A+ A A-

Zrozumieć niemoc

legialazioW innych okolicznościach porażka 0:2 Legii z Lazio zapewne nie stałaby się przyczyną masowej krytyki, która dotknęła piłkarzy Legii oraz trenera Jana Urbana. Niestety, czwartkowa porażka to najnowsze ogniwo dodane do łańcucha dziewięciu (!) pucharowych meczów bez zwycięstwa, w tym pięciu kolejnych porażek do zera.

Nie ma co kryć, zawód jest duży, gdzie nie spojrzeć, krytyka i złośliwości. Legia miała w Lidze Europy zarabiać pieniądze, nabijać punkty w rankingu, dostarczać nam niezapomnianych emocji, tymczasem okazało się, że zamiast równać do Lazio i Trabzonsporu, równamy raczej do... Amiki Wronki, która w 2004 roku, po pokonaniu w rundach kwalifikacyjnych Honvedu Budapeszt i łotewskiego Ventspilsu, poniosła cztery klęski w fazie grupowej Pucharu UEFA (Rangers 0:5, Grazer AK 1:3, AZ Alkmaar 1:3, Auxerre 1:5). 

Pierwsze pytanie, które nasuwa się w tej sytuacji, brzmi - może tak po prostu musiało być? Może wyniki Legii są logiczną konsekwencją poziomu polskiej piłki? Przecież polski futbol to reprezentacja, która od pięciu lat nie jest w stanie pokonać poważnego przeciwnika w meczu o punkty, to kluby, które odpadają z europejskich pucharów z Litwinami (Lech), z Azerami (Piast), którym przedstawiciele Bundesligi i Primera Division wbijają w dwumeczu po dziewięć lub dziesięć goli (Śląsk).

Z pewnością słabość rodzimej piłki jest wyjaśnieniem dość oczywistym i wygodnym, jednak kropki w tym miejscu postawić nie sposób. Przecież trzy lata temu Lech Poznań, po porażce w kwalifikacjach Ligi Mistrzów ze Spartą Praga, potrafił pokonać Dnipro Dnipropietrowsk, a w grupie Ligi Europy zdystansować Red Bulla Salzburg i wielki Juventus Turyn. Przecież dwa lata temu Wisła Kraków osiągnęła w swojej grupie bilans lepszy niż Fulham i Odense. Przecież Legia podczas pamiętnej letnio-jesiennej kampanii 2011 roku odprawiała z kwitkiem kolejno Gaziantepspor, Spartaka Moskwa, Hapoel Tel-Awiw i Rapid Bukareszt. Przecież jeszcze w 2012 walczyliśmy jak równy z równym ze Sportingiem Lizbona. Dowodów, że można chociaż na chwilę wygrzebać się z polskiej przeciętności, jest wystarczająco wiele. Dlaczego zatem tym razem było aż tak źle?

Prostej odpowiedzi na powyższe pytanie... nie ma.

Rzecz jasna stwierdzenie tego rodzaju jest medialnie wielce niepopularne i trudne do zaakceptowania dla części komentatorów piłkarskiej rzeczywistości - spektakularne niepowodzenie Legii wypada jakoś w miarę jasno i konkretnie wytłumaczyć, przypisać komuś znanemu z imienia i nazwiska. A jednak - nie da się jednoznacznie stwierdzić, co się tak naprawdę wydarzyło. Gdybym miał silić się na stworzenie swojej własnej teorii, rzekłbym, że w Legii doszło do niekorzystnego zbiegu kilku czynników. Ich kumulacja dała efekt, który widzimy podczas analizy tabeli grupy J Ligi Europy.

Po pierwsze w obecnej kadrze Legii, w tym szerokim i wyrównanym składzie, którym dysponuje Jan Urban, zabrakło jednego lub dwóch piłkarzy, którzy byliby w stanie zrobić różnicę na europejskim poziomie. Oczywiście nie chodzi o jakieś mityczne wygrywanie meczów w pojedynkę, mam raczej na myśli zagrania o ponadprzeciętnej jakości, które po ostatnim gwizdku sędziego mogą okazać się kluczowe. Mam na myśli coś takiego, co dwa lata temu potrafili zagrać z Gaziantepsporem, Spartakiem i Hapoelem w dwójkę Danijel Ljuboja z Miro Radoviciem, mam na myśli to, co rok temu z Rosenborgiem zademonstrował Ljuboja, czy choćby to, co w obu meczach z Legią pokazał Florent Malouda, inicjując akcje na 1:0 w Trabzonie i na 2:0 w Warszawie. W Legii piłkarzy robiących różnicę zabrakło. Zapewne to nie wyłącznie przez ten brak przegrywaliśmy kolejne mecze, ale bez wątpienia na  jego skutek zostaliśmy pozbawieni jednego z potencjalnych argumentów w rywalizacji z Lazio, Trabzonsporem i Apollonem.

Po drugie zabrakło nam zwykłego szczęścia i skuteczności w pierwszych meczach. Operowanie taką argumentacją zwykle wywołuje lawinę pogardliwych prychnięć, ale przecież rozmawiamy o konkretnych sytuacjach. Przypomnijmy sobie mecz z Lazio, rozgrywany w atmosferze zdenerwowania wywołanego decyzją UEFY, która nakazała rozegranie meczu z Apollonem bez publiczności, i wyborną sytuację Kuby Koseckiego na 1:0. Przypomnijmy sobie mecz z Apollonem rozgrywany w atmosferze sparingu i fatalne błędy Michała Żyro i Wojciecha Skaby, które doprowadziły do zdobycia bramki przez gości. Przypomnijmy sobie mecz w Trabzonie, ewidentny rzut karny za faul na Broziu i stuprocentową sytuację na 1:1, kiedy do bramki nie potrafili trafić kolejno Lado Dwaliszwili i Dominik Furman, wkrótce po niej nastąpił kolejny brzemienny w skutkach błąd Skaby.

Po trzecie z drużyny w pewnym momencie uszło powietrze, straciła motywację i mobilizację. Legia nie była w stanie zaznaczyć w europejskiej rywalizacji takiego punktu, od którego nabrałaby pewności i wiary w siebie. Mógł być takim punktem pierwszy mecz z Lazio, niestety nie udało nam się zaskoczyć zachowawczo nastawionego przeciwnika. Mógł być takim punktem mecz z Apollonem, niestety przegraliśmy go na własne życzenie. Z każdym spotkaniem było coraz gorzej, za każdym podejściem porażka stawała się coraz bardziej przewidywalna, zupełnie jakbyśmy sami ją przyciągali i zapraszali. W podobny sposób uszło powietrze z Borussii Dortmund dwa lata temu w Lidze Mistrzów. Wielka drużyna, która w tamtym sezonie miała wywalczyć mistrzostwo i puchar Niemiec, w Lidze Mistrzów okazała się wyraźnie słabsza od Arsenalu Londyn, Olympiakosu Pireus i Olympique Marsylia, z każdym pucharowym meczem wyglądając coraz mniej przekonująco, ponosząc komplet porażek na wyjeździe, a w ostatnim meczu w zdumiewających okolicznościach przegrywając na Wesfalenstadionie  2:3 z Olympique, mimo prowadzenia 2:0.

Po czwarte zabrakło nam szerszego wachlarza rozwiązań taktycznych. W Lidze Europy demonstrowaliśmy tę samą co w ekstraklasie niefrasobliwość w defensywie, której jednak, inaczej niż w lidze, nie byliśmy w stanie nadrobić walorami ofensywnymi. W pucharach na boisko wychodziła dokładne ta sama Legia co w lidze - nie była to drużyna ani bardziej niż zwykle skupiona na defensywie, ani zorientowana na grę twardszą niż w ekstraklasie, ani odświętnie zmobilizowana na wyjątkowych przeciwników. To była dokładnie taka sama Legia, która ogrywała Piasta 4-1 albo Widzew 1-0. Tylko przeciwnicy okazali się inni.

Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby występ Legii w Lidze Europy był odpowiednim materiałem dla wyprowadzenia na jego podstawie generalizacji na temat polskiej piłki, poziomu ekstraklasy, reformy rozgrywek ligowych. Nie sądzę, żeby po pucharowych porażkach należało wyśmiewać sposób zarządzania naszym klubem, prowadzony przez Legię skauting, czy kontrakt Marijana Antolovicia. Nie sądzę, żeby znaczący wpływ na postawę Legii miało wystawienie Tomasza Jodłowca na pozycji stopera w meczu z Lazio, czy posadzenie na ławce Patryka Mikity. Nie sądzę, żeby o warsztacie Jana Urbana świadczyło, gdzie stał Jakub Wawrzyniak w momencie, gdy Tomasz Brzyski zamierzał wybić piłkę, ani żeby szczególnie kompromitowało ów warsztat pozostawienie Andersona bez krycia przy drugiej bramce dla Lazio. Nie sądzę, żeby Legia chyliła się ku upadkowi, żeby była drużyną wypaloną, pohańbioną, czy skompromitowaną.

Sądzę, że przegraliśmy Ligę Europy przez detale, pechowo i niekorzystnie skumulowane błędy popełnione na kilku poziomach - decyzyjnym, szkoleniowym i wykonawczym (piłkarskim). Jeżeli w Legii pracują ludzie rozsądni - za rok tych błędów w pucharach nie musimy popełnić. Jeżeli natomiast pracują głupcy - za rok... pucharów może nie być.

Dyskusja (7)
1niedziela, 01, grudzień 2013 13:03
JJ
Ja szczerze mówiąc nie ogarniam tego co się dzieje po meczu z Lazio. Akurat po meczu z Lazio? Pół towarzyskim? A tutaj (= w mediach, nie na C-L) lament i histeria. Niesamowite, bo dla mnie akurat ten mecz był o pietruszkę i żadnych dużych wniosków wyciągać nie należy. Jedyne o co można mieć pretensje to o zaangażowanie, a właściwie jego brak. Ale, żeby uprawiać nagonkę i lincz medialny po meczu z włoską drużyną? Tak jakby ktoś wcisnął odpowiedni przycisk z hasłem: do ataku!

Odnośnie sytuacji w klubie i powodach to dosyć trafnie definiujesz punkt 1 (i jak rozumiem najważniejszy?) takiego stanu rzeczy. Ja na ten temat napisałem tekst w lutym 2013 przewidując taki rozwój wypadków, więc mogę jedynie odesłać do niego Wink Co ciekawe sam Urban obudził się i też zaczął wypowiadać w tym tonie ("może wymagania odnośnie tego składu są nieadekwatne do umiejętności"). Punkt 2 to już moim zdaniem lekkie naciąganie. Jedna sytuacja Koseckiego z Lazio ma świadczyć o braku szczęścia? Tonący brzytwy się chwyta... Punkt 3 to IMO w ogóle problem obecnej Legii rzucający cień nawet na frekwencję. Jest coś takiego , że obecna Legia nie wywołuje emocji. Nie ma się poczucia, że tworzy się coś fajnego, że warto iść na stadion po coś, dla kogoś. Sam to opisywałeś w poprzednim tekście i wejścia Wolskiego, gry młodych, entuzjazmu, wiary. Tak naprawdę było: wtedy cieszyło wejście wychowanka i kilka spektakularnych, acz pojedynczych zagrań. Przynajmniej ja tak to widzę, dzisiaj wszędzie jest apatia, wymuszone granie, właściwie to konieczność i grania, i kibicowania. To wisi w powietrzu.

Co do trenera to wypowiadałem się już nie raz i nic nowego chyba nie wymyślę. Urban popełnia błędy, to jasne jak słońce. Wiele rzeczy mi się nie podobało i nie podoba, ale naprawdę znajmy proporcje. Jeśli mamy przekonanie, że to właściwa osoba na właściwym miejscu (po zdobyciu podwójnej korony!) to daje się mu więcej czasu popracować, aby miał możliwość zrobić te błędy. Tym bardziej jak zajmuje 1 miejsce w tabeli. Dla mnie to jest niepojęte co się dzieje i chociaż krytykować trzeba to absurdem jest aktualna sytuacja, gdzie wszyscy rzucają się mu do gardła. Do listy starych zarzutów widocznych od dłuższego czasu dochodzi szatnia, bardzo niepokojąco to wygląda, ale wszystko bierze się z niewłaściwego zestawienia składu, więc wracamy do punktu 1 tekstu gawina. Pytanie podstawowe: czy trener Urban wyciągnie wnioski z obecnej kampanii LE i składu? Mam nadzieję, że tak.

Taktyka to jest w ogóle ciekawa kwestia. Wszyscy piszą: Skorża, Skorża, Skorża, a Urban to noga z taktyki. Ale do licha asystentem Urbana jest Kibu! Czy ktoś z Was podważa jego zdolności taktyczne? IMO chłop naprawdę się zna i w teorii świetnie to opisuje, a wątpię, aby nie miał wpływu na Urbana. Wiec tak nie do końca zgodzę się z tym analfabetyzmem taktycznym Urbana.

Oczywiście wciąż zdania nie zmieniam: Urban zostanie zwolniony najpóźniej w przerwie zimowej, prezes szukał pretekstu od dawna i na naszych oczach medialnie go tworzy dostaje.
2niedziela, 01, grudzień 2013 13:39
Zbyszek
W dzisiejszym futbolu ważny jest każdy nawet najmniejszy detal. I w tym Gawin ma rację. Za dużo u nas było takich drobnych niedoróbek, które złożyły się na niestrawną sumę. Jak to kiedyś określił Jacek Gmoch jednym słowem. Optymalizacja. Dziś w Cafe Futbol trener Gmoch był gościem. Korzystając z okazji przypomnę tylko dwa jego /z bardzo wielu/ przemyślenia.

1. Co składa się na zwycięstwo?
- warunki potencjalne zespołu pod względem psychiczno-fizycznym, zakładając przynajmniej średni stan wytrenowania,
- poziom wiedzy i metoda pracy trenerów,
-wiedza o przeciwniku i rozpoznanie jego sposobu gry, dokładność przewidywań, będąca trafnym odbiciem wiedzy oraz poziomu zawodników i trenera drużyny przeciwnej,
-nastawienie psychiczne zawodników,
-"rytmy biologiczne",
-samokontrola i samoocena zawodników, bo piłkarz, którego nauczono kontrolować siebie samego, potrafi właściwie przygotować się do spotkania, podporządkowując temu nawet swój "biologiczny rytm".

Zdaniem Gmocha w cechach piłkarza składających się na to co najważniejsze: -motoryka ma 10%, -technika 20%, -taktyka 20% i -psychika 50%. I o tej ostatniej słów parę. Psycholog sportu Pan Leszek Melibruda uważa, że: "Dobry klimat w drużynie składa się na osobowość zawodnika a ich suma na osobowość zespołu. Natomiast zły klimat paraliżuje na poziomie podświadomości, pogarsza czas reakcji, orientację, koncentrację i precyzję". No i nie może obyć się bez sir Alexa Fergusona: "Czasami znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia. Zadajesz sobie pytanie - czy przypadkiem dani piłkarze nie oddziaływują żle na atmosferę w szatni i na wyniki. Jednocześnie wchodząc na pole twojej kontroli zespołu. Jeśli tak jest - nie masz wyjścia, musisz się ich pozbyć. Nieważne, czy mowa o graczach najlepszych na świecie. W dłuższej perspektywie liczy się tylko dobro klubu. Niektóre drużyny tak często zmieniają szkoleniowców właśnie z tego powodu, że piłkarze wiecznie dochodzą do głosu i mieszają. Jednocześnie przejmując kontrole nad szatnią co jest bardzo niebezpieczne. Nie pozwalałem, żeby ktokolwiek poczuł się silniejszy. MU nie byłby tym MU, który znamy, jeśli zawodnicy decydowaliby o dyscyplinie, taktyce, treningach. Trzeba dać sobie spokój z myśleniem: "czy piłkarze mnie lubią" Zaskarbisz sobie ich szacunek, jeśli będziesz pracował właściwie. Tak, szacunek wystarczy. Od razu widziałem, kiedy ktoś ma zły wpływ na resztę i podejmowałem odpowiednie kroki. Niektórzy myślą, że to zbyt impulsywne, ale należy wierzyć w słuszność swoich decyzji. Nie mogłem czekać, kłaść się do łóżka z wątpliwościami, bo po co? Jeśli już to wstawałem rano i natychmiast decydowałem".

Ja tylko chciałem zapytać: czy na charakter, osobowość, uczciwość i stanowczość potrzeba jakiś pieniędzy? Za często swoją nieudolność zasłaniamy brakiem środków. Gdybyśmy je mieli, to co? Kupimy te cechy?
3niedziela, 01, grudzień 2013 15:25
kibic50
"W dzisiejszym futbolu (sporcie) ważny jest każdy nawet najmniejszy detal"
Dodam do tego i dużo cierpliwości, czego szczególnie nam, Polakom brakuje. Zapewne już wiecie, że jestem byłym piłkarzem ręcznym i z tego powodu interesuję sie również tą dyscypliną.
Wczoraj Vive Kielce (3 drużyna LM) grała mecz grupowy grupowy w tegorocznej edycji LM z ostatnią ekipą w grupie, która dotychczas nie wygrała (zremisowała) meczu. Będąc zdecydowanym faworytem ekipa Bogdana Wenty przegrała zdecydowanie 5 bramkami. Była to już 3 kolejna porażka, która bardzo skomplikowała sytuację drużyny. Co się takiego stało ? Czy nagle Wenta przestał być dobrym trenerem ? Czy po tych porażkach należy gremialnie wołać "Wenta won" ? Czy może dać spokojnie pracować, tym bardziej, ze w lidze, tak jak Legia zajmuje pierwsze miejsce ???
4niedziela, 01, grudzień 2013 16:23
Senator
Sir Gawinie jaki ja jestem z Ciebie dumny Smile. Pięknie to napisałeś i w przeciwieństwie do JJ nie czepiam się żadnego punktu choćby tego ze szczęściem bo te trzeba mieć i basta. Też tak dumam ,że w pewnym momencie zrezygnowali, niestety tak to wygląda i nie najlepiej świadczy o mentalności tego zespołu z drugiej strony realna ocena samego siebie to cecha pożądana.
Współczesny futbol to nie popierdółka i tu każdy detal, szczegół ma znaczenie, rolą zarządu , trenera i jego ludzi jest wyłuskiwać i pracować nad tymi szczegółami.
5niedziela, 01, grudzień 2013 16:31
Zbyszek
@kibic50.
Też oglądałem mecz z Dunkierką.I poprzednie dwa z Duńczykami.W piłce kopanej wiem jakiego elementu w motoryce brakuje zawodnikom.W piłce ręcznej nie.Ale wyrażnie czegoś brak,bo grają i nagle stają.
6niedziela, 01, grudzień 2013 16:47
kibic50
@Zbyszek
Czego im brakuje nie wiem, ale uważam, że największy wpływ na te 3 porażki miała fenomenalna postawa obu bramkarzy.
7poniedziałek, 02, grudzień 2013 15:24
iocosus
Zbyszku cytatów sir Alexa serwuj nam jak najwięcej, natomiast z panem Melibrudą mam czasem pewien problem. Ze swadą interpretuje zachowanie lub wygląd gości zapraszanych do C+, przeważnie ok. lubię go słuchac, ale gdy niekiedy, niektórym wbija szpilę na wizji, to taka medialna uszczypliwa kozetka psychoanalityka wzbudza już etyczne wątpliwości. Fakt, że widz przed ekranem i na taką łatkę czeka, jest jej żądny, nie może byc tu usprawiedliwieniem.

Obecnie zaciekawiłeś mnie cytatem: "Dobry klimat w drużynie składa się na osobowość zawodnika ..." mhm, to dosłowne przytoczenie z jakiegoś wywiadu, czy zaczerpnięte z jakiegoś opracowania pana dr. psychologii?

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1