- iocosus
Albiceleste, tak wpakuję się między wódkę a zakąskę. Pełna zgoda ze stwierdzeniem: „mam świadomość, iż po jego (tj. Probierza) zwolnieniu nie nastąpi dogłębnie przemyślany, pieczołowicie zaplanowany proces rekrutacji następcy, (...) Prezes z kimś se pogada, z kimś się wódeczki napije, a potem, na podstawie własnego widzimisię i niczego innego postanowi, iż teraz selekcjonerem będzie Papszun. Albo Urban. Albo – bo dlaczego nie? – Feio. Albo jakiś kolejny cudak z zagranicy.” – również nie wierzę, że Kulesza dokona racjonalnego wyboru, chyba że przypadkiem. To i u mnie jest jakiś tam argument za pozostawieniem Probierza, zresztą już w PZPN to się wykorzystuje szmuglując do mediów grypsy, że jedynym rozważanym następcą Probierza mógłby być Skorża, mając przy tym świadomość, że ten kontraktu w Japonii nie zerwie. Cyniczna gra, żeby zaakceptować Probierza.
Natomiast pojawia się kwestia, obojętnie kto byłby preziem związkowym, to jak wybierać selekcjonera? Według mnie ryzyko trafności wyboru zawsze będzie istniało.
Każdy na stołku prezesowskim dla którego wybór „Narodowego” to najważniejsza z prerogatyw będzie dowodził, że przed namaszczeniem „Salwatora” polskiej piłki „nastąpi dogłębnie przemyślany, pieczołowicie zaplanowany proces rekrutacji, obejmujący ścisłe, chłodne określenie kogo my chcemy, czego od niego chcemy, kogo możemy mieć i co możemy mu dać.” To deklarowane będzie w każdym układzie! Ba, nie wykluczam dobrych intencji.
Inne propozycje?
W narodowym audiotele był już wybrany ten „co czyni cuda” i był to jeden z najgorszych możliwych wyborów. W naszej najnowszej historii XXI wieku przeoczyliśmy tego, któremu posada trenera repry bezwzględnie się należała jak psu kość. Dla Henryka Kasperczaka przejęcie schedy po Beenhakkerze było ostatnią ku temu okazją. Lato już ponoć nawet mu to obiecał (żona pana Henryka świadkiem) ale później uległ i się przestraszył vox populi. Postąpił zgodnie z wolą większości nas kibiców z efektem wiadomym.
Oddajmy kwestię wyboru „mądrym głowom” areopagowi doświadczonych polskich trenerów! To już też było, w ten sposób został wybrany Waldemar Fornalik, a guru polskich trenerów mógł suflować do woli reprezentacyjne mądrości, słać rady spod wiślackiego kominka. Efekt wiadomy!
Na rodzimych się sparzyliśmy, ale skoro nas stać, to wybierajmy trenera z topu. No i w efekcie: Zibi top, siwy bajerant flop! A przecież: „Wszyscy, z którymi się kontaktowałem w jego sprawie, mówili mi: "Zibi, to jest top"!
Selekcja zawodzi, to postawmy na sprawdzonego konia, takiego, który ma niepodważalne sukcesy na międzynarodowym poziomie? W ten sposób objawił się najbardziej utytułowany selekcjoner w historii polskiej piłki, czyli dobrze kojarzony Kuleszy Felipe, ptfu, Fernando Santos.
Albiceleste, moim zdaniem research zapewniający trenera, który spełni pokładane w nim nadzieje, nie istnieje! Zawsze będzie ryzyko, czy ktoś rozsądnie, racjonalnie wyselekcjonowany trafi w swoje zawodowe „momentum”?
Fornalik to jeden z najlepszych polskich ligowych trenerów, Sousa top, Smuda czynił cuda, Santos mistrzem Europy, za każdym były jakieś argumenty. Bońkowi Nawałka odpalił, ale po kilku latach zepsuł go nam trener Duńczyków. Według mnie patent na wybór optymalnego trenera na dany czas nie istnieje, fakt, w moim przekonaniu, że zbliży się do trafności wyboru ktoś taki jak Kulesza minimalizuje na to szanse.
This is a comment on "Za duszki reprezentacyjne"

