A+ A A-
  • gawin76
Można bezpiecznie założyć, że cokolwiek robi Papszun, jest to podyktowane tym, żeby zmaksymalizować nasze szanse na utrzymanie. A maksymalizacja tych szans, wszystko na to wskazuje, sprowadza się zdaniem Papszuna do tego, że Legia ma nie tracić bramek. Gramy zachowawczo aż do przesady, w grze defensywnej stawiamy autobus, atakujemy niewielką ilością zawodników, opierając się o dośrodkowania i stałe fragmenty gry. To generalnie działa, tzn. w pewnym momencie zaczęło działać. Dziesięć meczów bez porażki i opuszczenie strefy spadkowej. Pragmatyzm. Tyle, że oczywiście są i potknięcia, jak mecz z Górnikiem, w którym przez pełne 90 minut graliśmy na remis i koniec końców remisem się skończyło, trzeba uczciwie przyznać, że sprawiedliwym. Wczoraj było kolejne potknięcie, by nie rzec, że tym razem wręcz spektakularne sturlanie się ze schodów. Bo ta drużyna skupiona na zabezpieczaniu tyłów i oczekiwaniu na swoje momenty około 20. minuty straciła wszelką nadzieję na to, że uda się przeczekać nawałnicę i spróbować powalczyć choćby o remis, weszliśmy w tryb Andory czy San Marino, było to mega przygnębiające i po prostu zawstydzające. Oczywiście narracja Papszuna idzie w tym kierunku, żeby winą za to obarczyć sędziów i czerwień dla Augustyniaka oraz skupić się na tym, że w drugiej połowie nastąpiła pewna poprawa w naszej grze, ale to chyba po to, żeby nie odbierać drużynie wiary w siebie przed kolejnymi meczami, bo wszyscy mamy przecież oczy i widzieliśmy, że Legia została zjedzona taktycznie, fizycznie i mentalnie. Panowie, nie ma to zupełnie znaczenia czy w ataku został Rajović czy Adamski, my od pierwszej minuty byliśmy zagubieni jak dzieci we mgle, przecież do momentu tej czerwonej kartki mogło być już 3:0 dla Lecha. Tragiczny był Elitim, przezroczysty Urbański, stłamszony Wszołek, do tego ciągłe poślizgi, no kuriozum po prostu. I teraz zasadnicze pytanie, dlaczego do tego doszło, co się k... właściwie w tym meczu stało? A kolejne, czy Papszun potraktuje to jako wpadkę, przykrą i bolesną, ale jednak wpadkę, nie zejdzie z obranego kursu i z Widzewem znów będziemy grać na 0:0, czy uzna, że po takim szoku dla drużyny, trzeba jednak spróbować coś zmienić? Szczerze mówiąc, stawiam na pierwszy wariant, spodziewam się bardzo ciężkostrawnego widowiska w piątek, zwłaszcza, że Vuko pewnie przyjedzie z podobnym pomysłem na ten mecz.