A+ A A-
  • Kategoria: MS2014
  • gawin76

Dzień dziewiętnasty: Tygrysy lubią dogrywki

Znamy komplet ćwierćfinalistów mistrzostw świata. W ostatnich meczach 1/8 finału zwycięzców poznaliśmy dopiero po dogrywkach. Argentyna pokonała Szwajcarię 1:0 dzięki bramce zdobytej przez Angela di Marię w 118. minucie meczu. Belgia okazała się lepsza od Stanów Zjednoczonych, zwyciężając 2:1. Zwycięskie drużyny zmierzą się w sobotę o 18:00 w meczu, którego stawką będzie awans do półfinału brazylijskiego turnieju.

Mecz Argentyny ze Szwajcarią przez wiele minut przebiegał według scenariusza, który musiał niepokoić licznych fanów reprezentacji Argentyny. Argentyńczycy znów nie zachwycali. Druga linia drużyny trenera Sabelli nie była w stanie zdominować świetnie zorganizowanej trójki środkowych pomocników Szwajcarii, którą stanowili Inler, Behrami i Xhaka. Argentyńczycy stawiali na nieefektywne indywidualne próby zdobycia terenu dryblingiem, Messi cofał się aż pod linię środkową w poszukiwaniu przestrzeni, a Szwajcarzy groźnie kontrowali, stwarzając świetne sytuacje, w niewybaczalny sposób zmarnowane jednak przez Xhakę i Drmica.

W drugiej połowie, podobnie jak w meczu z Bośnią i Hercegowiną, Argentyna podeszła wyżej, podopieczni Sabelli zaczęli wygrywać więcej pojedynków indywidualnych, a Szwajcarzy, szukając lepszej asekuracji w grze defensywnej, zaczęli cofać się coraz głębiej. Kiedy w 66. minucie z boiska zszedł Granit Xhaka zastąpiony przez Gelsona Fernandesa, stało się jasne, że Szwajcaria 'parkuje autobus'. Od tego momentu jedyną zagadką była odpowiedź na pytanie czy Argentyńczycy zdołają sforsować szwajcarską obronę. Udało się dopiero w 118. minucie meczu, po szybkim ataku zainicjowanym udanym przejęciem piłki w środku pola.

Taki właśnie jest futbol, wczoraj przekonali się o tym Szwajcarzy. Znakomicie bronisz się przed atakiem pozycyjnym przeciwnika, a w samej końcówce meczu plączą ci się nogi gdzieś w pobliżu linii środkowej boiska, dostajesz kontrę i cały wysiłek idzie na marne. Trudno też nie wspomnieć o ostatnim zrywie Szwajcarów, po którym wprowadzony z ławki Dżemaili miał stuprocentową sytuację na zdobycie bramki wyrównującej. Szwajcar w niewytłumaczalny sposób trafił jednak w słupek. Bekim Balaj ma godnych naśladowców.

Szwajcaria, mimo dzielnej postawy w meczu z Argentyną, trochę mnie na tych mistrzostwach rozczarowała, zwłaszcza ubóstwem arsenału ofensywnego. Zawiedli napastnicy, Drmic i Seferović, w ustawieniu z czwórką obrońców nie było widać atutów Lichsteinera, któremu prawy korytarz boiska zamykał najlepiej czujący się w tym miejscu Xherdan Shaquiri, wielokrotnie złych wyborów dokonywał szarżujący środkiem pola Inler. Warto jednak pamiętać, że cała grupa odpowiadająca za grę Szwajcarii w ataku (Shaquiri, Drmic, Seferović, Xhaka, Mehmedi) to zawodnicy jeszcze bardzo młodzi, najlepsze mecze i najbardziej udane turnieje zapewne dopiero przed nimi.

Argentyna zmierzy się w ćwierćfinale z Belgią i dla podopiecznych Sabelli będzie to arcytrudny mecz, w którym trudno wskazać faworyta. Belgia w meczu ze Stanami Zjednoczonymi odsłoniła znacznie więcej ze swojego potencjału niż miało to miejsce w meczach grupowych. Belgijskie kontry w niesamowitym tempie wyprowadzane ze środka pola mogą być dla Argentyny zabójcze, dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby Sabella nakazał Argentyńczykom czekać na Belgów na swojej połowie. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie, bo postawa wyczekująca z obu stron może zabić nam ten pasjonująco zapowiadający się mecz.

Belgia stworzyła w meczu z USA ogromną ilość sytuacji. Podopiecznym Wilmotsa czasem brakowało wyrachowania i zimnej krwi, czasem gubiła ich pazerność na strzelenie gola, a niekiedy po prostu genialnie interweniował Howard. Być może ten meczu skończyłby się jednym z najdziwniejszych remisów 0:0 w historii mistrzostw świata, gdyby nie wprowadzenie na boisko Romelo Lukaku. W takich sytuacjach potwierdza się wyświechtany frazes o 'dwóch zawodnikach na każdą pozycję'. Origi wcale nie grał źle, był aktywny, dochodził do sytuacji strzeleckich, mógł zaliczyć kapitalną asystę. Ale to Lukaku zrobił różnicę, zwłaszcza w sytuacji, która doprowadziła do bramki na 1:0, kiedy odepchnięty przez amerykańskiego obrońcę, utrzymał się na nogach i pomknął w stronę bramki Howarda.

Belgowie z pewnością postraszyli swoich kolejnych przeciwników, Czerwonym Diabłom należy się jednak solidna bura za przebieg dogrywki od stanu 2:0, kiedy reprezentacja Belgii uznała chyba, że mecz jest już wygrany. Amerykanie zdobyli kontaktowego gola, a huraganowy szturm w ostatnich minutach mógł doprowadzić do rzutów karnych. Zwłaszcza Clint Dempsey ma czego żałować, bo sytuacja, w której znalazł się po pomysłowo rozegranym rzucie wolnym była wyborna.

Patrząc na reprezentację Belgii meldującą się z dorobkiem czterech zwycięstw w ćwierćfinale mistrzostw świata, lekko boli wspomnienie meczu z 2007 roku, pamiętnego 2:0, dzięki któremu zapewniliśmy sobie awans na mistrzostwa Europy. W składzie tamtej reprezentacji Belgii między innymi Kompany, van Buyten, 'asystent' Vertonghen, Defour, Fellaini, Dembele i Mirallas. Gdzie dziś oni, a gdzie my?

Mecze 1/8 finału dostarczyły kibicom wielu wrażeń. Każdy z tych meczów miał swoją niepowtarzalną dramaturgię. W mojej opinii była to, biorąc pod uwagę komplet ośmiu meczów, najciekawsza i najbardziej emocjonująca faza 1/8 finału, jaką widziałem na mistrzostwach świata od czasu kiedy oglądam je świadomie, tzn. od 1986 roku. Teraz dwa dni przerwy i czas na ćwierćfinały, które rozpoczynają się 'trzęsieniem ziemi', czyli meczem Francji z Niemcami w piątek o 18:00. Tego samego dnia o 22:00 Brazylia zmierzy się ze znakomitą na tym turnieju Kolumbią. W sobotę o 18:00 mecz Argentyny z Belgią, a ostatnią ćwierćfinałową parę stanowią Holendrzy i nie mająca nic do stracenia reprezentacja Kostaryki.

Dyskusja (9)
1środa, 02, lipiec 2014 14:53
Monrooe
- "Gdzie dziś oni, a gdzie my" Bardzo smutna konstatacja naszej rzeczywistości w oparciu o wczorajszy występ Belgów. Szczególnie, że ci wcale nie zagrali na swoim najwyższym poziomie. W sumie warto byłoby też zestawić nasz obecny skład, a co za tym idzie pomysł jaki "realizujemy" w budowie naszej kadry narodowej.

I jeszcze jedno; -"Tygrysy lubią dogrywki" nie lubią, poszły spać. Wink
2środa, 02, lipiec 2014 17:55
Zbyszek
Ja znowu w poprzek. Na tych MŚ odbywa się walka na wyniszczenie. Coś takiego jak podczas I wojny światowej pod Verdun. Wygra kto póżniej padnie. Tylko ja pytam: co to ma wspólnego z tą piłką którą znam? Bo dla mnie to inteligentna i przebiegła gra polegająca na lepszym wynikowo od rywala kształtowaniu wydarzeń na boisku. Czy naprawdę gwiazdą futbolu jest gracz z przeciętnej drużyny ligi greckiej lub rezerwowy z drużyny końca tabeli ligi bułgarskiej? Lubię żarty, ale te są w złym stylu. A najbardziej mnie irytuje,że muszę oglądać to wszystko do pierwszej w nocy i potem muszę do roboty wstać. Ten kto to wymyślił powinien w piekle się smażyć Smile
3środa, 02, lipiec 2014 20:45
gawin76
@ Monrooe

Szczególnie, że ci wcale nie zagrali na swoim najwyższym poziomie.

Bez bicia przyznaję, Belgów za często przed mistrzostwami nie oglądałem, stąd moja nieufność co do możliwości tej drużyny, której zresztą dałem tu wyraz po ich meczu z Algierią. Wczoraj mi zaimponowali - przy kilku akcjach aż do poziomu tzw. kopary Smile

Szczerze mówiąc nie czuję się kompetentny by stwierdzić, czy przypadek Belgii to szczęście w pojawieniu się wyjątkowego pokolenia, czy zasługa szkolenia. A może po trosze jedno i drugie. Francuzi mają świetne szkolenie, ale mimo to pokoleniu z lat dziewięćdziesiątych ciężko było dorównać (aż do teraz?).

Nasza drużyna wtedy, hm, wiadomo że ograliśmy ich doświadczeniem i motywacją, a z tyloma zawodnikami w składzie znajdującymi się w, jak to się mówi, 'najlepszym piłkarsko wieku' Wink wiele więcej nie dało się już z tego zespołu wycisnąć. Ale kto by pomyślał, że pojawią się tacy zawodnicy jak Lewandowski i Piszczek (tzn. 'nowy' Piszczek), że skaperujemy Obraniaków, Boenischów i Polanskich, a reprezentacja będzie... coraz słabsza.
4środa, 02, lipiec 2014 23:03
a-c10
1. Druga linia drużyny trenera Sabelli

Przyznam szczerze, że dla mnie, zagorzałego zwolennika reprezentacji Argentyny, najsmutniejsze jest to, że na pięć słów cytowanego wyżej fragmentu prawdziwe jest tylko to ostatnie. "Druga" oznaczałoby, że przed nią istnieje jakaś "pierwsza", a potem jeszcze jakaś "trzecia". Nie, nie istnieje, zatem o "liniach" mowy być nie może. I nie dlatego - niestety - że Argentyńczycy grają futbol totalny. Nie ma linii, bo nie ma drużyny. Jest sobie pocieszny Sergio Romero w bramce, a przed nim biega dziesięciu typów odzianych w biało-błękitne fatałaszki. Biega, owszem, zawzięcie i wytrwale (aż dziw!), szkoda tylko, że bez większego ładu i składu, co zdecydowanie każe postawić znak zapytania przy słowie "trener". A nie no, ja wiem. Jeśli masz w składzie takich tuzów, jak Messi, Di Maria, Higuain, czy Lavezzi, to nawet po ich bezładnej bieganinie możesz się spodziewać jakichś tam efektów. Pytanie tylko: jak długo?

2. Rozczarowania (nawet delikatnego) Helwetami nie podzielam. Moim zdaniem ci chłopcy osiągnęli akurat tyle, ile rozsądnie można by się po nich spodziewać. Wyszli z grupy, w 1/8 wstydu nie przynieśli, a dodatkowo połapali masę cennych doświadczeń, które mogą – i powinny – zaprocentować w nieodległej przyszłości. Moim zdaniem ta drużyna, o ile tylko nadal będzie rozsądnie prowadzona, ma wszelkie szanse błyszczeć na ME’16 i – zwłaszcza – MŚ’18.

3. Zestawiając Belgię z Polską warto by chyba pamiętać, że ów mecz sprzed niemal siedmiu lat to było apogeum beenhakkerowskiego farta. Nasze chłopaki szurali gałę do Ebiego Smolarka, ten miał w meczu pół sytuacji, strzelał dwa gole i pozornie wszystko było w dechę. Jak bardzo pozornie – o tym mogliśmy się przekonać już niedługo później, gdy kredyt tego farta przyszło spłacać. Belgowie już wtedy nie byli tak znowu gorsi od nas. Następnie oni zrobili trzy kroki w przód, my dwa w tył, nic dziwnego, że teraz ledwie się widzimy.

4. Słówko jeszcze na temat Jankesów. Oni akurat złotego pokolenia zdecydowanie nie mają. Ale (wiem, monotematyczny jestem) zap-ten-tego. Wyobraźcie sobie teraz, że reprezentacja Polski broni się dzielnie przed naporem lepszego technicznie rywala przez pełne 90 minut z doliczkami. Po czym w dogrywce (zakładam, że nasi żyją jeszcze w ilości pozwalającej kontynuować mecz) na dzień dobry dostaje jedną bramkę, a tuż przed zmianą stron drugą…

@ Zbyszek:

Powtórzę własną kwestię spod poprzedniego odcinka: jeśli walka na wyniszczenie ma polegać na zamęczaniu rywala graniem dobrej piłki, to ja jestem sadystąSmile

Co zaś się tyczy przeciętniaków: a gdzie Ty ich widzisz? W ćwierćfinałach same tuzy. Pojedynek wagi ciężkiej Niemcy-Francja, mecz wiecznie niespełnionej Argentyny z na nowo aspirującą Belgią, odurzenie wysokiej klasy, czyli Kawa vs. Koka - wszystko wypakowane piłkarzami naprawdę świetnych klubów. Kurczę, nawet ta Kostaryka, której nikt się na tym etapie nie spodziewał, to nie są jacyś przypadkowi kolesie.

Przeciętniacy, owszem, byli. Niektórzy nawet powznosili się na wyżyny swych możliwości i powychodzili z grup, a potem dzielnie, choć nieskutecznie, stawiali czoła dużym chłopcom. Ale to przecież też jest piękne.

Wracając jeszcze na moment do kwestii "oni, a my" - gdybym był trenerem jakiejkolwiek polskiej drużyny klubowej, już dziś zamęczałbym (se se se;]) swych podopiecznych retransmisjami meczów Algierii, Grecji, USA, kogo tam jeszcze. Tak by naocznie im pokazać, że naprawdę nie trzeba być hipergwiazdą, aby coś w piłce osiągnąć.
5czwartek, 03, lipiec 2014 00:20
Senator
@a-c10
Bardzo dobrze prawisz, podzielam Twoje spostrzeżenia w całej rozciągłości.
No oczywiście bez tego zwrotu zagorzały zwolennik Argentyny, tylko bez tego.
6czwartek, 03, lipiec 2014 12:13
Monrooe
@ a-c10

- " Nie, nie istnieje, zatem o "liniach" mowy być nie może. I nie dlatego - niestety - że Argentyńczycy grają futbol totalny. Nie ma linii, bo nie ma drużyny. Jest sobie pocieszny Sergio Romero w bramce, a przed nim biega dziesięciu typów odzianych w biało-błękitne fatałaszki. Biega, owszem, zawzięcie i wytrwale (aż dziw!), szkoda tylko, że bez większego ładu i składu, co zdecydowanie każe postawić znak zapytania przy słowie "trener"."

Sorry, za tak długi cytat, ale przeczytałem te zdania kilka razy i wciąż nie wiem, czy piszesz o Argentynie, czy o meczu Polskiej reprezentacji w którymkolwiek z rozgrywanym przez nią meczów. Co prawda na trop "albiceleste" teoretycznie naprowadzają mnie te obcobrzmiące nazwiska, ale kto wie kogo nasi ostatnio zakontraktowali do gry w kadrze "kiedyśnarodowej". Może coś przeoczyłem ostatnimi czasu. Wiem, wiem, jeszcze barwy wskazywałby na Argentyńczyków, ale jak graliśmy w granatowych, czy czarnych to może teraz i w pasiakach biegamy. Ja wiem?

I tu płynnie przenosimy się do naszych poprzednich wpisów o taktyce. Może i faktycznie nowinek jako takich, ale podejście i waga taktyki wzrosła niepomiernie. Realizacja żelaznych założeń przedmeczowych, zmiana takowych w trackie gry to coś co na tych mistrzostwach widać widać bardzo wyraźnie. Niesamowity jest też wpływ jaki przegotowane i realizowane przez zespoły założenia mają na wynik końcowy. Wspomniany przeze mnie trener Michniewicz stwierdził, że nowinek taktycznych nie ma, bo trenerzy nie mieli czasu na ich przygotowanie. Ciekawe kiedy mieli czas na naukę niesamowitej konsekwencji przy realizacji obmyślonych wcześniej planów taktycznych na dane spotkanie. No, chyba, że faktycznie na tym mundialu oglądamy piłkarskich geniuszy, podczas gdy u nas biegają jedynie ich marne podróbki. Możliwe, jednak moim zdaniem oglądamy mistrzostwa, na których przygotowana taktyka i jej realizacja mają zdecydowanie większy wpływ na wynik, niż posiadanie w składzie jednej czy nawet kilku gwiazd światowego formatu.

Czy dajmy na to, taka Kostaryka ma lepszych piłkarzy od nas? Nie sądzę, ale czy kiedykolwiek widzieliśmy aby którykolwiek mecz naszych "Orłów" rozgrywany był na takiej intensywności i zachowaniem przyjętych przed meczem założeń. Nie bardzo, z reguły oglądając popisy "niało-czerwonych" widzimy dokładnie to, co świetnie zobrazował ujęty przez a-c10 a przytoczony przeze mnie fragment. A później niczym Portugalczycy w Ronaldo, wpatrujemy się w Lewandowskiego, czy innego Błaszczykowskiego (sic!) i pytamy - dlaczego? A przecież tacy Oni "wspaniali".
7czwartek, 03, lipiec 2014 14:18
a-c10
@ Monrooe:

Każdy z bramkarzy regularnie występujących w ostatnich latach (dziesięcioleciach?) w reprezentacji Polski był/jest o niebo lepszy od Sergio Romero. Tu plus dla nas. Z kolei zawzięcia i wytrwałości w bieganinie Biało-Czerwonych dostrzegam nieporównywalnie mniej, niż u Biało-Błękitnych. W ogóle mam wrażenie, że jeśli ktokolwiek z naszych od czasu do czasu prezentuje na boisku w/w walory, to jedynie właśnie gracze "importowani" - Polański, Boenisch, Perquis... Tymczasem u Argentyńczyków głupio, bo głupio, ale zasuwają wszyscy. Od Messiego i Di Marii począwszy.

I to nas przywodzi do kwestii trenera. Nie chcę wieszać psów na Alejandro Sabelli. Facet wciąż przecież może zdobyć Mistrzostwo Świata i... niech zdobędzieSmile Jednakowoż jednym tchem jestem w stanie wymienić co najmniej kilku znacznie lepszych argentyńskich szkoleniowców. A po głębszym namyśle to pewnie i kilkunastu. Z kolei u nas i Smuda, i Fornalik, i Nawałka to mniej więcej ta sama półka ligowej solidności. Wbrew rojeniom przeróżnych Steców z zagranicy też nikt wyraźnie lepszy do nas nie przyjdzie. Nie stać nas. Ani finansowo, ani - przede wszystkim - prestiżowo. Tym bardziej jednak powinniśmy wymagać od naszych, pożal się Boże, orłów aby tego naszego przeciętnego selekcjonera słuchali.

Poza tym, kurczę, o podobieństwach reprezentacji Polski i Anglii pisałem już wielokrotnie. Podobieństwa reprezentacji Polski i Argentyny wydają mi się jeszcze bardziej uderzające. Od lat przymierzam się do popełnienia większego tekstu na ten temat, niestety nieodmiennie przeraża mnie ogrom materiału, z jakim musiałbym się zmierzyć. Tak tylko pokrótce, hasłowo:

# futbolowa centrala posiadająca dobro narodowej piłki w głębokim poważaniu i zainteresowana wyłącznie kręceniem własnych lodów. Przy czym zauważyć należy, że na tle Bońka, Laty, Listkiewicza i reszty Julio Grondona prezentuje się niczym Al Capone zestawiony z jakimś osiedlowym doliniarzem;

# kompletny brak sensownego szkolenia. Tak, tak, Argentyna też nie szkoli piłkarzy. Produkuje jedynie towar, który najłatwiej w danej chwili zyskownie opchnąć. Jakiś czas temu byli to skrzydło-rozgrywający w podobie Aimara i D'Alessandro. Dziś: skrzydło-napastnicy a la Tevez, Aguero, Lavezzi, etc;

# podupadająca liga, trapiona korupcją, sędziowską indolencją, problemami kibicowskimi itp., dodatkowo bezlitośnie drenowana z wszelkiego młodego talentu przez różnych szemranych typów dla niepoznaki zwanych menedżerami;

# społeczne przekonanie o własnych możliwościach, a co za tym idzie - oczekiwanie sukcesów niepomiernie oderwane od stanu faktycznego. Oczywiście, Argentyńczycy oczekują od swej kadry wygrywania Mundiali, Polacy "tylko" odgrywania na nich znaczącej roli, jednak w obu przypadkach poziom absurdu i ciśnienie wewnątrz balona są mniej więcej takie same.

Można by tak jeszcze dłuuugo. Nie dziwię się zatem, że masz problemy z rozróżnieniem czy piszę o Albicelestes, czy może jednak Blanquirojos. Sam się momentami w tym deczko gubięWink

Co do taktyki - byłbym ostatnim, który umniejsza jej znaczenie. Powtórzę jednak: moim zdaniem na tych właśnie MŚ jeszcze bardziej uwidacznia się rola zaangażowania w realizację założeń. No bo czy - przy pełnym szacunku - wymienione przeze mnie wcześniej reprezentacje Algierii, Grecji, USA (do takiego poziomu, jak sądzę, jeszcze moglibyśmy racjonalnie aspirować) grały jakiś taktyczny kosmos? No przecież wręcz przeciwnie. Była to piłka prosta, oparta na podstawowych schematach, momentami wręcz jaskiniowa (żadna to ujma!), jak w przypadku ekipy Halihodzicia. Natomiast każdy z piłkarzy tworzących w/w drużyny wkładał wszystko, co tylko miał w swą boiskową pracę.

Dopóki nie doczekamy się takiego zaangażowania u naszych gwiazdek, dopóty pozostaniemy skazani na kolejne rozczarowania, drapanie ran i zastanawianie się, czemu po raz kolejny nie wyszło. Dlatego tym bardziej, w mojej opinii, powinniśmy od kadrowiczów wymagać jeżdżenia na tyłkach. Skoro Algierczycy, Grecy, czy Jankesi mogą, to my też.
8czwartek, 03, lipiec 2014 14:36
Monrooe
@ a-c10

- "Co do taktyki - byłbym ostatnim, który umniejsza jej znaczenie. Powtórzę jednak: moim zdaniem na tych właśnie MŚ jeszcze bardziej uwidacznia się rola zaangażowania w realizację założeń."

Dobra, dobra, ja nawet się zgodzę z tak postawiona sprawą. Jednak, gdzieś tam po drodze, pomiędzy pomysłem na taktykę a jej realizacją jest trener i jego rola wdrożeniowca. Bo wiesz, nawet najlepsza taktyka nie zda się na nic, jeśli jej teoretyczni wykonawcy mają ją w głębokim poważaniu (o znów wróblem do Argentyny) i robią swoje. Rolą trenera, szczególnie selekcjonera jest nie tylko selekcja ale też konsekwencja przy doborze takich ludzi, którzy ten jego pomysł na grę będą w stanie zrealizować. Taktyka i selekcja w zespole Argentyny (zrealizowane zresztą przez ten zespół) jest dla mnie nad wyraz czytelna - bawimy się. I się bawią. Niestety nasi się nawet nie bawią. Są i już samo to powinno gawiedzi wystarczyć. Pomysłu na to by wykorzystać tych co są nie widzę, a przynajmniej dotychczas nie dostrzegłem. Sorry, twierdzenia, że to tylko wina braku zaangażowania naszych piłkarzy nie kupuję. Za "łatwe" to dla mnie.
9czwartek, 03, lipiec 2014 15:18
a-c10
@ Monrooe:

Warto by pamiętać, że pozycja Sabelli od początku była taka sobie. O tym, że chłop został tecnico nie dlatego, że nikogo lepszego nie było, a dlatego, że najbardziej pasował wszechwładnemu Grondonie, wiem przecież nie tylko ja. Jeszcze lepiej wiedzą o tym jego podopieczni. Co gorsza, facet zachował się niczym Paweł Janas osiem lat temu: ni z gruchy, ni z pietruchy tuż przed Mundialem postanowił zastąpić dobrze działającą taktykę z udanych eliminacji czymś kompletnie innym. Po co mu to było? Dlaczego? Cholera wie. Fakt faktem eksperyment się nie udał, w związku z czym Sabelli pozostały dwa wyjścia, oba złe: trzymać się w kolejnych meczach chybionego pomysłu, albo ulec presji niezadowolonych zeń graczy. A.S. postawił na opcję B i od tej pory stało się w zasadzie jasne, że jego rola jako selekcjonera de facto się zakończyła, a do końca kadencji pozostanie figurantem volens nolens firmującym idee piłkarzy. O tym, że z tego miejsca nie ma odwrotu dość boleśnie przekonał się m.in. - kolejne polsko-argentyńskie podobieństwo - Franciszek Smuda. Teraz los Sabelli pozostaje wyłącznie w rękach, a raczej nogach piłkarzy. Jeśli wygrsją - cóż, mistrzów się nie sądzi. Jeśli nie, jego głowa poleci jako pierwsza.

Nie zgodzę się natomiast z tym, że Argentyńczycy się bawią. Nie, moim zdaniem zabawy to oni mają już wyżej uszu. Bardzo chcieliby wygrać, niestety żaden z nich nie posiada, a przynajmniej do tej pory nie ujawnił na tyle wysokiego zmysłu taktycznego i zdolności przywódczych, by poukładać grę kolegów. A że selekcjonera już, jako się rzekło, nie mają, pozostają skazani na nadzieję, że Leo, Angel, czy ktokolwiek inny coś do tej siatki wepchnie. Coś więcej, niż puści fajtłapowata obrona.

U nas pozycja selekcjonera też od startu jest słaba. Ale nie dlatego, że istnieje kilku(nastu) potencjalnych kandydatów lepszych od Smudy/Fornalika/Nawałki. Po prostu u nas selekcjoner jest przegrany przed pierwszym gwizdkiem, bo nie spełnia oczekiwań medialnej tłuszczy - a co za tym idzie, tzw. opinii publicznej - czekającej na swojego Godota z zagranicy. "Opiniotwórczy felietoniści" od samego dzień dobry zastanawiają się, jak taki np. trójkąt dortmundzki ma uznać autorytet trenera który do tej pory pracował jedynie w "jakimś" Górniku, czy Ruchu, skoro oni sami grają w BVB. Jak to, k*rwa, jak?! Albo łaskawie zechcą to zrobić, albo niech sobie zostaną przy swoich Befaubach, Bayernach, Arsenalach i reszcie i zwyczajnie nie zawracają dupy.

Rolą trenera, szczególnie selekcjonera jest (...) konsekwencja przy doborze takich ludzi, którzy ten jego pomysł na grę będą w stanie zrealizować.

"Będą w stanie", czy "będą chcieli"? Bo dla mnie to jednak zasadnicza różnica. Kurczę, nie miałbym nic naprzeciw temu, by w naszej reprezentacji grali ligowi wyrobnicy, średnio utalentowani, ale za to fikający tak, jak im selekcjoner (ktokolwiek by nim nie był!) zagra. Bo wtedy mielibyśmy jakieś tam szanse za parę lat dołączyć do Algierii, Grecji, Stanów. Natomiast z tym naszym obecnym jaśniepaństwem, któremu - właśnie! - zdaje się, że sam fakt ich istnienia powinien powodować spazmy u gawiedzi, to obawiam się, że pozostaniemy taką Argentyną dla ubogich.

W kwestii ogólnej jeszcze: ja przecież nigdzie nie twierdzę, że chodzi wyłącznie o brak zaangażowania. Uważam po prostu, że to jest absolutna podstawa, bez której ani rusz. nawet najlepsza taktyka nie zda się na nic, jeśli jej teoretyczni wykonawcy mają ją w głębokim poważaniu No dokładnie, nic +, nic -. Zacznijmy więc wymagać od naszych orzełków, by zaczęli wreszcie przykładać się do swych obowiązków, a dopiero potem oceniajmy sposób, w jaki te obowiązki zostały na nich nałożone.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1