- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Jesień 2013: Etap drugi
Przerwa reprezentacyjna za nami, co oznacza, że serwowana kibicom dawka piłki powraca do dobrej normy wyznaczonej przez potrzeby rywalizacji klubowej. Dzięki pokonaniu Molde i zakwalifikowaniu się do fazy grupowej Ligi Europy, Legię przed kolejną przerwą reprezentacyjną czekają intensywne trzy tygodnie, podczas których rozegramy pięć meczów ligowych i dwa w europejskich pucharach.
Przerwy reprezentacyjne wyznaczają chwile oddechu między kolejnymi etapami rywalizacji w sezonie 2013/14. Nie dla wszystkich co prawda ten oddech, obecni w Legii przedstawiciele reprezentacji narodowych różnych roczników, na czele z Michałem Żyro (dwa mecze dla drużyny U-21 Marcina Dorny!), nie mogli liczyć na prawdziwy 'reset', ale w kilku innych przypadkach można było mieć nadzieję na zaliczenie cennych jednostek treningowych, czy na podleczenie drobnych urazów.
Pierwszy, letni etap sezonu 2013/14 przyniósł Legii wymierne pozytywy. Po pierwsze udało się zrealizować plan minimum na tegoroczny start w europejskich pucharach, jakim było wywalczenie awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Po drugie, mimo skupienia na meczach rozgrywanych w Europie i wiążącej się poniekąd z tym faktem intensywnej rotacji w obrębie pierwszej jedenastki, sierpień zakończyliśmy na pierwszym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Ogólnie pozytywny stosunek do powyższych osiągnięć jest jednak podszyty delikatną nutą rozczarowania. Legia w Europie prezentowała się nierówno, nie imponując stabilną formą, a kluczową w walce o Ligę Mistrzów rywalizację ze Steauą Bukareszt przegrała przez fatalną niefrasobliwość zademonstrowaną przez dziesięć minut rozgrywanego na własnym stadionie meczu rewanżowego. W lidze w pierwszej fazie rozgrywek korzystaliśmy z dobrodziejstw wielce nam przychylnego terminarza, mimo to przytrafiły się dwie porażki, których z pewnością można było uniknąć, pierwsza ze słabym Ruchem Chorzów na wyjeździe (jedyne zwycięstwo Ruchu na sześć ligowych prób - właśnie z Legią) i druga z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie zaprezentowaliśmy się jak gromada rozkojarzonych indywidualistów, a w defensywie desygnowaliśmy do gry parę Suler - Cichocki, która obecnie przeważnie strzeże dostępu do bramki... trzecioligowych rezerw.
Etap drugi wcale nie zapowiada się lżej. Jest wprawdzie rozłożony na krótszy czas, nie ma w nim meczów o takim znaczeniu, jak te z Molde i Steauą, jednak wyraźnie wzrośnie stopień trudności w krajowych szrankach, którym, skoro marzymy o ponowieniu próby awansu do Ligi Mistrzów już za rok, należy się obecnie zdecydowanie wyższy priorytet. Trzeba mieć w tych okolicznościach na uwadze, że jesteśmy polskim rodzynkiem na europejskich salonach, ligowi rywale będą, do czego zresztą zdążyliśmy się już przyzwyczaić, rzucać na Legię wszystkie siły, tymczasem my przed meczem z Górnikiem jedziemy na prestiżowy wyjazd do Rzymu, a istotny dla naszych losów w Lidze Europy pojedynek z Apollonem Limassol jest zaplanowany między meczami ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków. Nutę niepokoju wzbudza również świadomość, że Legia musiała bardzo szybko wkroczyć latem na dość wysoki poziom przygotowania do rywalizacji, zjawisko opadającej w pewnym momencie formy fizycznej wydaje się być trudne do uniknięcia, oby udało się zminimalizować jego skutki.
Oczekiwania wobec Legii są jednak wysokie - i muszą takie być. Status mistrza Polski zobowiązuje, podobnie jak przywilej reprezentowania kraju na międzynarodowej arenie. Jaki można nakreślić nowy 'plan minimum' na najbliższe tygodnie?
Liga Europy. 3-4 punkty. Grzechem byłoby nie podjąć rywalizacji o awans z naszej grupy, grupy skupiającej zespoły klasowe, o uznanej marce, ale z różnych względów możliwe do ukąszenia przez Legię, oczywiście Legię zdeterminowaną, skoncentrowaną, nie pozwalającą się stłamsić. Warunkiem niezbędnym do dalszego optymizmu jest pokonanie u siebie Apollonu Limassol. Przyznam, że nieco obawiam się, że Cypryjczycy zaprezentują futbol podobny do Hapoelu sprzed dwóch lat, styl dla nas niewygodny, dość chaotyczny, oparty na przewyższającym nas wyszkoleniu technicznym, że możemy podejść do tego meczu zbyt lekko i w efekcie srodze się oszukać, jednak powiedzmy sobie jasno - zwycięstwo z Apollonem u siebie to coś, czego od Legii zdecydowanie należy wymagać. Jeżeli natomiast chodzi o otwierający rywalizację w Lidze Europy mecz z Lazio, cóż, obiektywne porównanie piłkarskich potencjałów wypada dla nas, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt korzystnie, ale jednak może zdarzyć się tak, że pojawi się szansa, którą trzeba będzie po prostu wykorzystać. Przypomnijmy sobie Lecha Poznań w rywalizacji z Juventusem sprzed trzech lat i ducha w Rzymie nie traćmy.
Ekstraklasa. 11-15 punktów. Odnoszenie zwycięstw na Łazienkowskiej to dla nas obowiązek, nawet mimo faktu, że przyjdzie nam zmierzyć się z mocnym jesienią Górnikiem Zabrze, który tylko na skutek własnej nieskuteczności nie zapewnił sobie niedawno pozycji lidera w pojedynku z Lechią w Gdańsku oraz ze Śląskiem Wrocław, który co prawda stracił Waldemara Sobotę, ale w osobach Paixao i Plaku oraz powracającego do wysokiej dyspozycji Przemysława Kaźmierczaka zyskał niebezpieczne atuty ofensywne. W kategoriach obowiązku należy rozpatrywać również wyjazdowe zwycięstwo ze zdezelowaną Koroną, mimo że ostatnio dwukrotnie musieliśmy opuszczać Kielce na tarczy. O pozostałe punkty trzeba będzie walczyć w Białymstoku i Krakowie, w obu przypadkach, z nieco odmiennych być może względów, należy nastawić się na ciężką przeprawę, ale zakładam w tych meczach minimum remisy.
Stabilizacja składu, uniknięcie poważnych kontuzji, poprawienie dyspozycji Pinto i Dwaliszwilego. Są to czynniki w pewnym stopniu powiązane z kwestiami, o których była mowa wyżej, z nierówną letnią formą całego zespołu i stosowaną rotacją. Przed rotacją z pewnością nie uciekniemy, skazują nas na nią już w Kielcach urazy Wawrzyniaka i Bereszyńskiego, jednak chyba nie da się myśleć poważnie o osiąganiu wyników na miarę oczekiwań, nie koncentrując się w pewnym momencie na doskonaleniu zgrania, zrozumienia i boiskowych nawyków w obrębie wiodących ogniw pierwszej drużyny, uzupełnianych zawodnikami dobieranymi w systemie rotacji wedle aktualnych kadrowych możliwości i potrzeb rywalizacji z konkretnym rywalem. Kontuzje w Legii to temat drażliwy, coraz bardziej irytujący, zawodnicy z niewyjaśnionych przyczyn padają nam jak muchy, na tydzień, dwa, trzy, nie czuję się kompetentny, żeby podejmować próbę wyjaśnienia tego zjawiska, czy szukać jego rozwiązań, ale problem istnieje i nie można odwracać od niego wzroku. Z kolei jeżeli chodzi o Helio Pinto i Lado - kłopoty prześladujące tych zawodników uważam za nieprzyjemny cios dla koncepcji podnoszenia poziomu sportowego Legii przez wzmacnianie drużyny zawodnikami o umiejętnościach przewyższających aktualnie dostępny materiał, jeżeli nie jesteśmy w stanie optymalnie wykorzystać potencjału poszczególnych piłkarzy, z pewnością nie jest to dobry dobra wiadomość. Gdzie tkwią przyczyny takiego stanu rzeczy? Odpowiedź może być złożona (przekonuje o tych choćby kwestia ujawnionych przez Adama Dawidziuka problemów osobistych Pinto, mocno trzymajmy kciuki za Portugalczyka), wyciąganie wniosków i znalezienie odpowiedniej recepty to sprawa trenera, w każdym razie, nie ukrywam, życzyłbym sobie ujrzeć w drugim etapie sezonu tych zawodników wnoszących do gry Legii znacznie więcej niż w lipcu i sierpniu, w obu mocno wierzyłem, wierzę w nich nadal.
Śledźmy zatem drugi etap walki Legii o jak najlepsze wyniki osiągane w bieżących rozgrywkach, śledźmy z entuzjazmem, przecież wracają zastrzyki adrenaliny związane z kolejnymi meczami rozgrywanymi przez Legię, także z wiarą, przecież, z całym szacunkiem dla znakomitej większości naszych najbliższych rywali, to oni powinni obawiać się nas bardziej niż my ich. Do dzieła, Panowie.


Mam wrażenie, że mijająca przerwa w rozgrywkach nie przysłużyła się do poprawy formy. A nawet sądzę, że możemy wyglądać gorzej niż dotychczas. Z dwóch powodów.
1. Kadra. Mimo, że powołania legionistów do kadr narodowych są zaszczytem to niestety nie jest to dobre dla Legii. Tu mam na myśli Juniora, Wawrzyniaka, Rzeźniczaka, Zyro, Ojamee i Dwaliszwilego. Bez mała dwa tygodnie poza klubem, bez możliwości regeneracji, naładowania akumulatorów i dodatkowej pracy nad szwankującymi elementami. Było to niezbędne dla ich organizmów po tak intensywnym początku sezonu. Większość chłopaków wróci zmęczona, tak jakby wcale nie miała przerwy. Ci, co mało grali to przynajmniej nie wrócą zarżnięci fizycznie i będą do dyspozycji sztabu szkoleniowego. Jednak nie da się ukryć, że podróże i obciążenie psychiczne na pewno odczuły ich organizmy. Natomiast najmniej pożytku będzie z Jakuba Wawrzyniaka i Michała Żyro. Pierwszy wypada z obiegu przez kontuzję, zaś drugi nie jest gotowy na taką intensywność gier. Żyro ledwo wyleczył uraz i w pierwszej kolejności powinien nadrobić zaległości w przygotowaniu kondycyjnym w przerwie na kadrę. On teraz wróci wyciśnięty jak gąbka ze skrajnym poczuciem zmęczenia. Teraz powinien dostać tydzień urlopu w sanatorium, a będzie wypychany na boisko. Pozostali także nie będą imponowali energią i świeżością.
Należy także przypomnieć, że ww. piłkarze (poza Rzeźnikiem)nie błyszczą formą. Nie rozsadza ich energia, którą mogą podzielić się z reprezentacją. Dla nich najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłaby praca w klubie nad poprawą dyspozycji i zrozumienia z kolegami na boisku. Ale nie było takiej możliwości to i trudno oczekiwać pozytywnych zmian.
Jednak najbardziej martwi brak możliwości pracy treningowej z dwójką podstawowych stoperów: z Rzeźniczakiem i Juniorem. Obaj przecież byli poza klubem. Ani nie poprawiono zgrania, ani nie pracowano nad wyeliminowaniem błędów, ani zajęcia taktyczne nie można brać na poważnie skoro obaj w nich nie uczestniczyli.
2. Organizacja pracy treningowej. Ostatni mecz graliśmy 31 sierpnia, następny przypada 14 września. Wychodzi 14 dni między meczami. Ile jednostek treningowych odbyła drużyna? Mi wychodzi 6 lub 7 pojedynczych jednostek treningowych, licząc z testami fizycznymi. I to dla każdego, bez względu na to, czy wcześniej grał w każdym meczu, czy leczył kontuzję. Klika dni bezpowrotnie zaprzepaszczono. Przynajmniej dwa razy więcej jednostek treningowych powinno się odbyć. A wielu z naszych graczy wręcz potrzebuje dodatkowych treningów. Naprawdę nie ma możliwości poprawy jakości gry bez częstej i intensywnej pracy. Szczególnie, że mamy mnóstwo rzeczy do poprawy. Nie stać nas na luksus lenistwa, kiedy mamy możliwość intensywnego niczym niezakłóconego potrenowania przez dwa tygodnie. Zwłaszcza, że czeka nas miesiąc, w którym trenować praktycznie nie ma kiedy.
Spodziewałem się maksymalnie dwóch dni wolnych, a reszta przerwy zostanie spożytkowana na podwójne sesje treningowe. Na bardzo spersonifikowane mikrocykle treningowe. Szczególnie w zakresie taktyki, techniki użytkowej oraz sfg.
Klub musi zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Mało treningów -> słaba gra -> niezadowalające wyniki -> mniej kibiców i sponsorów -> mniej kasy -> brak wzmocnień i może budowy Akademii -> stagnacja i brak rozwoju.
Można dostrzec także niepokojące przejawy braku panowania nad procesem treningowym, gdyż znowu na "przerwę" na reprezentację sztab zamiast treningu funduje piłkarzom 3 dni wolnego /poprzednio były 2/. Przypomnieć należy, że na wiosnę w takiej przerwie zwiększono obciążenia treningowe. Więc albo warsztat albo metodyka treningu fizycznego leżą i kwiczą. Do tego kontuzje mięśniowe, głównie mięśnia dwugłowego uda. Jak przekonywał mnie lekarz sportowy /pracował w klubie piłkarskim i na oddziale ortopedycznym szpitala/ kontuzje mięśni "odpowiedzialnych" za wytrzymałość /dwugłowy/ i szybkość/czworogłowy/ są podatne na urazy z odmiennych powodów. A mianowicie czworogłowy, kiedy jest stan niedotrenowania, gdyż zawodnik powodowany ambicją i sytuacją na boisku chce ruszać się szybciej i dynamiczniej i mięsień nie wytrzymuje. Natomiast dwugłowy w stanie przetrenowania, gdyż jest osłabiony i nie wytrzymuje obciążenia biegowego w meczu. Generalnie mniej jest kontuzji mięśniowych przy zachowaniu naturalnych metod kształtowania cech motorycznych i wzmacniania mięśni niż zastępowanie tego procesu przyrządami. Mało tego, można było bez trudu zauważyć spadek dynamiki u większości zawodników wraz z trwaniem rozgrywek od ich początku do ostatniej przerwy. Wystartowaliśmy z Widzewem jak konie wyścigowe, a kończyliśmy jak wycieńczone chabety. Powtarzałem i powtarzam. Legia musi być klubem profesjonalnym w każdym elemencie i nie może sobie pozwolić na to aby ktokolwiek w nie się przyuczał do zawodu.
Niestety poziom naszej ligi jest dramatycznie niski. Co prawda średni od lat bardzo powoli, ale rośnie to w czołówce jest coraz gorzej. Na tle słabiutkich zespołów /Lech i Śląsk w Pucharach/ wypadamy całkiem całkiem. Ale ta słabość ligi nie jest naszą siłą, ale też słabością. Jak bowiem tak naprawdę zmotywować zawodnika do dużego wysiłku na treningu i w meczu kiedy on wie ,ze rywal jest mizerny? Nie będę wracał do przeszłości, ale konkurencja wymuszała na zawodnikach i klubach podnoszenie i umiejętności i poziomu gry.
I na koniec, też zgoda z Dzynkiem: "Gawin wieczny optymista". I niech tak dalej ma, byle mu się sprawdzało.
Panowie, wciąż nie udało się Wam przekonać mnie, że zwiększona dawka treningów jest skutecznym lekarstwem na brak wyszkolenia 28 letnich chłopów. Szczególnie, że wewnątrz sezonowe mikrocykle treningowe, z reguły mają za zadanie utrzymać najwyższą formę, a nie poprawiać elementy wyszkolenia piłkarskiego zawodników. O tym czy spełniają swoją rolę możemy rozmawiać, ale sorry, poprawy jakości piłkarskiej się po nich nie spodziewam. Pewien też jestem jednego, zwiększenie dawek treningowych w przerwie reprezentacyjnej nie ma szans na poprawę czegokolwiek. Szczególnie, że na tych treningach meldowało się w porywach siedmiu graczy i to raczej tych, tak zwanego "drugiego" wyboru. Czy "znęcanie" się nad nimi poprawiłoby znacznie organizację gry zespołu? Sorry, ale szczerze wątpię.
Widzisz jak prezentował się Dwaliszwili w Polonii i u nas. Przedstawię Tobie dzień treningowy w tejże Polonii w mikrocyklu. A swoją drogą kto Ci powiedział, ze w mikrocyklu się nie trenuje tylko udaje? To co jest w Legii jest parodią treningu i mimo, że mamy naprawdę dobrze wyszkolonych zawodników to jak się nie zmieni ich nastawienia do pracy to żadnych większych sukcesów nie odniosą.
A teraz ten dzień w Polonii. Piłkarze w klubie byli od rana. Śniadanie w klubie. Dbał o menu Pan Wiśnik. Potem trening z przyrządami /atlas, sztangi, hantle, ekspandery/ przy częstej ich zmianie. Duża intensywność ćwiczeń i dokładność. Wszystko pod nadzorem. Potem przerwa. I drugie śniadanie. Po nim zajęcia z psychologiem. Ćwiczył on z piłkarzami cechy wolicjonalne takie jak motywacja czy kooperacja, a także stosował elementy treningu inerpersonalnego. Znowu przerwa i kolejny posiłek. Dłuzsza przerwa w czasie której piłkarze grali w różne gry, czytali, niektórzy spali. I ostatnia część to wyjazd do Starych Babic na boisko. Tu najpierw bieg ciągły ok.10 min. o sporej intensywności, następnie kilkanaście minut treningu taktycznego /gra 2 na 3 i inne konfiguracje/ na dużej szybkości. Znów bieg ciągły i zajęcia taktyczne. Znowu bieg ciągły, trening strzelecki i gierka na połowie boiska. Powrót do klubu i i jego opuszczenie. Polonia miała najlepszy sztab szkoleniowy w zeszłym sezonie. Taktycznie prezentowała się średnio, bo zajęcia z niej były na poziomie juniorów. W czołówce była dzięki wybornemu przygotowaniu fizycznemu i nikt o Vładimirze nie mówił, ze jest wolny. Porównaj to z tym całym pobytem w naszym klubie w wymiarze 90 minut. I tak lepiej jak za Skroży, gdzie była niecała godzina.
I do tego to lekceważenie, a właściwie nienauczenie właściwego wykonywania ćwiczeń. Tu liczy się dokładność, bo w przeciwnym razie tracą one sens. Zauważ na rozgrzewce przedmeczowej jak nasi wykonują ćwiczenia np. element skippingu. Prawidłowo, aby jedne mięśnie rozciągnąć, a inne naciągnąć kolano musi być uniesione do poziomu pasa. Nasi podnoszą najwyżej do połowy uda. I nikt nie zwraca na to uwagi.
Stare przysłowie głosi "Bez pracy nie ma kołaczy" i "Tylko pracą ludzie się bogacą".
Chyba masz jakąś blokadę na naukę, albo uczulenie na systematyczną pracę
Mikrocykle mogą także służyć kształtowaniu pożądanych umiejętności. Szczególnie jest to praktykowane, kiedy jest dłuższa przerwa w rozgrywkach.
Przy tej organizacji pracy faktycznie nie ma co liczyć na poprawę. Przy takim podejściu trenera na pewno chłopaki nie poprawią umiejętności. Nawet jakby miał jednego człowieka do dyspozycji to powinien całkowicie poświęcić się na tym, aby za dwa tygodnie zrobić go lepszym piłkarzem. Przy małej ilości zawodników można skupić się na indywidualnym wyszkoleniu. A z siedmioma to już można nawet gierki organizować. Kwestia chęci.
Zbyszek pokazał na przykładzie Polonii, że można więcej pracować i dzięki temu osiąga się dobre efekty. Stokowiec sam tego nie wymyślił. Przywiózł pewną metodologię i systematykę pracy z Zachodu. Tam to jest norma. Jak widać nawet ze słabymi i przeciętnymi piłkarzami można wiele poprawić i dużo wytrenować wyłącznie dzięki dobrej organizacji pracy.
Może jestem staromodny, ale zawsze mnie uczono, że trening czyni mistrza. Powtarzanie tej samej czynności wielokrotnie sprawia, że z czasem stajesz się biegły w jej wykonywaniu. Tak się nauczyłem języka obcego, bo codziennie uczyłem się 20 słówek i powtarzałem codziennie dotychczas wyuczone. Tak się nauczyłem gotować co kilka dni pichcąc to samo danie. Tak właśnie piłkarz uczy się techniki użytkowej regularnie powtarzając określone ćwiczenie. Nawet jakby trenerowi został tylko Kucharczyk to mógł mu codziennie organizować ćwiczenia lewej nogi. Do tego potrzeba max dwóch ludzi, piłka, godzinka dziennie oraz trochę chęci i systematyczności. Inaczej nie da się zmodyfikować jego umiejętności. To jest jedyna droga do rozwoju, do stawania się lepszym.
Tę twoją doskonałą Polonię w ostatnich 10 latach było stać maks. na 4 miejsce w lidze. Z Dwaliszwilim, Wszołkiem i Teodorczykiem w składzie zdobyli zaledwie 6 miejsce. Jeśli porównać to do osiągnięć Legii, to ja już wolę metody treningowe Urbana.
@Dzynek
Może i przyznałbym ci rację gdyby nie to, co obserwuję własnymi oczami na boisku w meczach Legii. Poziom wyszkolenia naszych piłkarzy jest nieosiągalny dla większości polskich klubów. Wczoraj było kilka takich fragmentów, kilka takich zagrań, gdzie człowiek zastanawiał się, czy to naprawdę jest polski klub.
Napisałeś dwa posty, w których jak na dłoni widać twoją niekonsekwencję rozumowania. W pierwszym twierdzisz, że pozycja Polonii na koniec sezonu była spowodowana odejściem kluczowych piłkarzy a w drugim, że piłkarze Legii są za słabi na puchary. Inaczej mówiąc, ci, którzy zostali w Polonii byli za słabi, żeby wskoczyć wyżej niż na 6 miejsce i to mimo doskonałej organizacji treningów przez Stokowca. Dobrze zrozumiałem? A nie przyszło ci przypadkiem do głowy, że identyczna sytuacja jest w Legii? Że nasi piłkarze są zbyt słabi, żeby awansować do LM, niezależnie od umiejętności trenera?
W Polonii prawie każdemu już nie chciało się grać. Nie zależało na poświęceniu, na grze do ostatniego tchu. Praktycznie przez całą rundę wiosenną. Bo wszyscy czuli się oszukani. Rozumieli sytuację i dla większości wiadome było, że kończy się ich przygoda w Polonii. Mentalnie byli poza klubem. Podejrzewam, że gdyby sytuacja finansowa była uporządkowana to walczyliby o puchary, mimo zimowych ubytków kadrowych. Odejście graczy w zimowym okienku było dotkliwą stratą, lecz głównym powodem słabszych wyników wiosną był klimat wokół klubu i związana z tym niepewna przyszłość piłkarzy. A Stokowiec pokazał, że w takiej sytuacji z rezerwowych potrafi zrobić graczy pierwszoplanowych, że potrafi całkiem przyzwoicie załatać nawet największe ubytki w kadrze, z tego materiału, który jest w klubie. Nawet jeśli umiejętności ich do tego nie predysponują. Właśnie dzięki jego metodom pracy. W ich sytuacji 6 miejsce to bardzo dobry wynik.
Oczywiście, że nasi piłkarze są słabi porównując do tego, jak się gra na Zachodzie. I według twojego rozumowania już nic nie da się z tym zrobić? Słaby piłkarz, wszystkiemu winien i koniec dyskusji. Naprawdę sądzisz, że trener nie ma wpływu na kształtowanie umiejętności piłkarzy? To na co on jest? W takim razie powiedz mi jak sobie wyobrażasz rozwój piłkarza, skoro trener nic nie jest w stanie zmienić, bo według ciebie ma słaby materiał winny wszystkim niepowodzeniom? A jak jest rola trenera? Mówi kolesiowi, że jest słaby i nic z niego nie będzie? Przepraszam, ale nie za bardzo ogarniam.
Cały czas powtarzam, że mogą być o wiele lepsi. Tylko muszą ciężko pracować. O wiele więcej i o wiele bardziej intensywnie niż teraz. Odpowiednia organizacja pracy jest kluczowa, żeby myśleć o rozwoju. Jak widać po efektach pracy Stokowca dużo da się wyciągnąć nawet z przeciętnego kopacza.
Jakie to są te "efekty pracy Stokowca"? Zdobył jakieś trofeum? Osiągnął coś dzięki tej swojej pracy?
A Stokowiec pokazał, że w takiej sytuacji z rezerwowych potrafi zrobić graczy pierwszoplanowych, że potrafi całkiem przyzwoicie załatać nawet największe ubytki w kadrze, z tego materiału, który jest w klubie. Nawet jeśli umiejętności ich do tego nie predysponują. Właśnie dzięki jego metodom pracy.
Od 1 stycznia 2013 roku w 15 meczach zdobyli 14 punktów. 3 wygrane, 5 remisów, 7 porażek. Przedostatnie miejsce w tabeli rundy wiosennej. Faktycznie, "przyzwoicie" załatał.
Żeby było jasne - znam i doceniam wartość ciężkiej pracy (wprawdzie nie na boisku piłkarskim, ale nie zakładam, żeby miejsce było tu aż tak istotne). Natomiast obsztorcowywanie Urbana, który odniósł w Legii największy sukces od 18 lat, przy jednoczesnym wychwalaniu osobnika pozbawionego kompletnie kręgosłupa moralnego (nikt inny nie utrzymałby się tyle lat u Wojciechowskiego) uważam za mocne przegięcie.
A nie bierzesz pod uwagę, że jest dokładnie odwrotnie niż sądzisz? Że właśnie Urban wyciąga z tych piłkarzy maksimum na co ich stać? Popatrz na Koseckiego czy Radovica. Przecież oni nigdy tak nie grali jak grają teraz. Jodłowiec przed kontuzją pokazywał na pozycji DM takie sztuczki o jakie nigdy go nie podejrzewałem. A już najlepszym przykładem jest Gruzin, na którym już chyba wszyscy (łącznie ze mną) postawili krzyżyk a tu się okazuje, że w końcu coś tam mu się odetkało. Ja myślę, że te wszystkie krytyczne głosy dotyczące Urbana, to pokłosie tej nieszczęsnej rotacji, przez którą przegraliśmy dwa ligowe mecze. Ale na szczęście mecz z Koroną pokazał, że Urban dał sobie z tymi eksperymentami spokój.
Po pierwsze nie deprecjonuję sukcesów Urbana. Nie przypominam sobie, żebym miał pretensje do osiągniętych wyników. Z faktami nie ma co dyskutować. Natomiast cały czas podkreślam, że nie można spoczywać na laurach i zadowalać się osiągniętym wynikiem. To już przeszłość. Jedynie, co możemy to wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość, żeby sukcesy były regularne i w minimalnym stopniu zależne od szczęśliwych zbiegów okoliczności. Szczególnie, że podnosimy sobie poprzeczkę i zamierzamy dobrze pokazać się w Europie. Jest aż nadto wiele przykładów cykli treningowych, żeby stwierdzić, że u Urbana zawodnicy za bardzo nie przemęczają się. To jest stwierdzenie faktów.
W kwestii osiągnięć Stokowca.
Żeby nie strzelać na oślep musiałem sięgnąć do źródeł internetowych.
Wypromował Wszołka, Teodorczyka, Pazio na poziom reprezentacyjny. Graczy dotychczas okupujących ławkę lub grających w rezerwach.
Brzyski, Dwaliszwili, Piątek zagrali najlepszą rundę jesienną w karierze. Gra była szybka i przyjemna dla oka.
Wiosną już nie miał większości kluczowych graczy, bo dostali propozycje z lepszych klubów. A mimo to wypromował rezerwowego Przybeckiego, Barana, Hołotę i Kiełba, zaś pokonać Polonię nie było łatwo. Praktycznie wszyscy gracze Polonii nadal grają na poziomie TME. I warto zauważyć, że teraz grają gorzej niż to miało miejsce w Polonii. Mając na uwadze problemy w klubie warto pamiętać, że pokonali Lecha i Górnik na wyjeździe oraz Podbeskidzie u siebie. Remisy z Bełchatowem, Śląskiem, Zagłębiem i Piastem. To świetne wyniki,zważywszy na formę przeciwników i miejsce jakie zajęli w tabeli na koniec sezonu. I cały czas trzeba pamiętać w jakich warunkach funkcjonowali.
Żeby nie ciągnąć wątku podsumuję to jednym zdaniem.
Cenię trenera, który z gówna umie zrobić czekoladę.
Nie. Oni mają ogromne rezerwy. Nawet mogą nie być tego świadomi. Uwierz mi, znam się na tym. I grali już lepiej. Szczególnie Radović. Warto to wspomnieć pucharową jesień za Skorzy, czy pierwszą rundę Radovica w Polsce. Dwaliszwili zdecydowanie fajniej funkcjonował w Polonii i dużo mu brakuje do formy jaką mnie osobiście zachwycił. Kosecki się nie rozwija. Dalej jedyną jego bonią jest drybling i łamanie akcji do środka. I takich graczy jest więcej. Takich, o których nie można powiedzieć, ze grają lepiej niż w poprzedniej rundzie lub kiedykolwiek w karierze. W tej grupie widzę: Wawrzyniaka, Bereszyńskiego, Brozia, Vrdoljaka, Łukasika, Żyro, Kucharczyka.
Odpowiedz mi, czy Bereszyński i Kucharczyk grają w rundzie jesiennej lepiej niż na wiosnę?
Jeśli zaś przyjrzymy się meczom, w których zagrali to dojdziemy do wniosku, że...wcale nie jest lepiej niż wiosną.
Kucharczyka bronią tylko bramki, ale nie do końca. Strzelał tylko słabym drużynom: TNS, Widzewowi i Koronie. Wszystkie dramatycznie prezentowały się w obronie, a Michał praktycznie dostawał patelnie. W pozostałych meczach z silniejszym przeciwnikiem był jednym z najgorszych na boisku. Nadal u niego kuleją te same elementy piłkarskiego rzemiosła co dotychczas. Technika, a szczególnie przyjęcie i panowanie nad piłką, drybling, celność strzału, ruch bez piłki.
Szkoda Bereszyńskiego. Ale nie da się ukryć, że po jego stronie zaczynały się akcje, które kończyły się bramką dla Widzewa, Molde, Steauy. I nie przez braki motoryczne, lecz przez złe zachowania w strefie obronnej.
Żyro jest zdrowy praktycznie od początku przygotowań do sezonu. Na obozach był jednym z wyróżniających się graczy. Okres ochronny dla niego już dawno minął. Nie da się usprawiedliwić jego apatyczności i boiskowego lenistwa kontuzją sprzed kliku miesięcy.
Dla Widzewa, powiadasz. Faktycznie, jak podstawowy prawy obrońca ustawia się na trybunach, to trudno, żeby blokował akcję na swojej stronie.
Na początek mam prośbę „moje blokady” zostawmy w spokoju. Skupmy się na naszych argumentach lub ewentualnie ich braku. Proszę, operujmy na poziomie naszych przekonań bez wspinania się na oceny personalne. wierzę, a raczej jestem wręcz przekonany, że będzie nam zdecydowanie łatwiej i przyjemniej prowadzić dalsze dysputy.
Nawiązując do legijnych treningów, ja rozumiem ciągoty Twoje i Zbyszka, prawdę mówiąc wcale nie stoję wobec tego okoniem. Ba, wręcz uważam, że poszczególni piłkarze mają wielkie braki i mogliby, a nawet powinni uzupełniać klubowy mikrocykl. Tylko, że to w dużym stopniu zależy od ich profesjonalizmu. Doskonale wiemy, że piłkarze wybitni, jak David Beckham czy CR7 poświęcają(li) mnóstwo czasu na doszkalanie. Techniki, stałych fragmentów gry czy choćby trening siłowy. U nas taki Michał Efir może powiedzieć (i zrobić bo to taki chłopak) coś takiego: ”Ale na pewno sam będę chciał zostawać po treningach, może umawiać się z trenerami dwa razy dziennie, bo po pół roku mam braki, straciłem okres przygotowawczy. Samo się nie nadrobi.” Od razu pojawia mi się pytanie, czemu nasi doświadczeni gracze już tak nie mogą? Co im nie pozwala? Co stoi na przeszkodzie takiemu Łukasikowi czy Furmanowi brać przykład z CR7 i do upadłego ćwiczyć te fatalne jak na razie stałe fragmenty. Ile Oni tego ćwiczą tygodniowo? 50 powtórzeń, 100? Sorry, ale taki wspominany już David Beckham umarłby ze śmiechu.
Dlatego też ja jestem za ćwiczeniami, za zwiększeniem ich intensywności (choć w Legii i tak nie jest źle pod tym względem) ale proszę zachowajmy zdrowy rozsądek. Jak czytam, że nie wykorzystano przerwy na reprezentację to łapie się za głowę? Kto nie wykorzystał, się pytam? Skaba, Kucharczyk i Pinto? Tak samo nie potrafię się zgodzić gdy Zbyszek opisuje mi rzekomy profesjonalizm treningów w Polonii (proponuję przypomnieć sobie wywiady z samym Stokowcem i jego piłkarzami opasujące jak to naprawdę wyglądało i dlaczego musieli spotykać się w klubie z samego rana, oraz jak do tego podchodzili) Podobny sprzeciw budzi się we mnie gdy czytam Twoje słowa: ”Papierkiem lakmusowym pracy Stokowca jest runda jesienna. Zajęli 3 miejsce głównie prezentując dość efektowny i skuteczny futbol.”. No bo sorry, ale coś mi się tu nie zgadza. Jeśli te doskonałe, wręcz perfekcyjne treningi zaowocowały wspaniałym czwartym miejscem w tabeli (z 28 punktami na koncie) to… co musiało się dziać w Legii, że ta ukończyła wspomniany okres na pierwszym miejscu z 33 oczkami? Wybacz, ale mam tu jakiś dysonans poznawczy.
O klasie piłkarzy też raczej nie ma sensu dyskutować, w końcu z jakiegoś powodu pół ligi rzuciło się na futbolistów w czarnych trykotach. W końcu my też od nich kupowaliśmy poszczególnych zawodników, którzy to później mieli wielkie problemy z przystosowaniem się do naszego stylu gry. Przestawił się Tomasz Brzyski, bardzo poprawił się Tomasz Jodłowiec, jestem pewien, że i Vladirer Dvaliszvili załapie o co tutaj chodzi. Czy odbędzie się to poprzez dodatkowe sesja treningowe? Być może, ale może tez być tak, że potrzeba odpowiedniej dawki gry. A tej nie zastąpią treningi.
Natomiast pewno zgadzam się ze słowami ”Poziom wyszkolenia legionistów nie jest wysoki.” choć pozwalam sobie zmienić z legionistów na polskich piłkarzy, a nawet na piłkarzy występujących na naszych boiskach. Dramatem wręcz jest to, że za wzór uznaje się Sebastiana Milę, czy Helio Pinto, podczas gdy Ci gracze to standardowy poziom wyszkolenia technicznego. Są nieźli, ale bez przesady, łba to ta ich technika nie urywa. Niedawno przyjechała do nas Steaua Bukareszt i większość ich piłkarzy prezentowała podobny lub wyższy poziom. A u nas? Ile w jednym meczu możemy naliczyć nieudanych czterometrowych podań? Ile zagrań do partnera obok nie znajduje adresata? Ile razy, do jasnej cholery można nie trafić w partnera ze stojącej piłki? Milę, który to potrafi wynosimy nad niebiosa, a prawdę powiedziawszy chłop niewiele więcej potrafi. Przy takim Rakiticiu to zupełny neptek. Dlatego też wybacz, ale ciężkie treningi? Owszem, ale na Boga dużo, dużo wcześniej niż w wieku wspomnianych przeze mnie 28 lat. Teraz to Jan Urban musi dbać o formę (nie przeczę tu wciąż ma niemały problem) i podstaw taktyki, bo z tą problemy mają wszyscy.
Zgadzam się też ze stwierdzeniem ” Naprawdę sądzisz, że trener nie ma wpływu na kształtowanie umiejętności piłkarzy? To na co on jest?”. Sądzę, oczywiście, że ma. Ba, od tego jest, ale zdecydowanie ciężej jest poprawić starego wygę a inaczej pracuje się z młodych, chętnym harpaganem. I tu Janek Urban, pomimo swoich zupełnie nieprofesjonalnych i beznadziejnie niewystarczająco, krótkich treningów ma znaczne sukcesy. Wystarczy popatrzeć na Kubę Koseckiego, Daniela Łukasika, Dominika Furmana, Michała Kucharczyka, czy nawet Bartosza Bereszyńskiego.
Na koniec dorzucę, że w pełni popieram i to stwierdzenie ” Nie. Oni mają ogromne rezerwy. Nawet mogą nie być tego świadomi.” Pewnie, że mają i uwierz mi dobrze o tym wiedzą. Z tym, że na każdym treningu widać jak wiele i w jaki wielu miejscach im brakuje. Wszystkiego na raz nie poprawisz. Wszystkiemu nie zaradzisz. Szczególnie z piłkarzami, którzy jakoś nie garną się do pracy nad własnymi niedostatkami. I to jest chyba główny problem, ale też nie jedyny.
Masz rację. I trafnie wyczuwasz, że jest różnica pomiędzy graczem, a dobrze przygotowanym fizycznie atletą. Jest to najtrudniejszy element przy ocenie zawodnika: jak odróżnić formę od umiejętności. Dlatego skauci, którzy to potrafią czynić są na wagę złota. W Legii mamy niezwykle utalentowanych zawodników i jeszcze z Akademii przybędą.
Tylko jak odpowiadał nieodżałowany Kazio Deyna na pytanie: czy miał talent? "Tak. Miałem talent... do ciężkiej pracy".
@CTP.
Odpowiem Tobie słowami Pana Osucha: "Poza Dvaliszwilim to te Wszołki, Teodorczyki i inne Polonisty miały wszystko, tylko nie umiały grać w piłkę". Gdybyśmy my mieli taki sztab i tak pracowali to z naszymi utalentowanymi zawodnikami, umiejącymi grac w piłkę byśmy byli co najmniej w półfinale LM.
No skoro taki autorytet jak Osuch mówi coś takiego, to musi być prawda.
Sorry za ten sarkazm ale kto to jest ten Osuch i dlaczego ma być dla mnie wyrocznią?
Jak z piosenki Młynarskiego, tylko a rebus: "Pan mnie nie wyczuwa". Te piłkarzyki z Polonii, poza Vładimirem siedzą na trybunach, bo na boisku się gra. W piłkę. Co im obce jest.
Jak nie ma chęci to wiadomo, że nie będzie poprawy. Ale warto też takiemu piłkarzowi pomóc. Warto wykreować bodziec do przyjścia do klubu. W końcu od dyspozycji piłkarzy zależą losy klubu. Piłkarz nie funkcjonuje w próżni. Żeby mógł ćwiczyć rzuty rożne potrzebuje kawałek placu z bramką, piłki, trenera i najlepiej ze dwóch kolegów. Najlepiej to zorganizować prikazem, żeby nie było wykręcania się jak to jest w zwyczaju w takich sytuacjach. Przychodzą i ćwiczą, aż noga spuchnie.
---"Jak czytam, że nie wykorzystano przerwy na reprezentację to łapie się za głowę? Kto nie wykorzystał, się pytam? Skaba, Kucharczyk i Pinto?"---
Jeszcze 4 znajdź i będzie komplet. Czy możesz powiedzieć, że są już kompletnymi graczami i nie muszą nic poprawiać? Oczywiście, że nie. Można powiedzieć, że nikt im nie zabraniał przyjść do klubu, ale pamiętać trzeba, że piłkarz sam z siebie nie zagoni się do roboty jak nie stworzysz mu warunków i nad nim bata nie postawisz. Taka mentalność zawodowa. Tym bardziej trzeba chwalić postawę Efira. Tylko ciekaw jestem jak będzie z wykonaniem.
Poloniści nie mieli lekko, musieli dostosować się do warunków. Skoro działało, to może w Legii warto powtórzyć, bo od dobrobytu poprzewracało się w głowach. Piłkarz zawsze będzie wybrzydzał na konieczność wczesnego stawienia się w klubie oraz pozostawanie w nim dłużej niż 3 godziny.
---"No bo sorry, ale coś mi się tu nie zgadza. Jeśli te doskonałe, wręcz perfekcyjne treningi zaowocowały wspaniałym czwartym miejscem w tabeli (z 28 punktami na koncie) to… co musiało się dziać w Legii, że ta ukończyła wspomniany okres na pierwszym miejscu z 33 oczkami? Wybacz, ale mam tu jakiś dysonans poznawczy."---
Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi. W Polonii zrobili świetny wynik nie mając warunków do pracy i jedynie świetną organizacją w trudnych warunkach oraz jakością treningów zaszli tak wysoko. Oczywiście, ze nie były to perfekcyjne treningi. Były dostosowane do zawodników i warunków pracy. Wyciśnięto maksa z tego, co było.
A Legia szła własną ścieżką. Osiągnęła to co powinna osiągnąć zważywszy na komfort pracy i posiadaną kadrę. Niby co ma się nie zgadzać? Że Polonia nie okupowała ostatniego miejsca? To chyba warto docenić ten dorobek i zastanowić się, co mógłby Stokowiec osiągnąć, gdyby miał takie warunki jak Urban. I jeden i drugi nie poświęca zbyt wiele czasu na naukę techniki i taktyki.
---"Przestawił się Tomasz Brzyski, bardzo poprawił się Tomasz Jodłowiec, jestem pewien, że i Vladirer Dvaliszvili załapie o co tutaj chodzi. Czy odbędzie się to poprzez dodatkowe sesja treningowe? Być może, ale może tez być tak, że potrzeba odpowiedniej dawki gry. A tej nie zastąpią treningi. ".
Oczywiście, że meczami można wiele doszlifować, ale główną pracę wykonuje się na treningach. Rytmem meczowym wielu rzeczy nie poprawisz. Brzyski poprawi grę w obronie jak ktoś z nim usiądzie przed projektorem i pokarze błędy oraz optymalne rozwiązania, a później będzie to egzekwował na treningu, aż dojdziemy do zadowalającego poziomu wytrenowania. Inaczej będzie te same klopsy w ustawieniu powielał.
---"Dlatego też wybacz, ale ciężkie treningi? Owszem, ale na Boga dużo, dużo wcześniej niż w wieku wspomnianych przeze mnie 28 lat. Teraz to Jan Urban musi dbać o formę (nie przeczę tu wciąż ma niemały problem) i podstaw taktyki, bo z tą problemy mają wszyscy".
Mamy kadrę jaką mamy. Jeśli zachodzi konieczność nauczenia Vrdoljaka umiejętności prawidłowej oceny sytuacji, orientacji, co się wokół niego dzieje oraz podjęcia i wykonania prawidłowej decyzji, żeby nie kończyło się stratą to trzeba mu odpowiednie treningi zorganizować. Teoretyczne i praktyczne symulujące zdarzenia na boisku, kiedy właśnie w jego przypadku dochodzi do straty. Jeśli nie ma komu podać to trzeba zorganizować treningi pokazywania się partnerów do podania aż będą to robić automatycznie. Jeśli ma problemy z celnym podaniem to trzeba przygotować treningi podań w biegu, z obrońcą na plecach, w momencie pressingu czy podwajania. Choćby do ustawionych pachołków. I tak można bez końca wymieniać. Jeśli coś źle funkcjonuje to trzeba trenować, żeby to zmienić. Meczem tego nie zmodyfikujesz, a na dalsze błędy nie możesz sobie pozwolić. Mniejsze lub większe efekty na pewno przyniesie. Innej drogi nie ma.
Nie umniejszam zasług Urbana w umiejętności wprowadzania młodych do kadry. Tyle, że teraz chłopaki awansowali na półkę wyżej i trzeba nowe problemy rozwiązywać. Metody pracy, które dotychczas działały na młody organizm pragnący tylko dostania szansy pokazania się na boisku teraz już tak dobrze nie działają.
Kosecki nie rozwija repertuaru zagrań, bo praktycznie nie musi martwić się o pozycję w drużynie. Łukasik stracił agresywność i chęci do biegania, Kucharczyka opisałem wyżej. Dodam, że z jego umiejętnościami i ograniczeniami wyłącznie pasuje do ataku. Na skrzydle nie ma pożądanych umiejętności i bez dodatkowych treningów się nie rozwinie. Bereszyński nadal nie poprawił gry w obronie. Chociaż jakby ustawiania pilnował, to byłby mały progres. A tak nie ma atutów w momencie słabej formy fizycznej. Jedynie Furman idzie do przodu.
---"Wszystkiego na raz nie poprawisz. Wszystkiemu nie zaradzisz"---
Gdy na trening poświęcasz 1,5 - 2 godziny dziennie (lecz nie codziennie) z głównym akcentem na odpowiednie pobudzenie mięśni i gierki taktyczne to nie ma szans nic poprawić. Zwłaszcza, że te treningi służą głównie przygotowaniu konkretnej jedenastki piłkarzy do wykonywania konkretnych zagrań. A jak masz okazję trenować częściej, dłużej i intensywniej w czasie przerwy w rozgrywkach to dostajesz wolne.
Trzy sprawy. Pierwsza, nie wiem czy dobrze zabrzmiałem, na wszelki wypadek pozwolę sobie na uściślenie. Absolutnie nie zamierzam umniejszać roli trenera Stokowca. To co osiągnął w Polonii budzi mój wieli szacunek. I nie ma tu znaczenia, że Garm miał wiele racji co do "ludzkiego" oblicza tego szkoleniowca. Jak widać te sprawy nie zawsze idą ze sobą w parze. Druga i zarazem trzecia. Nie przekonamy się, pozostańmy przy własnych opiniach. Niemniej jednak pozwól, że podam pewien przykład, tak ku przemyśleniu. Gdyby ciężką pracą na treningach powodowała, że gracze progresywnie poprawialiby swoje umiejętności to Felix Magath wciąż pracowałby w swoim pierwszym klubie, natomiast prowadzony przez niego zespół walczył w finale Ligi Mistrzów. Z jakiegoś jednak powodu tak nie było, a sam trener, pomimo, że szanowny w środowisku co i rusz musiał zmieniać otoczenie. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na ilość piłkarzy przewijających się przez prowadzone przez niego jedenastki, która jest wręcz rekordowa. Ot, ciekawostka.
Muszę powtórzyć jeszcze raz. Chodzi mi cały czas o zwiększenie ćwiczeń ukierunkowanych na rozwój umiejętności taktycznych i technicznych. Bo tutaj są największe rezerwy.
W kwestii ćwiczeń fizycznych mogą nic nie zmieniać.
Przykład:
http://lovefootball.pl/czytnik-wiadomosci/items/mikrocykl-treningowy-juventus-turyn-primavera.html
http://www.createachampions.com/blogs/4/216/mikrocykl-tygodniowy-juventusu
http://www.blaugrana.pl/news/4423/mikrocykle,_dzien_po.html
Ja jeszcze raz zwracam uwagę, że Urban, to szkoła hiszpańska a nie niemiecka. U niego liczą się przede wszystkim umiejętności indywidualne piłkarzy i to naprawdę widać na boisku. Legioniści pod tym względem biją na głowę praktycznie całą ligę.
Porównywanie Stokowca do Urbana, jest również, moim zdaniem, na wyrost, bo Legia i Polonia, to są dwa kompletnie różne światy. Przede wszystkim przeciwnicy zupełnie inaczej traktowali pojedynki z tymi dwoma zespołami. Jeśli zapytasz dowolnego trenera ile razy wygrał z Polonią, to się będzie pół dnia zastanawiał, jeśli zapytasz o to samo w kontekście Legii, to obudzony w środku nocy odpowie prawidłowo.
W liczących się europejskich klubach trenuje się podobnie. W Barcelonie czy w Realu kształtuje się cechy motoryczne podobnie jak w Borussii czy Schalke. W Niemczech także kładą duży nacisk na treningi taktyczno-techniczne i bardzo cenieni są gracze, którzy dzięki swoim umiejętnościom potrafią zrobić różnicę. Jak w Hiszpanii. Naprawdę różnice sprowadzają się do detali. W czym problem, żeby tamtejsze plany treningowe dostosować do warunków polskich? Chodzi głównie o intensywność, częstotliwość i indywidualizację.
Przecież nie chodziło o porównywanie trenerów. Pracowali w różnych warunkach. Poruszając poboczne wątki umknęło sedno dyskusji: organizacja pracy treningowej. Do tego mam zastrzeżenia i wiem, że nie jest adekwatna do wyzwań stawianych przed drużyną. Nie pomoże podnieść poziomu drużyny, a co najwyżej zachowa status quo. Można częściej i lepiej, jak to widać na powyższych planach treningowych.
Ale przepraszam, o jakich wyzwaniach piszesz? Ja cię bardzo przepraszam ale póki co Urban w 100% wypełnia cele jakie przed nim stawia właściciel klubu. Przecież Leśnodorski przed sezonem wyraźnie o tym mówił: "Nie stawiamy sobie celu jaki mamy osiągnąć w przyszłym sezonie w Europie. Jako klub nie jesteśmy jeszcze gotowi na to, żeby sobie coś takiego zaplanować. Musi minąć sezon albo dwa, żebyśmy świadomie wiedzieli, na co nas stać.". No chyba, że chodzi o wyzwania stawiane przez Ciebie. Wybacz ale z Twoimi mocarstwowymi wyobrażeniami ja nie mam zamiaru polemizować.
Cel dalekosiężny to regularna i jakościowo dobra gra w LM.
Żeby to osiągnąć to trzeba zrealizować cele pośrednie.
1. awansować z eliminacji
2. zdobywać regularnie mistrza ligi.
Cel główny jak i cele pośrednie stopniowo stawiają większe wymagania od klubu. Dzisiaj klub ma potencjał i umiejętności, żeby regularnie zdobywać mistrza. Ale na pomyślne przejście eliminacji jesteśmy za słabi, a tym bardziej nie jesteśmy gotowi rywalizować na odpowiednim poziomie w grupach w LM. Pytanie brzmi dlaczego tak jest. W jakich miejscach działalności nie działamy optymalnie i gdzie możemy się poprawić, żeby podnieść poziom drużyny, by mógł coraz skuteczniej rywalizować. Właśnie podsuwam podpowiedź, w którym miejscu są rezerwy. Wcale nie kosztowne, zaś zmiany możliwe są do wprowadzenia od zaraz, a efekty tych zmian można będzie dostrzec w przeciągu kilku tygodni. Chodzi tylko o zmianę organizacji pracy bez zmiany głównego trenera. Nowe plany, szerszy sztab szkoleniowy, indywidualizacja treningów i zmiana logistyki.
Może kiedyś będziemy mocarstwem. Ale zanim to się stanie trzeba zbudować lokalnego hegemona, później regionalnego, a może za 10 lat rozwiniemy się w mocarstwo europejskie. Tylko trzeba stosować politykę małych kroczków. Należy zmieniać drobne rzeczy biorąc za wzór optymalne rozwiązania stosowane przez najlepszych. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Najlepsze rozwiązania już wymyślono. Trzeba zdecydowania, odwagi i cierpliwości.
"Potrafił dokooptować do zespołu tzw. "bad losers", ale wymagał od nich nieprawdopodobnego zaangażowania. Sprawiło to, że koledzy z drużyny zwyczajnie nie tolerowali leniów. Tak samo jak nie tolerowali gwiazdorzenia".
"Chcą trzech punktów? Tak ,więc zrobią wszystko ,co należy. Ronaldo, Beckham, Giggs i Scholes, ćwiczyli godzinami po obowiązkowych zajęciach. Musiałem siłą ściągać ich do szatni. Mimo to dalej sami chcieli poprawiać swoje umiejętności".
"Należy inspirować ludzi, aby stawali się coraz lepsi. W przypadku piłkarza chodzi o technikę, możliwości fizyczne, dawanie im przeświadczenia, że są zwycięzcami i mogą zajść gdzie tylko chcą. Jeśli dasz młodym ludziom szansę, nie tylko przedłużasz "życie" zespołu, ale i wypracowujesz sobie zwykłą, ludzka lojalność. Jeśli zaczynają za ciebie walczyć, na pewno akceptują twoje myślenie. Zaczynasz czuć, że tworzysz rodzinę. A ta zaczyna cię później zaskakiwać swoim poświeceniem".
Mnie sir Alex spodobał się najbardziej, kiedy już kończy się drugi danego dnia bardzo wyczerpujący trening. Większość marzy o natryskach, a on wpada na boisko i wrzeszczy "Przegrywamy 2:1. Musimy to wygrać. Tempo. Tempo. Gonisz. Ruszasz się. Sprintem. Nie wracamy. Wszyscy do przodu. Tempo. Zostało tylko dziesięć minut. Nie oszczędzamy się.".