- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Senator
Akademia czy drużyna?
Ostatnie wydarzenia wokół naszego klubu każą mi wrócić do wywiadu jakiego ponad miesiąc temu udzielił nam pan Mioduski. Czytam tam m.in.:
"Wypadałoby pociągnąć temat akademii...
Uważam, że to dla nas projekt priorytetowy. Dyskutowaliśmy, co by było ważniejsze gdybyśmy musieli dokonać wyboru - sukces pierwszej drużyny czy budowa akademii.
I jaki wypracowano konsensus?
Nie ma konsensusu.
Na co Pan by się zdecydował?
Na akademię."
Nie ma co przypominać bieżących wyników drużyny, nie ma co wspominać, że w lidze przed nami 36 kolejek, a w eliminacjach do Ligi Mistrzów jesteśmy dopiero w "przerwie meczu." Należy natomiast wspomnieć o medialnej i niestety również kibicowskiej histerii, która trwa właściwie już od środy i końca jej nie widać. Co będzie się działo gdyby, tfu, tfu, odpukać w niemalowane drewno, w Irlandii się nie powiodło - nie chcę nawet myśleć.
Zdaje się, że mamy niestety dobitny dowód na to, że pan Dariusz Mioduski będzie miał bardzo ciężko przekonać do swoich priorytetów nie tylko współwłaściciela, ale i kibiców, o mediach nie wspominając. Fakty są takie, że dziennikarze (większość) to obecnie niestety siła zupełnie nieadekwatna do posiadanej wiedzy, nieobiektywna, próżna, częściej wyrządzająca więcej szkody niż dobrego. Czepiłem się tych mediów ponieważ to dziennikarze w obecnym świecie najbardziej kreują opinie, nastroje, a nawet za wielu myślą.Ten tydzień pozwala mi spokojnie taką tezę postawić.
Wprawdzie pan Mioduski w następnym zdaniu cytowanego wywiadu mówi, że bez sukcesu sportowego będzie trudniej, ale zadanie jednak nadal będzie realne. Zastanawiam się, czy ten tydzień pewności u większościowego właściciela naszego klubu nie zachwiał, a nawet bardziej szczerze, czy nie pokazał, że taki plan jest niewykonalny. Aby marzenia jednego z właścicieli urzeczywistnić, potrzeba innej atmosfery niż ta, która panuje obecnie. Podejmowanie kluczowych działań dla rozwoju klubu jest potrzebne, ale czy w takim nastroju jak teraz, da się racjonalnie, rzeczowo, bez niepotrzebnej nerwowości wprowadzać jakikolwiek plan?
Aby osiągnąć niezbędny spokój, potrzeby jest zespól stabilny, grający na pewnym przewidywalnym, dość wysokim poziomie. Potrzeby jest sukces na miarę Legii i Warszawy. Tak jak pisałem w jednym z komentarzy, fakt że to jest Warszawa i Legia pomaga, ale jest to też ciężar, który klub musi udźwignąć. Lipy tu nikt nie zaakceptuje, a wprost przeciwnie, będzie stawiał żądania nierealne, mocno domagając się ich realizacji. Jest jeszcze kwestia do bólu oczywista, czyli pieniądze. Zupełnie nie znam się na biznesie, ale tak na mój chłopski rozumu dużo łatwiej przyciągnąć pieniądz, kiedy zespól coś sobą reprezentuje, gra na stałym, dobrym poziomie. Prezes firmy X chętniej zaprosi partnera z firmy Y, z którą chce zrobić deal na mecz LE niż na ligową młóckę. Chce się raczej chwalić jak dobrej drużynie kibicuje niż wstydzić za poziom jaki reprezentuje. To wszystko skłania mnie do postawienia tezy - ustabilizujmy drużynę, nadajmy jej odpowiedni, stały blask, a nie blichtr, który zwabi na chwilę i chwilę będzie trwał.
Oczywiście wyobrażam sobie i taki scenariusz: Klub ogłasza, że budujemy Akademię, licząc się z faktem okresowego spadku jakości pierwszej drużyny, wierzymy iż kibice zrozumieją wagę tej decyzji i wesprą klub w tych kilku chudszych latach. Tylko już się zastanawiam jak długo to wsparcie będzie trwało? Ile wytrzymają media, kibice, jak szybko zaczną domagać się powrotu na szczyt, po jakim czasie zapomną i zakwestionują sensowność podjętych decyzji?
Ten tydzień nie pomógł w uzyskaniu konsensusu, o którym w wywiadzie wspomina pan Mioduski, ten tydzień spowodował, że jeśli panowie M&L pozostaną przy swoich zdaniach, o konsensus będzie w temacie Akademii dużo trudniej.
Krzysztof Kaliszewski - "Senator"


Podzielając zaniepokojenie i zniecierpliwienie wynikające z rozwoju sytuacji w naszym klubie mam pewną propozycję dla kolegów.
Współczesna technologia informatyczna oferuje całą gamę gier strategicznych w których można "on line" sprawdzić swoje zdolności przewidywania, planowania oraz reagowania na sytuacje które nas zaskakują. Zanim zaczniemy się oburzać na nieudolność ludzi kierujących naszym klubem i podpowiadać "przez ramię" jak to powinni rozwiązywać, spróbujcie zagrać w taką grę aby sprawdzić jakie odniesiecie sukcesy.
Rzeczywistość okazuje się zwykle o wiele trudniejsza niż nasze wyobrażenia o niej.
Największym ograniczeniem są zwykle ludzie ze swoimi ograniczeniami, złymi nawykami i wynikającymi zazwyczaj z kompleksów emocjonalnymi (histerycznymi) reakcjami. Do kogoś kto histerycznie domaga się sukcesu tu i teraz a jedynym uzasadnieniem dlaczego to musi być teraz jest to że już tak długo czeka, nie trafiają żadne racjonalne uzasadnienia. Oni nie przyjmują do wiadomości że nie mamy specjalnie podstaw do takich oczekiwań bo dostajemy regularne eurowpierdole na każdym poziomie, klubowym i reprezentacyjnym, że nasi piłkarze wyglądają na ogół słabo na tle nawet średniaków że chrzanią od lat te same farmazony o "wyciąganiu wniosków i JESZCZE cięższej pracy". Kiedyś nie mogli biegać tak szybko jak inni z powodu braku suplementacji i warunków treningowych. Dlaczego dzisiaj nie mogą, tego nie wiem. To znaczy wydaje mi się że wiem, bo słabo grają w piłkę. W każdym elemencie wyszkolenia ustępują konkurencji. Jakość przyjęcia i oddania piłki już nie mówiąc o strzale z dystansu jest słaba.
Do tego ta przygłupia "pewność siebie" co do której mam wątpliwości (poważne) czy jest autentyczna czy narzucona poprzez oczekiwania zakompleksionych dziennikarzy działających na zapotrzebowanie zakompleksionych kibiców?
Bo cóż łatwiejszego spodziewając się kolejnego eurowpierdolu ustawić się w pozycji pewnego siebie "realisty" i ogłaszać wszem i wobec że jesteśmy silni i musimy wygrać.
To jest takie mentalne szykowanie sobie miękkiego lądowania bo daje możliwość natychmiastowego odcięcia się od "nieudaczników". Ta potrzeba odcięcia się wynika prawdopodobnie z tego że prywatnie też nie czujemy się zwycięzcami i "panami życia" i oczekujemy żeby ktoś nam w końcu poprawił samoocenę.
I w tej plątaninie oczekiwań, histerycznych reakcji, słabości naszej piłki, głupoty zawodników ma się pojawić "zbawiciel".
I się pojawił, powiedział to co histeryczne, zakompleksione głowy chciały usłyszeć, że budujemy potęgę i wszyscy kurczowo uczepili się tej wizji.
A nasi konkurenci za nic mają potrzeby Naszych skołatanych dusz i już od dawna szkolili zawodników którzy mają wpojone że na boisku MUSZĄ a nie MOGĄ dawać z siebie wszystko tak w czasie treningów jak meczów.
My wiecznie przegrywamy w swoich głowach bo w sposób nieuzasadniony budujemy oczekiwania i histerycznie reagujemy na porażki zapominając że na sukces składa się tysiąc czynników a przede wszystkim rzetelna i konsekwentna praca.
My dyskutujemy o "potencjałach". Gdzie one są w zderzeniu z rzeczywistością? Raptem Lewandowski, Błaszczykowski i Piszczek plus Szczęsny. Reszta Wolski, Furman, WSzołek, Zieliński, Milik, Borysiuk i wielu innych zniknęli w tłumie.
O czym to świadczy? Że nie są gotowi do poważnej gry i wywołują zachwyty lokalnych cmokierów stęsknionych za jakimś sukcesem ale zamykających oczy na rzeczywistość.
Wobec powyższych przemyśleń wybór jest jednoznaczny, zacisnąć zęby i szkolić.
Ale czy ktoś się tym poważnie w Polsce zajął? Nie, znowu słyszę bajanie Majewskiego o tym że poprzez opiekę na reprezentacjami młodzieżowymi będziemy mieli więcej dobrych piłkarzy.
W jaki sposób? Skąd mają się brać ci dobrzy piłkarze? Jeśli trenerzy klubowi narzekają i pewnie słusznie, że ciągłe wyjazdy na kadrę zakłócają cykl szkoleniowy tych chłopaków.
Gdzie są ci młodzi trenerzy szkolący dzieciaki, czy ktoś pomyślał o premiowaniu finansowym (poważnym)klubów które wychowały zawodników?
Nie, kase zarabiają sprytni menadżerowie i bogatsze kluby na handelku.
Znowu kupa pieprzenia komunałów i mało działania. To nasza polska specjalność.
A dyżurni forumowi "mazgaje" doczekają się chwili triumfu żeby powiedzieć "a nie miałem racji?" nawet jakby kibicowali Barcelonie bo ona też w końcu poniesie porażkę. A u nas chodzą w glorii "realistów" "specjalistów".
Ja to nazywam syndromem Maliniaka, który też wiecznie był sceptyczny i raz na jakiś czas udawało mu się trafić.
Nie wiem co mnie bardziej zniechęca do naszej piłki, piłkarze czy ta cała otoczka?
Ale niestety jestem nieuleczalnie chory na piłkę a szczególnie na Legię i ta choroba powoduje że od kilkudziesięciu lat wiecznie się otwierają te same rany i tak samo wiecznie muszę wysłuchiwać "mądrych" rad znachorów.
A recepta jest prosta. UCZCIE DZIECIAKI GRAĆ W PIŁKĘ!!!!
Na mój chłopski rozum odpowiedź jest dziecinnie prosta. Akademia.
Bez akademii nie będzie nigdy dobrej drużyny, chyba że jakimś cudem na miejscu starego basenu tryśnie ropa. Na szczęście podstawa szybu pozostała
Jedyny problem to skala akademii i kasa z tym związana. Czy nasi włodarze podołają, jeśli drużyna nie spełni pokładanej w niej nadziei ?
Czy będą potrafili zarazić swoją pasją inne podmioty, tak by pozyskać tereny czy sponsorów do realizacji tej wizji ?
Ostatnią rzeczą jaką bym się przejmował są kibice.
Większość z nich to "chorągiewki", tzw "kibice sukcesu"
Nawet jeśli dziś ich nie ma, to powrócą kiedy tylko Legia zacznie odnosić sukcesy. Za rok, dwa, może 5, ale powrócą. Jestem tego pewny.
Nie każdy, drogi Senatorze odlicza godziny do następnego meczu i żeby czas szybciej zleciał pitoli na forum związanym z jego pasją
Jak się kończy budowanie potęgi bez akademii pokazał p. Cupiał i wystarczy. Niech ten obraz nędzy i rozpaczy panujący w Wiśle będzie przestrogą dla wszystkich, którym się marzy droga na skróty.
Mam nadzieję, że doczekam jeszcze czasów, kiedy po odejściu kolejnego piłkarza Legii "Nowaka" za 10, 15 mln € usłyszę od trenera; Nie szkodzi w akademii mamy jeszcze pięciu piłkarzy "pokroju" Nowaka. Następni w drodze
W naszych polskich realiach Akademia Legii z prawdziwego zdarzenia, z kilkoma boiskami, fachowymi trenerami, itd., to, niestety, inwestycja, która na chwilę obecną ma niewielkie szanse na sukces. Jakość młodych piłkarzy buduje się przede wszystkim poprzez konkurowanie z innymi młodymi piłkarzami. Oczywiście, warunki treningowe, poziom merytoryczny kadry trenerskiej jest bardzo istotny ale nic nie zastąpi potyczek z zespołami, przynajmniej na takim samym poziomie. Co z tego, że doprowadzimy do sytuacji, gdy młodzi Legioniści będą lać wszystkich dookoła do zera, skoro w potyczkach z rówieśnikami z lig zachodnich będą zbierać baty? Oczywiście, ośrodek z prawdziwego zdarzenia lepiej mieć niż nie mieć ale jeśli miałoby to negatywny finansowy wpływ na pierwszy zespół, to, moim zdaniem, pakowanie się w takie wydatki na dzień dzisiejszy jest chyba zbyt ryzykowne.
Inna sprawa, że moja wredna natura urbanisty podpowiada mi, że ta Akademia, o którą tak usilnie walczą z władzami miasta, to kolejna "pijarowa" zagrywka duetu L&M.
Jeszcze jedno. Kibic50 ostro krytykuje Wisłę i jej podejście do tematu - akademia. Ja w zasadzie się z tym zgadzam tylko jedno nie daje mi spokoju - dlaczego ta antyakademicka Wisła dystansuje w CLJ i Legię i Lecha i Zagłębie masakrując w finale Cracovię? Co z logiką? Co z jasnym przesłaniem która ścieżka jest słuszna?
Nie wiem jakie były Twoje intencje odnośnie dobrych rad ale ja zupełnie nie poczuwam się do tego. Przez myśl mi nie przeszło dawać rady takim ludziom jak duet L&M za krótki jestem. Jeśli więc była to aluzja do mnie to sorki nie ruszała mnie.
Natomiast w punkt cholernie trafnie piszesz o tym ustawianiu się w bezpiecznej pozycji . Zabłysną wcześniej czy trochę później wszak odpaść kiedyś polskie zespoły muszą, a jaka fachowość przy tym wychodzi !!!
@Kibic50
Ok tylko to wszystko to naczynia połączone tym bardziej kiedy tak jak u nas pieniądz trzeba zdobywać poprzez pracę w klubie. Ustabilizowanie drużyny na pewnym określonym poziomie pozwoliłoby na stały przypływ tego pieniądza i spokojną realizację planów.
Olać kibiców, myślę ,że w klubie nie jest to takie oczywiste. Kibice to pieniądz i nie chodzi o ich pieniądz wydawany na bilet, kubek czy koszulkę. Ich obecność to prawdziwy pieniądz od sponsorów itp.
Sam przecież piszesz ,że jedyny problem to kasa. No właśnie ,że skorzystam z a-c10.
a może warto byłoby zaorać i zacząć od nowa...
To jest to co pisze KAM ale Twoje Uwielbiamy cale zło przerzucać na pojedynczych ludzi. i W zależności od wyniku ubabramy w gównie każdego... też super
Może warto zaorać i zacząć od nowa, ja nawet byłbym za tylko strasznie się boję ,że zanim okres wegetacji, dojrzewania i zbioru plonów się zacznie rozsieją tyle pestycydów, wyleją tyle szamba,że producent rzuci to wszystko i powie krótkie a ch wam w cztery.
Wystarczy znany już w UEFA transparent wywiesić i wyrzucają nas z pucharów na kilka lat. Idealne warunki do zaczątku od nowa
"Co z jasnym przesłaniem która ścieżka jest słuszna?"
Sam sobie odpowiedziałeś. Po Eurowpierdolu i zmarnotrawieniu wielu milionów Cupiał postawił na rozwój, wybudował ośrodek szkoleniowy w Myślenicach i zaczyna odnosić pierwsze sukcesy. Czy przełoży się to na wyniki pierwszej drużyny ? Zobaczymy.
Nie śledzę poczynań naszej młodzieży, ale w którymś wywiadzie Leśny powiedział, że w swoim przedziale wiekowym wygrywamy wszystko i za wysoko. Dlatego nasze roczniki grają ze starszymi. Jak było w CLJ, nie wiem.
@Monrooe
Pełna zgoda. Może nie aż tak drastycznie (zaorać)
@Senator
Nikt nie mówi o olewaniu kibiców. To raczej kibice olewają, o czym świadczy nikła frekwencja. Właśnie pobiliśmy "rekord" nowego stadionu.
Jak się mogliśmy też przekonać, nie w cenie biletów jest problem. 10 zł za bilet niczego nie zmieniło.
" Ustabilizowanie drużyny na pewnym określonym poziomie pozwoliłoby na stały przypływ tego pieniądza i spokojną realizację planów"
Co to jest określony poziom i kiedy w historii go mieliśmy.
O co jak o co, ale o łatwość z jaką obaj panowie zarabiają (zdobywają) pieniądze jestem akurat spokojny.
Błyskawicznie wyprzedali wszystkie loże (CTP może nie spełnić marzenia) Podpisują nowe sponsorskie umowy i przedłużają już obowiązujące. Potrzebny jest tylko (aż) teren.
Ps
Nie chcę być adwokatem, ale KAM nie pisał o Tobie (do Ciebie)
Ostatnią rzeczą jaką bym się przejmował są kibice. Rozumiem ,że źle zinterpretowałem Twoje słowa
Reszta o czym piszesz.
Zgoda tylko jedno pytanie czy dwa tytuły mistrzowskie ułatwiają im robotę i w jakim stopniu? Do tego trzeba dodać kawał naprawdę porządnej roboty marketingu która też jest prostsza? przy pewnym określonym poziomie gry.
Potrzebny jest tylko i aż teren, no ok a utrzyma się sama, a zatrudnienie odpowiedniej wyszkolonej kadry to tak za free przyjdą?
Podajesz przykład Wisły no to proszę zobaczmy co się dzieje obecnie. Frekwencja na poziomie mocno wstydliwym, walka z kibicami i tu nie jest ważne za kim ja jestem, ważne jest to ,że klub jest postrzegany jako ten w którym się źle dzieje. Podają ,że zyskali mocnych sponsorów , pytanie jeśli by się działo dużo lepiej czy owi sponsorzy nie musieliby dać dużo więcej kasy i czy nie byłoby ich więcej?
Ale tu nie chodzi o nas, a o cały ten grajdołek. Jak patrzę na to okienko transferowe to łapię się za głowę. Nijak nie umiem pojąc, jak nieudacznik, który dał ciała w jednym klubie, może iść do drugiego i robić tam za zbawcę. Co prawda zaczął od samobója, ale co tam, zapewne będzie lepiej. Podstarzała gwiazda, która miała coraz większy problem by, grać za wielkie pieniądze będzie brać kasę gdzieś indziej, a klub, który słynął ze świetnej polityki pieniężnej właśnie dołączył do całej reszty baranów. I co? Ma być lepiej? Jakim cudem? Paradoksalnie najbardziej cieszyłbym się będąc kibicem Wisły Kraków, która wreszcie postawiła na wychowanków... bo musiała. Zaorać... to chyba najlepsze wyjście.
Co ich wszystkich zmusiło do zmiany polityki i myślenia: bieda
Dwa tytuły mistrzowskie może troszkę pomogą. Ale nie są najważniejsze. W mojej ocenie najważniejsza jest wizja i sposób jej realizacji. W ITI wizjonerem był śp Wejchert, zaś pasjonatem Walter.
Teraz z wizjami mamy Mioduskiego i pasjonata Leśnego.
W Wiśle dzieje się świetnie.
Cupiał najwyraźniej wyliczył, co mu się bardziej opłaca. Za wywalone w błoto pieniądze mógłby z pewnością zapełnić stadion na wiele sezonów.
Kibice z którymi walczy ni są godni noszenia barw klubowych. Pomimo sukcesów jakie im dał w ostatnich 10 latach i tak na niego sr..ą.
Mam nadzieję, że wespół z Bednarzem doprowadzą swój projekt do końca.
Dalej, w sensie bardziej sformalizowanym: jakiś czas temu nastąpiła zmiana na szczytach władzy PZPN. Towarzyszyła jej powszechna euforia. Dlaczego? Bo Zbigniew Boniek ma jasny, spójny, logiczny i możliwy do wprowadzenia w życie plan naprawczy dla rodzimego futbolu? Bo dał się poznać jako rzutki, skuteczny menedżer dużych projektów społecznych? Wała tam. Planu nie ma żadnego, a poza własnymi interesami wszystko, czego się tylko tknął, obracał - excusez le mot - w gówno. No ale przecież dobrze wypada przed kamerami i nie jest "obciachowy" (cokolwiek by to miało znaczyć) jak jego poprzednik.
Kadra? Każdy kolejny selekcjoner (przeciętniak, jak i ten przed nim, i ten po nim) łudzi się, że gdzieś w mrowiu piłkarzy uprawnionych do reprezentowania naszego kraju znajdą się jakieś talenty zdolne nie tylko awansować na wielką imprezę, ale nawet wyjść na niej z grupy. W poszukiwaniu tychże powołuje kogo popadnie, pozwalając dziesiątkom anonimowych grajków dopisać sobie "1A" po nazwisku. Po czym, rzecz jasna, nic z całej hecy nie wychodzi i jak co do czego, to wraca zgraja tych samych tylko trochę bardziej uzdolnionych repów, którzy w dodatku na kadrę mają wyłożone. Ale wiadomo, jak przegrają, to przecież nie wina ich lenistwa, tylko głupiego selekcjonera i jego sztabu, który np. zawalił przygotowanie fizyczne i nie zadbał o - trzymajcie mnie! - atmosferę.
Liga? Trzy czwarte Ekstraklasy to żywe kłamstwo, rzekomo zawodowe kluby przyssane jak do matczynej piersi do publicznych pieniędzy, nie zainteresowane kompletnie niczym poza inkasowaniem kolejnych przelewów z ratusza i C+. Niżej jest jeszcze gorzej, bo kasy z telewizji nie ma. A będzie w ogóle koszmarnie, bowiem miłościwie nam panujący ryży prezesina umyślił sobie, że polski futbol w jego obecnej formie stać na 52 (słownie: pięćdziesiąt dwa!) kluby na poziomie centralnym.
No i jeszcze te "Akademie". Dobre sobie. A dlaczego od razu nie Uniwersytety? Z rektorami, dziekanami poszczególnych wydziałów, corocznymi ceremoniami wręczania dyplomów i - co jakby najważniejsze - juwenaliami? Przecież to jest śmiech na sali. Eee... przepraszam - auli. Rozumianej w zawodowy sposób akademii, czyli kompleksu odpowiednich boisk i budynków plus wykwalifikowanej kadry szkoleniowo-medycznej nie ma w Polsce nikt. I w przewidywalnej przyszłości nikt jej miał nie będzie. Bowiem tych nielicznych prywatnych właścicieli klubów na to nie stać, natomiast "miejscy" działacze, jako się rzekło, nie są tym zainteresowani.
Wbrew temu, co pisze kol. Kibic50, niedawny sukces wiślackiej młodzieży w CLJ wcale nie urodził się w Myślenicach. Nie, prawda jest znacznie prostsza, choć o wiele mniej medialna: Wisła najzwyczajniej w świecie jest najbardziej "magnetycznym" klubem w Małopolsce (i nie tylko). Mnie osobiście, rzecz jasna, ten fakt mocno uwiera, ale z faktami (nawet uwierającymi) się nie dyskutuje. I samo to wystarcza, by pod sztandarem z Białą Gwiazdą zebrać kilku zdolnych chłopaków, którzy porozstawiają po kątach krajową konkurencję. Ot i cała filozofia. Naprawdę nic głębszego w tym nie ma. Ja wiem, to boli, bo odziera i Was, kibiców Legii, i nas wszystkich, zainteresowanych polską piłką, z błogiego przekonania, że "przynajmniej" w Warszawie i jeszcze w Poznaniu, i w Lubinie, to się fajnie szkoli młodzież. No cóż, nie, nie szkoli się. Przynajmniej nie wystarczająco fajnie, aby ta młodzież dała radę wiślackiej zbieraninie. (cdn)
Z większością się zgadzam, więc polemicznej rękawicy nie podejmę. Dopowiem jedynie;
- "Przynajmniej nie wystarczająco fajnie, aby ta młodzież dała radę wiślackiej zbieraninie"
Ot, taka wojenka "zbieranina na zbieraninę" i to tyle odnośnie sławnego szkolenia.
Ja wiem, można by znowu uciec w paliatywne wymówki i podnieść skądinąd wysoce słuszny argument, że w wieku juniorskim wynik jest kwestią mocno drugorzędną. Że liczy się to, co z danego chłopaka wyrośnie. Tylko... który z Was, Panowie, byłby gotów postawić choć paczkę orzeszków na to, że np. Wasze dzieciaki zrobią większą karierę, niż ci z Wisły?
Zaorać? Nie wiem. Moim zdaniem lepiej byłoby zaludniać. Tłumnie łazić na stadiony. Głośno, stanowczo i wyraźnie domagać się ukrócenia rakotwórczej dla całej polskiej piłki patologii w postaci publicznego finansowania klubów. Żądać od samorządów, by zaoszczędzone w ten sposób środki inwestowały w rozwój sportu masowego, młodzieżowego. Przestać je*ać każdego kolejnego selekcjonera za to, że ze zgrai leniwych nieudaczników nie zrobił Mistrzów Świata. Etc., etc.
A w tzw. międzyczasie przygotować się, że na boisku będzie coraz gorzej. Nie oszukujmy się: i tak będzie. I ja wiem, że to strasznie górnolotnie zabrzmi, ale w dużej mierze od nas samych zależy, czy będzie zawsze, czy też po kilku sezonach posuchy wreszcie zacznie się poprawiać.
Malutkie sprostowanie. Ośrodek w Myślenicach został otwarty około roku temu, więc logicznym jest, że nie w nim szkoleni byli chłopcy, którzy wygrali rozgrywki CLJ.
Jeśli będziemy patrzeć na szkolenie (akademie) przez pryzmat Niemiec (100 mln€ rocznie) to niczego nigdy nie zbudujemy.
Próbować jednak trzeba, czego duetowi L&M szczerze życzę.
Tam nie było problemu z brakiem Akademii czy generalnie brakiem młodzieży, obydwaj Brożkowie, Małecki, Kuzera, Strąk nie wzięli się znikąd, to byli juniorzy Wisły stopniowo wprowadzani do składu w czasach Kasperczaka. Błaszczykowski przecież też przyszedł do Wisły jako 20-latek. Boguski to samo. Inwestowanie w tych młodych pozwoliło Wiśle utrzymać się na szczycie naszej ligi pod odejściu takich piłkarzy jak Żurawski, Frankowski czy Szymkowiak.
Natomiast, okres Skorży a potem Maaskanta, to już niemal całkowite zamknięcie się drużyny na młodą krew. Efektem był dramatyczny spadek jakości zespołu po tzw. wietrzeniu szatni z jakim mieliśmy do czynienia po odejściu Holendra. Pieniędzy na dobrych piłkarzy nie było a ci co zostali nie gwarantowali odpowiedniego poziomu gry.
chciałbym nieśmiało przypomnieć, że my wszyscy, Panowie, żyjemy w fikcji.
I git pytanie skąd się ta fikcja bierze? My może i mamy prawo do życia w fikcji ale dlaczego w fikcji żyją dziennikarze podobno sportowi? podobno biorący kasę za fachowość i rzetelność? Świat zdziadział a tej grupie bardziej zależy na darmowym bigosie, akredytacjach od Bońka na mecze reprezentacji gdzie oczywiście też jest darmowy bufet. Trzeba być przychylnym bo wypadnie się z kręgu klepiących się po plecach. Skąd więc zwykły szary kibic ma brać wiedzę? jasne są źródła alternatywne tylko przy obecnym tempie życia , niestety skłonności do upraszczania sobie spraw i w końcu niechęci do myślenia jest jak jest.
Małe, aczkolwiek znaczące sprostowanie - zaorać - w sensie, zburzyć obecny "ład i porządek". Do czego i Ty nawołujesz mówiąc o cofnięciu dotacji miejskich. Powstałby lej po bombie większy niż po przejechaniu Ususem.
A poziom ligi spadłby jeszcze bardziej, choć to już wydaje się niemożliwe.
- "A poziom ligi spadłby jeszcze bardziej, choć to już wydaje się niemożliwe."
Rzeczywiście spadłby aż tak bardzo? dlaczego? Ja nie byłbym tak pochopny w stawianiu takiej tezy. Jakoś nie umiem sam siebie przekonać, że liga byłaby słabsza bez Boninów, Kaźmierczaków, Dudków, Małeckich, Koseckich, czy innych Stafanoviciów, Dvaliszvilich, Henriquezów i tym podobnych wirtuozów, którym płaci się krocie. A oglądać z reguły nie ma czego. Myślę, że byłby chwilowy regres, a potem szybko by się okazało, że jednak można zbudować dobrą jedenastkę z dostępnych i co ważne przystępnych cenowo zawodników. Okazałoby się, że można sięgnąć do ligi niżej i znaleźć dobrego zawodnika, który może nie okiwa całej drużyny przeciwnika, ale jakiś tam poziom gry zachowa i nie weźmie za to równowartości, dajmy na to, 120 pensji krajowych.
Taaa. To popatrz na Widzew. Już nie będę się znęcał i kazał ci patrzeć na nasz wyjściowy skład w ostatnim meczu.
Z jednym się zgodzę: płacimy piłkarzom za dużo. Zbyt dużo jak na jakość, którą prezentują. Natomiast, jak słyszę o jakimś "salary cap", to mnie śmiech pusty ogarnia, bo uważam, że my, jako liga, jak najbardziej powinniśmy iść w kierunku urealnienia płac, ale nie w dół a w górę. Tzn. płacić nie mniej, tylko więcej ale tylko takim grajkom, którzy na to zasługują. Pół mln euro dla Ljuboi jest płacą zasłużoną ale już 100 tys. euro dla Piecha, to kompletny odlot.
- "Taaa. To popatrz na Widzew."
Ano patrzę i do dziś nie wiem czy większym problemem tego klubu jest kadra, czy może jednak system zarządzania przez klubowych włodarzy. Którzy to urządzili cyrk obwoźny zatrudniając trenerów z łapanki, bez żadnego ładu i składu... stać ich było? Na czterech (chyba nawet pięciu) "fachowców"? Ano stać, to chyba w łódzkim klubie nie jest tak źle jak mówią.
- " A oglądasz czasami mecze I ligi? "
W zeszłym sezonie obejrzałem prawie wszystko co się dało (udało się kilka razy na żywo). Nie wiem więc, czy moje oglądanie nazywać sporadycznym, ale niech będzie. Zastanawiające jest to, że ja dla odmiany nie dostrzegłem aż tak wielkich dysproporcji pomiędzy ligami. Mecze z udziałem Widzewa, Jagiellonii, Podbeskidzia, czy choćby Zagłębia wcale nie wywoływały u mnie większego dreszczyku emocji niż te na boiskach w Katowicach, Ząbkach, Łęcznej, czy Bełchatowie. Gdyby dobrze to pokazać, z odpowiednią jakością i komentarzem to nie jeden kibic mógłby się pomylić.
Dlatego też, moim zdaniem miszmasz obu naszych lig wcale nie powaliłby poziomu ligi. W niektórych przypadkach wręcz by go podniósł. Zaś odpływ piłkarzy karierowiczów byłby zbawienny dla wszystkich. Choć faktem jest, że to pikuś, przy odpływie działaczy karierowiczów, którzy w mojej opinii są największą tragedią w tym środowisku. A bez miejskiej kasy... szybko by się okazało, że nie ma po co w tym sporcie siedzieć. jest tyle innych wspaniałych dziedzin...
(edit: by było jasne, nie twierdzę, że dysproporcji nie ma. Twierdzę natomiast, że na braniu najlepszych w miejsce obecnych "gwiazdorów" Ekstraklasa wcale tak wiele by nie straciła jak to powszechnie zdajemy się przyjmować.)
"A bez miejskiej kasy..."
Domyślam się, że cały czas masz z tyłu głowy transfer Janczyka do Piasta. Tylko, że widzisz, to nie jest nasz problem. Tzn. nie nasz, warszawiaków. Struktura finansów państwa jest taka, że samorządy w praktyce finansują się same (m.in. z podatków mieszkańców) i nam, "krawaciarzom", nic do tego jak pieniądze wydają Gliwice. Albiceleste postuluje, żeby w ogóle odciąć kluby od miejskich cycków. A ja się pytam: a dlaczego? Co nam, Legii, przeszkadza, żeby też pójść podobnym torem i np. powalczyć o mniejszy koszt utrzymania stadionu? Albo o sfinansowanie przez miasto budowy Akademii? Zresztą, drogi Monrooe i drogi Albiceleste, no nie bądźmy hipokrytami i przyznajmy, że to co Gliwice dają na Piast, to jest male miki w porównaniu do tego, co nam kilka lat temu dała Warszawa. Że nam się teraz na łeb nie leje.
- "Tylko, że widzisz, to nie jest nasz problem. "
Ależ oczywiście, że jest to nasz problem. Ty naprawdę nie dostrzegasz konsekwencji? Nie zauważasz, że lokalny działacz, zasilany z miejskiej kasy nie chce żadnych zmian? Żadnych. Nie interesują go zmiany w lidze, nie obchodzi go kto pokaże tęże ligą, aby tylko w korycie się zgadzało. Aby trwać. Reformy, rozwój nie są dla niego, dla niego jest utrzymanie status quo, tylko to go interesuje. A to dopiero początek całej karuzeli, który tu się zaczyna a kończy we władzach PZPN. Nikomu nie opłaca się nic zmienić, bo jedyną rzeczą jaką niosą zmiany jest widmo odpadnięcia od koryta. A na to nie pozwoli sobie nikt. Właśnie dlatego od dawana jesteśmy "faszerowani" ruchami pozorowanymi.
ps: nie ma co do tego tematu dorzucać historii ze stadionami, bo to zupełnie inna para kaloszy. Co ciekawe para, nad którą jeszcze niejedni zapłaczą gorzkimi łzami. A miejskie stadiony zaczną coraz bardziej ciążyć...
To, o czym piszesz, to jest problem mentalności działaczy. Tego nie zmienisz żadnymi ukazami. Ale ja, w przeciwieństwie do Ciebie jestem daleki od bicia na alarm. Mieliśmy w lidze szalonego Józia - jego Polonia zaginęła w niebycie. Mieliśmy kombinatora Cacka - Widzew spadł z ligi. Mieliśmy piłkarskie Eldorado w Lubinie zarządzane znajomymi Królika, którzy przychodzili, żeby "sprawdzić się na odcinku" - już ich nie ma. Piast w poprzednim sezonie jeszcze urwał się ze stryczka ale przy takiej polityce nie wróżę im zbyt długiej kariery w Ekstraklasie. Ewolucja jest jaka jest ale najwyraźniej jest.
Legia bez rozbudowy akademii będzie stała w miejscu i nie będzie się rozwijała, za to lokalni rywale będą odskakiwali - Lech ma ośrodek w Wronkach z 6 boiskami plus kilka w Poznaniu, Zagłębie Lubin buduje ośrodek z 8 boiskami a inne drużyny wkrótce zaczną. A jak na razie akademia ma do dyspozycji jedno boisko gdzie się muszą pomieścić wszystkie drużyny, przez co odbija się to na wyszkoleniu graczy.
A odnośnie wprowadzania młodych do pierwszej drużyny to Legia zaczęła wprowadzać wzorce z Lecha- wprowadzanie do zespołu najbardziej utalentowanych kosztem rozwoju reszty. Jak do tej pory Legia dbała o rozwój wszystkich zawodników jednakowo, a teraz postawiła zdecydowanie na tych najbardziej uzdolnionych. Stąd w jedynce nie są zawodnicy którzy wyróżniali się najbardziej w rezerwach, lecz ci którzy gwarantują najszybszy rozwój i których będzie można sprzedać w przyszłości za bardzo duże pieniądze. Taką politykę stosuje Dinamo Zagrzeb. Za Wieteska i Ryczkowskiego jeśli będą się rozwijać to Legia będzie mogła dostać za każdego po 10 milionów Euro.
Oj, chyba odleciałeś trochę z tymi sumami transferowymi. Zwłaszcza za Wieteskę. Środkowy obrońca za 10 baniek? Hmmm... Popatrzmy: Hummels przyszedł do Borussii za 4,5 mln euro, Subotic za 2,5 mln euro, Chiellini do Juve za 9 mln euro, Company do Man City za 8 mln euro. Jedynie takie firmy jak Bayern czy Chelsea był skłonne wydać na stoperów sumy w okolicach kilkunastu mln euro.
A Ryczkowski? Jeśli mam być szczery, to ja tam więcej potencjału widzę w Tomasiewiczu i na miejscu Berga, to jego wziąłbym do Dublina zamiast Helio. Po tej jeździe w mediach zabieranie Pinto mija się z jakimkolwiek celem - on psychicznie nie jest w stanie wyjść na boisko.
Mój komentarz, może zbyt emocjonalny (i chaotyczny) nie był skierowany do Ciebie tylko do wiecznych mądrali forumowych a w jeszcze większym stopniu środowiskowych. Tych "dziennikarzy", bezrobotnych trenerów, niedorobionych gwiazd futbolu byłych i obecnych.
Jesteśmy zaplątani w jakąś paranoiczną sieć rojeń i oczekiwań a nie potrafimy wyszkolić kilkudziesięciu (chociażby) dobrych piłkarzy.
Zamiast tego wieznie słyszę pierdoły o 40-sto milionowym narodzie.
Co to ma wspólnego ze szkoleniem?
Idąć tym tropem to Chińczycy i Hindusi powinni być najlepsi we wszystkim.
Banda skretyniałych działaczy obłożona dziennikarzami i menadżerami pozbawionych rozumu i poczucia przyzwoitości gra swoje gierki a skretyniali kibice (nie o wszystkich piszę) łykają to ich gówno jak pelikany.
Niemcy, jak przestali wygrywać, zorganizowali szkolenie i znowu wygrywają a my pie..limy czy sprowadzać "Ljubojów" jak by to miało zbawić naszą piłkę.
Akurat najmniej tu piszę o Legii ale przecież uczestniczymy w tej farsie.
Coś we mnie pękło i dlatego tak emocjonalnie piszę ale to co wypisują ci gnoje z prasy i powtarzają autorytety "typu i pokroju" Kowalczyka czy Wójcika to jest kpina z poczucia rozsądku.
Cynizm i hipokryzja. "Dziennikarze" z brukowców grzebią w śmietnikach znanych osób żeby znaleźć tam zużytą podpaskę albo prezerwatywę a potem nią epatować tłuszczę na pierwszych stronach.
Tak widzę współczesnych dziennikarzy i czytelników tego badziewia.
Jak w takiej atmosferze budować coś konstruktywnego?
Nie da się!
Trzeba nadać nowy sens sportowi i zacząć trzeba od dzieci.
Mojżesz prowadził Żydów 40 lat po pustyni żeby wyzbyli się mentalności niewolników.
"Przez ostatnie pięć lat na Łazienkowską przyszło 39 nowych zawodników - w tym 26 obcokrajowców i jeden Ljuboja
Legia na zagranicznych zawodnikach nie zarabia, ale odbija sobie na polskich piłkarzach. To właśnie na nich zarabia najwięcej. Na kupno Polaków mistrzowie Polski przez pięć lat wydali zaledwie 345 tys. euro, a zarobili na nich aż 14,4 mln euro. Najwięcej ze wszystkich klubów ekstraklasy"
Należy teraz zadać dwa pytania. Ilu z obcokrajowców dało jakość na miarę nadziei na awans do LM ?
Czym łatano by budżet bez kasy za wychowanków ?
Tak myślałem ale ziarno niepewności było
Nie jestem psychologiem ale po mojemu Twój emocjonalny komentarz wynika z zawiedzionych nadziei jakie pokładałeś w osobie Leśnodorskiego. Obwiniasz wszystkich naokoło, dziennikarzy, byłych piłkarzy robiących za ekspertów, no i oczywiście kibiców ośmielających się skrytykować obecne działania władz Legii. Moja rada: odpuść sobie na jakiś czas piłkę.
Tego się nie da ukryć że nie jesteś psychologiem, nie potrafisz nawet ze zrozumieniem przeczytać słów składając je w zdania a ze zdań wyczytać sens.
Odpuść sobie czytanie a tym bardziej pisanie to dobrze zrobi wielu ludziom.
Ja nikogo nie obwiniam, ja stwierdzam że są karły moralne, zapijaczeni nieudacznicy którzy postanowili ostanie grosze zarabiać jako cyniczne małpy u rozrechotanych redaktorków którzy dostrzegli że jest cała kategoria widzów uwielbiająca publiczne lincze medialne.
Do dzisiaj widzę rozpartego Hajto i Świerczewskiego bezkompromisowo i z szyderą oceniających innych.
A potem ten "mózg" Świr dawał instrukcje ultranowoczesnej taktyki "na chaos grajcie" i wywalili go z II czy III ligowego Motoru a Hajto dał popis swojej kompetencji w Jadze a jak go wypieprzyli to wzorem Ferdka Kiepskiego stwierdził że "nie ma klubu w tym kraju dla trenera z jego umiejętnościami". Ale z TV na szczęście zniknął.
Może ma resztki poczucia przyzwoitości?
Taki Kowal to już za kasę jest gotów powiedzieć wszystko żeby Kołtonie i Borki miały swoją prowincjonalną radochę.
Założę się że lubisz ich programy.
Mnie od nich mdli.
Ani mi w głowie patrzeć przez pryzmat niemiecki. Wiadomo - nie ten rozmiar kapelusza. Wolę spojrzeć na pieniądze rokrocznie wydawane w naszej piłce na "miejskie" kluby, czyli de facto na pensje bardzo przeciętnych grajków. 100 mln euro na pewno nie, ale podobną kwotę w złotówkach to już by się raczej dało wygospodarować, prawda?
@ Senator:
Najprostszym sposobem na walkę z wypocinami nocnikarzy jest... przestać te wypociny czytać, a co za tym idzie, przestać dokładać się do nocnikarskich pensji. Od ładnych kilku tygodni swój kontakt z pisanymi mediami traktującymi (rzekomo) o polskiej piłce ograniczyłem do absolutnego minimum. Czy moja wiedza nt. rodzimej kopanej zmalała? Może nieskromnie to zabrzmi, ale... wcale. W ogóle nic nie straciłem, zyskałem za to nieco zdrowia i wolnego czasu. Polecam.
@ Monrooe:
OK, rozumiem teraz, o co Ci szło z tym oraniem.
@ CTP:
Bez urazy: kompletnie nie rozumiem, jak możesz tego nie dostrzegać. Znaczy OK, pojmuję że Ciebie, mieszkańca Warszawy, ni ziębi, ni grzeje, na co swój budżet wydaje miasto Gliwice. Uważam natomiast, iz jako kibic Legii powinieneś być tym żywotnie zainteresowany.
Po pierwsze, spójrz na takie dwie proste zależności:
a) klub zawodowy wydaje tyle, ile ma. Jeśli wyda więcej, ryzykuje spiralę długów, a ta, jak powszechnie wiadomo, rzadko kiedy kończy się dobrze. Tymczasem klub "miejski" wydaje tyle, ile... chce. Jeśli na cokolwiek zabraknie, zwołuje się nadzwyczajną sesję Rady Miasta, terroryzuje rajców, którzy pospiesznie uchwalają dodatkowe dofinansowanie klubu i już, po kłopocie.
b) jeśli pensja w "Piaście" (wziąłem w cudzysłów, bo traktujemy, jak rozumiem, gliwicki klub przykładowo) wynosi x, to w takiej Legii 2, może nawet 3x, prawda?
Zestawmy to teraz ze sobą. "Piast" płaci jakiemuś grajkowi - strzelam - 30 tys. zł. miesięcznie. A co, nie stać go? W końcu miejskie pieniąchy lecą. Legia podobnemu grajkowi "musi" zaoferować uposażenie rzędu 60-90 tys. A gdyby tak "Piast" przeszedł na własny rozrachunek - ile mógłby zapłacić? 8 tys.? 10? No, bądźmy szczodrzy - 15. A jak wzrośnie ta pensja po transferze piłkarza do Legii? Do 30, max. 45 tys. złotych. To jest minimum kilkanaście kafli miesięcznie więcej w klubowej kasie. W skali sezonu mówimy o kwotach co najmniej ocierających się o dwieście tysi. Ładna sumka, prawda? W sam raz, żeby np. opłacić dwóch dodatkowych, wykwalifikowanych trenerów młodzieży. A to przecież tylko z jednego zawodnika. Ziarnko do ziarnka i z czasem zebrałaby się pewnie kwota pozwalająca choćby poważnie zainwestować w tę wyśnioną akademię. I/albo w lepszy skauting. A może nawet, cholera wie, zakontraktować napastnika "pokroju"
Po drugie - szkolenie. Wałkowaliśmy to już tutaj kilka miesięcy temu. Tak pokrótce: "miejskiemu" prezesowi nie zależy na rozwoju klubu. Nie przez bliżej niezidentyfikowaną działaczowską mentalność. Przez prostą świadomość, że szkolenie to proces długofalowy, którego efekty zobaczyć można w najlepszym razie po kilku latach. A co "miejskiego" prezesa obchodzi tak odległa perspektywa? On już wtedy najprawdopodobniej prezesem nie będzie. Po co więc ma się męczyć sianiem, skoro owoce zbierać będzie kto inny?
Po trzecie: zdrowa rywalizacja. Jeśli decydują ludzie i ew. posiadane przez nich pieniądze, można się ścierać na pomysły, rozwiązania, metody, etc. I zwykle każdy coś tam z takiej rywalizacji czerpie. Niestety, w obecnym układzie jest to niemożliwe.
Co zaś się tyczy spadku poziomu - naprawdę uważasz, że byłby on aż tak drastyczny? Że w ogóle byłby zauważalny? A kto, powiedz, odszedłby z takiego Piasta, z takiej Korony, z takiego Śląska, że aż obniżyłby swym wyjazdem poziom całej Ekstraklasy? I dokąd mianowicie by się udał? Znaczy na pewno, paru grajków rozpełzłoby się po trzecich Bundesligach, Azerbejdżanach, Bułgariach, Rumuniach (nikogo nie urażając), czy gdzie tam jeszcze by ich agenci poupychali. Gruba większość jednak musiałaby zwyczajnie zejść ze swych wielkopańskich żądań płacowych i dostosować je do zmieniających się warunków. Kryzys mamy w całej Europie. Poza najściślejszą sportową i finansową czołówką (do której nasi ligowcy pasują jak Polonez do F1) i ew. ligą angielską (gdzie nigdy nas specjalnie nie kochano), wszyscy oglądają każdy grosz z obu stron, nim zdecydują się go wyłożyć. Dlaczego zatem mieliby szastać tym groszem na przeciętniaków z Ekstraklasy tylko dlatego, że ci akurat stali się dostępni?
A tak w ogóle, spójrz na to, co zrobił obłożony finansowym kagańcem Ruch. Da się? Da.
Swoją drogą, ograniczenia finansowe u Niebieskich sięgały podobno 15tu tys. zł. miesięcznie. Nie lubię nikomu zaglądać w kieszeń i serdecznie upraszam, by się nikt nie poczuł dotknięty. Mam jednak wrażenie, że wielu z nas, czarno-elkowych pitolników (w tym jak najbardziej piszący te słowa), byłoby naprawdę zadowolonych, gdyby co miesiąc na nasze konta spływała taka "jałmużna". Nie piszę tego, by szerzyć jakiś populizm, czy co. Chciałbym jedynie podkreślić ekonomiczne odrealnienie, w jakim trwa nasz futbol.
pees.
Cracovia dostaje od Krakowa... spokój. I starczy
Co do Wieteski to w tej chwili umiejętnościami od podstawowych stoperów Legii nie odstaje, jedynym jego problemem jest to że brakuje mu doświadczenia i ogrania na poziomie ligowym. Plus świetnie potrafi wyprowadzać piłkę.
Zgadzam się odnośnie Tomasiewicza- jest on uznawany za największy talent w kraju w roczniku 1996 i jest to też gracz z potencjałem na podstawowy skład Legii w ciągu roku, tylko nie pasuje Bergowi ze względu na słabe warunki fizyczne. A Ryczkowski to środkowy napastnik, dopiero gdy nabierze masy to wtedy będziemy mogli zobaczyć prawdziwy jego potencjał.
Problemem młodych graczy jest to że gdy dostaną większą kasę to z miejsca odbija im sodówka. Ostatni przykład to Mikita. Odkąd przeszedł do Widzewa i przestali go pilnować to odbiła mu palma. Legia co miesiąc płaci mu 13-14 tysięcy złotych, gdy grał w Widzewie to po kilku dniach po dostaniu wypłaty pisał do klubu aby przesłali mu pieniądze ponieważ nie ma kasy na zapłacenie rachunku za wynajęcie mieszkania. A spadek formy był spowodowany imprezowym trybem życia. Teraz chciał go Ruch Chorzów. Zrezygnował Tam z gry. Dlaczego? Że dawali mu kilka tysięcy mniej niż w Warszawie, więc wolał wrócić do stolicy. Miał szanse się odbudować, lecz woli ciągnąć kasę od Legii. Wypożyczyli go do Dolcanu. Na pierwszy sparing spóźnił się o godzinę i przyjechał z dwoma panienkami. Jak tacy gracze mają robić karierę?
Kibic50
Sprowadzanie szrotu za granicy jest problemem całej naszej ligi, są to gracze przeważnie od poleconych menedzerów, dodatkowo oglądani przeważnie na kasetach lub na youtube.
Wspominałeś o Wiśle Kraków. Właśnie przez sprowadzenie szrotu za granicy wpadli w tarapaty, z których się mogą nie wygrzebać. W zeszłym roku Wisła na pensje przeznaczała 163& swoich dochodów i wpadli w olbrzymie kłopoty, od kilku miesięcy nie płacą swoim piłkarzom. Ale to wynika z zaniedbań sprzed kilku lat gdy nie zbudowali odpowiednich struktur i z zakręcenia kurka przez właściciela.
Wisła chciała nowy stadion to dostała, teraz oddała go miastu i jedynie wynajmuje go na mecze. Zlikwidowali dział marketingu i przekazali cały w zarządzanie Sportfive. Wyzbyli się też prowadzenia drużyn juniorskich. Na szkolenie młodych zawodników przeznaczają całe 5 tysięcy złotych miesięcznie. A szkoleniem młodych zawodników w Wiśle obecnie zajmuje się Stowarzyszenie TS Wisła, kontrolowane przez kiboli, z którymi walczy Bednarz. Wisła nie ma żadnych struktur w chwili obecnej, są nad przepaścią z powodu długów, odejdzie Smuda lub Bednarz i Wisła z wielkim hukiem zleci z ligi. A to że zdobyli mistrza polski juniorów to zasługa 2 trenerów i kilku ogarniętych rodziców, a nie klubu, których swoich młodych zawodników ma w wielkiej d... .
Nie ma w Ekstraklasie klubu, który byłby całkowicie "3 x S" (to taki slogan ze słusznie minionych czasów). Każdy w jakiś tam sposób jest od tego miasta uzależniony. A to przez stosunki właścicielskie a to przez stadion. Całkowite odcięcie od miejskich pieniędzy załatwiłoby naszą piłkę na amen. Już same urealnione czynsze za wynajmowane stadiony rzuciłyby kluby na granicę wypłacalności. Przecież gdyby Wisła czy Lech zaczęły płacić tyle co Legia, to byłby to ich koniec.
Ja nie twierdzę, że nie masz racji. Masz. Twój wywód jest jak najbardziej logiczny, tylko obawiam się, że stosując tak radykalne środki stwierdzimy na koniec, że operacja, owszem, się udała ale pacjent zmarł. Poza tym, nie możemy też zabraniać samorządom inwestować w sport a PZPN już w szczególności nie jest władny, żeby pokazywać burmistrzom i prezydentom na co mogą przeznaczać swoje pieniądze.
A co z klubami sponsorowanymi przez spółki skarbu państwa? Zagłębie spadło ale na ich miejsce wskoczyli łęcznianie (KWK Bogdanka) i bełchatowianie (PGE). Lechia też, zdaje się, otrzymuje (albo otrzymywała) solidne zastrzyki od Lotosu.
Ja tutaj widzę wiele przeszkód prawnych i mnóstwo pokrętnych ścieżek do obejścia, które tylko wzmogłyby patologie w naszych klubach. Już lepiej niech będzie tak jak jest. Każdy klub funkcjonuje w jakimś samorządzie i każdy teoretycznie ma takie same szanse na tym korzystać.
A piłkarzy z Piasta, to ja już wolałbym u nas nie oglądać - wystarczy mi Piech.
Co do Wieteski mam podobne zdanie. Bardzo obiecujący obrońca ale przed nim jeszcze prawdziwy kosmos do przejścia. Na razie wyróżnia go mentalność (Cichocki, to przy nim mimoza) ale doświadczenie ma zerowe i popełnia kupę błędów.
Wybacz zwłokę. Chciałem poczekać, aż euroemocje opadną
W pełni zdaję sobie sprawę, że proponowana przeze mnie operacja nie byłaby łatwa. A już na pewno nie dałoby się jej przeprowadzić tak na "trzy-cztery!", bo faktycznie posłalibyśmy pacjenta do piachu. Kluby musiałyby dostać jakiś okres przejściowy na dostosowanie się do nowych realiów. Byleby nie za długi, a przede wszystkim absolutnie nieprzekraczalny.
Co więcej, ja przecież nigdzie nie napisałem, że chcę zerwania kompletnie wszystkich związków na linii miasto-klub. To byłoby wręcz niezdrowe. I Cracovia, i Wisła (i Garbarnia jeszcze) są trwale wpisane w pejzaż i historię Krakowa. To samo z Legią (i Polonią) w Warszawie, Lechią w Gdańsku, Górnikiem w Zabrzu, etc., etc. Uważam po prostu, że jeśli nasze kluby mają się rozwijać (i pojedynczo, i zbiorowo, jako liga), muszą stanąć na własnych nogach. To jak z człowiekiem, prawda? Trzeba pamiętać, skąd się wyszło, ale dopóki nie zaczniesz żyć na własny rachunek, nie staniesz się tak naprawdę dorosły.
Natomiast rolę miast - i to taką bardzo doniosłą! - widzę we wspieraniu szkolenia i sportu amatorskiego. Kilka tygodni temu ktoś pisał Na Aucie, że w Warszawie jest sporo pozostałości po dawnych klubach, które można by doprowadzić do jako-takiego porządku i szkolić tam młodzież. Poza stolicą takie ruiny też przecież istnieją. Za kasę pompowaną w kieszenie różnych Cifuentesów, Dejmków i reszty śmiało można by w nie zainwestować i przemienić w centra szkolenia, na których przecież z czasem korzystać by zaczęły także kluby zawodowe.
Łożenia publicznych pieniędzy na sport kwalifikowany zabraniamy nie "my" (cokolwiek byśmy pod tym pojęciem nie rozumieli), a unijne prawo. Wystarczyłoby przestać łgać, że kasa z "przysłowiowego" gliwickiego magistratu idzie na jakąś tam, hehe, promocję, a nie na "przysłowiowego" Piasta. Zaś PZPN nie może, co oczywiste, narzucać swej woli samorządowcom. Może natomiast wykluczyć ze swych struktur kluby nie spełniające określonych warunków.
A co z klubami sponsorowanymi przez spółki skarbu państwa?
To samo. Państwo to my. Ja, Ty, Walles, Senator, Wienek spod Zamościa i Czesia ze Starogardu. A skoro tak, spółki skarbu państwa to spółki naszego skarbu. Masz jakiś interes w tym, że takowe spółki łożą na utrzymanie ćwierćzdolnych, leniwych skórokopów? Uważasz za zdrowy fakt, że z pieniędzy tych spółek funduje się rozrywkę (sw. dr. średnio zainteresowanym) mieszkańcom Bełchatowa i Łęcznej? No właśnie. Ja też nie
Piasta podałem jedynie jako przykład. Rozumiem, że obecny skład gliwickiej drużyny nie wywołuje u Ciebie tsunami pożądania
Jasne, możemy zostawić wszystko tak, jak jest. Możemy nadal żyć jak w "Kamizelce" Prusa - przeszywać guziki coraz dalej i łgać samym sobie, żeśmy wcale nie tacy znowu chudzi. Ale musimy się wtedy przygotować na kolejne lipce, które coraz bardziej będą nas odzierać ze złudzeń. Zobacz, parę lat temu wiślackie Levadie i Karabachy jeszcze były szokiem. Potem przyszedł Irtysz Jagiellonii. Teraz Legia, w chwili obecnej zdecydowanie najsilniejsza drużyna klubowa w Polsce, ma pokaźne problemy z odprawieniem amatorów z St. Patrick's. Co będzie za rok? A za pięć? Strach przed potęgami z Malty, San Marino, Liechtensteinu? O, przepraszam. Tego ostatniego obawiano się w Chorzowie jeszcze wczoraj.