A+ A A-

Szkoła życia

Wiele się pisze o akademii Legii Warszawa, niejednokrotnie stawiając szkółkę piłkarską przy Łazienkowskiej 3 za wzór. Musze jednak przyznać, że mam coraz większe wątpliwości odnośnie młodych graczy wychowywanych w akademii piłkarskiej Legii (a może to problem nie tylko stołecznej szkółki, ale jako kibic klubu z Ł3 skupiam się na naszych wychowankach).

Obserwując to, co dzieje się z naszymi młodymi zawodnikami, zastanawiam się, w którym miejscu popełniany jest błąd. Czy faktycznie już same występy w młodszych rocznikach „Wojskowych” aż tak działają na młodych adeptów piłki, że ci gotowi są uwierzyć, że nic im już nie brakuje i tylko moment dzieli ich od gry na najlepszych stadionach świata? Czy aby faktycznie sam trening na obiektach Mistrza Polski oznacza, że jest się kozakiem nad kozakami i samo pojawienie się tu oznacza czas na odcinanie kuponów? Szczerze mówiąc, śmiem wątpić, ale obserwując naszych młodych zawodników dochodzę do wniosku, że tak właśnie jest.

Oczywiście, zrozumiałym jest, że znalezienie się w jednej z najlepszych akademii (przynajmniej takowa opinia się za naszą szkołą piłkarską ciągnie) świadczy o tym, że talentu natura nie poskąpiła, ale czy aby na pewno tego talentu nie powinno wspomóc się odpowiednią dawką pracy? Zastanawiam się co sprawia, że kolejni młodzi ludzie tak bardzo przekonani są o swojej doskonałości, że wszelki wysiłek (o krytycznym spojrzeniu na własne możliwości nie wspomnę) uważają za zbędny. W efekcie czego zamiast pracować nad własnymi słabościami (no tak, ale najpierw trzeba sobie przyswoić, że w ogóle takowe się posiada), od biedy szlifują cechy, które pozwoliły zwrócić na nich uwagę legijnych specjalistów.

A przecież przykład Ariela Borysiuka, piłkarza zdawałoby się dojrzałego powinien dawać sporo do myślenia. „Vizirowi” brakowało bardzo niewiele, aby można mówić o nim, jako o zawodniku ukształtowanym. W zasadzie detali, tyle że to właśnie one zadecydowały o tym, że defensywny pomocnik kariery na Zachodzie nie zrobił. Dziś niedoszły następca Aco Vukovicia występuje w barwach gdańskiej Lechii. Analizując jego grę dochodzę do jednego, smutnego wniosku; Ariel przez dwa lata gry na obczyźnie nie poczynił żadnego postępu, nie dodał nic do repertuaru, z którym opuszczał stadion przy Łazienkowskiej 3. W zespole z Gdańska występuje też inny nasz wychowanek, Daniel Łukasik. Zawodnik, który swego czasu zachwycał mnie swoją dojrzałością i pomysłem na grę. Niestety, od momentu wejścia do pierwszego składu Legii nie zaobserwowałem nic, co wskazywałoby na jakąkolwiek chęć dalszego rozwoju. „Miłek” zachwycił, zagrał w reprezentacji i znikł, pojawił się na chwilę udzielając fatalnego w skutkach wywiadu i przepadł na dobre. Niestety występy w nowym klubie nie znamionują rychłej poprawy. Pomocnik „Biało-Zielonych” to kolejny przykład gracza, którego zarówno wady, jak i zalety nie zmieniły się od czasów, gdy zakończył wiek juniora.

Niestety, w ślady „Borysa” i „Miłka” idą kolejni nasi zawodnicy. Rafał Wolski uparł się na włoską Fiorentinę, nie zważając na fakt, że liga włoska jest niezwykle surowa dla graczy nieprzygotowanych do ciężkiej walki fizycznej z obrońcami. Niemniej jednak problemem nie jest to, że nie olśnił sztabu szkoleniowego „Fiołków”, tylko fakt, że patrząc na jego dyspozycję (w nielicznych występach) można zaryzykować twierdzenie, że nie tyle się nie rozwinął, co wręcz cofnął w piłkarskim rozwoju. Tak jakby niezwykle utalentowany zawodnik nie poprawił nic z wad, o których doskonale było wiadomo przed jego wyjazdem. Brutalna rzeczywistość pokazała, że nawet zalety, jakie niewątpliwie Rafał posiada, nie wystarczą do wywalczenia stałego miejsca w zespole z renomowanej ligi, jaką jest włoska Serie A. Co gorsza, życie pokazuje, że w Serie B wcale nie jest lepiej. Kolejnym przykładem zaświecił ostatnio Dominik Furman, facet, którego zawsze uważałem za ogarniętego i świadomego wymogów, jakie stawia kariera piłkarza. Niestety o ile słowa jego trenera wskazują na jasno zdefiniowane braki piłkarza, o tyle wywiad, jakiego udzielił „Furmi” pokazuje, że sam zawodnik kompletnie nie ma pojęcia, czego się od niego oczekuje. „Dajcie mi grać, a pokażę, na co mnie stać” - deklaruje piłkarz, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy gdzie leży przyczyna jego niepowodzeń. A przecież dokładnie te same mankamenty, o których bez ogródek mówi trener Alain Casanova, były wytykane już tu, na miejscu, na Ł3.

Zatrważa brak świadomości własnych braków u młodych adeptów piłki nożnej. Do wspomnianego wyżej grona zawodników dołącza, a jakże, kolejny „towar” eksportowy ze stadionu Wojska Polskiego. Michał Żyro, bo o nim mowa, bez żadnego zażenowania opowiada, jaką to wymarzoną dla niego ligą jest angielska Premier League. To właśnie tam chciałby trafić bardzo utalentowany gracz Legii, dokładnie do tej samej ligi, w której przygotowanie atletyczne jest absolutną podstawą. A przecież nie muszę nikogo przekonywać, że wytrzymałość fizyczna, czyli zdolność do wysiłku fizycznego prowadzonego z określoną intensywnością, bez znacznego obniżenia jego skuteczności, jest chyba największą piętą achillesową młodego skrzydłowego. Od razu nasuwa się pytanie, czy aby na pewno zawodnik zdaje sobie sprawę z własnych słabości i ograniczeń. Czy faktycznie liga angielska, w której absolutnie nie toleruje się przestojów, w której piłkarz musi być gotowy na wysiłek nie tylko przez 90 minut, ale i dłużej, jest odpowiednia dla chłopaka, który nad czym, jak nad czym, ale nad wytrzymałością i wydolnością musi jeszcze wiele pracować. I w zasadzie najważniejsze, czy sam zawodnik zdaje siebie w ogóle sprawę, że aby zaistnieć na brutalnym futbolowym rynku musi włożyć jeszcze wiele pracy w swój rozwój. Jeśli nie to nie łudźmy się, „Żyrko” szybko podzieli los swoich poprzedników. I nie zmienia tego fakt, że w tej chwili jest to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy młody skrzydłowy w Polsce.

Prezes Legii Warszawa, Bogusław Leśnodorski twierdzi, że Michał Żyro jest gotowy do wyjazdu. Czy aby na pewno? Przyznaję, mam niemałe wątpliwości, boję się, że dopiero po wyjeździe okaże się, że prawdziwa szkoła życie jest dopiero przed nim.

Dyskusja (15)
1sobota, 22, listopad 2014 16:36
Biorąc pod uwagę przypadki wymienionych piłkarzy, faktycznie można dojść do wniosku, że w Legii "produkujemy" buble.
Piłkarzy z ukrytymi wadami, których nawet niezłe zachodnie kluby nie są w stanie poprawić.
Bardzo źle to wróży na przyszłość, bowiem zawodnicy Ci po przygodzie z profesjonalnym futbolem i z (L) w sercu mieli powracać na Ł3 w pełni ukształtowani i pomocni w rozwoju naszej młodzieży.
Osobiście nie widzę takiej możliwości w odniesieniu do wszystkich wymienionych piłkarzy.
2sobota, 22, listopad 2014 19:53
MeM
Ja bym się nie do końca zgodził, że to Legia/Warszawa sprawia, że ci młodzi ludzie nie chcą się doskonalić, spoczywają na laurach. Patrząc na młodych zdolnych z innych klubów wygląda to bardzo podobnie. Ludzi naprawdę ambitnych, pracowitych i do tego utalentowanych jest po prostu bardzo niewielu (chorobliwie ambitni, bardzo pracowici i niesamowicie utalentowani to się wogóle nie trafiają, u nas to chyba tylko Lucjan Brychczy podpada pod tą kategorię w całej historii klubu). Nam się najwidoczniej tacy ostatnio nie trafiali. Mamy zwykle tylko takich z jedną z tych cech, czasami z dwoma. Na wielką piłkę to ewidentne za mało.
3sobota, 22, listopad 2014 21:18
Zbyszek
Monrooe zwrócił uwagę na ważki problem, który ma wiele aspektów. Na kilku z nich się skoncentruję.

Monrooe zakłada, że każdy zawodnik musi się stale rozwijać. Otóż tak nie jest. Każdy człowiek ma określony górny pułap możliwych do osiągnięcia dyspozycji intelektualnych i fizycznych. W przeciwnym wypadku wszyscy bylibyśmy uczonymi lub herosami. Trywializując można rzec,że "wyżej tyłka się nie podskoczy". Dlatego też również piłkarz rozwija się do tego momentu w którym ten pułap osiągnie. I dalej się nie rozwinie, ile i jak by nie trenował. Część piłkarzy będąc w treningu specjalistycznym od młodych lat osiągnęła ten próg zapewne szybciej niż inni. I już.

Kolejna kwestia to jest to co fizjologowie nazywają zdrowiem do uprawiania wyczynowego sportu. Nie każdy je ma w takim samym stopniu. Ale też nie zawsze szkoleniowcy potrafią wydobyć ze sportowca te cechy, które posiada i je kształtować. W przypadku wielu zawodników Legii aż w oczy kłuje fakt ich marnego przygotowania siłowego i wytrzymałościowego i jest to fakt niezrozumiały. W większości klubów zachodnich nie mają z tym kłopotu. Wystarczy tylko pobyć u nich na stażu i korzystać z ich doświadczeń. Jest w tym gronie polski trener przygotowania fizycznego Pan Kowalczuk z Hannower 96, który deklaruje, że chętnie by w tym pomógł. Jego ogólne rady są dość proste, od najmłodszych lat kultywować ćwiczenia fizyczne, zaś od ok. 12 roku życia wprowadzać stopniowo trening atletyczny wsparty innymi sportami ogólnorozwojowym tak, aby w wieku 16-17 lat zawodnik był w stanie podjąć trening wyczynowy. Oczywiście szczegółowe rozwiązania są już dostępne specjalistom. Ale warunkiem jest to, aby materiał czyli zawodnik był w stanie podołać takiemu ciężkiemu treningowi.

Oddzielnym zagadnieniem nieco wstydliwym i starannie pomijanym jest konieczność prowadzenia sportowego trybu życia co sprowadza się głównie do zakazu używania alkoholu. Niestety słyszymy, że niewielka ilość alkoholu np. jedno czy dwa piwa nie szkodzą. Jest to nieprawda. Na zmęczony organizm nawet minimalna ilość alkoholu działa wyniszczająco, gdyż przeszkadza w asymilacji białka do mięśni co je dodatkowo osłabia oraz alkohol stanowi silny środek higroskopijny i diuretyczny co jeszcze bardziej odwadnia organizm. Wiele karier zostało przez tę używkę złamanych, a jeszcze więcej graczy nie osiągnęło sukcesów na miarę talentu.

I ostatnia sprawa, chyba najważniejsza to selekcja. Tu na chwilę wrócę do osobistych doświadczeń. W tamtych dawnych czasach początku lat 60-tych każdy instruktor w klubie miał z młodzieżą realizować opracowany prze Wydział Szkolenia PZPN tzw. plan minimum. Był to precyzyjny plan przygotowania motorycznego i technicznego. Trening zaczynał się od biegu i w określonym czasie należało przebiec określoną ilość metrów, następnie szybkość ogólna, startowa i specjalna, a więc krótkie sprinty na czas oraz np. bieg bokiem z przekładanką, podnoszenie kolegów, branie ich na plecy i bieg z nimi itp. Trwało to ok.30 minut. Kto nie był w stanie wykonać tych ćwiczeń temu dziękowano. Podobnie było z techniką, a więc przyjęciem piłki różnym częściami ciała na stojąco i w ruchu, podawaniem piłki na różne odległości i do celu, strzałami, grę głową itp. To też trwało ok. 30 minut. Każde kolejne zajęcia zaczynały się od demonstrowania przez każdego, że odpowiednią technikę opanował. I znowu, kto tego nie umiał, tego żegnano. Dopiero potem można było sobie pograć. Pamiętam jak pomiędzy treningami ćwiczyłem, aby te techniczne egzaminy zaliczyć. Stąd wzięły się sukcesy Wielkiej Legii i reprezentacji lat 70-tych. To była selekcja, która nie dopuszczała do dalszego treningu tych chłopców, którzy byliby nie wyszkoleni i fizycznie nieprzygotowani. Złośliwie napiszę,że jak patrzę na niektórych to w tamtych czasach po pierwszym treningu odesłano by ich do domu. A oni dziś robią za talenty i mają się rozwijać. Oczywiście dzisiejsza piłka zwłaszcza w aspekcie przygotowania fizycznego to zupełnie inna bajka niż tamta. Ale i materiał ludzki też lepszy. Ogromna praca jaką dziś ma do wykonania na boisku każdy gracz wymaga nienagannego przygotowania fizycznego i ubolewam, że akurat w tym elemencie nasi młodzi zawodnicy wyrażnie odstają od swoich rówieśników z zachodniej Europy.

Dlatego jestem dość ostrożny w optymizmie tyczącym Akademii. Najpierw należy mieć odpowiednią kadrę szkoleniową. Warunki do szkolenia są ważne, ale prawdziwych trenerów i fachowej metodyki nie zastąpią.
4niedziela, 23, listopad 2014 02:31
gawin76
Monrooe, nawiązując do Twojej wątpliwości z pierwszego akapitu, kwestia przygotowania młodych zawodników do podjęcia rywalizacji w silniejszych ligach na pewno nie jest tylko problemem Legii. W ogóle polecam w tym miejscu ciekawy i w sumie optymistyczny wywiad z Marcinem Dorną sprzed kilkunastu dni.

Niestety pewnych rzeczy systemowo nie przeskoczymy, jeszcze nie. Póki co jesteśmy piłkarsko i organizacyjnie za słabi na to, żeby nasze 'produkty' bez problemu dawały sobie radę na wymagających rynkach. A mówiąc już wyłącznie o zawodnikach z naszej akademii, szczerze mówiąc znacznie bardziej niż Wolskiemu czy Furmanowi dziwię się ich nowym pracodawcom. Bo to że młody człowiek chce spróbować wielkiego piłkarskiego świata, to akurat zjawisko normalne i w pełni zrozumiałe. Oczywiście jest wątpliwość co do wyboru odpowiedniego momentu na wyjazd, ale tak po ludzku - ja tych chłopaków rozumiem. Natomiast w tych przypadkach tę chęć intensywnie stymulowało odpowiednio skonkretyzowane zainteresowanie drugiej strony. Ilu z nas pukało się w głowę z niedowierzaniem, słysząc ile Tuluza zapłaciła za Furmiego? Takie kluby naprawdę stać na wydanie paru milionów euro na kupno nadziei, że z przecietnego piłkarza polskiej ligi nagle zrobi się solidny ligowiec Ligue 1?

Co do Żyrki, akurat za niego kciuki trzymam chyba najmocniej, po pierwsze dlatego, że pograł w pierwszej drużynie Legii już parę sezonów (marzy mi się, żeby tak było w przypadku każdego młodego zdolnego, a nie tak, że jedna dobra runda i odlot), po drugie on ma kilka kapitalnych atutów, które sprawiają, że lubię patrzeć na niego na boisku. Natomiast jeżeli na serio chcemy za niego w tym momencie 5 baniek to... chyba nie ma się co specjalnie martwić o jego przyszłość w Premier League Wink
5niedziela, 23, listopad 2014 14:59
Mohikanin
Lech czy Zagłębie Lubin są obecnie na etapie posiadania lub kończenia budowy akademii piłkarskich złożonych z 7 czy 8 boisk. A my? nawet nie mamy jeszcze planów budowy ośrodka. I będziemy stać w miejscu gdy rywale będą nam uciekać w rozwoju. Próbujemy to nadrabiać sprowadzaniem najbardziej utalentowanych zawodników w kraju w wieku 15-16 lat, ale znowu potem nie za bardzo udaje się nam ich prowadzić.

A te wszystkie problemy o jakich piszę Monrooe wynikają z efektu posiadania jednego boiska treningowego na ponad 200 zawodników. I aby upchać wszystkich zawodników na boisku przeprowadza się jedynie zwykłe treningi. Nie ma w Legii czegoś takiego jak poprawa słabych elementów, brak treningów specjalistycznych czy indywidualny rozwój zawodników. Wynika to z braku boisk do treningów. Stąd po części są różne braki, że nie pracuje się nad słabymi stronami juniorów.
Najlepiej to kiedyś ktoś opisał w artykule o strzałach z dystansu wykonywanych przez graczy rezerw i juniorów Legii- jako że tego elementu nie trenują to żaden z młodych graczy nie potrafił dobrze uderzyć za pola karnego. Kolejny przykład to że akademia Legii produkuje graczy kompletnie nie przygotowanych do gry pod względem kondycyjnym i siłowym.
6niedziela, 23, listopad 2014 18:15
geo
Pare lat temu, jeszcze za czasow Miglasa, proponowalem, zeby Legia zatrudnila do swej akademii szkoleniowcow z Holandii, Francji czy Hiszpanii.
Odpowiedz byla ze polscy szkoleniowcy sa wystarczajaco dobrzy, a czasami sie doksztalcaja i jezdza na kursy szkoleniowe.
Dalej uwazam, gdyby Legia zatrudnila paru zachodnich szkoleniowcow z doswiadczeniem, krzywda by sie nie stala.
7niedziela, 23, listopad 2014 19:00
Monrooe
@ gawin76

Prawdę mówiąc zdaję sobie sprawę, że to nie tylko legijny problem (w zasadzie idealny przykład to Bartłomiej Pawłowski, który jak ulał pasuje do mojej wyliczanki). Niemniej jednak ostatnimi czasy to właśnie my staliśmy się głównym "eksporterem" piłkarskiego narybku na wschód, zachód i południe. Dlatego też o naszych wychowankach pisze się i mówi, stąd też moje skupienie na piłkarzach z Łazienkowskiej 3.

- "Co do Żyrki, akurat za niego kciuki trzymam chyba najmocniej..."

Moje zdanie odnośnie Michała Żyro znasz, jestem pod wielkim wrażeniem jego talentu od lat. Nie dziwi mnie, że osiągnął więcej w Legii niż Rafał Wolski, zawsze twierdziłem, że odejdzie za większe pieniądze i nie zdziwię się gdy Michał zajdzie zdecydowanie dalej od wspomnianego "Wolaka". Niemniej jednak jak patrzę na nonszalancję z jaką gra ostatnio Żyrko, na to maskowanie swoich niedociągnięć to mam coraz większe wątpliwości co do ewentualnej kariery na obczyźnie. Tu chowanie się za plecami kolegów, brak sprintów i powrotów jakoś uchodzi, ale "tam" będzie to niewybaczalne. W każdym razie w Premier Ligue na pewno na to sobie nie pozwolą.

@ Mohikanin

Generalnie wszystko się zgadza, ale trochę nie o tym. Ja podobnie jak gawin nie dziwię się młodym, że wyjeżdżają, ba nie dziwię się nawet, że na treningach doskonalą te aspekty dzięki którym zaistnieli. Mart mnie natomiast, że w pewnym momencie młodzi piłkarze jakby zapominają się na jakim etapie kariery się znajdują. Rafał Wolski, czy Dominik Furman dość szybko osiągnęli pewien pułap i wyjazd miał być dla nich kolejnym bodźcem do ciężkiej pracy. Niestety zamiast pracować nad swoimi wadami skupili się na zaletach, jakby myśląc, że jeśli wystarczały one tutaj, wystarczać będą też za granicą. Z tym, że.... przecież one, znaczy się te zalety, nie wystarczały nawet u nas. Czy Wolski, Furman, Łukasik, byli podstawowymi zawodnikami jedenastki "wojskowych"? Nie wydaje mi się, skąd więc pomysł, że tam, na obczyźnie wystarczy żeby "tylko dali im grać", a wtedy oczarują wszystkich wokół.

Dlatego też to o czym piszesz jest problemem i to niemałym, ale to jeden z aspektów, który nie przeszkadzał nam "wyprodukować" całkiem obiecujących młodych zawodników. Szkoda tylko, że oni tak szybko przeszli nad swoim talentem do porządku dziennego, jakby ta namiastka kariery, którą zrobili było tym, co w zupełności im wystarczy.

@ geo

- "Dalej uwazam, gdyby Legia zatrudnila paru zachodnich szkoleniowcow z doswiadczeniem, krzywda by sie nie stala."

Problem braku trenerów dotyka nie tylko nasz klub, rozwiązanie niestety nie jest takie proste. Trenerom z odpowiednim wyszkoleniem, ściągniętym z za gracy trzeba byłoby zapłacić i to naprawdę niemałe pieniądze. Ale nawet gdybyśmy się zdecydowali, to okazałoby się, że ściągnęliśmy ich do rzeczywistości, o której słusznie wspomniał Mohikanin.
8poniedziałek, 24, listopad 2014 10:50
iocosus
Akademia w naszych realiach to cały czas „melodia przyszłości”, coś co mimo że już funkcjonuje i to kawałek czasu, ale w zasadzie dopiero powinno się narodzić w odpowiedniej infrastrukturze i z adekwatnym programem szkoleniowym.

Natomiast nie jestem przekonany, że perturbacje naszych piłkarzy to dowód na szwankującą Akademię, choć że ona szwankuje i w zasadzie „Akademią” jest raczej jedynie z nazwy to fakt. Ale nie piętnujmy jej, bo jeszcze komuś przyjdzie do głowy myśl, że oto są dowody zasadności jej funkcjonowania.

Wolski z Furmanem, „zarobili” na egzystencję „akademii”, ich problemy nie muszą być podstawą do tworzenia tezy, że szkółka „produkuje buble”. Takie założenie by było wręcz szkodliwe. Problem z młodymi polskimi piłkarzami za granicą jest złożony i jeżeli już to „powszechny”. Wybijają się jednostki, większość grzęźnie i na zmianę takiej prawidłowości potrzeba lat. Holendrzy mają wzorcowy system szkolenia, a i tak niektórzy adepci ich szkółek, nie zdają futbolowego życiowego egzaminu.

W zasadzie gdyby Milik nie przeszedł do Ajaxu, to byłby dużo bardziej negatywnym przykładem niż nasz Furman. Buńczucznie zapowiadał, że zawojuje świat, a kisiłby się w rezerwach dużo dłużej od Dominika. Wiara w siebie, nawet na zasadzie „aroganckiego zadufania” Milikowi pomogła, kwestia żeby nie była przyczynkiem „spoczywania na laurach”, szczerze powiedziawszy, nie wiem jak to jest w przypadku Dominika Furmana.

Ile trzeba mieć roztropności w wyborze klubu dla optymalnego rozwoju pilkarskiej kariery dowodzą losy Mateusza Klicha. Nie wierzę, że powrócił do Bundesligi i stał się ‘leniem patentowanym’, znali go, wiedzieli jakie ma mankamenty, a jednak zapłacili za powrót i później nawet szansy zaistnienia nie otrzymał.

Wolski – geniusz piłkarski posiadał moim zdaniem większy od Dudy, ale Słowak bije Rafała motoryką na głowę. Wiedząc jakie ma braki, jako dwudziestolatka wysłano go do Włoch, bezpośrednio po kontuzji i po rocznym rozbracie z piłką. Kto o tym zadecydował, niech odpowiedzialność bierze na siebie. Dziś można już powiedzieć, że ten ruch to był niewypał!

Pełna zgoda co do wydolności Żyry, ale on już jest kilka lat na poziomie pierwszej drużyny i tego parametru nie poprawił, a w takim razie, pod tym względem to do jego szkolenia na etapie juniorskim pretensji nie roszczę. Fakt, że Żyro to specyficzny „typ”, mimo dobrych warunków fizycznych, na wyspach też go jakoś nie widzę, ale on nawet w naszej ekstraklasie miewa problemy gdy „gwiazdorzy”.
9poniedziałek, 24, listopad 2014 11:14
Monrooe
@ iocosus

- "Wolski – geniusz piłkarski posiadał moim zdaniem większy od Dudy, ale Słowak bije Rafała motoryką na głowę. "

I tu się z Tobą (zresztą nie tylko tu, ale na tym się skupię) zgadzam. Problem "Wolaka" polega na tym, że to swojego "geniuszu" nie dołożył już nic, a Duda obudowuje swój talent jak może. Jeśli miałbym, więc wskazać podstawową różnicę pomiędzy młodzieńcami (poza wspomnianą przez Ciebie skalą talentu) to powiedziałbym - głowa.

- "Dziś można już powiedzieć, że ten ruch to był niewypał! "

Znów się zgodzę, natomiast nie zgodzę się z jednym stwierdzeniem, którym się posłużyłeś, mianowicie wysłano. Przypominam, nikt, nikogo nie wysłał, to Rafał był głównym inicjatorem owej "wysyłki". Nie do końca w zgodzie z własnym menażerem. Klubowi było to rękę, bo Wolskiemu kończył się kontrakt, a chęci na pozostanie chłopak miał bardzo niewiele (o ile miał jakiekolwiek). Wygląda więc na to, że wracamy do tego samego punktu co wyżej - głowa.

I w zasadzie tegoż problemu dotyczył powyższy, popełniony przeze mnie tekst. Nie jest to kwestia akademii, a pewnych uwarunkowań i samej świadomości młodych ludzi. Jedni, tak jak wspomniany Ondrej Duda, wiedzą czego chcą i robią wszystko aby dopiąć swego, inni dość szybko zadowalają się tym co mają i osiadają na laurach. Wynosząc na piedestał to co potrafią i co już osiągnęli. Wspomniany Arkadiusz Milik jest świetnym przykładem, dotąd szukał, aż znalazł, a mógł siedzieć na ciepłej i intratnej posadce u aptekarzy. Podobnie znajduję Stępińskiego, który bardzo pozytywnie zaskoczył mnie decyzją powrotu do Polski. Widać, że celem tego chłopaka nie jest przytulenie okrągłej sumki co miesiąc, a gra w poważnym klubie i to marzenie stara się za wszelką cenę realizować. Szkoda, że nasi wyglądają na zadowolonych.
10poniedziałek, 24, listopad 2014 11:32
a-c10
Ja bym się skoncentrował najpierw na aspektach mentalnych. Po pierwsze, wychodząc od poruszonych przez Zbyszka ograniczeń ludzkiego potencjału, chciałbym zwrócić uwagę na dość często występującą przypadłość futbolowego (i chyba ogółem sportowego) światka. Otóż wielokrotnie patrzymy na jakiegoś nastolatka, któremu akurat udało się zagrać dwa, trzy, osiem dobrych spotkań i wyobrażamy sobie, że skoro on już teraz tyle potrafi, to za kilka sezonów o-ho-ho i w ogóle! A tak wcale być nie musi. Owszem, nasz koleżka może w niedalekiej przyszłości być rozchwytywany przez Bayerny, Reale i innych potentatów. Tego, rzecz jasna, należałoby mu życzyć. Niemniej, równie dobrze - a raczej, jak pokazuje praktyka, znacznie prawdopodobniej - może też wtopić się w ligową szarzyznę i miast na Santiago Bernabeu większość kariery spędzić np. na stadionie przy ul. Okrzei w Gliwicach. I wcale nie dlatego, że się nie starał, że mu sodówa eksplodowała, czy co tam jeszcze. Po prostu taki właśnie będzie próg jego możliwości. I w takim wypadku, moim zdaniem, absolutnie nie należy chłopaka krytykować. Ot, zrobił co był w stanie.

Tu można gładko wejść z punktem drugim, czyli po wariacku latającym wahadłem społecznych oczekiwań i nastrojów. Każdy młody kandydat na piłkarza, który na pięć prób zdoła trzykrotnie posłać gałę tam, gdzie chciał, jest automatycznie obwoływany nową gwiazdą i wielką nadzieją. Jednak gdy tylko tych nadziei błyskawicznie nie spełni, zaczyna się wieszanie psów i obwoływanie chłopaka drewniakiem i zmarnowanym talentem. OK, w pewnym stopniu jest to zrozumiałe. Zwłaszcza w Polsce, gdzie mamy gigantyczny głód sukcesu i bardzo byśmy chcieli, aby naszych piłkarzy jednym tchem wymieniano obok Messiego i C. Ronaldo. No, a przynajmniej Di Marii i Robbena. Tyle tylko, że dobrze by się odwołać do staropolskiego "znaj proporcjum, Mocium Panie!". Nie szalejmy. Ani z zachwytami, ani z krytyką. Dajmy tym naszym nieopierzonym skórokopom wejść kilka razy na jakiś szczyt, lub chociażby szczycik i parokrotnie z niego zlecieć. A dopiero potem ferujmy wyroki.

Pozostając w obszarze społecznego/medialnego (w gruncie rzeczy jedno i to samo) odbioru, warto by też, jak sądzę, urealnić nieco język, jakim posługujemy się w odniesieniu do naszego futbolu. Od kilku lat mnóstwo się u nas gdacze o jakichś tam "akademiach". Ja już tu chyba kiedyś o tym pisałem, więc w razie czego przepraszam za dubla, ale... Akademie?!? Osz chorobcia, a dlaczego nie od razu Uniwersytety, z całą strukturą wydziałów i katedr, otoczką, fikuśnymi nakryciami głowy, ceremoniami promocji i - last but not least - juwenaliami? To smutne, ale obecnemu poziomowi szkolenia piłkarzy w Polsce określenie "akademia" pasuje mniej więcej tak samo, jak śp. Andrzejowi Lepperowi tytuł doktorski. Owszem, coś się dzieje. Legia stara się zbierać najzdolniejszą młodzież i promować ją w pierwszym zespole. Lech i Zagłąbie rozwijają infrastrukturę. Fajnie. Wszystko fajnie. Pamiętajmy jednak, że do zrobienia pozostało jeszcze naprawdę dużo, zanim w ogóle będziemy mogli z czystym sumieniem stwierdzić, że szkolimy. I na poważnie oczekiwać od szkolonych jakiegoś określonego poziomu.

Na koniec dwie rzeczy, które dręczą mnie od lat. Najpierw zarobki. Ja wiem, że to niezbyt ładnie wściubiać nos w cudzy portfel. Niemniej, jestem święcie przekonany, że gdy - za przeproszeniem - smarkacz, który tak naprawdę niczego jeszcze w życiu nie osiągnął, za miesiąc niezobowiązującego szurania gały dostaje tyle, ile jego ojciec za kwartał ciężkiej tyrki, ryzyko powstania bajzlu w jego głowie robi się ogromne. Obowiązków nie ma praktycznie żadnych. Ot, na dwie-trzy godzinki podskoczy do klubu, trochę pobiega, trochę pokopie i tyle. Jego rówieśnicy wciąż proszą starych o kieszonkowe i/albo dorabiają na truskawkach, a on podjeżdża pod knajpę własną, wypasioną furmanką i lśni kajdanem na klacie. To naprawdę nie jest zdrowe.

Powie ktoś, że w poważnych piłkarsko krajach zarabia się jeszcze więcej. Tak, ale tam jest konkurencja. Każdy kolejny rocznik to dziesiątki utalentowanych chłopaków. W związku z czym nasz smarkacz musi na każdym kroku udowadniać swą wartość. Inaczej kontrakt, który właśnie podpisał, może być tak pierwszym, jak i ostatnim w jego zawodowej karierze.
11poniedziałek, 24, listopad 2014 17:42
Moros
Ciekawy aspekt poruszyłeś Monrooe. Ostatnio nawet napisałem w innym miejscu, że nasi młodzie piłkarze robią nam "średnią" reklamę "na zachodzie". Wprawdzie odpowiedziałeś, że z tą antyreklamą to nie powinno się przesadzać, gdyż nasi zawodnicy dobrze pokazali się na wschodzie (i podałeś parę trafnych przykładów), ale mimo wszystko "na zachodzie" za dobrze nie wyglądamy.

Ja jednak chciałbym dopisać coś jeszcze. Uważam, że nawet w Polsce nie mamy się za bardzo czym poszczycić. O Jagielle sporo już zostało napisane. Ale najświeższy przykład to Michał Efir. Chłopak, na którego powrót wiele osób czekało i sporo było głosów protestu gdy się okazało, że idzie on na ulicę Cichą w Chorzowie. Jednakże w tej chwili praktycznie słuch po nim zaginął. Przegrywa rywalizację i z Kuświkiem i Viśniakowowsem.... Jeszcze wcześniej odszedł Jakub Szumski i też były lament szczególnie dziennikarza Jóźwiaka na Twitterze, a okazało się, że nie tylko Legia to dla niego za wysokie progi ale i Piast Gliwice. Ostatnim czasy wielu naszych "młodych" poszło na wypożyczenia do niższych lig i chyba tylko o Jakubie Araku i częściowo Przemysławie Mizgale nie dało się zapomnieć. Reszta, z Gąsiorem, Widejką, czy Bogusławskim na czele zniknęła z pola widzenia. Oczywiście da się o nich przeczytać tu i ówdzie, gdyż legijne portale prowadzą od jakiegoś czasu cotygodniowe podsumowanie ich występów, ale jak na zawodników którzy w zamyśle mieli iść i odgrywać w swoich zespołach kluczowe role, to nie wygląda to optymistycznie. Widejko to już chyba nawet nie jest naszym zawodnikiem...

Ktoś gdzieś jakiś czas temu napisał, że już nawet nie "na zachodzie" ale nawet w Polsce nasze "gwiazdki akademii" zaliczają bardzo twarde lądowanie. I chyba sporo jest w tym racji, co jak na opinię o naszej akademii, daje sporo do myślenia.
12wtorek, 25, listopad 2014 10:09
Monrooe
@ a-c10

To co opisujesz to całkiem zgrabna diagnoza całości zagadnienia. Ja jednak nie ukrywam, że aż tak ambitny nie byłem. Skupiłem się na wspólnym mianowniku kilku naszych chłopaków, czyli braku chęci, tudzież braku świadomości potrzeby, dalszego rozwoju, jaki powinien nastąpić po osiągnięciu pewnego pułapu. Ten pułap w zupełności im wystarcza i zdają się sądzić, że więcej czynić nie muszą. Jest to problem, który być może jest pochodną jakiejś "dziury" w szkoleniu mentalnym, ale być może jest to przejaw ogólnej postawy młodzieży w Polsce. Przynajmniej do jakiegoś momentu, bo ta rywalizacja, o której wspominasz zdaje się zaczyna być coraz bardziej widoczna. Umiejętności, których posiadanie do niedawna nobilitowało zaczynają być coraz bardziej powszechne. A klubu coraz więcej uwagi przykładają do cech charakterologicznych, ba, w niektórych rola charakteru i cech wolicjonalnych zaczyna górować nad zdolnościami techniczno-taktycznymi.

@ Moros

- "Wprawdzie odpowiedziałeś, że z tą antyreklamą to nie powinno się przesadzać..."

Nadal uważam, że nie jest pod tym względem źle, nawet po powyższym, dość smutnym podsumowaniu. Ogólnie mamy mocną markę i zainteresowanie naszymi zawodnikami jest naprawdę duże (przez duże D). Być może dlatego, że jak już wspominałem w naszej poprzedniej rozmowie każdy przypadek traktuje się indywidualnie. Pewnie dlatego, że czynników wpływających na rozwój piłkarza jest mnóstwo (przykład Milika), pewnie też dlatego, że każdy kto wypatrzy "perełką" wierzy, że poprowadzi ją o wiele lepiej od poprzedników (i tu co ciekawe znów idealny jest przykład Milika, którego pomimo niepowodzeń Ajax "łyknął" jak młody pelikan, a przegranymi w całej sprawie wydają się "Aptekarze").

Fajny jest ten wywiad z Dorną, który podrzucił to gawin, który nastraja optymistycznie. Ale prawdę mówiąc wystarczy popatrzeć na kadry naszych ligowców. To co do niedawna wydawało się abstrakcją, dziś jest codziennością. W składach roi się od młodzieżowców i nastolatków, co najważniejsze, niektórzy z nich odgrywają ważne role w swoich zespołach. A przecież nie tak dawno wartość miał piłkarz po 30, doświadczony, umiejący swoją boiskową "mądrością" nadrabiać wszelkie braki. Dziś stawia się na młodych z brakami, bo jest wiara, że te braki szybko znikną i z "brzydala" wykluje się "piękny łabędź", którego sprzedaż przyniesie środki na utrzymanie. Może motywacja nie do końca taka jak trzeba, ale efekt już jak najbardziej pożądany. Powoli zapełniamy boiska Ekstraklasy zdolną młodzieżą.
13wtorek, 25, listopad 2014 19:11
Zbyszek
@Monrooe.

"Powoli zapełniamy boiska Ekstraklasy zdolną młodzieżą".

Że młodzieżą to zgoda, ale od razu zdolną? Przesada. Niestety nie podnosi to poziomu naszej piłki. Po prostu kluby są biedne i nie stać ich na zakup jakiej takiej klasy zawodników, nawet z I ligi, nie mówiąc już o tych z zagranicy, nawet tej bliskiej. Tzw. młody musi sobie wywalczyć miejsce w drużynie, a nie dostawać je za darmochę. Tak jak w większości naszych klubów. Świadczy to o tym, że rywalizacji w większości z nich nie ma. Konkurencja jest, nie tylko w sporcie, najlepszą receptą na postęp.

Widać to także w Legii. Pomiędzy zawodnikami tzw. pierwszej drużyny a resztą, poza nielicznymi wyjątkami, jest przepaść. Trener Berg uzupełnia skład kadry pierwszego zespołu zawodnikami młodymi nie dlatego, że oni są dobrzy i gotowi na grę np. w LE, ale dlatego, że nikogo lepszego nie ma. I kiedy ma kilka kontuzji to nie ma wyboru. Oczywiście przy okazji ci młodzi powinni się rozwijać i doskonalić. Ale rozszerzmy spojrzenie na tych niesprzedanych. Mamy np. Kalinkowskiego. Ma on spore umiejętności, jako jeden z niewielu potrafi odebrać piłkę. Co z tego jak już po 25 minutach nadaje się do zamiany. Naprawdę musimy coś z brakiem wytrzymałości naszych młodych zawodników zrobić. Wiemy, że w I drużynie nie ma na to czasu i trener Berg powinien otrzymywać gotowy fizycznie materiał. Lecz podobnie jest tam, gdzie to się powinno dziać, czyli na zapleczu. Ale tu też mamy presję wyniku, bo kierownictwo chce awansu do II ligi. Więc wpadamy w pułapkę, albo chcemy awansu z niegotowymi motorycznie na grę na wysokim poziomie zawodnikami, albo grę w rezerwach traktujemy szkoleniowo? Tych dwóch zadań pogodzić się ze sobą nie da. Bo młody zawodnik począwszy do 17-18 roku życia kiedy ma gotowy na to rozwój fizyczny musi kształtować siłę i wytrzymałość, a grę traktować doskonaląco, a nie docelowo. I tak kółko się kręci, ale od tego kręcenia niewiele dobrego przybywa. I ma słuszność a-c10, że w Legii jest najwięcej wyróżniających się zawodników w wieku 14-16 lat z Polski. Praktycznie nie ma takiej możliwości, aby ich wszystkich zmarnować. Kilku się nie da. Tylko jak widać to żadna naszych szkoleniowców na niższych szczeblach zasługa. I ma rację Moros, że u nas za talenty robili i robią ci, którzy w słabszych klubach sobie nie radzą.

Ja nadal apeluję o selekcję poprzez trening. I nadal jest to głos wołającego na puszczy. Bo póki co hołubimy, chwalimy, wystawiamy, pokazujemy, a nie wiemy który lepszy i który się do gry na wysokim poziomie nadaje. Bo celem ma być nie bycie w I zespole, ale granie w nim z mocnymi, zagranicznymi rywalami. Więc na najbliższą przyszłość czekają nas kosztowne wzmocnienia jeżeli naprawdę chcemy zdobyć Mistrza i awans do LM. Bo naszej młodzieży na razie jedynym atutem jest wyłącznie młodość. To o dużo za mało.
14środa, 26, listopad 2014 14:53
Senator
Panowie wszystko co tu piszecie jest ok.
Pamiętajmy jednak ,że Ci młodzi ludzie to dopiero kandydaci na piłkarzy o panach piłkarzach nie wspominając czyli pierwszy błąd może powstać już na etapie wyboru tych rokujących. Mówiąc jaśniej, może nie wszyscy zasługują aby o nich pisać, To rzecz naturalna i do nikogo pretensji mieć nie można.
Sami niejednokrotnie wspominamy, jeden do jedynki co rok a byłoby super.
Tu wymieniamy nie trzech czy czterech a licząc wypożyczonych kilkunastu. Ska więc pomysł ,że większość ma zaistnieć?
Aby zostać panem piłkarzem trzeba mieć to coś, ten "dar od Boga" lub być tak pracowitym jak Kuba Rzeźniczak. Nie każdy rocznik będzie miał takiego piłkarza który ma to coś, poprze to głową i pracą, nie każdy rocznik ma piłkarza tak ambitnego jak wyżej wspomniany. Tak się dzieje przecież nie tylko u nas. Tu jest norma ,że z tabunu zdolnych i pracowitych zaistnieją nieliczni a wybitnych będzie jeden na kilka lat.
Przecież doskonale wiecie ilu piłkarzy którzy grali np w reprezentacjach olimpijskich zrobiło kariery na miarę pierwszych oczekiwań, jak napisze 1/3 to chyba przesadziłem więc tak to działa i jest to normą.
Jasne nasza akademia? ( z jednym boiskiem nie wiem czy można to tak nazwać)
niby od kilkunastu lat to jednak cały czas w pączku który ma się rozwinąć.
O efektach pracy to możemy mówić jak będzie ukształtowana w pełni z odpowiednią infrastrukturą, odpowiednią ilością przeszkolonych i doświadczonych trenerów itp itd.
Teraz to jest takie rzeźbienie i jak na ta chwilę tragedii nie ma.
15środa, 26, listopad 2014 17:29
Zbyszek
@Senator.
Ten temat to jest rzeka.Podam na przykładzie : opisuje ktoś monetę i relacjonuje co znajduje się na awersie, a drugi przedstawia to co jest na rewersie. Dopiero te dwie relacje dają obraz całej monety.Życie sportowe jako część życia społecznego jest jeszcze bardziej zróżnicowane, wielorakie, wielopłaszczyznowe i wielopoziomowe. Nic w tym dziwnego,że każdy może oddzielny aspekt poruszyć I każdy będzie jednocześnie miał rację i nie będzie jej miał równocześnie.

Trener Magiera, człek rozumny, w wywiadzie mówi to o czym ja piszę od lat.Że jest czas na szkolenie , na doskonalenie i zbieranie owoców.I druga drużyna ma zadania dawania gotowców do pierwszego zespołu, ale nie może być przechowalnią tych, których okrzyknięto talentami.Nie wspomina o infrastrukturze, bo tłumaczenie,że jej nie ma jest łatwizną. Sama Akademia jako obiekty, boiska niczego nie załatwią. Musi być model profesjonalny klubu. W skrócie; każdy ma robić na swoim podwórku to co pozwoli stworzyć nową, lepszą jakość.

No i kwestia o ogromnej doniosłości. Póki nie skończymy z mitem,że tylko w byle jakim klubie , byle obcym nasi piłkarze mogą zanotować rozwój, niczego na krajowych boiskach nie osiągniemy. W dużym stopniu ma rację Monrooe kiedy pisze,że możemy mieć zdolnych do gry w Ekstraklasie młodych piłkarzy. Tylko,że zaraz stawiamy im przykłady Lewandowskiego czy Glika i ustawiani oni są pod ścianą. W kraju gra dla młodego to obciach.Z tym się fundamentalnie nie zgadzam.

Lecz pisanie o relacjach z zagranicą piłeczki to temat na oddzielne opracowanie. Podobnie jak to na czym naprawdę polega rozwój w tzw. lepszych klubach.
Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1