- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Czy Legia ma styl?
Jak gra Legia? Czy nasz zespół ma swój własny, niepowtarzalny styl, który doprowadzi Legię do kolejnego triumfu w Ekstraklasie, a być może także do korzystnych wyników w fazie grupowej jednego z europejskich pucharów? Czy dysponujemy wypróbowaną taktyką oraz precyzyjnie dobranymi pod jej kątem wykonawcami? Obawiam się, że... nie wiem.
Zdarza mi się zastanawiać, czy nie za dużo czasem oglądam tej naszej Legii i czy zbyt obfita próbka nie utrudnia obiektywnej analizy jej gry. Gubię się w szczegółach i nie dostrzegam całości. Taki Wawrzyniak na przykład. Zwróciliście uwagę, że kiedy atakuje, ma dziwną manierę zostawiania piłki odrobinę za sobą? Najpierw biegnie Wawrzyniaka głowa, potem jego korpus, a dopiero dalej toczy się piłka. I jeszcze potrafi w ten sposób wygrać drybling, dziw. Albo Radović, ten to dopiero jest ancymon! Rozgrzewa się w trakcie meczu, pierwsze podanie - zawsze niecelne, pierwszy drybling - zawsze przegrany, luuuzik. Ani chybi oszczędza się, żeby włączyć wyższy bieg dopiero wtedy, kiedy przeciwnika dopadnie pierwsze zmęczenie. O czym może świadczyć taka postawa? Ech, człowiek niedługo będzie dopatrywał się związku między odcieniem sznurowadeł w obuwiu Dominika Furmana, a celnością jego podań.
Dopadły mnie powyższe rozmyślania po meczu ze Steauą. Oglądałem ten mecz z pewną dozą samozadowolenia, uznałem bowiem, że oto wystarczyło mi zobaczyć jeden mecz Steauy z Dinamem Bukareszt, żeby zorientować się jak gra zespół Reghecampfa. Ha! Mknie prostopadła piłka z obrony do pomocy, tam krótka wymiana podań, wreszcie ten moment, ktoś gna skrzydłem, znajduje kawałek wolnego pola, dostaje skórę w tempo. Wszystko po ziemi, wszystko szybko, i tak raz za razem. Nie ma co, ja to się znam na piłce, to się własnie nazywa talent, analityczny, samorodny... Ejże, gawinie, złaź na ziemię! Steaua Steauą, a co zrobi na boisku Legia, jak zagra? Do kogo pójdzie piłka, kto poda, kto strzeli? Ano właśnie, kto ich tam skurczybyków wie.
Kpię nieudolnie z dość poważnej w sumie tematyki, ponieważ odczuwam intelektualną bezradność. Jest we mnie zakorzenione przekonanie, że sukces zaczyna się w głowie. Że najpierw trzeba coś sobie wymyślić, teoretycznie to przygotować, podjąć działania w zgodzie z założonym planem, z pasją nad tym planem pracować, konsekwentnie go doskonalić. Legia tymczasem w ten modelowy, uporządkowany świat, wpisać mi się za nic nie chce. W lidze co rundę gra inaczej, inną Legię mieliśmy w Ekstraklasie minionej jesieni, zupełnie inną wiosną, a jeszcze inna wkroczyła do gry w tym sezonie. W pucharze Polski Legia potrafiła się przepoczwarzyć w kilka dni (vide finał ze Śląskiem), w europejskich pucharach natomiast gra... Właściwie jak? Jeżeli zamysł jest taki, żeby zwyciężać żelazną defensywą, należy wyrazić poważną wątpliwość, czy jest to plan realizowany w sposób prawidłowy, wydaje się, że im bardziej skupiamy się na obronie, tym gorzej ta obrona wygląda. Może zatem usiłujemy grać ofensywnie? Skoro tak, jest to ofensywa przypominająca poranną pobudkę, ten jej typ, kiedy właściwa operacja zwlekania się z wyra jest poprzedzona kilkoma z rzędu wciśnięciami klawisza 'drzemki'. Nie ma wzoru! Raz Kosecki wpada na boisko z rozbieganym wzrokiem i marnuje każdą piłkę, którą otrzyma, a innym razem z zimną krwią trafia do siatki w arcyważnym meczu rozegranym przed pięćdziesięciotysięczną widownią. Michał Żyro w meczu A wydaje się być futbolistą w pełni już ukształtowanym, zdolnym do wzięcia na siebie ciężaru gry zespołu, mistrzem podań, modne ostatnio określenie, kluczowych, by w meczu B rwać włosy z własnej łepetyny z pełną świadomością tego, że partaczy jak na podwórku. Nie mam pojęcia, jaką piłkę gra Legia. Jaki styl chce zaprezentować Europie, jeżeli na przykład wejdzie (tylko ciii, żeby nie zapeszyć!) do Ligi Mistrzów? W tym momencie w żaden sposób nie jestem w stanie zrozumieć naszej filozofii futbolu, nie wiem kto ma rozgrywać i w jaki sposób, nie mam pojęcia, kto ma być napastnikiem i jak grać. Pod względem analitycznym Steaua to przy Legii małe piwko.
Nie uważam tego za zjawisko korzystne, boję się, że w jakimś momencie zemści się to ciągłe rotowanie... dosłownie wszystkim. Piłkarzami, nastawieniem do meczu, pomysłem na grę. Ale, do licha, czy ja muszę wszystko rozumieć? W końcu w edukacji z zakresu fizyki zatrzymałem się gdzieś między wanną Archimedesa, a jabłkiem Newtona, co nie przeszkadza mi korzystać z komputera i telewizji, szare komórki jakoś na skutek tego mi się nie przepalają.
Niech zatem będzie, że Legia to drużyna nieprzewidywalna. I stale ewoluująca. A jej stylem są wyniki. I wiecie co? Tak sobie myślę, że to ostatnie mi w zupełności wystarczy.


oto jest zapytanie? Czy w takim bądź razie ów mityczny styl dostosowuje się do piłkarzy, czy może jednak futbolistów do niego? Oj, coś czuję, że zupełnie inna byłaby odpowiedź kibica Barcelony, a inna dajmy na to fana Victorii Pilzno.
Czymże w takim razie ten styl jest. Drzewiej było tak, że wystarczyło określenie Ci to grają "ofensywnym stylem", a styl tychże to "murowanie bramki". Dziś analiza, chęć zrozumienia przez widza tego co ogląda poszła zdecydowanie dalej.
I już tak łatwo nie jest. Różnej maści "eksperci" mają coraz większy problem, trenerzy zresztą nie mniejszy. Bo cóż to
za pytanie jakim to stylem gra jego drużyna. A przecież stylem grać musi, wszak każda dobra drużyna ma styl. I właśnie tu zaczynają się schody. Czyż taki laik jak ja, dostrzegł wczoraj wyraźny styl zespołu FC.Sevilla? Która to, naszemu Śląskowi, niewątpliwie grającemu ze stylem, pokazała gdzie raki zimują? Hę, to Ci dopiero zagwozdka nielicha.
Styl jednak być musi, każdy "ekspert" to powie, inaczej klasowej drużyny nie ma i już. I męczą się Ci nasi trenerzy, kombinując jak konie pod górę, bo przecież styl być musi, bez stylu ani rusz. Co najwyżej na szkolnym podwórku.
Dobrze wiesz, że styl piłkarski to zespół wyuczonych i wytrenowanych, powtarzalnych zagrań i zachowań zawodników na boisku. W Legii są tego dopiero zalążki. Bez ustabilizowania składu trudno o wyrazisty styl, ale Gawin też ma rację. Miarą stylu nie jest jego uroda, lecz skuteczność.
Uff całe szczęście, ze się merytorycznie włączyłeś do dyskusji i przytoczyłeś jednostkowy przykład (zresztą przegranego meczu), bo przecież oczywiste, ze pisząc o szczęściu na początku sezonu mam na myśli każdy jeden mecz. Brakowało mi tego
Jak rozumiem, w tworzonym przez Ciebie regulaminie zachowań w komentarzach to akurat będzie w sekcji "dopuszczalne".
Natomiast, chciałbym nieśmiało zauważyć, że w ostatnich latach na świecie króluje właśnie piłka hiszpańska.
Temat na dłuższą dyskusję. Bez analizy porównawczej z zachodnimi drużynami, bez analizy zachowań poszczególnych graczy w konkretnym ustawieniu i w konkretnych założeniach taktycznych trudno prowadzić merytoryczną analizę. Na pracę magisterską temat idealny. Co najwyżej można opisać zachowania i pokusić się o ocenę, czy to na pewno są dobre pomysły. Tak na chłopski rozum.
Ogólnie można powiedzieć, że Legia nie ma stylu. Właśnie brak powtarzalności i koordynacji właściwych zachowań jest bardzo widoczny. Albo przekornie można też powiedzieć, że nasz styl jest unikatowy. Żaden poważny klub w rozgrywkach europejskich jeszcze na to nie wpadł.
Plan Legii to przede wszystkim kamuflaż i czyhanie na błąd przeciwnika. Czy to w destrukcji czy to w organizacji gry ofensywnej zawodnicy Legii kręcą się niecierpliwie wokół przeciwnika jak stado hien czekając na resztki z lwiego stołu. Chcieliby zabrać piłkę, ale nie potrafią założyć zorganizowanego pressingu. Chcieliby nie dopuścić przeciwnika do własnej bramki, ale zostawiają mnóstwo przestrzeni między formacjami lub w konkretnych strefach boiska. Pojedyncze jednostki (choć nie często)szarpią wymuszając błąd, czy to w postaci niecelnego podania, nieprzygotowanego strzału, zatrzymania impetu akcji czy też zamykając strefy. Odbiór jest bardzo słaby, bo zawodnicy są mało agresywni, często są spóźnieni i kryją "na radar". Czekamy aż przeciwnik odda nam piłkę. Generalnie pozwalamy grać. Często jest tak, że to "oddanie" następuje dopiero przy Kuciaku. Bardziej kumaty przeciwnik nie ma problemu z dostaniem się pod naszą bramkę i oddaniem strzału. Niestety liczymy na to, że z drugiej strony boiska będą stały łajzy, co nie będą potrafiły przejść linii środkowej. Od siebie nic nie damy zaś liczy, że przeciwnik na pewno podaruje nam prezent. Gdzie widzieliście takie wygodnictwo? Jaka markowa drużyna w Europie pozwala sobie na taką lekkomyślność?
W ofensywie jest podobnie, z tym, że dochodzi element kamuflażu. Najlepiej by było, gdyby bramkarz często wypuszczał piłkę z rąk, a Sagan ładowałby do pustej bramki. Niestety trzeba się bardziej wysilić. Bierzemy więc z zaskoczenia i wciągamy w pułapkę. Przeciwnik patrzy na naszą grę obronną i sobie myśli, że jesteśmy słabi. Zaczyna nas lekceważyć, jest mniej skoncentrowany. Przestaje pilnować taktyki. Wchodzi w naszą strefę obronną większą ilością graczy. Ryzykuje, bo sobie myśli, że nie umiemy odbierać piłki i nie umiemy atakować. Cóż innego mógł pomyśleć skoro strata goni stratę, wyjść z połowy nie umiemy, a w naszą obronę wchodzi się jak w masło. Przecież nie wyglądamy jak rasowi drapieżnicy. Generalnie ma rację. I wpada w pułapkę. W końcu nasi doczekają się straty przeciwnika w środku boiska. Coś wreszcie uszczkniemy. Akurat wtedy, kiedy większość graczy drużyny przeciwnej jest zaangażowana w atak. Ewentualnie po kolejnym niecelnym strzale nasi ruszają z kontrą. Właśnie wtedy, gdy przeciwnik odsłoni podbrzusze. Szkoda, że większość tych akcji jest chaotyczna i tylko niektóre kończą się bramką. To nasz podstawowy sposób zdobywania bramek. Jak się tak nie uda i do tego stracimy bramkę to mamy ogromne problemy, bo pozostaje tylko atak pozycyjny, którego grać nie potrafimy. Atak hien na stado bawołów. Małe szanse powodzenia przy dużym ryzyku nadziania się na kontrę. Pierwszy ruch to wybicie hen w dal (najczęściej strata) albo podanie do obrońcy, który już ma problem z wykonaniem kolejnego ruchu, bo nikt się nie pokazuje. Nie liczę jednego ze środkowych pomocników, który ciągnie za sobą kryjącego, bo wtedy się nie podaje. Nie ma ruchu. Większość czeka, co zrobi kolega. Zostaje oddać piłkę do bocznego obrońcy. I już są kłopoty, bo przeciwnik widzi szansę na łatwy odbiór i agresywnie atakuje jednocześnie odcinając od podania kolegów z przodu. Zostaje desperacyjne pozbycie się piłki lub wycofanie do bramkarza, który...desperacyjnie pozbywa się piłki. A więc podstawą udanego początku akcji Legii jest lenistwo piłkarzy drużyny przeciwnej, który zechce odstąpić pole do gry. Szkoda, że niewiele jest drużyn tak dżentelmeńskich jak Widzew, tak otwartych na ataki, tak poddających się przeciwnikowi. Gdyby chociaż tempo było odpowiednie to byłoby łatwiej wyjść, ale jest słabe i utrudnia dostanie się pod bramkę. Piłka wolno krąży, przyjęcie w miejscu, poprawianie, szukanie partnera do podania. To wszystko trwa długo. W tym czasie przeciwnik już stoi na pozycjach. Nie ma elementu przyśpieszenia i zaskoczenia, kiedy nie jest jeszcze zorganizowany. Czekamy aż postawi zasieki. To teraz trzeba się szarpać. I niestety nie potrafimy tego ogarnąć. Tracimy piłkę i wracamy do podstawowej strategii: czekamy na błąd. Nawet jak uda się dostarczyć piłkę rozgrywającemu to dalej nie ma ruchu i pokazywania się do podania. Nie ma wymuszenia zagrania własnym ruchem, nie ma ściągnięcia uwagi obrońcy, uwolnienia strefy i wejścia w nią zawodnika. Najczęściej podanie kierowane jest do boku, żeby chłopaki coś tam wymyślili. Najlepiej wrzutkę lub drybling. Tylko ciężko jest stworzyć przewagę w sektorze i miejsce do wykonania tych elementów, kiedy wszystko jest robione na stojąco. Nie w biegu, albo w nieodpowiednim tempie, próbujemy podkraść przestrzeń małymi kroczkami. I tak ciężko trenowanych akcji za wiele nie widzimy. A nawet jak są to albo w polu karnym jeden zawodnik zmaga się z 3 obrońcami albo dryblujący musi użerać się z podwajaniem. Zostaje nadzieja, że piłka wszystkich minie i trafi do osamotnionego Koseckiego albo ów Kosecki (lub Kucharczyk lub Ojammaa)indywidualnie szarpnie i strzeli bramkę.
I to jest praktycznie cały nasz arsenał ofensywnych zagrywek. Inne elementy nie funkcjonują. Nawet sfg, które najłatwiej wytrenować. Rola napastnika praktycznie sprowadzona została do czekania na wrzutkę lub odegrania na ścianę.
To jest styl Legii. "Na hienę".
Warto odnotować, że pisałeś ten komentarz przed meczem ze Steauą, a niektóre fragmenty, choćby ten o indywidualnych szarżach jako dominującej metodzie stwarzania zagrożenia pod bramką przeciwnika, czy o szwankujących SFG, świetnie pasowałyby do opisu pomeczowego.
Przy czym, biorąc pod uwagę grę ofensywną, nie obronną, w wyczekiwaniu na błąd, czy strategii, jak to ująłeś 'na hienę', nie widzę nic zdrożnego, wręcz przeciwnie. Tylko że powinna towarzyszyć temu jakaś arytmia gry, zdolność do nagłego przyspieszenia ataku, no i przede wszystkim efektywność w wykorzystywaniu błędów przeciwnika.