- Zbyszek
Tym razem moja gawęda pójdzie tropem wyznaczonym przez niezwykle trafny tytuł sprawozdania Gawina " Kakistokracja ". Nadto piszę bezpośrednio po sprawozdaniu , bo pewno z wdjablenia nie mógłbym spać .
Pewnikiem w Legii panuje prawo Waltera Segala , które w tłumaczeniu na nasze oznacza ,że jeżeli mamy jeden zegarek to na pewno wiemy , która jest godzina , a jeżeli mamy ich kilka to nigdy nie mamy tej pewności.
W 1996 roku jak z Legii wycofany został Janusz Romanowski z Firmą "Pol-Kaufring' ( od 1992 do 1996 roku Legia była klubem filialnym Pogoni Konstancin) wraz z kilkunastoma zawodnikami i w kadrze zespołu zostało ich 13 zdolnych do grania w I lidze - to trener Jabłoński ( pseudo "Jabłuszko" ) miał wybór "jak żyd w okupację", a mimo to zdobył 2 miejsce. Lecz kiedy Legię objął koncern Daewoo i zakupił kilkunastu nowych graczy "Jabłuszko " się zagubił w akcji i trzeba było go wymienić , przy czym "zamieniono siekierkę na kijek " , bo jego następcą został niejaki Kopa. Jemu z kolei skład ustalali zawodnicy ,a prym w tej układance wiódł Leszek Pisz. Pewno dlatego ,że wówczas nikt o Dyrektorach nawet nie słyszał. Obecnie mamy do czynienia z analogiczną sytuacją , bowiem trener Iordanescu dostał tyle drzew ,że powstał las i on w ten gąszcz wlazł i się zagubił w nadmiarze bogactwa , nie odróżniał tych mocnych od tych nadgryzionych przez korniki.
Legii potrzebny jest trener , który mając do dyspozycji 25 zegarków wybierze te, które dokładnie pokazują ten sam czas.
Natomiast zamiast takiego fachury rozbudowuje się do granic absurdu wybieraczy , szukaczy , nadzorców czyli kolejnych biurokratów , którzy mącą nie ponosząc za nic odpowiedzialności.
Po ostatnim, emocjonalnym komentarzu po meczu z Celje "musiałem " osobiście kilku znajomym i kolejnym kilku na messengerze wyjaśniać czemu odwołałem się do "staroci" jaką jest ich zdaniem "Alchemia futbolu " Gmocha. Otóż piłka nożna jako oddzielna dyscyplina sportu istnieje od ok. 150 lat i jest stale tą samą, co nie znaczy taką samą dyscypliną. Jej fundamenty są niezmienne ,a więc trzeba mieć pewien stopień przygotowania fizycznego , aby biegać przez 90', trzeba mieć takie umiejętności techniczne ,aby panować nad piłką, trzeba wiedzieć po co wychodzi się na boisko i jaki metodami chce się osiągnąć cel gry oraz trzeba mieć wolę wywalczenia tego o co toczy się gra.
Można to porównać od "Elementarza" , które ukazuje istnienie liter, które składają się na słowa , a te przekształcają się w zdania , z których z kolei można układać wiersze, pisać powieści, książki naukowe, eseje, felietony itd itp. Przy czym każdym rodzajem pisarstwa rządzą "żelazne " prawa i reguły. Takim "Elementarzem " jest książka Jacka Gmocha , ona stwarza podstawy poznawcze dzięki którym można rozumieć do czego sprowadza się wiedza o piłce nożnej oraz prognozować dalszy rozwój . Lecz także nabyć wiedzę,że kto nie zna podstaw i ten kto gwałci zasady i reguły - nie może liczyć na sukces, tak jak nikt nie kupi książki w której słowa są niezrozumiałe . Podobnie jest z budową domu , on sam się nie zbuduje , bo trzeba mieć projekt, plan, ,materiały i fachowców , którzy umiejętności budowlane posiedli. To jest ten fundament , bez którego każda działalność traci sens .
Odnoszę wrażenie ,że kierownictwo klubu "Legia' chce koniecznie napisać doktorat nie znając liter , ani słów i ich znaczenia , więc układają zdania ,które nie mają żadnego sensu.
Jako się rzekło celem gry w piłkę nożną jest osiągnięcie korzystnego wyniku, a głównie chodzi o wygranie meczu.Czyli nie można wygrać meczu,a w konsekwencji być wysoko w tabeli , najlepiej na jej szczycie , jeżeli nie strzeli się o jedną bramkę więcej od przeciwnika. Od początku istnienia piłki nożnej , niezależnie od zmiennych systemów takim egzekutorem miał być środkowy napastnik formacji ataku. Z tego punktu widzenia patrząc sukcesy większości drużyn są uzależnione od takiego napastnika. Ma to swoje dobre i negatywne strony . Bowiem mając bramkostrzelnego napastnika cała drużyna widzi sens w pracy dla niego , bo nawet jak jest pilnowany to wytwarza się przestrzeń do aktywności strzeleckiej innych członków zespołu.Lecz jednocześnie takie uzależnienie może być paraliżujące , kiedy taki napastnik zostaje odcięty od podań , albo uniemożliwia mu się oddanie celnego strzału.
Istnieje jednak niepodważalna korelacja pomiędzy miejscem w tabeli strzelców a miejscem w tabeli jego drużyny ( z wyjątkami). Np. Legia zdobywając Tytuł Mistrza w 1956 roku miała najlepszego strzelca ligi w osobie Henryka Kempnego ,zaś w 1955 roku kiedy też była Mistrzem 2 miejsce w klasyfikacji zajął Lucjan Brychczy. W latach "Wielkiej Legii" w 1969 i 1970 roku królem strzelców był niedościgniony Włodzimierz Lubański ,ale 2 miejsca mieli Jan Pieszko i Lucjan Brychczy. W 2003 roku , gdy po latach Legia odzyskała Tytuł królem strzelców był Stanko Svitlica.W 2016 roku do zdobycia Tytułu walnie przyczynił się kolejny superstrzelec Nemanja Nikoicz (28 bramek) ,a w 2021 roku Thomas Pekhart ( 22 bramki) . Zaś , gdy Legia w innych latach zdobywała Tytuł to wysoko w tabeli strzelców byli Miro Radovicz ( łącznie 88 bramek) , Marek Saganowski ( łącznie 86 bramek), a także Mięciel , Kucharski ,Pisz,Dziekanowski , Ljuboja czy Niezgoda.
Z przykrością piszę ,że przed meczem z BBT ( teraz pewno jest jeszcze gorzej) najlepszy strzelec Legii plasował się na 34 ( dzielonym ) miejscu ,a następny był na miejscu 57.
Więc jak by nie patrzeć miejsce w tabeli Legii sensacją być nie może. W tym sensie oddanie za 250 tys Euro Guala ,a zatrudnienie za 3 mln funtów Rajovicza wygląda na sabotaż.
Państwo Witkowscy : Krzysztof i Danuta współwłaściciele firmy "Bruk-Bet' ze wsi Nieciecza gmina Żabno, którzy 21 lat temu założyli klub piłkarski "Termalika " mają rzesze zwolenników, do których ja nie należę, nie dlatego ,że jestem przeciwny klubom wiejskim czy z małych mieścin,ale jestem przeciwny ich mocarstwowym aspiracjom . Czym innym jest służba lokalnej społeczności ,a czym innym pokazywanie 'gołej dupy". Te ambicje gry w Ekstraklasie są dla mnie przejawem pychu i bezczelności. Przed 9 laty kiedy BBT awansował do Ekstraklasy wywołał medialną sensację na skalę światową . Świat nie podziwiał,ale pękał ze śmiechu i zastanawiał się jaka ciężka choroba toczy polską piłkę,że taka anomalia jest możliwa.
Owszem historia piłki nożnej dowodzi,że przez większość lat trofea padały łupem klubów wywodzących się z niedużych przemysłowych miejscowości.Aż do 2012 roku żaden klub z demokratycznej metropolii nie zdobył Pucharu Europy,ale też żaden nie był klubem wiejskim. Przez wiele lat w piłce dominowały kluby z krajów niedemokratycznych ( reżimy totalitarne lub komunistyczne) i w tych krajach zasoby koncentrowały się w stolicach lub wielkich miastach. W krajach demokratycznych decydujący głos miały kluby z mniejszych miejscowości . Uznano ,że podłoże tego zjawiska jest psychologiczne , bowiem w wielkich miastach futbol ma silną rozrywkową konkurencję,a mieszkańcy nie muszą nikomu niczego udowadniać.Miejscem silnych klubów były silne ośrodki przemysłowe. W tym towarzystwie klub wiejski jest ewenementem . Taką rzetelną książką ukazującą drogę takich klubów do wielkości jest Jima White " Manchester United. Biografia'. Rozwój przemysłu ściągał do miast rzesze młodych mężczyzn dla których jedyną prozdrowotną, tanią, kolektywna rozrywką stała się piłka nożna w formie najpierw uprawiania, a potem kibicowania. Zjawisku temu towarzyszyło zdobywanie nowej tożsamości i grupowej identyfikacji. Badania przeprowadzone w wielu krajach przed 5 laty dowiodły,że ulubionymi klubami są te spoza stolic ( poza kilkoma krajami w tym Polską - Legia). Okres związku pomiędzy przemysłem ,a znaczeniem futbolu dla mieszkanców istniał do końca lat 70-tych czyli do wkroczenia do piłki nożnej telewizji i uczynienia z niej sportu telewizyjnego oraz do powstania rynku transferowego operującego wielkimi kwotami płaconymi za zawodników. Pierwszym za którego zapłacono 1 mln funtów był w lutym 1979 roku Trevor Francis .To ten przełom sprawił ,że na znaczeniu zyskiwały miasta z wielką liczbą mieszkańców jako potencjalnych klientów futbolu . Mniejsze kluby nie były w stanie utrzymać najlepszych zawodników i trenerów.
Po 1980 roku nastąpił rozwój ekonomiki piłkarskiej - coraz wyższe kontrakty telewizyjne, nowe stadiony. swobodny przepływ zawodników itd - co przynosiło korzyść najpopularniejszym drużynom, które tę koniunkturę potrafiły wykorzystać , jak np. Legia do 2016 roku.
We współczesnym myśleniu o przyszłości piłki nożnej wielu znawców jak np. Simon Kuper przypisuje duże znaczenie prawu Zipfa głoszącemu ,że wiele rodzajów danych tworzonych przez ludzi lub odnoszących się do ich zachowań cechuje charakterystyczny rozkład wartości , w których dystrybucja częstotliwości występowania poszczególnych wartości jest odwrotnie proporcjonalna do ich rangi statystycznej czyli rosnącego znaczenia wartości jednej z wielu zmiennych jak np. liczby ludności. Popularnie prawo Zipfa nazywane jest prawem proporcjonalnego rozwoju. Inaczej mówiąc kluby piłkarskie z wielkich miast będą rosły na znaczeniu . Oznacza to ,że niewiele jest i niewiele będzie gigantów i że upadek giganta jest niemożliwy.
Ukształtowana przez ostanie 45 lat struktura piłkarska w swej większości nie ulegnie zmianie.
Jednocześnie reguła "proporcjonalnego rozwoju " oznacza ,że różnice pomiędzy klubami pozostaną,ale będą coraz mniejsze. Co widzimy we wzroście rankingu klubów polskich w UEFA. Takie szanse tkwią głównie w byciu klubem wielkomiejskim - co staje się podstawowym atutem.
Tę teorię głosi w licznych wypowiedziach Dariusz Mioduski,lecz między słusznymi założeniami a bieżącymi jego działaniami zachodzi rażąca sprzeczność.To,że ewolucja sprzyja wielkim jest faktem, ale trzeba jeszcze pomagać ewolucji, a Mioduski m.innymi marnuje czas na nierozważne eksperymenty dyrektorsko - trenerskie.
Wręcz płacz ogarnia jak klub z małej wioski z budżetem 10 razy mniejszym od klubu wielkomiejskiego ogrywa go w jego siedzibie.
ZGROZA !.
Trener BBT Brosz ma pole manewru mocno ograniczone gdyż jakość jego zawodników jest niska, więc może upatrywać nadziei na korzystny wynik tylko w organizacji gry oraz w ofiarności i w dyscyplinie taktycznej. Dziś BBT nawet nie próbował nawiązywać walki z Legią o panowanie czy kontrolę nad wydarzeniami, ograniczając się do obrony w niskiej strefie i sporadycznych , szybkich wypadów w kierunku bramki Legii.
Owszem w dzisiejszym meczu widać było dobre zorganizowanie obronne graczy BBT ,ale też zawodnicy Legii za bardzo ich obronne szyki nie naciskali i na despekt nie narażali. Pewno grqcze BBT spodziewali się dominacji Legii, zaciekłości w próbach sforsowania obrony ,a kiedy to nie następowało nabrali śmiałości i ich ataki były coraz groźniejsze , bo prowadzone przy udziale kilku zawodników. Grali tak jak Legia im pozwalała. W zasadzie na sparaliżowanie Legii pod własną bramką wystarczyło pilnowanie strefy i przeciwnika w strefie .
A w ataku liczenie na błędy w kryciu i ustawieniu się zawodników Legii- czym dziś Legia raczyła graczy BBT w nadmiarze i gdyby tylko ich połowę wykorzystali to mieli by z pół tuzina bramek . Trener Brosz mógł sobie nawet pozwolić na to aby dać pograć rezerwowym, tak jak by przewidział ,że Legia się odkryje i przegra mecz.
Trener Astiz nie zaskoczył składem ani ustawieniem , bowiem pewnikiem wystawił tych, którzy na poszczególnych pozycjach systemu 4-1-4-1 prezentowali się najkorzystniej na treningu czyli byli w dobrej formie fizycznej. Na środku ataku wystawił Colaka , który na 5 cech napastnika realizuje 4 , podczas gdy Rajowvicz tylko jedną ( walczy z obrońcami ),ale obaj nie spełniają głównej roli - nie strzelają bramek . Co z tego,że Colak jest dobrym łącznikiem pomiędzy ofensywnymi zawodnikami w pionie i poziomie, co z tego ,że potrafi utrzymać się przy piłce,że robi miejsce w polu karnym,że podejmuje walkę z obrońcami - jak pożytek z tego grania jest niewielki . Mnie trudno pojąć ten brak odróżnienia nielekceważenia żadnego rywala od jego przeceniania i zamiast pokazu od początku kto tu rządzi pozwolenie na nabranie pewności siebie słabszemu przeciwnikowi. Nasi zawodnicy owszem biegali, owszem rozgrywali ,ale z dala od bramki rywali bardziej dbając o zabezpieczenie własnej bramki ,niż o skuteczność w ofensywie .Nie uczynili należycie ani jednego ani drugiego. Nie ulega wątpliwości ,że indywidualnie zawodnicy Legii przewyższali rywali o klasę ,ale jako zespół Legia przypominała zlepek nie rozumiejących się zawodników. W tej sytuacji niezrozumiałe było wdawanie się w kombinacje, w wielopodaniowe akcje zamiast gry prostej , przy pomocy prostych środków.
Kilku naszych zawodników , głównie Urbańscy usiłowało sforsować obronę rywali solo,ale było to pozbawione logiki ,bo oni ustawieni byli schodkowo tworząc dwu-trzywarstwowy mur.
Po raz wtóry Astiz zaskakuje kompletnie oderwanymi od sytuacji zachowaniami . W Celje zmieniał zawodników kiedy byliśmy na fali ,a dziś kiedy gra i wynik były fatalne nie dokonał 3-4 zmian w przerwie . Czyżby był zadowolony z gry i wyniku , a może liczył na tzw. sportową złość ? . Takie rozważania są dobre w sporach akademickich , bo w życiu trzeba rozwiązywać problemy poprzez podejmowanie decyzji czyli jak jest źle to próbujemy ten stan zmienić. Owszem po 10' minutach dokonał 2 zmian ,ale bez zmiany ustawienia , bo aż prosiło się w II połowie granie na 2 napastników - na co zdobył się dopiero pd 65'.
W końcówce w desperacji wpuścił na boisko Jędrzejczyka w charakterze walczaka ,ale efektem była zamiana remisu na porażkę.
Pochwalam decyzje Kolegium Sędziów co do obsadzenia meczów Legii sędziami młodymi , lub jak dziś mało doświadczonymi , bowiem Karol Arys ma 38 lat.,ale tylko 3 letni staż w ESie. Generalnie te decyzje KS się bronią, 'młodzi " się sprawdzają .Owszem tak jak dziś Arys popełniają drobne błędy ,ale widać ,że swe obowiązki traktują poważnie ,że owszem chcą się pokazać z jak najlepszej strony ,ale nie przez pokaz " rządzenia " . Mnie cieszy, kiedy taki arbiter jak Arys stosuje przepisy literalnie ,a nie woluntarystycznie , a do tego oszczędnie operują gwizdkiem i rzadko sięgają po kartoniki nie traktując ich jako źródła represyjnej władzy ,ale wyłącznie jako kary za naruszenie zasad gry. Ponieważ wolę chwalić jak ganić to taki sędzia Arys był dziś kroplą miodu na moje zbolałe serce.
We współczesnej piłce nożnej decydujące znaczenie ma zespołowość, w tym wykorzystanie indywidualności w grze dla drużyny jako całości.
Zlepek zawodników nie stanowi drużyny , tak samo jako kupa cegieł nie jest domem .
This is a comment on "Legia - Bruk-Bet 1-2: Kakistokracja "

