- Kategoria: MS2014
- gawin76
Dzień trzynasty: Po trupach do celu
Szykowaliśmy się na ucztę w meczu Urugwaj – Włochy. Piłkarskiej uczty dla oczu niestety nie było. Ucztował jedynie, dosłownie, Luis Suarez, który... ugryzł Giorgio Chielliniego. Do fazy pucharowej awansował Urugwaj, który pokonał Włochy 1:0. Z grupy C niespodziewanie wyszli Grecy, którzy w dramatycznych okolicznościach pokonali Wybrzeże Kości Słoniowej 2:1, zwycięską bramkę zdobywając z rzutu karnego podyktowanego w doliczonym czasie gry. Tym samym poznaliśmy kolejne pary 1/8 finału. W piątek o 22:00 Kolumbia zmierzy się z Urugwajem, w sobotę o tej samej godzinie Kostaryka zagra z Grecją.
Mecz Urugwaju z Włochami był fatalnym widowiskiem. O ile wczoraj pisałem, że mistrzostwa świata rozgrywane w Brazylii są ożywcze, o tyle mecz pomiędzy podopiecznymi Prandellego i Tabareza cofnął nas w czasie do nudnych i brutalnych meczów rozgrywanych podczas włoskiego mundialu z 1990 roku czy fazy pucharowej niemieckich mistrzostw z 2006 roku. Stał się również złowieszczą zapowiedzią tego, co może nas czekać w fazie pucharowej turnieju rozgrywanego w Brazylii - drużyn ustawionych na swoich połowach, nacierających siłą trzech lub czterech zawodników na dwukrotnie bardziej liczebnego rywala, nastawionych na użycie wszelkich dostępnych środków mogących zastopować akcję przeciwnika.
Kiedy myślimy o futbolu południowoamerykańskim, do głowy przychodzą nazwiska kolejnych wirtuozów futbolu, ale futbol z tego kontynentu ma również swoją ciemną stronę, w całej okazałości zademonstrowaną wczoraj przez Urugwaj. Włosi są o tyle bardziej przewidywalni, że nikt nie spodziewa się po nich, że w meczu rozgrywanym w takich okolicznościach zademonstrują cokolwiek ponad staranną taktycznie grę obliczoną na utrzymanie remisu 0:0. Ale i pod względem boiskowej brutalności spadkobiercy Claudio Gentilego nie zwykli przecież odstawać od swoich przeciwników, czego dowód otrzymaliśmy wczoraj. Mario Balotelli, ofiara ostrego faulu w pierwszych minutach meczu, przez kolejne czterdzieści pięć minut, do chwili kiedy został zmieniony, był skupiony nie na grze w piłkę, lecz na poszukiwaniu okazji do osobistej zemsty na piłkarzach Urugwaju. Gdyby to zależało ode mnie, dałbym mu czerwoną kartkę za kopnięcie Urugwajczyka kolanem w głowę w wyskoku do piłki. Czerwona kartka dla Marchisio w drugiej połowie oczywista.
Szkoda za to, że czerwonej kartki nie zobaczył Luis Suarez. Szkoda dla uczciwości przebiegu wczorajszego meczu, siły powinny zostać wyrównane, ale mam nadzieję, że brak interwencji arbitra będzie miał przynajmniej ten dobry skutek, że wkroczy komisja dyscyplinarna i zawiesi Suareza na odpowiednio długi czas. Przypomina mi się zajście z udziałem Zidane'a i Materazziego, oczywiście pożałowania godne, ale... było w nim coś naturalnego i pierwotnie męskiego. Wiecie, dwóch chłopów bierze się za łby, jeden wali drugiego z bańki. Melina, ale przynajmniej wiadomo, że z testosteronu zrodzona. Uzewnętrzniany przez Suareza odruch gryzienia to zachowanie godne nie mężczyzny, lecz burka z wiejskiej budy. Niepojęte.
Pomijając pozapiłkarskie 'ozdobniki', Urugwaj był jednak odrobinę lepszy i zwyciężył zasłużenie. Włochom gra się nie kleiła, rozgrywanie nie szło wielkiemu Pirlo, a następca Roberta Lewandowskiego w Borussii Dortmund, Ciro Immobile, sprawiał wrażenie zawodnika, którego przerosła stawka meczu. Tak grający Włosi nie mogli tego meczu wygrać, mogli tylko dowieźć 0:0 do końca. Nie udało się, do widzenia.
Honor Europy niespodziewanie obronili Grecy. Można nie przepadać za futbolem w wykonaniu reprezentacji Grecji, pozbawionym finezji i błysku, opartym na solidnej grze defensywnej, ale trzeba ten futbol szanować. Wczoraj rozmawialiśmy o Chorwatach, którzy nie są w stanie zdyskontować posiadanego potencjału ludzkiego. Grecja - to przypadek odwrotny. Drużyna z zawodnikami prezentującymi zbliżony do siebie, wyrównany poziom, mocna fizycznie (świetni Torosidis i Cholevas), w której tkwi duch walki zdolny zaskoczyć przeciwnika nie spodziewającego się takiego oporu. Na Euro mieliśmy ich na widelcu, podnieśli się, potem wyszli z grupy, pokonując faworyzowaną Rosję. W Brazylii zaczęli od 0:3 z Kolumbią, z Japonią musieli grać ponad czterdzieści pięć minut w dziesiątkę, zdołali obronić remis, wreszcie w ostatnim meczu pokonali Iworyjczyków. Futbol demonstrowany przez Wybrzeże Kości Słoniowej raził na tle Grecji chaotycznością i nerwowością widoczną zarówno w ataku, jak i grze obronnej. Terminujący w zawodzie Sabri Lamouchi musiał uznać wyższość starego trenerskiego lisa Fernando Santosa. Faul na Samarasie wydał mi się dyskusyjny, ale nie na tyle dyskusyjny, żeby kruszyć o niego kopie i doszukiwać się kolejnego sędziowskiego skandalu.
Dzisiejsze mecze niestety nie zapowiadają się zbyt ciekawie, ale chyba nie może przydarzyć się nam już nic gorszego niż kopanina z meczu Urugwaj – Włochy. Argentyna i Nigeria zagrają o pierwsze miejsce w grupie F. Na porażkę Nigeryjczyków będzie czyhał Iran, który musi jednak pokonać Bośnię i Hercegowinę. W grupie E Szwajcaria będzie liczyć na pomoc Francji i odebranie punktów Ekwadorowi, próbując w międzyczasie pokonać Honduras.


Jednocześnie zastanawiam nad klęską ekip z Europy, myślę czy nie ma przypadkiem wspólnego mianownika tych niepowodzeń. Wskazywałbym na problemy z zasłużonymi, wielkimi niegdyś gwiazdami tych reprezentacji, obecnie nie dającymi już ułamka tej magii co kiedyś. Ale odstawić nikt ich nie potrafił. Burza medialna, zawierucha w samych zespołach byłaby zbyt wielka. Teraz okazuje się, że Gerard, Pirlo, i Xavi to symbole upadku "prowadzonych" przez nich drużyn. A przecież jeśli popatrzeć na dokonania tych graczy w ostatnim sezonie, to spadek formy widać było wyraźnie.
W TV ewidentnie na powtórkach było widać, że Samaras kopnął w murawę. Co widział sędzia?
Nie chce mi się wierzyć, że co drugi sędzia na świecie jest tak (za przeproszeniem) ch...y
Karny dla Greków prawidłowy. Sekwencja zdarzeń była następująca. Zawodnik WKS wpada w Greka i ten zawadza o jego nogę. Następnie traci równowagę choć wygląda to tak jakby sam się podciął . MeM a_l
rozumiem Was ale nie do końca.
Samaras sam się sfaulował!
http://sport.tvp.pl/2014fifaworldcup/15750684/grecja-wks-21-bramka-samarasa-z-rzutu-karnego
Ja mam zasadę, że trzymam się jednego meczu, a w drugim tylko co jakiś czas (w tzw. przerwach w grze) sprawdzam wynik
Co do gwiazd coś może być na rzeczy, bo dobrze wypadają drużyny, do których dopuszczono trochę świeżej krwi, tzn. Holandia i Francja.
@ anonimowy_legionista
A ja się zgadzam z Senatorem, tzn. kopnął w ziemię, fakt, ale 'kontakt' na pewno też był, i to chyba zanim Samaras zarył w ziemię. Sytuacja dynamiczna, nie slow motion jak przy karnym dla Brazylii w meczu z Chorwacją, IMO fifty-fifty, sędzia pewnie z każdej decyzji by się wybronił.
- "...po drugie chwali im się brak jakiejkolwiek kalkulacji w sytuacji"
Ależ kalkulowali, rzekłbym jak najgorsi kalkulatorzy. Wystawili super rezerwowy skład, dali Japończykom inicjatywę i czekali. Jak nie przymierzając Włosi. Z tym, że jak tylko te Japończyki się odsłonili to bach w papę. Bez zastanawiania się, że jak pójdziemy z kontrą to może coś nam się stanie. W tym meczu były fragmenty gdy samurajowie wręcz tłamsili Kolumbijczyków, ale albo zawodziła skuteczność, albo następca Rene Higuity spisywał się bez zarzutu. Tyle, że Kolumbia czekała, nie na zmianę rezultatu by w razie czego zacząć grać jak wspomniani Włosi, tylko na szansę. A gdy ta się pojawiła byli bezlitośni. Koniec końców nikt nie będzie pamiętał zwodów Japończyków, którzy wozili obrońców rywala jakby Ci urwali się z Ekstraklasy, tylko piękne, błyskawiczne i zabójcze akcje Kolumbii.
Kumam. No jak pisałem wyżej, nie widziałem. Chodziło mi o to, że gdyby uparli się przegrać, żeby dać WKS cień szansy na wyprzedzenie ich i wpadnięcie na Kostarykę, to pewnie by przegrali
Zobaczymy co będzie jutro w meczu USA - Niemcy, chociaż szczerze mówiąc akurat tam na żaden wałek się nie nastawiam.
Moja ocena będzie więc trochę subiektywna.
Azurri. Bezradny Pirlo, jeden Bufon i kilku kretynów ..
To nie miało prawa zadziałać.
Ursi .Kilka gończych psów spuszczonych ze smyczy ale z klapkami na oczach. Udało im się dorwać Włochów ,ale chyba nic więcej nie zwojują ?
Skutkiem tego są rozdmuchane ilościowo rozgrywki ligowe, puchary krajowe, LE i LM do tego parę superpucharów i spotkań pokazowych i zawodnicy mają psychicznie i fizycznie piłki po kokardę.
Na dodatek muszą kalkulować siły bo za chwilę kolejny ciężki sezon rozgrywek w których zarabiają potężną kasę. MŚ również przestały być oknem wystawowym Europejskich zawodników, ich klasa i przydatność jest weryfikowana w rozgrywkach klubowych.
Stosunek do reprezentacji pokazują dobitnie trenerzy klubowi i prezesi którzy niechętnie puszczają zawodników na zgrupowania dodatkowo często wystawiają lewe zwolnienia lekarskie za rzekome kontuzje.
Dla państw z po za Europy to nadal jest najważniejsza impreza, na dodatek mocno podbijająca dumę narodową a ogranie Europejczyków daje dodatkowy smaczek.
Zaprezentowana przez Ciebie teza jest ciekawa, też się nad nią pochylałem. Po namyśle stwierdziłem, że ta koncepcja ma jednak pewną wadę. W reprezentacjach krajów z innych kontynentów niż Europejski też grają piłkarze grający na tymże samym kontynencie. Ba, często w tej samej lidze co zespoły, które już z mistrzostwami się pożegnały. Wspominana dziś Kolumbia, w meczu z Japonią, w którym wystawiła rezerwy miała na placu trzech piłkarzy spoza Europy, w meczu z WKS jednego. To samo tyczy się Chile, Urugwaj grający z Włochami to trzech zamorskich piłkarzy. Jak już napisałem Ci tak zwani "tutejsi" grają właśnie w tych ligach, które już pojechały. Hiszpania, Włochy, Anglia.
Dokładnie. I takie właśnie proste fakty kładą na dechy tezę, że nasze europejskie gwiazdki są "przemęczone", a gdyby "przemęczone" nie były, to aj-waj i w ogóle.
Co innego chęci. Rozśmieszył mnie do łez niejaki Steven Gerrard swym, hehe, zdziwieniem i oburzeniem na słowa Harry'ego Redknappa, który ośmielił się zdradzić światu tę jakże skrywaną tajemnicę, że co poniektórzy potencjalni reprezentanci Anglii proszą swych trenerów klubowych, by nie puszczali ich na kadrę. Zaraz zrobiła się burza w szklance wody, święte oburzenie, szukanie winnych i parodystyczne zapewnienia, że wszyscy absolutnie Synowie Albionu gotowi by za trzy lwy oddać życie (że nie swoje, tego już oczywiście nikt nie dopowiedział). Tymczasem tenże sam Steven Gerrard, eternal - bless him - captain, ledwie rok temu zamiast na zgrupowanie kadry udał się na przedsezonowy, komercyjny tour Liverpoolu gdzieś po południowej półkuli.
Tyle że ci ludzie kręcą bat na własną głowę. Czy ktoś z Was, koledzy mili, ale tak bez latania po góglach, jest w stanie powiedzieć kto grał w 1/8 finału LM w zeszłym sezonie? Kto w rozgrywkach Premier League 2011/12 był piąty, a kto szósty? No właśnie. Tymczasem pewien jestem, że za lat trzydzieści ci z nas, którzy jeszcze człapać będą po tym świecie, będą mogli się spotkać i pogwarzyć w stylu: "Tyyy...! A pamiętasz Kostarykę z 14go? No ba, ale Kolumbia, panie, Kolumbia to były tuzy!"
Po pierwsze niebagatelną rolą jest mentalność, u nas sprawy narodowe mocno odeszły na drugi plan.
Po drugie, drużyny które mają dużą ilość piłkarzy grających w Europie albo odpadły albo grają bez rewelacji. Urugwaj awansował psim swędem, Argentyna się ślizga, Brazylia nie zachwyca a trzeba dodać że grają "u siebie" i na dodatek mają bardzo przyjazne sędziowanie.
WKS, Kamerun i Ghana czyli zaplecze Europy już po za Mundialem.
Odpowiedz sobie sam czy po natłoku rozgrywek jakimi jesteśmy bombardowani nadal czekasz na MŚ i czujesz ich czar jak bywało to drzewiej
I z okazji że u nas zawsze takie teorie czyli spiskowe mają się dobrze bym nie był zdziwiony gdyby kluby wywierały "delikatną" presję na zawodników żeby szybko pożegnali się z turniejem.
Piłka a szczególnie w Europie to obecnie wyłącznie kasa i to olbrzymia, w reprezentacji jej właściwie nie ma.
"Dodatkowa motywacja dla piłkarzy Ghany. Działacze dowieźli samolotem z Afryki 3 mln dol."
Niemcy im tyle zaśpiewali za przysługę?
Ależ ja nie będę twierdził, że jest kompletnie od czapy. Szczególnie przesyt finansowy, brak ambicji, tudzież wspomniana mentalność do mnie trafia. Niemniej jednak nie dzieliłbym tego na Europę i resztę świata, bardziej na "sytych" i "wygłodzonych". Jasne, Mistrzostwa Świata to brzmi dumnie, ale analizując składy to i tak Europa gra z Europą. Najbardziej nieeuropejskie reprezentacje stanowią tło dla całej reszty. Wyjątkiem jest Meksyk (ale to kwestia silnej ligi) i USA (wiadomo jaka kwestia), nawet wychwalana Kostaryka w meczu z Anglią wystawiła jedynie czterech "tambylców", reszta to wygniatający murawy starego kontynentu piłkarze. Wydający się być egzotyką Ekwador wygląda bardzo podobnie. Do obcych nam drużyn ciężko zaliczyć nawet Algierię czy przedstawicieli Korei. Sorry, mnie coraz bardziej wygląda to na przesyconych, nażartych już starszych panów i młodych ambitnych, chcących się pokazać harpaganów.