A+ A A-
  • gawin76
Trochę przypomina to wszystko sytuację ze Skorżą po sezonie 2010/11. Wtedy w ogóle wiele rzeczy działo się pierwszy raz, nowy stadion, zaciąg truskawkowy itp. Skorża w momencie objęcia stanowiska dosłownie, pardon, zwariował, zupełnie odszedł od swojej tożsamości trenerskiej, zaczął ustawiać Legię jakby była Realem, na początku graliśmy po prostu katastrofalnie. Potem stworzył na nowo Radovicia, Legia zaczęła marsz w górę tabeli, by nagle na wiosnę przegrać kilka meczów z rzędu (między innymi z Ruchem od 2:0 do 2:3), wypisując się z walki o mistrzostwo. Ale Skorża zdobył puchar, wyszarpując go Lechowi po karnych. I po sezonie był podobny dylemat co teraz, co z nim zrobić. Ostatecznie został, znów zdobył puchar, pograliśmy fajnie w Lidze Europy, niestety przegrał tytuł. Czy przegrał go, tracąc kontrolę nad zespołem w kluczowym momencie sezonu, czy przegrał go, bo w klubie naiwnie wierzono, że w środku sezonu można pozbyć się "przeciętniaków" i zastąpić ich "gwiazdami" (Blanco i Novo, których przydatność była ostatecznie na poziomie pachołków treningowych), to może być przedmiotem sporu. Ale i po tamtym sezonie 2011/12 decyzja o przyszłości Skorży była odwlekana i zdaje się, że wreszcie podjął ją jednoosobowo Walter, który nie mógł zdzierżyć, że nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za frajersko wypuszczony z rąk tytuł. Teraz kluczowa jest osoba Żewłakowa, wtedy w drugim sezonie Skorży on był w Legii jako piłkarz, teraz jest jako dyrektor sportowy i to właśnie on może ocenić Feio nawet nie pod kątem popełnionych błędów (bo że zostały popełnione, to nie wymaga elaboratów), tylko pod kątem perspektyw na ich uniknięcie w przyszłości i potencjału danego szkoleniowca do wyciągania wniosków i poprawy stosowanych metod pracy. Gdyby zastanowić się czy trener w Legii ma być saperem, który dostaje szansę tylko do pierwszego popełnionego błędu, czy jednak trener powinien gromadzić doświadczenie i umiejętności, stanowiąc ogniowo łączące i spajające drużynę na przestrzeni kilku sezonów, to chyba wszyscy zgodzimy się, że drugie podejście jest bardziej zasadne. Tylko że taki model ostatecznie zależy od czynnika ludzkiego, trener może się nadawać do wieloletniej pracy, ale... może się też nie nadawać. To musi ocenić ktoś kto zna się na ludziach i na piłce. Cóż, po coś Żewłakow i Bobić tu trafili i właśnie teraz jest dla nich moment na podjęcie kluczowej decyzji. Mnie osobiście jest trudno wybaczyć Feio tę wiosnę, pisałem to już kilka razy. Ale dla przeciwwagi napiszę, że moim zdaniem Feio zrobił u nas lepszą robotę niż Runjaić, pracując trudniejszych warunkach, nie mając komfortu pełnego sezonu przejściowego. A co do rozwoju zawodników to nie zapominajmy mimo wszystko o Morishicie, wiosną zeszłego roku facet był irytującą ciekawostką, teraz jest żołnierzem z liczbami, z pewności to Feio był tym, który umiał w nim coś dostrzec.
This is a comment on "Goncalo Feio!?"