A+ A A-

Legia - Stal 2-2: Czas pożegnań

W ostatniej kolejce sezonu Legia zmierzyła się w Warszawie ze Stalą Mielec. Meczowi towarzyszyły pożegnania – Pekharta, Luquinhasa i symboliczne Kucharczyka. Nadal nieznana jest przyszłość trenera Feio. Na boisku padł remis. Bramki dla naszej drużyny zdobyli Pekhart i Wszołek.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz - Wszołek, Jędrzejczyk, Kapuadi, Vinagre - Oyedele - Morishita, Elitim, Gonçalves, Luquinhas – Szkurin. Goście rozpoczęli w składzie: Jałocha – Wlazło, Matras, Senger – Jaunzems, Knap, Guillaumier, Wołkowicz – Gerbowski, Wolsztyński, Domański.

W pierwszych minutach Legia nacierała z animuszem. W 7. minucie Gonçalves podał do Morishity. Strzał Japończyka został odbity przez Jałochę. W 12. minucie Vinagre wypatrzył Szkurina, jednak nasz napastnik nie zdołał pokonać bramkarza gości. W 21. minucie jeden z obrońców Stali zdjął Szkurinowi piłkę z nogi po dośrodkowaniu Wszołka. W 27. minucie blisko powodzenia byli najpierw Luquinhas i za chwilę Oyedele, jednak skończyło się tylko rzutem rożnym. W 29. minucie strzał Szkurina minął bramkę gości. W 33. minucie Morishita otrzymał piłkę w polu karnym, uderzył technicznie z prawej nogi, ale piłka odbiła się od słupka. W 35. minucie Wolsztyński próbował pokonać Tobiasza strzałem z kilkudziesięciu metrów, jednak nieznacznie się pomylił. Kilkadziesiąt sekund później Gerbowski przeciął dośrodkowanie sunące w pole karne naszej drużyny i efektownym strzałem pokonał Tobiasza. Po weryfikacji VAR sędzia Kochanek anulował to trafienie z powodu minimalnego spalonego. W 43. minucie Knap uderzył z ostrego kąta. Tobiasz odbił piłkę na rzut rożny. 

Do przerwy było 0:0 i był to wynik mocno niesatysfakcjonujący. Legia przeważała, ale naszej drużynie brakowało precyzji w fazie ataku.

W 47. minucie Gonçalves nie skorzystał z podania Szkurina, a za chwilę sam Szkurin zmarnował doskonałą okazję po dośrodkowaniu Vinagre’a i udanej walce o piłkę w polu karnym Stali. Piłkę z linii bramkowej wybił w tej sytuacji Wołkowicz. W 51. minucie Morishita oddał piłkę Szkurinowi, niestety strzał Białorusina minął bramkę gości. W 54. minucie piłka trafiła Wszołka w rękę w polu karnym naszej drużyny. Po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny dla gości. Do piłki podszedł Wolsztyński i precyzyjnym strzałem w róg pokonał Tobiasza. Za chwilę nasz bramkarz uprzedził Gerbowskiego po zbyt lekkim zagraniu od Vinagre’a. W 59. minucie Pekhart i Gual zastąpili Szkurina i Gonçalvesa. W 62. minucie Jałocha złapał piłkę po płaskim strzale Guala. W 64. minucie Gual podał prostopadle do Pekharta, który pewnym strzałem pokonał Jałochę. Było 1:1. W 77. minucie goście odzyskali prowadzenie. Po rzucie rożnym Matras wygrał walkę o piłkę w polu karnym i pokonał Tobiasza strzałem głową. W 79. minucie piłkę w polu karnym otrzymał Wszołek. Nasz zawodnik przełożył piłkę na lewą nogę i ładnym strzałem wyrównał na 2:2. Za chwilę blisko powodzenia był Gual, jednak Jałocha szczęśliwie interweniował. W 85. minucie na boisku pojawił się Wyganowski. Nasz młody zawodnik zastąpił Elitima. W 88. minucie na boisku pojawił się Kucharczyk, notując 350. występ w barwach naszego klubu. W doliczonym czasie gry żółtą kartką upomniany został trener Feio.

W ostatnim meczu sezonu Legia zremisowała na własnym boisku ze spadkowiczem z Ekstraklasy. Nasza drużyna skończyła sezon na piątym miejscu, tracąc szesnaście punktów do Lecha Poznań. Komentarz jest zbyteczny.

Dyskusja (5)
1sobota, 24, maj 2025 20:04
Baron
"W ostatnim meczu sezonu Legia zremisowała na własnym boisku ze spadkowiczem z Ekstraklasy. Nasza drużyna skończyła sezon na piątym miejscu, tracąc szesnaście punktów do Lecha Poznań. "

Będzie krótko: wstyd i kompromitacja, a Feio niech się uczy zawodu jak najdalej od Legii.
2niedziela, 25, maj 2025 09:58
Zbyszek
Wczoraj Legia grała ze spadkowiczem , o którym śmiało można powiedzieć,że robił wszystko ,aby spaść i spadł, tak jak Legia robiła wszystko,aby nie zdobyć Tytułu i nie zdobyła.
W pierwszych słowach swego listu prezes Stali Jacek Klimek nie powiedział "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" ,ale też Ewangelicznie rzekł :"Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina". Co z psychologicznego punktu widzenia jest sensowne, gdyż lud widząc jak ktoś sam się obwinia i batoży już nie chce mu więcej do pieca dokładać.Lecz ta sama psychologia wskazuje,że winny sam nie lubi się topić i prezes Klimek do towarzystwa dobrał sobie b.trenera Niedźwiedzia wskazując palcem ,że ten jeszcze bardziej zawiódł. Ja tylko przypominam,że po niespodziewanym zatrudnieniu Niedźwiedza ( 8 dni po zwolnieniu go z Ruchu za brak wyników) w miejsce trenera Kieresia prezes Klimek piał z zachwytu, jaką to trener wykazuje energię i pracowitość i jak bardzo poprawił grę zespołu. Natomiast Rada Nadzorcza w osobie jej szefa Krzysztofa Kapinosa wychwalała prezesa Klimka ,że to "dzięki jego odpowiedzialnej polityce sytuacja jest dobra i dzięki jego zarządzaniu możemy mówić o wysokim bezpieczeństwie finansowym" . Nie mnie sądzić,ale chyba Kapinosowi rura zmięknie , bo spadek to bezpośrednia strata w przyszłym sezonie co najmniej 13 mln zł z praw telewizyjnych ,a zerwanie umów przez PGE i PZU to w plecy kolejne 7 mln zł.
Rzeczywiście nie można ocenić pozytywnie wyników Stali na wiosnę,ale przyczynili się do tego obaj szkoleniowcy i Niedzwiedz i Ivan Djurdjevicz, gdyż obaj zanotowali urobek po 1 punkciku za mecz. Chyba też prezes Klimek za bardzo dbał o finanse ,a nie o poziom sportowy , bowiem sprzedał najlepszych graczy zespołu : Szkurina do Legii za 1,2 mln Euro, Kochalskiego do Qarabaga za 900 tys Euro oraz pomocnika Hinokio za 1 mln zł do ŁKS.Taki Szkurin pewno na Legię jest za krótki,ale jak był w Stali - rywale się go bali.

Prezes Klimek wskazuje ponownie na trop trenerski jako główny składnik sukcesu lub porażki.
W sensie kulturowym stanowisko trenera urasta do rangi symbolu. To w jego "ręcach" spoczywa większość decyzji mogących wpłynąć na tę część losów drużyny, która nie zależy od przypadku. To on musi decydować jak zneutralizować słabe ogniwa,znaleźć równowagę pomiędzy atakiem i obroną, sposób radzenia sobie z przeciwnościami i przeciwnikami. Musi przede wszystkim wygrywać.
Piszący o futbolu przywołują historyka Thomasa Carlyle , który napisał,że "Wielkie postacie historii to modele, wzorce i w szerokim sensie twórcy wszystkiego co ogół ludzi postanawia zrobić lub osiągnąć' . Natomiast inni historycy powiadają ,że tym który spersonalizował dzieje był Edward Gibbon , który w XVIII wieku opisał " Zmierzch Cesarstwa rzymskiego " jako dzieje cesarzy.
Lecz w dobie wszechwładzy telewizji i mediów elektronicznych ten zwrot ku kultowi jednostki był nieuchronny. Przecież np. pana Kazimierza Górskiego uważa się za jedynego twórcę sukcesów naszej piłki w pierwszej połowie lat 70-tych ,a Jaroslava Vejvodę za twórcę wielkich sukcesów Legii pod koniec lat 60-tych.W świecie, aż roi się od tych, których media uważają za gigantów futbolu ,że wspomnimy tylko SAFa, Mourinho czy Guardiolę .Wedle mediów to trener wygrywa, zdobywa puchary,, awansuje ,ale też przegrywa, spada.
Zawsze znajdą się wątpiący, którzy widzą w Wielkich Bohaterach fałszywych proroków. Przeciwnicy ich kultu upierają się ,że ich wartość jest przeceniana, że ich oddziaływanie jest minimalne, a ich decyzje nie mają wpływu na ostateczny wynik ; że to zawodnicy tworzą historię, a trenerzy tylko pilnują, aby gracze znajdowali się na swoich miejscach na boisku. W podobnym tonie zabrzmiał głos trenera Vukovicza, który dosadnie stwierdził,że trenerzy to najmniejszy problem Legii, bo podstawowym była systematyczna degradacja poziomu sportowego zespołu poprzez zatrudnianie w miejsce dobrych, coraz gorszych zawodników.
Ta antytrenerska narracja ma dwa podstawowe źródła. Pierwszym jest niechęć do wszelkiej władzy , która przeradza się w umniejszanie wartości tych, którzy wybijają się na wielkość, odnoszą sukcesy , są ulubieńcami mediów. Drugim jest natura współczesnych mediów, dla których trener jest celebrytą , raz wynoszonym na piedestał ,a raz z niego zrzucanym.
Pewnikiem przekonującym dowodem małej ważności trenera jest praca ekonomistów sportowych, którzy ustalili niezwykłą korelację , wręcz zbieżność pomiędzy płacami , a zwycięstwami. Chyba najdobitniej opisali to Simon Kuper i Stefan Szymański - o czym wielokrotnie pisałem.Pozornie ich wyliczenia są trafne ,ale redukcja wysiłku wkładanego przez trenera w trening, taktykę , motywację do 8%, a biorąc pod uwagę przypadek do 4% wydaje się stanowczo zaniżona. Inne badania tzw. kontekstowe powstałe przez zestawienie budżetów między sobą i dopiero porównywanie z miejscami w tabeli dało wynik wyższy, bo 20% ( czyli 10%) . Kolejnym mniej wymiernym czynnikiem roli trenera jest fakt,że kluby płacące więcej zawodnikom, płacą też więcej trenerom i zatrudniają tych najlepszych .Ta korelacja na pewno nie jest zerowa.
Trzecim ważnym czynnikiem , często pomijanym ,jest fakt ,że zarobki graczy nie są wyłącznie miarą ich talentu , ale przede wszystkim miarą talentu i wysiłku szkolących ich trenerów. Umiejętności piłkarzy czyli podstawowy czynnik decydujący o zarobkach zawiera wkład aktualnego trenera i tych, którzy mu w karierze pomagali . Dodać wypada,że często to trener decyduje o tym ,który zawodnik do jego zespołu trafi.
Bardziej dociekliwi odrzucili metodę badania korelacji jako średniej wieloletniej ( wspomniani autorzy zrobili to na przestrzeni 20 lat) na rzecz jednego sezonu i wyszło im, że zbieżność coroczna badana przez 10 lat spadła do 59%. W tej sytuacji miejsca na wpływ trenera jest znacznie więcej.
Piłka nożna jest grą równowagi , tak jak wszystko w naturze .Niezależnie czy chodzi o wybór między atakiem a obroną, czy chodzi o decyzje czy utrzymywać się przy piłce czy szybko nią operować,czy odbierać rywalom piłkę czy czekać na przechwyt, kogo wystawić a kogo posadzić na ławie itd - jest to sport wyborów.W pewnym stopniu to wiedza trenera, w pewnym umiejętności piłkarzy a często przypadek są decydujące. Więc o wyniku spotkania pomiędzy wyrównanymi zespołami często decydują detale i tu wybory i decyzje trenera są ważące.
Równocześnie rozwój nauki zarządzania pozwolił na zbadanie od czego zależy rentowność firm i pozwolił na stwierdzenie,że w 14,5 % zależy on od dyrektora generalnego, którego można zrównać z trenerem piłkarskim.Bardziej wnikliwe badania poczynione na Uniwersytecie w Manchasterze pozwoliły na stwierdzenie ,że jeżeli odrzuci się stałe, niezmienne elementy wydajności firmy ( branża, struktura , marka, rozpoznawalność) to wpływ przywództwa na pozostałość waha się między 60 a 75%. Niezależnie więc czy mówimy o handlu detalicznym czy o piłce nożnej , w każdej branży , w której granica pomiędzy sukcesem a porażką jest subtelna, jeden lub dwa punkty procentowe na plus lub minus mogą mieć duże znaczenie.
Ta teza nie kłóci się z wiedzą prakseologiczną,że firma jest organizacją produkcyjną zmieniająca kapitał i siłę roboczą w wynik regulowany pensjami i innymi zachętami. Co w piłce nożnej można określić jako dyrektywę : jeżeli chcesz, aby napastnik zdobywał więcej bramek, a obrońca wygrywał więcej pojedynków - to zmień go na lepszego lub płać więcej.
Nowsze badania nad piłką nożną dużą wagę przywiązują do zespołowości i jej wpływie na nadliniowość,ale to temat na inne opowiadanie.
Widzimy więc,że trenerzy mają znaczenie i problem przesuwa się kierunku znalezienia tego właściwego. I ten problem nie tylko prezes Stali rozwiązał niewłaściwie,ale i nie radzą sobie z nim władze Legii.

Trochę żyję w tym kraju i nie przestaje mnie zadziwiać nasza podatność na różne banały głoszone przez obywateli tzw. Zachodu i traktowanie ich jak odkrywanie Ameryki ,żeby nie rzec jako prawdy objawione. Bowiem oto niejaki Fredi Bobicz był rzekł, że kadra Legii jest niezbalansowana i niedostosowana do zadań i wyzwań , bowiem na wielu pozycjach jest zbyt duża liczba zawodników,a na innych zbyt mała. I po tym odkryciu czemu to Legia sukcesów nie odnosi nasi "eksperci " głosem donośnym zakrzyknęli :" Jaki on mądry,a jaki odkrywczy".
Niezależenie od zażenowania jakie powinniśmy odczuwać , jest to policzek zadany władzom Legii, bo to ujawnienie nagości króla czyli braku kompetencji niezbędnych do zarządzania klubem piłkarskim. My, piszący na C-L, nie mamy się czego wstydzić, bo od tych 8 lat piszemy i alarmujemy,że kadra Legii nie tylko pogarsza się jakościowo ,ale na wielu pozycjach nie mamy nie tylko wartościowego ,ale żadnego zawodnika.
Otóż każdy wie, ,że na boisko wybiega 11 zawodników na 11 pozycjach , niezależnie od systemu gry.Więc, aby drużyna była kompletna to na każdą pozycje musi mieć jednego zawodnika do tzw. I składu i drugiego jako zmiennika , a na newralgicznych pozycjach ( środek obrony, defensywny pomocnik, rozgrywający , napastnik) jeszcze dodatkowo po jednym - co daje razem 26 zawodników i obok nich w kadrze powinno być 6-7 adeptów , którzy przewyższają umiejętnościami zespoły juniorskie, a więc razem kadra to 32-33 zawodników. Legia ma w kadrze 38 zawodników i ani jednego rozgrywającego , ani jednego typowego lewego obrońcy ( Vinagre to erzac) i po jednym skrzydłowym. Ktoś , wiemy kto, do takiej karykaturalnej sytuacji doprowadził.
Więc zaczynamy podejrzewać ,że Legia nie jest klubem dobrze zarządzanym w świetle wiedzy i praktyki.
Główną funkcją zarządzania jest planowanie ,a ważną kontrolowanie w celu zapewnienia zgodności działań z potrzebami oraz z nakładem środków na te działania .
Nie będę się popisywał wiedzą w tym temacie, lecz warto zwrócić uwagę ,że ta bezplanowość, brak rzetelnej kontroli doprowadził do sytuacji w której klub ( właściciel) marnował miliony na zupełnie zbędne wydatki czytaj zbędnych zawodników. Obecna trudna sytuacja finansowa jest pokłosiem ignorancji, nieporadności i nieudacznictwa.
Więc z jednej strony można się śmiać,że prezes i jego akolici nie widzieli rzeczy oczywistych ,ale z drugiej to dobrze ,że znalazł się taki Bobicz, który może ich zmusi do otwarcia oczu na rzeczywistość.

Gawin opisał wydarzenia boiskowe tak akuratnie ,że nie mam niczego do dodania.

Sędzia Marcin Kochanek (33 lata) po raz pierwszy sędziował mecz Legii i dlatego z uwagą śledziłem jego poczynania , co by "sokolim wzrokiem" wychwycić nietrafne decyzje , błędy, zaniechania i zaniedbania Smile.
Po jego postawie widać było ,że jest starannie wyedukowany i jeszcze jest na tyle młody,że jeszcze tego czego się nauczył nie zapomniał lub przez rutynę lekceważył, bowiem pozwalał grać czyli walczyć o piłkę jak młodym zdrowym i silnym mężczyznom przystało. Więc "trup" często nie padał, gdyż taka zgrywa zwyczajnie nie była opłacalna.
Można się zastanawiać jaki jest wkład trenera ( nastawieni) , zawodników ( negatywne emocje) i sędziego w to ile w spotkaniu jest tzw. kontrowersyjnych sytuacji , dużo czy mało. Pewno każdy z podmiotów ma w tym zbożnym dziele swój udział,ale chyba głównym jest stawka spotkania. W takim meczu jak wczoraj stawki nie było i pewno z tego powodu nie było agresji. Co nie zmienia faktu ,że sędzia może wypaść lepiej lub gorzej ,a Kochanek wypadł dobrze.

Prezes Stali przed zwolnieniem trenera Niedźwiedzia przyznał,że nie był on trenerem docelowym i że on takowego poszukiwał. Z tego wynika,że na dziś takim trenerem jest Ivan Djurdjevicz , chyba dlatego ,że przez pół roku w 2018 roku był trenerem Lecha Poznań. Ale w pracy w I lidze z Chrobrym ( średnia 1,36 punkta) i ze Śląskiem ( średnia 1,25) wynikami się nie popisał i pewnikiem i on okaże się zderzakiem.Widocznie w Mielcu stosują swoje kryteria ocenne , nie dobry czy zły,ale czy się prezesowi podoba czy nie Smile.
Niezależnie od żalów i wzajemnych pretensji spadku Stali nie żałuję, bowiem takie zespoły złożone z przetrwalników do naszej piłki wartości dodanej nie wnoszą.

Władze Legia nadal na scenie grają operę mydlaną zatytułowaną " Feio odchodzi czy zostaje ?". Widocznie władze klubu uważają,że niezależni jak , ważne jest, aby o nas mówili , ale też z drugiej strony pismactwo ma używanie i wymyśla różne scenariusze rodem z literackiej fikcji.Sytuacja wygląda tak,że Feio chce więcej władzy na miarę odpowiedzialności jaką ponosi ,a władze klubu za bardzo do dzielenia się władzą - się nie kwapią. Natomiast jest czymś rzadko spotykanym,aby w biznesie nie usiąść razem do negocjacji i dokonać ustaleń, których obie strony później nie podważają. Więc dziwić może formalizm co może świadczyć o tym,że we władzach Legii jednolitego stanowiska co do Feio nie ma i Dyrektor Sportowy jest w opozycji do Zarządu klubu.Pewno dla korporacjonisty Mioduskego zgoda na warunki klubu ma być dowodem lojalności ,więc nadal pytanie nie ma odpowiedzi.
Nie wiemy co z trenerem ,ale wiemy ,że Legia nie wykupi Luquinhasa i pożegna się z Pekhartem. Moim zdaniem słusznie mimo ,że Feio optował za wykupem Brazylijczyka i u mnie podważył zaufanie do swego obiektywizmu i kierowaniem się racjami ,a nie emocjami.Skuteczność gry Luquinhasa była bardzo niska i gdyby był do wzięcia za darmo to czemu nie ,ale 1,35 mln USD to za dużo.

Ja jestem kibicem życiem steranym i dla mnie wynik ma znaczenie ,ale jeszcze większe ma to czy piłkarze mnie jako kibica,sympatyka, miłośnika - jak go zwał, tak go zwał - zwyczajnie szanują , a więc czy chcą uzyskać jak najkorzystniejszy wynik czy wręcz przeciwpołożnie - wysiłku nie wkładają i mnie olewają czyli w dupie mają. Po prostu nie przepadam za tym kiedy ktoś mnie oszukuje. I wówczas gotów jestem takiego bić rękami i kopać nogami Smile.
W przypadku Legii powoli cały zespól od prezesa poczynając a na rezerwowych kończąc od kilku lat przyzwyczaja mnie ,że ambicja , walka o przysłowiowy honor nie jest tym co tygrysy lubią najbardziej.
I to z tym uczuciem komfortowo się nie czuję.
3niedziela, 25, maj 2025 11:32
Baron
Pan Zbyszek pisze wyżej o honorze jak najbardziej słusznie. Wczoraj Ivan Djurdjević powiedział - "To był dla nas mecz o honor". Czy to samo może powiedzieć Feio i reszta piłkarzy Legii?
4poniedziałek, 26, maj 2025 10:54
Zbyszek
@Baron et consortes.
W sposób niedwuznaczny wielokrotnie dawałem wyraz i temu,że zatrudnienie Feio było błędem jak i temu ,że przedłużanie agonii niczemu dobremu nie służy.
Wbrew przekonaniu Feio o własnej dogłębnej wiedzy piłkarskiej popełniał on tzw. szkolne błędy. O jednym z nich napiszę, rozumiejąc także, jego możliwości kadrowe były ograniczone ,ale przecież były.Po Euro 2000 grono fachowców opisało m.innymi zachowania taktyczne trenerów jako reakcje na wynik,a mianowicie ,gdy wynik był korzystny zmiany jakich dokonywali były 1 na 1 czyli np. prawy obrońca wchodził za prawego obrońcę. Natomiast kiedy wynik był niekorzystny zmiany zawodników wiązały się ze zmianami ustawienia i nastawienia . Feio przy niekorzystnym wyniku zmieniał 1 na 1czyli nic nie zmieniał i wyniku , w większości przypadków, nie odmieniał.
Trenera Feio uważano za znakomitego analityka ,lecz w przypadku Luquinhasa nie kierował się parametrycznością , ale wyłącznie emocjonalnością, a może chciał postawić na swoim za wszelką cenę. To,że nie słuchał innych argumentów świadczyć może tylko o zarozumiałości i arogancji.
Trudno jest oceniać stan psychiki trenera, ale jest coś takiego jak lojalność wobec członków grupy i wobec organizmu społecznego jaki ta grupa tworzy w rodzaju rodziny, zakładu pracy czy klubu ,żeby tylko to pojęcie zawęzić do rzeczy elementarnych. Takim fundamentem jest zasada nieszkodzenia. Trenerowi Feio ta lojalność była obca.
Znamy przekonania Feio ,który był przeciwny wpisywaniu minut i kwot do kontraktów zawodników, z czym trudno się nie zgodzić , bo w dobie królowania pieniądza rządy sprawować powinien ten co je ma , a nie ten co chce je mieć, a więc klub, a nie menedżer. Lecz umowy wcześniej zawarte muszą obowiązywać i np.Szczepaniakowi zabrakło 40 minut ,aby kontrakt z nim uległ automatycznemu przedłużeniu o 3 lata. Mecz ze Stalą był o nic i Szczepaniak na pewno niczego by nie zepsuł,czyli nie byłby gorszy od kilku kolegów,a trener go nie wystawił co sprawiło,że formalnie jest on wolnym zawodnikiem i prawie za darmo może trafić do dowolnego klubu.
Trener Feio sygnalizował ,że nie widzi Tobiasza jako pierwszego bramkarza w nowym sezonie , więc Legia powiadomiła Fabrykę Futbolu jako agencję reprezentującą Tobiasza ,że jest on do wzięcia za kwotę nie mniejszą niż 2 mln Euro i trener wiedział,że skauci klubów będą chcieli Tobiasza obejrzeć w spotkaniu rewanżowym z Chelsea i przede wszystkim w spotkaniu Legii z Lechem . A co zrobił Feio ? ,akurat w tych meczach Tobiasza nie wystawił.
O żenującym konflikcie z szefem fizjologów, z szefem fizjoterapetów i z lekarzem nie wspomnę , ale Feio postawił pozostawienie Luqinhasa oraz zwolnienie wspomnianych fachowców jako warunek podpisania nowej umowy.
Tego nawet dla Żewłakowa było za dużo , bo Feio postawił się ponad klubem ,a tego żaden właściciel,żaden prezes tolerować nie może.
5poniedziałek, 26, maj 2025 16:26
Baron
To co odwalił z Tobiaszem, Szczepaniakiem czy na koniec z Bibrowiczem to jest działanie na szkodę Legii. W każdej firmie czy korpo poleciałby na zbity pysk za takie zarządzanie.
Pamiętać trzeba jeszcze, że w zasadzie blokował pozyskanie nowego napastnika, by zdecydować się w końcu na Szkurina, którego nie mógł już zgłosić do rozgrywek pucharowych, a wcześniej pozbył sie innych napastników których miał i sam rekomendował, grał w zasadzie samym Gualem, bo Pekharta odstawił na boczny tor.
Do tego dochodzi fatalne zarządzanie drużyną, skandaliczne zachowanie się na ławce trenerskiej, w zasadzie co mecz itp. sprawy.
Legia na ławce trenerskiej miała rozkapryszonego mentalnego gówniarza z wybujałym do granic możliwości ego. Niestety ale negocjacje z nim i chęć podpisania nowego kontraktu nie stawiają w najlepszym świetle Żewłakowa. Oby to była jednorazowa wpadka.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1