- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Dekada z Rado?
Wśród plagi kontuzji nękających Legię tej jesieni szczególnie dotkliwa jest absencja Miroslava Radovicia. Dał temu wyraz między innymi Kuba Kosecki, wprost mówiąc, że jemu, jako zawodnikowi ofensywnemu, bardzo brakuje podań Rado. Od kilku dni wiadomo, że Radović przedłużył kontrakt z Legią do końca sezonu 2016/17.
Słowa Kuby Koseckiego zaczerpnięte z wywiadu na warszawa.sport.pl są zgodne z tym, co myśli większość z nas, kibiców. Można przeboleć brak Inakiego Astiza, Marka Saganowskiego, czy nawet Ivicy Vrdoljaka, ale nieobecność Radovicia to, obok kontuzji Dusana Kuciaka, największy kadrowy problem drużyny Jana Urbana.
Przedłużenie kontraktu przez Rado o kolejne trzy sezony przeszło bez większego echa, nie wzbudzając kontrowersji, których dostarczyła np. nowa umowa dla Michała Kucharczyka. Jeżeli Radović wypełni kontrakt, a być może w przyszłości jeszcze przedłuży tę umowę, pieczętując tym samym gotowość do zakończenia sportowej kariery na Łazienkowskiej, stanie się jednym z symboli najnowszej historii Legii Warszawa, zawodnikiem związanym z naszym klubem bez przerwy od 2006 roku.
To oczywiście bardzo dobra wiadomość. Radović to z pewnością jeden z najlepszych futbolistów kopiących piłkę w polskiej lidze, zawodnik obdarzony znakomitym dryblingiem, umiejący odnaleźć się w grze kombinacyjnej, imponujący umiejętnością wejścia w pole karne, strzelający bramki nogami, a także, mimo przeciętnych warunków fizycznych, głową. Polskie realia są takie, że klubów nie stać ani na częste kontraktowanie piłkarzy o uznanej marce, dających gwarancję gry na wysokim poziomie, ani na zatrzymywanie co bardziej utalentowanej młodzieży, po którą, w przypadku dobrych występów, szybko zgłaszają się bardziej majętne kluby z lepszych europejskich lig. W tej sytuacji rdzeniem drużyny powinni być właśnie tacy zawodnicy jak Radović - o sprawdzonych umiejętnościach, doskonale odnajdujący się w realiach topornej polskiej ligi, nie marzący o tym, żeby przy pierwszej nadarzającej się okazji czmychnąć do Chin, Korei albo drugiej ligi rosyjskiej.
Pojawia się jednak pytanie, kim ma być dla Legii Radović przez kolejne trzy lata. Niekwestionowanym liderem, od którego postawy zależy gra całego zespołu? Oby nie.
Rado jest piłkarzem bardzo chimerycznym, a jego wahania formy między rundą jesienną a wiosenną obrosły już legendą. W sezonie 2011/12 ślepe zaufanie, jakim Maciej Skorża obdarzył powracającego po kontuzji Miro stało się jedną z głównych przyczyn naszej klęski na finiszu ekstraklasy. Z kolei w mistrzowskim sezonie 2012/13 los Radovicia w Legii zawisł, jak się wydawało, na cienkim włosku, kiedy, oskarżony o brak profesjonalizmu, został wraz z Danijelem Ljuboją odsunięty od zespołu. Legia poradziła sobie w decydującej fazie sezonu bez duetu serbskich gwiazd, a oliwy do ognia dolał jeszcze zamieszczony przez weszło! wywiad z Damianem Zbozieniem, w którym obrońca Piasta Gliwice jawnie kpił z prowadzenia się Radovicia oraz z jego tuszy.
Wiodąca rola Radovicia dostarcza również pewnych problemów natury taktycznej. Jeszcze latem tego roku trener Urban widział Radovicia występującego nominalnie na prawej stronie pomocy, schodzącego do środka pola, zostawiającego miejsce do rajdów Bartkowi Bereszyńskiemu. Na papierze ustawienie wyglądało nieźle, czar prysł jednak w Molde. Sztab norweskiego zespołu bez pudła 'przeczytał' asymetryczne ustawienie Legii i rzucił największe siły na naszą prawą flankę. Tradycyjnie niechętnie angażujący się w destrukcję Radović pozostawiał w defensywie osamotnionego Bereszyńskiego, a pod bramką Dusana Kuciaka raz za razem dochodziło do dantejskich scen. W tej chwili dylemat dotyczący optymalnej pozycji Rado wydaje się być zatem ostatecznie rozstrzygnięty - w Legii będzie grał jako ofensywny pomocnik, często praktycznie drugi napastnik. Wielu oponentów ma sposób rozgrywania piłki przez Rado, oparty na holowaniu futbolówki, kolejnych 'kółeczkach', dryblingach nierzadko kończonych niebezpiecznymi stratami. Oparta na Radoviciu koncepcja prowadzenia gry ofensywnej nie daje niestety większych nadziei na odnoszenie przez Legię sukcesów w Europie. Rado może być jednym z kilku sierżantów, był nim dwa lata temu jesienią, strasząc na europejskich boiskach w towarzystwie Ljuboi i Macieja Rybusa, ale nie będzie generałem. Miejmy nadzieję, że pion sportowy Legii będzie miał ten fakt na uwadze podczas kolejnych okienek transferowych.


Chętnie bym się tu udzielał (mam nadzieję że zaniżając poziomu) ale brakuje mi cierpliwości. Trochę mi to przypomina dowcip o tym jak angielski lord opowiadał o polowaniu na tygrysa i kiedy doszedł do momentu w który zastrzelił tygrysa i z nie załadowaną bronią podszedł do niego a tygrys nagle wstał, lord zrobił pauzę pykając z fajeczki, słuchacze podekscytowani i zaciekawieni zaczęli dopytywać no ico? co było dalej?
Lord powiedział; zesrałem się
W takiej sytuacji każdy by się zesrał, zgodzili się słuchacze
Lord pyknął jeszcze parę razy z fajeczki i powiedział; ale ja się teraz zesrałem.
Jeśli to możliwe przyspieszcie narrację.
Pisałem niedawno ,że Rado jako lider to słabe to, ale nie wpadłem na tak genialne porównanie czyli Generał. To moim skromnym zdaniem trafione w punkt. Właśnie Rado i generał to jednak nie to co oczekujemy po generale. Major, zastępca, pomocnik ok ale nie głównodowodzący.
Oczywiście na dziś można i chyba trzeba uznać Rado jako Generała naszej drużyny tylko trzeba napisać też tak, jaki generał taka gra.
Szczerze piszą moja ocena może być niesprawiedliwa bo jakoś Rado częściej mnie w swojej legijnej karierze irytował niż zachwycał.Okresy kiedy gra naprawdę bardzo dobrze są krótsze od tych kiedy gra tak sobie lub nawet słabo. Generałowi takiej drużyny jak Legia tak nie wypada no i ten charakter, tu również mogę się mylić ale jakoś nie widzę w nim cech przywódczych, taki gość musi mieć w sobie coś ze sk..na,być na swój sposób bezczelny i pewny siebie i swoich umiejętności. Jak by nie patrzeć Ljuboją Rado nie będzie i z charakteru i z gry choć byli bardzo blisko siebie.
Mnie Rado też się nie kojarzy z generałem tylko bardziej z wataszką odważnym, przebojowym ale bez wizji i bez charyzmy właściwej przywódcom. Też mnie irytował, bo najczęściej on grał swój mecz a zespół był gdzieś z boku żeby dać mu wytchnienie przejmując piłkę.
Ale Rado ewoluuje i chociaż pewnie nie będzie "generałem" to jest ważną częścią zespołu. Może się mylę ale dodaje nam tego bałkańskiego DNA cztgo jakoś u innych (z wyjątkiem Kosy, Ojamy i może Rzeźnika) brakuje.
Jako „generał” rozprowadzający dywizje do boju, wyznaczający kierunki ułańskich szarż był być może rozpatrywany Helio Pinto, a tu choć umiejętności strategiczne są zapewne adekwatne, to nie tylko niezbędnej charyzmy na boisku brak, ale nawet nie widać, żeby Portugalczyk do takiej roli jakoś specjalnie aspirował, kwapił się do niej.
Rado, adiutant lub wachmistrz pułkownika Ljuboji, to również oficer, podobnego rodzaju, choć mniejszy rangą, watażka jak adekwatnie nazwał go Urka, bezpośrednio prowadzący chorągiew do boju, zagończyk szabelką wywijający, ale strateg, jenerał już mniejszy, tylko czy to faktycznie aż tak wielka niedoskonałość.
Pirlo, wcześniej Sahin, a później Gundogan nadają ton grze swoich drużyn raczej z tyłu, przeglądu pola tak dobrego jak wymienieni raczej nie mają, ale za to dysponują nie mniej istotnymi zaletami i rządzą, liderują w zespołach Lampard z Gerraradem, a biegali po całej długości boiska, niekoniecznie ustawieni bezpośrednio za napastnikiem.
Mamy swojego „Gerrarda” i ja uważam, że buławę w plecaku nosi, doświadczenia mu brakuje, tylko, że jeżeli Dominik Furman buławę dowódczą znajdzie i wyjmie, potwierdzi, że jest jej godny, to już w naszej Legii mieć go nie będziemy.
Rado ewoluuje – pełna zgoda, choć jako uważający Miro za „koło zamachowe” napędzające legijny silnik, zwolennik przedłużenia kontraktu, wcale nie jestem pewny, w jakim kierunku ewolucja podąży. Przy Vuko wątpliwości nie miałem, że jeszcze Legii mógłby dużo dać, jego pozbycie się uważałem za jeden z większych błędów Miklasa, można było zaoszczędzić bańkę twardej waluty na Vrdoljaka, a różnicy wielkiej by nie było.
Z Rado po przedłużeniu kontraktu to się okaże czy spocznie na laurach, zacznie odcinać kupony i brzuszek ponownie zapuszczać, czy też wręcz przeciwnie, znajdzie motywację, fizyczną dyspozycję utrzyma, a dodając doświadczenie, „ewolucję” stanie się jeszcze ważniejszym ogniwem w drużynie, niekoniecznie będąc jej strategiem, ale kimś ewidentnie robiącym różnicę, nadającym jej jakość w ofensywie.
Problem jaki dostrzegam, to że obecnie z kim grac, krótką, kombinacyjną piłkę nie ma z kim, a przecież w ataku pozycyjnym na jaki w lidze jesteśmy skazani to podstawa. Kosecki z Ojamą to indywidualiści, Kucharczyk potrafi grac dla zespołu, ale jego grę dobrze scharakteryzował Gawin, to piłkarz „do kontry” potrzebujący miejsca, Dwaliszwili gdy odegrał piłkę w polu karnym zaskoczył i kibiców i dziennikarzy i najważniejsze obrońców z Lubina, dobrze że Helio Pinto był czujny. Ten wydaje się właśnie do potencjalnej współpracy z Rado przy konstruowaniu ataku pozycyjnego, do gry kombinacyjnej był w planach przeznaczany, jest predestynowany, techniką, piłkarską inteligencją, tylko gdzie go ustawić, skoro równocześnie jest „miękki”, w defensywie odpuszcza, na „8” póki co się nie sprawdza, funkcji „generała” nie podołał?
Mhm, dobrze współpracująca ofensywna trójka pomocników, rozklepująca przeciwników, to potencjalna formacja Rado z „liliputami” z Jagiełłą i Tomasiewiczem, tylko zanim nasi „kieszonkowi” dorosną, to Rado nam się zestarzeje.
- "Pinto wydaje się nietrafionym transfrem "za młody na sen, za stary na seks"."
Wybacz ale zupełnie nie rozumiem tak pochopnej oceny zawodnika. Szczególnie mając na uwadze wszystkie sprawy "wokół" Helio. Kwestia aklimatyzacji, problem z rodziną, kłopoty z adaptacją w kosmicznej jak na jego dotychczasowe przeżycia lidze. Jeśli ten piłkarz zbierze to wszystko do kupy, to jestem pewien, że razem z tematycznym Radoviciem będą stanowili parę generałów Legii Warszawa. Mało który piłkarz w tej lidze ma aż takie papiery na granie.
Dużo lepszym dla nas rozwiązaniem jest osoba "liderująca z tylnego siedzenia". Ktoś czyjej obecności możemy nawet nie zauważać, ale mający na tyle poważania wśród kolegów, by starczyło jego jedno słowo czy gest a reszta zareaguje. Na takie poważanie trzeba jednak zasłużyć i wypracować sobie. Czy Pinto da radę będziemy wiedzieć dopiero jak się naprawdę pozna i wkomponuje w drużynę, a do tego czasu jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie.
Na dzień dzisiejszy takie cechy zdaje mi się mieć np. Kuciak (który jednak z bramki nie pociągnie całej drużyny, a jedynie obronę), Sagan (który jednak swoje lata ma i nie da rady być liderem na pełen etat) i właśnie Rado, u którego techniczne parametry i umiejętności pozostawiają trochę do życzenia (jakby nie pozostawiały to by nie spędził u nas tyle lat tylko zostałby sprzedany
Ok Panowie, Pinto ma długi proces adaptacyjny do wymagań jakie przed nim stawiamy, ale żeby go jednak jak najszybciej przystosować, wdrożyć to na jakiej pozycji powinien być wystawiany w tym procesie asymilacyjnym?
Na „10” bezpośrednio za napastnikiem, czyli Rado przesuwamy do boku, cofamy w „ewolucji”, skazujemy na pozycję, w której już się źle czuje, a przy tym tak efektywny jak „wolny elektron” ustawiony centralnie już nie jest, a Pinto mimo wszystko niezbędną przebojowością, ciągiem na bramkę też nie grzeszy.
Czy też wdrażamy go jako „8” rezygnując tym samym z ogrywania Furmana, bo z defensywnego pomocnika z przewagą umiejętności odbioru piłki czyli z Vrdoljaka, Łukasika, Jodłowca klasycznych „6” w duecie DM, przecież nie zrezygnujemy.
Jest co prawda jeszcze trzecia droga, ale związana z przejściem na system 4-3-3, Pinto z Furmanem jako skrajni pomocnicy, asekurujący boki, ale i angażujący się w ofensywę, a jeden z trójki IV, Miłek, Jodła jako środkowy? Trójka z przodu cofać się do strefy obronnej już tak bardzo nie musi, zatem Rado nawet z boku środkowego napastnika nie powinien narzekać, obowiązków by mu nie przybyło, zakres działania pozostał mniej więcej ten sam. Problem w tym, że Urban do takiej taktyki raczej nie jest przekonany.
- "iocosus dobrze opisał problem z Pinto że nie wiadomo gdzie on ma grać w Legii."
Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Zupełnie nie rozumiem rozterek iocosusa. W Legii mają grać Ci, którzy obecnie są najlepsi, na pozycji, na której są najlepsi. Nie interesuje mnie czy Pinto w formie grałby za Rado czy za Furmana, bo to by oznaczało, że jest od nich lepszy. Helio Pinto został sprowadzony by wnieść nieco jakości do środka boiska, by swoimi niekonwencjonalnymi zagraniami burzyć spokój rywali. Jednocześnie po to aby taki Dominik Furman czy nawet Daniel Łukasik mieli od kogo podpatrywać, by udzielił im się boiskowy sposób "myślenia" Portugalczyka. A t czy będzie On grał obok czy zamiast nich to już kwestia wspomnianej formy i wizji trenera. Gdyby budować skłąd zespołu pod kontem stanu to posiadanie większej liczby piłkarzy niż 11 byłoby nie lada problemem.
- " Za Rado nie bardzo, bo brak mu szybkości i przebojowości, za Vrdoliaka albo Jodłę nie bo mu brak siły i agresji."
Nadal nie zgadzam się z tym by już teraz oceaniać możliwości Portugalczyka. Znów wrócę do nieszczęsnych Brzyskiego i Jodłowca. Gdyby ich przydatność ocenić od koniec pierwszego pułrocza to... obu by już w Legii nie było. Słusznie?
Caøym sercem jestem za tym żeby Pinto wniósł tą jakość o której piszesz ale mam wątpliwości bo miałem okazję obejrzeć jego grę w Apoelu i tam też był taki drepczący. Może nie jestem dostatecznie wyrafinowanym widzem żeby dostrzec w nim zawodnika potrafiącego zmienić oblicze zespołu ale w jednym muszę się z Tobą zgodzić że jeśli będzie lepszy od Furmana to będzie grał na jego pozycji i Furman będzie musiał się podciągnąć. Chyba pokutuje we mnie takie bieda myślenie żeby było taniej a powinno być lepiej. Jeśli będzie nas stać na dokupienie jeszcze napastnika i kogoś z kim mógłby rywalizować Rado, to jestem za taką rywalizacją.
Jeżeli wszyscy są zdrowi, to na podstawie dotychczasowych meczów Helio Pinto zasługuje na ławkę, a Furman z Rado na grę, to subiektywne wrażenie, z którym można się zgadzać lub nie, ale z tego wynikają rozterki, rozbieżności w ocenie przydatności, jak i dalszej formy adaptacji Pinto.
Pomijając indywidualny odbiór i ocenę, kwestie adaptacyjne, Monrooe załóżmy, że Helio Pinto osiąga optymalną dyspozycję, zasługuje ewidentnie na pierwszy skład, to biorąc pod uwagę jego predyspozycje, na jakiej pozycji go widzisz? Pitolimy tu między sobą, bawimy się we własne oceny, założenia, jakie są Twoje przypuszczenia? Zdeklaruj się, czas i przyszłość zweryfikuje.
- "Helio Pinto...na jakiej pozycji go widzisz? Zdeklaruj się, czas i przyszłość zweryfikuje."
A to już było i zdania nie zmieniam. Od początku widziałem w nim bezpośredniego konkurenta Dominika Furmana, choć w zdecydowanie badzej ofensywnej wersji. Niemniej jednak mogącego teoretycznie zastąpić też Miroslava Radovicia. Muszę przyznać, iz ostatnie występy pokazują, że na tej ostatniej pozycji też mógłby grać z powodzeniem, o które go nie podejrzewałem (sam zawodnik też zdaje się miał spore wątpliwości). Oczywiście pod warunkiem uporania się ze wszystkimi (niemałymi) problemami, o których pisałem i w odpowiedniej piłkarskiej formie. Jednak nominalnie "8".
A propos strzał z dystansu, to kiedyś Vrdoliak potrafił uderzyć, Łukasik i Furman jak wchodzili do zespołu też potrafili i sie nie bali a teraz słabo. Wydaje się że im dłużej zawodnicy grają w I składzie tym gorzej strzelają z dystansu.
Moim zdaniem problem Vrdoljaka wcale nie polega na tym, że jest słabszy do Tomasza Jodłowca. A to dlatego, że jest zdecydowanie lepszy (i to zarówno w ofensywie jak i w defensywie), z tym, że przez cały pobyt w Legii Warszawa pokazał to może z 15 razy (a kilka meczów było wręcz wybitnych). Pozostałe występy to albo ligowa przeciętność, albo wręcz fatalne dreptanie ze stratami w roli głównej. Dlatego też byłem przeciwny przedłożeniu kontraktu z tym zawodnikiem, szczególnie mając na uwadze pieniądze jakie On zarabia. Teoretycznie przy tej pladze kontuzji mielibyśmy nie lada problem, ale ja wiem... może by wystrzelił Kopczyński? Ivica Vrdoljak zbyt rzadko pokazuje jak mógłby, a raczej jak powinien grać.
A co do strzałów z daleka, to naprawdę nie potrafię zrozumieć jak tacy gracze jak Borysiuk, a później Furman czy Łukasik mogą tak bardzo różnić się na treningach i w rzeczywistości meczowej. Ja rozumiem inne obciążenie psychiczne, ale aż tak? Rozdźwięk jest potworny i ciągle mnie zastanawiający. Szczególnie, że brak zagrożenia stwarzanego przez "strzały" z dystansu jest nasza wielką bolączką. Dzięki temu kolejni nasi rywale bez problemów ustawiają swoją defensywę.
Potrzebujemy piłkarzy grających szybką piłką, bo inaczej nikogo w pucharach nie zaskoczymy rozegraniem w ataku. Na forum NL pisałem o tym w kwietniu i maju że jeśli Podbeskidzie ruszając na nas pressingiem wywołuje lekką panikę,to co dopiero zespoły europejskie. No i chyba się nie myliłem.