- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Cierpliwość jest cnotą
Niepowodzenie w rywalizacji o Ligę Mistrzów musiało wywołać smutek i rozgoryczenie wśród kibiców Legii. Mecze z największymi europejskimi firmami i gigantyczne pieniądze dla naszego klubu zdawały się być o włos. W atmosferze zrozumiałego rozżalenia dostrzegamy jednak, że Steaua była drużyną po prostu od Legii lepszą. Co zrobić, żeby za rok role mogły się odwrócić?
Do krótkiej refleksji zainspirował mnie poniekąd blogowy wpis Rafała Steca. Redaktor Stec grzecznie obsztorcowuje w nim prezesa Leśnodorskiego, dowodząc, że do awansu do Ligi Mistrzów potrzebny jest przede wszystkim plan, precyzyjnie skonstruowany i realizowany projekt, jako przykład takowego podając czeską Viktorię Pilzno.
Przyznam, że zalinkowany wpis autentycznie mnie zdumiał, mogę nie zgadzać się z światopoglądowo z niektórymi przemyśleniami Rafała Steca, nie muszę być miłośnikiem charakterystycznego stylu, w jakim zwykł formułować swoje wypowiedzi, ale nigdy nie uważałem Steca za dziennikarza koniunkturalnie odpowiadającego na zapotrzebowanie mas, raczej za chłodnego inteligenta, krytycznego analityka sportowej rzeczywistości. Tymczasem pan Rafał nagle się... zdenerwował, tak zwyczajnie, po kibicowsku (by nie rzec, kibolsku). Zdenerwował się za sprawą prezesa Leśnodorskiego, który, w omawianym również na czarnej-eLce wywiadzie dla 'Przeglądu Sportowego', oznajmił, że nie zamierzał latem dokonywać 'skoku na kasę' i płacić fortuny za piłkarzy, którzy nie dawali gwarancji awansu do Ligi Mistrzów, natomiast środków na zawodników, którzy taką gwarancję by rzekomo dawali, w klubie zwyczajnie nie było. Korespondencyjna polemika Steca z Leśnodorskim jest o tyle kuriozalna, że prezes Legii w gruncie rzeczy przekonuje, że to nie pieniądze i nie brane z sufitu kwoty są kluczem do awansu do europejskiej elity, czyli wyraża dokładnie tę samą myśl, którą dzieli się z czytelnikami zirytowany Stec, w swoim stylu efektownie miotając gromy na 'przeklęte redukowanie piłki nożnej do pieniędzy'.
Nawiasem mówiąc, za niesłychanie drażniące uważam ciągłe wyszukiwanie przykładów klubów, które zrobiły coś lepiej od swoich polskich odpowiedników. Jeszcze dwa lata temu wzorem do naśladowania miał być dla nas APOEL Nikozja ze swoją armią zaciężną internacjonałów ściągniętych ze wszystkich stron świata, rok temu modne było BATE Borysow zarządzane twardą ręką Wiktora Hanczarenki, teraz na topie jest Viktoria Pilzno, w pełnym kontraście do Cypryjczyków, podbijająca Europę wyłącznie piłkarzami rodzimego chowu. Niestety, żaden z powyższych wzorców nie jest możliwy do precyzyjnego odtworzenia w polskich warunkach, bądź to z przyczyn organizacyjnych, bądź finansowych, bądź sportowych. Musimy szukać własnej drogi. Sądzę, że Legia jest blisko jej odnalezienia, kto wie, może nawet to już stało się faktem. Istotnie, potrzebujemy teraz spokoju, rozsądku i konsekwencji, z grubsza rzecz ujmując, dokładnie tego, o co apeluje Stec, jednak bez przekreślania, krytykowania i ośmieszania działań podejmowanych do tej pory, bez nudnego wypominania transferu Ivicy Vrdoljaka sprzed trzech lat, zwłaszcza gdy widać, że Legia takich transferów już nie przeprowadza i przeprowadzać chyba nie zamierza.
Gdybym miał sporządzić bilans działań podjętych przez Legię mającą w perspektywie start w europejskich pucharach, byłby to bilans mimo wszystko pozytywny. Zimą ściągnięto aż trzech zawodników, którzy otrzymali ponad pół roku na płynne wkomponowanie się do pierwszego składu (Bereszyński, Dwaliszwili, Jodłowiec), latem, wcale nie last minute, ściągnięto dwóch zawodników w dobrym piłkarsko wieku, mających doświadczenie w rywalizacji w europejskich rozgrywkach (Junior, Pinto), utrzymano ciągłość pracy sztabu szkoleniowego, który konsekwentnie stawia na rozwojowych piłkarzy takich jak Kosecki czy Furman. Odszedł Danijel Ljuboja, czego żałuję, sądzę, że jeszcze w tej edycji pucharów mógł nam bardzo pomóc, jednak przyznać trzeba, że jego odejście nie nastąpiło z dnia na dzień, tuż przed rozpoczęciem europejskiej kampanii, było przesądzone znacznie wcześniej, a drużyna już bez Ljuboi w składzie zagrała kilka obiecujących meczów. Odszedł Artur Jędrzejczyk, lecz nie odszedł przecież na tak szalonych zasadach jak choćby Chiriches do Tottenhamu w trakcie decydującego dwumeczu Steauy z Legią, czy Henriksen, który w zeszłym roku opuścił Rosenborg w dniu rewanżu decydującego o awansie do fazy grupowej Ligi Europy, co zresztą w obu przypadkach nie przeszkodziło w pokonaniu Legii klubom opuszczanym przez swoich kluczowych piłkarzy. Odejście Jędrzejczyka było przeprowadzone w zgodzie z wszelkimi regułami sztuki transferowej, zabezpieczone natychmiastowym sprowadzeniem potencjalnie równie wartościowego następcy. Nie dostrzegam tu żadnych rażących, ewidentnych błędów w budowaniu drużyny, nie wspominając o 'redukowaniu piłki nożnej do pieniędzy'. Nie widzę punktu zaczepienia dla wyciągania wniosków w prosty, oczywisty sposób tłumaczących porażkę Legii ze Steauą błędami popełnionymi na poziomie strategicznym. Wręcz przeciwnie, odnoszę wrażenie, że Legia jest prowadzona z największą determinacją i pewnością siebie od lat. Nie ukrywam co prawda, również żachnąłem się swego czasu, czytając słowa Leśnodorskiego w jednym z pierwszych wywiadów na obecnym stanowisku, w którym nasz prezes spekulował, że do awansu do Ligi Mistrzów Legii potrzebny jest budżet minimum stu milionów złotych. Tyle że retoryka Leśnodorskiego obecna w mediach, a działania faktycznie podejmowane przez klub, to najwyraźniej dwa odmienne światy. Dwumecz ze Steauą przegraliśmy nie w gabinetach klubowych planistów, lecz w boiskowych detalach, przegraliśmy, bo materia naszej drużyny nie była tak zbita, twarda i pewna siebie jak ta przeciwnika. Jeszcze nie.
Zakładając, że główni architekci obecnej Legii nie stropią się niepowodzeniem ze Steauą, nie zboczą z obranej ścieżki, nie zaczną szukać nowego planu (trudno powiedzieć jakiego, byle tylko innego niż obecnie!), nasze szanse na poprawienie tegorocznego wyniku w kolejnym sezonie będą znacząco większe. Aż prosi się w tym miejscu o analogię z latami dziewięćdziesiątymi, z Legią, która w 1994 gładko przegrała z Hajdukiem Split, by rok później, dowodzona przecież przez tego samego trenera, z nieco bardziej wyrównanym i doświadczonym składem, odprawić z kwitkiem IFK Goeteborg.
Jest jeden zasadniczy warunek, żeby sprawdzić realność powyższego scenariusza - zdobycie kolejnego mistrzostwa Polski. Jeżeli ktoś zapytałby mnie dzień po meczu ze Steauą, ba, pięć minut po tym meczu, czego potrzeba Legii do tego, by znaleźć się w Lidze Mistrzów za rok, nie wysyłałbym nikogo do Pilzna na korepetycje w zakresie nabycia know-how, z pełnym przekonaniem odpowiedziałbym właśnie tak - kolejnego mistrzostwa kraju. Kto wie, może nawet... tylko tego.


Może i szukanie wzorca jest drażniące, ale niezbędne, żeby uniknąć błędów konkurencji. Chyba dobrze, że nie idziemy drogą Apoelu? Taką przecież forował Marek Jóźwiak, mimo, że nie miał rozeznania na rynku. Jak to by się skończyło gdyby miał wolną rękę można sobie wyobrazić. Wisła za Walckxa gwarantowana. BATE Borysów jeszcze nie próbowano naśladować. A szkoda, bo to podobny model funkcjonowania do Victorii Pilzno. Obydwa kluby opierają kadrę na wychowankach i rodzimych piłkarzach, których prowadzi facet z silną osobowością i żelazną dyscypliną. Dlaczego nie mielibyśmy dążyć do takiego modelu funkcjonowania? Jakie są minusy takiego modelu ? Jedyny jaki mi przychodzi do głowy to konieczność ciężkiej i wytężonej pracy w dłuższej perspektywie czasu. Ale przecież u nas nie jest w modzie ciężka praca, stąd niepopularność tego rozwiązania. Tym bardziej, że oczekujemy natychmiastowych efektów.
Rzeczywiście wybraliśmy inną drogę. Nie jest nowa i oryginalna i nie tak bardzo świadoma jakby można się spodziewać. Generalnie robimy to co, większość klubów na zachodzie. Stawiamy na sprowadzanie zawodników już ukształtowanych, którzy w krótkim okresie czasu dadzą wynik, zaś akademia i rodzimy rynek co najwyżej służą jako uzupełnienie kadry. Otwarcie się przecież mówi, że to właśnie ci transferowani mają ciągnąć grę zespołu, bo są lepsi od dotychczas posiadanych graczy. Z racji ograniczonych środków transferowych oraz z racji małej wiedzy o rynku, sprowadzanie dobrych, zagranicznych graczy jest niezwykle trudne, bo tych w naszym zasięgu biorą mądrzejsi, ciut bogatsi i ciut bardziej renomowani. Zostają nam zawodnicy, co do których inni nie mają przekonania lub ewidentnie nie rokują podniesienia jakości drużyny. Jako przykład można wskazać Juniora, Pinto, Dwaliszwilego, Vrdoljaka, Jodłowca. Są w sile wieku piłkarskiego i gdyby przed przyjściem do Legii dostali choćby podobne oferty, tyle, że z Belgii, Portugalii lub Holandii to na pewno by u nas nie grali.
Zimowe wzmocnienia nie były reklamowane jako te, które miały przynieść korzyści dopiero za pół roku.Absolutnie nie były przeprowadzane z takim zamiarem. Nie po to sprowadza się zawodników z pensją pow. 50 i 100 tys. zł. miesięcznie. Dwaliszwili, Jodłwiec i Brzyski mieli dać jakość od pierwszego meczu rundy wiosennej. To jest jak z kupowaniem Mercedesa. Ma od razu dać komfort i przewagę nad innymi użytkownikami dróg. Te same oczekiwania związane były z transferami Juniora, Pinto, Ojamy i Brozia. Nikt tu nie daje czasu na aklimatyzację, na wkomponywanie się do składu, choć oczywiste jest, że w zdecydowanej większości przypadków jest ona nieunikniona. Założenie jest błędne i życie je brutalnie weryfikuje. My tej aklimatyzacji nie dajemy. Co najwyżej tłumaczymy się nią, gdy konkretny piłkarz od razu się nie sprawdził.
Tak więc transferując graczy z zagranicy popełniamy dwa zasadnicze błędy: zbieramy z rynku towar mało atrakcyjny dla zachodnich drużyn i jeszcze nie dajemy czasu na aklimatyzację. Gdyby tylko jeden błąd popełniać to jakoś byśmy mieli z tych transferów pożytek. Ale my nie uznajemy kompromisów i jak źle robić to po całej linii. Ktoś powie, że nikt w Polsce nie może sobie pozwolić na takich zawodników. Tyle, że to jest zły punkt odniesienia. Mamy przecież równać do lepszych. Skoro oni nie biorą takiego Pinto mimo wygasającego kontraktu to musi być jakiś powód.
Transfery mają też drugie dno. W ten sposób ukrywamy jakość pracy sztabu szkoleniowego. Skoro trener oczekuje sprowadzenia nowych graczy, to znaczy, że ci, co są w kadrze nie rokują na przyszłość. A to jest wynik nie tylko lenistwa piłkarzy, ale także świadectwo pracy trenera. 50 na 50. Gdyby był tylko taki jeden przypadek to jeszcze można zrozumieć potrzebę trenera. Ale my mamy do czynienia z sukcesywną wymianą połowy składu praktycznie co rundę.
Ciągłość sztabu szkoleniowego jest pewną dodaną wartością. Jeśli sztab jest bardzo dobry i nie ma do niego zastrzeżeń. Tylko, czy możemy tak powiedzieć z pełnym przekonaniem o naszym sztabie? Żeby nie rozwijać nadmiernie tego wątku zasygnalizuję kilka spraw.
Należy zadać sobie pytania
1. Czy sposób gry drużyny jest adekwatny do możliwości poszczególnych piłkarzy.
2. Ilu piłkarzy jest w wysokiej formie sportowej?
3. Czy na pewno trener świadomie, w myśl polityki klubu wprowadza młodych do drużyny? Czy to przypadkiem bardziej nie wynikało z konieczności niż ze świadomej decyzji? Przypomnę, że przed tamtym sezonem Urban nie miał pieniędzy na transfery to i młodzi znaleźli się w kadrze, a nawet w pierwszej drużynie. A ilu młodych pojawiło się w drużynie lub dostało szansę grania po zimowym i letnim okresie przygotowawczym? Po okresie, kiedy miał możliwość sprowadzenia graczy? Jeden Mikita?
Wydaje mi się, że trenera bronią tylko i wyłącznie wyniki. Podwójna korona i awans do LE. Mało kto zauważa, że duży wpływ na nie mają czynniki zewnętrzne: słabość ligowej konkurencji na krajowym podwórku i rozstawienie w europejskich pucharach. Trudno nie zauważyć, że kiedy przyszedł moment konfrontacji z dobrym przeciwnikiem to na jego tle wypadliśmy fatalnie. Nawet na tle teoretycznie słabszych wyglądaliśmy jak juniorzy.
Odejście Jędrzejczyka było dużym błędem. Nawet nie chodzi o czas odejścia, ale o konsekwencje jakie wywołało. Jak wiadomo drużynę buduje się od tyłu. Zrozumienie i zgranie w tej formacji jest kluczowe, żeby bramek tracić jak najmniej oraz żeby gra obronna dobrze się zazębiała. Jeden element można wymienić, ale trzeba to mądrze zrobić. Tutaj wypadły dwa klocki (Astiz i Jędrzejczyk) i wbudowano w ich miejsce dwa zupełnie nowe. I to wcześniej nie przygotowywane przez miesiące pracy na treningach. Junior wskoczył z marszu, a Rzeźniczak awaryjnie. To nie jest w zgodzie ze sztuką budowania drużyny.
W optymalnym modelu zmiany środkowych obrońców co najwyżej zmienia się jednego na rundę. I to nie od razu. Najlepiej gdy nowy uczy się funkcjonowania obrony najpierw na treningach, później w niektórych meczach zastępuje jednego z obrońców, i dopiero po co najmniej rundzie może wejść jako podstawowy w miejsce szykowanego zawodnika do sprzedania. Jędrzejczyk nie miał szykowanego zastępcy i nie powinien być sprzedany. Całkiem możliwe, że z nim w składzie mielibyśmy większe szanse na awans.
Przegraliśmy w boiskowych detalach? Absolutnie nie zgodzę się z taką trywializacją. Wyraźnie odstawaliśmy praktycznie w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Na to złożyło się wiele czynników, w tym także omawianie w tym artykule. A decydujące znaczenie miało przygotowanie drużyny przez trenera i w mniejszym stopniu polityka transferowa. Gdyby to funkcjonowało jak należy to wynik byłby odwrotny.
Wątpię, czy jest możliwe przyjęcie modelu BATE czy Victorii. Wątpię, czy działacze zdecydują się zmienić lub przynajmniej rozbudować o specjalistów sztab szkoleniowy, podobny do tego w ww. klubach. Świadomy niedostatków, wyposażony w odpowiednią wiedzę, odważny w stosowaniu nowych trendów w zawodzie, nastawiony na ciężką pracę, zdyscyplinowany, konsekwentny. Wątpię, czy zdecydujemy się na rodzimych graczy oraz na odważne stawianie na wychowanków.
Przynajmniej nie popełniajmy dotychczasowych błędów. Jak bierzemy kogoś z zagranicy to z pewnością po miesiącach obserwacji, oferując lepsze warunki od konkurencji, jednocześnie dając czas na dostosowanie się do pracy w nowych warunkach.
Nie zgodzę, się że znaleźliśmy optymalną drogę do LM, do wyższej jakości piłkarskiej. Idziemy tą samą drogą, co większość. Uczestniczymy w tym samym wyścigu. Tyle, że wygrywa ten, co ma więcej pieniędzy. A my jesteśmy daleko za peletonem. Bez widoków na zwycięstwo, z dużą możliwością zgubienia trasy i wywalenia się na glebę.
Zacząłem szperać i to co mi n.in. wyskoczyło:
Lukas Hejda-obrońca- kupiony za 450.000 euro ze Sparty Praga
Vaclav Prochazka - obrońca - kupiony z Mlada Bloleslaw za 600.000 euro
Tomas Horava - pomocnik - kupiony z Sigmy Ołomuniec za 750.000 euro
Jan Kovarik - pomocnik - kupiony z FK Jablonec za 640.000 euro
Stanislav Tecl - napastnik - kupiony z Vysocina Iglawa za 800.000 euro
Tomas Wagner - napastnik - kupiony z Fk Pribram za 800.000 euro.
Przy reszcie zawodników brak jest danych ale pewnie nie przyszli za darmo. Trzech zawodników jest od 2008r, dwóch od 2009. Reszta to późniejszy zaciąg. To tak na marginesie.
Druga sprawa to wpis Dzynka
Należy zadać sobie pytania
1. Czy sposób gry drużyny jest adekwatny do możliwości poszczególnych piłkarzy.
2. Ilu piłkarzy jest w wysokiej formie sportowej?
3. Czy na pewno trener świadomie, w myśl polityki klubu wprowadza młodych do drużyny? Czy to przypadkiem bardziej nie wynikało z konieczności niż ze świadomej decyzji
I jak lubię Janka to od razu przypomniało mi się co pisałem o Weissie i jego żądaniach transferowych. I pamiętam, że wówczas powiedziałem że takiego Weissa bym nie zatrudnił, że trener powinien wycisnąć z tych którzy są tyle ile można, ustabilizować ich formę a potem ewentualnie żądać wzmocnień bowiem z tego czy tamtego zawodnika więcej się już nie wyciśnie. A u nas, wrzucając jednak kamyczek do ogródka pana Janka, nie mamy ciągle okresu w którym np. 80% kadry jest w optymalnej formie bądź dyspozycji. Prawdę mówiąc gdyby w meczach ze Steaua w maksymalnej formie był Vrdolijak, Kosecki, Kucharczyk, Furman, Dwaliszwili, Żyro, Radovic, Brzyski etc etc etc to ten dwumecz wyglądałby jednak trochę lepiej. Bo nie robiąc z naszych grajków gwiazd to jednak muszę przyznać że były okresy w których prezentowali się przynajmniej ... trochę lepiej.
Panowie, poruszacie pewną fundamentalną kwestię: winę za słabe przygotowanie niektórych piłkarzy zrzucacie na sztab szkoleniowy. A ja tak do końca nie jestem pewien, czy to właśnie tutaj należy doszukiwać się winy. No bo tak na chłopski rozum, jaki wpływ miał Urban na to, co zrobili Furman i potem Vrdoljak? Powiedzmy sobie szczerze, większość z tych piłkarzy w tym dwumeczu zjadła zwyczajna presja. Przynajmniej ja tak to widziałem obserwując ich grę. No i teraz pojawia się pytanie, jak duży wpływ na kwestie mentalne ma osoba trenera? Czy te minimalistyczne podejście Urbana miało na to jakiś wpływ? Ja, szczerze mówiąc, sam nie wiem. Wydaje mi się, że Urban chciał pomóc a najzwyczajniej w świecie zaszkodził, bo może trzeba było wzbudzić w chłopakach większą pewność siebie.
Ale mnie się to tylko wydaje i nie mam monopolu na prawdę.
Przygotowania przedsezonowe, konstrukcja makro i mikrocyklów treningowych w czasie sezonu oraz rodzaj i zakres zajęć indywidualnych leży w gestii sztabu szkoleniowego. W ten sposób kształtuje się znacząca część formy piłkarskiej. Jeśli widzisz, że w kluczowym momencie sezonu większość piłkarzy nie osiągnęła swojej optymalnej formy, nie potrafi ze sobą współpracować to znaczy, że popełniono błąd w szkoleniu. To, jak się zawodnik zachował w konkretnej indywidualnej sytuacji jest wypadkową wielu czynników, ale w największym stopniu konkretną reakcję ukształtował proces treningowy.
Naprawdę sądzisz, że Vrdoljaka zjadła trema? Chłopa 30 letniego z doświadczeniem pucharowym? W Krakowie podobnie wyglądał jak w meczu ze Steauą. Jakoś mi tu trema do niego nie pasuje. Furmana jeszcze można pod nią podciągnąć, ale na pewno na nią nie zwalę jego wszystkich uczynków.
Sztab szkoleniowy ma ogromny wpływ na kwestie mentalne. Praktycznie cały czas procesem treningowym kształtuje się podejście do wykonywanych zadań, nastawienie do przeciwnika, odporność i reakcję na niepowodzenia, budowanie pewności w podejmowaniu decyzji. Ale często to jest za mało. Dlatego Legia współpracuje z psychologami sportowymi.
jeden w którym większość zawodników była w swojej optymalnej formie . Ja już nie piszę o 80% tach. ja
chce 70% drużyny w formie. Wiem Garm napisze że kontuzje itp. z tym że u nas z tym też jest coś nie tak.
Reasumując sir Gawinie mistrzostwo oczywiste Napastnik i drużyna przygotowana w formie .
poprawka
Zapomniałem dopisać. Fakt mało wiemy ale puszczenie tego chłopaka z Widzewa Pawłowski było mu na nazwisko to lipa. Nikt z naszego sztabu nie poznał się na nim wcześniej? To że w Jadze ślepi mogę zrozumieć ale u nas? Jeśli dalej będziemy tak penetrować własny rynek będzie lipa jeszcze wieksza .
Ale zdaje się, że to nie jest tak że Legia się na nim nie poznała. Z tego co gdzieś tam mówił BŁ kwestie były dwie:
a) Pawłowski wcale nie umierał z chęci grania dla Legii i to jeszcze przed zainteresowaniem Hiszpanów, bo po tym jak się pojawili to już pewnie w ogóle nie było szans na zainteresowanie go naszym klubem,
b) nieuregulowany status zawodnika - popatrz ile męczyli się Hiszpanie, żeby go potwierdzić. Mogę się założyć o dużą kasę, że gdyby na miejscu Malagi była Legia to spory między Widzewem a Jagą trwałyby w najlepsze. Bo o ile do Hiszpanii to jeszcze mogli go puścić to w przypadku Legii... wiadomo jak jest.
A co do naszych szans na Ligę Mistrzów - piszecie o napastniku i lepszej formie. Pewnie to by pomogło, ale prawda jest taka, że po prostu brakuje jakości na poszczególnych pozycjach i to trzeba próbować naprawić. Według mnie trzech najlepszych piłkarzy w dwumeczu z Rumunami to Kuciak, Rado i Kosecki. I gdyby była taka sytuacja, że oni graliby tak jak grali ale nie byli 1, 2 i 3 zawodnikiem Legii a 6, 7 i 8 (czyli 5 byłoby od nich lepszych, a 3 słabszych) to szanse na awans byłyby olbrzymie. Sęk w tym, że najprawdopodobniej w następnych eliminacjach LM (jeśli w nich zagramy
Wyjście jest jedno - szukać, szukać i jeszcze raz szukać. Piłkarzy, którzy podniosą jakość drużyny swoimi umiejętnościami. Czy będą to zawodnicy z Akademii, polskiej ligi czy z zagranicy jest rzeczą wtórną. Do następnych eliminacji do LM został rok.
Ale rozwój Akademii też niewiele poprawi sytuację Legii w Europie. Spójrz na poprzedni sezon, nawet w obecnej postaci młodzi zdominowali rozgrywki praktycznie w każdej kategorii wiekowej. Prawdziwym problemem jest brak jakiejkolwiek konkurencji w Polsce dla młodej Legii. Przez lata trwaliśmy w bezsensownym planie pod nazwą Młoda Ekstraklasa, gdzie już teraz widać, że ci piłkarze grali na poziomie odbiegającym nawet od III ligowych standardów - jedynie Zagłębie i Lech są w czołówkach swoich lig. Legia jest tak silna jak silna jest nasza liga i tutaj pewnych rzeczy nie przeskoczymy.
W komentarzu pt. Legia - Steaua 2-2: Nie tym razem wrzuciłem pod dyskusje wypowiedź Osucha i Kotasa. Dla ułatwienia
______________________________________________________________________
______________________________________________________________________
No i link do wypowiedzi Kotasa .
To jest jakaś prawidłowość z życiu codziennym i sportowym, człowiek "inteligentny" za bardzo myśli do przodu i skupia się na skutkach swoich działań. Pytanie w tym wypadku jak zdjąć z nich skutecznie presję przed ważnym meczem i ile razy może się to udać.
Przykłady dobrych piłkarzy pierwsze z brzegu Suarez(gryzoń), Ronaldo(kupił sobie dziecko), Messi (uchodzi za prostka), Balotelli (przypadek szczególny), grają świetnie na boisku, a w życiu codziennym pewne kwestie zostawiają wiele do życzenia.
Może napiszę niedorzeczność, ale czy warto w akademii stawiać na kompleksową edukację młodzieży? Może trzeba wybierać takich piłkarzy, którzy poza poziom gimnazjum nie wyjdą, ale na boisku nie pękną?
Jeszcze Ribbery - podobno niezły idiota.
O Riberym to nie słyszałem, ale taki Giggs obracał żonę swojego brata przez kilka lat. To jest ewidentnie niezdawanie sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów. Pewnie takich jest więcej, ale jakimś maniakiem życia prywatnego piłkarzy nie jestem.
Nie no, błagam. Klub jest elementem lokalnej społeczności i ma wobec tej społeczności określone obowiązki. Jednym z nich jest właśnie zapewnianie zajęcia i edukacji (niekoniecznie formalnej) młodym przedstawicielom tejże społeczności. Moim zdaniem bardzo istotnym.
Zdecydowanie wolę Legię naciskającą na kwestie pozasportowe (choć ze względów infrastrukturalnych nie jest to jeszcze taki nacisk, jakiego bym sobie życzył) niż kluby skoncentrowane na produkcji fizoli, którzy po "karierze" piłkarskiej będą się nadawali wyłącznie do kopania rowów. Takich dość produkują inne instytucje edukacyjne.
Pytanie do ciebie, który z piłkarzy szybciej pęknie na boisku taki co chował się dajmy na to na Szmulkach czy spędzał "urocze dzieciństwo" w pięknym ośrodku z internatem?
Z naszego punktu widzenia to co piszesz jest słuszne, ale czy ze sportowego?
Klub działa w określonych realiach rynkowych i musi umieć określić jaki typ ludzi doprowadzi go do osiągnięcia założonych celów sportowych.
Sądzę, że stojąc w przedmiotowej kwestii na biegunowych pozycjach optymisty i pesymisty, wzajemnie raczej się nie przekonamy, ale też nie o to tutaj chodzi, raczej o to, żeby ciekawie wymienić się opiniami
Zatem po kolei.
Jeżeli chodzi o to z kim faktycznie polemizuje Stec, jest to rzecz najmniej istotna, masz rację, znalazł tezę i postanowił ją skrytykować, natomiast ilość wołaczowych konstrukcji skierowanych do Leśnodorskiego utrudnia mi nabranie przeświadczenia, że mógłby w swojej tyradzie zwracać się do kogokolwiek innego.
Oczywiście, że droga jaką kiedyś podążył APOEL nie jest drogą dla nas, pytanie kogo to interesowało dwa lata temu, kiedy pochwał dla Cypryjczyków było mnóstwo, kiedy dostrzegano przede wszystkim (słusznie zresztą!) jakość i ciągłość pracy Jovanovicia. Kto wtedy przestrzegał polskie drużyny przed sztucznością tego tworu i niebezpieczeństwami związanymi np. z pogorszeniem sytuacji finansowej, która zacznie odstraszać obcokrajowców? Sam Stec w jednym z wpisów sprzed 2 lat chwalił Wisłę za ściąganie piłkarzy typu Lamey czy Iliev, czyli faktycznie za wkroczenie na podobną drogę co APOEL i łudził się, że za rok mądrzejsza o doświadczenia Wisła wejdzie do Ligi Mistrzów. Tymczasem jak się rychło miało okazać - bez wątpienia nie tędy droga.
Podobna sprawa z BATE i Viktorią. W przypadku BATE mamy do czynienia z drużyną, którą dzielą lata świetlne (
Steaua ma w pierwszym składzie Polaka Szukałę (29 lat), Macedończyka Georgievskiego (25), Włocha Piovaccariego (28), teraz ściągnęli sobie jeszcze Greka Kapetanosa (30). O wiodących zawodników ich środka pola, Bourceanu (28), Pintilliego (28) czy nawet Tanase (26) nie trwa krwawa wojna topowych europejskich klubów (o, przepraszam, Bourceanu było zainteresowane... Torino), wychodzi więc na to, że (oczywiście skoro już rozmawiamy o różnych modelowych rozwiązaniach) stawianie na doświadczonych piłkarzy, wydawać by się mogło już bez większej przyszłości, takich których z jakiegoś powodu nie biorą lepsi, nie musi być z założenia nieskuteczne.
W kwestii zimowego zaciągu, nie oceniam intencji z jaką ich sprowadzono, jedynie stwierdzam fakt, że ci, którzy latem aspirowali do pierwszego składu (czyli Bereszyński, Jodłowiec, Dwaliszwili) mieli pół roku na wkomponowanie się w drużynę. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że Brzyski czy Jodłowiec mieli w tamtym wejść do drużyny z marszu, nie wskazywały na to ani medialne deklaracje, ani sposób działania Urbana względem tych piłkarzy. Zwłaszcza jeżeli chodzi o Brzyskiego taka teza nie brzmi jakoś szczególnie przekonująco, nie sądzę, żeby ktokolwiek w klubie wierzył, że Tomek z marszu posadzi na ławce Wawrzyniaka albo Koseckiego. Dla mnie tamto okienko na plus.
Piszesz, że sprowadzanie wszystkiego do czynników boiskowych to trywializacja, tu się rozmijamy chyba najbardziej, bo dla mnie takową jest sprowadzanie wszystkiego do transferów, budżetów i Viktorii Pilzno
Jak sądzisz, czy gdybyśmy wygrali w Bukareszcie 2:1, przecież ten spalony Kosy to były ułamki ułamka sekundy, w następstwie tej bramki jakimś sposobem awansowali, czy ocena całościowych działań podejmowanych przez Legię powinna ulec jakiejś spektakularnej zmianie?
@ anonimowy_legionista
Ja mam tylko dwie refleksje po tym wywiadzie. Po pierwsze 'mentalne' tezy Osucha być może należałoby odnieść również do jego sukcesów w świecie menadżerki. Po drugie, słuchając wypowiedzi wielu polskich futbolistów dla C+, idąc cytowanym tokiem rozumowania, właściwie należałoby się dziwić, dlaczego liczba Messich obecnych na krajowych boiskach wynosi okrągłe zero.
To zależy od charakteru. Na Szmulkach też się zdarzają pozbawieni go osobnicy.
Klub działa w określonych realiach rynkowych i musi umieć określić jaki typ ludzi doprowadzi go do osiągnięcia założonych celów sportowych.
Sugerujesz, że do osiągnięcia naszych celów sportowych potrzebujemy bandy debili? Mam drastycznie inną opinię w tym względzie.
Nic nie sugeruje, ale chcę zwrócić uwagę, że na to co wcześniej napisałem, piłkarz który za dużo myśli o konsekwencjach (np. co jeśli przegramy?) spali się mentalnie przed wyjściem na boisko.
Przegięcie w drugą stronę też jest nie za bardzo, ale w pierwszym składzie powinno być min. 2-3 takich "debili" (cudzysłów bo dla mnie inteligencja to pojęcie względne), którzy nie pękną.
Jeżeli trafisz dzieciaka, który nie pęka wychodząc wieczorem, gdzieś na jakieś zapomniane podwórko w Trójkącie Bermudzkim, a do tego przejawia talent piłkarski to trzeba go kształtować w kierunku sportowym i pilnować żeby nie narozrabiał.
Jeżeli będzie w nim dusił jego instynkt przetrwania i dostosujesz go do reszty to będzie taki sam jak ci wszyscy grzeczni chłopcy.
Tyle mojego "wydaje mi się"
Akurat miejsce urodzenia chyba nie ma takiego znaczenia. Bardziej chodzi o wrażliwość, która często idzie w parze z inteligencją. Taki Kosecki również wychowywał się w cieplarnianych warunkach a na boisku w meczach z Rumunami reagował zupełnie inaczej niż np. Furman. Ale moim skromnym zdaniem przyjdzie taki moment, że i Furman nie będzie robił pod siebie na widok mocniejszego rywala. Wszystko jest kwestią ogrania. W ogóle wydaje mi się, że pitolimy na podstawie dwóch meczów, w których Legia miała mizerne szanse i nie warto na tej podstawie wymyślać teorii. Naprawdę, poczekajmy aż ten zespół nabierze więcej doświadczenia i zgrania. Dupy, za przeproszeniem, dała defensywa ale nie zapominajmy, że w tej formacji jakiś czas temu nastąpiło dość istotne tąpnięcie.
Tutaj to akurat chyba nie masz racji bowiem z tego co kojarzę to rozróżnia się zdecydowanie inteligencję (IQ) od inteligencji emocjonalnej (EQ). I jestem przekonany że jednak wiele osób inteligentnych niekoniecznie posiada zdolność empatii, samooceny, samoświadomości, motywacji czy też współdziałania w grupie. CO do Koseckiego to z różnych opowieści niestety on w porównaniu z Furmanem raczej podchodzi pod "kryterium" a_l
Natomiast pewnie coś jest w tym że ci ogólnie nazywani "niegrzeczni" chłopcy lepiej radzą sobie na boisku. Tutaj jednak bardziej stawiałbym na życiowe doświadczenia niz inteligencję bądź jej brak, bo tak sobie myślę że np. jeśli przychodzi im żyć od małego w jakiejś patologii, np. z pijanym ojcem (jego czy tez kolegi)napieprzającym w domu wszystko co się rusza albo podwórkowym łachmytą znęcającym się nad młodszymi to jakie wrażenie na takim chłopaku może robić mecz piłkarski? W porównaniu z tym co doświadczył to bułka z masłem .
Kompletnie się nie zgadzam, że dla chłopaka z patologicznej rodziny mecz to bułka z masłem. Poczytaj sobie o syndromie DDA - Dorosłe Dzieci Alkocholików. Ludzie którzy wyrośli w takim środowisku generalnie gorzej radzą sobie z emocjami, np. brak im pewności siebie.
A tak generalnie - uważam że dorabianie odjechanych teorii na podstawie jednej wypowiedzi Osucha - jest nieco nierozsądne.
Szmulki to był przykład bo interesuje nas klub stąd. Ci "niegrzeczni" chłopcy mają inną zdolność adaptacji w trudnych warunkach. W przypadku gdy mamy takiego gościa co chował się "na ulicy" i jest nauczony adoptować się trudnych warunkach to inaczej powinien znieść trudy meczu.
Jeżeli masz 2-3 takich w drużynie to swoją postawą na boisku mogą i powinni zdjąć presję z reszty drużny w czasie meczu tyle mojej mniemanologii stosowanej
Nie każde dziecko ulicy jest dzieckiem, alkoholików. Często rodzice zapierdzielają po naście godzin dziennie za marne grosze i dzieciak zostaje w domu sam i nikt go nie kontroluje.
@AA
... nie tylko wypowiedź Osucha, a link z legendarną wypowiedzią Jarka Kotasa dla miejscowych mediów, gość trochę zapomniany, ale dwa sezony w Schalke i coś Kwaśniewskiemu podpadł i dostał dyskwalifikacje (nie pamiętam dokładnie za co).
Często wspominam o Suarezie, ale ten piłkarz nie ukrywa tego, że chował się na ulicy.
Pisałem trochę na podstawie własnych obserwacji dwóch kolegów z lat dziecinnych - lata temu. I jak w pełni się zgadzam że pewnie i wielu brak pewności siebie jako jednostkom tak w przypadku gdy byli zaakceptowani przez grupę to byli w stanie dla tej grupy "wypruć sobie flaki". Ale kończę ten wątek bowiem nie czuję się kompetentny w tym temacie i być może moje "przypadki" to tylko wyjątki potwierdzające regułę i że Ty masz całkowitą rację.
Umknęło mi ta uwaga o Lado, a to przecież mój konik
Naprawdę uważacie, że inteligentni nie mają czego szukać w futbolu? Boniek był już wzmiankowany, dodajmy Cruyffa i Klinsmanna do napadu, ( Rumenige i van Basten na rezerwie), szyszkę przewodniczącego Platiniego w pomocy, z (ŚP) doktorem Socratesem przy boku, oraz asekurującym ich Carlo Ancelottim, w obronie na środku cesarz Beckenbauer z Józkiem Guardiolą, na prawej Paolo Maldini, z lewej niemiecki obecny kapitan, społecznik Philp Lahm. Z bramkarzy niech będzie nasz prawie rodak, czyli gwiazda Discovery Peter Schmeichel.
Zestawcie dowolną jedenastkę z Maradoną i Balotellim, a i tak sądzę, że z powyższą miałaby problemy.
„Piłkarze wydają się niezbyt inteligentnymi osobami? Stereotyp – twierdzą szwedzcy naukowcy. Z najnowszych badań wynika, że piłkarze osiągają lepsze wyniki niż przeciętni ludzie w testach na „zdolności mentalne mózgu”. Podobne wyniki do futbolistów ma tylko 2% ludzkości. (...) Niewykształcony nie oznacza, że nie inteligentny. Według Szwedów stereotyp mało rozgarniętego zawodnika bierze się z faktu, że nie mają oni czasu na edukację. Od dziecka poświęcają się karierze i na nic innego nie starcza im czasu.
Aby zostać dobrym piłkarzem musisz posiadać odpowiednie umiejętności mentalne oraz umieć szybko reagować na bieżące wydarzenia. Ale tego nie da się zrobić jeśli nie będziesz miał mózgu, który wie jak to robić. Piłkarze nie są głupi. Są bardzo zdolni i sprytni. Ale zaczynają grać w piłkę jak są bardzo młodzi. Nie mają czasu na edukację. Dlatego czasem wyglądają na głupich – powiedział jeden z autorów badań Torbjorn Vestberg (...) Kolejny stereotyp mówiący o tym, że „piłkarzem może być każdy, kto umie prosto kopać futbolówkę”, a piłka nożna to łatwy i prosty sport, odchodzi do lamusa. Taktyka, myślenie o niej, przewidywanie sytuacji na boisku – Szwedzi uważają, że to dużo bardziej wymagające niż się ludziom wydaje. „Im lepsi zawodnicy, tym lepsze wyniki osiągali w testach na zdolności poznawcze i funkcje odpowiedzialne za szybkie reagowanie mózgu” – twierdzą.”
http://24.pl/pi-karz-to-cz-owiek-mniej-inteligentny-stereotyp/
Osuch – „Zaobserwowałem natomiast, że piłkarze-debile mają jednak w karierze łatwiej. Bo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich błędów. Przyjmie, położy na dupie, strzeli, pocieszy się i tyle. A im bardziej inteligentny piłkarz, tym bardziej spięty na boisku – widzę to po swoich zawodnikach. Najlepsi zawodnicy na świecie, bo nie mówię tylko o Polsce, byli mało piśmienni.”
Powiedzmy, że to „kontrowersyjna” ocena.
Jeszcze co do Osucha w weszło, zapewne u Zbyszka
„Bo jebałem tych starych esbeków! Wiecie, co jest najlepsze dla polskiej piłki? Mam powiedzieć szczerze? Że spadła Polonia Warszawa! Bo te największe mendy, które kręciły najwięcej, stracą na moment dostęp. Ten spadek to największy skarb polskiej piłki! Oni wszyscy tam się spotykali, tam przyłazili, tam knuli.”
Ale, choć wobec menago Lewego sam mam wątpliwości, to gdy jeden wafarafa jedzie po drugim z branży na zasadzie: „tak się jąkał, że mówię mu: „śpiewaj, to może pójdzie szybciej”. Jak można mieć takiego menedżera?” to nikomu innemu jak tylko sobie wystawia kiepskie świadectwo. Sorki, dla mnie Osuch starając się w ten sposób zdyskredytować Kucharza sporo stracił. To było małe i niskie, a merytorycznej oceny sytuacji Lewandowskiego żadnej.
No to teraz doskonale mnie rozumiesz
@Iocosus
Fajna ta szwedzka analiza dzięki
Co do Osucha to typowy wywiad Weszło czyli dużo chamstwa cwaniactwa i ogólnie gowna . Osuch kreuje się na mocarza, kumatego
Mi ten wywiad zupełnie się nie podobał.
Przepraszam powinienem zacząć od Ciebie.
Wiadomo kiedy zaistniał temat Hiszpani było już po ptokach . Mi chodzi o czas Jagi. taki Widzew coś dostrzegł i go wypożyczył .Dlaczego nikt od nas w tym czasie nie umiał dostrzec jego talentu?
- "Dlaczego nikt od nas w tym czasie nie umiał dostrzec jego talentu?"
A jakże, umiał. Tomasz Frankowski już piec lat temu wskazywał Pawłowskiego na swojego następce, ba, twierdził, iż młodzian go przerośnie bo już teraz pokazuje nieziemskie umiejętności. Jagiellonia, być może na podstawie opinii swojego asa wystawiała Pawłowskiego w siedmiu bodajże meczach (a raczej w siedmiu ogryzkach minutowych). Po czym zaczęła oddawać go na kolejne wypożyczenia i... zupełnie o chłopaku zapomniano. Do Widzewa to go wręcz wypychano, a śmieszna klauzula odstępnego świadczy o tym jaką wagę przywiązywano do możliwości rozwoju tego chłopaka.
Dlaczego? Gdzie tkwi błąd? Ano tu, że w naszej ligowej piłce trenerzy grają o swoje życie, tydzień w tydzień, mecz w mecz. Nikt nie będzie stawiał na gówniarza, bo ma jakieś tam przebłyski, potrzebne są punkty, tu i teraz. Choćby wspomniany Frankowski miał grać do czterdziestki, grał? no to do pięćdziesiątki. To nie ważne, że nie strzela już bramek, ale teoretycznie, ma zdecydowanie większą szansę. -"Szefie dlaczego przegraliśmy? Bo Franek nie strzelił", brzmi o niebo lepiej, niż - "spokojnie prezesie, ogrywam młodych, będzie z nich pociecha"
Niestety stawianie na młodych, niedoświadczonych piłkarzy kosztuje, o tym zresztą doskonale wiemy my sami. Ileż kibicowskich nerwów kosztują kiksy Kucharczyka, ileż razy wściekaliśmy się na Żyro, Furmana, Cichockiego. A jednak Janek konsekwentnie daje im kolejne szanse, być może po to aby nikt już nie napisał o Legii - "Dlaczego nikt od nas w tym czasie nie umiał dostrzec jego talentu?". Może więc i my sami powinniśmy wyciągnąć z tego jakąś lekcję, moim zdaniem warto.
@ iocosus
Dzięki za wpis o Osuchu i jego "anegdotach" i wiecznym prześladowaniu. Ach, jakże my uwielbiamy sensacje, wskazanie winnych, czy potomków zaborców. Szkoda tylko, że wyłącza nam się logiczne myślenie. Winnym wypadku "rewelacje" szefa Zawiszy zostałyby zweryfikowane nico inaczej niż obecnie.
Sezon 2008/09, Tomasz Frankowski na wiosnę gra już w Jagiellonii, wtedy faktycznie Pawłowski gra w Opalenicy. Jedak kilka miesięcy później Bartek jest już w Jadze. Być może przesadziłem i wspomniany wywiad nastąpił nieco później, wydawało mi się jednak, że jeszcze przed występami w pierwszym zespole z Białegostoku. W każdym razie Franek już wtedy (niech będzie, że sezon 2010/2011) wypowiada się bardzo pochlebnie o umiejętnościach tego młodziana i wkrótce namaszcza na swego następcę. Dziękuje w każdym razie za czujność.
W każdym razie chodziło mi o to, że po graczach takich jak Pawłowski widać pewne umiejętności, ale to nie znaczy, że uda się je wydobyć. Dlatego nie dziwi mnie, że nikt w Legii nie myśli o skupowaniu takowych. Szczególnie, że mamy takich swoich na pęczki. Pytanie pozostaje wciąż to samo. Czy damy im czas na to by się rozwinęli? Michał Żyro, Bartek Żurek, Aleksander Jagiełło, Michał Kucharczyk, to tylko "próbka" możliwości naszej akademii. A i tak dziennikarze, czy kibice na trybunach częściej widzą ich błędy niż udane zagrania. Dlatego pytam raz jeszcze, czy znieślibyśmy rok gry non stop, w każdym meczu grę Kucharczyka, Żyro? A przecież bez tego nie ma większych szans aby rozwinęli się tak jak obecny zawodnik Malagi. Nich mi będzie wolno przypomnieć ostatnie reakcje na grę Cichockiego, jednego z najlepszych defensorów młodego pokolenia. Zresztą pomnijcie ostatni sezon Kamińskiego i ten rollercoaster.
Z tą inteligencją to chyba nawet nie jest kwestia tylko piłki nożnej. W innych dyscyplinach też często "firmowi idioci" żyją szczęśliwie nieświadomi jak są wyśmiewani. To raczej ogólne stwierdzenie w stylu tęsknoty za dziecięcą beztroską, niż konkretna obserwacja korelacji między wykształceniem, a poziomem piłkarskim.
Inna sprawa, że niekiedy faktycznie przydałby się jakiś idiota który w czasie gdy wszyscy kalkulują szarpnie trochę grę, ale tutaj, tak samo jak wszędzie, powinny się liczyć proporcje. Stado idiotów sprowadziłoby grę do poziomu podwórkowej kopaniny, bo każdy by bezmyślnie grał na "na hura".
@wybieranie młodych
Z tym wybieraniem wszystkich młodych to przypominam, że jesteśmy Legia. Nas Polska nienawidzi. W śród poważnych piłkarzy jest raczej niewielu którzy nie chcą przyjść do Legii i nic tego nie zmieni. W śród młodych jednak częściej rządzą emocje niż zdrowy rozsądek i te niechęci kibicowskie mają większe znaczenie. Pawłowski jest tu dobrym przykładem, bo jestem przekonany, że już wcześniej był obserwowany i pewnie sondowany. W tym wypadku zdaje mi się, że to piłkarz odmówił, a nie my nie podjęliśmy tematu. Zresztą nawet teraz Legia wyraźnie mówiła, że go chce, a on jakby nic nie słyszał. Jeszcze lepszy przykład to zawodnicy Lecha. Co się działo z Beresiem? Co by się stało z Linettym? Nie uda nam się ściągnąć wszystkich młodych talentów które byśmy chcieli, nawet jeśli ich odkryjemy zawczasu.