A+ A A-

Postscriptum do wywiadu. Kwestia socios

Przygotowując pytania do prezesa Bogusława Leśnodorskiego, mocno naciskałem kolegów aby nie zapomnieli spytać  o socios, tym bardziej, że kiedy pisałem na ten temat, wyraziłem opinię, że to klub powinien być inicjatorem takiego ruchu. W rozmowie takie pytanie paść nie musiało, prezes sam poruszył ten temat, a szanowni koledzy tylko dopytali - co mnie cieszy.

Przypomnę fragment, o którym mowa: “Jest między nami wiele zbieżności. Na przykład aspekt społeczny funkcjonowania Legii - to jest dla nas bardzo ważne, mimo że jako społeczeństwo chyba jeszcze nie dorośliśmy do tego. A przecież Legia to tak duże dobro społeczne, że nie powinno być tak, że jest dwóch gości, którzy decydują o wszystkim. Dziś nie jesteśmy jeszcze do tego dojrzali, ale wydaje nam się, że docelowy model socios byłby bardzo pożądany. Bardzo duże jest do zrobienia społecznie i waga tego jest duża, to może mieć większe znaczenie niż pieniądze.” Prezes nadający na tych samych falach co ja Wink Aż chciałoby się zacytować Kubę Rzeżniczaka. Można by napisać, że nowym właścicielom jest aż głupio, że sami kierują tak dużym dobrem społecznym. Nie jest to żadna kokieteria, jestem przekonany w stu procentach o szczerości tych słów. Na szczęście prezes to inteligentna bestia (za uczestnikiem wywiadu, sir Gawinem) i równie celnie zauważa, że jako społeczeństwo, jeszcze to tego nie dorośliśmy. Tu niestety ma ponownie rację.

Już pierwszy komentarz po przedrukiem fragmentu wywiadu na na warszawa sport.pl dobitnie potwierdza tezę prezesa. Nie będę cytował kretyna, ale sens był taki, że jak chcą pieniędzy, niech powiedzą jasno. Ilu jest tak myślących, skoro nawet na forum legionistów, wprawdzie pojedyncze, ale jednak podobne głosy dało się zauważyć. Drugim przykładem są sąsiedzi zza miedzy. X organizacji oddolnych, wszystkie ponoć marzące o wielkim klubie na Konwiktorskiej, a jednocześnie poprzez własne interesy ten klub niszczące od środka. Potwierdza to moją tezę, jeżeli budować to tylko po przez klub i jego struktury, każda inna forma doprowadzi do podobnych przepychanek jak w Polonii.

Cieszę się więc, że prezes to rozumie i wyraża chęć działań w tym kierunku. Osobiście jasno widzę kierunek preferencji i upodobań pana prezesa dotyczących kibiców. Jest dokładnie taki sam jak On, czyli prezes kibic. Kibic to ten, który żyje klubem 24 godzinę na dobę, aktywnie uczestniczy w życiu klubu. Nie, nie, do tej  kategorii prezes nie zalicza tylko kibiców z Żylety, a wszystkich spełniających te kryteria. Śmiem twierdzić,  że kibic50, nasz komentator i zagorzały, zaangażowany kibic z białej trybuny, to dla prezesa dokładnie to samo. Jeden i drugi żyje klubem, czerpie energię z bycia kibicem Legii, uczestniczy w codziennym życiu klubu, czy to przez obecność na legiinych stronach, czy na meczach, a właściwiej byłoby napisać i tu i tu.

W takim zapatrywaniu się na kibica przez prezesa widzę zwątpienie sir Gawina, który w jednym z ostatnich komentarzy pod wywiadem napisał tak: “A kiedyś kurczę marzył mi się kompromis, duże stadiony, wyraźnie podzielone na trybuny dla ultrasów i normalsów, na jednej części oglądanie meczu na stojąco, śpiewy i flagi, na drugiej, niech będzie nawet ten wyśmiewany teatr. Aktualnie jestem na etapie utraty złudzeń - to są wykluczające się modele, bo nawet relatywnie niewielkie przenikanie pierwszej grupy na pozycje drugiej, w zasadzie tę drugą eliminuje. Do przyciągnięcia na Legię i zatrzymania "widza" na dużą skalę trzeba by wiele rzeczy wręcz wywrócić do góry nogami. Sądzę, że raczej nie ma na to szans.“

Nie będę ukrywał, sir Gawina zwątpienie bezpodstawne nie jest, szczególnie jeśli zgodzicie się ze mną w kwestii widzenia tych spraw przez prezesa. Czyt jednak takie postawienie sprawy niweczy model socios? Moim skromnym zdaniem absolutnie nie, ponieważ będzie to zależało tylko i wyłącznie od nas samych. Dzięki modelowi socios prezes zyskuje dalsze zastępy tych, którzy chcą coś pozytywnego robić dla nas, dla Legii, co przecież jest bardzo fajne. Uaktywnią się w ten sposób wszyscy ci, którzy do tej pory nie widzieli miejsca dla siebie w SLW, a sami z bardzo racjonalnych względów nie próbowali zakładać i działać w innych strukturach.  Model socios spowoduje jedno, tacy jak my w prosty sposób dotrą do prezesa, zasygnalizują własne widzenie spraw, będą mogli własne wizje przedstawić i działać tak, aby były realizowane.

Na dziś zupełnie nie dziwi mnie sytuacja, w której większość z nas jest sceptyczna. Choćby akcja biletów - cegiełek dobitnie pokazała, gdzie jesteśmy. Choć tak szczerze to przykład z  Apollonem dobry nie jest, za dużo było emocji i podtekstów. Nie sprzyja takiemu modelowi również sytuacja ekonomiczna większości z nas, jesteśmy jeszcze cały czas społeczeństwem mało zasobnym, chyba jednak biednym. Nie sprzyja takiemu modelowi nasz charakter, powiedzenie gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania, niestety jest  mocno prawdziwe. Czy to znaczy, że mamy zrezygnować, czekać, odkładać temat na święte nigdy? Moim zdaniem absolutnie nie. Nie od razu Kraków zbudowano, więc im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. W krajach, gdzie taki system działa, też przecież kiedyś zaczynali, udało się, więc i nam się uda. Początki bywają trudne i nie liczmy na sukces już na starcie, nie róbmy tego dla nas, nie róbmy  tego na dziś, zróbmy to dla Legii.

Panie prezesie, tu nie ma co się zastanawiać, debatować, analizować, sondować. To trzeba zrobić - im wcześniej, tym lepiej.

Dyskusja (6)
1niedziela, 18, maj 2014 10:14
Zbyszek
Ależ Ty Senatorze szybki jesteś.Widzę,że do zmiany jak ryba do wody. Tylko jest jeden problem. Model socios funkcjonuje tak naprawdę poprawnie tylko w jednym klubie czyli w Barcelonie. Członkowie klubu wpłacają roczne kwoty na klub za co mają szereg przywilejów, w tym czynne prawo wyborcze na Prezydenta Klubu i bierne na Prezydenta i do Zarządu. W Barcelonie jest blisko 200 tys.członków wspierających. Już jednak przykład drugiego klubu o tym modelu Realu wskazuje, że pierwotne założenia się zdegenerowały, gdyż aby zapewnić stabilność jego funkcjonowania wprowadzono wyższy staż członkowski do władz i wyższe zabezpieczenie finansowe, co część socios zaskarżyła do sądu. Przykład Barcelony pokazuje, że ten model sprawdza się w społeczności silnie zintegrowanej, w której więzy pokoleniowe są wartością.

Mam wątpliwości czy społeczność warszawsko-podwarszawska te cechy posiada. Co prawda gdzieś ci co od dziesiątków lat chodzili na stadion przy Ł3 są, ale ich latorośle większego przywiązania do klubu nie wykazują. Tym co jednak jest najgorsze to możliwy brak trwałości w Zarządzaniu /cykliczne zmiany władz/ oraz negatywne reakcje na obniżenie wyników, co może zburzyć finanse klubu, a nawet podstawy jego funkcjonowania. Dlatego jak się chce taki model wprowadzić to trzeba zbadać ilu jest rzeczywiście chętnych i porównać potrzeby składkowe klubu z tym ile ci przyszli członkowie byliby skłonni klubowi rocznie zaoferować. Czyli nie od razu skaczemy do basenu z wieży. Najpierw sprawdzamy czy jest tam woda.

Ja mam pewien opór przeciwko modelowi socios, bo gdyby był tak rewelacyjny to kluby by go stosowały od Azji poprzez Europę do Ameryk. Przeważającym modelem jest bowiem giełdowa spółka akcyjna. Ma to swoje plusy, gdyż zapewnia stabilność działania i finansowania. Np. Bayern Monachium ma trochę więcej członków-akcjonariuszy niż Barcelona, przy niewielkim rozproszeniu kapitału. Co zawdzięcza znakomitemu zarządzaniu klubem i stałym wzrostom aktywów powodującym wzrost wartości akcji. U nas taki model też ma minusy, bo mamy bardzo płytką giełdę, brak nawyku nabywania i obrotu akcjami przez szerokie rzesze obywateli. Przez to giełda warszawska jest silnie narażona na wahania koniunktury, a spółki na wrogie przejęcie.

Prezes był w zeszłym roku w Barcelonie i bardzo mu się ten model spodobał. Również dlatego, że ilość wyrobionych kart kibica Legii świadczy o ogromnym potencjale inwestycyjnym. Tylko że ci ludzie nie mają w większości pojęcia o funkcjonowaniu kapitału. Liczne przykłady np. Amber Gold dowodzą, że nie rozumieją na czym polega ryzyko i ze nie da się go uniknąć i czasami trzeba ponosić straty. Cechuje nas w większości postawa roszczeniowa, a nie konstruktywno wolnościowa. I do tego "Tam gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania".

Podstawowa różnica pomiędzy oboma modelami jest taka, że socios opiera się na regułach ustalanych przez członków, zaś w modelu akcyjnym reguły ustala Ustawa, a członkowie im się podporządkowują.

Natomiast z całą pewnością masz rację, że Prezes zaczął poważnie myśleć o zmianie modelu gwarantującego proces "uspołecznienia" ze zmianami w zasobach finansowych, co wydaje się tyleż rozumne, ile konieczne. Dla rozwoju klubu.
2niedziela, 18, maj 2014 10:20
@Senator

"Śmiem twierdzić, że kibic50, nasz komentator, jak i zagorzały, zaangażowany kibic z białej trybuny, to dla prezesa dokładnie to samo. Jeden i drugi żyje klubem, czerpie energię z bycia kibicem Legii, uczestniczy w codziennym życiu klubu, czy to przez obecność na legiinych stronach, czy na meczach, a właściwiej byłoby napisać i tu i tu"

Doprawdy czuję się zaszczycony. DziękujęSmile

Mam nadzieję, że doczekam momentu powstania modelu o jakim mówimy. Że jeszcze starczy sił i energii.
Chciałbym mieć szansę zaangażowania się, zarówno finansowego jak i osobistego w klub, dla którego poświęcam tyle energii od lat.
Niestety obowiązujące, "pałętające" się wokół klubu struktury, w żaden sposób nie odpowiadają mojemu postrzeganiu świata.
3niedziela, 18, maj 2014 10:25
Garm
"Przeważającym modelem jest bowiem giełdowa spółka akcyjna."

Trudno mi się zgodzić z tak postawioną tezą. Bayern na przykład nie jest spółką giełdową, zresztą model niemiecki jest wyjątkowy, bo tam na mocy odgórnych przepisów społeczność kibiców musi posiadać minimum 50% udziałów w klubie.
4niedziela, 18, maj 2014 11:11
Zbyszek
@Garm.
W tym sensie, że socios w czystej postaci to dwa kluby a np. w Anglii, Holandii czy Belgii jest łącznie kilkadziesiąt spółkowych. U nas też jest jeden, Ruch Chorzów się nazywa.
5niedziela, 18, maj 2014 14:01
Senator
Jasne tych problemów jest sporo i można też rzec co nagle to po diable.
Nie sądzę też aby właściciele skakali w tym temacie na główkę do pustego basenu, taki nieudany skok mógłby i pewnie zaszkodziłby wizerunkowi klubu. Pisząc to trzeba zrobić wyraziłem swoje bardzo mocne poparcie . Ogólnie ostatnie zdanie mocno przejaskrawione dla uzyskania efektu całkowitego poparcia zbieżnej z moją wizji. Sam model powinien być urealniony i przystosowany do naszych warunków. Prezes wspomniał ,że za rok podejmą w tym temacie jakieś wstępne prace( tak zrozumiałem ) myślę ,że te prace powinno podjąć się już bo to jednak potrwa a tak jak kibic50 chciałbym dożyc tej chwili Smile
Ruch fakt jest jedyna spółką giełdową jeśli nic nie mylę i chyba nie najlepiej na tym wychodzą, czyli ten model nie sprawdza się w naszej rzeczywistości przynajmniej tam na Śląsku.
6niedziela, 18, maj 2014 21:52
Sir Hipolit
Niewiadomych jest z pewnością wiele, ale jeśli ktoś chciałby mi dać możliwość jakiegoś współudziału w zarządzaniu Legią to jestem za Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1