A+ A A-

Legia - Pogoń 1-1: Nie tędy droga

Legia zanotowała trzeci kolejny remis w Ekstraklasie. W sobotni wieczór nasza drużyna zmierzyła się w Warszawie z Pogonią i znów wypuściła z rąk ważne punkty. Legioniści prowadzili po trafieniu Wszołka, ale goście szybko zdobyli bramkę wyrównującą.

 

Trener Runjaić postawił na drużynę w składzie: Hładun – Burch, Augustyniak, Ribeiro – Wszołek, Kapustka, Elitim, Kun – Josué, Kramer, Gual. Skład gości wyglądał następująco: Cojocaru – Wahlqvist, Lončar, Malec, Koutris – Ulvestad, Gamboa, Kurzawa – Biczachczjan, Koulouris, Grosicki.

Pierwsza ofensywna akcja Legii zakończyła się strzałem Guala z pola karnego. Piłka przeszła nad poprzeczką. W 5. minucie Lončar uniemożliwił Kramerowi strzał kilka metrów przed bramką. Legioniści wykonywali serię rzutów rożnych. Po jednym z nich Lončar został znokautowany przez własnego bramkarza i musiał opuścić boisko. Linię obrony Pogoni zasilił Borges. W 13. minucie płaski strzał Kapustki w minimalnej odległości minął bramkę gości. W 17. minucie Ribeiro oddał sytuacyjny strzał po dośrodkowaniu Josué z rzutu rożnego. Piłka odbiła się od słupka. W 38. minucie Gual oddał zaskakujący strzał z ostrego kąta. Cojocaru odbił piłkę na rzut rożny. W drugiej minucie doliczonego czasu gry celnie uderzył Kapustka, ale bramkarz gości z łatwością złapał piłkę. W piątej minucie doliczonego czasu gry dwukrotnie szczęścia próbował Biczachczjan. Za pierwszym razem Hładun odbił piłkę, za drugim strzał zawodnika gości był niecelny.

Do przerwy było 0:0. Legia miała optyczną przewagę, która jednak nie przekładała się na sytuacje strzeleckie. Goście realizowali swój plan.

W 49. minucie Legia umieściła piłkę w bramce gości. Nieporozumienie Koutrisa i Cojocaru wykorzystał Josué. Portugalczyk przytomnie zgrał piłkę do Wszołka, któremu pozostało tylko dopełnić formalności. W 59. minucie Pogoń wyrównała. Błąd popełnił Burch, który stracił piłkę na własnej połowie. Pogoń wyprowadziła kontrę w przewadze liczebnej. Grosicki zagrał piłkę w pole karne, gdzie Koulouris okazał się sprytniejszy od Ribeiro i z bliska umieścił piłkę w bramce. W 72. minucie Morishita zastąpił Kuna. W 74. minucie Josué źle wykonał rzut wolny i za chwilę ujrzał żółtą kartkę po faulu taktycznym na Grosickim. W 86. minucie boisko opuścili Kramer i Josué, w miejsce których zameldowali się Pekhart i Dias. W doliczonym czasie gry żółtą kartką upomniany został Pekhart.

Mecz zakończył się remisem, z którego bez wątpienia bardziej zadowoleni są goście. Legia zmarnowała sprzyjający układ gier na początku rundy wiosennej, drepcząc w miejscu w ligowej tabeli i fatalnie marnując atut własnego boiska. W grze naszej drużyny nie widać ognia, entuzjazmu, wiary we własne siły. Widać za to nerwowość i frustrację. Widmo braku europejskich pucharów w przyszłym sezonie jest jak najbardziej realne.

Dyskusja (3)
1sobota, 02, marzec 2024 23:28
Senator
Co tu komentować? Ostatnie trzy zdania szanownego Sir Gawina mówią wszystko . Jako kibic mogę tylko napisać , Nadzieja umiera ostatnia .
2niedziela, 03, marzec 2024 09:20
Baron
No właśnie co tu komentować?
3niedziela, 03, marzec 2024 11:10
Zbyszek
Oceniając grę i wyniki Legii w obecnej rundzie musimy brać pod uwagę dwa ograniczenia, które ciągną klub w dół : finansowy i kadrowy. Legii w dół nie ciągną ani Josue, ani Runjaicz.
Niedawno w skrócie opisałem sytuację finansową Legii na koniec 2022 ( danych za 2023 jeszcze nie ma) i podejrzewać należy, iż zadłużenie ogólne przekroczyło 200 mln zł, a przecież Legia musi pod groźbą karnych odsetek w 2024 roku spłacić 47 mln zł kredytów tzw. komercyjnych oraz 17 mln zł za LTC do BGK. A pieniędzy nie ma.Niezdobycie w 2023 roku Tytułu kosztowało Legię lekko licząc kilkanaście milionów, a do tej pory środki wpłynęły tylko za transfer Slisza , bo za Muciego będą spływały w 7 ratach począwszy od końca marca,zaś środki za udział w LKE wpłyną w lipcu.Legia jest moim zdaniem jeszcze w walce o Tytuł i gdyby go zdobyła to na konto wpadłoby ok. 35 mln zł. Ta trudna sytuacja finansowa sprawia ,że Legii nie stać na transfery o charakterze wzmocnieniowym. Jacek Zieliński ( pozdrawiam) robi dobrą minę do kiepskiej gry mówiąc ,że nie będzie robił transferów pod publiczkę,ale co miał na myśli to tego nie wyjawił Smile.Trener ma racją mówiąc,że Legii brakuje głębokości zaplecza i chodzi przede wszystkim o istotne wzmocnienie obrony.
Drugim ograniczeniem jest niska jakość kadry obrońców,w której jedynym klasowym zawodnikiem jest Artur Jędrzejczyk ( pozdrawiam) ,ale już o ograniczonej motoryce. Pozostali : Pankov ( tu zgoda z CTP), Kapuadi, Burch, Ribeiro i Augustyniak nie prezentują poziomu wymaganego dla Mistrza . Legia ma najsłabszą obronę spośród zespołów walczących o Tytuł, aczkolwiek ich rezerwy są znacznie słabsze. I one wszystkie , poza Rakowem, grają "czwórką " w obronie ,a tylko Legia "trójką' . Trener Runjaicz miesza zawodnikami w obronie ,ale jak wiemy od samego mieszania klasy nie przybędzie.
W tym podejściu rozumiem naszego trenera, bo chce wykorzystać potencjał ofensywny , który jest wyższy niż defensywny, tyle ,że brakuje mu konsekwencji realizacyjnej.
Z Pogonią znowu obrona zagrała w takim składzie po raz pierwszy i znowu nie ustrzegła się poważnych błędów, w tym tego po którym padła bramka dla rywali. Jedynym pewniakiem w obronie jest Ribeiro. Czyli nic dodać, nic ująć.

Po tym co powyżej napisałem jasnym się staje, że i Legia i Pogoń mające poważne walory ofensywne musiały szukać we wczorajszym spotkaniu rozstrzygnięcia przede wszystkim
w powstrzymaniu napastników rywali, bo na tym polega schemat przeciwdziałania.
Jeżeli chodzi o Pogoń to jej wiosenna postawa , zwłaszcza w porównaniu z jesienią, jest zaskoczeniem wykraczającym poza logiczne pojmowanie.Bowiem nie wiemy ( tu odsyłam do "Iluminacji") jak Pogoń by się prezentowała , gdyby nie wygrała pierwszego meczu ze Śląskiem we Wrocławiu będąc zespołem zdecydowanie gorszym. To po tym spotkaniu wielu graczy Pogoni doznało przemiany co przełożyło się na grę i wyniki. Dla rywali Pogoni rozpoznanie podstaw taktycznych jej gry stało się wyzwaniem ,ale i potrzebą chwili , bo wiedza zdobyta jesienią obecnie jest mało przydatna.
Wbrew bowiem optymistycznym przepowiedniom analityków piłkarskich dysponujących ogromną ilością danych , ich zastosowanie przynosi wielce umiarkowane pozytywne efekty. Kiedy przed ponad dekadą temu pojawiły się gigantyczne ilości danych , a futbol stał się wymierny, wydawało się analitycy znaleźli "Kamień filozoficzny". Każdy strzał, każde podanie można było zarejestrować. Przez wiele lat obowiązywał schemat , który na podstawie danych analitycznych skonstruował trener Boltonu Wanderers Sam Allardyce . On to przy wsparciu analityków opracował model nazwany "Fantastyczną czwórką". Charakteryzował się on czterema fundamentalnymi zasadami . Po pierwsze, z ich obliczeń wynikało,że w trakcie 38 kolejek zespół musi przynajmniej w 16 meczach zanotować czyste konto. Po wtóre, wiedzieli,że zespół , który obejmie prowadzenie ma 70% szans na wygraną. Po trzecie , mieli świadomość,że aż 30% goli pada po stałych fragmentach gry , a wrzutki ( także z autu) dochodzące do bramki są bardzo niebezpieczne , więc je zawzięcie ćwiczyli. Po czwarte, dane podpowiadały,że drużyna , która w trakcie meczu przebiegnie łącznie dłuższy dystans z prędkością powyżej 26,85 km/godz ma 80% szans co najmnjej na remis.
Dane zmieniły piłkę nożną, sprawiły,że główne składowe gry można policzyć, porównać , a potem przedyskutować wyciągając konstruktywne wnioski.
Lecz jednocześnie pojawił się sceptycyzm , zwłaszcza kiedy dane były niedokładne i nieobiektywne , a wnioski nietrafne.Jednym z problemów generowanych prze dane piłkarskie jest ich niejednolitość co wynika także z braku konkretnych definicji np co to są celne podania, udane odbiory , a nawet przebiegnięty dystans. Podobnie jest z kanonem tzw. Kluczowych Wskaźników Efektywności. Jako podstawę do jego krytyki wskazywany jest pamiętny mecz w półfinale MŚ w 2014 roku zakończony wynikiem 7:1 dla Niemców z Brazylią a w którym KWE wyglądał tak : na pierwszym miejscu Brazylia : posiadanie piłki 52 do 48, podania w pole karne 19 do 11, dośrodkowania 22 do 10, rzuty rożne 7 do 5, niebezpieczne ataki 55 do 34, udane odbiory 5 do 1, straty 69 do 76, strzały 18 do 14, celne 13 do 12.
Niektórzy trenerzy posunęli się do stwierdzenia ,że brakuje nam danych na temat tych rzeczy, które faktycznie decydują o sukcesie w futbolu.
Jednak z drugiej strony dane zbierane na przestrzeni wielu lat , z wielu lig jasno dowodzą,że : drużyny , które mają większe posiadanie piłki wygrywają 54% spotkań , te, które mają więcej wygranych pojedynków w 56%, większy przebiegnięty dystans w 60%, więcej oddanych strzałów w 61%, więcej strzałów na bramkę w 75%. Mówiąc prościej nie zawsze drużyna , która ma korzystniejszy KWE wygrywa, ale bycie lepszym w tym Wskaźniku w dłuższej perspektywie musi się opłacić.
Owszem wczorajszy mecz jak trafnie zauważył Gawin nie był dla nas satysfakcjonujący, ale nasz zespół był od Pogoni znacznie lepszy i powinien wygrać, bo Legia oddała 16 strzałów wobec 7 rywali, strzały celne 5 do 3, posiadanie piłki 62 do 38, podania 548 do 350, celność podań 81 do 74 i rzuty rożne 9 do 1( ten wskaźnik jest silnie bolesny).
Lecz w moim przekonaniu w Legii idzie ku lepszemu , potrzeba więcej wiary w powodzenie i więcej pewności siebie , a Pogoń chyba limit farta wyczerpała i moim zdaniem w walce o Tytuł nie będzie się liczyć.

We wczorajszym spotkaniu po raz pierwszy w tej rundzie można było dostrzec w ujęciu strategicznym Legii współgranie wynikające z analizy gry Pogoni z zastosowaniem wniosków w taktyce meczowej.Przede wszystkim trener zagrał systemem 3-5-2, co po pierwsze wynikało ze słabości personalnej naszej obrony, grającej po raz pierwszy w tym składzie ,a po wtóre, równie ważne - z konieczności zastopowania poczynań ofensywnych Pogoni opartych na szybkich akcjach skrzydłowych , głównie Grosickiego.Ustawienie "piątki" w drugiej linii ma taktyczny sens w objęciu kontrolą całej szerokości boiska od własnego pola karnego do pola rywali, po to ,aby zaklinować boczne sektory boiska. Do tego na treningach zawodnicy Legii ćwiczyli , głównie pod kątem zadań czekających ich w meczu z Pogonią, w tym zwłaszcza tych poprawiających efektywność gry defensywnej. Chodziło przede wszystkim o doskonalenie dwóch technik obronnych " skracanie i zawężanie pola gry " oraz grę "aktywną strefą' . Przypomnijmy ,że skracanie i zawężanie to wspólne skoordynowane działanie polegające na przemieszczaniu się w kierunku bramki rywala i miejsca w którym znajduje się piłka.Celem takiego bronienia jest utrudnianie przeciwnikowi manewru z piłką , ułatwianie współdziałania pomiędzy defensorami , a także tworzenie szans do wyjścia z szybkim kontratakiem. Gra "aktywną strefą' i jej konsekwencje w postaci "podwajania " czy "potrajania" to działania w bronieniu zmierzające do odebrania lub wybicia piłki . Jest to zdecydowane , zaczepne , wspólne działanie przeciwko napastnikowi z piłką w celu zmuszenia go do popełnienia błędu . Jeżeli napastnik błędu nie popełni to broniący go blokują lub starają się odebrać piłkę.
Wczoraj , poza kardynalnym błędem w 59" , ten plan zdawał egzamin, bo bardzo groźny Grosicki nie istniał na boisku ,a Biczachrjan miał tylko 5' dobrej gry .
Do pochwał za grę defensywną wpadła łycha dziegciu i zepsuła cały obraz. Co prawda sędzia w 59' pobłądził ,bo nie przerwał gry po faulu na Burchu, ale wręcz sabotażem można nazwać,że nikt nie zajął jego miejsca po prawej stronie boiska i niewidoczny dotychczas Grosicki mógł z piłką przejść do boku pola karnego i dograć do środkowego napastnika , którego obowiązkiem pilnowania obciążony był Augustyniak, a który wolał być obserwatorem.
Taka bramka nie musiała przesądzić o wyniku ,gdyby napastnicy byli bardziej zdecydowani ,ale wczoraj Kramer zaliczył padakę. Podobnie jak Gawin mam wrażenie takiej pasywności większości naszych graczy . Dla mnie przykładem niezdrowej atmosfery jest zachowanie Kuna , który pewno i tak byłby zmieniony ,a który po strasznym babolu polegającym na fatalnym nietrafieniu w piłkę stopą i w konsekwencji nietrafieniu w bramkę w czystej strzeleckiej sytuacji - udaje uraz ,że niby to jakaś dolegliwość mu przeszkodziła.To świadczy o tym jak nerwowa, pełna pretensji, rozliczeń i przede wszystkim nadmiernej presji - istnieje niedobra atmosfera w drużynie.
Ale jako się rzekło jest nieznacznie lepiej, a to za sprawą aktywności Wszołka, który łapie wysoką formę, Kapustki , który wywiera korzystny wpływ na grę , głownie pracowitością i przechwytywanie bezpańskich piłek oraz Guala , który notuje wyraźny postęp i moim zdaniem już jest gotowy być środkowym napastnikiem.

Zespół Pogoni zagrał stałym swoim ustawieniem 4-1-4-1 z dwoma zmianami w "żelaznym składzie' , bo kontuzjowanego Zecha zastąpił Lonczar ( też się nie nagrał Smile) ,a zbyt eksploatowanego Przyborka ( 17 lat) na prawym skrzydle Biczachczjan. Pogoń gra arytmicznie stosując starą taktykę, którą Orest nazwał syndromem zwiniętej sprężyny. Powstrzymywanie ataków rywali podejmują dopiero od środkowej linii boiska cofając się pod naporem ofensywy przeciwnika w sposób uporządkowany, formacjami , aby po odzyskaniu piłki natychmiast" wystrzelić" w kierunku bramki rywali wszystkimi siłami z wykorzystaniem bardzo szybkich skrzydłowych. Taka organizacja gry jest ryzykowna, bo przy własnym ataku prawie cała własna połowa boiska pozostaje niezabezpieczona, ale gracze Pogoni liczyli ,że po zagraniu piłki za ich plecy szybciej dobiegną do niej ,niż nasi zawodnicy. I niestety w tym się nie zawodzili.
Jak już napisałem mieli wielki fart, że wywożą remis ,na który nie zasłużyli.

Przyznam ,że postrzegam, zwłaszcza po wczorajszym meczu , sędziego Lasyka jako kogoś kogo opisał Robert Stevenson w powieści " Dr Jekyll i mr Hyde" , a więc jednej postaci o diametralnie różnych osobowościach. Trudno pojąc,że arbiter do 58' minuty jest praktycznie bezrobotny ,a nawet można go chwalić,zaś po popełnienie poważnego błędu nagle przez ponad 30 ' nie jest w stanie podjąć ani jednej trafnej decyzji. Przez prawie godzinę wmawiałem sobie ,że znowu , po Marciniaku , będę mógł pochwalić ( co lubię) sędziego meczu Legii . Bo przecież w 45 ' szybciutko , energicznymi wymachami rąk, spacyfikował mającego pretensje Koulourisa, o nieodgwizdanie faulu i Gamoboy twierdzącego ,że nie faulował.W 58' zadziałał ma doświadczeniu i złapał Wahlovista na wymierzaniu samemu sprawiedliwości i ukarał go kartonikiem. W tej samej minucie Szwed twierdził ,że był faulowany przez Elitima ,a kiedy sędzia go odpędził, w następnym starciu sam ostro sfaulował naszego gracza.
Przełomem w jego odmianie była 59 'kiedy nie odgwizdał tzw. miękkiego ,ale jednak faulu na Burchu , w efekcie czego Pogoń przeprowadziła akcje po której padła bramka.To go tak wytrąciło z równowagi ,że gwizdał faule w przeciwne strony,że pokazywał kartki niewinnym, ,że gwizdał urojone spalone ,że powinien wyrzucić Kurzawę z boiska ,a nawet nie dał mu żółtej kartki.Kurzawa najpierw w 67" symulował faul i prowokował trenera Runjaicza, zaś w 73" sfaulował odepchnięciem w plecy Josuego i nie dostał kartki ,a za takie same przewinienie na Grosickim Josue został ukarany . Ja wbrew wielu tzw, "ekspertom" nie zarzucam sędziom wypaczania wyniku, bo jak to mówił Kazio Górski " Dopóki piłka w grze to wszystko jest możliwe" . Czyli to ten remis to wina naszej drużyny, która nie potrafiła strzelić o jedną bramkę więcej.

Nie ukrywam,że jestem zdecydowanym przeciwnikiem barbarzyństwa części kiboli podszywających się pod kibiców Legii.To chamskie obrażanie piłkarzy , trenera, a nawet ich rodzin - dyskwalifikuje tę hołotę jako kibiców Legii. Z Legią powinniśmy być jak z rodziną ,a rodzina jest świętością.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1