A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Wisła Płock - Legia 2-1: Kara za błędy

W meczu trzynastej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Płocku z Wisłą. Fatalne błędy w obronie doprowadziły do trzeciej porażki naszej drużyny w ligowym sezonie. Jedyną bramkę dla Legii zdobył z rzutu karnego Josué.

 

Trener Runjaić nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Augustyniaka. Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Johansson, Jędrzejczyk, Nawrocki – Wszołek, Slisz, Josué, Sokołowski, Mladenović – Rosołek, Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kamiński - Šulek, Rzeźniczak, Chrzanowski, Krywociuk - Rasak, Furman, Szwoch – Davo, Lewandowski, Wolski.

Legia zaczęła aktywnie, uzyskując wyraźną przewagę nad Wisłą. W 11. minucie Rosołek oddał strzał głową po dośrodkowaniu Wszołka, jednak Kamiński nie miał problemów ze złapaniem piłki. Trzy minuty później wolej Rosołka poszybował wysoko nad bramką. W 17. minucie Mladenović ładnie uwolnił się od przeciwnika na połowie Wisły, ale uderzenie Serba było bardzo nieprecyzyjnie. W odpowiedzi groźnie zaatakowali gospodarze. W dobrej sytuacji znalazł się Lewandowski, na szczęście chybił z kilku metrów. W kolejnej akcji celnym, soczystym strzałem popisał się Slisz, jednak dobrze ustawiony Kamiński złapał piłkę. W 24. minucie strzał Carlitosa poszybował w środek bramki. W 24. minucie zaskakujący strzał na bramkę Tobiasza oddał Šulek. Piłka przeszła nad poprzeczką. W 30. minucie Josué i Szwoch zostali upomniani żółtymi kartkami za przepychankę. W 34. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Rosołek.

Do przerwy było 0:0. Legia grała ustawiona wyżej niż zwykle, zwłaszcza w pierwszej fazie meczu często atakując przeciwnika na jego połowie, ale ten sposób gry nie przełożył się na czyste sytuacje strzeleckie.

W 51. minucie legioniści przejęli piłkę po wybiciu Kamińskiego. Josué uderzył sprzed pola karnego, ale nie trafił w bramkę. W 55. minucie Wszołek nie trafił dobrze w piłkę głową po dośrodkowaniu Mladenovicia. Niestety znacznie lepiej zachował się po drugiej stronie boiska Lewandowski. Napastnik Wisły zgubił krycie naszych obrońców i umieścił piłkę w bramce po dośrodkowaniu Wolskiego. Łatwo stracona bramka nie zdeprymowała legionistów, którzy szybko zareagowali na niekorzystny wynik. W 60. minucie Josué podał do Mladenovica, który został powalony w polu karnym przez Šulka. Do jedenastki podszedł Josué i precyzyjnym strzałem doprowadził do wyrównania. W 63. minucie Kramer i Kapustka zmienili Rosołka i Sokołowskiego. W 65. minucie ładną akcją popisał się Carlitos, uderzył mocno, niestety skończyło się tylko rzutem rożnym. Za chwilę strzał Josué został pewnie obroniony przez Kamińskiego. W 70. minucie wyśmienitą okazję na bramkę miał Kramer, który uderzył głową po dośrodkowaniu Slisza. Kamiński odbił strzał naszego napastnika. W 72. minucie Kamiński złapał piłkę po strzale Kapustki. Kiedy wydawało się, że gol dla Legii jest kwestią czasu, katastrofalny błąd popełnił Johansson, który w 73. minucie wystawił gospodarzom piłkę na kontrę. Wolski podał do zmiennika Sekulskiego, który uprzedził Nawrockiego w polu karnym i zaskoczył Tobiasza. W 82. minucie Baku zastąpił Johanssona. W 84. minucie Tobiasz instynktownie obronił strzał Warchoła. W 88. minucie okazję strzelecką miał Nawrocki. Piłka wyszła na rzut rożny. W doliczonym czasie gry w Legii pojawił się jeszcze Muçi. Legioniści nie byli już w stanie wykreować sobie okazji do wyrównania. Gospodarze wykorzystywali mnożące się nerwowe zagrania legionistów do utrzymywania piłki z dala od swojego pola karnego i spokojnie utrzymali prowadzenie.

Takie porażki bolą, ale nie są one efektem przypadku, lecz miarą braku klasy naszego zespołu i jego poszczególnych ogniw.

Legia wkrótce zmierzy się z Wisłą Płock ponownie. We wtorek obie drużyny czeka mecz o awans do kolejnej rundy pucharu Polski. W przyszłą sobotę w Warszawie dojdzie natomiast do ligowej rywalizacji z Pogonią Szczecin.

Dyskusja (3)
1piątek, 14, października 2022 23:51
anonimowy_legionista
Potencjał ofensywny Legii jest wykastrowany do maksimum. Od jesieni zeszłego roku każdy wie, że Johansson radzi sobie dobrze jako nominalny prawy obrońca, a nie pół-prawy (zwał jak zwał).
Filozofia Runjaicza znana jest dobrze Pogoni więc się nie zmieni. Pytanie jak długo będziemy brnąć w ten zaułek.
Takimi meczami utrudnia sobie Legia utrudnia sobie odbicie tytułu MP.
2sobota, 15, października 2022 00:14
CTP
Jak zobaczyłem w wyjściowym składzie Johansona, to się zastanawiałem, ile zrobi baboli w tym meczu i ile przez to stracimy bramek. Nie mam pojęcia, co kierowało Runjaicem, że go desygnował do gry ale mam nadzieję, że dzisiaj trener wyleczył się z tego piłkarza. Powoli wykrusza się nam komputerowy zaciąg Kucharskiego i chyba dobrze.
No ale jedna sprawa, to kto nam zawalił mecz a druga, to nasza ofensywna niemoc. Puściłem sobie jeszcze raz fragment I połowy i mój wniosek jest taki, że za to drugie odpowiada para Sokołowski i Josue. Obydwaj dzisiaj grali na pozycji nr 8 i w założeniu chyba mieli grać w pionie i się wymieniać przy kreowaniu akcji z własnej połowy. Obydwaj zagrali wręcz fatalnie. Josue strasznie spowalniał grę i unikał pola karnego Wisły jak ognia. Zachowywał się często tak, jakby jego jedyną rolą w tym meczu było podanie piłki do wahadeł. Z kolei udane zagrania Sokołowskiego można było policzyć na palcach jednej ręki a w polu karnym Wisły bywał równie rzadko, co jego kolega z Portugalii. Jeśli gramy jednym napastnikiem, na dodatek o takiej charakterystyce jak Carlitos, to podstawowym zadaniem obydwu panów jest wykreowanie mu okazji strzeleckiej.
Na plus w tym meczu Nawrocki i Slisz. Nieźle też zagrali Wszołek i Mladen. No ale to trochę za mało, żeby wygrać.
W najbliższy wtorek kolejny sprawdzian z tym samym przeciwnikiem. Jeśli odpadniemy z PP, to stołek pod Runjaicem pewnie się zrobi bardzo gorący. I chyba słusznie, bo klub nie płaci trenerowi za spacery jego piłkarzy po boisku i unikanie gry. Może pora poważnie porozmawiać z Josue, bo chyba za pewnie się poczuł w Legii.
3sobota, 15, października 2022 11:53
Zbyszek
W minioną środę media światowe uraczyły publikę obrazem ze stadionu Legii na którym kibice polscy i ukraińscy utworzyli z kartonów flagi Polski i Ukrainy. Obok tego wydarzenia odbył się mecz LM pomiędzy Realem Madryt a Szachtarem Donieck.
Mój gust wypaczony nawiedziła przy tej okazji taka oto refleksja.
Wojna ma swój nieprawdopodobny urok utrzymując zainteresowanie nią na wysokim poziomie przez cały czas jest trwania. Jest to tragedia , która napędza wszystkie media. Widzowie i słuchacze zachłystują się coraz nowszymi newsami. Lecz największym magnesem jest dramat dzieci, nawet nie sama śmierć, ale zgrabnie pokazany pusty wózek. Tak, tragedia dzieci to jak wygrana na loterii. Oczywiście redakcje łączą się w bólu wpinając wstążeczkę w obraz. Opiniotwórcze media doniosły ,że grozi na załamanie rynku, bo może zabraknąć kawioru ze Wschodu i szparagów z Zachodu. Portale społecznościowe zakwitły, gdy miliony użytkowników klikaniem wyraziły swe poparcie dla ofiar. Były też i bardzo pozytywne informacje, a mianowicie jedna z blogerek modowych miała być w Lwowie w czasie gdy na miasto spadały rakiety ,ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Słychać było jak wszystkim spadł głaz z serca.

Wczorajszy mecz dostarczył nowych przemyśleń w temacie czemu jak subiektywnie jest lepiej , to obiektywnie bywa gorzej.
W felietonie o "Meandrach wiedzy" z lekka napocząłem temat niezgłębionych tajemnic ludzkiej psychiki ,a osobliwie tego o czym traktuje stare jak świat przysłowie ,że "Jeszcze się taki nie narodził ,co by wszystkim dogodził". Na poziomie ogólnym mamy do czynienia z takimi na pozór dziwacznymi zjawiskami jak fakty, że im bardziej rośnie zamożność społeczeństwa, tym bardziej spada ilość urodzeń dzieci, że im ludzie stają się bogatsi ,tym są bardziej nieszczęśliwi, a ilość osób dotkniętych depresją gwałtownie przyrasta. Na poziomie sportu, a osobliwie futbolu stan aspiracji staje się niewspółmierny do możliwości ich spełnienia. Ten stan w którym ktoś jest zawiedziony w swych nadziejach, albo czuje się nieusatysfakcjonowany nazywa się potocznie i naukowo frustracją. My, kibice Legii po wczorajszym spotkaniu czujemy frustrację, bo drużyna zagrała dobrze i wreszcie poprawnie w ataku ,a mimo to przegraliśmy. Frustracja może być też spowodowana nieobecnością czegoś lub napotkaniem przeszkody do realizacji celu. Trudności zwane są zewnętrznymi, kiedy pochodzą ze środowiska lub wewnętrznymi , kiedy zależą od jednostki. Frustracji nie definiuje się w odniesieniu do konkretnej przeszkody, bowiem w rzeczywistości nie można przewidzieć co podmiot uzna za przeszkodę. Sytuacja, którą jedna osoba uznaje za korzystną , może być przez inną uznana za frustrującą. W tym wypadku za klasyczny można uznać stosunek do tzw. pomyłek sędziowskich. Jedni uważają ,że zostali skrzywdzeni, a drudzy ,że sędzia się nie pomylił. Media ze swej podłej natury nadają rozgłos tylko jednej stronie i to tej rzekomo pokrzywdzonej.
Reakcje na frustracje są zróżnicowane i zależą od natury czynnika, jego znaczenia oraz od osobowości osoby sfrustrowanej. Na ogół reakcją na frustrację jest agresja. Taka agresja jest tym większa im większe nadzieje najpierw zostały pobudzone, a następnie zniweczone. Tak było kiedy nadmiernie nadmuchano balon oczekiwań przez MŚ w 2018 roku, tak było niedawno z kibicami Lecha, którym wmówiono ,że Legia to chłopiec do bicia i tak dzieje się z kibicami Legii przekonanymi ,że Legia to potęga. Wrogie uczucia na ogół skierowane są przeciwko sprawcy lub przeszkodzie, mogą być też skierowane na przedmiot zastępczy, o czym wiedzą manipulatorzy opinii publicznej lub też przeciwko sobie. Frustracja raz wywołana albo ma walor trwałości ,albo zmienia się w regresję. Aby frustracja nie prowadziła do nadmiernego spustoszenia to trzeba ją sobie uświadomić i zwyczajnie nauczyć się z nią żyć czyli ją oswajać i przyswajać. O czym po wczorajszym spotkaniu mówić łatwo ,ale zrobić trudno.

Teoretycznie można oglądać świat mówiąc potocznie przez różowe lub ciemnie okulary. Generalnie mówiąc retrospektywnie to dostrzec można wszędzie postęp, ale ludzie w tym kibice zawsze wynajdą jakiś powód do niezadowolenia. To jest takie stałe dążenie do ideału czyli do tego co nie istnieje, bo istnieć nie może. To tak jak z liczbami - nie ma liczby największej , bo zawsze znajdzie się od niej większa. Teraz na tapecie jest styl Legii co wielu uważa za brak stylu. To jest tak jak narzekanie na brak pogody, która jest zawsze ,a która nie zawsze nam pasuje i wtedy twierdzimy ,że jej nie ma. Identycznie jest z tym stylem. Otóż Legia wypracowuje swój styl gry, lecz nie każdemu on się podoba. Powiem więcej, nie musi się podobać. Wczoraj było w miarę stylowo, ale wynikowo nie za bardzo. Można więc pokusić się o stwierdzenie ,że im więcej narzekań na styl , tym lepsze wyniki. Z pragmatycznego punku widzenia pozostaje tylko kontynuacja Jako facet , którego życie nie rozpieszczało mogę zauważyć, że są tacy którym choćby dupy miodem smarować to i tak im się nie dogodzi. A u nas jeszcze do tego dochodzi taka podła zajadłość, żeby dopiec, żeby dokuczyć. Nie czeka się na efekty ,aby podsumować z jakiejś perspektywy czasowej np. po rundzie ,ale podsumowań dokonuje się po każdym meczu, a właściwie po każdej porażce . Tak jak by ci "oceniający" bali się, że szamba nie zdążą wylać. A przecież na tzw. chłopski rozum to wszyscy powinni przywyknąć, że porażki są wpisane w samą istotę sportu, są jego sednem. Jest oczywiste ,że wszyscy uczestnicy dążą do wygranej, więc po porażce można ewentualnie ocenić czy zrobili wszystko co w ich mocy, aby to pragnienie zaspokoić. Jest takie racjonalne myślenie, że każda wygrana nas do celu przybliża, a każda porażka nas od celu oddala. Lecz przecież jako ludzie rozumni musimy mieć świadomość własnych samoograniczeń czyli odpowiedzieć sobie na pytanie czy na pewno dysponujemy siłami i środkami, aby cel zrealizować. I w tym kontekście musimy wiedzieć czy nam zwyczajnie sił wystarczy. Niestety magazyn energii człowieka nie jest niewyczerpany. U sportowca trening sprawia ,że ilość i jakość energii ( wydolność i moc) rosną, choć naukowcy twierdzą, że sam trening powoduje, że wzrastają tak naprawdę tylko zdolności regeneracyjne organizmu. Wysiłek sprawia, że organizm wytwarza substancje będące efektem przemiany materii ( glukoza, tlen itd) ,a które niejako zatruwają po przetworzeniu organizm. Aby przywrócić organizm do tzw. normy to musi on wytwarzać antydoksykanty niwelujące skutki wysiłku. To odkrycie sprawiło ,że do powszechnego obiegu i użytku weszło pojęcie oszczędnego wydatkowania energii. Bowiem im więcej zużyte jej zostanie w pojednyńczym meczu , tym pozostanie jej mniej na pozostałe spotkania. Ja chciałbym wierzyć, że ten minimalizm jaki Legia prezentuje od początku sezonu jest wynikiem racjonalnej polityki oszczędzania, a nie kiepskim przygotowaniem czy nadmierną bojaźnią sztabu. To co napisałem wynika z obserwacji wczorajszego spotkania , w którym nasi zawodnicy nie reagowali adekwatnie na niekorzystny wynik.

Silnie jest niepojęte, ,że media tak wiele piszą o Wiśle Płock w tonacji wręcz "cudu mniemanego" , jak by oni spadli jako ta gwiazdka z nieba. Otóż Wisła potrafiła wykorzystać ten fart, że pozbawiona paraliżującej presji przerastającej możliwości konsekwentnie od kilku lat budowała zespół. Poprzedni wieloletni prezes Wisły Jacek Kruszewski po powrocie Wisły do ESy zaprowadził racjonalną politykę sprowadzania do klubu zawodników stanowiących aktualne wzmocnienie, jak i tych ,którzy byli przyszłością klubu i czynił to przy jednym z niższych budżetów klubowych. Kontynuatorem tej polityki jest obecny prezes Tomasz Marzec , wieloletni wice przy Kruszewskim. Wisła weszła na dobry kurs i zbiera tego efekty. A oto jak budowano zespół Wisły : bramkarz Kamiński, jeden z bohaterów wczorajszego ich sukcesu w wieku 30 lat został dwa lata temu sprowadzony do klubu ,a przy nim uczą się trzej młodzi .
Spośród obrońców, Tomasik ma 35 lat i w 2019 roku został sprowadzony z Lecha, w którym nie grał, Kongijczyk Kapuadi ( 24 lata) to tegoroczny nabytek sprowadzony z AS Trencin na życzenie trenera , Ukrainiec Krivotsuk ( 24 lata) rok temu przybył z Neftczi Baku, Pawlak ( 21 lat) w zeszłym roku został sprowadzony ze Stomilu Olsztyn, Rzeźniczak ( 36 lat) to wieloletni piłkarz Legii, który w 2019 roku trafił do Wisły z Quarabaga, Chrzanowski ( 23 lata) powrócił do Wisły po nieudanej przygodzie w Pordenone, Sulek ( 24 lata) na życzenie trenera sprowadzony ze słowackiego Seredu.W rezerwie pozostaje b. piłkarz Legii Zbozień ( 33 lata).
Głównym, a często jedynym defensywnym pomocnikiem jest dobrze znany b. Legionista Dominik Furman ( 30 lat) , w zeszłym roku zatrudniony po nieudanym epizodzie w Turcji.
Formacje pomocy tworzą : Kocyła ( 20 lat) , sprowadzony dwa lata temu z Termaliki, Wolski( 30 lat) też b. Legionista, który w 2020 roku trafił do Wisły z Lechii, Szwoch ( 29 lat) ,także b. gracz Legii , w Wiśle od 4 lat, Vallo ( 24 lata) sprowadzony ze słowackiej Żiliny, której trenerem był Pavol Stano, Rasak ( 26 lat), od 5 lat w Wiśle, Lewandowski ( 23 lata), który wczoraj zagrał jako napastnik. b. gracz Wigier. Wśród pomocników jest młody b. Legionista Cielemęcki ( 19 lat) , który stanął w rozwoju.
Atak to w zasadzie Sekulski( 32 lata) .b. gracz ŁKSu, od roku w Wiśle i Chorwat Kolar ( 27 lat) . W rezerwie przebywa gracz Legii II Warchoł ( 27 lat).
Jak widzimy w kadrze zespołu jest 7 b, graczy Legii, z których trzech : Furman, Wolski i Szwoch tworzą to co trener Henryk Kasperczak nazwał "strefą bazową" decydującą o poziomie gry i wynikach.
Trener Wisły Pavol Stano to wieloletni zawodnik kilku polskich klubów, który ubogą Żilinę wyprowadził z dołu tabeli na wyżyny. Znany jest z bardzo ciężkich treningów oraz żelaznej dyscypliny.

Naszej ukochanej drużynie niepotrzebne jest Biuro Prasowe, bowiem zastępuje je ,co prawda średnio udanie, nasz 55 letni ( Wszystkiego Najlepszego !) Dyrektor Jacek Zieliński . A średnio dlatego ,że Jacek ukazuje oblicze i daje głos wyłącznie po meczach ,które Legia wygrywa i dzięki temu ma więcej okazji do wystąpień niż mniej. Co cieszy !. Ma on dobrze opanowany PR jako osobnik kojarzący się z sukcesami . Oczywiście jako człek wielce skromny, Broń Boże, nie nadstawia piersi na ordery , bowiem znajduje tylko dogodny pretekst ,aby do nas zagadać. Po meczu z Wartą takimi wiodącymi tematami były styl gry oraz kończące się w 2023 roku kontrakty kilku zawodników.
Co do stylu to Jack jak typowy pływak popłynął z prądem zgadzając się z mediaworkerami i wieloma kibicami ,że styl trzeba poprawić. Zdaniem tych mądrali Legia ma grać ofensywnie i widowiskowo - cokolwiek to znaczy. I tu pomiędzy nami występuje fundamentalna różnica, bowiem moim skromnym zdaniem Legia nie ma takiego potencjału ofensywnego ,aby napadać , dominować i stwarzać dziwowiska. Jak się nie ma klasowego napastnika, przebojowych skrzydłowych i porządnego rozgrywającego to nastawienie na ofensywę wygląda na parodię. A do tego znamy trenera Runjaicza jeszcze z Pogoni i on tam przez 4 lata nie wpadał na takie samobójcze pomysły, albo na minę - jak wczoraj . Ja zresztą podejrzewam ,że on i jego sztab znacznie pewniej czują się na drodze do defensywy i do gry obronnej. To namawianie do zmiany stylu jest tak samo przydatne jak nakłanianie pływaka , który dobrze pływa stylem klasycznym (żabka) , aby przestawił się na pływanie stylem dowolnym ( kraulem) , bo będzie szybciej. Jak on tylko żabką i do tego tylko krytą. Tak i my lepiej kryjmy, niż wariujmy. Bo wczoraj akurat krycie kiepsko nam wychodziło.. Natomiast co do ewentualnego przedłużenia umów to sprawa z Tobiaszem jest zaklepana, a pozostali : Jędrzejczyk, Johansson, Mladenovicz, Josue, Kapustka i Sokołowski są zainteresowani pozostaniem. Ze słów Jacka wynika ,że klub jest najbardziej zainteresowany przedłużeniem umów z Mladnoviczem i Kapustką, bo jeżeli idzie o Artura do umowa do końca 2024 jest prawie pewna. Co do wzmocnień w przerwie zimowej to Jacek wycofał się rakiem mówiąc o jakiś rozliczeniach 1x1. albo trzech za dwóch , a generalnie ,że pieniędzy na takie ekstrawagancje nie ma i nie będzie.

Trener Runjaicz już chyba ostatecznie odszedł od naginania rzeczywistości do dogmatu czyli od ustawienia 4-1-4-1 , przy czym z jego wypowiedzi przedmeczowych wynikało ,że od początku jest skłonny zagrać 4-4-2. Te rozważania o systemie coraz bardziej stają się czysto teoretycznymi spekulacjami i są swego rodzaju atawizmem, pozostałością po pewnym okresie w historii piłki nożnej. Albowiem we współczesnej piłce ani przez moment drużyny nie grają w podawanym ustawieniu i np. w obronie , gdy atakujemy rywali najpierw jest tylu graczy ilu było w momencie odzyskania piłki , a więc 7,6 lub 5 a wraz z przesuwaniem akcji w kierunku bramki rywali ich ilość zmniejsza się do 4,3, 2 i wreszcie do 1.Tak samo zwiększa się ilość graczy broniących wraz z postępem ataku rywali, zwłaszcza kiedy przechodzi on do ataku pozycyjnego. Lecz obecnie dysponujemy też tylko dwoma klasowymi defensywnymi pomocnikami i przy braku Augustyniaka granie dwoma jest myśleniem życzeniowym, gdyż Sokołowski owszem fizycznie jest mocny ,ale za mało umie, Kharatin dużo umie, ale ślimak jest od niego szybszy ,a Celhaka nie ma ani tego, ani tamtego. Osobiście wolałbym, aby w drużynie na boisku mieścili się gracze lepsi ,a nie gorsi, bo nie jestem niewolnikiem systemu . W kolejnym spotkaniu rozgrywanym przez Legię widać płynne przechodzenie w zwiększanie ilościowe formacji ofensywnych, gdy posiadamy piłkę oraz powiększanie formacji defensywnych, kiedy atakuje przeciwnik. Niestety nadal zwiększanie ilości graczy biorących udział w ataku nie przekłada się na zwiększenie efektywności w postaci ilości bramek co wynika głównie z pięciu powodów ; po pierwsze - nie potrafimy ograć rywali w pojedynku jeden na jeden i zdobyć przewagi pozycyjnej, po drugie - gramy za wolno i zbyt przewidywalnie, po trzecie - brakuje dynamicznych skrzydłowych , po czwarte - brakuje tzw. końcowego, otwierającego podania , po piąte- szwankuje gra bez piłki.
Natomiast w obronie w 56' i 71' nie utrzymaliśmy wysokiego poziomu koncentracji krycia strefą i w strefie oraz wzajemnej asekuracji. Przy pierwszej bramce, ani Mladenovicz ,ani Sokołowski nie zablokowali Wolskiego , a na środku pola karnego Nawrocki zgubił strefę ,zaś Johansson nie nadążył z asekuracją. Przy drugiej bramce ponownie negatywnymi bohaterami stali się Nawrocki i Johansson, przy czym zagapienie się Szweda może się zdarzyć, natomiast bezradność Nawrockiego musi dać do myślenia. Mógł on albo próbować zablokować Wolskiego, albo pokryć Sekulskiego ,a nie zrobił ani jednego ,ani drugiego.

Mecz stał na wysokim poziomie pod każdym względem, a nasz zespół rozegrał dobre spotkanie, w tym wreszcie ataki Legii były systematyczne i dobrze rokujące. Przegraliśmy z Kamińskim i przede wszystkim z Rafałem Wolskim, który wczoraj o dwie klasy przewyższał pozostałych uczestników spotkania. Non comment!

Sędzia Krzysztof Jakubik nie miał za dużo pracy ,ale tę którą miał, wykonał dobrze. W 29' prawidłowo rozwiązał konflikt pomiędzy Szwochem i Josue. Początkowo przy wzajemnej przepychance i pyskówkach nie reagował, licząc ,że wybuchowe emocje opadną. Wkroczył po ponad minucie gdy okazało się ,że nadal obaj "kogucieją' ,a do akcji włączają się inni gracze jak Furman czy Mldenovocz. Nie było innego wyjścia jak prowodyrów ukarać kartkami.
W 39' nie dał się podpuścić udającemu straszliwe cierpienie Rasakowi i nie dał słusznie kartki Wszołkowi.
W 44 ' nie dał drugiej żółtej kartki Rosołkowi uznając, że kopnięcie rywala w jaja było niezamierzone.
W 59' podyktował oczywisty rzut karny , mimo ,że faul na Mladenoviczu był całkowicie przypadkowy, bo rywal się pośliznął.
W 68' trafnie nie ukarał Furmana żółtą kartką za faul na Josue, bo nie była to korzystnie zapowiadająca się akcja, ale zwykłe wprowadzanie piłki z własnej obrony do II linii.
W 87 ' słusznie nie przerwał gry po wejściu Slisza w Rzeźniczaka i trafnie nie ukarał Wszołka kartką za faul na Rzeźniczaku w tej samej akcji, mimo, że Rzeźniczak zachowywał się jak my nogi połamano.
Zresztą po koniec meczu wszyscy zawodnicy Wisły kradli czas pokładając się na boisku , jak na plaży , nawet po błahym dotknięciu przez graczy Legii . Sędzia w takich sytuacjach nie ma narzędzi przeciwstawienia się tym praktykom, może jedynie przedłużyć czas meczu.
Sędziemu Jakubikowi udało się także zachować zdrowy balans pomiędzy wymogami męskiej gry ,a zasadami wynikającymi z przepisów gry, nie dopuszczając do brutalności.

Wszystko byłoby fajnie, tylko wynik nie ten co powinien. .

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1