- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Dzynek
Wykorzystać okazję
Pomijając kuriozalną sytuację z tego roku, zazwyczaj nie możemy awansować do LM dlatego, że nie jesteśmy w stanie przejść przeciwnika w III lub IV rundzie kwalifikacji. Zwyczajnie przegrywamy, bo przeciwnik jest silniejszy. Lata temu trafialiśmy na Reale, Barcelony itp. Od niedawna - dzięki zmianie systemu kwalifikacji - już z takimi gigantami nie musimy się mierzyć, ale to nie oznacza, że jest łatwiej.
Rozstawienie dostają drużyny, które mają najwięcej punktów w rozgrywkach pucharowych.
Polskie kluby, w tym Legia, tych punktów mają bardzo mało i dość szybko jesteśmy dolosowywani do silniejszych drużyn. Wymusza to na naszych drużynach bardzo wczesne przygotowania, szybkie transfery i budowanie szczytu formy na przełom lipca i sierpnia. Bardzo wcześnie musimy grać maksimum tego, co potrafimy, żeby przejść silniejszego przeciwnika. Chwila słabości najczęściej eliminuje nas z dalszej rywalizacji. A w tym czasie drużyny, które są rozstawione (np. Dinamo Zagrzeb, Steaua, RB Salzburg) mogą sobie pozwolić na dłuższe przygotowania, rozsądniejsze transfery, budowanie formy meczami na ostatnią rundę kwalifikacji, bo grają z przeciwnikami słabszymi i dość łatwo przychodzą im awanse do kolejnych rund. Oni mogą sobie pozwolić na gorszą dyspozycję, sprzedanie najlepszych graczy, bo system daje przeciwnika, którego powinni pokonać. Do tego co roku rosną w siłę, bo stać ich na coraz droższych piłkarzy, lepszych trenerów, specjalizację szkolenia. Musimy być na ich miejscu, żeby realnie myśleć o awansie. Rok w rok dystans do nich się powiększa. Co rok będzie trudniej ich pokonać. Świetna forma może nam nie wystarczyć do wygranej. Potrzeba dobrej pozycji startowej.
Co więc Legia musi zrobić? Gromadzić jak najwięcej punktów do rankingu UEFA.
W tym roku, na starcie rozgrywek mieliśmy 15.275 pkt. Taki dorobek pozwolił nam być rozstawionymi w II rundzie kwalifikacji do LM, jednak nie wystarczał do rozstawienia w III rundzie. Zabrakło nam 1,8 pkt, czyli jednego zwycięstwa. Może tego odpuszczonego meczu przez Skorżę z Hapoelem, może Urbanowego awansu z Rosenborgiem? Dziś tego nie będziemy rozstrzygali. Jedno jest pewne. Nie byłoby Celtiku, tylko ciut słabszy przeciwnik i przed meczem większe szanse na przejście do następnej rundy.
Aby być rozstawionym w IV rundzie w tym roku zabrakło sporo. Potrzebne było 34 pkt. W poprzednim sezonie 26, dwa lata temu 25. Można zauważyć, że co sezon potrzeba coraz więcej punktów. Wynika to z tego, że praktycznie rok w rok w grupie mistrzowskiej te same drużyny są rozstawione, co pozwala im regularnie awansować do rozgrywek grupowych pucharów i regularnie powiększać dorobek punktowy. Możemy śmiało domniemywać, że za rok znowu rozstawione będą takie drużyny jak Steaua, Dinamo, Celtic, z tą różnicą, że będą miały więcej punktów niż teraz. Ile? Podejrzewam, że do rozstawienia będzie potrzeba co najmniej 35 pkt. To optymistyczne założenie.
Legia obecnie ma 20 pkt z haczykiem. Strata jest ogromna, i bardzo trudna do zniwelowania w tym roku. Potrzebujemy ok. 15 punktów, żeby w przyszłym roku liczyć na rozstawienie. Może mniej, jeżeli któraś z drużyn dotychczas rozstawionych nie zdobędzie mistrzostwa. Traktujmy to jako mało realny scenariusz, ale chyba jedyny dający nam możliwość rozstawienia. Ale załóżmy standardowy przebieg zdarzeń. Na 15 pkt. potrzeba 6 zwycięstw. Daje to 12 punktów. Brakuje 3. Dwa można zdobyć awansując z grupy i przechodząc pierwszą rundę play off, a brakujący punkt bonusowy dostaniemy - z małym zapasem - z rankingu krajowego. Wydaje się to niemożliwe, bo zakłada wygranie wszystkiego w grupie i jeszcze przejście bez mała suchą stopą przez dwie kolejne rundy na wiosnę. Jednak kiedy patrzymy na grupę, to wszyscy czujemy, że każdy jest do ogrania jeszcze raz. Kalendarz nam sprzyja, bo dwie drużyny przyjmujemy u siebie, a trzecią na wyjeździe kiedy już praktycznie losy awansu będą rozstrzygnięte. Pierwsze miejsce w grupie da teoretycznie korzystniejsze losowanie. Jednak nadal potrzeba, żeby los się do nas uśmiechał i oszczędził zbyt mocnego rywala. Do tego musimy poprawić jakość gry, bo rywale i tak podniosą o wiele wyżej poprzeczkę niż obecni grupowi.
Najkrótsza droga Legii do rozstawienia w kwalifikacjach do LM wiedzie przez sukcesy w LE, podobne do tych FC Basel z poprzednich lat. Co najmniej ćwierćfinał, choć są tacy, którzy widzą Legię w finale. Piękne marzenia i wcale nie poza naszym zasięgiem. Poprzednie lata pokazują, że nawet dla takich malutkich jak my, przy odrobinie szczęścia i ogromnej determinacji, jest możliwe żeby wiele osiągnąć. FC Basel przez dwa ostatnie lata był ćwierćfinale i półfinale, Rubin Kazań dwa lata temu był w ćwierćfinale, AZ Alkmaar 2 razy ćwierćfinał w ciągu 3 lat , Victoria Pilzno w 1/8 finału. Nawet jak się nie uda, to przynajmniej mamy okazję tak mocno podciągnąć ranking, żeby solidnie zbliżyć się do bezpośredniej konkurencji. Tak łatwo jak teraz już może nie być.


Podczas gdy zamiast rzucania się na motyką na słońce, powinniśmy skupić się na wypracowaniu odpowiedniej podstawy. Czyli dokładnie to o czym, mówił niejednokrotnie nasz prezes, a teraz Ty o tym piszesz. Regularność, rok po roku granie w fazie pucharowej, którychkolwiek z rozgrywek europejskich. Bez wybrzydzania, bez zbędnego napinania się, po prostu zrobić swoje. Dokładnie tak jak rok temu (awans) i tak jak w tym roku. Bo to, czego jak wyliczyłeś zabrakło nam do rozstawienia to własnie ta nieszczęsna dziura po Rosenborgu. Zważywszy na niewielkie profity jakie jesteśmy w stanie wyszarpać (wyjście z grupy to naprawdę wyczyn) taki dramat jak brak awansu odbija się na punktacji latami. A o tym, że konkurencja nie śpi nie muszę już chyba nikogo przekonywać. To raczej my spaliśmy i w obecnie zastanej rzeczywistości to własnie starcia z lokalnymi rywalami są dla nas nie lada kłopotem.
Dlatego też bardzo cieszy mnie zarówno sam awans, jak i tegoroczna gra na wynik. Nawet jeśli trochę nas męczy, to zaprocentuje w niedalekiej przyszłości. Choć nie ukrywam, że stwierdzeń (szczególnie po meczu z Trabzonem), iż brak awansu z tej grupy byłby frajerstwem nie rozumiem. No, chyba, że znów nie chodzi o nic innego jak pompowanie omawianego już balonika. Choć mam nadzieję, że pęknie on dopiero po wyjściu z grupy, to absolutnie nie jestem w stanie tego brać jako pewnik. Nawet teraz, po takich a nie innych rozstrzygnięciach w pierwszych trzech meczach.
Pewnie, że marzeniem, ale możliwym do spełnienia. Oczywiście, że musimy konsekwentnie punktować. W tej chwili jest to bardzo realne, a przy odrobinie szczęścia możemy zajść daleko. Na razie drużyna świetnie realizuje najbardziej pomyślny scenariusz i nie ma powodów, żeby odzierać nas z marzeń.
O Celtiku piszę tylko w kontekście rozstawienia w III rundzie. Nic więcej.
Jasne, że w naszej sytuacji trudno kogokolwiek deprecjonować. Ale jednak wolałbym ,żeby nam dolosowano Ludogorec, Maribor, Slovan, Malmo, Aalborg niż nas dolosowywali do Salzburga, Steauy, Apoelu, Celtiku czy Bate. Widać na pierwszy rzut oka, gdzie jest większa szansa na wygraną. Jak widać wśród drużyn dolosowywanych zawsze znajdzie się taka, przeciw której jesteśmy faworytem. W przypadku dolosowywania Legii takiej sytuacji nie uświadczysz.
Nie piszę tego wszystkiego w kategorii pewników. Zgadzam się, że nie można żądać awansu z pierwszego miejsca czy dojścia do finału. Mogą się zdarzyć różne rzeczy, które nie pójdą po naszej myśli. Ale jak wypracowaliśmy taki fajny dorobek, okoliczności stoją za nami to chwytajmy byka za rogi. Chcieć to móc
- "Pewnie, że marzeniem, ale możliwym do spełnienia."
W obecnej chwili? Moim zdaniem, tylko w obliczu zaistnienia niezwykle sprzyjających okoliczności. Normalnie, na zimno, na standardowych warunkach nie ma szans. No dobrze, są, ale oscylujące w okolicy błędu statystycznego.
- "Na razie drużyna świetnie realizuje najbardziej pomyślny scenariusz i nie ma powodów, żeby odzierać nas z marzeń"
Ależ ja się zgadzam, tyle, że marzenia, dla niektórych stały się... oczekiwaniami. Które całkiem zgrabnie są podsycane przez wszelkiej maści brać "dziennikarską" czekającą na piękną kraksę, o której będzie można pisać i pisać...
- "Ale jednak wolałbym ,żeby nam dolosowano Ludogorec, Maribor, Slovan, Malmo, Aalborg niż nas dolosowywali do Salzburga, Steauy, Apoelu, Celtiku czy Bate. "
Dlatego też w pełni się zgadzam ze stwierdzeniem, że w tej chwili najważniejsza jest ciężka i systematyczna praca. A męczarnie jakie przeżyliśmy w Trabzonie mają ogromne znaczenie na przyszłość. Zdecydowanie większe niż piękna w odbiorze katastrofa roku ubiegłego (choć punkty za awans jak najbardziej się nam przydadzą).
- "Ale jak wypracowaliśmy taki fajny dorobek, okoliczności stoją za nami to chwytajmy byka za rogi. Chcieć to móc"
I znów zgoda, ale nie zapominajmy przy okazji z kim się mierzymy i jak w rzeczywistości wygląda układ sił. Wbrew temu co się wypisuje każda wygrana to w jakimś stopniu niespodzianka, wartość dodana, a nie norma, która nam się należy z urzędu. walczmy ile sił, punktujmy, ale bądźmy też świadomi miejsca w szyku i poprawiajmy ten szyk z roku na rok.
Normalnie na zimno był tamten pucharowy sezon. Zjedli nas bez popitki. Ten jest zaskakująco korzystny dla nas. Oczywiście przy dużym wkładzie własnym. Metalist, na Łazienkowskiej - jak po drodze nie zbankrutuje - jest znowu do ogrania. Jakościowo mocno upadli. Łatwo na pewno nie będzie, ale można śmiało walczyć. Kto by się spodziewał takiej sytuacji zeszłej jesieni? Trabzonspor także do nas przyjeżdża. Zapewne będą lepiej zgrani, ale na wyjazdach nie są tak mocni jak u siebie. Warunki zimowe powinny być dla nas atutem. I to na nich będzie ciążyła presja wygranej. My możemy podjąć rękawicę i śmiało walczyć i wierzyć w wygraną. Już nie jesteśmy na poziomie "niespodzianki". Normą wygrać z takimi przeciwnikami też tego niepowiem. Ale teraz równorzędnym rywalem jak najbardziej jesteśmy.
Dalej to wiadomo, że wiele zależy od losowania. Ale zanim do tego dojdzie to szanse są większe niż błąd statystyczny.
Może mało wyraźnie zaznaczyłem, ale nie żądam osiągnięcia optymalnego wyniku. Jestem przygotowany na porażkę, ale jej nie oczekuję. Tak optymistyczny scenariusz nie napisałby człowiek, który życzy katastrofy. Ewidentnie pomyliłeś mnie z dziennikarzem roszczeniowym
Piszesz Monrooe, że nastawianie się na awans "tu i teraz" jest marzeniem ściętej głowy i masz sporo racji. Jednakże przykład Ludogorca pokazuje, iż jest możliwy scenariusz, gdzie zespół praktycznie znikąd notuje świetny sezon w pucharach i z "nabitym" współczynnikiem już za rok jest w Lidze Mistrzów. Oni poprzednią edycję pucharową zaczynali bodajże z niecałymi 5 punktami (jak się mylę to przepraszam i proszę o ewentualną poprawkę), a w obecnej, gdyby nie nasz walkower to w IV rundzie byliby rozstawieni. Dla mnie Bułgarzy są ogromnym zaskoczeniem, gdyż po ich ubiegłorocznej postawie w Lidze Europy byłem przekonany, że zostaną "rozkupieni" i znikną tak jak się pojawili. Nie doceniłem ludzi zarządzających tym klubem i siły ich pieniądza.
Popieram Dzynka, iż obecna edycja pucharowa tak dobrze "żre" że trzeba z niej wycisnąć ile się da. Nastawiałbym się głównie na grupę. Tutaj jest jeszcze sporo do zdobycia. W ewentualnym awansie dalej, nie pokładam zbyt wielkich nadziei, bo w 1/32 widzę już zbyt wysokie progi. Póki co uzyskaliśmy już to, że gdyby (odpukać) w lidze powinęła nam się noga i przyszło nam grac w eliminacjach do Ligi Europy, będziemy pewnie rozstawieni w każdej rundzie eliminacyjnej. Jest to ważne, gdyż tak jak wspomniał Dzynek w artykule i Monrooe w komentarzu, nie możemy sobie pozwolić na takie "dziury" w rankingu jak po odpadnięciu z Rosenborgiem, nie mówiąc już o latach sprzed pamiętnej "edycji Skorży". Oczywiście zakładam, że przy rozstawieniu ryzyko odpadnięcia w eliminacjach jest minimalne
Ludogorec w tamtym sezonie startował z 3,450 pkt, w tym z 18,125.
Reszta bardzo mi się podoba
Dla mnie podstawą do jakichkolwiek sukcesów drużyny jest jej zaplecze. Zaplecze, którego na chwilę obecną po prostu nie mamy. To jest mój główny zarzut do obecnych władz Legii a także, i chyba przede wszystkim, sztabu szkoleniowego. Skóra mi cierpnie, gdy czytam o stosunkach na linii Berg - Magiera. Dla mnie to jest sytuacja wręcz skandaliczna, która natychmiast powinna być rozwiązana. Albo należy podziękować panu Jackowi i przekazać rezerwy któremuś z asystentów i niech Berg weźmie pełną odpowiedzialność za całość albo wezwać obydwu panów na dywanik i poważnie z nimi porozmawiać, bo to co robią obydwaj panowie jest wyjątkowo szkodliwe dla klubu. Bez sensownego zaplecza, bez młodych piłkarzy czających się za plecami tych doświadczonych ta drużyna po prostu skapcanieje, czego pierwsze oznaki chyba już widzimy.
- "Normalnie na zimno był tamten pucharowy sezon. Zjedli nas bez popitki. "
Kurcze, z jednej strony tak, z drugiej mam jednak wrażenie, że nie wyciągnęliśmy z tego wszystkiego co mogliśmy.
- "Jakościowo mocno upadli. Łatwo na pewno nie będzie, ale można śmiało walczyć. "
Ależ tak, to oczywiste. Z tym, że jakże odmiennie brzmi walczyć od zgarnąć trzy punkty brakujące do awansu. Walczyć - słowo klucz, jest możliwość i jest o co, więc walczmy, ale pamiętajmy, że w walce różne padają wyniki.
- "Może mało wyraźnie zaznaczyłem, ale nie żądam osiągnięcia optymalnego wyniku. Jestem przygotowany na porażkę, ale jej nie oczekuję... Ewidentnie pomyliłeś mnie z dziennikarzem roszczeniowym"
Ejże, hallo, ziemia do Dzynka, większości z tego o czym pisałem nie bierz absolutnie do siebie. Artykułowane przeze mnie zarzuty powstały jakoby przy okazji Twojego tekstu i absolutnie nie były kierowane do jego autora.
. . . . .
- "Niewiele mylisz się Morosie."
Ja jednak zgłoszę pewne zastrzeżenia. Niespodziewany awans Ludogorca był wsparty takimi pieniędzmi, o których my możemy tylko pomarzyć. Takie nagłe "skoki" klubowych noname'ów są i będą, ale zawsze najpierw nastąpi wpompowanie odpowiedniejszej sumy pieniędzy. Czasem taki no name idzie dalej, buduje się i na stałe gości w elicie (powiedzmy Victoria Pilzno, a jeszcze lepiej BATE Borysov), a czasem wraca tam skąd przyszedł (Artmedia Petrzalka). My nie możemy pójść żadną z tych dróg, pozostaje nam mozolne gromadzenie punktów i wspinanie się w europejskim rankingu.
@ CTP
- "Dla mnie podstawą do jakichkolwiek sukcesów drużyny jest jej zaplecze."
Prawdę mówiąc znów nie bardzo wiem o czym piszesz. Ja odnoszę wrażenie, że takie zaplecze jakie my mamy chciałby niejeden klub w.... Europie. Duda, Szwoch, Bielik, Kalinkowski, Wieteska, to wcale niemało jak na klub, który nie ma gdzie trenować swojej młodzieży. A przecież są jeszcze inni, na razie wypożyczeni (Arak, Mazek, Długołęcki, Cichocki, Mizgała, Gąsior, Kopczyński) piłkarze, którzy też mogą wreszcie osiągnąć poziom odpowiedni do gry w Legii.
- "Skóra mi cierpnie, gdy czytam o stosunkach na linii Berg - Magiera"
Nie wiem jakie powinny być relacje na tej linii, faktem jest, że ktoś się pomylił co do działania rezerw. Przyjdzie czas, będą to wszystko prostować. Mnie martwi raczej to, że w tej chwili co najmniej kilka związanych z rezerwami osób nie robi tego co powinny. I to w tej chwili jest problem, dla nas i dla tych chłopaków. Choć Ci ostatni też mają za uszami.
Nie zgadzam sie przy tym z tezą powtarzaną przez wielu obserwatorów naszej "skopanej"
"Dokładnie rok temu legioniści przegrali w Trabzonie 0:2. Po trzech meczach w fazie grupowej mieli zero punktów, zero goli i byli pośmiewiskiem całej Europy"
Dokładnie rok temu z pierwszego koszyka wylosowaliśmy Lazio Rzym, dziś Metalist z rozgonionymi przez wojnę piłkarzami.
Z drugiego podobnie jak dziś Trabzonspor, tyle ze tamta drużyna była zgrana, odnosząca sukcesy w lidze. Dzisiejszy Trabzon to póki co zbieranina piłkarzy zajmująca 10 miejsce w lidze.
Z trzeciego wylosowaliśmy podobnie i z pewnością gdyby nie pusty stadion wycisnęlibyśmy 6 punktów.
Pisanie o pośmiewisku uważam za nadużycie, tym bardziej, ze do uzyskania lepszych wyników brakowało niewiele.
Inne czasy inni przeciwnicy i inni piłkarze w Legii, jak choćby Kuciak czy Duda, który robi różnicę.
- "Po trzech meczach w fazie grupowej mieli zero punktów, zero goli i byli pośmiewiskiem całej Europy"
A tu pozwól, że się nie zgodzę. Moim zdaniem obecny Trabzonspor jest o wiele lepszym zespołem niż ten z tamtego sezonu. W dwóch meczach dominowaliśmy, w dwóch meczach mieliśmy przewagę i stwarzaliśmy sytuacje bramkowe, w dwóch skończyło się porażkami po zabójczych kontrach rywali. Dziś to my możemy co najwyżej kontrować, a wyższość piłkarska poszczególnych zawodników aż biła po oczach. I tylko wynik starcia zgoła inny, ot taka to śmieszna zabawa ten futbol.
- "Pisanie o pośmiewisku uważam za nadużycie, tym bardziej, ze do uzyskania lepszych wyników brakowało niewiele. "
I słusznie, że nie zgadzasz się z "pośmiewiskiem" całej Europy, to z jednego prostego powodu, ano owej Europy sytuacja Legii absolutnie nie interesowała. Co innego naszą rodzimą gromadkę komentatorów, ale Ci zamiast skupiać się na całokształcie, woleli walić w bęben ile wlazło. Suchy wynik był lepszy do obiektywnego komentarza, bo w narzekaniu i szyderze jesteśmy mistrzami świata. Tylko z tymi wynikami mam mieszane uczucia. Dopiero gdy widzę tegoroczną Legię widzę czego nam tak naprawdę zabrakło. Dlaczego taki Kuba Kosecki mógł wtedy brylować, podczas gdy teraz ma wielki problem z miejscem na boisku. Prawdę mówiąc to właśnie "mały Romek" (a raczej jego gra, lub jak kto woli "styl" tejże gry) jest idealnym odzwierciedleniem różnicy pomiędzy Legią sprzed roku i tą obecną.
Pozwalam, tym bardziej że się z Tobą nie zgadzam.
Ten Trabzon ma lepszych piłkarzy ale nie drużynę o czym świadczy choćby miejsce w tabeli i sytuacja w klubie.
Wydanych 20 mln € na transfery póki co nie przekłada sie na wyniki.
"w dwóch skończyło się porażkami po zabójczych kontrach rywali"
i ewidentnym, nieodgwizdanym karnym na Broziu.
Kosecki brylował bo grał. Później złapał kontuzje i nie gra.
Najlepszym przykładem na to jak ważna jest gra, jest Michał Kucharczyk, który w pewnym momencie od Berga dostał nawet zgodę na "wyjazd"
W tamtej Legii nie było Kuciaka, Dudy, Saganowskiego, Radovica, Guilerme czy Sa.
Problemy z aklimatyzacja mieli Jodłowiec i Brzyski a ze zdrowiem Żyro.
Skaba wpuszczał bramki kuriozum.
To jest wg mnie oczywiście "idealnym odzwierciedleniem różnicy pomiędzy Legią sprzed roku i tą obecną"
A wiesz co? Ty masz zupełną rację. Kuba Kosecki kontra Michał Kucharczyk - to najlepsza różnica pomiędzy Legią sprzed roku a tą obecną. I aby nie było wątpliwości, absolutnie nie chodzi tu o problemy z kontuzjami czy obecną formą, bo na tą, u swojego, zaufanego gracza, Berg potrafi poczekać jak nikt dotąd. Natomiast różnica w grze obu zawodników idealnie odzwierciedla różnicę w stylu gry Legii dotychczasowej z tą minioną. Doskonale też pokazuje jakie cechy u zawodnika cenił Jan Urban, a jakie górują u Henninga Berga.
Wydaje się to co piszesz oczywistą oczywistością.
Praca praca i jeszcze raz mozolna praca czyli zbieramy punkcik po pół punkciku. Do tego szalenie istotna sprawa czyli zbieranie doświadczenia i możliwość nauki od równych sobie i lepszych. Nie mam nic przeciw w sprawie odrobiny Szczęścia, jak się nie ma pieniędzy to niech przynajmniej ta odrobina farta będzie.
Dziwią więc mnie zarzuty że gdyby nie szczęście to to i tamto .
Jak na boisku tak i w losowaniu przydaje się i nie ma co się na dary z niebios obrażać.
Z tym że musimy pamiętać po co tą pracę wykonujemy czyli liga. Nie pomoże 50 punktów jeśli w lidze nie wywalczymy miejsca premiujacego awansem. Tu widzę większe pole do działania dla zarządu skautów czyli ogólnie pionu sportowego. Berg musi mieć materiał z którym może pracować na wszystkich frontach.
Pytanie więc jest takie czy ma lub będzie miał takich piłkarzy którzy nie zniweczą tego co już mamy nie mówiąc o chęci powiększenia już nabitych punktów.
Troszki zgadzam się tu z CTP w rezerwach na dziś nikogo takiego na już nie widzę, więc okno zimowe powinno być starannie przygotowane. Nie piszę tu o jakichkolwiek szaleństwach ale przemyślanych celnych dwóch trzech transferach realnie wzmacniających skład na dalsze ciułanie punktów i na możliwość skorzystania z nich czyli ligę.
Moros podaje przykłady z tego sezonu, a pamiętajmy też o krajowych podwórku i Lechu, który przez kilka kolejnych sezonów koncertowo marnował rankingowy potencjał wypracowany w poprzednich latach. Za dużo jest we wczesnych rundach drużyn, które aż rwą się, żeby dorwać się do pańskiego stołu (jak my w tym roku
@ Monrooe
Zawsze trzeba być gotowym na wykorzystanie szansy, bo kiedy odkłada się gotowość na później, w pewnym momencie może okazać się, że... najlepsza szansa już była. Między tak rozumianą gotowością, a 'nastawianiem się na awans' jest różnica wyłącznie semantyczna.
Ja np. z pełnym przekonaniem dopisuję się do grupy wyznawców dyrdymałów, że gdyby nie administracyjna kompromitacja Legii, gralibyśmy w tym sezonie w Lidze Mistrzów. W IV rundzie nie było ani jednej drużyny lepszej od nas.
Powiedzmy, że wypadało przypomnieć
Co do ligi to zastanawia mnie, po co Berg przewartościowuje priorytety. Nagle liga okazuje się ważniejsza od Ligi Europy? Niby dlaczego? Z jednej strony widzę punkty rankingowe, duże pieniądze, możliwość ułatwienia sobie rywalizacji w przyszłości, a z drugiej pierwsze miejsce pośród drużyn, które co chwila notują wpadki, a zwycięzca tego wyścigu najwięcej straci i na tym etapie żadnych korzyści. W lidze Europy każdym meczem kształtujemy namacalną przyszłość, meczów mało i strat nie da się odrobić.
W lidze każde straty punktów na tym etapie (jesienna rywalizacja) wiosną da się odrobić. I to z nawiązką. Po co nam robienie sobie jak największej przewagi jak nam ją o połowę zetną? Tą ligę można bezpiecznie kontrolować z tylnego siedzenia. Fajnie jak byśmy nie gubili punktów. Ale jak się zdarzy t i tak możemy liczyć na rywali. Górnik już spuścił z tonu, Śląsk i Jagiellonia tracą regularnie na wyjeździe, Wisła potwornie chimeryczna. Ogrywajmy rezerwowych, młodzież, twórzmy rezerwy ludzkie na wypadek kontuzji. Po prostu inwestujmy nie patrząc na punkty. Ta liga, w takim kształcie, takim drużynom jak Legia, co chce zaistnieć na europejskich salonach teraz powinna służyć jako poligon doświadczalny. Nic więcej. Co nam da pierwsze miejsce po 15 kolejkach? Zupełnie nic. Wielkie jajo. Dopiero wiosenne kolejki ukształtują rywalizację. I to nie te pierwsze, ale te od 22 w górę. Liga to maraton, gdzie najważniejsze jest ostatnie 1/4 dystansu. Nikt rozsądny wcześniej nie biegnie sprintem. Akurat może wypaść na nasze końcówki w Europie. Wtedy włączmy spinkę i piąty bieg. To naprawdę komfortowa sytuacja móc najpierw skoncentrować się na lidze Europy, a później na lidze zupełnie na tym nie tracąc. Korzystajmy z tych okoliczności pełnymi garściami.
@gawin76
Ależ możne znacząco zmienić sposób przygotowań. Może nie konkretne rozstawienie w III rundzie, lecz ilość punktów rankingowych. Raz, że celujesz z formą na IV rundę, czyli jakieś 2 tygodnie później niż w tym roku. To ci daje komfort czasu pracy. A dwa, że im więcej punktów rankingowych (tu mam na myśli ranking krajowy), tym większa szansa na rozpoczęcie rywalizacji dopiero od III rundy. To znowu daje kolejne dwa tygodnie na lepszą posezonową regenerację i skupienie się na pracy, a nie na meczach. W rankingu krajowym musimy wspiąć się na 16 miejsce. Dziś nam brakuje ok 3,5 punktów. W tym roku to mało możliwe, ale różnicę możemy mocno zredukować.
Praktycznie wszyscy rozstawieni kalkulują z formą. Uważają (i całkiem słusznie), że na Litwinów, Łotyszy, Kazachów nie trzeba pełnej mocy, żeby wygrać. Jednym się uda, innym nie (Lech). Jednak na dłuższą metę to się bardzo opłaca, bo najlepszy futbol grają wtedy, kiedy zdobywa się punkty i pieniądze.
"Berg potrafi poczekać jak nikt dotąd"
Wiesz co, nie rozśmieszaj mnie.
Gdyby nie kontuzja Gui i charakter Ojama Kucharczyk grałby dziś np w Lechii.
Berg kompletnie sie na nim nie poznał i dał wolna rękę w poszukiwaniu klubu. Przypadek a nie cierpliwość Berga sprawił że Kuchy gra w Legii i całe szczęście.
http://www.legia.net/wiadomosci,55195-kucharczyk_uslyszal,_ze_moze_odejsc._zostal_jednak_i_walczy.html
Zimą zagrałeś w sparingach w Legii za trenera Berga i w kadrze Polski i wydawało się, że jest dobrze. Przyszedł pierwszy mecz a grał Guilherme, potem Ojamaa. Były momenty, że żałowałeś, że jednak zostałeś?
- Rozmawiał ze mną trener, rozmawiała góra. Usłyszałem, że najlepszą opcją dla mnie będzie wypożyczenie, bo wtedy zacznę grać i może przydam się na kolejny sezon po zdobyciu mistrzostwa, bo będzie więcej meczów. Odparłem, że nie czuję się słabszy od innych zawodników, którzy przyszli do Legii i postaram się wygrać rywalizację. W pięciu meczach przed sezonem zdobyłem trzy bramki i czułem się świetnie. Dzień przed meczem z Koroną usłyszałem jednak, że zagra Guilherme. Potem grał Henrik Ojamaa… Nie czułem się jednak słabszy, nie chciałem odejść, miałem coś do udowodnienia. Wiedziałem, że kiedyś przyjdzie moment, że ci zawodnicy nie będą grali tego, czego się od nich wymaga i wtedy dostanę szansę. Byłem gotów czekać na wyciągnięcie z głębokich rezerw i pokazanie, że nie jestem gorszy od tych, którzy dołączyli do zespołu.
- "Gdyby nie kontuzja Gui i charakter Ojama Kucharczyk grałby dziś np w Lechii. "
Chłopie, po raz kolejny upraszam o czytanie i zrozumienie przed zabraniem się za komentarz.
Pisałem, że Beg potrafi poczekać na... zawodnika, któremu ufa. A ty nagle wyjeżdżasz z Kucharczykiem. Kim był Kucharczyk gdy siedział na ławie? zaufanym trenera? Wiesz przynajmniej dlaczego Norweg nawet nie spoglądał w jego stronę? Widziałeś tego chłopaka na treningach, wiesz co się z nim działo? Swoim wpisem dowodzisz, że pojęcia bladego nie masz, a le co tam. Jednak wspomniany przez Ciebie Guilherme doznał kontuzji, coraz bardziej zawodził Ojamaa, aż sam też doznał urazu. Michał wszedł i jak to ma w zwyczaju wykorzystał szansę. Sorry w tej sytuacji mogę tylko przyklasnąć trenerowi, który nie zraża się pierwszym wrażeniem, ważne dla niego jest tu i teraz. Kucharz był na wylocie (trzeci raz i to za kolejnego, trzeciego z rzędu trenera - ciekawe, że to Ciebie nie zastanowiło) ale teraz gra aż miło, stanowiąc o sile napędowej drużyny z Łazienkowskiej3.
Natomiast cierpliwość, o której pisałem widać było właśnie w podejściu trenera do Henrika Ojamy, w którym Berg pewne cechy widział i uparcie czekał na ich uaktywnienie. Gdy nasz szkoleniowiec coś sobie upatrzy to potrafi czekać, cechując się ogromną wręcz odpornością. Czekał na Vrdoljaka, czekał na Ojamę i poczeka na każdego kto odpowiada jego wyobrażeniom. Jednocześnie zawodnicy, którzy odstają będą mieli problemy, przynajmniej do momentu, w którym pewnych wymaganych przez Norwega cech nie zaczną przejawiać.
@ Gawin
- "Ja np. z pełnym przekonaniem dopisuję się do grupy wyznawców dyrdymałów, że gdyby nie administracyjna kompromitacja Legii, gralibyśmy w tym sezonie w Lidze Mistrzów"
No cóż, nie odpowiadam za Twoje hurraoptymistyczne zapędy
Natomiast wskazuję na fakt, że nawet gdyby przyjąć Twój ogląd sytuacji, że żaden z zespołów nie był od nas lepszy, to jeszcze daleko do stwierdzenia, że w tej lidze mistrzów na pewno byśmy się znaleźli. I tylko o to "na pewno" mi chodzi, z takim zwrotem się zgadzam.
@ Dzynek
- "Co do ligi to zastanawia mnie, po co Berg przewartościowuje priorytety. "
Bo piłka nożna to nie tylko dział sportowy, ale też księgowość i marketing. Nawet na czarnej-eLce można znaleźć zniecierpliwione głosy, kibiców pragnących zwycięstw i oglądania pierwszej jedenastki. Co gorsza widać to zniecierpliwienie i bark aprobaty na stadionowych trybunach, a to widocznie jest już zbyt wiele. Dlatego rozpoczęte już działania zostły przeniesione na łono rezerw, w lidze staramy się sprostać wymaganiom widowiska.Show must go on.
Niestety nie napisałeś dlaczego akurat ufał Gui czy Ojamie, który irytował wszystkich swoja gra bodaj w każdym meczu a nie Kucharczykowi, który akurat grał w reprezentacji.
Może podobnie jak wielu forumowiczów uznał że Kuchy to drewno i może stąd zgoda na odejście z klubu.
Dzięki ogromnej determinacji Kucharczyka mamy dziś na skrzydle walczaka przez duże W.
Nie napisałem, bo to nie jest przedmiotem naszej rozmowy. Uznanie trenera to jego subiektywny wybór, możesz się z nim zgadzać, lub nie, ale to On jest trenerem. Zaufanie do Gui mu nie przeszło, do Henrika stracił cierpliwość. Kucharczyk to zaufanie sobie wypracował. Niestety daleki od tego jest Kuba Kosecki, a o nim własnie (z tego co pamiętam) dyskutowaliśmy. Dlaczego jest tak, a nie inaczej widać jak na dłoni, wystarczy prześledzić ostatnie mecze "Kosy". Podobnie zresztą sprawa ma się z Orlando Sa, którego gra wciąż nie do końca przekonuje naszego szkoleniowca (i oczywiście nie chodzi tu o strzelane przez Portugalczyka bramki). Dlaczego tak jest, również możemy w trakcie meczów zaobserwować. Henning Berg ma dość jasno sprecyzowane wymagania.
Edit: jeszcze co do "wizji" trenera. Piszesz, że stawiał na Ojamę, który wszystkich irytował. no stawiał, ale jeśli stawiał to widocznie coś tam w możliwościach Estończyka widział. Gdy zmieniał obowiązki i sposób grania Vrdoljaka też wszyscy, włącznie z zawodnikiem łapali się za głowy. Dziś Chorwat złego słowa na norwega nie powie. Raz wyjdzie, innym razem nie bardzo - standard. Nie znaczy to jednak, że wizje trenera są kompletnie złe, lub tylko i wyłącznie dobre. Jednak na pewno nie dziwi mnie, że trener, który jest z zawodnikami na co dzień, który z nimi rozmawia i analizuje ich grę dostrzega coś, czego kibic z trybun zobaczyć nie jest w stanie. Co nie znaczy, że zawodnik potwierdzi to co widział trener. W takim wypadku obaj panowie się rozstają i nie tacy piłkarze jak Ojamaa zawiedli swoich pryncypałów.
Wg Ciebie Kosecki nie gra bo jest słaby, wg mnie jest słaby bo nie gra.
Kucharczyk dopóki nie grał, był słaby i gdyby Gui i Ojama... to by go już nie było.
Podobnie było z Łukasikiem, który dzięki temu że gra został przez wielu uznany najlepszym piłkarzem w meczu z nami.
Lewczuk, wybrany najlepszym prawym obrońcą ligi tez nie gra i skutki nie grania mogliśmy zobaczyć w Gliwicach. Podobnie jest z Sa. Od ławki można dostać odcisków na dupie. Są oczywiście wyjątki, ale one potwierdzała regułę.
- "Wg Ciebie Kosecki nie gra bo jest słaby, wg mnie jest słaby bo nie gra. "
Do prośby o czytanie ze zrozumieniem dorzucam prośbę o nie wkładanie mi w usta /klawiaturę/ słów, których nie powiedziałem /napisałem/. Ani słowem nie wspomniałem, że Kosecki nie gra dlatego, że jest słaby. Nawet wskazałem na różnicę w grze Kucharczyka i Kosy i na pewno nie chodziło mi o jakość tejże gry, a o cechy jakimi ta gra się charakteryzuje. Niestety, po raz kolejny nie pochyliłeś się za bardzo nad tym, co postanowiłeś skomentować.
Zupełnie inaczej jest z Łukasikiem, który moim zdaniem wygrał w tym sezonie nagrodę "głupka roku". Nie wykorzystał żadnej z szans dawanych przez szkoleniowca, uciekł tam, gdzie teoretycznie powinno być mu łatwiej. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że jest, bo z takimi przestojami u nas by nie pograł. Szkoda tylko, że rozwoju w jego grze nie widzę, raczej cień piłkarza sprzed dwóch lat. A, że zagrał raz, w meczu ze słabą, mającą co innego na głowie Legią? No cóż, czekam a kolejne podobne występy, mam nadzieję (bo lubię chłopaka) niedługo. Natomiast wiary, we mnie niewiele.
Już pisałem Orlando Sa, jeśli nie zmieni swoich przyzwyczajeń, nie zacznie wykonywać oczekiwań Berga to pomimo bramkę będzie musiał pogodzić się ze swoją rolą w zespole. A na pewno na nie ma szans status gwiazdy, którego tak się domaga. Lewczuk musi jeszcze poterminować by zacząć być filarem defensywy, wydaje się, że jest coraz bliżej.
"Wg Ciebie Kosecki nie gra bo jest słaby, wg mnie jest słaby bo nie gra."
Myślę że to fałszywy związek przyczynowo skutkowy.
Bo jeśli dalej rozwijać ta logikę to wynika z niej że jak ktoś słabo się prezentuje na treningu to trzeba go wystawiać w meczach żeby doprowadzić do formy a więc dla piłkarza chcącego grać gwarancją gry będzie słaba postawa na treningach?
Oczywiście przerysowałem sprawę ale rywalizacja i postawa na treningach jest chyba podstawą progresu zawodników a mecz jest zwieńczeniem tych wysiłków.
Ja w zasadzie miałem tylko jeden znak zapytania jeśli chodzi o politykę kadrową Berga, dlaczego nie wystawia Sa ale teraz rozumiem dlaczego duet Rado Duda wygrywał "casting".
Mnie się Ojamaa podobał z powodu waleczności i większej zdolności do gry kombinacyjnej i też stawiałem go wyżej niż Kucharczyka ale jak to zwykle bywa o końcowym efekcie decyduje bardzo wiele spraw i widocznie ich suma przeważyła na korzyść Kucharczyka. Być może była to akceptacja w zespole, być może nie reformowalność Ojamy?
Zespół to nie tylko suma umiejętności piłkarskich ale również mentalnych. Dobrze zestawiony będzie się potrafił rozwijać a źle, dążyć do samozagłady.
Są choroby (np. cukrzyca) które powodowane są tym że system immunologiczny (zespół) z jakichś powodów "wykańcza" określone komórki (zawodnik), albo ich nie "wykańcza" jak np. rakowych (toksyczny gwiazdor). W obu przypadkach organizmowi grozi śmierć albo bardzo poważna choroba.