- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
Nareszcie!
Nareszcie, krótkie, wręcz nietypowe przygotowania, dobiegły końca. Już w środę stołeczna Legia zmierzy się w pierwszym „poważnym” pojedynku z walijskim TNS, natomiast w sobotę czeka nas pierwsze spotkanie na Łazienkowskiej 3. Tym razem rywalem „wojskowych” będzie łódzki Widzew. Nic, więc dziwnego, że fani ekipy Jana Urbana zastanawiają się jak zaprezentuje się dopingowana przez nich drużyna.
Jak poszły przygotowania, jaki wpływ będą miały transfery, Jak będzie wyglądał skład Mistrzów Polski? Czy Legia to wciąż ten sam lider z wiosny, a może to już zupełnie inny zespół. To pytanie, wbrew pozorom, wcale nie jest bezpodstawne.
Gdy na koniec poprzedniego sezonu Legia, odjeżdżała wszystkim na sześć punktów, wydawało się, że wystarczy nieco „podreperować” ten najlepszy w Ekstraklasie „bolid” i śmigać dalej, najlepiej dublując resztę stawki. Jakiś nieopierzony młokos, nieznający zupełnie realiów futbolu mógłby zakrzyknąć znane już skądinąd w naszym futbolu zdanie; - „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej!”. Niestety kolejne sezony w futbolu to nie to samo, co kolejne „oesy”, nie wystarczy oklepać, umyć, zatankować i jazda. Po każdej, nawet największej euforii, przychodzi czas podsumowań i rozliczeń. Wtedy dość szybko okazuje się, że wspomniane słowa młodego entuzjasty mają się nijak do rzeczywistości.
Jan Urban, jako doświadczony szkoleniowiec, doskonale zdaje sobie sprawę, że kto stoi w miejscu, ten tak naprawdę się cofa. Zespół musi się rozwijać, musi dodawać koleje elementy do swojej palety rozwiązań taktycznych. Nie tylko trzeba wymienić, co słabsze ogniwa, ale też zmienić kilka utartych już schematów. Zespół, który pragnie wygrywać musi umieć zaskoczyć rywala, zagrać inaczej, być nieprzewidywalny. A do Legii sprzed roku, wszyscy już się przyzwyczaili. Nie jest tajemnicą, co lubimy grać, a z czym mamy problemy. Dlatego właśnie trener, wraz z pionem sportowym Legii zdecydowali, że czas coś zmienić. W tym celu sztab szkoleniowy stołecznej ekipy wziął prowadzony przez siebie zespół na kanał, by dokonać niezbędnego przeglądu i zaplanować wymianę poszczególnych „podzespołów”. Tak, aby do startu do kolejnego wyścigu następnej rundy zgłosić zupełnie inną maszynę. Gotową znów „śmigać” w zakrętach i wyprzedzać na prostych.
Właśnie, dlatego wraz z końcem, jakże udanego dla nas sezonu, mistrzowski skład opuściło wielu zawodników. Niektórzy nie pasowi już do koncepcji, niektórym skończył się „okres przydatności”, ale byli też tacy, którzy stanowili o sile stołecznej jedenastki. Nie od dziś wiadomo, że potentatem finansowym nie jesteśmy i każda dobra oferta zastanie rozważona. Artur Jędrzejczyk to bezsprzecznie podpora całej defensywnej formacji i bez niego będzie nam zdecydowanie trudniej, ale pieniędzy, jakie nam zaoferowali Rosjanie zignorować nie sposób. Michał Żewłakow, młodszy się nie stawał, to fakt niezaprzeczalny, teraz rozgrywa swoje mecze za dyrektorskim biurkiem. Najmniejszy wkład sportowy miał Dickson Choto, ale i On miał zbawienny wpływ na kolegów z obrony. Koniec, końców, wychodzi na to, że na progu nowego sezonu, trener wojskowych musi swoją defensywę zbudować od podstaw. A to zdecydowanie nie jest łatwa sprawa.
Na szczęście w przedsezonowych sparingach z dobrej strony pokazał się Tomasz Jodłowiec. Wygląda na to, że były reprezentant jest na dobrej drodze by do tej reprezentacji wrócić, a droga wiedzie przez Legię. Klasą samą dla siebie, choć na razie kontuzjowaną, jest Inaki Astiz, który podobnie jak w poprzednich sezonach będzie ostoją naszej defensywy. Obserwatorów legijnych treningów zachwycił Marco, Suler, który chyba wreszcie przywykł do nowego otoczenia i jest gotów powalczyć o miejsce w składzie. Gdy dodamy do tego młodego, ale bardzo chwalonego (w tym przez Jana Urbana) Mateusza Cichockiego to wydaje się, że pomimo ubytków mamy czym straszyć napastników rywali. A przecież są jeszcze Łukasz Broź, wzmocni On rywalizację na prawej flance bloku obronnego i Dossa Junior, który w meczu z Partizanem Belgrad dał nam próbkę swoich umiejętności. I uczciwie trzeba przyznać, że rozbudził wyobraźnię zgromadzonych na trybunach kibiców. Jeśli tylko Jan Urban poukłada te klocki to... nasza obrona może być twardsza niż w poprzednim sezonie.
W minionym roku miejscem wielu zmian była strefa środkowa naszej jedenastki. Widać było, że szkoleniowiec warszawian wciąż szuka najlepszego rozwiązania, a koncepcje zmieniają się, co kilka kolejek. Wydawało się jednak, że pomoc Legii wciąż nie funkcjonowała tak jak chciałby tego sztab szkoleniowy. W efekcie tego, całość kreacji zrzucono na barki legijnych Serbów. Opłaciło się, duet, Miroslav Radović i Danjiel Ljuboja zapewnił nam 17 bramek i 13 asyst (w samej lidze). Jednakże z biegiem czasu i ta formuła zaczęła się wyczerpywać, a wobec poza boiskowych problemów umowa Danijela nie została przedłużona. Może i racja, Ljubo to niesforna dusza, w dodatku gracz coraz starszy, mający problem z regularnym treningiem, ale trzeba też przyznać, że piłkarz Danjiel Ljuboja to postać nietuzinkowa. Wraz z jego odejściem ilość schematów, możliwości rozegrania legijnego ataku drastycznie spadła. Stało się jasne, że znów trzeba coś zmienić w funkcjonowaniu środka pola, że zupełnie inaczej trzeba będzie rozgrywać akcje zaczepne zespołu. Z tą myślą sięgnięto po Helio Pinto, piłkarza potrafiącego regulować tempo gry, umiejącego jednym podaniem zmienić kierunek ataku drużyny. Portugalczyk, sposobem poruszania się po murawie, do złudzenia przypominający Alejandro Cabrala, ma być lekiem na całe zło. To On ma być reżyserem poczynań „Wojskowych”. Kolejnym zakupem, mającym z kolei rozruszać boki naszej pomocy jest Henrik Ojamaa. Estończyk szybki jak wiatr. Charakterny, szybki, z piekielnym uderzeniem to charakterystyka Kuby Koseckiego nowego pomocnika. Czy dorówna Kosie? Jeśli tak, to z bokami Legii problemy będą mieli nie tylko nasi ligowcy. Gdy dodamy powracających po kontuzji Michałów, Żyro i Kopczyńskiego, oraz prezentującego (wreszcie) wysoką formę Kucharczyka to... środek pola wygląda całkiem obiecująco.
Najmniej zmian zaszło w formacji ataku, tutaj niepodzielnie będą rządzić, Marek Saganowski i Vladimer Dvaliszvili. Siła, nieustępliwość i nieustanne bombardowanie bramki rywali wciąż będzie znakiem firmowym legijnej ofensywy. Może i brakuje im nieco finezji, może technika nie jest ich wielkim atutem, ale na pewno potrafią uprzykrzyć życie każdej defensywie. W odwodzie jest zaskakujący dojrzałością i przebojowością Patryk Mikita i ten, na którego wszyscy czekamy Michał Efir. Mając na uwadze fakt, iż na szpicy może wystąpić Michał Kucharczyk, nasza ofensywa prezentuje się całkiem okazale. Przynajmniej jak na nasze „podwórko”. Ponoć to jak będzie w Europie to się zobaczy.
Jak więc widać, zespół, który w zeszłym sezonie zdobywał najważniejsze w Polsce trofeum, to zupełnie inna drużyna niż ta, która przystąpi do walki o jego utrzymanie w kolejnych rozgrywkach. Przed stołecznym sztabem szkoleniowym stoi dość trudne zadanie, zmontowania mocnej i co ważne współpracującej ze sobą ekipy już na starcie nowego sezonu. Liga w jej „zreformowanym” wydaniu może jeszcze wybaczyć potknięcie, ale europejskie puchary żądzą się swoimi prawami, tu nie można sobie pozwolić na żaden błąd. Szczególnie, że ani na trybunach, ani tym bardziej w gabinetach na Pepsi Arenie nikt nie wyobraża sobie braku gry w którejkolwiek z faz grupowych. W ten sposób, niewątpliwy sukces, jaki w zeszłym sezonie odniósł Jan Urban stał się przyczynkiem do kolejnych wyzwań stojących przed szkoleniowcem Legii. Kto wie czy nie trudniejszych niż rok temu.
Z drugiej strony, koniecznie trzeba wspomnieć, że w obecnej chwili Legia dysponuje niesamowicie szerokim i co ważne dość wyrównanym składem. Oczywiście, pierwsza jedenastka rysuje się dość wyraźnie, niemniej jednak zmiennicy wcale nie muszą być gorsi. W niektórych przypadkach mogą okazać się wręcz lepsi od nominalnych członków pierwszego zespołu. Wreszcie, szkoleniowiec warszawskiego zespołu, może pozwolić sobie na różne konfiguracje swojej jedenastki, dostosowując dobór zawodników pod poszczególnych rywali. Jednak o tym jak to wszystko naprawdę będzie wyglądało przekonamy się już dziś, a potem w sobotę. Nareszcie!


z zespołem. Widać dla mnie jest to powód do optymizmu, wreszcie zmierzamy w długo oczekiwanym kierunku.
Zagadką są natomiast kwestie, których nie da się do końca przewidzieć, jak będzie kształtować się w drużynie 'chemia' po nowym rozdaniu latem, jak szybko zaadaptują się do polskiej piłki nowi zawodnicy, jak zareagujemy na pierwsze niepowodzenia. No i czy będzie nam sprzyjać fortuna
Z drugiej strony widać wyraźnie ,ze najmniejsze pole manewru jest właśnie w ataku. Ok Kucharczyk może zastąpić, chyba Ojamaa też, ale odbywa się to kosztem osłabienia skrzydeł. Tak czy siak sprawa podstawowa to drużyna jako całość , czyli jeszcze raz chemia,atmosfera, odporność na porażkę , motywacja itd.
EDIT: Przy założeniu, że kadra zespołu jest zamknięta, spodziewam się, że w lidze będzie nam w tym sezonie znacznie trudniej niż w ubiegłym. Zabraknie Ljuboji, który szczególnie jesienią ubiegłego roku mocno nas ciągnął, rywale jeszcze rzadziej postawią na otwartą grę, a nasi czołowi zawodnicy będą bardzo zaabsorbowani rozgrywkami europejskimi. W tej sytuacji dzielenie punktów po rundzie zasadniczej może nam bardzo pomóc - choć chciałbym wierzyć, że nie będziemy tej pomocy potrzebować.
- "Z drugiej strony widać wyraźnie, że najmniejsze pole manewru jest właśnie w ataku."
I tego do końca nie rozumiem. Z jednej strony Janek trzyma się pary Saganowski - Dvaliszvili, co dość znacznie ogranicza pole manewru w kolejnych, następujących po sobie meczach. Ale z drugiej strony w dopiero co udzielonym wywiadzie ten sam Urban twierdzi, że od napastnika wolałby środkowego obrońcę. Hę? O co tu chodzi? pozrzynam, że nie bardzo rozumiem. Aż tak nie ceni defensywnych zmienników, o których pisałem, czy ma aż tak wielkie zaufanie do swoich "zamienników" w ataku? A może ma plan, o którym nie wiemy? No nic, mamy cztery dni, po których wiele się dowiemy. Na dziś nie sposób wytypować jedenastki na spotkanie z Widzewem, szczególnie w przednich formacjach.
Szanowny młody sympatyczny ale po co nam skrzydłowy kiedy mamy Kucharczyka
Fakt dziś to czytałem i jak to ja nie zwróciłem uwagi a Ty proszę
Być może miał na myśli lewego obrońcę, bo tutaj jest straszna posucha. Wawrzyniak i długo, długo nic. Poza tym, dzisiaj np. był duży problem z górnymi piłkami wrzucanymi na naszą połowę. Jak był Jędza, to to wszystko czyścił a teraz trochę się robi zbyt duże zagrożenie z takich piłek.