A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Lechia 1-0: Skuteczni w obronie

Po dwóch wyjazdowych porażkach Legia wróciła na swoje boisko i wygrała. Nasz zespół pokonał Lechię Gdańsk. Rozstrzygającą bramkę zdobył już w 8. minucie meczu Jarosław Niezgoda.

 

Trener Romeo Jozak zdecydował, że na ławce rezerwowych usiedli Thibault Moulin i Armando Sadiku. W pierwszym składzie pojawili się Tomasz Jodłowiec i Jarosław Niezgoda. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Malarz – Broź, Astiz, Pazdan, Hloušek – Jodłowiec, Mączyński – Guilherme, Hämäläinen, Kucharczyk – Niezgoda. Goście rozpoczęli w składzie: Kuciak – Augustyn, Nalepa, Wawrzyniak – Miloš, Sławczew, Łukasik, Lewandowski – F. Paixao, M. Paixao, Wolski.

Pierwsza połowa toczyła się w dobrym tempie. Legia szybko objęła prowadzenie. W 8. minucie meczu Guilherme szybko wznowił grę z rzutu wolnego, kierując długie podanie do Kucharczyka. Kucharczyk zaskakująco uderzył, Kuciak tylko podbił piłkę, na co z wyczuciem zareagował Niezgoda i z bliska wepchnął piłkę do bramki. Po bramce inicjatywę przejęli goście. W 14. minucie Malarz popisał się efektowną paradą po strzale Flavio Paixao zza pola karnego. W 19. minucie nasz bramkarz uprzedził Marco Paixao przed polem karnym. Legia starała się grać szybko w ataku, kierując długie podania w stronę Kucharczyka i Niezgody. W 20. minucie nasza drużyna rozegrała bardzo ładną akcję. Sam przed Kuciakiem znalazł się Niezgoda, ale nasz napastnik przegrał pojedynek z byłym bramkarzem Legii. Kilka minut później Niezgoda miał kolejną szansę i znów lepszy okazał się Kuciak. W kolejnych minutach mecz nadal był prowadzony w szybkim tempie, ale więcej niż płynnych akcji było błędów i fauli. Wśród legionistów żółte kartki zobaczyli Jodłowiec i Astiz.

Do przerwy było 1:0. Mecz był interesujący i drugie czterdzieści pięć minut zapowiadało się emocjonująco.

Szybko miało się jednak okazać, że w tym miejscu znacznie więcej działo się przed przerwą. W 52. minucie błąd popełnił Guilherme. Źle wycofaną piłkę przejął Marco Paixao, ruszył na bramkę Legii, zdołał oddać strzał, ale skończyło się tylko rzutem rożnym. W drugiej połowie nasza drużyna już wyraźnie skupiła się na obronie i czekała na okazję do kontr, ale stale zawodziło ostatnie podanie lub osamotniony Niezgoda był powstrzymywany przez obrońców gości. W 60. minucie boisko opuścił  Hämäläinen. Na boisku pojawił się Hildeberto. Kilka minut później Moulin zmienił Mączyńskiego. Lechia nacierała, ale im bliżej było bramki Malarza, tym bardziej bezradni byli goście. W 69. minucie Malarz odbił piłkę po strzale Flavio Paixao. W 82. minucie efektowną akcją w swoim stylu popisał się Wolski, na szczęście strzał minął bramkę. O celu Legii na ostatnie minuty świadczyła trzecia zmiana – Kopczyński zmienił Guilherme. Legia zaatakowała dopiero w 87. minucie Kucharczyk dośrodkował, Moulin uderzył głową, ale Kuciak był na posterunku. Kilka minut później sędzia Stefański zakończył mecz.

Mimo obiecującego początku, mecz okazał się przeciętnym widowiskiem. W grze Legii nie nastąpił żaden przełom, ale trudno było się go spodziewać. Cieszy, że udało się zdobyć trzy punkty.

Dyskusja (13)
1niedziela, 15, października 2017 20:53
kibic50
3 punkty zdobyte jak na mistrza przystało Wink
2niedziela, 15, października 2017 20:54
Senator
Sir Gawin jak zwykle jednym zdaniem oddaje cały sens ( Zgred pozdrawiam)
Na zmianę oblicza drużyny musimy poczekać do wiosny i oby ta zmiana nastąpiła. Dziś cieszmy się z trzech punktów .
Choć może dwa zdania o pierwszej połowie. Widać było chęci, walecznosc zaangażowanie a i moim zdaniem świeżość. O tyle to cieszy ,że możemy na dziś przestać obawiać się o tz szatnię. Ten kryzys wydaje się być zażegnany.
3niedziela, 15, października 2017 21:17
świrekwampirek
Jedyny cel na rundę jesienną to punktować w każdy możliwy sposób. Zimą remont generalny a wiosną ogień i LMSmile
W sumie zabawnie się słucha zachwytów nad Lechem, Zagłębiem, Górnikiem czy Wisłą gdy "beznadziejna" Legia ma całe 3 punkty straty do lidera.

P.S. Dziś bezwzględnie najlepszy zawodnik Lechii to "sędzia" Stefański. Ktoś mi może odpowie na uja ten cały VAR?!
4niedziela, 15, października 2017 21:24
Zgred
Do przerwy zimowej podstawowym zadaniem będzie punktowanie. Jeżeli trener Jozak dostanie zielone światło na transfery (wzmocnienia) po rundzie, a na to wygląda, styl gry się nie zmieni. Zaangażowania odmówić nie można, walki także. Moim zdaniem dobry ruch z Niezgodą, trzeba na niego stawiać. Oczywiście nie strzelił w dobrych sytuacjach, ale je kreował. Bramki powinny przyjść i będą wpadać...
Ten mecz był trudny też psychicznie i pewnie dlatego druga połowa była bardziej asekuracyjna. Ta świeżość o której pisze Senator trochę siadła po przerwie i tlenu też trochę brakowało, ale to, że oddali pole Lechii cofając się w strefę swoich trzydziestu metrów wynikało głownie z podświadomości trzymania dobrego punktowego wyniku. Ważne zwycięstwo.
5niedziela, 15, października 2017 22:14
corazstarszy
@świrek
Ktoś mi może odpowie na uja ten cały VAR?!

Są sędziowie, którzy czasem w potrzebnym momencie zajrzą i pozwala im to uniknąć pomyłki. W tej kolejce np. Musiał w Lubinie. Może z czasem się nauczą płynnie korzystać. Na razie, technika przerasta materiał ludzki.

U siebie to nawet ładnie Legia punktuje, za to na wyjazdach ... A za tydzień wyjazd i pewnie znowu bęc bęc. Ja na to umiem patrzeć, a nie na wiosnę. Oprócz innych rzeczy, martwi mnie to, że podejmując słabo grających w tym sezonie rywali, np. Cracovię czy Lechię, Legia jednak się męczy. To nie są bezdyskusyjne, pewne zwycięstwa.
To zagranie Gulherme z 52. minuty raczej załamujące: każdy będzie zapewniał, że trenują i ćwiczą unikanie kontr po własnych stałych fragmentach i że trener na to uczula, ale potem przychodzi mecz i zawsze coś takiego sami sobie powodujemy.
Bardziej niż na następny mecz, czy na mityczny remont przed wiosną 2018, czekam na mecz z Arką. Może znowu się uda wywalczyć 3 punkty i pozostać w górnej części. W tym jestem zgodny z dyskutantami: na więcej tej jesieni nie mamy co liczyć.
6niedziela, 15, października 2017 23:16
Senator
@Zgred
A moim zdaniem to nie kondycja usiadła tylko to o czym piszesz zadecydowało że tak wygladala druga połowa. Kondycyjne to oni siedli i brakowało im sił na zwiększenie siły ataków.
U nas właśnie psychika cxyli głowy zagrały na dowiezienie wyniku. Brawo że się powiodło.
7niedziela, 15, października 2017 23:53
anonimowy_legionista
Ja od 60 minuty byłem już pewien, że Lechia nie strzeli. Jakoś tak mi się przypomniała Bergowa Legia. Rywale napierali, ostrzeliwali, ale w ramach kontrolowanego ryzyka.

Co się stało z Berto? Realizował założenia sztabu? Myślałem, że jak wejdzie to będzie jeździł na dvpie.
8poniedziałek, 16, października 2017 08:12
dalkub
Wynik na tak, zaangażowanie i chęci na tak, kilku zawodników zagrało solidny mecz, szczególnie stoperzy, Malarz. Na minus gra defensywna linii pomocy, krycie i pressing - za dużo razy ograni na jeden kontakt, za dużo miejsca od 40 metra miał przeciwnik. Na minus również zmiany, ci co weszli niczego nie poprawili a wręcz było słabiej. Wymowne zdjęcie po meczu Mioduskiego który składając ręce do modlitwy spojrzał w niebo.
Zgadzam się że do zimy trzeba dograć i zgarnąć tyle punktów ile się da i awansować w PP, następnie musi nastąpić "ruch w szatni".
9poniedziałek, 16, października 2017 08:35
Moros
Dla mnie wczorajszy mecz był niezwykle trudny do oglądania. Drugą połową określiłbym jako fatalną (z wyjątkiem stoperów i bramkarza). Nie istnieliśmy w ataku, a każde podejście pressingiem piłkarzy Lechii kończyło się panicznym wykopem, nierzadko w trybuny. Wpuszczaliśmy lechistów pod własne pole karne nie czyniąc im w drugiej linii żadnych problemów i dopiero tam walczyliśmy. Wspomniany stoperzy i Malarz pozostawiali nas w grze. Mecz z naszej strony skończył się około 30 minuty (po drugiej "setce" Niezgody). W przerwie powiedziałem do mojego taty, że jak dojedziemy z zerem z tyłu to będzie cud. Na szczęście się udało, choć w Krakowie marnie to widzę, bo tam nie mają parodystów w ataku. Może tez te parkingowe klapsy spowodowały, że nasi zawodnicy byli tak zestresowani, iż pozbywali się piłki byle szybciej i byle dalej od siebie, aby niczego nie schrzanić. Oprócz stoperów i bramkarza, brawa też dla Niezgody. Mógł wprawdzie w pół godziny zamknąć ten mecz ale swoje zrobił. Jedyne małe usprawiedliwienie dla naszej drugiej linii widziałbym w tym, że Lechia miała tam przewagę, bo zagrali 5 w pomocy.


Patrząc na styl ogromnie cieszą mnie punkty. Ze swojego stadionu wyciskamy w tym sezonie maksa. Punktujemy nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nic z tego nie będzie. Oby tak dalej, a może do zimy jakoś za daleko nam liderzy nie uciekną, zwłaszcza że nikt nie wystrzelił jakoś z formą.

.
10poniedziałek, 16, października 2017 11:20
anonimowy_legionista
Ja dla odmiany Brozia pochwalę. Jak wszedł Berto to zastanawiałem czy mu "pomoże". Bardziej liczyłem na ciąg na bramkę Berto niż jego pomoc w defensywie. Nie było ani jednego, ani drugiego kilka zgrań + pozorowanie gry.
11poniedziałek, 16, października 2017 16:42
CTP
Ja raczej nikogo chwalił nie będę. Wręcz przeciwnie.
Zacznę od Jozaka: wystawianie obok siebie Jodłowca i Mączyńskiego, to bardzo zły pomysł, ponieważ obydwaj piłkarze przyzwyczajeni są do grania na tych samych pozycjach. Efekt był taki, że Mączyński (pewnie z racji mniejszego stażu w Legii) objawił się na boisku dopiero w momencie, gdy korkami wjechał w niego Broź.
Niezgoda - na 3 sytuacje tylko jedna wykorzystana, i to w dodatku na tzw. pustaka. Inna sprawa, że Sadiku w takiej sytuacji pewnie zostałby wyprzedzony przez obrońcę. Mieliśmy w ostatnich latach Ljuboję, Radovica, Sagana, Prijovica i Nikolica i jakoś się to kręciło. Teraz nie mamy nawet pół napastnika takiej klasy.
Gra zespołu: zagraliśmy odrobinę lepiej. Ale to, moim zdaniem, wyłącznie dlatego, bo na boisku pojawili się Kuchy z Guilherme a nie dzięki pracy Jozaka na treningach. Cały czas gramy bardzo słabo i cały czas kompletnie nie widać ręki nowego szkoleniowca. A jeśli weźmiemy pod uwagę jego zapowiedzi o tym, jak to Legia ma grać kombinacyjnie, przeważać przez cały mecz i narzucać swój styl przeciwnikowi, to ten wczorajszy mecz można raczej potraktować jako regres a nie postęp.
12poniedziałek, 16, października 2017 18:21
świrekwampirek
"Efekt był taki, że Mączyński (pewnie z racji mniejszego stażu w Legii) objawił się na boisku dopiero w momencie, gdy korkami wjechał w niego Broź. "

Przepraszam ale pierwsza połowa spotkania to według mnie najlepsze 45 minut Mączyńskiego w Legii.
13poniedziałek, 16, października 2017 20:25
Zbyszek
O tym,że rola trenera kończy się wraz z wyjściem piłkarzy na boisko.
Obowiązkiem trenera jest jak najlepsze przygotowanie zawodników do meczu. Sam wynik spotkania stanowi wypadkową wielu czynników o których piszemy wtedy kiedy one zaistnieją.Natomiast obowiązkowe jest dołożenie należytej staranności,aby zawodnicy byli w stanie nałożone cele realizować.Chodzi tu przede wszystkim o należyte przygotowanie motoryczne i taktyczne, gdyż techniczne powinno być wypracowane we wcześniejszych latach, a trener drużyny seniorskiej może je w niewielkim stopniu korygować.W klasowych drużynach treningi są tak intensywne,że kiedy przychodzi do meczu to gracze traktują go nieledwie jak odpoczynek,grają na luzie, swobodnie i z dużą przyjemnością. U nas treningi mają charakter bardziej relaksacyjny więc w meczu zawodnicy się meczą,nie wiedzą na co ich stać,są spięci i bojaźliwi.Bowiem to nie jest tak,że zawodnik nie chce, Nawet mecz ze słabszym rywalem wyzwala emocje i zawsze jest chęć zwyciężania.Dobrzy trenerzy świetnie o tym wiedzą i tak przygotowywują zawodników, aby ich wydolność nadążała za chęciami.W tym miejscu mała dygresja tycząca ostatnich przypadłości naszej drużyny.Wszyscy, przynajmniej od maja wiedzieli,że kluczowym i decydującym miesiącem będzie sierpień i na ten okres eliminacji rozgrywek europejskich obowiązkowo należało przygotować szczyt formy.Nie tylko tego nie uczyniono,ale chyba zanotowano jej dół.Pewnikiem z tego powodu,że dyletanci nie wiedzieli jak to zrobić i nie konsultowali się z tymi co potrafili , a więc z tymi, którzy powiadają,że nie ma niczego łatwiejszego w piłce -bez badań, aparatur i tym podobnych wynalazków.Nie chcę przez to deprecjonować współczesnych osiągnięć nauki i technik badawczych,ale są one tylko pomocnicze i wiedzy nie zastąpią.Ale to wówczas przetrącono zawodnikom kręgosłup i skazano na bezradność z której do dziś otrząsnąć się nie mogą.Kolejną kostką domina jest przygotowanie taktyczne do meczu i składa się ono z dwóch części, teoretycznej analizy gry rywali oraz przećwiczenia na boisku zachowań w obronie i zagrań w ofensywie. Większość trenerów nie chce,aby z piłkarzami pracowali psychologowie. Nie dlatego,że nie cenią jej dokonań,ale dlatego,że w piłce jej metody badawcze i naprawcze są nieprzydatne.Bowiem od lat wiemy,że nastawienie mentalne jest sprzężone, a nawet w dużym stopniu wynika ze stanu fizycznego i taktycznego zawodnika i drużyny jako całości.W Polsce przyjęto opowiadać niesprawdzone dyrdymały, o których poważni trenerzy wstydzili by się wspomnieć, o jakiś mentalnościach zwycięzcy.Jest to zwierzę nieznane, bo po prostu wygrywają lepsi.A tą cezurą weryfikującą stan przygotowania zawodnika do meczu jest linia boiska i gwizdek sędziego.I tu rola trenera się kończy.Nastaje czas zawodników.Najczęściej przebieg meczu jest zdeterminowany poprzez stan gotowości graczy i jest wręcz mechanizmem przyczynowo skutkowym. ale bywa i tak,że pomimo dołożonej staranności w przygotowaniach mecz układa się niekorzystnie np. mówiąc łopatologicznie, trener nie przyłoży dobrze nogi do wykończenia 100% sytuacji. Pozostaje mu tylko mechanizm dokonywania zmian i ewentualna korekta taktyki w przerwie meczu. Kiedy podczas spotkania widzimy trenerów szalejących , krzyczących, gestykulujących i wyczyniających inne wygibasy to miejmy świadomość,że takie zachowanie jest wynikiem bezradności.Bo on chciałby pomóc,ale już nie może, a często i nie wie jak. Więc od każdego wymagajmy tego do czego jest powołany,a oceniajmy sprawiedliwie zależnie od tego kto za co odpowiada.

O tym,że drużyna bez lidera jest jak jeździec bez głowy.
Pisze o tym obszerniej w swoim ostatnim felietonie. Lider może być tylko i wyłącznie jeden, jego pozycja nie może być kwestionowana.Co nie oznacza,że w różnych sytuacjach musi to być ten sam osobnik.W piłce nożnej mamy do czynienia z 3 stanami faktycznymi : tym co jest poza meczami, szatnią i samym boiskiem.Bezdyskusyjnym powinno być ,że liderem w procesie treningowym musi być trener, może on być i takim w szatni,ale tę rolę może pełnić inny członek drużyny, zaś na boisku liderem może być ten sam zawodnik co w szatni, albo inny,i z reguły jest nim kapitan,ale zawsze jest to ten gracz, który w trudnych sytuacjach jest w stanie poderwać kolegów do boju, do dania z siebie więcej, do odwrócenia losów meczu. Jak widzimy na dzień dzisiejszy lidera boiskowego nie mamy.Natomiast obserwujemy jak na lidera poza boiskiem i w szatni wyrasta trener Jozak. Kiedy czytałem te komentarze po jego wypowiedzi po meczu z Lechem , zwłaszcza domagające się przeprosin to nie mogłem oprzeć się wrażeniu,że pismactwu zakłamane gry salonowe pomyliły się z boiskiem. Trener powiedział prawdę i jest absurdalnym żądaniem,aby za prawdę przepraszał . Ale nie sposób nie zauważyć,że wypowiedź była ostentacyjna.W żadnym wypadku nie zwrócił nią przeciwko sobie szatni,ale przez nią stara się wywalczyć dla siebie pozycję lidera szatni.Widać,że sam ma bardzo mocny charakter i wierzy w siebie. Dla mnie przy ocenie jego wypowiedzi oczywistym autorytetem jest Roman Kosecki, nie tylko jako jedyny kapitan drużyny i lider szatni jaki w tej sprawie zabrał głos.Kosecki jasno i konkretnie uznał,że lider zespołu powinien zareagować zwróceniem uwagi trenerowi na niestosowność takiej publicznej wypowiedzi, ale też powinien wpłynąć na kolegów tak,aby trenerowi udowodnić,że się pomylił. I o taka postawę Jozakowi chodzi, o wstrząśnięcie zawodnikami, o pobudzenie ich ambicji, o wywołanie reakcji. Wczoraj zaobserwowaliśmy pierwsze takiej odmiany postawy efekty.

O tym,że oczekiwania wobec Legii i Lechii są przeszacowane.
Oczekiwania wobec Lechii nakręcają media i podziwiać należy jej PR, a wobec Legii wypracowana przez lata marka.A przecież ta Lechia to mocno przeciętna drużyna ze średnim budżetem, prezesem , który był niezłym menedżerem ,ale wsławił się tylko wykiwaniem amatorów z Wisły. Mieli trenera bez osiągnięć, który poprawy wyników upatrywał w odpowiednim sadzaniu zawodników przy stole biesiadnym i zawodników po których dawniejszych dokonaniach pozostały tylko nazwiska.Więc nic dziwnego,że od lat nawet do eliminacji LE się nie łapią. Pomimo tego każdy ich zakup nagłaśniany jest jak by jakiegoś mistrza sprowadzili, a nawet nowego trenera /z nazwy / ochrzczono mianem fachowca,zaś każdy remis lub porażka traktowana jest jako sensacja. Jak oni mogli, taka wielka drużyna.Jak by stanęli na drabinie to może Smile. W meczu z nami nie stanęli.
Legię natomiast dobrze znamy. Zatrudniony w niej został uzdrowiciel, który ma z wyleniałych emerytów, steranych w licznych bojach wydobyć jakieś ukryte pokłady energii, wiary w sukces, dokonać jakiegoś gigantycznego postępu.Tu cudotwórcy by trzeba, bo szaman to przymało. Gdzieś tam kiedyś w szale sukcesów zapomniano,że one nie są wieczne i zapomniano o koniecznej stałej odnowie personalnego oblicza drużyny.A te transfery których dokonywano prawie zawsze last minute często okazywały się nie wzmocnieniami, ale osłabieniami.Teraz modna ma być gra młodymi. A ja pytam , czy nie można tak normalnie poruszać się środkiem drogi, po asfalcie,a nie raz jednym a raz drugim bagnistym rowem ?.

O tym,że ustawienie taktyczne jest stałe, tylko wykonawcy się zmieniają.
Trener Jozak ustawia zawodników w systemie 4-2-3-1. Nie ma w tym niczego zdrożnego.Bowiem można grywać i innymi ustawieniami,ale jego niezmienność ma swoje bezsprzeczne zalety.Pozycje i sposób gry na nich stają się powtarzalne, można wypracować automatyzmy. Krytycy powiedzą,że taka organizacja gry nie stanowi zaskoczenia. A kto to powiedział i udowodnił,że musi ?.W piłce jest zawsze coś za coś. Tak jak w reprezentacji , która zdaniem różnych mędrców traci za dużo bramek. A ja pytam, a czy jak by traciła ich mniej to by tyle samo ich zdobywała i czy by wówczas awansowała ?.Bowiem o wyniku najczęściej decyduje jakość zawodników, ich przygotowanie i przede wszystkim wykonanie.We wczorajszym meczu Jozak postawił na doświadczenie i ogranie.W zasadzie jedynym nieopierzonym zawodnikiem był Niezgoda.Lecz przewaga na boisku graczy starszych wiekiem powoduje nie tylko przewidywalność poczynań,ale i brak wysokiej intensywności gry.Zespół z konieczności biologicznej gra zrywami.Nie jest to klasyczna, kontrolowana arytmia ,ale właśnie zrywy. Cofamy się, nabieramy sił, bronimy się głęboko,a potem wykorzystując paru szybkościowców kontratakujemy. W Legii takim motorkami tym razem byli Guilherme, Kucharczyk i Niezgoda.Niestety zbyt często zmuszani byliśmy do chaotycznej obrony. Współpraca naszych zawodników w defensywie, a zwłaszcza wzajemna asekuracja budziły sporo zastrzeżeń.Dobrze,że oni celowniki mieli scentrowane.

O tym,że płynna gra zespołowa wymaga celności podań.
Po rozstawieniu zawodników Legii wobec siebie na boisku można wyciągnąć wniosek,że trener Jozak wymaga od nich, aby grali zespołowo. Chodzi o to, aby w akacjach ofensywnych i defensywnych w różnym charakterze brała udział jak największa liczba zawodników.I co by nie mówić samo założenie jest słuszne.Tylko wymaga ono, bagatela,aby przy wyprowadzaniu piłki ze strefy obrony, konstruowaniu akcji ofensywnych piłka chodziła pomiędzy zawodnikami, żeby ją wymieniając pomiędzy sobą zdobywali teren i wypracowywali pozycje strzeleckie. Niewiele z tego wychodziło.Podania naszych zawodników, zwłaszcza na połowie rywali były często niecelne, więc gra raziła chaosem i przypadkowością.I tu statystyki są nieubłagane, mieliśmy o prawie 50% mniej podań i o prawie 10% mniej celnych od rywali.Doświadczeni zawodnicy tacy jak Pazdan, Astiz. Jodłowiec czy Mączyński przestali trzymać się założeń i wybierali bezpieczeństwo ekspediując piłki jak najdalej od własnej bramki. Przyjęli wariant ostrożnościowy,a nie rozwojowy.I trudno nie przyznać im racji. Jak mus to mus.

O tym,że pozwalaliśmy na za dużo rywalowi.
Drużyna Lechii jak na naszą ligę ma kilku niezłych graczy, więc myślenie o zdominowaniu tego przeciwnika pozostaje w sferze utopii.Niemniej ta konstatacja nie zwalnia od krytycznej oceny naszej gry, zwłaszcza jeżeli szło o absorbowanie rywali grą w obronie.Poza kilkoma szybkim atakami nasi zawodnicy nie potrafili utrzymać się przy piłce na połowie Lechii co powodowało swego rodzaju bumerang. Wybijane trochę na oślep , trochę na uwolnienie, trochę na aferę piłki wracały bardzo szybko na naszą połowę.A tu nie wchodziliśmy w bezpośredni kontakt , w walkę z rywalami o piłkę, o jej odbiór, ale liczyliśmy na ich niedokładności, na stratę piłek i na jej przechwyt.
Ja nie mówię,że tak grać nie można, że na własnym boisku nie wypada..
Tylko,że jednak taka gra Legii nie przystoi. Pomimo,że wynik się zgadza.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1