- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
Legijna garderoba
Patrząc na wyjściową jedenastkę z Norwegii trzeba by uznać, że w sobotnim pojedynku z Podbeskidziem zagrał drugi garnitur Legii, może trzeci, nie wiem, ja sie już w tych „szatach” Urbana gubię. W sumie nic dziwnego, garniturów w legijnej garderobie bez liku. A główny krawiec, niczym szalony projektant, wciąż szyje nowe, jakby nawiedzały go kolejne wizje wspaniałej kreacji. Tu oberwie rękaw, tam urwie nogawkę, wsadzi kwiatek do butonierki, a legijny garnitur niezmiennie najlepszy na balu. Ba, można by rzec, że przyćmiewa wszystkie inne.
Nie ulega wątpliwości fakt, że nasi trenerzy (przynajmniej Ci eksportowi) nie poradzili sobie z nietypową, bardzo krótką przerwą wakacyjną. Nie udało się wykorzystać tych kilku tygodni, zarówno na przygotowanie siłowe jak i złapanie odpowiedniej świeżości. Faktem jest, że łatwo nie było, szczególnie, że w trakcie tej przerwy, nie mieli swoich zespołów w pełnym wymiarze czasowym. Zgrupowania bardziej przypomniały letnie kolonie, na których piłkarze kręcili się, niczym zmiana turnusów. Reprezentanci przyjeżdżali, kontuzjowani wyjeżdżali, a nowo zakupieni pojawiali się niczym stęsknieni rodzice, czy to w dzień, czy środek nocy. Trochę nie dziwi, że koniec, końców, okazało się, że zebrać to wszystko do kupy i odpowiednio przygotować cały ten rozgardiasz, jest sprawą niezwykle trudną. Błędów nie udało się uniknąć. I to żadnemu z trenerów naszych „pucharowych” ekip.
Piast Gliwice wciąż jest przygaszony, a ich najlepszy zawodnik, Tomasz Podgórski jak na razie poszukuje formy z poprzedniego sezonu, a Ruben Jurado miota się jakby pierwszy raz wszedł na boisko. Efekt? Piasta w Europie już nie zobaczymy. Lech Poznań podobnie jak gliwickie „Piastunki”, wciąż szuka zagubionej siły. „Kolejorz”, bez swojego kontuzjowanego reżysera, Rafała Murawskiego, gra jednostajnie, bez błysku, ciężko przemieszczając sie po murawie. Nic dziwnego, że ich akcje nie są w stanie nikogo zaskoczyć. Jak na razie słabo prezentując się na wszystkich frontach. Śląsk Wrocław gra w kratkę, niezłe spotkania w Europie, przeplata z ligową mizerią. Słabiej wygląda Mila, ociężale człapie Kaźmierczak, kontuzja Grodzickiego zaburzyła spokój w defensywie. To wszystko jest bardzo widoczne w postawie podopiecznych Staslava Levego. Czy to dziwne, że wspomniane trio razem wzięte, zdobyło w lidze niewiele więcej punktów niż prowadząca, stołeczna Legia?
Niby nie, gdyby nie jeden fakt, szkoleniowiec „Wojskowych”, spisał się niewiele lepiej od swoich kolegów po fachu. Jestem przekonany, że gdyby Legia, posiadała podobną, wąską kadrę meczową, to w tej chwili jej sytuacja wyglądałaby dokładnie tak samo. Warszawianie mają problem z kontuzjami, a z zawodników, będących w słabszej (delikatne określenie) dyspozycji, można by złożyć całkiem niezłą jedenastkę. Niezłą, oczywiście pod warunkiem, że byliby w formie. Jednakże na Ł3 nie narzekają, a to dlatego, że zależnie od potrzeb, mają w czym wybierać. Jan Urban wciąż rotuje, wciąż szuka optymalnego zestawienia swojego zespołu, mimo to wciąż coś jest nie tak. Tyle, że co z tego, jak jego Legia wciąż wygrywa.
Duet napastników jest bez formy? to wychodzi Patryk Mikita, źle w sezon wszedł Wawrzyniak? Ok, zagra Tomek Brzyski, Cichocki za kontuzjowanego Astiza, Furman za kulejącego Łukasika, za nieumiejącego się odnaleźć Radovicia, przebojowy Ojamaa a za chaotycznego Koseckiego, bardzo solidny Żyro. Można tak bez końca. A Legia wygrywa. Czy mamy zawodników o zdecydowanie wyższej klasie niż wcześniej wymienione, Śląsk Wrocław, czy Lech Poznań? Absolutnie nie, ale za to mamy w swojej kadrze... dwa razy tylu gotowych do gry piłkarzy, co wspomniane ekipy (nie jestem pewien, czy nie razem wzięte). Dlatego jeśli słabo gra Teodorczyk, kiepsko Sebastian Mila? To ich zespoły tracą punkty, czekając na formę swoich liderów. A Legia? Jan Urban sięga do swojej przepastnej garderoby, wyciąga kolejny ze swoich garniturów i wciąż wygrywa.
Sztab szkoleniowy warszawskiego zespołu dysponuje 28-ma zawodnikami, mogącymi w każdej chwili zameldować się na placu. Nawet, jeśli odejmiemy sześciu kontuzjowanych ( co w innych zespołach byłoby istną plagą) to i tak do dyspozycji trenera są dwie, pełne jedenastki meczowe. W żadnym nadwiślańskim klubie, jest to rzecz, wręcz niepojęta. Dlatego teraz, w tym momencie najsilniejszą stroną zespołu z Łazienkowskiej, nie jest Helio Pinto, Miro Radović, czy Jakub Kosecki, tylko bardzo szeroki, jak na polskie warunki skład. Skład, którym jak dotąd, świetnie dyryguje trener Urban.
Oczywiście, w danym momencie, w konkretnym meczu, gra jedenastu na jedenastu, a ewentualne zmiany angażują jeszcze trzech dodatkowych zawodników. Nie dziwią, więc ciągoty kibiców do zatrudniania gwiazd, takich potrafiących pociągnąć grę całego zespołu. Niemniej jednak obserwacja startu rozgrywek pokazuje jak ważna jest szeroka, wyrównana kadra zespołu. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że bez tej naszej „szafy” wyglądalibyśmy słabiutko, a tak, przed zbliżającym się niezwykle ważnym spotkaniem z FK Molde wciąż jesteśmy optymistami. Z ekscytacją czekając co tym razem z legijnej garderoby wyciągnie Jan Urban.
Monrooe


Dodatkowo jako klub z tak potężnego piłkarsko i finansowo kraju jak Polska nie możemy pomijać także aspektu związanego z prawdopodobnymi ofertami "nie do odrzucenia". A to w każdym momencie może zachwiać "żelazną" jedenastką. Wygląda na to, że obecnie jeśli nie będzie wyprzedaży po pożarze to i tutaj nie powinny nas straszyć demony
Problemem będzie, co już zauważono 2 tygodnie temu po meczu z Widzewem, że kadra zrobi się za szeroka i zbyt sfrustrowana, jeśli nie będzie grupy w europejskich pucharach, a to scenariusz całkiem realny. Na mnie np. robi wrażenie nie tylko niesławna 1. połowa w Molde, ale i pamięć, że Molde wygrało rok temu dwakroć z VFB Stuttgart. A i wspomnienia z 2009 robią swoje.
Efekty rotowania oceniać będzie można miarodajnie za jakiś czas np. zimą. Zobaczymy wtedy, ile pomogła tym piłkarzom z początkowo drugiego planu stać się lepszymi, ile ewentualnie zaszkodziła stabilizacji, na ile dogmatycznie, a na ile elastycznie, była przeprowadzana, etc. Na razie wygląda to tak fajnie w lidze, że do rangi wydarzenia wieczoru urastają losy rannego ptaka na boisku, bo zwycięstwo Legii ma status pewnika.
Rotowanie w pomocy i ataku na razie wychodzi bardzo fajnie. Gorzej wypada w obronie, ale tu z kolei Urban jest postawiony pod ścianą, bo kontuzje, zła forma np. Rumianego i Bereszyńskiego na początku, itd.
Zobaczymy. Na razie zapowiada się na duży kontrast w lidze przy rotacji w Legii i przy rotacji w innych klubach.
Ważny aspekt poruszyłeś, ja go celowo pominąłem. Czekam na koniec okienka. Niemniej jednak już teraz możemy powiedzieć, że podobnego dramatu jak za Macka Skorży, nie przeżyjemy. Strata, jednego, dwóch, czy nawet trzech graczy nie powinna być tak dotkliwa jak wtedy. Mnie to bardzo cieszy, niewątpliwie jest to zaleta posiadanie wielkiej szafy.
@ corazstarszy
Zastanawiałem się czy nie wpleść w ten tekst części poświęconej owej rotacji, ale stwierdziłem, że jest na to za wcześnie. Zbyt małej próbki byliśmy świadkami. Na razie wygląda to całkiem nieźle, ale... im dalej w las tym wyższe drzewa. Poczekajmy więc, aż dotrzemy na jakąś polanę. Przyjdzie wtedy czas na podsumowania.
Dzięki Jasiu