkarzy z Łazienkowskiej po poprzedniej kolejce spadła fala krytyki, bowiem prowadząc w Zabrzu 2:0 przegrali ostatecznie spotkanie 2:3. Prasa także poświęciła temu spotkaniu sporo uwagi i nie szczędziła cierpkich słów pod adresem wojskowych. Wspominany wcześniej Jerzy Lechowski pisał na łamach PS w zaproszeniu na XIV kolejkę:

”W niedzielę w meczu z Wisłą Kraków, CWKS zaprezentuje się warszawskiej publiczności. Nie chodzi tu tylko o sam wynik spotkania. Wojskowych stać bowiem na pokonanie każdego krajowego rywala. Ciekawi nas przede wszystkim postawa zawodników. Czy pałają oni żądzą rehabilitacji, czy zerwą wreszcie z tradycyjnym lekceważeniem po pierwszym kwadransie przeciwnika i ... publiczności.

56 wisla pohlWisła nie jest zresztą łatwym kąskiem do spożycia. W Krakowie potrafiła przecież wygrać 2:0, w ubiegłym roku w Warszawie przez 75 minut utrzymywała wynik bezbramkowy. Z taką drużyną CWKS musi grać na pełnych obrotach, wykrzesać z siebie maksimum energii i udowodnić wreszcie że potrafi grać w piłkę na przyzwoitym poziomie”.

Kto mógł kilka dni przed meczem przypuszczać że spotkanie z dnia 19 sierpnia 1956r. pomiędzy CWKS Warszawa a Wisłą Kraków zapisze się trwale w historii legijnej i polskiej piłki nożnej. CWKS zmiażdżył w tym spotkaniu krakowską Wisłę wygrywając w rekordowym stosunku 12:0 a Ernest Pohl zdobył 5 bramek, hattrickiem popisał się Brychczy.

"Przeróżnego rodzaju rekordy padły w tym meczu. Należał do nich przede wszystkim sam rezultat spotkania. Wynik 12:0 nie padł jeszcze na żadnym powojennym meczu ligowym. Prócz tego Pohl pięcioma zdobytymi bramkami ustanowił rekord goli strzelonych w jednym meczu przez jednego zawodnika. Ofiarą wspaniale usposobionego CWKS padła krakowska Wisła, która potrafiła wygrać z wojskowymi wiosną 2:0. Przy porównaniu tych dwóch wyników szumi nam w głowie. Jak bowiem mógł przegrać CWKS w Krakowie skoro na własnym boisku robił z Wisłą dosłownie co chciał i to od samego początku spotkania. (...) CWKS grał na pełnych obrotach, ciągle napierał. Wobec nieustających ataków, zmian pozycji i celnych strzałów napastników CWKS – zupełnie bezradna była krakowska obrona. (...)

Twórcami wysokiego zwycięstwa CWKS byli głównie Pohl, Brychczy i Kowal w napadzie oraz para pomocników, a szczególnie znajdujący się w doskonałej formie Strzykalski. Marcel był w tym meczu wszędzie, grał ambitnie, pchał na zmianę z Zientarą atak do przodu i strzelał. Zebrał moc oklasków za udane wkraczanie w akcje, podobnie zreszta jak Pohl i Brychczy  ” - donosił Przegląd Sportowy. Po meczu kibice znieśli piłkarzy z boiska na rękach.

Tutaj jedna uwaga. Po omówieniu poprzedniego sezonu jestem pewien, że Pohl zdobył wówczas także 5 bramek, w meczu z Górnikiem Radlin. Ale być może wynik spotkania był takim szokiem że wtedy nie wszyscy o tym pamiętali.

Sytuację w tym spotkaniu idealnie obrazuje karykatura „warszawskich kanonierów” którą zamieścił Przegląd Sportowy przed potyczką ze Stalą Sosnowiec w poprzednim mistrzowskim sezonie. Wojskowe działa biły w tym pojedynku często i celnie zasypując przeciwnika gradem pocisków.

legia kanonierzy

Można powiedzieć że po tym meczu liga się skończyła. Czy to zawodnicy CWKS byli już tak pewni siebie i swoich umiejętności czy też przeciwnicy drżeli podświadomie ze strachu – tego nie wiemy. Faktem jest że w kolejnych spotkaniach wojskowi wygrywali bardzo wysoko (5:2 (w), 5:1 (d), 6:0 (wyjazd - z Kolejarzem Poznań)), dołożyli do tego jeszcze dwie skromne wygrane i po 19 kolejkach byli zdecydowanym liderem z przewagą 6 pkt nad Ruchem Chorzów i Lechią Gdańsk. Do zdobycia tytułu mistrzowskiego potrzebowali w trzech ostatnich meczach jednego punktu. Wywalczyli go już w spotkaniu 20 kolejki, u siebie z ŁKS.

W tym spotkaniu dała znać o sobie cała ”legijna mentalność”. Już w trzeciej minucie wojskowi prowadzili 2:0 po bramkach Kempnego i Pohla aby ostatecznie zremisować 2:2. „Mecz silnych wrażeń na stadionie WP. CWKS prowadził 2:0 i spoczął na laurach” - donosił w tytule Przegląd Sportowy.

56 ks ps

”Jeszcze w 7 minucie mogła paść bramka dla gospodarzy po niezwykle silnym strzale Pohla, Szczurzyński skutecznie bronił i ... Wtedy to w zasadzie CWKS się „skończył”. Złożyło się na to wiele czynników. ŁKS powrócił do przyzwoitości szybko wyzwalając się z deprymującego wpływu zaskoczenia. Wzorem wielu meczów CWKS po zapewnieniu sobie prowadzenia spoczął na laurach, jakby uważając że wynik 2:0 to już pewna wygrana. (...) Do przerwy CWKS zachował jeszcze prowadzenie 2:0, chociaż między 40 a 45 minuta wynik mógł ulec zmianie. Wówczas jednak znów świetną forma błysnął Szymkowiak broniąc kolejno trzy groźne strzały. W drugiej połowie mógł się podobać atak Włókniarza. Wprawdzie nie grał on tak błyskotliwie jak podczas wygranego meczu z CWKS w Łodzi ale i to wystarczyło aby po nieustannych, ciągłych atakach wyrównać. W 60 min Szymborski kapitalnym strzałem w sam róg zdobył pierwszą bramkę, a w kwadrans później Bończak po centrze Jezierskiego wyrównał na 2:2”

Natomiast reporter katowickiego Sportu tak opisywał to spotkanie:

”Dwa błędy formacji defensywnych ŁKS, dwie ładne akcje Kempny - Pohl i łodzianie stracili dwie bramki a w konsekwencji duże szanse na zwycięstwo nad CWKS-em. Trzeba było 70 minut wytężonej, ofiarnej gry całego zespołu, aby doprowadzić do wyrównania. Było ono ekwiwalentem dużego wysiłku łodzian i konsekwencją długotrwałej, nieustającej ofensywy. (...) W zespole CWKS Kempny miał kilka ładnych zagrań, lecz grał fragmentarycznie. W pomocy Zientara był dziś bardziej ruchliwy i bojowy od Strzykalskiego. Dobrze wypadł Słaboszewski który „zakorkował” zupełnie Jezierskiego, Grzybowski miał kilka pięknych wejść (...) Szymkowiak obronił kilka trudnych strzałów i wyjaśnił wiele trudnych sytuacji wybiegami.”

Edward Szymkowiak był chwalony prawie po każdej kolejce. Z tego meczu nie ma dostępnych zdjęć pokazujących kunszt bramkarza wojskowych, ale znalazłem zdjęcie z 30 maja 1956, z meczu Norwegia-Polska 0:0, które obrazuje jego umiejętności.

 56 legiaszymkowiakps

Mimo pewnego rozczarowania samym spotkaniem, po którym ŁKS jako jedyny zespół w lidze zdobył łącznie aż 3 pkt w rywalizacji z CWKS, drugi tytuł mistrzowski powędrował na Łazienkowską. Prasa oficjalnie ogłosiła triumf CWKS Warszawa w ligowych zmaganiach w sezonie 1956 który ostatecznie zakończył rozgrywki z 5 punktową przewagą nad Ruchem Chorzów oraz z imponującym bilansem 65 strzelonych bramek w 22 meczach. Wielu fachowców uważa że była to najlepsza jedenastka Legii w historii klubu, niestety nie przetrwała w tym składzie do kolejnego sezonu.  Z drużyny odeszli m.in. Pohl, Kowal, Szymkowiak i Cehelik

56 mp ks sp

 .

Na koniec garść statystyk z mistrzowskiego sezonu 1956:

Tablela końcowa sezonu 1956

l.p.

Drużyna

mecze

Pkt

Bramki

zw

rem

por

1

CWKS Warszawa

22

34

65-17

15

4

3

2

Ruch Chorzów

22

29

35-23

11

7

4

3

Lechia Gdańsk

22

27

25-21

10

7

5

4

ŁKS Włókniarz Łódź

22

25

38-26

10

5

7

5

Wisła Kraków

22

23

38-34

9

5

8

6

Górnik Zabrze

22

23

32-33

9

5

8

7

Budowlani Opole

22

20

31-41

8

4

10

8

Kolejarz Poznań

22

20

25-38

7

6

9

9

Gwardia Warszawa

22

18

23-36

5

8

9

10

Stal Sosnowiec

22

17

35-43

6

5

11

11

Gwardia Bydgoszcz

22

15

20-36

5

5

12

12

Garbarnia Kraków

22

12

27-46

5

2

15


Ligowe mecze CWKS Warszawa w sezonie 1956


1956-03-18

Lechia Gdańsk - CWKS Warszawa 1:3 (0:1)

 I k.

bramki: I.Gronowski 75 - Cehelik 44, 64, Brychczy 90

sędzia: Storoniak,  widzów: 15.000

1956-03-25

CWKS Warszawa - Górnik Zabrze 3:1 (0:1)
 II k.

bramki: Kempny 46, 55, Pohl 78 - Czech 24

sędzia: Gorączniak,  widzów: 22.000

1956-04-08

Wisła Kraków - CWKS Warszawa 2:0 (1:0)

 III k.

bramki: Gamaj 10, 75

sędzia: Handtke,  widzów: 20.000

1956-04-15

CWKS Warszawa - Budowlani Opole 5:1 (4:1)

 IV k.

bramki: Kempny 2, 25, 43, Kowak 13, Brychczy 72 - Popluc 22

sędzia: Koczner,  widzów: 30.000

1956-04-22

Gwardia Warszawa - CWKS Warszawa 1:1 (1:1)

 V k.

bramki: Wiśniewski 35 - Kempny 31

sędzia: Frąckowski,  widzów: 20.000, * mecz rozegrano na boisku Skry Warszawa

1956-04-29

CWKS Warszawa - Kolejarz Poznań 3:0 (1:0)

 VI k.

bramki: Brychczy 5, 55, Kempny 73

sędzia: Mytnik,  widzów: 25.000

1956-05-06

CWKS Warszawa - Garbarnia Kraków 1:0 (1:0)

 VII k.

bramki: Kempny 9

sędzia: Storoniak,  widzów: 20.000

1956-05-13

ŁKS Włókniarz Łódź - CWKS Warszawa 1:0 (0:0)

 VIII k.

bramki: Soporek 65

sędzia: Kulczyk,  widzów: 35.000

1956-05-20

Stal Sosnowiec - CWKS Warszawa 0:4 (0:3)

 IX k.

bramki: Kempny 9, 31, 86, Ciupa 29

sędzia: Szlejfer,  widzów: 20.000

1956-06-10

CWKS Warszawa - Gwardia Bydgoszcz 5:1 (2:0)

 X k.

bramki: Pohl 25, 65, Kempny 39, 48, Brychczy 67 - Norkowski II 82

sędzia: Marcinkowski,  widzów: 8.000

1956-06-17

Ruch Chorzów - CWKS Warszawa 1:1 (1:0)

 XI k.

bramki: Cieślik 44 - Ciupa 16

sędzia: Fronczyk,  widzów: 40.000

1956-08-05

CWKS Warszawa - Lechia Gdańsk 4:0 (1:0)

 XII k.

bramki: Kempny 15, Brychczy 52, Pohl 70, 74

sędzia: Kula,  widzów: 25.000

1956-08-13

Górnik Zabrze - CWKS Warszawa 3:2 (1:2)

XIII k.

bramki: Ciupa 33, Pohl 43 - Szalecki 44, Fojcik 56, Olejnik 67

sędzia: Sperling,  widzów: 15.000

1956-08-19

CWKS Warszawa - Wisła Kraków 12:0 (5:0)

 XIV k.

bramki: Kowal 7,52, Pohl 28,30,32,53,59, Brychczy 44,48,77, Monica 72 (sam), Kempny 79

sędzia: Kowal,  widzów: 25.000

1956-09-02

Budowlani Opole - CWKS Warszawa 2:5 (2:4)

 XV k.

bramki: Jarek 32, 35 - Ciupa 22, Pohl 27, 38, Kempny 34, 50

sędzia: Marcinkowski,  widzów: 15.000

1956-09-07

CWKS Warszawa - Gwardia Warszawa 5:1 (1:1)

 XVI k.

bramki: Kempny 5, 53, Pohl 67, 85, Brychczy 68 - Hachorek 16

sędzia: Mytnik,  widzów: 30.000

1956-09-16

Kolejarz Poznań - CWKS Warszawa 0:6 (0:4)

 XVII k.

bramki: Brychczy 13, 29, 39, 49, Kempny 16, Pohl 56

sędzia: Kulczyk,  widzów: 38.000

1956-09-23

Garbarnia Kraków - CWKS Warszawa 0:1 (0:1)

 XVIII k.

bramki: Brychczy 19

sędzia: Frąckowiak,  widzów: 25.000

1956-10-06

CWKS Warszawa - Stal Sosnowiec 1:0 (1:0)

 XIX k.

bramki: Pohl 15

sędzia: Koczner,  widzów: 20.000

1956-10-21

CWKS Warszawa - ŁKS Włókniarz Łódź 2:2 (2:0)

 XX k.

bramki: Kempny 2, Pohl 3 - Szymborski 60, Bończak 75

sędzia: Kula,  widzów: 30.000

1956-11-11

Gwardia Bydgoszcz - CWKS Warszawa 0:1 (0:1)

 XXI k.

bramki: Brychczy 19

sędzia: Kowal, widzów: 8.000

1956-11-25

CWKS Warszawa - Ruch Chorzów 0:0 (0:0)

 XXII k.

sędzia: Mytnik, widzów: 8.000

Wybrane statystyki poszczególnych zawodników

Imię i nazwisko

Ilość

meczów

Liczba

minut

Podstawowy

skład l.m.

Zmiennik Bramki
Edward Szymkowiak 22 1980 22 0
Jerzy Wożniak 22 1980 22 0
Marceli Strzykalski 22 1980 22 0
Henryk Kempny 22 1890 22 0 21
Edmund Zientara 21 1890 21 0
Ernest Pohl 21 1890 21 0 18
Horst Masheli 19 1710 19 0
Lucjan Brychczy 19 1710 19 0 16
Edmund Kowal 18 1620 18 0 3
Henryk Grzybowski 18 1620 18 0
Czesław Ciupa 18 1620 18 0 4
Jerzy Słaboszewski 11 990 11 0
Andrzej Cehelik 7 630 7 0 2
Longin Janeczek 1 90 1 0
Mieczysław Siemierski 1 90 1 0

 Dodatkowym strzelcem był Monica z Wisły - samobój

 Skład CWKS był oparty praktycznie na 13 zawodnikach

Dyskusja (5)
1czwartek, 13, grudzień 2012 12:30
Monrooe
Pragnę zwrócić uwagę na dwie sprawy które wpadły mi w oko:

- "W sprawozdaniu możemy przeczytać, że kibice na przestrzeni lat niewiele się zmienili"

Święte słowa, widać taka już kibicowska natura. Zupełnie inaczej się odbiera "wyczyny" własnego zespołu a inaczej ogląda mecz jakiś tam (choćby najlepszych) drużyn. Ileż to meczów w tym sezonie na Ł3 przebiegało w podobnej atmosferze. Najpierw złość i złorzeczenia, a potem radość i euforia. Taki już widać nasz los.

- "W tym spotkaniu dała znać o sobie cała ”legijna mentalność”. "

No cóż, my kibice się nie zmieniamy, niestety "legijna mentalność" zawodników też nie. Sam Jan Urban przyznał, że kilka razy w tym sezonie jego piłkarze nie weszli w mecz tak jak powinni. Z motywacją (szczególnie z tymi słabszymi zespołami) zawsze mieliśmy problemy. Zapewne też zawsze mieć będziemy. Oby z takim skutkiem jak w '56roku.
2czwartek, 13, grudzień 2012 14:50
Walles
Trzeba przyznać że kibic Legii na przestrzeni lat nie ma drogi usłanej różami Wink Musze powiedzieć, że znając wcześniej rekordowy wynik spotkania z Wisłą myślałem że był to zespół dołu tabeli. Zbierając materiały najbardziej utkwił mi fragment:
"Ofiarą wspaniale usposobionego CWKS padła krakowska Wisła, która potrafiła wygrać z wojskowymi wiosną 2:0. Przy porównaniu tych dwóch wyników szumi nam w głowie.
Szczerze mówiąc , mi też ...
3czwartek, 13, grudzień 2012 15:14
Monrooe
Walles, ale to jest kolejny dowód, że syndrom "Dr.Jekyll/Mr.Hyde" jaki prezentują nam od lat zawodnicy Legii Warszawa jest wiecznie żywy. Na tym przykładzie widzimy, iż nie jest problem ostatnich lat a wszystkich ekip tego klubu od jago zarania. Tak to widocznie już musi być.
4czwartek, 13, grudzień 2012 17:04
Gambler
A ja znowu dziekuje! Co do skladu zespolu to Pohl i Kowal odeszli do Gornika. Zabrzanie zdobyli w nastepnych 11 latach 8 tytulow. I kto byl ulubionym dzieckiem PRL-u? Chyba jednak nie my.
5czwartek, 13, grudzień 2012 19:39
Walles
Coś tak czuję Gambler że prawda jest jednak trochę bardziej po środku Wink
yvComment v.2.01.1