A+ A A-

Zmiany, zmiany, zmiany... w transferach?

transferyzimaLedwo zamknęło się letnie okienko transferowe, a już trzeba myśleć o kolejnym. Wypowiedzi prezesa Leśnodorskiego na temat przyszłości polityki transferowej Legii, na temat skautingu, którym kieruje obecnie Michał Żewłakow, na temat funduszu, który ma jakoby wspomóc Legię przy transferach, zdają się sugerować, że dziać może się wiele. Czy na pewno?

Legia jest aktywnym graczem na rynku transferowym, przecież tylko ostatnie dwa okienka zaowocowały zakontraktowaniem aż ośmiu piłkarzy, którzy zasilili pierwszą drużynę. Transferom przychodzącym towarzyszyła sprzedaż Rafała Wolskiego i Artura Jędrzejczyka oraz wygaśnięcie kontraktów kilku zawodników na czele z Danijelem Ljuboją, reasumując - zastoju w transferowym interesie na pewno u nas nie ma. Działania Legii nie spotykają się jednak z wyłącznie życzliwym przyjęciem, kontrowersje budzi zasadność sprowadzania doświadczonych ligowców w charakterze uzupełnień składu (Tomasz Brzyski, Łukasz Broź), wielu obserwatorów uważa, że Dossa Junior i Helio Pinto, teoretycznie najpoważniejsze wzmocnienia Legii dokonane latem, w europejskich pucharach nie pomogli naszemu klubowi w stopniu, jakiego należało tego od nich oczekiwać, zastanawia także brak dostatecznej determinacji w kwestii sprowadzenia do Legii napastnika, który mógłby stać się alternatywą dla coraz starszego Marka Saganowskiego  i notującego niepokojące wahania formy Lado Dwaliszwilego. Politykę transferową Legii krytykuje nawet... prezes klubu, eksponując wagę czynnika przypadku, który stał za praktycznie każdym z ostatnich transferów i nie wzbraniając się przed użyciem pejoratywnie brzmiącego określenia 'partyzantka'. Skoro postawiono taką diagnozę, należy sądzić, że podjęte zostaną także środki zaradcze, zatem - będzie inaczej, lepiej, bardziej skutecznie.

Pytanie na ile wykonalna jest wizja Legii operującej na rynku transferowy w sposób na wskroś nowoczesny, efektywny, satysfakcjonujący nawet najbardziej wymagających komentatorów? Wszystkich oczekujących na moment, w którym Legia zacznie wydawać pieniądze jednocześnie z rozmachem i precyzją, odważnie, lecz w sposób starannie przygotowany i przemyślany, trzeba zawczasu przestrzec - nie będzie łatwo.

Po pierwsze, niezależnie od wszelkich werbalnych deklaracji, a nawet i faktycznie podjętych działań, Legia nadal znajduje się w przedmiotowym obszarze w położeniu dość niewdzięcznym. Z jednej strony mamy lokalny, polski rynek, który prawdopodobnie nie jest w stanie zaoferować takiej jakości, jaka nam się marzy, życząc sobie w dodatku za oferowany 'towar' cen niewspółmiernie wysokich w stosunku do umiejętności demonstrowanych przez stanowiących ów 'towar' futbolistów. 'Towar' zresztą również nie zawsze będzie zainteresowany zameldowaniem się w warszawskiej szatni, zwłaszcza jeżeli obrotny menedżer znajdzie mu klub może i słabszy, ale za to rywalizujący w jednej z silniejszych, bogatszych europejskich lig. W poszukiwaniu poza granicami kraju musimy z kolei zmagać się z szeregiem ograniczeń natury przede wszystkim finansowej, oczywiście nie tyle chodzi tu o kwoty, które należałoby wyłożyć, żeby zakontraktować klasowych piłkarzy, ale o ich płace. W częściowym obejściu tego problemu, czyli wyłowieniu piłkarzy o pożądanej charakterystyce, odpowiednich umiejętnościach i oczekiwaniach finansowych dostosowanych do naszych możliwości, pomóc mógłby efektywnie prowadzony skauting.

Tu jednak pojawia się wątpliwość druga. Stwierdzenie 'efektywnie prowadzony skauting' zasadniczo wyklucza posługiwanie się w tym kontekście perspektywą rundy, czy nawet sezonu. Skauting opiera się przede wszystkim na dobieraniu sprawdzonych, kompetentnych, zaufanych ludzi, na żmudnym przeczesywaniu kolejnych rynków, na dogłębnej analizie kandydatów do gry. Skoro wiemy już, że skauting w Legii praktycznie do tej pory nie istniał, wiemy też, że do wykonania jest iście mrówcza robota i niestety absolutnie nie można się nastawiać na jej błyskawiczne efekty.

Po trzecie, spójrzmy na obecną kadrę Legii. Na większości pozycji już teraz mamy przynajmniej po dwóch kandydatów do gry, a przecież wszyscy mamy nadzieję, że za chwilę miejsca w zespole będzie szturmować młodzież, czy to ta wypożyczana obecnie w Polskę, czy pozostawieni w Warszawie wychowankowie naszej Akademii. Dla kolejnych transferów potrzebna jest przestrzeń w szatni. Im więcej tych transferów, im lepsze jakościowo miałyby one być (ergo - nie dokonywane z myślą o rotacji, lecz o natychmiastowym wzmocnieniu pierwszej jedenastki), tym tej przestrzeni musi być więcej.

Wreszcie kwestia czwarta, budząca najpoważniejsze wątpliwości, jej następstwa wykraczają bowiem daleko poza to, co faktycznie zostało powiedziane. Chodzi rzecz jasna o poruszoną w wywiadzie dla 'Przeglądu Sportowego' sprawę funduszu wspomagającego transfery. Nawet biorąc poprawkę na dość luźny stosunek prezesa Leśnodorskiego do medialnych wypowiedzi, nie sposób przypuszczać, że sprawa została zasygnalizowana ot tak, bez żadnego sensu, tudzież stojącej za nią choćby wstępnej koncepcji. Nasuwa się natychmiastowe pytanie - po co nam fundusz? Jeżeli Legia zaczyna rozglądać się za możliwościami współfinansowania dokonywanych transferów, znak to oczywisty, że w takiej sytuacji wchodziliby w grę futboliści o wartości wyraźnie przekraczającej nasze obecne możliwości, czyli najpewniej od miliona euro w górę. Jest to wniosek wręcz sensacyjny, realizacja takiej koncepcji oznaczałaby bowiem, że w kwestii polityki transferowej, w związku z tym najprawdopodobniej także i płacowej, w klubie szykowany jest prawdziwy przewrót, być może podyktowany przeświadczeniem, że z uwagi na omówione wyżej ograniczenia, pod względem personalnym Legii będzie ciężko wykonać wyraźny jakościowy skok i dzięki temu regularnie łomotać do wrót wiodących do Ligi Mistrzów.

Od pomysłu do jego realizacji droga jednak nie zawsze krótka i gładka. Odrzucając ewentualność, że fundusz miałby prowadzić działalność filantropijną, pojawia się przecież delikatna kwestia rozliczeń finansowych między klubem a funduszem.  Polskie przepisy związkowe w sposób jednoznaczny wykluczają wszelkie rozwiązania opierające się na współwłasności kart piłkarzy, odpada zatem najbardziej naturalne zabezpieczenie interesów funduszu. W tej sytuacji wcielenie w życie całej konstrukcji wiązałoby się z karkołomnymi zabiegami prawnymi, ryzykownymi dla obu stron. Ponadto, patrząc na rzecz z perspektywy funduszu, inwestycja w sprowadzony do Legii materiał ludzki nie jawi się jako szczególnie obiecująca i perspektywiczna - za jakie maksymalnie sumy jesteśmy w stanie sprzedawać piłkarzy, jaka jest szansa, że sprowadzony do klubu delikwent dobije do tego maksimum i czy procent potencjalnego zwrotu może zrekompensować poniesione nakłady? Wątpliwości jest więcej, w zasadzie jest ich na tyle dużo, że w pomysł z funduszem wierzyć mi się za bardzo nie chce.

Wszelkie wysunięte wyżej argumenty nie powinny być interpretowane jako zwolnienie Legii z obowiązku dokładania starań w zakresie profesjonalizacji prowadzonej polityki transferowej, raczej jako niezbyt optymistyczną konstatację, że do tego, byśmy mogli ujrzeć realne efekty tej zmiany, trzeba będzie poprawy uwarunkowań zewnętrznych, poprawy w pewnym zakresie dokonanej przez nas samych, przy pomocy obecnie dostępnych środków. Natychmiastowych cudów nie oczekujmy.

Dyskusja (4)
1wtorek, 10, wrzesień 2013 17:33
iocosus
Transfery, transfery, posiadam taką rozterkę, gdyby nasze możliwości finansowe okazały się większe, to lepiej dokonywać transferów, czy tez próbować zatrzymać kogoś takiego jak Artur Jędrzejczyk?

Wielu zgodę na transfer Jędzy odebrało jako błąd, jeżeli mielibyśmy jednak takich piłkarzy zatrzymywać to musielibyśmy im płacić jak w FK Krasnodar. Jeżeli zaczniemy tak płacić, to kosztem nowych transferów.

Gdyby fundusze okazały się wystarczające to inwestować w piłkarzy już ukształtowanych, czy też w takich jak Milik, Stępiński, Bartosz Pawłowski, gdzie ryzyko rozwoju ciągle istnieje i jakieś „błędy inwestycyjne” z pewnością nastąpią, bez takowych się nie obejdzie. Konkretnie, na przykład bracia Mak powinni grac w jednym z czołowych klubów Ekstraklasy, ściągać ich do Legii, czy odpuścić, decydując się na piłkarzy w rodzaju Helio Pinto, Dossy Juniora? Odpowiedź nie jest dla mnie oczywista, ponieważ uważam, że do klubu powinni być sprowadzani piłkarze, od których młodzież będzie się uczyła, podpatrywała (teza Leśnego Wink ) , no ale i z drugiej strony trzeba próbować ściągać najzdolniejszych z własnego podwórka.

Uzupełnienia do kadry w rodzaju Brzyskiego, Brozia, Jodłowca wydają się pożyteczne, co jednak gdy na pozycjach blokują na przykład rozwój młodym. Preferowanie pary Vrdoljak-Jodła z alternatywą Helio Pinto, to jakby nie było, stopowanie duetu Łukasik-Furman o Kopczyńskim nie wspominając, rywalizacja jest niezbędna dla nieopierzonych adeptów Akademii, ale ich ogrywanie to również rzecz nieodzowna.

Co do „mitycznego funduszu” to ja bym ich podpuścił żeby inwestowali w kogoś takiego jak Saviola, Morientes, czyli w perspektywicznych i rozwojowych! Wink Smile
2wtorek, 10, wrzesień 2013 17:35
Zbyszek
Niestety Gawin poczuł wenę i znowu wyczerpał temat. Ja jednak nie odpuszczę i troszeczkę potokuję. Otóż nie żyjemy w próżni historycznej, aczkolwiek niektórym wydaje się,że przed nimi nic nie było. Sięgnijmy więc w kilku zdaniach do tego jak było? I spróbujmy przenieść to na grunt dzisiejszy, tak realnie.

W historii powojennej Legii pierwszym wielkim okresem transferowym były lata 1953-1955. Wtedy to na mocy decyzji Marszałka Rokossowskiego /w 1956 roku uciekł do ZSRR/ do CWKS trafiali wszyscy, poza Cieślikiem najlepsi piłkarze w Polsce. Pisał o tym niedawno Walles, więc nazwisk nie będę powtarzał. Przyniosło dwa tytuły Mistrza i nienawiść zwłaszcza kibiców klubów śląskich na pokolenia. Sukcesów na arenie nie dało, bo w eliminacjach do KPM odpadliśmy w 1956 roku ze Slovanem Bratysława /0:4 i 2:0/. Powtórzyliśmy podobną sekwencję za czasów Pana Romanowskiego w latach 1992-1995, kiedy to prawie każdy wyróżniający się zawodnik ligowy był w naszym zasięgu. Udało się raz awansować do LM, ale Panowie Grajewski i Pawelec finansowo Romanowskiego przebili i jak szybko się zaczęło tak jeszcze szybciej się skończyło.

Tylko, że dziś takiego manewru nie powtórzymy. Z prostego powodu. W latach 50-tych i na początku 90-tych w kraju mieliśmy zawodników stanowiących wzmocnienie dla Legii. Obecnie takich nie ma. Od biedy powiemy, może Kamiński z Lecha, może Goullon i Vasco z Zawiszy /dlaczego nie są u nas?/ i lista się skończyła. Reszta za naszymi to może korki nosić.

Druga metoda transferowa to było działanie przypadku. Gdy w 1959 roku Prezesem został Pan Poterejko to najpierw troszczył się o zrobienie murawy, bo byle deszcz robił z niej błotne bajoro i o założenie oświetlenia. Jak sam przyznał chciał do Legii sprowadzać najlepszych, ale górnik strzałowy Pohl, wytapiacz Faber, a póżniej górnik przodowy Lubański do wojska nie byli przynależnieni, a na to co chcieli /mieszkanie, duże kwoty na tzw.zagospodarowanie/ Legii nie było stać. Pan Poterejko wybrał więc przypadkowo, akurat urlopowanego trenera Dukli Praga Pana Jaroslava Vejvodę oraz braci Ordonów. Vejvodzie kazał szkolić, a Ordonom szukać. Dał im jednak pieniądze na delegacje tylko do 60 kilometrów od Warszawy. Szukali i znależli. W Otwocku, Chodakowie i Karczewie. Chłopców młodych ogranych w III lidze. Był jeszcze Pan Lucjan jako podpora i ten od którego można się było wszystkiego nauczyć. Ale tego byłoby na stworzenie Wielkiej Legii za mało. Musiał być Wielki Piłkarz, prawdziwy grajek. I tu z pomocą, jakżeby inaczej, przyszedł przypadek. Gdzieś tam w Stargardzie był chłopiec, który raz zagrał w reprezentacji juniorów i raz był powołany na zgrupowanie młodzieżówki co wystarczyło, aby klub wojskowy Zawisza się nim zainteresował. A on za cholerę do wojska iść nie chciał. Na rejestrację do WKU się stawił, ale wezwania na Komisje nie odebrał. Rodzice listonoszowi powiedzieli, ze pojechał w Polskę za pracą i nie wiedzą gdzie jest. A on ukrył się u brata w Łodzi. Lecz kiedy rodzicom milicjant zakomunikował, ze jak się dobrowolnie nie stawi to pójdzie siedzieć to się ujawnił w ŁKS. Działaczom tego klubu chwała, ze go przenieśli z Pomorskiego Okręgu Wojskowego do WKU w Łodzi czyli do Warszawskiego OW. Tu też podlegał obowiązkowi wojskowemu, ale Wojsko z 3 młodych poborowych zezwoliło ŁKS-owi na pozostawienie dwóch i oddanie jednego. Gdyby I trenerem był Napoleon Jezierski to pewno by tam został, ale głównym był Janeczek i jak stwierdził: za wolny na środkowego. I tak Kazimierz Deyna trafił do Legii. Tu Vejvoda też oświadczył, ze z niego napastnika nie będzie bo to urodzony rozgrywający. Podobnie jak z Władka Stachurskiego,który przybył jako skrzydłowy zrobił prawego obrońcę. Tacy jak Deyna rodzą się raz na ileś lat. My podobnego mieliśmy. Nazywa się Rafał Wolski. Sprzedany za marne grosze. A za tej klasy zawodnika trzeba płacić wielkie miliony. Ten dowcip o ruskich konwojentach i cysternie gorzały jest znany, ale Prezes go nadal nie rozumie. Wyjściem jakimś jest Akademia, ale ona zamieniła się w jakąś wylęgarnię piskląt z których nie bardzo wiadomo co wyrośnie. Ale hodować trzeba, bo nawet ślepej kurze ziarno też przypadkiem się trafi. W każdym razie jak najszybciej tę manufakturę należ zmienić w profesjonalne przedsięwzięcie, gdzie szkoleni byliby piłkarze na potrzeby drużyny czyli na wszystkie pozycje, a nie jak kto się trafi.

I z żalem to przyznaję, ale dziś to łatwiej polecieć, bo chyba bliżej jak w reklamie do Brazylii czy na inny Cypr niż do Legionowa, Karczewa czy Otwocka. Dziś łatwiej jest rozsiąść się w fotelu i krzyknąć przez media, ze Legia potrzebuje środkowego napastnika i czekać, aż zjawi się zgraja menedżerów po to, aby oczywiście zatrudnić takiego pomocnika bez przydziału i bez sensu. Może by tak wzorem Pana Poterejki dawać na delegacje do 100 kilometrów. Efekt byłby może nawet lepszy, a na pewno byłoby taniej.

A tak na poważnie to od lat upominam się o to, aby jak w każdym poważnym klubie co okienko do 1 składu jeden wpadał i jeden wypadał. Dobre ma być wypierane przez lepsze. Bo pamiętać trzeba, ze młodzi muszą się cały czas uczyć i muszą mieć od kogo. I musi być konkurencja. Na te błazeństwa w rodzaju wypożyczeń do klubów klas niższych szkoda czasu, bo tam się nie rozwiną. Może być tylko poczekalnia w II drużynie i kadra 1 zespołu. Resztę żegnamy ozięble.

Transfery są solą piłki nożnej, ale muszą przynosić poprawę funkcjonowania drużyny we wszystkich aspektach, a nie być wydawaniem pieniędzy po próżnicy. Z funduszami, czy bez. A tak apropo s to regulamin PZPN nie zabrania kupowania piłkarzy ze wspólnikami czy też dzielenia pieniędzy z transferów. On tylko stwierdza, ze pracodawcą piłkarza i jedynym posiadaczem jego karty zawodniczej jest klub. Natomiast sprawą umowy jest korzystne dla obu stron ułożenie jej warunków. Pamiętajmy, ze w Legii na takiej zasadzie grał niejako Omeljańczuk i "darczyńca" wymusił sprzedaż go do Arsenału Kijów, aby jak najszybciej zrealizować zysk. To jest ryzyko ,ale jak w kasie pusto to każda pomoc wybawieniem.
3wtorek, 10, wrzesień 2013 19:09
Dzynek
Janusz Oledzki.
4wtorek, 10, wrzesień 2013 20:39
Mohikanin
W tej chwili mamy na pewno lepszy skauting od Lecha.
Nie wiem co zrobił Lech, ale jego skauting rozpad się niesamowicie. Obecnie jedyne ich skauting działa w gabinetach lekarzy, w przychodniach i szpitalach(Arjajuuri- cieżka kontuzja, Pawłowski- pozyskany jako kontuzjowany, Douglas- pozyskany jako kontuzjowany, Claasen- w ostatnim czasie zmagał się z kontuzjami). Poza tym ich łączy to że są pozyskani za darmo, mają wysokie kontakty i nie są do gracze perspektywiczni( wartość żadnego raczej nie wzrośnie.

A Legia?
Wydaje mi dla Żewłakowa ta funkcja jak na razie to za wysokie progi, powinien zacząć od zwykłego stanowiska skauta i gdyby się sprawdził to dopiero wtedy powinien zostać szefem skautów.
Znakomitym skautem był za to Marek Jóżwiak i miał wyczucie do graczy( to on jest odpowiedzialny za sprowadzenie Furmana czy kilka innych naszych perełek). Nikt nie ma lepiej rozpracowanego rynku juniorów na Mazowszu co on.

Jak powinna wyglądać polityka transferowa Legii?
Budowa zespołu na 3-4 doświadczonych zawodnikach plus sprowadzenie najbardziej utalentowanych zawodników z ligi- perspektywicznych plus akademia. Tacy gracze nie byli by podstawowymi zawodnikami, ale po sprzedaniu podstawowego gracza wchodzili by do pierwszego składu. Ewentualnie Legia jeszcze powinna penetrować rynki- Łotwy, Estonii, Litwy, zachodniej Białorusi czy Ukrainy, Czech, Słowacji, Węgier czy Bałkany. Mamy wszystkie atuty by stać się takim klubem jak Porto dla graczy z Ameryki Południowej.

Z polskiej ligi kogo widzę kto mógłby wzmocnić Legie?
Dawidowicz
Kamiński
Olkowski
Visniakows
może Korzym gdy wróci do formy.
Z akademii w przyszłym sezonie o sile Legii mogą stanowić Jagieło i Tomasiewicz, a czekam aż pokażą w końcu Wieteske- najbardziej utalentowanego obrońcę w kraju. Zapowiada się znakomicie

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1