- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Telewizyjny pat
Według informacji Przeglądu Sportowego Legia zarobiła osiem milionów złotych ze sprzedaży praw telewizyjnych w sezonie 2012/13. To najwięcej w Polsce, tylko... czy na pewno jest się z czego cieszyć?
Tego rodzaju zestawienia pojawiające się w sezonie ogórkowym nie wzbudzają zainteresowania porównywalnego choćby z najświeższymi plotkami transferowymi. Trochę szkoda, bo temat jest istotny, pozostający w ścisłym związku z dyskusjami na temat ogólnej kondycji polskiej piłki, okresowo powracającymi także na stronach czarnej-eLki.
'Legia zarobiła najwięcej', cóż, konstatacja mało odkrywcza, w końcu jesteśmy mistrzem Polski, łatwo zakończyć rozważania nad pulą przypadającą Legii z telewizyjnego tortu właśnie takim hasłem, znajdującym obecnie miękkie lądowanie w naszym przeświadczeniu o legijnej hegemonii i przewadze nad resztą kraju. Tu też najlepsi, dobra nasza! Ale już chwila analizy prowadzi do wniosku, że wiadomość wcale nie jest tak optymistyczna, na jaką wygląda. Osiem milionów, około dziesięciu procent naszego budżetu, to 'wynik' bardzo słaby. Jeszcze zeszłoroczny raport firmy Deloitte, omawiany zresztą na naszych stronach, szacował wysokość tej pozycji w legijnym budżecie za rok 2011 na 30%, aczkolwiek była to kwota powiększona o pieniądze zainkasowane dzięki udanej kampanii w europejskich pucharach.
Na domiar złego Legia, nawet uzbrojona w osobę energicznego Bogusława Leśnodorskiego na stanowisku prezesa, ma niewielkie pole manewru jeżeli chodzi o potencjalne możliwości zarobienie większych pieniędzy z tego źródła. Prawa telewizyjne są w naszym kraju scentralizowane, cena za nie jest pochodną wartości ligowej piłki jako produktu, a ta jest w naszym przypadku relatywnie niska. Mimo że mamy do czynienia z dużym, czterdziestomilionowym rynkiem, polskiej piłce brakuje sukcesów, brakuje gwiazd, brakuje powszechnego, pozytywnego społecznego zainteresowania. Co prawda Przegląd Sportowy pociesza, że o ile w zeszłym sezonie, Ekstraklasie z tytułu praw przypadło 92 miliony złotych, o tyle za rok i za dwa ta suma może być wyższa, niestety w przypadku Legii nadal nie zrobi to zasadniczej różnicy. Oczywiście jeżeli zamiast ośmiu milionów, otrzymamy dwanaście, to lepiej niż gorzej, ale, jeżeli dać wiarę słowom prezesa Leśnodorskiego, który zapowiada rychłe podwyższenie naszego budżetu, kwota ta nadal będzie oscylować wokół dziesięciu procent budżetu. Na tym fundamencie potęgi klubu w żaden sposób nie zbudujemy.
Sytuację mogłaby zmienić na naszą korzyść realizacja jednego z trzech poniższych wariantów:
W wariancie pierwszym pakiet praw telewizyjnych nagle radykalnie zyskuje na wartości, ergo, nasz kawałek tortu również zdecydowanie się powiększa. Niestety, nie sposób wyobrazić sobie tego w najbliższej przyszłości. Nasze kluby nadal są słabe, nie liczą się w Europie, nie ogniskują powszechnej uwagi, nawet odświętne wydarzenia jak niedawny mecz Legii z Lechem, spychane są przez telewizję publiczną na porę, w której nie będą przeszkadzać w spokojnej emisji ani operom mydlanym, ani programom rozrywkowym z udziałem celebrytów, ani żadnym innym stałym punktom programu. Nie widać na polskim rynku gracza, który przy obecnych uwarunkowaniach wyraźnie przebiłby aktualnego właściciela praw.
Nawiasem mówiąc, o tym, że ostrożność w ocenie rzeczywistej wartości praw jest jednak zalecana, przekonuje przykład z Francji, gdzie Ligue1 stanęła w zeszłym roku na krawędzi finansowej katastrofy po wycofaniu się Orange z finansowania ligi i ograniczeniu zaangażowania Canalu Plus. Ostatecznie cena za jeden sezon spadła z (bagatela!) 668 milionów euro do 602 milionów euro, zatem 'zaledwie' o 62 miliony euro, gównie dzięki zaangażowaniu... katarskiej Al-Jazeery.
W wariancie drugim wysokość praw pozostaje na zbliżonym poziomie, zmienia się natomiast sposób ich podziału. Obecny podział praw w Polsce jest dość egalitarystyczny, nieco na modłę angielskiej Premier League, gdzie np. za sezon 2011/12 spadkowicze z Wolverhampton zainkasowali 39,1 miliona funtów, a mistrzowie z Manchesteru City 60,7 miliona funtów, co oznacza wręcz że 'polska' proporcja (3,6 mln złotych dla Bełchatowa wobec 7,9 mln złotych dla Legii) jest dla nas nawet korzystniejsza. Ale już po przyjęciu systemu włoskiego, w którym wpływy dla klubów są ustalane niejako z góry, na podstawie czynników takich jak np. średnia widownia na meczach czy najnowsze oraz historyczne dokonania klubu, owa proporcja mogłaby się zmienić ze znaczną korzyścią dla Legii. Dość powiedzieć, że za sezon 2012/13 Juventus zainkasował 83 miliony funtów, a najsłabiej wyceniona Pescara zaledwie... 19,8 miliona funtów. Całe niezwykle interesujące porównanie rozwiązań włoskich i angielskich do przeczytania (in English) tutaj. Pojawia się jednak pytanie - kto w Ekstraklasie mógłby przeforsować zmiany podziału wpływów z transmisji z korzyścią w tym momencie głównie dla Legii i Lecha, jednocześnie strzelające z zimną krwią np. w Górny Śląsk, gdzie nie ma dużych stadionów, a kluby mają problem z utrzymaniem regularnej formy z sezonu na sezon?
W wariancie trzecim Legia wymyka się z centralizacyjnej pułapki i usiłuje wynegocjować lepsze warunki we własnym zakresie. Taki pomysł pojawia się co jakiś czas, najświeższą wypowiedź na ten temat mogliśmy usłyszeć z ust prezesa Leśnodorskiego w połowie maja, na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Prezes wypowiedział się w sposób następujący: "(...) Otwartą sprawą będzie zatem przyszły podział pieniędzy z praw telewizyjnych. Legia powinna ich dostawać więcej. Dlatego rozważamy wyjście z obecnego podziału, a w przyszłości możemy stworzyć własny kanał telewizyjny." (Legia.net).
Legia w akcie desperacji istotnie mogłaby próbować wyjść z aktualnego układu. Tylko czy mamy w Ekstraklasie na tyle mocną pozycję, żeby ryzykować otwartą wojnę z ligą? Wszak prawa mają wartość tylko wtedy, kiedy są scentralizowane, brak Legii w pakiecie byłby sporą stratą, obniżyłby wartość całego produktu, co z pewnością nie przysporzyłoby nam popularności. Jednocześnie legijny straszak negocjacyjny mógłby nie zadziałać, wszak prezesi innych klubów w ciemię bici nie są i wiedzą, że Legia dysponowałaby tylko prawami do meczów rozgrywanych na własnym stadionie. Czy wynegocjowałaby za nie kwotę na tyle wyższą od otrzymywanej obecnie od Canalu Plus, żeby całe to zamieszanie faktycznie się opłaciło? Moim zdaniem ten blef raczej nie zadziała.
Reasumując, o znaczące zmiany będzie ciężko. Wymagałyby one bądź wzrostu wartości polskiej piłki ligowej, do którego, oby, możemy zacząć przyczyniać się już tego lata, jednak na raptowny skok w w tym względzie, nie łudźmy się, liczyć nie ma co, bądź zawiązania koalicji silnych klubów, które wymusiłyby zmiany na słabszych, co jest, biorąc pod uwagę polską specyfikę, w której kluczową rolę odgrywa pojęcie 'terenu', bodaj jeszcze mniej prawdopodobne niż wariant pierwszy. Natomiast wszelkie próby usamodzielnienia się czy to całej Ekstraklasy, czy tylko Legii, nie mają wielkich szans powodzenia, ponieważ w tym momencie po prostu nikt nie zapłaci więcej.
Nie jest to wiadomość dobra przede wszystkim dla tych drużyn, które usiłują pociągnąć polską ligę do przodu, które dysponują nowoczesnymi stadionami, które chcą inwestować w młodzież i na stałe wyjść z futbolowego zaścianka - takich jak Legia. Obecny telewizyjny układ nam nie sprzyja, mimo że w nim również jesteśmy 'najlepsi w Polsce'.
Wszyscy pamiętamy Gaziantepspor, który po ciężkiej walce pobiliśmy dwa lata temu, drużynę grającą na niewielkim stadionie, przy przeciętnej frekwencji, zdolną jednak przeprowadzać transfery gotówkowe za kilka milionów euro, bez wysiłku kontraktującą niedawno Razacka Traore. Cóż, nabywca praw do transmitowania tureckiej Süper Lig, Digiturk, płaci klubom łącznie 350 milionów euro za sezon. To jest, nie ma co kryć, przepaść, którą będziemy musieli nadrabiać na innych polach. W Turcji telewizja, nieco upraszczając, faktycznie sponsoruje kluby, umożliwiając transfery nie tylko Razacka Traore, ale też Drogby czy Sneijdera. W Polsce telewizja sponsoruje co najwyżej Demjana i Jankowskiego, i niestety w takich realiach musimy działać.


Dlatego uważam że nie ma się co dziś skupiać na problemie podziału (bo dopóki kwota dzielona będzie niska to niezależnie od sposobu dzielenia dla nas przypadnie mała kwota) a skupić się na dyskusji jak podnieść opłaty od telewizji.
I tu dochodzimy do problemu który wielokrotnie już podnosiłem
Polski kibic w swej masie nie chce za nic płacić, kibic ten może śpiewać o miłości do klubu ale tylko tak długo jak nic go to nie kosztuje. Prosty przykład ilu z szanownych bywalców CL ma Canal +, a to przecież my ze swoich pieniędzy budujemy ten "tort" i dopóki Kibice tego nie pojma dopóty kasy nie będzie
Chłopcy z kanału zajmują się komentowaniem bo o radykalnym zwiększeniu abonentów pojęcia nie mają i nie są tym zainteresowani. Żyją sobie jak pączki w maśle i zwiększają tylko ilość zatrudnionych niby fachowców. Dane tyczące oglądalności wskazują, ze Polsat Sport pokazujący transmisje w tym samym czasie co kanał ma 3-krotnie większą oglądalność. Ale w obu stacjach promocja futbolu jest zerowa. Szczególnie kanał wręcz niszczy zainteresowanie oglądaniem piłki w telewizji. Może więc na jakiś czas /np.rok albo dwa/ przekazać prawa do telewizji publicznej lub otwartego Polsatu za mniejsze pieniądze i potem korzystając ze zwiększonej oglądalności zdyskontować tę tendencję w zwiększonych wpływach. W każdym razie bez reklamy się nie obejdzie. Na twierdzenie, że jakość piłki jest marna jest odpowiedz w postaci wpływów z za przeproszeniem gówna zwanego MMA czy KSW. Gówno to ładnie opakowano i się sprzedało dobrze. Piłce brakuje w telewizji rozreklamowania i dania możliwości szerszej oglądalności.
Niezależnie od tego pokazywanie wszystkich meczów w kanale jest absurdem. Rozciąga to kolejkę na 4 dni i mecze pokazywane są i oglądane też przez publikę na stadionach w porach dziwacznych. Tak nigdzie futbolu się nie pokazuje, bo wmawianie ludziom, ze każdy mecz to atrakcja na dłuższą metę się nie udaje. Ale tu też kierownictwo Ekstraklasy musi zadziałać.
Można też sobie wyobrazić oddzielny kanał telewizyjny Ekstraklasy pokazywany przez kablówki i satelitę. Lecz muszą tu być wcześniejsze badania marketingowe ilu widzów i na co jest zdecydowanych, a więc czy oferta ma być szeroka jak dziś czy też pokazujemy wszystkie mecze najbardziej medialnych drużyn oraz ile widzowie byliby skłonni zapłacić miesięcznie za te dziwowiska.
Dla mnie jednak przyszłość powinna należeć do PPV. Jest to system uczciwy, dający od razu się niejako policzyć. Przy nim należałoby wprowadzić algorytmy wyrównawcze dla drużyn mało oglądalnych a przecież niezbędnych dla samego bytu rozgrywek. Aby ten system wprowadzić potrzeba minimum 2 lat. Po pierwsze musi on być prosty, po drugie łatwo dostępny i po trzecie powiązany z opłatą abonamentową a nie usługą oddzielnie płatną. I najważniejsze spopularyzowany i dostosowany do takich antytalentów technicznych jak nie przymierzając ja.
W sprawie zwiększenia wpływów finansowych jestem umiarkowanym optymistą. Jest wiele rozwiązań lepszych od tego co jest. Jeżeli udało się zacząć zmiany systemu rozgrywek /zwiększenie liczby meczów, II drużyny, Centralna Liga Juniorów/ co jeszcze rok temu było niewyobrażalne a czego do dziś konserwa nie chce pojąć to uda się i z telewizją. Jak trzeba będzie kopnąć w zasiedziałe cztery litery kanał to trzeba to z obrzydzeniem należytym wykonać.
Zbyszku poruszyłeś ważną kwestię, istotną wadą tego problemu jest brak możliwości wykupienia abonamentu albo na jeden mecz, albo tylko jeden kanał sportowy. Przez to stacje mają mniejsze wpływy z abonamentu i popularność internetowych transmisji.
Te dwa lata temu jak graliśmy w LE to wykupiłem sobie (40zł - chyba)pakiet na Ipli gdzie mogłem przez 90dni oglądać transmisje z meczów.
Ja wolałbym dać 10-20zł na miesiąc i móc wykupić tylko jeden kanał niż całą paczkę innego szmelcu, zwłaszcza że coraz więcej TV ma funkcje SMART TV i można sobie oglądać to jak człowiek. Pytanie tylko czy technicznie by to wytrzymało od strony dostawcy.
Zresztą fajnie by było też, jakbym mógł sobie dodać kanał Legia TV z App Gallery i oglądać bardziej komfortowo klubowe materiały wideo. Tylko pewnie przygotowanie takiej aplikacji nie było by zbyt tanie.
Ciekawe (choć niby oczywiste) rzeczy porusza Forever. Na początku się z kol. F. nie zgodzę. Otóż moim zdaniem w chwili obecnej telewizja płaci polskim klubom za dużo. Bo potem, rzecz jasna, wyciąga sobie tę kasę z kieszeni abonentów. Ja tam jestem, jak to trafnie kiedyś Senator ujął, jak narkoman, beznadziejnie uzależniony od polskiej piłki. Mój abonament to jakieś (kurczę, nie pamiętam, samo z konta schodzi) jakieś siedem dych. Ale gdyby było dwa razy tyle, pewnie nawet bym okiem nie mrugnął. Tyle, że takich, jak ja, jest b. niewielu. W ilu gospodarstwach domowych mama zgodzi się płacić 70zł, żeby synuś mógł pooglądać Ekstraklasę? Pewnie w tylu, w ilu tata kupuje temuż synusiowi koszulkę Cracovii/Legii/Widzewa, a nie, nie przymierzając, Barcelony.
I tutaj, jak sądzę, leży pies pogrzebany. To znów jest powrót do kwestii popularyzacji naszej ligi en bloc. Nie chce mi się znów w tym temacie rozwodzić, wielokrotnie tu swoje zdanie wyrażałem. Bez zdecydowanej zmiany nastawienia i poszczególnych klubów, i całej ligi, i PZPN nie mamy o czym gadać.
Wracając do słów Forevera: kibic ten może śpiewać o miłości do klubu ale tylko tak długo jak nic go to nie kosztuje. O, to-to właśnie! Łatwo śpiewać o miłości do Klubu ubranym w bazarową koszulkę oglądając mecz za darmoszkę w internecie. Tylko co to, moi drodzy, za miłość?
Och Ty moje alter ego. Co ja bym bez ciebie robił
Tak więc u nas jak chcemy się ponownie liczyć na arenach w piłce klubowej to musimy zasoby finansowe powiększać. I znowu reguła tu jest prosta. Sięgamy do kieszeni tych co mają, bo jak ktoś nic nie ma to i nic nie da. Jednocześnie powiększamy zasoby o tych co mają, lecz nie wiedzą, że mogą dać. A więc piłeczkę popularyzujemy. Ekstraklasa SA ma rozgrywki i jest swego rodzaju monopolistą na produkt bez niej niedostępny na rynku i musi z tej pozycji korzystać. Natomiast my mamy do czynienia z sytuacją jakby tym monopolistą dyktującym warunki był kanał. Nie odrzucam więc kanału, ale ma on grać tak jak piłka mu zagra, a nie odwrotnie. Ma on też duże potencjalne możliwości rozwojowe, lecz nie chce z nich korzystać. Uważam, że nic tak korzystnie nie działa na tłuste karpie jak wpuszczenie do stawu niekoniecznie szczupaka, ale zwykłego okonka. Karp zacznie działać. I to by było na tyle. Na razie.