A+ A A-
  • a-c10
@ Iocosus: Za miłe słowa o Tymbarku mój szwagier, od lat dwudziestu paru pracownik Maspeksu, kopsnąłby Ci karton soków, firmowe sztućce i koszulkę Widzewa na dokładkę ;p Puchar Tymbarku uważam za genialną inicjatywę. Nie, wcale nie tylko dlatego, że dzielę życiowe radości i troski z siostrą weterana konsorcjum z Wadowic Wink Zupełnie serio, czapki z głów przed kimś, kto tę imprezę wymyślił, opracował, uruchomił i od lat z sukcesami prowadzi. Sęk w tym, że jest to akcja społeczno-marketingowa. Zachęca dzieciaki do ruchu, buduje w nich umiejętności współpracy w grupie, zapewnia fenomenalne wspomnienia oraz – last but not least – napędza firmie klientów (fair deal). Nawet jeśli niektórzy nasi kadrowicze mają w CV występy w tych rozgrywkach, nie liczmy jednak na to, że Puchar Tymbarku ogarnie nam kwestię szkolenia. O modelach rozgrywek, konkretnych rozwiązaniach, itd., nie chce mi się szerzej rozpisywać, gdyż tak, jak Ty, Iocosusie, jesteś cięty na leśnych dziadków, tak ja mam alergię na słowo „reforma”. Wywołuje ono bowiem z gruntu fałszywe, groźne przekonanie, że wystarczy tu coś poprzestawiać, tam coś przerobić, siam przemalować, owam przearanżować i już, wszystko będzie hulać. No nie, nie będzie. Jeśli te cztery edycje LN spędzone w Dywizji A mogły czemukolwiek służyć, to ewentualnie temu, byśmy uświadomili sobie ponad wszelką wątpliwość, że nie tylko nie przynależymy do światowej czołówki (na co przed inauguracją tych „rozgrywek” można jeszcze było mieć cień nadziei), ale nawet nie jesteśmy blisko. Wręcz odwrotnie, gołym okiem widać, że w wyścigu Kii z Bugatti supersamochód z Molsheim coraz bardziej odjeżdża koreańskiemu autu. W edycji 18/19, pod wodzą powszechnie wykpiwanego i wyszydzanego „niedouczonego kretyna Brzęczyszczykiewicza” niby powinniśmy byli spaść, uratowała nas tylko, heh, reforma. Ale przecież w czterech meczach z Włochami i Portugalią zanotowaliśmy dwa remisy i dwie nikłe porażki z łącznym bilansem bramek 4:6. Dwa lata później w starciach z Italią (znów) i Holandią było już zauważalnie gorzej, choć głównie jeśli chodzi o postawę naszej ekipy, bo wynikowo wciąż nie było jakiegoś dramatu. Utrzymać się udało dzięki dwukrotnemu, bezdyskusyjnemu pokonaniu Bośni. Edycja 22/23 (Michniewicz) to m.in. niesławne 1:6 w Brukseli i znacznie mniej bezdyskusyjne triumfy nad Walią. No i wreszcie sezon bieżący, gdy Portugalia dwukrotnie powycierała nami podłogę, Chorwacja raz ograła na luziku, raz pechowo zremisowała, a na domiar złego Szkocja udowodniła, że nie mamy żadnych, ale to żadnych argumentów, by patrzeć na nią z góry. Już tam kij z tym spadkiem, wciąż uważam, że on nie jest taki straszny. Kij nawet z tym, że można przecież przytomnie zauważyć, że LN to generalnie sparringi, więc nie ma sensu robić wokół nich wielkiego halo. Jasne, tylko że jeśli spojrzeć na imprezy mistrzowskie i eliminacje do nich, to wcale nie robi się zauważalnie lepiej. Regres nadal widać jak na dłoni. Mimo stęków i lamentów gawiedzi, kwalifikację na Euro’20 zdobyliśmy bez problemu. Tymczasem w kwalifikacjach Euro’24 poobijały nas i Czechy, i Albania (!), i Mołdawia (!!!). Nie, Iocosusie, tu żadne drobne zmiany nie pomogą. Tu by trzeba bić na alarm i poważnie się zastanowić nad kompletną reorganizacją naszego futbolu, tak od góry do dołu. Tymczasem o czym się rozmawia w środowisku? Wczoraj o tak kluczowych zagadnieniach, jak fotka panów Z. z Cristiano Ronaldo i portki Bułki. A dziś, no oczywiście, wymiana selekcjonera. Tak, kurwa. Znowu. Jeszcze niedawno mnie to wszystko przerażało. Obecnie czuję coraz większe zobojętnienie.
This is a comment on "Za duszki reprezentacyjne"