A+ A A-

Ucieczka spod stryczka

legste2Wojewoda Mazowiecki nie zamknął stadionu Legii ani na całą rundę jesienną, co złowieszczo przepowiadali niektórzy, ani nawet na arcyciekawie zapowiadający się niedzielny mecz ligowy z Górnikiem Zabrze.  Sytuacja, z którą mamy w tym przypadku do czynienia jest z jednej strony dobrze nam już znana z autopsji, z drugiej strony pod pewnymi względami precedensowa.

Sprawa ujrzała światło dzienne w zeszłym tygodniu, kiedy Legia wstrzymała sprzedaż biletów na mecz z Górnikiem Zabrze, dając do zrozumienia, że spodziewa się decyzji administracyjnej zakazującej zorganizowania meczu z udziałem publiczności. Przez kilka dni napływały różne sygnały. Niektóre z nich od początku utrzymywały, że wojewodzie chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której wszystkie mecze rozgrywane przez Legię na Łazienkowskiej będą ponownie uznane za mecze wysokiego ryzyka oraz o przedstawienie przez Legię konkretnego planu postępowania wobec zdarzających się na naszym stadionie naruszeń przepisów prawa. Prawdziwa bomba wybuchła jednak w niedzielę, kiedy tygodnik Wprost zamieścił na swojej stronie internetowej zapowiedź artykułu dowodzącego, że w całej sytuacji nie chodzi wcale o status meczów rozgrywanych przez Legię w Warszawie, lecz o to, że Jacek Kozłowski rozczarował się współpracą z prezesem Legii, Bogusławem Leśnodorskim, którego nie uważa już za partnera w dyskusji, lecz za człowieka 'Żylety', a nasz stadion zamierza zamknąć, uwaga, do końca rundy jesiennej.

Ten apokaliptyczny wariant nie ziścił się, tymczasem przez kilka wypełnionych spekulacjami dni zdążyliśmy już wrócić do doskonale nam znanego punktu, w którym część kibiców złorzeczy na policję i wojewodę, nie dostrzegając merytorycznego sensu w zamykaniu stadionów, dostrzegając za to rażącą dysproporcję pomiędzy przewiną a zastosowanym środkiem interwencyjnym oraz doszukując się w podejmowanych decyzjach inspiracji politycznych i próby zbicia kapitału politycznego na walce z rzekomym stadionowym chuligaństwem, inna część kibiców ma natomiast za złe swoim 'braciom po szalu', że mając świadomość delikatnej sytuacji, w jakiej znajduje się będący na cenzurowanym klub, nie potrafią odmówić sobie racowisk i blokowania stadionowych dróg ewakuacyjnych, narażając tym samym Legię na straty finansowe, a pozostałych kibiców na potencjalny dyskomfort oglądania meczów sprzed ekranu telewizora.

W porównaniu z poprzednimi uwarunkowaniami zmienił się w zasadzie tylko jeden element układanki – wzajemne relacje na linii klub - kibice. Trudno wyobrazić sobie, żeby kibice mieli teraz zacząć protestować na złość Bogusławowi Leśnodorskiemu, wypominając klubowi, że nie broni ich interesów, czy wręcz prowokuje działania konfrontacyjne. Prezes Leśnodorski potrafił przecież zdobyć się na gesty takie jak pozbycie się skonfliktowanego z fanami Bogusława Błędowskiego, potrafił w publicznych wypowiedziach stanąć po stronie kibiców, co w obecnych czasach jest ewenementem, w dodatku obciążonym pewnym ryzykiem, potrafił wreszcie mocno wesprzeć kibiców w pomyśle na organizację dopingu podczas meczu ze Steauą Bukareszt. O dziwo, tym razem to nie kibicowskie przewiny, lecz organizacyjne zaniedbania ze strony klubu popełnione właśnie w trakcie meczu ze Steauą o mały włos nie doprowadziły do zamknięcia Pepsi Areny. 

Nasz prezes i jego podwładni z pewnością mają świadomość, że klub nie rozpoczął zupełnie nowego życia wraz z momentem objęcia przez Bogusława Leśnodorskiego stanowiska szefa całego przedsięwzięcia, że Legia ciągnie za sobą bagaż wieloletnich doświadczeń w rozmaitych aspektach związanych z sytuacją na trybunach, że stosunek świata polityki i mediów do kibiców piłki nożnej w Polsce stawiał nas już, nadal stawia i zapewne jeszcze wielokrotnie będzie stawiał w niezbyt wygodnym położeniu. Zapominać o tym to nieroztropność, nie sposób przecież liczyć na to, że szczęśliwa ręka prezesa i jego dar przekonywania rozwiążą wszystkie problemy.

Jeżeli zatem prawdą jest, że klub zaniedbał kwestie tak banalne jak przygotowanie dróg dla pojazdów pogotowia czy straży pożarnej, jeżeli prawdą jest, że przepływ kibiców między trybunami odbywał się w sposób 'hurtowy' i 'całkowicie niekontrolowany', to trzeba sobie niestety powiedzieć, że dopuszczając się takich zaniedbań, klub wystawił się na strzał zdecydowanie zbyt łatwo (nikt nie wmówi mi, że nawet w obliczu chaotycznych przygotowań do meczu ze Steauą, były to kwestie nie do załatwienia), dostarczając policji i wojewodzie wygodnego pretekstu do wkroczenia z raportami, łajankami i groźbami. Nawiasem mówiąc, abstrahując na moment od wszelkich administracyjnych konsekwencji, utrata kontroli nad stanem zapełnienia konkretnej trybuny jest jednym z najcięższych grzechów, które może popełnić organizator. Na szczęście to już nie te czasy, kiedy kraty oddzielające trybuny od boiska potrafiły przemienić zatłoczone sektory w śmiertelne pułapki, ale samo skojarzenie powinno działać w sposób wystarczająco odstraszający.  

Oczywiście nie sposób nie wziąć pod uwagę wyjątkowości sytuacji, która wytworzyła się przed meczem ze Steauą, nie sposób nie dostrzec imperatywu, który sprawił, że klub świadomie podjął ogromne ryzyko organizacyjne, żeby w trudnej sytuacji spowodowanej decyzją o wyłączeniu z użytkowania Trybuny Północnej, zapewnić piłkarzom doping w obliczu historycznej szansy na awans do Ligi Mistrzów. Nikt nie musi wstydzić się tamtej nadziei, spontaniczności, tamtych wysiłków, żeby maksymalnie wspomóc Legię, wszyscy powinni być dumni, że zaufanie okazane sobie wzajemnie przez klub i kibiców, nie zostało zawiedzione. Ale jeżeli przy tej okazji w jakimś momencie strzeliliśmy sobie z kolta w stopę niczym greenhorn z powieści Karola Maya, cóż, nie ma sensu krzyczeć, że na dachu sąsiedniej kamienicy przyczaił się na nas snajper terrorysta i to on wypalił. Gdyby wojewoda Kozłowski zamknął stadion na mecz z Górnikiem, trzeba byłoby to po prostu wziąć 'na klatę'.

Ku powszechnemu zaskoczeniu, wojewoda Legii jednak nie zamknął, mimo że miał nas na widelcu. Dlaczego? Tego zapewne szybko się nie dowiemy, możemy jedynie snuć domysły:

- wedle koncepcji ambicjonalnej Jacek Kozłowski nie mógł pozwolić na to, żeby powstało wrażenie, że jest ciągle ogrywany przez Bogusława Leśnodorskiego, a na Legii jawnie się go lekceważy, postanowił skorzystać z okazji, żeby przypomnieć o swojej władzy i pokazowo postawić na swoim w kwestii organizacji meczów jako imprez podwyższonego ryzyka,

- wedle koncepcji mocarstwowej Jacek Kozłowski wystraszył się konsekwencji swojej decyzji, wściekłości kibiców Legii, może i właścicieli naszego klubu,

- wedle koncepcji optymistycznej wszystko było burzą w szklance wody, raporty na serio wystraszyły wojewodę, padło kilka mocnych słów, jednak zawarte w raportach treści okazały się przejaskrawione lub wręcz upadły w konfrontacji z rzeczywistością,

- wedle koncepcji spiskowej cała afera, łącznie z artykułem we Wprost, była elementem nakreślonego wcześniej planu, zgodnie z którym Jacek Kozłowski wraz ze stojącym za nim ugrupowaniem politycznym miał zyskać kilka punktów popularności wśród sympatyków Legii (patrzcie, tak nabroiliście, a my wam to darujemy),

- wedle koncepcji zdroworozsądkowej wojewoda nie chce żadnych problemów na Legii, sprawa nie zaprząta jego uwagi, zamierzał dla świętego spokoju przychylić się wreszcie do wniosku policji, przedstawicielom Legii udało się jednak przekonać wojewodę, że sytuacja z meczu ze Steauą była wyjątkowa, a wskazane zaniedbania już się nie powtórzą

Koncepcje podano w kolejności alfabetycznej, zapewne dałoby się je uzupełnić o jeszcze kilka liter alfabetu. Oczywiście z kibicowskiego punktu widzenia najważniejsze jest, że będziemy mogli ruszyć w niedzielę na stadion.

Tym razem (jeszcze?) sport się obronił.

Dyskusja (15)
1środa, 18, wrzesień 2013 10:01
Postronny
Witam serdecznie. Moje spojrzenie na ta sprawę jest trochę może na wyrost ale uważam że Pan Wojewoda robi już przygotowania do 11 listopada kiedy w Warszawie wiadomo co się będzie działo. Po co jemu dodatkowe problemy z kibicami Legii? Zostawił przecież sobie asa w rękawie w postaci zamknięcia stadionu. Jak dla mnie pokerowa zagrywka...
2środa, 18, wrzesień 2013 15:09
Senator
Nie ma co snuć spiskowych teorii dziejów bo ilość naruszeń w meczu ze Steaua była aż nadto widoczna gołym okiem. Przepełniona trybuna południowa , zmiana miejsc do tego wszystkiego zwykłe "grzechy" kibiców.
Jeśli weźmiemy to pod uwagę nie dziwi ,że raport policji był zatrważający. Pamiętajmy też ,że UEFA z trochę innej perspektywy ocenia mecz i stąd rozdźwięki o których wspomina szlachetny Walles 'na aucie"
To samo ze słowami pana Kozłowskiego. Rozmawia ustala, a tu na takim meczu jak z rumunami dzieje się dokładnie wszystko odwrotnie .Może czuć się zawiedziony? może. Dlaczego nie doszło do zamknięcia stadionu? moim zdaniem przyczyna jest jedna i wspomina o niej sir Gawin. Wyjątkowość meczu i wyjątkowa sytuacja. Można przypuszczać ,że na tym opierała się argumentacja władz klubu i jak widać wybór trafny bo zarówno policja jak sam wojewoda argumenty klubu przyjął i uznał. Trzeba natomiast zadać pytanie czy koszty które klub poniesie aby spełnić fanaberie kibiców nie są zbyt duże. Mecze podwyższonego ryzyka to wydatek czystej gotówki dużo większy niż mecze zwykłe. Ponownie zapłacimy wszyscy poczynając od pierwszego meczu w LE gdzie ceny biletów będą tak skalkulowane aby straty choć lekko wyrównać. Następne pytanie czy zapłaci za to cały stadion czy tylko wschodnia zachodnia i południowa? Znając siłę związku zawodowego kibiców SKLW boję się ,że północną obronią, a za "podwyższony standard ochrony" zapłacą Ci których akurat za bardzo pilnować nie trzeba.
3środa, 18, wrzesień 2013 16:48
Zbyszek
Powiem tak: jestem zadeklarowanym przeciwnikiem zamykania stadionów przed publicznością, gdyż nie jest to przejaw siły władzy, ale jej słabości. Do tego stadiony nie po to budowano za nasze pieniądze, aby nam nie służyły. Są jednak sytuacje ekstremalne w których taka konieczność zachodzi. Można się zżymać i utyskiwać na UEFĘ, lecz ona podeszła do sprawy wręcz naukowo. Jest w pedagogice stosowanej metoda "gorącego pieca" oznaczająca "nie dotykaj, bo się sparzysz" czyli jak zrobisz to co zakazane to spotka cię nieuchronna kara. I UEFA uznała i miała do tego podstawy /badania socjologiczne/ i pełne prawo, że manifestowanie na stadionach rasizmu, jawnych poglądów politycznych i religijnych jest zakazane i karane. Podała też wykaz zakazanych symboli i haseł. Najpierw zamykamy trybunę, a jak recydywa to stadion, a jak nie stosują się to wykluczamy z rozgrywek. Do tego kary finansowe. Może się nie podobać, ale jest jasne i klarowne i proste w zastosowaniu. Każdy ma bowiem wybór.

Natomiast u nas mamy do czynienia z Ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych, która jest ewidentnym przykładem woluntaryzmu prawnego. Jest z tego powodu powszechnie lekceważona. Do tego naruszając żywotne interesy klubów, nie tylko finansowe nie wylicza enumeratywnie za jakie przewiny stadion może być niedostępny dla kibiców /nazywa się to kazuistyką/. Czyli kiedy i w jakich warunkach stosujemy określoną sankcję. Lecz stosowanie tej Ustawy w praktyce jest jeszcze gorsze, gdyż odbywa się na podstawie głoszenie wojen z kibolami. Jak Pan Premier krzyknie, że walczymy to Urzędasy zamykają, przy czym Premier nie ogłasza końca walki, ale zapał w Panach Wojewodach opada i po pokazówce znowu kapcanieją. Niestety przypomina to stare przysłowie: "Jak chcesz psa uderzyć to kij zawsze znajdziesz". Tak władzy publicznej postępować nie wolno.

A teraz o nas zdanie jedno. Pan Prezes Leśnodorski był uprzejmy wreszcie zauważyć, że "medialno-polityczna atmosfera nam nie sprzyja". Takie porozumienie z kibicami jakie Prezes zawarł może zaowocować tym, że żadnych kibiców na naszym stadionie nie będzie. Kiedy dojdzie do władzy inny Prezes /z którym przez 4 lata byłem na studiach i na obozach wojskowych/, o czym nie marzę, ale jest to możliwe, to ta perspektywa będzie całkowicie pewna.
4środa, 18, wrzesień 2013 18:41
corazstarszy
Tak wygląda, jakbyśmy wracali do sytuacji sprzed roku. Były zastrzeżenia ze strony wojewody, w oparciu o raporty policji, ws. lekceważenia zapisów ustawy obim - niedrożne dojścia dla służb medycznych i straży pożarnej, na trybunie północnej - każdy staje, gdzie uważa, a nie, jak ma na bilecie, sektorówki jako wygodna kryjówka, etc. I zrobił się kłopot: czy władze Legii mają słuchać wojewody, narażając się kibicom radykalnym czy też nie zwracać uwagi, na to jak się zachowują radykalni, ryzykując, że wojewoda zamknie trybunę, jak ma do tego prawo. Pamiętamy protest pod hasłem: "lepiej mieć pieniądze z biletów od nas i płacić kary niż nie płacić kar i zrezygnować z pieniędzy z biletów od nas". Pamiętamy wydarzenia z tzw. derbów, gdy klub próbował jednak zadowolić wojewodę i sprostać wymogom ustawy.
Teraz jest podobnie: nie da się jednocześnie uprawiać miłości z radykalnymi kibicami i przestrzegać prawa (czyt. nie narażać się wojewodzie). Nie mam nadmiernych pretensji do Leśnodorskiego, bo sytuacja jest w tej chwili bez wyjścia. Droga, którą wybrał ma wiele złych stron, ale nie widzę żadnej innej, która nie miałaby ich tyle samo bądź więcej. Wygląda to rzeczywiście na urwanie się ze stryczka, jeszcze jedno darowanie winy (bardzo dobrze Walles to ocenił w stylu wolnym). Kiedyś doczekamy tej niemiłej chwili, że stadion miejski zostanie zamknięty na dłużej i wojewoda się z tego szybko "warunkowo" nie wycofa. I będzie miał swoje dobre powody, by tak zrobić. Legia będzie mocno stratna, finansowo i sportowo, my będziemy smutni, ale znam takich, którym w to graj, bo się spełni diagnoza o opresyjnej władzy, diagnoza dla nich dużo ważniejsza niż jakaś tam Legia.
5środa, 18, wrzesień 2013 19:47
Postronny
Swoistą tajemnica Poliszynela jest to że klub doprowadził do umyślnego przepełnienia trybuny południowej i możemy mówić o szczęściu, że nikt nie poruszył jeszcze tej sprawy bo to już jest sprawa kryminalna z art 165 par 5 K.K. Oby sprawa rozeszła się po kościach...
6środa, 18, wrzesień 2013 21:16
thekangoroo
Wszystko co zostało napisane ma sens. Jednak zabija to wszystko nieco styl pisania. Niby jest przyjemny, niby łatwo się to czyta, ale drugi akapit to jedno zdanie...
7środa, 18, wrzesień 2013 22:49
Walles
Niby jest to portal ogólnodostępny, niby każdy może wyrażać swoje zdanie na każdy temat ale jak widać czasami lepiej nie zabierać głosu jeśli nie ma się nic do powiedzenia. Zgodnie z sentencją - Lepiej milczeć narażając się na podejrzenie ...
8środa, 18, wrzesień 2013 23:30
Walles
Miałem o tym napisać wcześniej ale straciłem wątek Wink Ciekawą kwestie poruszył Postronny bo w moim odczuciu dotyczy to zarówno klubu jak również decyzji wojewody. Bo co będzie jeśli nie daj Boże w najbliższej przyszłości ...
9czwartek, 19, wrzesień 2013 13:55
mistis
A tymczasem w Europie... Pepsi Arena zamknięta na mecz z Apollonem.

Wracając do meczu z Rumunami i reperkusji tegoż: niektóre wpadki skandaliczne (zablokowanie pojazdów służb zabezpieczających imprezę), inne do przewidzenia, a spowodowane wyjątkową sytuacją i wybaczalne (przejścia między trybunami, race). Suma sumarum: wyrok malutki, nie powinniśmy narzekać, a wnioski trzeba wyciągnąć (również po stronie kumatych - wierzę że to nastąpi).
10czwartek, 19, wrzesień 2013 16:13
Dog
@mistis

150.000E, zamknięty stadion na jeden mecz, co w sumie daje około 1 mln euro straty, do tego zamknięcie na kolejny mecz, zawieszone na 5 lat uważasz za "malutki wyrok"? Jaki byłby duży?

UEFA chyba nie spodobała się oprawa, ale takie sankcje wydają mi się ostrym przegięciem pały. I nie twierdzę, że nie mamy nic na sumieniu. Jestem rozgoryczony i nie wiem nawet na kim się wyżyć - na kibicach, czy na dygnitarzach.

Współczuję tylko Leśnodorskiemu - taki fun był do tej pory, wszystko było takie fajne, niesłabe.
11czwartek, 19, wrzesień 2013 16:29
Zbyszek
@Dog.
Przykro w takiej sytuacji mieć rację. Ale ten ciąg zdarzeń to "zasługa" Prezesa. Trzeba wiedzieć kim się jest. Każdy kto się zetknął z teorią ról społecznych wie o czy mówię. Nie wolno siedzieć okrakiem na barykadzie i udawać, ze nikt nie strzela. A Prezes przestał być wiarygodnym partnerem dla decydentów, a stał się zakładnikiem części kibiców, którzy z tego świata niewiele rozumieją.
12czwartek, 19, wrzesień 2013 17:41
mistis
@Dog

Przepraszam za nie dość wyraźne rozdzielenie wątków: moje słowa o "malutkim wyroku" dotyczyły tego zasądzonego przez wojewodę - szczególnie z perspektywy kary od UEFA, która, tak jak mówisz, jest drakońska.
13czwartek, 19, wrzesień 2013 17:45
Garm
mistis -> Nie wiem, czy dobrze widzisz te proporcje. Potraktowanie wszystkich meczów Legii do końca roku jako spotkań podwyższonego ryzyka to dla klubu wydatek idący zdaje się w miliony złotych. Nie jestem przekonany, czy kara od UEFA jest wyższa.
14piątek, 20, wrzesień 2013 16:08
mistis
@Garm

nie znam się niestety, więc mogę tylko opierać się na tym co "gdzieś tam" przeczytałem. a "gdzieś tam" była informacja że zabezpieczenie każdego spotkania o podwyższonym ryzyku kosztuje o 50 tyś. zł więcej niż normalnie. Nie brzmi jak dramat w obliczu kary UEFA.
15niedziela, 22, wrzesień 2013 09:43
mistis
3 dni temu napisałem że wierzę w wyciągnięcie wniosków przez kumatych. wygląda na to że na wyrost: "W trakcie meczu ze Steaua w dość nietypowych warunkach udało nam się zaprezentować oprawę, która odbiła się szerokim echem nie tylko w środowisku kibicowskim i pokazała, że po raz kolejny mimo usilnych działań przeróżnych organizacji i służb stanęliśmy na wysokości zadania. W Rzymie również pokazaliśmy, że dalej jesteśmy w dobrej formie." taki oto wstęp do informacji o zbiórce na oprawy. Już po wojewodzie, już po UEFA. Niby wszystko płynie, ale jednak niektóre rzeczy się nie zmieniają...

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1