- Zbyszek
Wczoraj Legia grała ze spadkowiczem , o którym śmiało można powiedzieć,że robił wszystko ,aby spaść i spadł, tak jak Legia robiła wszystko,aby nie zdobyć Tytułu i nie zdobyła.
W pierwszych słowach swego listu prezes Stali Jacek Klimek nie powiedział "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" ,ale też Ewangelicznie rzekł :"Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina". Co z psychologicznego punktu widzenia jest sensowne, gdyż lud widząc jak ktoś sam się obwinia i batoży już nie chce mu więcej do pieca dokładać.Lecz ta sama psychologia wskazuje,że winny sam nie lubi się topić i prezes Klimek do towarzystwa dobrał sobie b.trenera Niedźwiedzia wskazując palcem ,że ten jeszcze bardziej zawiódł. Ja tylko przypominam,że po niespodziewanym zatrudnieniu Niedźwiedza ( 8 dni po zwolnieniu go z Ruchu za brak wyników) w miejsce trenera Kieresia prezes Klimek piał z zachwytu, jaką to trener wykazuje energię i pracowitość i jak bardzo poprawił grę zespołu. Natomiast Rada Nadzorcza w osobie jej szefa Krzysztofa Kapinosa wychwalała prezesa Klimka ,że to "dzięki jego odpowiedzialnej polityce sytuacja jest dobra i dzięki jego zarządzaniu możemy mówić o wysokim bezpieczeństwie finansowym" . Nie mnie sądzić,ale chyba Kapinosowi rura zmięknie , bo spadek to bezpośrednia strata w przyszłym sezonie co najmniej 13 mln zł z praw telewizyjnych ,a zerwanie umów przez PGE i PZU to w plecy kolejne 7 mln zł.
Rzeczywiście nie można ocenić pozytywnie wyników Stali na wiosnę,ale przyczynili się do tego obaj szkoleniowcy i Niedzwiedz i Ivan Djurdjevicz, gdyż obaj zanotowali urobek po 1 punkciku za mecz. Chyba też prezes Klimek za bardzo dbał o finanse ,a nie o poziom sportowy , bowiem sprzedał najlepszych graczy zespołu : Szkurina do Legii za 1,2 mln Euro, Kochalskiego do Qarabaga za 900 tys Euro oraz pomocnika Hinokio za 1 mln zł do ŁKS.Taki Szkurin pewno na Legię jest za krótki,ale jak był w Stali - rywale się go bali.
Prezes Klimek wskazuje ponownie na trop trenerski jako główny składnik sukcesu lub porażki.
W sensie kulturowym stanowisko trenera urasta do rangi symbolu. To w jego "ręcach" spoczywa większość decyzji mogących wpłynąć na tę część losów drużyny, która nie zależy od przypadku. To on musi decydować jak zneutralizować słabe ogniwa,znaleźć równowagę pomiędzy atakiem i obroną, sposób radzenia sobie z przeciwnościami i przeciwnikami. Musi przede wszystkim wygrywać.
Piszący o futbolu przywołują historyka Thomasa Carlyle , który napisał,że "Wielkie postacie historii to modele, wzorce i w szerokim sensie twórcy wszystkiego co ogół ludzi postanawia zrobić lub osiągnąć' . Natomiast inni historycy powiadają ,że tym który spersonalizował dzieje był Edward Gibbon , który w XVIII wieku opisał " Zmierzch Cesarstwa rzymskiego " jako dzieje cesarzy.
Lecz w dobie wszechwładzy telewizji i mediów elektronicznych ten zwrot ku kultowi jednostki był nieuchronny. Przecież np. pana Kazimierza Górskiego uważa się za jedynego twórcę sukcesów naszej piłki w pierwszej połowie lat 70-tych ,a Jaroslava Vejvodę za twórcę wielkich sukcesów Legii pod koniec lat 60-tych.W świecie, aż roi się od tych, których media uważają za gigantów futbolu ,że wspomnimy tylko SAFa, Mourinho czy Guardiolę .Wedle mediów to trener wygrywa, zdobywa puchary,, awansuje ,ale też przegrywa, spada.
Zawsze znajdą się wątpiący, którzy widzą w Wielkich Bohaterach fałszywych proroków. Przeciwnicy ich kultu upierają się ,że ich wartość jest przeceniana, że ich oddziaływanie jest minimalne, a ich decyzje nie mają wpływu na ostateczny wynik ; że to zawodnicy tworzą historię, a trenerzy tylko pilnują, aby gracze znajdowali się na swoich miejscach na boisku. W podobnym tonie zabrzmiał głos trenera Vukovicza, który dosadnie stwierdził,że trenerzy to najmniejszy problem Legii, bo podstawowym była systematyczna degradacja poziomu sportowego zespołu poprzez zatrudnianie w miejsce dobrych, coraz gorszych zawodników.
Ta antytrenerska narracja ma dwa podstawowe źródła. Pierwszym jest niechęć do wszelkiej władzy , która przeradza się w umniejszanie wartości tych, którzy wybijają się na wielkość, odnoszą sukcesy , są ulubieńcami mediów. Drugim jest natura współczesnych mediów, dla których trener jest celebrytą , raz wynoszonym na piedestał ,a raz z niego zrzucanym.
Pewnikiem przekonującym dowodem małej ważności trenera jest praca ekonomistów sportowych, którzy ustalili niezwykłą korelację , wręcz zbieżność pomiędzy płacami , a zwycięstwami. Chyba najdobitniej opisali to Simon Kuper i Stefan Szymański - o czym wielokrotnie pisałem.Pozornie ich wyliczenia są trafne ,ale redukcja wysiłku wkładanego przez trenera w trening, taktykę , motywację do 8%, a biorąc pod uwagę przypadek do 4% wydaje się stanowczo zaniżona. Inne badania tzw. kontekstowe powstałe przez zestawienie budżetów między sobą i dopiero porównywanie z miejscami w tabeli dało wynik wyższy, bo 20% ( czyli 10%) . Kolejnym mniej wymiernym czynnikiem roli trenera jest fakt,że kluby płacące więcej zawodnikom, płacą też więcej trenerom i zatrudniają tych najlepszych .Ta korelacja na pewno nie jest zerowa.
Trzecim ważnym czynnikiem , często pomijanym ,jest fakt ,że zarobki graczy nie są wyłącznie miarą ich talentu , ale przede wszystkim miarą talentu i wysiłku szkolących ich trenerów. Umiejętności piłkarzy czyli podstawowy czynnik decydujący o zarobkach zawiera wkład aktualnego trenera i tych, którzy mu w karierze pomagali . Dodać wypada,że często to trener decyduje o tym ,który zawodnik do jego zespołu trafi.
Bardziej dociekliwi odrzucili metodę badania korelacji jako średniej wieloletniej ( wspomniani autorzy zrobili to na przestrzeni 20 lat) na rzecz jednego sezonu i wyszło im, że zbieżność coroczna badana przez 10 lat spadła do 59%. W tej sytuacji miejsca na wpływ trenera jest znacznie więcej.
Piłka nożna jest grą równowagi , tak jak wszystko w naturze .Niezależnie czy chodzi o wybór między atakiem a obroną, czy chodzi o decyzje czy utrzymywać się przy piłce czy szybko nią operować,czy odbierać rywalom piłkę czy czekać na przechwyt, kogo wystawić a kogo posadzić na ławie itd - jest to sport wyborów.W pewnym stopniu to wiedza trenera, w pewnym umiejętności piłkarzy a często przypadek są decydujące. Więc o wyniku spotkania pomiędzy wyrównanymi zespołami często decydują detale i tu wybory i decyzje trenera są ważące.
Równocześnie rozwój nauki zarządzania pozwolił na zbadanie od czego zależy rentowność firm i pozwolił na stwierdzenie,że w 14,5 % zależy on od dyrektora generalnego, którego można zrównać z trenerem piłkarskim.Bardziej wnikliwe badania poczynione na Uniwersytecie w Manchasterze pozwoliły na stwierdzenie ,że jeżeli odrzuci się stałe, niezmienne elementy wydajności firmy ( branża, struktura , marka, rozpoznawalność) to wpływ przywództwa na pozostałość waha się między 60 a 75%. Niezależnie więc czy mówimy o handlu detalicznym czy o piłce nożnej , w każdej branży , w której granica pomiędzy sukcesem a porażką jest subtelna, jeden lub dwa punkty procentowe na plus lub minus mogą mieć duże znaczenie.
Ta teza nie kłóci się z wiedzą prakseologiczną,że firma jest organizacją produkcyjną zmieniająca kapitał i siłę roboczą w wynik regulowany pensjami i innymi zachętami. Co w piłce nożnej można określić jako dyrektywę : jeżeli chcesz, aby napastnik zdobywał więcej bramek, a obrońca wygrywał więcej pojedynków - to zmień go na lepszego lub płać więcej.
Nowsze badania nad piłką nożną dużą wagę przywiązują do zespołowości i jej wpływie na nadliniowość,ale to temat na inne opowiadanie.
Widzimy więc,że trenerzy mają znaczenie i problem przesuwa się kierunku znalezienia tego właściwego. I ten problem nie tylko prezes Stali rozwiązał niewłaściwie,ale i nie radzą sobie z nim władze Legii.
Trochę żyję w tym kraju i nie przestaje mnie zadziwiać nasza podatność na różne banały głoszone przez obywateli tzw. Zachodu i traktowanie ich jak odkrywanie Ameryki ,żeby nie rzec jako prawdy objawione. Bowiem oto niejaki Fredi Bobicz był rzekł, że kadra Legii jest niezbalansowana i niedostosowana do zadań i wyzwań , bowiem na wielu pozycjach jest zbyt duża liczba zawodników,a na innych zbyt mała. I po tym odkryciu czemu to Legia sukcesów nie odnosi nasi "eksperci " głosem donośnym zakrzyknęli :" Jaki on mądry,a jaki odkrywczy".
Niezależenie od zażenowania jakie powinniśmy odczuwać , jest to policzek zadany władzom Legii, bo to ujawnienie nagości króla czyli braku kompetencji niezbędnych do zarządzania klubem piłkarskim. My, piszący na C-L, nie mamy się czego wstydzić, bo od tych 8 lat piszemy i alarmujemy,że kadra Legii nie tylko pogarsza się jakościowo ,ale na wielu pozycjach nie mamy nie tylko wartościowego ,ale żadnego zawodnika.
Otóż każdy wie, ,że na boisko wybiega 11 zawodników na 11 pozycjach , niezależnie od systemu gry.Więc, aby drużyna była kompletna to na każdą pozycje musi mieć jednego zawodnika do tzw. I składu i drugiego jako zmiennika , a na newralgicznych pozycjach ( środek obrony, defensywny pomocnik, rozgrywający , napastnik) jeszcze dodatkowo po jednym - co daje razem 26 zawodników i obok nich w kadrze powinno być 6-7 adeptów , którzy przewyższają umiejętnościami zespoły juniorskie, a więc razem kadra to 32-33 zawodników. Legia ma w kadrze 38 zawodników i ani jednego rozgrywającego , ani jednego typowego lewego obrońcy ( Vinagre to erzac) i po jednym skrzydłowym. Ktoś , wiemy kto, do takiej karykaturalnej sytuacji doprowadził.
Więc zaczynamy podejrzewać ,że Legia nie jest klubem dobrze zarządzanym w świetle wiedzy i praktyki.
Główną funkcją zarządzania jest planowanie ,a ważną kontrolowanie w celu zapewnienia zgodności działań z potrzebami oraz z nakładem środków na te działania .
Nie będę się popisywał wiedzą w tym temacie, lecz warto zwrócić uwagę ,że ta bezplanowość, brak rzetelnej kontroli doprowadził do sytuacji w której klub ( właściciel) marnował miliony na zupełnie zbędne wydatki czytaj zbędnych zawodników. Obecna trudna sytuacja finansowa jest pokłosiem ignorancji, nieporadności i nieudacznictwa.
Więc z jednej strony można się śmiać,że prezes i jego akolici nie widzieli rzeczy oczywistych ,ale z drugiej to dobrze ,że znalazł się taki Bobicz, który może ich zmusi do otwarcia oczu na rzeczywistość.
Gawin opisał wydarzenia boiskowe tak akuratnie ,że nie mam niczego do dodania.
Sędzia Marcin Kochanek (33 lata) po raz pierwszy sędziował mecz Legii i dlatego z uwagą śledziłem jego poczynania , co by "sokolim wzrokiem" wychwycić nietrafne decyzje , błędy, zaniechania i zaniedbania
.
Po jego postawie widać było ,że jest starannie wyedukowany i jeszcze jest na tyle młody,że jeszcze tego czego się nauczył nie zapomniał lub przez rutynę lekceważył, bowiem pozwalał grać czyli walczyć o piłkę jak młodym zdrowym i silnym mężczyznom przystało. Więc "trup" często nie padał, gdyż taka zgrywa zwyczajnie nie była opłacalna.
Można się zastanawiać jaki jest wkład trenera ( nastawieni) , zawodników ( negatywne emocje) i sędziego w to ile w spotkaniu jest tzw. kontrowersyjnych sytuacji , dużo czy mało. Pewno każdy z podmiotów ma w tym zbożnym dziele swój udział,ale chyba głównym jest stawka spotkania. W takim meczu jak wczoraj stawki nie było i pewno z tego powodu nie było agresji. Co nie zmienia faktu ,że sędzia może wypaść lepiej lub gorzej ,a Kochanek wypadł dobrze.
Prezes Stali przed zwolnieniem trenera Niedźwiedzia przyznał,że nie był on trenerem docelowym i że on takowego poszukiwał. Z tego wynika,że na dziś takim trenerem jest Ivan Djurdjevicz , chyba dlatego ,że przez pół roku w 2018 roku był trenerem Lecha Poznań. Ale w pracy w I lidze z Chrobrym ( średnia 1,36 punkta) i ze Śląskiem ( średnia 1,25) wynikami się nie popisał i pewnikiem i on okaże się zderzakiem.Widocznie w Mielcu stosują swoje kryteria ocenne , nie dobry czy zły,ale czy się prezesowi podoba czy nie
.
Niezależnie od żalów i wzajemnych pretensji spadku Stali nie żałuję, bowiem takie zespoły złożone z przetrwalników do naszej piłki wartości dodanej nie wnoszą.
Władze Legia nadal na scenie grają operę mydlaną zatytułowaną " Feio odchodzi czy zostaje ?". Widocznie władze klubu uważają,że niezależni jak , ważne jest, aby o nas mówili , ale też z drugiej strony pismactwo ma używanie i wymyśla różne scenariusze rodem z literackiej fikcji.Sytuacja wygląda tak,że Feio chce więcej władzy na miarę odpowiedzialności jaką ponosi ,a władze klubu za bardzo do dzielenia się władzą - się nie kwapią. Natomiast jest czymś rzadko spotykanym,aby w biznesie nie usiąść razem do negocjacji i dokonać ustaleń, których obie strony później nie podważają. Więc dziwić może formalizm co może świadczyć o tym,że we władzach Legii jednolitego stanowiska co do Feio nie ma i Dyrektor Sportowy jest w opozycji do Zarządu klubu.Pewno dla korporacjonisty Mioduskego zgoda na warunki klubu ma być dowodem lojalności ,więc nadal pytanie nie ma odpowiedzi.
Nie wiemy co z trenerem ,ale wiemy ,że Legia nie wykupi Luquinhasa i pożegna się z Pekhartem. Moim zdaniem słusznie mimo ,że Feio optował za wykupem Brazylijczyka i u mnie podważył zaufanie do swego obiektywizmu i kierowaniem się racjami ,a nie emocjami.Skuteczność gry Luquinhasa była bardzo niska i gdyby był do wzięcia za darmo to czemu nie ,ale 1,35 mln USD to za dużo.
Ja jestem kibicem życiem steranym i dla mnie wynik ma znaczenie ,ale jeszcze większe ma to czy piłkarze mnie jako kibica,sympatyka, miłośnika - jak go zwał, tak go zwał - zwyczajnie szanują , a więc czy chcą uzyskać jak najkorzystniejszy wynik czy wręcz przeciwpołożnie - wysiłku nie wkładają i mnie olewają czyli w dupie mają. Po prostu nie przepadam za tym kiedy ktoś mnie oszukuje. I wówczas gotów jestem takiego bić rękami i kopać nogami
.
W przypadku Legii powoli cały zespól od prezesa poczynając a na rezerwowych kończąc od kilku lat przyzwyczaja mnie ,że ambicja , walka o przysłowiowy honor nie jest tym co tygrysy lubią najbardziej.
I to z tym uczuciem komfortowo się nie czuję.
This is a comment on "Legia - Stal 2-2: Czas pożegnań"

