- Kategoria: Trybuna komentatorów
Dystans
Wczorajsza kibicowska manifestacja, która najpierw miała być przemarszem, potem nie miała nim być, ostatecznie jednak się nim stała, doskonale wpisuje się w klimat klasycznej komedii pomyłek odegranej przy okazji podjęcia nieudolnych prób rozegrania meczu o Superpuchar Polski.
Polityczny koniunkturalizm, brak umiejętności przewidywania i zwykłego zdrowego rozsądku, wreszcie niekonsekwencję oraz partactwo można zarzucić wszystkim tym, których 'zaangażowanie' doprowadziło do odwołania meczu planowanego na sobotni wieczór.
Kibicowski plan, by coś przy tej okazji zamanifestować od początku wydawał mi się jednak osobliwy.
Nie dlatego żebym nie zgadzał się z samą ideą protestowania przeciw robieniu kibiców (piłkarzy, trenerów, sponsorów) w przysłowiowego konia, a dlatego że... warto mierzyć siły na zamiary.
Kibice nie są pielęgniarkami ani górnikami. Kibicowanie jest dla nas zabawą, formą spędzania wolnego czasu. Łączy nas stadion i... niestety (a może właśnie stety!) niewiele ponad to. Jeżeli ktokolwiek sądził, że wobec odwołanego meczu, w mroźny sobotni wieczór na Łazienkowską przywędruje dziesięciotysięczny tłum zjednoczony wspólną myślą i ślepo zapatrzony w swoich wodzów, ten prawdopodobnie w młodości nieco przesadził z lekturą książek podróżniczych, względnie podróżniczo-awanturniczych.
Sprytne zagranie z dobrowolnym rozwiązaniem manifestacji i symbolicznym przemarszem kilku reprezentantów świadczy o niezłym refleksie i interesującym potencjale intelektualnym osób stojących za owym pomysłem, jednakże koncept ten poniósł sromotną klęskę w konfrontacji z realiami, w jakich zwykł funkcjonować tłum.
Naszą (kibicowską) siłą jest żywioł, zatem nikt nie powinien z góry zakładać, że za nos pozwolimy się wodzić akurat jemu.
Każdy kij, proszę Pań i Panów, ma dwa końce.


Gdyby do czegoś złego doszło znowu wszyscy inni umyli by ręce i winna byłaby Policja. A tak po prawdzie to Stadion Narodowy i jego okolice to jeszcze plac budowy. Podobnie jest w Gdańsku, Wrocławiu i częściowo w Poznaniu. Organizowanie meczu z udziałem licznych kibiców wrogich sobie drużyn to igranie z ogniem. Wczoraj obwiniłem Prezesa Rusko o niedojście do skutku meczu pomiędzy Wisłą i Legią 11 lutego br. i zarzut ten podtrzymuję. Udaje się temu Panu zmanipulować opinię publiczną i postawić iunctim/nierozerwalny związek/ pomiędzy meczem o Superpuchar i gotowością Stadionu Narodowego do odbycia na nim tego meczu. Otóż takiego iunctim nie ma: mecz może być rozegrany wszędzie, zaś stadion stoi tam gdzie stał. Prezes postanowił: jak nie tu to nigdzie. Dobrze, że się w porę opamiętał.Nawiasem mówiąc cieszę się, że oddano do użytku Stadion Legii i niedługo będzie funkcjonował Stadion Narodowy.Zrobiono to szybciej i nie gorzej niż w innych krajach. I żadne porykiwania malkontentów,/ którym, gdyby nawet miodem tyłek smarować to i tak będą niezadowoleni/ mej radości nie zmącą.
Dla mnie ten stadion rzeczywiście nie jest jeszcze gotowy. Zbyt dużo dzieje się jeszcze wokół i obok.
Co prawda nie jest to praca naukowa, ale podaję żródło liczb.W piątkowym wydaniu " GW" w internecie po stronie strat związanych z odwołaniem sobotniego meczu wymieniono liczbę 7000 jako konieczność zwrotu za tyle sztuk wykupionych przez kibiców biletów.Natomiast liczbę 20000 wymienił Prezes NCS Pan Kapler w programie dzisiejszym "Polsat Cafe", gdy pytany o mecze Polonii na Stadionie Narodowym powiedział, że co prawda ma ona wąską bazę kibiców, ale traktowałby taką współpracę jako rozwojową, a na teraz to powinno być to chociaż 20000 kibiców na atrakcyjnym meczu. Dlatego chciałbym wiedzieć czy te liczby są prawdziwe, gdyż to rzuciłoby to całkiem nowe światło na całe to godne pożałowania wydarzenie. Dla celów felietonu przyjąłem, że tak jest i tak będzie dopóki nie zostaną podane bardziej wiarygodne dane.
To ciekawe . W potocznym rozumieniu biletów sprzedanych było 2x8000 dla kibiców zaangażowanych. Takie przynajmniej mieliśmy informacje. Zarówno stowarzyszenie nasze jak i Wisły mówiły że bilety rozeszły się na pniu. Możliwym jest że te siedem tysięcy to jeszcze jakieś inne bilety które zostały sprzedane . Nie wiem strzelam. 2x8000 za te bilety najprawdopodobniej pieniądze będą zwracane przez stowarzyszenia kibiców Legii i Wisły bo to one dystrybuowały bilety. Co do liczby 20000 jako tej która pozwoliłaby na zbilansowanie kosztów żadnych zastrzeżeń nie mam . Wierzę na słowo. Ktoś to zapewne wyliczył .