- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
U raju bram
Przed piłkarzami Jana Urbana spotkanie mogące być ukoronowaniem zeszłosezonowych starań. Zdobycie mistrzowskiego tytułu to tylko krok na drodze do dalszych sukcesów, czytaj pieniędzy. Sum, które mają zapewnić dalszy rozwój klubu. Mecz czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów to też szansa dla zawodników, okazja na nawiązanie do wielkich poprzedników, wspominanych na naszym stadionie do dziś.
Nie od dziś wiadomo, że współczesny futbol to biznes, co gorsza interes, w którym samo kopanie piłki schodzi już nieco na dalszy plan. Jasne, można szkolić, można wciąż tworzyć gotowych do gry piłkarzy, ale w końcu i tak wygrają Niemcy ci z pełną kiesą. Ewidentnym przykładem są kluby holenderskie, które już od lat nie odnoszą na europejskich boiskach sukcesów. Niby wciąż szkolą, wciąż ich młodzież jest pożądana wśród potentatów starego kontynentu, ale same kluby są jakby poza głównym nurtem pucharowych zmagań. Niestety, z nami jest jeszcze gorzej, zespoły znad Wisły są na szarym końcu futbolowego łańcucha. Jak na razie, ani systematycznie nie szkolimy, ani nie mamy pokaźnej sakiewki. Ot, ubodzy europejscy krewni na dorobku. W zasadzie można by stwierdzić, że wynik nadchodzącej szybkim krokiem rywalizacji może być tylko jeden.... gdyby nie jeden fakt, to wciąż piłka nożna.
Futbol – sport wciąż nieprzewidywalny, jedna z niewielu dyscyplin, gdzie kopciuszek nadal potrafi zlać światowego hegemona. Gdzie ten teoretycznie słabszy, może pokazać temu lepszemu gdzie raki zimują. Bo jakże inaczej traktować wczorajsze zwycięstwo Shakhtera Karagandy nad Celtami z Glasgow? Czy nawet bliższe naszej lidze, zwycięstwo w dwumeczu Śląska Wrocław z faworyzowanym zespołem z Bruggi. Faworyzowany Lech Poznań też miał pożreć kopciuszka z Litwy, jak się okazało... udławił się schodzonym laczkiem. Jak więc widać, wcale nie taki diabeł straszny jak go malują. Wygrać się da, trzeba tylko zagrać na najlepszym, dostępnym dla siebie poziomie. Tak zrobiliśmy grając nie tak dawno na stadionie Spartaka Moskwa, tak też powinniśmy zagrać na National Arenie, świątyni Steauy Bukareszt.
– „Przed nami życiowa szansa” mówi Jan Urban, ma rację i ważne jest, aby zdawać sobie z tego sprawę, ale też nie pozwolić się tej myśli sparaliżować. Zagrać swoje, zaprezentować to, co potrafimy najlepiej.
Oczywiście, Steaua Bukareszt jest ostatnio na fali, wygrywa swoje mecze, jakby nie zważając, na jakość swoich rywali. Z drugiej jednak strony, Legia to zespół wypoczęty, wracający do gry po przerwie, wciąż stosujący w swojej grze dużą rotację, szukający swojego najlepszego oblicza. Każda z drużyn ma, więc swoje atuty, obie potrafią grać piłką, obie potrafią zdominować swoich przeciwników. Obie potrafią odnieść przekonujące zwycięstwo. Natomiast cechą, niewątpliwie sprzyjającą zawodnikom gospodarzy jest doświadczenie. Podopieczni trenera Laurențiu Reghecampfa co roku grają w fazach grupowych rozgrywek Europejskich. Co ważne, Rumuni budują swój skład długofalowo, nie rozprzedają najlepszych zawodników, co sezon wprowadzając drobne korekty w składzie. Stabilizacja, to słowo klucz, to cel, do jakiego zmierza dopiero warszawski klub.
Nie oszukujmy się, splendor i sportowa sława, to ważna część widowiska piłkarskiego, jakim jest Liga Mistrzów, ale już chyba nawet dziecko wie, że nie najważniejsza. Gra się o pieniądze, o zbilansowanie budżetu, o zapewnienie finansów na przyszłe lata. O to by księgowy i udziałowcy z ITI wreszcie spali spokojnie. Awans do elity europejskiego futbolu to też prestiż, a ten w prosty sposób przekłada się na kolejne stosy banknotów. W postaci coraz wyższych sum transferowych, czy to w wysokości kontraktów reklamowych, lub praw telewizyjnych (w kolejnych latach). Nie dziwi więc, że rzekomy awans jawi się jako uchylone wrota do raju. Czy możemy się dziwić, że trenerzy, piłkarze, ale też i włodarze klubu z Łazienkowskiej 3 od tygodni o niczym innym nie mówią.
Tyle, że ta sytuacja nieco mnie martwi. Nie ukrywam, że w przypadku ewentualnego braku awansu, nieco obawiam się rozczarowania. Tak powszechnego nad Wisłą narzekania. Podczas gdy powinniśmy doceniać to, co już udało nam się osiągnąć, przecież już teraz dokonaliśmy bardzo wiele. Wiemy już, że co najmniej do wiosny będziemy grać na europejskich boiskach, mierząc się z bardzo klasowymi przeciwnikami. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby na tych podstawach budować klasę warszawskiej drużyny. Spokojnie planować kolejne etapy rozwoju projektu o dumnej nazwie Legia Warszawa. Wszak liczne przykłady pokazują, że zarobić pieniądze trzeba umieć, ale aby wydać je z głową trzeba umieć jeszcze więcej. A przecież do zrobienia jest sporo, akademia, skauting, reorganizacja pionu sportowego i w końcu coraz większa profesjonalizacja klubu. To cele, do których dążyć musimy i to niezależnie od tego czy ten najbliższy dwumecz wygramy czy nie. Bramy piłkarskiego raju już są uchylone i tylko od nas zależy jak to wykorzystamy.


Ale zobaczysz co się będzie działo (a może raczej: co by się działo), jak Legia awansuje (a raczej: gdyby awansowała) do fazy grupowej LM. Grupa typu Barcelona, Juventus, Ajax wydaje się całkiem możliwa. I co oczywiste, w 6 meczach w takiej grupie sukcesem będzie nie tyle każdy punkt, co każda strzelona bramka. Ale głowę daję, że po 6 porażkach bandy "ekspertów" i motłoch internetowy miałyby używanie że aż strach. Jaka to ta Legia żenująca, nic nie ugrali itepe itede.
Więc nie ma co się przejmować - wydaje mi się, że każdy trzeźwo myślący człowiek potrafi ocenić tę sytuację w sposób właściwy. A debilami nie ma się co przejmować.
Ps
Świetna strona poświęcona Legii. Wreszcie coś, gdzie można doświadczyć merytorycznej dyskusji i na poziomie. Zaglądam do was od 2 lat i dopiero teraz się odważyłem coś napisać. Tak jakoś brakowało odwagi.
Celna uwaga. Wychodzi na to, że tak źle i tak niedobrze
Ja mam zresztą jeszcze inny niepokojący scenariusz w zanadrzu, tzn. taki, w którym naszej grze w pucharach towarzyszą niespodziewane problemy w lidze. Wydaje mi się nawet, że właśnie ten wariant byłby dla Legii pod wieloma względami najbardziej niebezpieczny.
@ DaveHill
Ano właśnie, przeglądając legijny Internet, odnoszę wrażenie, że całkiem sporo jest reakcji takich jak Twoja, tzn. spokojnego oczekiwania, bez bicia w werble i pokrzykiwania 'Liga Mistrzów albo śmierć!'. To (chyba?) dobry objaw. Zobaczymy co będzie po meczu
Dzięki za miłe słowa, rzecz jasna zachęcamy do aktywnego uczestniczenia w dyskusjach
Dużo będzie zależało od przebiegu gry i wyniku. Jak "będzie o włos" tudzież z gry będziemy lepsi to rozczarowanie będzie większe (albo mniejsze, bo "fajnie się zaprezentowaliśmy i moralnie wygraliśmy
Zresztą wydaje mi się (i to dotyczy np. mnie), że rozczarowanie ewentualnym niepowodzeniem nie będzie dotyczyło samego niepowodzenia i faktu, ze po 17 latach znowu polski zespół nie awansował do LM, ale głównie dlatego, że tak mało zrobiliśmy, aby się tam dostać. Tym będę głównie rozczarowany o ile dojdzie do niepowodzenia.
Zagrać swoje
Nie zgodzę się, ja bym nie chciał aby "zagrali swoje", ja bym chciał aby zagrali wręcz odwrotnie
Fajnie byłoby nie stracić po pierwszym meczu szans na awans, ale przy metodzie rozgrywania pierwszych połówek w pucharach w wykonaniu Legii w tym sezonie, może być ciężko. Steua taka litościwa jak Molde nie będzie.
Powiem komplement Śląskowi Wrocław - chciałbym, aby Legia tak zagrała jak oni z Brugią. Żeby Dossa Jr. grał odpowiedzialnie i z odpowiednią koncentracją. I żeby w tym wszystkim była wiara w siebie, rozmach, koncentracja na grze.
Co do składu, to najpierw Sagan na podmęczenie rywala, a potem Dwaliszwili na wykorzystanie ich zmęczenia
Co do słusznie podniesionej korelacji: liga - puchary, to chyba nie tylko Legii kłopot. Pamiętam dobre występy w Lidze Europy ekipy Zielińskiego w 2010 i jednoczesne porażki w lidze. Śląsk teraz podobnie. Oby Legia umiała pogodzić walkę w wielu miejscach.
Pesymizm bierze się z obiektywnej wyceny aktualnego potencjału, a przede wszystkim aktualnej formy zespołu rumuńskiego i Legii.
Uważam, że nie wykorzystaliśmy w najmniejszym nawet stopniu tak oczekiwanego mistrzostwa Polski aby realnie wzmocnić zespół przed atakiem na LM. Zapowiedzi kierownictwa klubu jeszcze zimą i wiosną były nieco inne.
A tak ze wzmocnień mamy bardzo niepewnego Dossę, który nijak nie zastąpił Jędrzejczyka, dość chaotycznego Ojameę (sprowadzonego głównie na złość Lechowi) no i Helio Pinto.
Przy tym zawodniku należy zatrzymać się na dłużej.
To miał być transfer który realnie wzmocnił by Legię, szczególnie w 4 rundzie eliminacji do LM. A tu może się okazać że mecz ze Steuaą spędzi na ławce rezerwowych. Na razie Pinto okazuje się największą pomyłką transferową przed najważniejszymi od 7 lat meczami.
Trzeba przyznać, że Wisła sprowadzając podobnego do Pinto zawodnika o nazwisku Melikson, miała znacznie lepsze rozeznanie na rynku.
No i oczywiście brak sprowadzenia lepszego od Sagana i Dwaliszwilego napastnika, ale z tym obiektywnie mógł być większy problem.
Niestety, uważam że mamy drużynę słabszą od tej grającej 2 lata temu w grupie LE, a nie tak to miało wyglądać.
Mamy sporo wyższy budżet, dopływ dość zdolnej młodzieży a nadziei na większe sukcesy brak.
Bo trudno chyba uznać za sukces nie przekonywujące przejście amatorów z TNS, fartownie zakończony mecz w Molde oraz wymęczone 0:0 w rewanżu.
Obym o 22.30 mógł odszczekać te słowa...
Legia to właśnie zrobiła, skompletowała skald jeszcze przed wyjazdem na obóz, później ściągając już tylko jednego gracza, o którego walczyła przez kilka tygodni. Olivier pisze, że to chybione transfery. Nie wiem, być może, choć równie dobrze może się okazać, że są co najmniej tak dobre jak krytykowany zaciąg zimowy. Potrzebny jest jednak czas. Niestety my go nie mamy, ale pieniędzy na gracza, który wszedłby do składu i od razu odgrywałby kluczową w nim rolę.
Danijel Ljuboja nie będzie trafiał się co okienko. Zresztą to, że Serb wypalił wcale nie oznacza, że kolejny taki transfer znów się powiedzie. Skautingu nie mamy, przez lata trzymaliśmy faceta, który sam był skautem, sam dyrektorem, sam menag... w każdym razie jemu skauci potrzebni nie byli. Wszystko opierało się na kolesiostwie i znajomych managerach. Jak to wychodziło sami widzieliśmy. Na tym polu raczkujemy, budujemy siatkę własnych fachowców, którzy zaczną gromadzić informację o interesujących nas graczach, ale na to znów trzeba czasu. A tego jak wiemy, nie było.
Czy mając to wszystko na uwadze, będę rozczarowany, jeśli (odpukać) nie wygramy dwumeczu ze Steauą Bukreszt? Trochę pewnie tak, ale przede wszystkim zdaję sobie sprawę, że Liga Mistrzów to jednak nieco za wysokie progi dla klubu, którym w tej chwili jesteśmy. Los przydzielił nam zespół z Bukaresztu, na pewno silny, ba na pewno silniejszy od podopiecznych Urbana. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bez szans, wręcz przeciwnie, wystarczy, iż zagramy tak jak potrafimy. Jak w zeszłym sezonie ze Śląskiem w pucharze (pierwszy finał) jak z Lechem w lidze (w zasadzie oba spotkania) czy tak jak ze Śląskiem w ostatnim meczu. Mogliśmy jednak trafić zdecydowanie gorzej i nikt by się wtedy nie zająknął o rozczarowaniu. Dlatego też, awans do Ligi Europy odbieram jako sukces naszej drużyny. I tak będzie dopóki, dopóty polskie zespoły nie będą regularnie, rok po roku, występowały w tych rozgrywkach.
@ Oliver
- "Mamy sporo wyższy budżet, dopływ dość zdolnej młodzieży a nadziei na większe sukcesy brak."
Wybacz, mam nadzieję, że to chandra związana z brakiem wyjazdu
Co by jednak nie mówić, jeśli nie zejdziemy z obranej przez nas drogi to widzę tą naszą przyszłość zupełnie odwrotnie. Widzę zarówno rozwój, jak i nadzieję na dalsze sukcesy. Niektórzy piszą, że Legia, w przypadku awansu do LM, odskoczy od reszt ligi o lata świetlne, moim zdaniem to błąd w rozumowaniu. Już odskoczyła, nikt w lidze nie dysponuje tak wyrównaną kadrą, nikt nie ma takiego zaplecza w postaci kolejnych talentów. To wcześniej lub później przyniesie wymierne efekty, ja mam tylko nadzieję, że wcześniej. Dlatego też na dzisiejszy mecz, patrzę z dużym spokojem.
@ DaveHill
- "Ja podchodzę do tego dwumeczu spokojnie "na razie". Ot, fanie będzie wygrać, czy choćby zremisować. Nawet przegraną potraktuje ze zrozumieniem."
O, to, to, dokładnieś utrafił w sedno zagadnienia. Tak właśnie odbieram tą szybko zbliżającą się rywalizację.
@Monrooe
Dlatego też nie do końca rozumiem kolejne słowa JJ, który napisał, że "tak mało" zrobiliśmy aby się do tej Ligi Mistrzów dostać. Ja widzę to zupełnie odwrotnie, moim zdaniem zrobiliśmy dokładnie tyle ile w tej chili mogliśmy.
A czy Twoje różowe okulary są na tyle duże, żeby nie dostrzegać, że w podstawowej 11 na Steauę wyszło 9 graczy "faceta, który sam był skautem, sam dyrektorem, sam menag" ? Bardzo prawdopodobne, ze przy zdrowym Astizie byłoby ich 10 na 11. A 2 okienka za nami, więc tak nadal będę uważał, ze sytuacja w której przez 2 okienka udaje się pozyskać jedynie 1 gracza, który wychodzi w najważniejszym meczu (pomijam już w tym momencie osłabienia) wskazuje, że zrobiono bardzo mało, aby taką szansę zwiększyć. Bardzo mało. Jeżeli awansujemy to pomimo tych zaniechań, a nie dzięki temu, ze coś zrobiono.
Mogę również przypomnieć sytuację Kuciaka, którego chciano wypchnąć (tak, to dobre określenie) do Standardu, a który to został wyłącznie dlatego, że sam zaprotestował i nie miał ochoty nigdzie się ruszać. Zapewne grałby Skaba albo inny cudak, a chyba nikomu nie trzeba mówić jak duży wpływ na wyniki miał w tegorocznej LM Kuciak.
Od dawien, dawna nie było tak, aby nadwiślański klub wzmacniał się przed europejskimi meczami, aby zakontraktował graczy jeszcze przed otwarciem okienka transferowego.
To w sumie mało ważne, nie wiem co znaczy u Ciebie od dawien dawna, ale tak w ogóle to 2 lata odkąd Wisła grała o awans.
- "Bardzo mi się nie podoba opowiadanie, ze Ljuboja to był złoty strzał"
Ależ może Ci się nie podobać do woli, dopóki jednak, przychodzi do nas gość, którego klasy sportowej nie zna nikt, to jest/będzie to złoty strzał. Raz się trafi Ljuoja, innym razem zaoferowany przez Managera Melikson, a innym będzie to Blanco czy Novo. Dopóki nasze kluby nie będą posiadały siatki skautów, które będą w stanie określić wad i zalet obserwowanego zawodnika, dopóty udane transfery będą złotymi strzałami. Ale oczywiście, masz prawdo od własnej oceny, po prostu pozostaniemy przy swoich.
A do pozostałej kwestii się nie odniesiesz i pozostaniesz przy lakonicznym stwierdzeniu, ze "zrobiono dokładnie tyle ile można było"?
Oczywiście jest jeszcze 2 mecz, ale jak rozumiem oceniamy stan na dzisiaj i tutaj w pełni zgadzam się z Oliverem.
- "A do pozostałej kwestii się nie odniesiesz i pozostaniesz przy lakonicznym stwierdzeniu, ze "zrobiono dokładnie tyle ile można było"?
Wybacz, do pozostałych się nie odniosłem, bo byłem przekonany, że żartujesz. Bo jakże inaczej mogłem potraktować rzucenie suchego faktu - "... w podstawowej 11 na Steauę wyszło 9 graczy "faceta, który sam był skautem..." Bez żadnej analizy, bez zastanowienia nad tymi słowami. Przyjąłem, że w swoim stylu starasz się odgryźć pierwszym lepszym tekstem i tyle. Jeśli to jednak był argument do którego miałbym się odnosić to... pozwól, że pozostanę jednak przy lakonicznym stwierdzeniu, iż; - "zrobiono dokładnie tyle ile można było".