A+ A A-

Dziwna jest ta... piłka

LigeEuropy„Dziwny jest ten świat” śpiewał Czesław Niemen, trzeba przyznać, że nie sposób polemizować ze słowami autora. Faktem jest, że otaczający nas świat jest dziwny, ale muszę dodać coś od siebie... efekt moich wieloletnich obserwacji, futbol jest jeszcze dziwniejszy. Teoretycznie prosty sport, kawałek skóry, dwie bramki i około dwudziestki facetów w bojowych nastrojach. Co w tym może być trudnego.

Kiedyś było łatwiej, jak powiedział Gary Lineker opisując fascynującą nas dyscyplinę – „Piłka nożna to taka gra, 22 facetów ugania się za piłką, ale na koniec wygrają Niemcy” i wszystko było jasne. Jednak gdzieś w międzyczasie wszystko się poplątało, w efekcie czego coraz częściej łapię się na tym, że im więcej oglądam, a potem czytam o tym co oglądałem, tym mniej rozumiem. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie ogarniam, dlaczego dany piłkarz zagrał dobrze, a dlaczego fatalnie. Czy na postawę piłkarza wpływa ilość celnych podań, udanych akcji, czy wpływ na grę swojej drużyny. A może jednak o wszystkim przesądza wynik końcowy. Coraz częściej zadaje sobie pytanie, o co do cholery w tej piłce chodzi. Właśnie dlatego piłka nożna to piękny, ale jakże dziwny sport, weźmy na ten przykład czwartkowy mecz Legii Warszawa w Lidze Europy.

Legia wyszła na smutny stadion przy Łazienkowskiej 3 bardzo skoncentrowana, jej zadaniem było nie dopuścić rywali do jakiejkolwiek pozycji strzeleckiej. Sama zaś co i rusz miała konstruować akcje zaczepne. Warto zauważyć, że wielkie ryzyko podjął trener „Wojskowych”, wiedząc o predyspozycjach graczy Apollonu dokonał kilku ryzykownych, ale udanych roszad. Doskonale spisujący się na środku defensywy Kuba Rzeźniczak został przesunięty na prawą stronę, z bardzo czytelnym, ale jakże ważnym zadaniem, powstrzymać niezwykle szybkiego Papoulisa Fotisa. Z podobnym zadaniem na lewą stronę boiska został desygnowany Kuba Wawrzyniak. Piłkarz co prawda po kontuzji, ale zdecydowanie pewniejszy w defensywie niż świetny ostatnio Tomasz Brzyski, miał zatrzymać argentyńskiego internacjonała Gastona Sangoya. Do tego wszystkiego w środku zagrać miał kolejny rekonwalescent Dossa Jubior. Oczywiście i on miał coś do zrobienia, miał powstrzymać Roberto, mało zwrotnego, ale za to silny hiszpańskiego napastnika gości.

No cóż, dziś już wiemy ryzyko się opłaciło. Legia od samego początku dominowała, w 6. minucie meczu świetne podanie Radovicia wykorzystał Ojamaa. Jego piękny strzał pod poprzeczkę mógł, ale nie podłamał przyjezdnych. Jedna z nielicznych kontr (a może nawet pierwsza groźna akcja Cypryjczyków) skończyła się zaskakującym gwizdkiem sędziego, ten zmylony decyzją asystenta wskazuje na jedenasty metr przed bramką Legii. 23. minuta i mamy remis. Legioniści są jednak pewni swego, kolejne ataki, przynoszą kolejne zagrożenia pod bramką gości. Nic więc dziwnego, że szarża Estończyka kończy się doskonałą centrą i po główce Dvaliszviliego (cóż za odwaga trenera, postawić na nie w pełni przygotowanego piłkarza) Legia wychodzi na prowadzenie. Jest 32. minuta meczu i nic nie wskazuje na to, że rywale mogą się podnieść. Piłkarze Urbana panują na boisku, zupełnie nie dopuszczając gości na przedpole Skaby. Za to udanie wyprowadzają kolejne akcje, w 45. minucie, gdy tuż przed gwizdkiem na przerwę Michał Żyro genialnie zagrywa do wbiegającego w pole karne Ojamy. Strzał z siódmego metra obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza. Wynik do przerwy, 3:1 i wszystko w tym meczu wydaje się jasne.

Druga połowa nie różniła się zbytnio od pierwszej, rywale przestali już nawet rozgrywać, zamiast tego każda piłka posyłana jest do wysuniętych skrzydłowych lub osamotnionego napastnika. O dziwo, strategia ta, przyniosła nieoczekiwany skutek. Futbolówkę w środku stracił Michał Żyro (niedopuszczalny błąd młodego zawodnika), długie podanie i strzał Songoya obok interweniującego Skaby. To niemożliwe, ale wydawało się jakby bramkarz usunął się z toru lotu piłki. Jeden błąd to nie tragedia, a 55. minuta to nie koniec meczu. Szczególnie, że zawodnicy Urbana wyglądają na wściekłych. No i proszę, Legia szybko odpowiada na cios zawodników z Limassol, w 59. minucie, rzut rożny wykonuje Michał Żyro, a Tomasz Jodłowiec, udem pakuje piłkę do siatki. „Wojskowi„ znów pokazali to, do czego nas przyzwyczaili, nieustępliwość i walka do końca. A to jeszcze nie koniec, 62. minuta, podanie Radovicia i po strzale Żyro piłka minimalnie mija spojenie słupka z poprzeczką. Mogło być 5:2, to byłby już pogrom. Z tym, że Legionistom wciąż mało, kolejny korner, znów dobre dośrodkowanie Żyry, do piłki wyskoczył Dwaliszwili, jednak piłka pofrunęła tuż nad poprzeczką, to mogła być piękna bramka! Goście z Cypru nie istnieją, bezradnie przyglądają się kolejnym strzałom piłkarzy Legii. Jeszcze strzał Dominka Furmana (84. minuta), główka Michała Kucharczyka (86. minuta) i sędzia kończy to świetne widowisko. Cieszą się piłkarze Legii, zadowolony jest trener Urban. Ryzykował wiele, ale okazało się, że gra była warta świeczki. Gdyby nie słabsza skuteczność jego podopiecznych bramkarz gości mógłby z sześć razy wyjmować piłkę z siatki. A to mogłoby się skończyć jakąś fobią.

Niestety, powyższa relacja to tylko rzeczywistość alternatywna. Niewiele brakowało, by właśnie tak wyglądał opis czwartkowego spotkania. Jak było naprawdę, dobrze wiemy. Ale, ale, spójrzmy jeszcze raz na to podsumowanie. Już na pierwszy rzut oka rzuca się jedno, duża ilość stworzonych przez legionistów sytuacji (a nie wypisałem wszystkich) i jedna, fatalna w skutkach pomyłka. I tu nasuwa się może i dość dziwne, ale za to jakże ważne pytanie; Czy gdyby Henrik Ojamaa lepiej ułożył stopę (co najmniej dwukrotnie), gdyby strzały Tomasza Jodłowca i Michała Kucharczyka nie trafiły w bramkarza, a do siatki. W końcu gdyby nie ekwilibrystyczne wybicie piłki znad głowy Vlado Dvaliszviliego, to nadal czytalibyśmy dzisiaj te wszystkie przewijające się w prasie komentarze? Czy te wszystkie zarzuty wobec Jana Urbana i słabość poszczególnych jego piłkarzy byłaby aż tak eksponowana? Czy gdyby „Jodła” i „Lado” trafili po świetnych rzutkach z rzutów rożnych wykonywanych przez Michała Żyro (w tych pudłach żadnej winy podającego nie ma) to nadal bylibyśmy światkami nawoływania o Tomasza Brzyskiego? Gazeta Wyborcza zebrała dzisiejsze tytuły; "Legia tragedia", "Mistrzowie własnego podwórka", "Bez kibiców, ambicji i zwycięstwa", "Legioniści poznali miejsce w szyku", "Dziwaczne eksperymenty Urbana". Czytam i zadaję sobie kolejne pytania, czy rzeczywiście było aż tak źle? Czy faktycznie ktoś nam pokazywał miejsce w szyku? Czy naprawdę widziałem Legię bez ambicji? I w końcu, czy faktycznie byłem światkiem dziwacznych eksperymentów Jana Urbana? A nie przemyślanej taktyki na mecz z poważnym europejskim rywalem?

Bo jeśli tak, jeśli to co czytam to realna ocena wczorajszego pojedynku, to zastanawia mnie jedno. Co by się w dzisiejszej prasie działo, gdyby jednak Estończyk Ojamaa minimalnie lepiej ustawił tą stopę, gdyby „Lado” trafił głową, gdyby Jodłowiec z Kucharczykiem trafili kilka centymetrów w prawo, lub lewo od interweniującego bramkarza? Czy mogłoby się okazać, że wszyscy czytalibyśmy tą właśnie relację, którą przytoczyłem wyżej? A w nagłówki prasowe wyglądałyby tak: "Genialna Legia", "Mistrzowie potwierdzają swoją klasę w Europie", "Bez kibiców, ale ambicji starczyło do zwycięstwa", "Legioniści pokazali miejsce w szyku", "Doskonałe taktyczne eksperymenty Urbana" Tylko w takim razie, ile są warte te dzisiejsze tytuły? Idąc dalej, jaka jest waga tych wszystkich „eksperckich” analiz. I w końcu, ileż warte jest zżymanie się na grę Vrdoljaka, Żyro, Pinto, Dvaliszviliego, czy Radovicia jeśli koniec, końców okazuje się, że finalna ocena ich starań i tak zależała od ułożenia stopy Ojamy lub od siły strzału Kucharczyka? Ok, kibiców jestem w stanie zrozumieć, oczekiwania i emocje, wreszcie zachwiana wiara we własny klub, w ukochaną drużynę. To wszystko to musi naleźć jakiejś ujście, ale czy naprawdę nie ma nikogo, żadnego eksperta, który byłby na tyle odważny by nie popłynąć z prądem? By nie przyłączyć się do tej chordy rządnych krwi krytyków, bo tak jest łatwiej, bo to „się czyta”. Nikogo, kto byłby w stanie dokonać realnej analizy wczorajszego meczu i wskazać rzeczywiste przewiny, ale też zwrócić uwagę na oczywiste pozytywne momenty w meczu z Apollonem. A przecież tak jak tych pierwszych było niemało, tak i tych drugich nie sposób było nie zauważyć.

Pewnie dlatego, tak siedzę, czytam te wszystkie opinie, oraz relacje i po raz kolejny łapię się na tym, że nie rozumiem tego sportu. Czy faktycznie liczy się tylko końcowy wynik? bo już nawet nie czysta statystyka. Przecież wedle tej ostatniej to Legia była zespołem zdecydowanie lepszym, a rywal właściwie nie istniał. Jednak to goście wyszli zwycięsko, ale czy znaczy, że wychodziło im wszystko, a naszym nic? Mając to wszystko na uwadze, zaczynam się zastanawiać; a może jest jednak tak, że to nie tytuły w prasie kreują piłkarską rzeczywistość, a wydarzenia na boisku? I może, ku ogólnemu zdziwieniu, zdecydowanie bardziej powinniśmy ufać temu co widzimy, niż kolejnym ekspertom i fachowcom rozpisującym się o świetności bądź tragizmie tego, czy innego piłkarza lub trenera. Oczywiście nie chodzi o zakłamywani rzeczywistości, Apollon Limassol wygrał to spotkanie i chwała mu za to, ale czy to oznacza, że „pokazał Legii miejsce w szyku”? Nie sądzę. Przynajmniej ja oglądając wydarzenia na smutnym, pustym, stadionie przy Łazienkowskiej 3, odniosłem zupełnie inne wrażenie. Legia Warszawa nie zagrała wybitnie, być może był to najgorszy jej występ od kilku spotkań, ale jestem przekonany, że na 10 takich konfrontacji, co najmniej 8 rozstrzygnęłaby na swoją korzyść. A wtedy Jan Urban po raz kolejny okrzyknięty by został cudotwórcą. Niestety trafił się jeden z tych dwóch, a trener legionistów został nieudacznikiem i dziwakiem. A ja wciąż mam wrażenie, że niezwykle dziwny jest ten futbolowy świat.

Dyskusja (19)
1piątek, 04, październik 2013 18:24
JJ
@Monrooe

Pisanie o dużej ilości sytuacji to dla mnie abstrakcja.

Wydaje mi się, że po prostu inaczej postrzegasz mecz niż większość osób. Ja już przestałem się z Wami kłócić odnośnie tych "stwarzanych co i rusz sytuacji" i "nieskuteczności", bo przecież tak wielokrotnie ty i inne osoby tłumaczą niekorzystne lub zbyt mało korzystne wyniki Legii. Po prostu dla niektórych odbicie się piłki od kolana nie jest stworzeniem sytuacji, choćby okazało się to groźnym strzałem. Podobnie większość wymienionych. Bo można sobie zadać równie dobrze pytanie: ile razy bramkarz gości musiał pokazywać swoje umiejętności? 0 - słownie zero*.

* strzał Ojamy raczej nie był trudny do obrony, a nawet szedł ponad bramkę.

Pewnie dlatego, tak siedzę, czytam te wszystkie opinie, oraz relacje i po raz kolejny łapię się na tym, że nie rozumiem tego sportu. Czy faktycznie liczy się tylko końcowy wynik? bo już nawet nie czysta statystyka. Przecież wedle tej ostatniej to Legia była zespołem zdecydowanie lepszym, a rywal właściwie nie istniał

Już przy okazji Lado pisałem, że "istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki.". Przywoływanie suchych statystyk i na tej podstawie wyciąganie wniosków jest złudne. Owszem zdarza się, że są trafne, przygniatające i mogą pokazywać różne rzeczy dosyć wyraźnie, ale najlepiej je interpretować, aby mieć pewność, ze nie są właśnie tylko statystykami zakłamującymi właściwy obraz. W przypadku wczorajszego meczu moim zdaniem całkowicie zakłamują, bo rywal świadomie przyjął taką taktykę, a Legia pomimo większej ilości strzałów nie stworzyła groźnych sytuacji. Celem było wygrać, a nie mieć więcej rożnych i strzałów nic nie wnoszących do wyniku. A jak okroimy te statystyki z pierwszych 15 minut to okażą się jeszcze bardziej przykre. Na tyle czasu starczyło nam pomysłu i pasji w grze. Dlatego kompletnie nie rozumiem Twojego zdziwienia, ze media nie zachwyciły się wczorajszym meczem (pomijając, że media są jakie są). Graliśmy z ogórkami czy jak wolisz zespołem na poziomie średniaka naszej ligi.

I kolejna kwestia to nieskuteczność. Ile można o tym pisać? Może po prostu chodzi o umiejętności, a raczej ich brak? Może Kucharczyk nie strzela 3 bramek ze Śląskiem nie z powodu nieskuteczności, ale niskich umiejętności, czyli z tego samego powodu dla którego Hołota nie mijał legionistów jak tyczki? Dlaczego jak zawodnik nie umie minąć na skrzydle dryblingiem 3 graczy to nikt nie pisze, ze czegoś mu tam zabrakło i było blisko, a jak nie strzela masowo bramek w dogodnych sytuacjach to wciąż tłumaczy się to nieskutecznością? Nieskutecznością można się tłumaczyć do pewnego stopnia, ale jak to się powtarza co mecz to należy zacząć wyznawać tezę, ze po prostu Legia potrzebuje 3 razy więcej sytuacji niż to ma miejsce, aby były wymierne korzyści. Najświeższy przykład to Twoje słowa o Ojamie :

Czy gdyby Henrik Ojamaa lepiej ułożył stopę (co najmniej dwukrotnie), gdyby strzały Tomasza Jodłowca i Michała Kucharczyka nie trafiły w bramkarza, a do siatki.

Ale dlaczego Ojamaa miałby lepiej ułożyć stopę skoro tego nie potrafi? Może bardziej wiarygodnie brzmi, że nigdy nie ułożył prawidłowo stopy strzelając lewą nogą z 20 metrów niż zdziwienie, ze tym razem tego nie zrobił? Odpowiedz Monrooe dlaczego tym razem miałby ułożyć dobrze stopę (i to dwukrotnie!) skoro nigdy w życiu nie strzelił bramki lewą nogą z 20 metrów (tak mniemam, nie oglądałem wszystkich jego meczów)? Wydaje mi się, że większym zaskoczeniem będzie jak w końcu strzeli bramkę z 20 metrów niż jak tego nie zrobi.

Zresztą to samo działa w drugą stronę i tak samo mnie wkurza. Jak Kuciak po raz n-ty broni w trudnej sytuacji to dlaczego potem niektórzy piszą, ze uratował Legię, ze miał szczęście czy coś w tym stylu. Skoro gość robi to nałogowo to znaczy, ze to umie i o żadnym szczęściu (poza niektórymi sytuacjami) nie może być mowy. Nie może być mowy również o szczęśliwej wygranej Legii, bo "miała Kuciaka". No, po to go ma, żeby był 1 z 11 graczy na boisku i pokazywał na nim klasę oraz robił przewagę nad rywalem z analogicznej pozycji. Tak jak każdy z 10 innych graczy na placu.

A wtedy Jan Urban po raz kolejny okrzyknięty by został cudotwórcą. Niestety trafił się jeden z tych dwóch, a trener legionistów został nieudacznikiem i dziwakiem.

Mi się nie podobają obydwa podejścia. Nie rozumiałem tej wczorajszej awantury pod tekstem (żal było się włączać do takiej dyskusji) i popadanie w skrajność, ale ty robisz, a przynajmniej nieśmiało próbujesz zaakcentować drugi koniec skrajności. Tak to postrzegam Wink

Co do meritum cytatu zgadzam się, nieuczciwe jest odsądzanie od czci i wiary, ale też IMO nieuczciwe jest włażenie w ... I jedna strona i druga robi to zazwyczaj na podstawie wyników. Co do mojego zdania to zapewne je znasz, bo jestem w tym dosyć konsekwentny. Za mało jakości, za dużo ilości. To co starcza zazwyczaj na polską ligę nie wystarcza na Europę. A tam nie liczy się czy masz 25 graczy czy 15, liczy się 11+3 mogących zagrać w danym meczu. U nas pod tym względem jest jedna wielka bieda, bo ilu graczy tak naprawdę nadaje się do Europy? Kowalczyk wymienił Kuciaka, Koseckiego i Rado. I ja gotów jestem się z nim zgodzić uzupełniając to może o Pinto, oczywiście pod pewnymi warunkami. Pinto w formie i mającego z kim pograć, bo np. wczoraj to wydaje mi się, że na jego wczorajszą słabą notę zapracowali bardziej jego partnerzy niż on sam. Dlatego udanych zagrań miał tak mało, ale każde z nich było znaczące i przy lepszych partnerach efekt mógłby być dużo lepszy.

---------------

Jeszcze taka ciekawostka odnośnie "budowania drużyny". Wczoraj średnia wieku podstawowej jedenastki wyniosła 27,2.

Raczej o braku doświadczenia nie można mówić. Trochę to też nie współgra z budowaniem drużyny, ze stawianiem na młodzież i Legią jako kuźnią polskich talentów. Jedynym Polakiem i wychowankiem klubu był Michał Żyro (21 lat), któremu i tak się dostało niemożebnie za 1 stratę. Na środku pomocy zamiast naszych dużych 22 i 21-letnich polskich nadziei ganiał 30-letni Chorwat i rok młodszy Portugalczyk.
2piątek, 04, październik 2013 20:52
gawin76
@ JJ

Moim zdaniem Legia miała wystarczająco wiele dogodnych sytuacji, żeby wygrać ten mecz, nawet gdyby Apollon strzelił nie jedną a dwie bramki. Pewnie, bramkarz się nie napocił, ale Skaba przy karnym też się nie napocił, co nie znaczy, że nie była to zupełnie przyzwoita sytuacja strzelecka Very Happy Ojamaa po podaniu Żyry w pierwszej połowie i Kucharczyk główką w końcówce to były praktycznie 'patelnie'.

Natomiast zgadzam się, że nieumiejętność wykończenia tych sytuacji to absolutnie nie przypadek. Już nikogo nie powinno dziwić, dlaczego Ojamaa w Motherwell był królem asyst, a nie królem strzelców.

@ reakcje po meczu

Najbardziej w grze Legii brakowało mi tego o czym pisałem wczoraj w nocy - twardości, zawziętości, determinacji, przede wszystkim w dążeniu do strzelenia bramki. Jakoś 'lajtowo' podeszliśmy do tego meczu, trochę jak do Lechii przed Steauą. To nie była Legia ze spętanymi nogami, jak np. w Molde, tylko Legia niechlujna i niestaranna. Może zlekceważyliśmy mimo wszystko ten Apollon, a może liga jest jednak znacznie ważniejsza, i podświadomie ciężko o tym zapomnieć.

W każdym razie gremialne darcie szat z powodu tej porażki uważam za zjawisko nie tylko dziwne, ale i niebezpieczne. Bardzo boję się, żeby medialna nagonka nie popchnęła nas w tę stronę, w którą dwa lata temu podążyła Wisła.

Swoją drogą, jakoś nie przypominam sobie, żeby dwa czy trzy lata temu podnosiły się głosy, że w Ekstraklasie roi się od mocnych klubów i dobrych futbolistów, a przecież Lech pokonujący Manchester City, w Polsce przegrywał z Jagiellonią czy Zagłębiem, a Legia lepsza od Spartaka, w lidze była słabsza od Polonii czy Podbeskidzia. Wtedy taka logika nie pasowała, teraz natomiast, skoro Legia wygrywa ze Śląskiem i Górnikiem, a przegrywa z Apollonem, to znaczy że nad Wisłą ani chybi jedynie dno i metr mułu Wink
3piątek, 04, październik 2013 21:07
Walles
Tak sobie myślę JJ że traktujesz ten tekst zbyt dosłownie. Ja go odbieram jako próbe protestu przeciwko ocenie meczu tylko przez pryzmat tego co znalazło się w sieci. Takie trochę Beenhakkerowskie "Nie wolno oceniac trenera i drużyny tylko w odniesieniu do tego czy piłka wpadła do bramki czy też nie". I możesz oczywiście skupiać się tylko na strzale z 20 metrów Ojamy ale możesz także skupić się na patelni na 7-8-10 metrze po podaniu Żyro a którą to sytuację wykorzystuje sporo naszych ułomnych ligowców i z innych drużyn więc niby dlaczego nie mieliby tego wykorzystać nasi.

Ja rozumiem Monrooe, bowiem w przerwie byłem przekonany że nasi wygrają ten mecz. Co więcej, myślałem sobie nawet że gdyby Cypryjczycy wykorzystali karnego to i tak im byśmy wcisneli dwie bramki. Monrooe napisał tekst w którym w moim odczuciu protestuje przeciwko temu, co widzimy, słyszymy i czytamy w mediach. A to w moim odczuciu (to co tam czytamy) nie jest zgodne z prawdą. To tak jak po części teraz miałbym się odnieść do wpisu Senatora po pierwszym meczu tej kolejki

Dobrze znają się na ekstraklasie napewno Garm i Walles, tylko oni przewidzieli stratę kompletu punktów przez gospodarza.

I zgodnie z tym co obserwujemy w mediach powiniem pisać że to wstyd żeby na Czarnej eLce tacy inteligentni ludzie typowali tak skandalicznie głupio i tak kompletnie nie znali się na piłce. Że przecież zwycięstwo Korony było oczywiste, że wracali po kontuzjach Jovanovic i Sobolewski, że to , że tamto. A prawda jest taka że oglądając większość tego meczu mam nieodparte wrażenie że Korona nie miała prawa wygrać tego meczu i ten wynik jest totalnie niesprawiedliwy. Że typując zwycięstwo Korony trochę naraziłem się na śmieszność. Więc gdzie jest prawda? I chyba o tym jest też ten tekst Monrooe a przynajmniej ja go tak odbieram. A może znowu narażam się na śmieszność Smile
4piątek, 04, październik 2013 21:24
Senator
Czy faktycznie liczy się tylko wynik końcowy? muszę przyznać że dziwne to pytanie. Jeśli gramy o punkty awans o coś konkretnego to innej odpowiedzi jak tak liczy się tylko końcowy wynik. Rozumiał bym takie pytanie po przegranym sparingu ale w kontekście meczu wczorajszego? Sam piszesz, że był to słaby mecz w naszym wykonaniu jeden z dwóch na dziesięć co akurat do jego oceny nie ma się nic a nic.
Piszesz o trafnym doborze zawodników, na jakiej podstawie taki wniosek opierasz ? Zdobyliśmy punkt? wiemy jak wyglądałby mecz z Brzyskim i np Furmanem ? możemy teoretyzowac ale już się nigdy nie dowiemy jak by ten mecz wyglądał z innym ustawieniem .
Oczywiście takie analizy należy robić z tym że skierowane one są do dość wąskiej grupy kibiców i następują zazwyczaj dużo później co jest normą bo mecz należy obejrzeć kika razy i rozebrać na czynniki pierwsze.
Zgadzam się natomiast że zbyt pochopnie dokonujemy rzezi na poszczególnych zawodnikach. Z tym że np normą jest wybieranie na zawodnika meczu strzelca bramki choćby grał padake cały mecz. I w ten sposób wracamy do pytania z początku. Tak tylko wynik.
5piątek, 04, październik 2013 21:57
JJ
@gawin76

Moim zdaniem Legia miała wystarczająco wiele dogodnych sytuacji, żeby wygrać ten mecz, nawet gdyby Apollon strzelił nie jedną a dwie bramki.

A czy Apollon miał wystarczająco wiele=3 dogodnych sytuacji, żeby wygrać ten mecz, nawet gdyby Legia strzeliła nie jedną, a dwie bramki? Very Happy

Przy czym wydaje mi się, że karny, strzelona bramka i sytuacja sam na sam to ciut lepsze okazje od naszych.

Ojamaa po podaniu Żyry w pierwszej połowie i Kucharczyk główką w końcówce to były praktycznie 'patelnie'.

Bez przesady... Sytuacja nabiegającego na piłkę i strzelającego z 11 metrów Ojamy to na pewno nie była patelnia. To raczej nie byłaby patelnia nawet dla gracza pokroju Ljuboja, a co dopiero Ojamy. Naprawdę trzeba mieć dobrze ułożoną nogę, aby idealnie trafić taką piłkę. Po prostu dobra sytuacja jakich w meczu powinno być z 10.

Poza tym sam za chwilę piszesz Natomiast zgadzam się, że nieumiejętność wykończenia tych sytuacji to absolutnie nie przypadek. Już nikogo nie powinno dziwić, dlaczego Ojamaa w Motherwell był królem asyst, a nie królem strzelców.

Very Happy Dokładnie tak właśnie uważam, nieprzypadkowo Ojamaa nie strzelał takich bramek za często.

Zresztą jakie to ma znaczenie skoro wymieniasz 2 sytuacje na cały mecz? Raczej to nie był ostrzał bramki co kilka minut jak z PBB w poprzednim sezonie czy niektóre mecze w tej rundzie.

Swoją drogą, jakoś nie przypominam sobie, żeby dwa czy trzy lata temu podnosiły się głosy, że w Ekstraklasie roi się od mocnych klubów i dobrych futbolistów, a przecież Lech pokonujący Manchester City, w Polsce przegrywał z Jagiellonią czy Zagłębiem, a Legia lepsza od Spartaka, w lidze była słabsza od Polonii czy Podbeskidzia. Wtedy taka logika nie pasowała, teraz natomiast, skoro Legia wygrywa ze Śląskiem i Górnikiem, a przegrywa z Apollonem, to znaczy że nad Wisłą ani chybi jedynie dno i metr mułu

Powinna być na C-L możliwość dania "lajka" postowi albo chociaż jakiś kciuk uniesiony w górę, bo nie musiałbym przeklejać całego fragmentu i pisać, że zgadzam się w 100%. Celna uwaga Wink W ogóle to już jest męczące na maksa, to ciągłe biczowanie się jaka liga jest słaba (Śląsk wygrał z Brugią, więc co tam mają powiedzieć?), jak to jest fatalnie, jak to jeden wynik w pucharach może spowodować, że trzeba stworzyć całą teorię do niego itd. Po prostu męczące.

@Walles

Tak sobie myślę JJ że traktujesz ten tekst zbyt dosłownie. Ja go odbieram jako próbe protestu przeciwko ocenie meczu tylko przez pryzmat tego co znalazło się w sieci.

Możliwe, chociaż przecież ja się zgadzam z jego przesłaniem, bo sam właśnie dlatego nie brałem udziału w tej nagonce. W ogóle nie biorę udziału w dyskusji "wyrzucić Urbana", "Żyre zakuć w kajdany i strącić do lochów", "katastrofa" itd. Tylko nie oznacza to, że powinniśmy przesadzać w drugą stronę w ocenie meczu. I z tym się nie zgadzam z Monrooe co starałem się zawrzeć w swojej odpowiedzi Wink
6piątek, 04, październik 2013 23:04
Senator
@Walles
Przesłanie naszego przewielebnego Monrooe jest czytelne a może nawet zbyt czytelne co raczył zauważyć buntownik JJ Smile Jednakże zbudowane na tezie czy liczy się tylko wynik wydaje się karkołomne trudne do obrony. Wszak sami i to nie raz czy dwa pisaliśmy tu po slabiutkich meczach Legii że najważniejsze są trzy punkty. Ja skłaniał bym się do twierdzenia że piłka nie jest dziwna, piłka nożna jest niesprawiedliwa tak jak niesprawiedliwa jest często ocena piłkarzy choćby właśnie patrząc tylko przez pryzmat wyniku. Sam przyznaj , moją tezę łatwiej obronić nawet pytając czy liczy się tylko wynik
7piątek, 04, październik 2013 23:19
anonimowy_legionista
Senatorze, ale pamiętaj za wrażenia artystyczne 3pkt za zwycięstwo się nie przyznaje.

Z jednej strony rozumiem przesłanie Monrooe, ale z drugiej ciągle mam w głowie ten sam brak konsekwencji w wyciąganiu wniosków jeżeli chodzi o grę, np. kiedy rywal pozwala nam grać na swojej połowie. W dodatku te 6 kolejnych meczów bez zwycięstwa.

Trener Trabzonu zobaczy nasze mecze z Lazio i Apollonem i stwierdzi panowie OK, zagęśćcie w "16", dajcie im pobiegać i grajcie z kontry - na nas naprawdę to starcza Sad
8piątek, 04, październik 2013 23:54
Senator
@a_l
Ale dlaczego ja mam pamiętać Smile kiedy piszę że jednak wynik to podstawa wszelkich ocen?
9sobota, 05, październik 2013 09:26
Monrooe
@ JJ

Sytuacji Legia miała mnóstwo, ale przecież ja nie o tym. Niemniej jednak zanim napisałem ten tekst obejrzałem mecz raz jeszcze, na spokojnie. Ale i tak największe wrażenie zrobiła na mnie relacja live na Ekstraklasa.net, tam bardzo plastycznie pokazane (opisane) są wszystkie sytuacje w tym spotkaniu. Niemniej jednak ocenę jak bardzo były one korzystne pozostawiam każdemu z komentujących. Sam nie zagłębiałem się w powody takiego a nie innego strzału, nie roztrząsam też jakie mogły być przyczyny, dla których piłka nie wpadła do bramki. Te strzały były i już, płka wpaść mogła, ale nie musiała i tyle. Rację ma Walles piszący, że nie chodziło mi o to, żeby przekonywać, że Legia mogła czy powinna ten mecz wygrać. Na pewno też nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek przekonywać, że zagraliśmy dobre spotkanie. Chciałem "tylko" ukazać ogromny kontrast pomiędzy tym co widziałem na murawie, a tym co czytam później w prasie i internecie, zwrócić uwagę jak niewiele czasem brakuje by piłkarz z dziada stał się bohaterem i na odwrót.
10sobota, 05, październik 2013 09:36
Dzynek
Dla zainteresowanych analizą gry Legii w meczu z Apollonem ze szkoleniowego punktu widzenia polecam:

http://www.sport.pl/pilka/1,65042,14718533,Piec_pytan_o_Urbana_po_meczu_Legia___Apollon_w_LE.html
http://krotkapilka.pl/artykul,jak_nie_wygrywac_meczow,1307

Praktycznie same konkrety ujęte w prostą i czytelną formę. Dużo z zakresu taktyki (indywidualnej i drużynowej), strategii wyborów personalnych, zarządzania drużyną w czasie meczu, indywidualnych predyspozycji i zachowań. Kwintesencja spotkania. Lepiej bym od nich nie napisał o rzeczach, które chciałbym opisać.

W końcu do głosu dochodzi profesjonalne dziennikarstwo na temat piłki nożnej. Michał Zachodny i Dawid Jankowiak od dość dawna piszą dla "krótkapiłka.pl". Z tym, że ten pierwszy w końcu trafił z przekazem do szerszego grona odbiorców. Temu drugiemu życzę podobnego awansu.
11sobota, 05, październik 2013 11:59
Bemek
"... I może, ku ogólnemu zdziwieniu, zdecydowanie bardziej powinniśmy ufać temu co widzimy ..." Niestety ale ja widziałem jedno - brak piłkarskiej złości na ich twarzach, myślenie że jakoś to będzie. Dawno nie byłem tak smutny jak po tym meczu.
Moje pytania nasuwające się po tym spotkaniu:
- Czy Ivica nie potrafi zagrać trzech meczy na równym poziomie? Chyba że jego poziom to ten z meczu z Cypryjczykami...
- Dlaczego Urban tak późno reagował na to co się dzieje na boisku?
- Jak teraz poradzimy sobie bez Rado?
12poniedziałek, 07, październik 2013 14:23
a-c10
Myślę, panowie, że w podobnych dyskusjach dobrze by było pamiętać o dwóch kwestiach: Po pierwsze, futbol jest sportem niskowynikowym. W takiej koszykówce, czy piłce ręcznej (też przecież pięknych dyscyplinach), aby myśleć o zwycięstwie, musisz trafić do celu jakieś, lekko licząc, trzydzieści razy. Co za tym idzie, jedną (nie)udaną akcję można spokojnie wyrzucić poza nawias (no, chyba że zdarzy się na milisekundy przed końcem szalenie wyrównanego meczu). Na mniejszą skalę, ale w gruncie rzeczy podobnie sprawa wygląda w którejkolwiek z odmian hokeja. Rugby, czy siatkówki w ogóle nie ruszam, bo tam można zdobywać punkty na różne sposoby. Natomiast w nożnej - wiadomo: jeden strzał, jedno mniej, lub bardziej przypadkowe machnięcie butem często decyduje o tym, kto po meczu się cieszy, kto smuci.
Po drugie, od dłuższego już czasu w mediach (nie tylko sportowych przecie) nie sprzedaje się to, co tylko dobre, bądź tylko złe (o przeciętnościach i poprawnościach nie wspominając). "Musi" być albo fatalnie/kompromitująco/tragicznie, albo fantastycznie/niesamowicie/rewelacyjnie. Stąd też na medialne doniesienia warto brać pokaźną poprawkę. No bo czy Legia od zeszłej środy nagle stała się zgrają patałachów? A czy gdyby w meczu z Apollonem zadecydowało skuteczne machnięcie butem np. Żyry, to Wasze chłopaki stałyby się kandydatem do końcowego triumfu w LE?

To napisawszy, wesprę nieco "zbuntowanego"Wink JJa. Niskowynikowość niskowynikowością, ale umiejętność pakowania piłki do bramki jest w futbolu jakby kluczowa. I od graczy Mistrza Polski, zespołu reprezentującego nasz kraj w Europie, należałoby chyba jednak wymagać, aby choć raz na trzy doskonałe okazje umieli tego gola strzelić.

I jeszcze to: średnia wieku podstawowej jedenastki wyniosła 27,2. (...) nie współgra z budowaniem drużyny, ze stawianiem na młodzież i Legią jako kuźnią polskich talentów. Jedynym Polakiem i wychowankiem klubu był Michał Żyro (21 lat), któremu i tak się dostało niemożebnie za 1 stratę. Na środku pomocy zamiast naszych dużych 22 i 21-letnich polskich nadziei ganiał 30-letni Chorwat i rok młodszy Portugalczyk.

OK, śmiało możecie powiedzieć "nie twój cyrk i małpy nie twoje, zajmij się liczeniem średniej w swoim klubie". I w razie czego nawet po części będziecie mieć racjęWink Niemniej, nie będąc kibicem Legii, od kilku lat postrzegam Waszą ekipę jako swoisty wzór do naśladowania. Szkoda trochę, że ta wzorcowość poszła psu pod ogon w imię (i tak nie osiągniętej) wygranej z cypryjskim średniakiem.
13poniedziałek, 07, październik 2013 14:43
Monrooe
@ a-c10

Gdzie żeś Ty bywał jak Ciebie nie było Very Happy

- "Szkoda trochę, że ta wzorcowość poszła psu pod ogon w imię (i tak nie osiągniętej) wygranej z cypryjskim średniakiem."

Tu muszę wziąć trochę Janka w obronę. Łukasik wciąż taki sobie, poza tym Vrdojlak z Wisła by nie zagrał, a Furman sam przyznał, że miał problemy z siłą (po meczu w Krakowie, wiemy, że nadal je ma). A Patryk Mikita w łóżku zmożony grypą i czy innym paskudztwem. Manewru więc młodzi nie zostawili i jakoś dużo lepiej się tego zestawić nie dało.
14poniedziałek, 07, październik 2013 15:04
Walles
Albiceleste

umiejętność pakowania piłki do bramki jest w futbolu jakby kluczowa

To prawda ale, spytam podstepnie Wink, czy mimo nie największej liczby zwycięstw, nie uważasz jednak że gra Cracovii jest przyjemna dla oka i raczej tej drużynie można wróżyć lepszą przyszłość niz gorszą? Very Happy
15wtorek, 08, październik 2013 13:06
a-c10
@ Moonroe:

Manewru więc młodzi nie zostawili i jakoś dużo lepiej się tego zestawić nie dało.

A nie no, wporzo. Ja przecież rozumiem, że rzadko kiedy da się to wszystko poskładać tak, by było i skutecznie, i młodo, i jeszcze, w cholerę, zwycięsko. Po prostu oglądając mecz z Apollonem zwróciłem uwagę właśnie na ten zaawansowany wiek legijnej jedenastki. I najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się deko smutno.

@ Walles:

To ja podstępnie odpowiemWink że biorąc pod uwagę ostatnich kilka sezonów Cracovii w Ekstraklasie, cztery zwycięstwa w pierwszych jedenastu kolejkach bieżących rozgrywek należy uznać za co najmniej przyzwoite osiągnięcieSmile A co do nadziei i innych kwestii niewymiernych: jasne, nadzieję można mieć. Znaczy występy Pasów dają ku niej powody. Ja jednak lubię czerń na mojej głowie. A pewnie miałbym jej nieco więcej, gdyby np. zawodnik Steblecki choć trochę przesunął w swej grze akcenty z efektowności w stronę efektywnościSmile
16wtorek, 08, październik 2013 13:50
Walles
@Albiceleste
Akurat do Stebleckiego to miałbym, jako kibic Pasów, słabość. Smile Ojciec związany z Cracovią przez całe życie, teraz od małego chłopak też biało-czerwony. Fajna sprawa a i papiery na granie też chyba ma. Dopiero wszedł w poważną piłkę więc trochę wyrozumiałości Wink Możecie mieć z niego pociechę chyba ... że szybko pójdzie w ślady Klicha, to wtedy się nim nie nacieszycie
17wtorek, 08, październik 2013 14:27
Garm
Walles, nie znasz się. Prawdziwy kibic Pasów, wzorem "prawdziwych kibiców" Legii, winien wyzywać Stebleckiego od drewniaków, życzyć mu połamania nóg i piać z radości po każdym jego błędzie - oraz milczeć po (oby nielicznych) sukcesach. Trzeba przecież "skończyć z podchodzeniem do piłkarzy z pozycji klęczącej" i "wymagać".
18wtorek, 08, październik 2013 14:51
Walles
@Garm
Oj Garmie Garmie Smile Mam dzisiaj niezły humor więc napiszę tak. Jak powszechnie wiadomo, moja miłość do pewnych grup jest tak wielka, że jak słyszę hasło "ruch kibicowski" to widze obok siebie Gustawa Jelenia i wydaję komendę "Odłamkowym, ładuj". I za chwilę w uszach brzmią mi słowa Smolenia:
A oglądałaś "Czterech pancernych"? Jak bysmy dwa takie czołgi mieli, to byśmy se sami te wojne wygrali" Very Happy

Jednak wiele osób stara się mnie edukować, więc moje zapędy zmalały i daję szansę tym od "edukacji". Ty Garmie też podążaj tą drogą, zresztą podobnie pisałeś w artykule "Pomóżmy", bo parafrazując Twoje słowa

Inni wykorzystują okazję do pomstowania na "sprawców" nieszczęścia, a także na tych bywalcach trybun przy Łazienkowskiej, których wizja kibicowania nie pokrywa się z ich własną. Osobiście powątpiewam w produktywność któregokolwiek z tych podejść. (...)I z drugiej strony - czy "Fahoffcy" przejmą się, że na forum X ktoś im szyderczo podziękuje za wsparcie dla jakiegoś piłkarza? Mocno wątpię." WinkVery Happy

Peace Wink
19wtorek, 08, październik 2013 15:22
a-c10
@ Walles:

Ależ ja mam do niego słabość. Zupełnie serio ze szczerego serca życzę mu, by swą długą, usłaną oszałamiającymi sukcesami i najlepiej wyłącznie pasiastą karierę kończył na Treningu Noworocznym A.D. 2030 zmieniony przez własnego syna-hokeistę (tak żeby tradycja została utrzymanaWink). Ale z tejże właśnie słabości bierze się moje przerażenie faktem, iż Sebastian najwyraźniej postanowił pójść w ślady wczesnego Ntibazonkizy. Oby nie musiał spędzać roku u lekarza, żeby zmądrzeć.

@ Garm:

Jedna z różnic pomiędzy kibicami Cracovii, a kibicami Legii jest taka, że u nas kiedyś grał van der Biezen. Ja tego, broń Boże, nie wartościuję (choć bezpośredni kontakt z Ociosankiem mógłby kilku z Was niewątpliwie paru rzeczy nauczyć;D). Zwracam jedynie uwagę na to, że my - jakkolwiek byśmy się nie silili na "prawdziwość" - aż za dobrze znamy znaczenie określenia "drewniak"Very Happy

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1