A+ A A-

Ostrożnie z marzeniami

Gdy nieco ponad 13 miesięcy temu trenerem Legii zostawał Henning Berg, wielu było rozczarowanych. O tym, że posadę po ciężkiej rundzie straci zdobywca krajowego dubletu, Jan Urban, mówiło się już parę tygodni wcześniej. Dni lub godziny przed ogłoszeniem nominacji Norwega zaczęły się jednak pojawiać przecieki sugerujące, że nowym szkoleniowcem warszawskiej drużyny zostanie inny obywatel państwa z fiordami, Ole Gunnar Solkjær. Wielkie nazwisko, ceniony trener, młody, lecz już z sukcesami - któż inny mógłby lepiej pasować do legijnego Nowego Wspaniałego Świata budowanego przez przejmujących właśnie klub Dariusza Mioduskiego i Bogusława Leśnodorskiego?

Informatorzy ostatecznie okazali się niegodni zaufania, a nowym trenerem Ivicy Vrdoljaka i spółki został Henning Berg. Ci kibice i komentatorzy, którzy zdążyli się już zakochać w obrazie pod tytułem "Legia Solskjæra", przeżyli srogie rozczarowanie; to oni wkrótce utworzyli trzon medialnej i fanowskiej opozycji wobec rządów mniej owłosionego z Norwegów. Doraźnie zarzucano Bergowi mniejsze od wymarzonego OGS-a doświadczenie trenerskie, brak sukcesów i odejście od trenerki po nieudanym kilkudziesięciodniowym epizodzie w Blackburn Rovers (przed przylotem do Warszawy zajmował się obserwacjami piłkarzy dla Norwich City). Nowy szkoleniowiec Legii był znany głównie z promowania afrykańskiej młodzieży i raptem raz doprowadził prowadzony przez siebie klub na podium nader chętnie lekceważonej w Polsce ligi norweskiej, podczas gdy jego kędzierzawy kolega na czele niezbyt mocnego, wydawałoby się, Molde (nie mogło być za mocne, skoro odpadło w dwumeczu z powszechnie krytykowaną Legią Jana Urbana) przełamał skutecznie krajowy monopol Rosenborga Trondheim. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że na Solskjæra "zachorowali" nie tylko kibice, ale także zarządzający klubem, którzy byli pod wielkim wrażeniem jego profesjonalizmu i postawy podczas sierpniowego dwumeczu Legii z jego drużyną w kwalifikacjach Ligi Europy. Wieść gminna niesie, że o Bergu zaczęli myśleć dopiero kiedy OGS grzecznie, ale stanowczo podziękował im za zainteresowanie jego osobą. Znany w czasie kariery jako "Zabójca o Twarzy Dziecka" napastnik wyznaczał już sobie wtedy wyższe cele - chciał kontynuować karierę szkoleniową w lidze angielskiej.

Celu dopiął szybko - już  stycznia 2014 roku przedstawiono go jako nowego menedżera beniaminka najwyższej angielskiej klasy rozgrywkowej, walijskiego Cardiff City. Jak pisze w swoim znakomitym artykule Lars Sivertsen: "poza nowym menedżerem, Cardiff City potrzebowało też piorunochronu, który odciągnie od niego fatalną reklamę, jaką ciągle robił mu Tan. Fani klubu, których malezyjski właściciel doprowadzał do pasji, występując ich zdaniem przeciwko klubowej spuściźnie, potrzebowali bohatera, którego mogliby poprzeć. Tak na scenę wkroczył Ole Gunnar Solskjær - ambitny, ceniony młody menedżer i nader sympatyczny człowiek." To właśnie określenie - "nader sympatyczny człowiek" jest zdaniem Sivertsena najlepszym określeniem OGS-a i występuje w tytule jego sylwetki młodego Norwega. "Sympatyczny" nie znaczy jednak "nieomylny".

Walijski rozdział kariery 40-latka z Kristiansundu rozpoczął się konferencją prasową, która według Sivertsena "powinna stać się częścią kursów dla wszystkich młodych menedżerów". To był "pełen fajerwerków pokaz wszystkiego, co chcieli usłyszeć fani. Solskjær wygłosił go z mieszaniną szczerości i entuzjazmu, która bardzo utrudniła powątpiewanie w jego słowa." Grupa zgorzkniałych pracowników mediów zmieniła się na tej sali konferencyjnej w grupę wyznawców OGS-a; wychodzili stamtąd "nie tylko myśląc, że to właściwy menedżer dla Cardiff, ale pragnąc też, żeby był ich menedżerem, trenerem życiowym, a może nawet ojcem". Cardiff zajmowało wtedy 17. , ostatnie bezpieczne, miejsce w tabeli Premier League, ale do zajmującego 10. pozycję Hull City traciło ledwie pięć punktów. Solskjær miał uniknąć spadku, a w dalszej perspektywie odmienić klub na podobieństwo Southampton - albo Molde, które gruntownie przemodelował w latach 2011-2013.

Dzięki OGS-owi "malutkie miasto na wietrznym zachodnim wybrzeżu nagle stało się najbardziej fascynującym miejscem w Norwegii dla młodych ludzi wiążących swoją przyszłość z futbolem." Pełne wsparcie bogatych właścicieli, starannie dobrany sztab współpracowników i zwabiona sławą dawnego zawodnika Manchesteru United grupa młodych zdolnych piłkarzy dały Solskjærowi władzę absolutną, która przełożyła się na dwa mistrzostwa i jeden Puchar Norwegii. Sivertsen podkreśla też rolę blisko przyjaźniącego się z trenerem agenta piłkarskiego, Jima Solbakkena, który nie tylko był jego doradcą, ale reprezentował też interesy zdecydowanej większości piłkarzy Molde. "Można założyć, że kwestie kontraktowe i tym podobne były w tym przypadku znacznie mniej skomplikowane niż zwykle" - komentuje dziennikarz.

W Cardiff nie poszło już tak gładko. Malky Mackay zostawił drużynę skoncentrowaną na obronie, upatrującą szans na zdobywanie bramek głównie w stałych fragmentach gry. OGS chciał przede wszystkim zmienić styl gry na stosowany z takim powodzeniem w Norwegii futbol ofensywny. Skończyło się to zdobyciem 12 punktów w 18 meczach i spadkiem z ostatniego miejsca w tabeli. Zdaniem Sivertsena menedżer i klubowe władze "kompletnie nie zdawali sobie sprawy z powagi ich sytuacji". Solskjær nie potrafił się dostosować do nowych warunków i próbował przenieść w nowe miejsce rozwiązania dobrze sobie znane i wcześniej sprawdzone, również w sferze personalnej - w zimowym oknie transferowym Cardiff City sprowadziło między innymi trzech Norwegów. We wszystkie trzy transakcje (z których żadna nie przyczyniła się do wzmocnienia drużyny, a żaden z tych trzech zawodników nie reprezentuje już barw klubu z Cardiff) mocno zamieszany był wspomniany wyżej agent Solbakken, który w niektórych przypadkach reprezentował obie strony umowy i stał się później obiektem dochodzenia FIFA oraz norweskiego związku piłki nożnej. Sivertsen przywołuje nawet opinię pewnego dziennikarza w przerwie jednego z fatalnych meczów Cardiff City: "Obserwowanie, jak Solskjær próbuje uratować Cardiff to jak patrzenie na szczeniaczka wspinającego się na drzewo. Jest uroczy i życzysz mu wszystkiego najlepszego, ale to się dobrze nie skończy." Anglojęzycznym czytelnikom polecam lekturę całego tekstu norweskiego dziennikarza opisującego anatomię degradacji walijskiej zabawki w rękach Vincenta Tana.

Co to jednak może obchodzić kibiców Legii? Zastanówmy się, jak by wyglądał nasz klub, gdyby zamiast Berga trenerem w grudniu 2013 roku został właśnie Solskjær? Czy również do Legii OGS ściągałby po znajomości zawodników, którzy nie wnieśliby zbyt wiele do gry zespołu? Czy także w Warszawie forsowałby swoją wyidealizowaną wizję boiskowych zachowań swoich podopiecznych, niezależnie od tego, czy zastani tu piłkarze by się do niej nadawali? Czy zmiana taka dałaby Legii w perspektywie roku równie dużego "kopa" na wszystkich niemal poziomach funkcjonowania klubu jak obserwujemy to dziś po 13 miesiącach "panowania" Henninga Berga? Na te pytania każdy powinien sobie odpowiedzieć we własnym zakresie, zgodnie z własnym osądem bieżącej sytuacji.

Kilka tygodni temu spore poruszenie w legijnym światku wywołał wywiad Jana Urbana, w którym poprzedni szkoleniowiec "Wojskowych" powiedział między innymi, że Berg nie jest magikiem. Wielu fanów bardzo się na to stwierdzenie obruszyło, uznając je za nieomal obrazę majestatu. Trudno mi jednak nie zgodzić się z takim postawieniem sprawy - "nasz" Norweg nie jest magikiem. Jest po prostu facetem, który ciężko pracuje, potrafi ocenić możliwości podopiecznych i przygotować ich do gry w dobranej do tych możliwości taktyce, a także zmieniać stawiane zespołowi wymagania w zależności od poziomu reprezentowanego przez rywala. W mojej opinii ktoś taki jest w obecnym momencie rozwoju Legii potrzebny klubowi znacznie bardziej od wymarzonego przez niektórych magika.

Na koniec wróćmy jeszcze do tekstu Larsa Sivertsena: "Tak jak wszyscy ludzie, również menedżerowie mają różne mocne i słabe strony. Logicznie rzecz biorąc, klub powinien zatrudnić menedżera, którego mocne strony odpowiadają sytuacji drużyny. Dodatkowo, duże zagęszczenie meczów w trakcie sezonu i stosunkowe ograniczenie ilości czasu dostępnego na treningi sprawiają, że niemal niemożliwe jest wdrażanie radykalnych zmian w stylu gry w trakcie sezonu - a zatem jeśli zatrudniasz w trakcie rozgrywek nowego menedżera, jego filozofia prowadzenia drużyny powinna przynajmniej w jakimś stopniu odpowiadać obecnym cechom zespołu." Chciałbym wierzyć, że dzięki takiej właśnie analizie znaleziono naszego norweskiego nie-magika. Zdecydowanie wierzę, że kiedy przyjdzie poszukać jego następcy, kryterium medialnej "sympatyczności" będzie brane pod uwagę w ostatniej kolejności.

Dyskusja (20)
1poniedziałek, 09, luty 2015 11:09
gawin76
Zapewne już się nie dowiemy jak by to było gdyby przyszedł Solskjær. Myślę jednak, że to co zastałby w Legii byłoby (przynajmniej po względem zapotrzebowania na grę ofensywną zespołu i związanych z tych kwestii selekcyjnych) bardziej zbliżone do układu znanego mu z Molde niż to z czym musiał zmagać się w Cardiff. A pamiętając jak wyśmienicie taktycznie rozpracował Legię latem 2013 roku, można domniemywać, że jego zatrudnienie nie byłoby dla nas krokiem wstecz.

Natomiast oczywiście - było, minęło. Berg istotnie z perspektywy tego ponad roku na magika nie wygląda, chociaż przyznam, że byłem pod wielkim wrażeniem tego co zrobił z Legią wiosną zeszłego roku - dla mnie ocierało się to o magię Wink Spodziewałem się znacznie, znacznie cięższej przeprawy w walce o mistrzostwo i szeregu 'skutków ubocznych' związanych z zatrudnieniem trenera z zupełnie innej piłkarskiej cywilizacji, przyzwyczajonego do odmiennego stylu pracy, no i nie oszukujmy się, wtedy jeszcze nie zweryfikowanego pod względem szkoleniowym.

Przy czym znów - było, minęło. Za chwilę kolejne weryfikacje, kolejne egzaminy. Teraz to one są najważniejsze.
2poniedziałek, 09, luty 2015 12:50
Garm
Na mnie właśnie największe wrażenie robi spokój, rozplanowanie wszystkiego na dłuższą perspektywę czasową. W pierwszym okresie przygotowawczym treningi były lekkie, ale dały skutek. Potem obciążenia były stopniowo podnoszone do poziomu, na którym teraz przychodzi do nas Masłowski i mówi, że nigdy jeszcze tak intensywnie nie trenował. Berg rozpoznał materiał i przystąpił do jego żmudnego często dostosowywania do wymogów, nie próbując go wtłaczać w jakieś wydumane ramy.

Czytając opis pracy Solskjaera w Cardiff cały czas miałem przed oczami obraz Legii Jana Urbana widzianej oczami jego licznych przeciwników. Ofensywna gra bez schematów niezależnie od przeciwnika? Check. Niedostosowanie taktyki do klasy posiadanych piłkarzy? Check. Transfery ludzi niedostosowanych do tego, co ma grać drużyna? Check. Solskjaerowi oczywiście byłoby łatwiej, to w końcu "nader sympatyczny człowiek", ale przy potknięciach w europucharach jechano by z nim zapewne podobnie jak z Urbanem - którego też przecież na poziomie osobistym naprawdę bardzo trudno nie lubić.
3poniedziałek, 09, luty 2015 12:56
Monrooe
Świetny tekst Garmie, muszę jednak brutalnie sprawdzić Ciebie na ziemię. Niestety, u nas nie ma kto weryfikować kwalifikacji trenera, dlatego też pięknousty Solskjær zostałby szefem trenerów Legii... gdyby tylko chciał. Nie chciał, jest nim Henning Berg, szkoleniowiec, od którego wiedza i fachowość aż biła w każdym wypowiadanym zdaniu. Z tym, że... są tacy, którzy swoją fachowość starają się przedstawić, ale są też tacy, którzy o niej pięknie mówią. A niby kto ma zweryfikować who i who? Ba, gotów jestem przenieść ten problem z naszego podwórka o otwarte wody futbolu. Wszak nie tylko my mamy taki problem. Niejakiego Davida Moyesa namaścił sam sir Alex Ferguson i wszyscy wiemy jak się to skończyło. Dlatego też gdy przyjdzie nam, a przyjdzie na pewno wybierać po raz kolejny, będzie to mniej więcej taka sama loteria jak teraz. I znów przyjdzie trzymać nam kciuki, aby piękne słowa przekute zostały na czyny, a nowy "magik" nie okazał się jedynie marnym hochsztaplerem. Warto jednak przy okazji pamiętać, że z wnioskami warto wstrzymać się przej jakiś czas, aby nie wystawić się na pośmiewisko. Praca trenera nie ma zbyt wiele wspólnego z prestidigitatorem a efekty jego pracy nie są pochodną sztuczek, tylko ciężkiej pracy z zespołem.

A co do pracy Norwega? No cóż bardzo podoba mi się spokój i systematyczność, z którą Henning Berg prowadzi zespół. Podoba mi się praca na wielu płaszczyznach, którą wykonuje jego sztab. Nie ma zawodników, z którymi nie warto pracować, nie ma tez takich, którzy nie mogą rozwinąć swoich umiejętności. Jednym warunkiem jest chęć pracy wyrażana przez samych piłkarzy. W ten sposób podniósł się poziom większość zawodników w zespole, a co za tym idzie siła drużyny znacznie wzrosła. Tak właśnie powinna wyglądać praca szkoleniowca, który nie tylko wyczekuje wzmocnień, ale podnosi jakość zastanego "materiału".

Warto dodać, że "beznadziejny" Janek też całkiem ciekawie radzi sobie w słonecznej Hiszpanii. Co z kolei potwierdza, że umiejętności trenera to tylko jedna ze zmiennych mających wpływ na ewentualny sukces lub porażkę. Czasem może być tak, że pewna formuła się nie sprawdza, lub po prostu filozofia szkoleniowca nie trafiła na odpowiednie warunki. Dlatego rację ma Gawin, kto wie, jak u nas poradziłby sobie Solskjær? Kto wie co osiągnąłby Henning Berg w walijskich warunkach. Po raz kolejny warto wstrzymać się z wyrażaniem kategorycznych osądów. Myślę, że wielcy krytycy pracy Jana Urbana też powinni się nad tym zastanowić. Nawet jeśli czas pracy tego szkoleniowca w Warszawie, słusznie dobiegł końca.
4poniedziałek, 09, luty 2015 16:18
a-c10
Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na jeden, pozornie poboczny, wątek całej historii. Tak trochę w klimacie niedawnych czarnoelkowych rozważań o rzeczywistości agenturalnej. Ligi norweskiej nie lekceważę, niemniej - przyznaję otwarcie - kompletnie się w niej nie orientuję. Toteż gdy specjalista twierdzi, iż przed rokiem nie istniał żaden Norweg zdolny podnieść poziom wyjściowej jedenastki jakiegokolwiek klubu Premier League, wierzę mu na słowo. A jednak Solskjaer Norwegów ściągnął. I to aż trzech. Dlaczego? Po co?

OK, mogło być tak, że najzwyczajniej w świecie były as Man Utd nie miał w tamtym okresie najszczęśliwszej ręki do transferów. W końcu nazwiska nie-Norwegów sprowadzonych wówczas do Cardiff również nie rzucają na kolana. A może po prostu przecenił możliwości swoich chłopców. Zbyt optymistycznie założył, że przeprowadzka do lepszej ligi z automatu uczyni z nich lepszych piłkarzy, wyzwoli w nich dodatkowe możliwości. Cóż, niewykluczone. Było nie było mogę się opierać jedynie na zgadywance.

Niemniej jednak znacznie bardziej obeznany w temacie Sivertsen dość otwarcie sugeruje, że zawiłość relacji między Solskjaerem, a reprezentującym wszystkich trzech graczy (i nie tylko) Solbakkenem mogła znacznie odbiegać od normy. Czyżby zatem szło o to, by pieniędzmi Vincenta Tana zapłacić kumplowi za jakieś niegdysiejsze przysługi? Och, nie żeby było mi Malezyjczyka żal. Facet już tyle w futbolu nasmrodził, że jakakolwiek próba odegrania się na nim zasługuje na uznanie. Chodzi mi o coś zupełnie innego.

Wyobraźmy sobie, że rok temu Solskjaer trafił jednak do Legii. A w ślad za nim w Waszym klubie zameldowało się kilku chłopaków z Norwegii. Oczywiście wszyscy pilotowani przez pana J.S. O, niewątpliwie. Ekstraklasa to nie Premier League i z pewnością znalazłoby się paru obywateli kraju fiordów zdolnych do podniesienia jakości wyjściowej jedenastki Legii Warszawa. Ale czy na pewno byliby to akurat ci Norwegowie? Czy też może o ich transferze decydowałyby nie umiejętności, nie kompatybilność z warszawską drużyną, a jedynie nazwisko menedżera?

Zastąpienie Urbana Bergiem wywołało we mnie spore zdziwienie. Mimo że jak najbardziej doceniam pracę, jaką wykonał Norweg z Waszymi chłopakami, wciąż nie jestem w stanie dostrzec, jaka to niby "wizja" i "koncepcja" przyświecała B. Leśnodorskiemu. Tak sobie jednak myślę, że zupełnie niewykluczone, iż Berg radzi sobie z Waszą ekipą znacznie lepiej, niż byłoby to udziałem jego bardziej znanego kolegi.

A tak na marginesie: wyhaczyłem gdzieś opinię, że Solskjaer wyszedł na tym całym zeszłorocznym dealu jak Zabłocki na mydle. Sam zleciał z Cardiff z ligi i na pewno pokiereszował sobie reputację. Tymczasem Berg z Legią został mistrzem kraju i ładnie idzie w Europie...

pees.

@ Garm:

Wyjdziemy pewnie na Kółko Wzajemnej Adoracji, ale co tam. Świetny tekst. Naprawdę kapitalnie się to czytało.
5wtorek, 10, luty 2015 13:16
gawin76
@ a-c10

Zapewne masz rację, nawiązując do wpływów 'agentury'. Przy czym my to chyba jednak jesteśmy jeszcze za słabi finansowo, żeby widzieć w nas atrakcyjne narzędzie do przeprowadzania tego rodzaju machlojek. Zobacz ile kosztowali tamci zawodnicy ściągnięci do Cardiff. Swoją drogą taki np. Berget to istny fenomen, gdzie go jeszcze nie było? A ja za każdym razem kiedy widzę tego zawodnika na boisku, zastanawiam się... o co chodzi. Może właśnie o Solbakkena i jemu podobnych? W Każdym razie - pozostaje wierzyć, że to nie nasza bezużyteczność w obszarze możliwości przeprowadzania pożądanych transferów stała za odmową Solskjæra Wink

Co do 'wizji i koncepcji', z tego co zdążyliśmy się zorientować, rozmawiając z prezesem (chociaż rzecz jasna nie był to wiodący temat), z grubsza rzecz ujmując Berg miał wprowadzić inne wzory zarządzania drużyną (bo Urban np. niechętnie brał pod uwagę podpowiedzi doradców) i podnieść poziom świadomości taktycznej piłkarzy.
6wtorek, 10, luty 2015 20:56
a-c10
@ Gawin:

Nie no, tamtych trzech pewnie byście nie wzięli. Przypuszczam jednak, że w owczarni Solbakkena znalazłoby się kilka baranków tak akurat na legijne możliwości finansowe.

Z tymi innymi wzorami i resztą to dla mnie jest taka typowa korporacyjna nowomowa, kryjąca naprawdę niewiele treści. OK, Berg ma wyniki, wprowadził kilka swoich pomysłów, które ewidentnie zatrybiły, no i - last but not least - parokrotnie uśmiechnęło się doń szczęście. Niemniej wciąż nie dostrzegam jakiejś wyraźnej zmiany jakościowej w zestawieniu z Urbanem. Ale może to tylko ja.
7środa, 11, luty 2015 09:30
QD
@a-c10
Mam jakiś taki dziwny odruch, że słysząc o "skoku jakościowym" (i to jeszcze zrobionym na przestrzeni roku) to mi się natychmiast przed oczami,i pojawia J.W. Polonia, nasz truskawkowy zaciąg, albo holenderska Wisła (szczególnie podobieństwo do wydarzeń w Cardiff). Może uprzedzony jestem, ale właśnie w tym dostrzegam tajemnicę sukcesu Berga - zamiast skakać to Legia spokojnie wdrapuje się coraz wyżej.

Szczęście Legii polega na tym, że trafił się Jej trener spełniający pomysł właścicieli na dalsze kroki, ale równocześnie podobny do poprzednika. Nie sądzę by to był to wynik jakiegoś szczególnej analizy (raczej farta, może sympatii do Urbana i poszukiwań kogoś podobnego), jednak faktycznie zyskaliśmy kontynuatora czegoś co zaczął Urban, ale (zdaniem właścicieli) nie był w stanie ciągnąć wyżej. Dlatego się nie dziwię opinii niektórych (w tym podobno samego Janka), że bez Urbana Berg nie osiągnąłby tego co osiągnął - bardzo możliwe. Właśnie to chwalimy w Norwegu, że (w odróżnieniu do większości szkoleniowców, nie tylko rodzimych) zamiast przebudowywać to rozbudowuje drużynę. Czy osiągnąłby takie same wyniki w Cardiff, albo przejmując Legię od Skorży? Nie wiem. Całkiem możliwe, że by poległ tak jak Janek w Zagłębiu.
8czwartek, 12, luty 2015 08:06
CTP
Największym beneficjentem tej zmiany na stanowisku trenera, to jest chyba Kucharczyk. Kuchy już w końcówce kadencji Urbana miał przebłyski dobrej formy ale dopiero zmiana ustawienia zespołu spowodowała, że poczuł się jak ryba w wodzie. Berg zrezygnował z tiki taki na rzecz bardzo szybkiego przetransportowania piłki w okolice pola karnego przeciwnika zaraz po jej odzyskaniu. Pojawiły się długie przerzuty z linii obrony a dla szybkiego, lubiącego "posprintować" Kucharczyka taki styl stał się zbawieniem.
Ale w całym tym bergowym zarządzaniu rzeczywiście magii żadnej nie ma. Są piłkarze, którzy weszli na wyższy poziom ale są też tacy, którzy odnaleźć się nie potrafią - i to wcale niemała liczba. Dlatego też moja wiara w to, że 25-letni Masłowski pozbędzie się nawyków grania w takim zespole jak Zawisza i wskoczy na legijny poziom jest dość nikła.
Na pewno plusem jest to, że nie zrobił rewolucji w składzie ściągając "swoich" piłkarzy jak to się często dzieje w przypadku innych szkoleniowców, tylko po prostu oparł się na tych piłkarzach, których dostał w spadku po Skorży i Urbanie. Ale też nie wiemy, czy nie zrobił tego, bo stwierdził, że ten skład jest ok, czy też dlatego, bo na rynku na razie jest nikim i jeszcze nie jest w żadnych konszachtach z piłkarskimi agentami. Smile
9czwartek, 12, luty 2015 09:41
Monrooe
@ CTP

Błagam, daj spokój już Masłowskiemu, naprawdę. Podobne obawy możesz mieć w odniesieniu do każdego nowego zakupu. Nie jest to zawodnik Twoich marzeń -ok, zanotowaliśmy - zapewniam. Reszta wyjdzie w praniu.

Co do reszty wypowiedzi to masz rację z tym Kucharczykiem, choć ciekawe jest to, że na początku ten Kucharczyk nie do końca pasował Bergowi. Ograniczony wachlarz umiejętności Michała powodowały, że przed nim był zarówno Ojamaa, jak i młody Kosecki. Jednak drogą, którą przebył "Kuchy" jest wręcz nieprawdopodobna. Może nie potrafi wiele więcej niż rok temu, ale to co umie doszlifował niemal do perfekcji. I tutaj nachodzi mnie zaduma, jakim cudem Kucharczyk tak bardzo urósł, podczas gdy w tym samym czasie, prezentujący podobne walory Kosecki spadł na zbity pysk. To dla mnie niewyobrażalna historia.

(Przecież odłączanie od World of Tanks czy Ligue of Legends nie mogło mieć aż tak wielkiego wpływu)

@ a-c10

Moim zdaniem największa różnica w Henningu Bergu i Janie Urbanie jest w podejściu do rozwoju zespołu. Jan Urban mając swoją wizję gry doszedł do ściany, znalazł się w sytuacji w której otwarcie twierdził, że aby wejść na kolejny poziom trzeba zmienić wykonawców. Cudów nie ma, chcemy lepiej grać, musimy pozyskać graczy dających większą jakość. I aby była jasność - nie jest to żaden przytyk, bo ja ze słowami trenera całkowicie się zgadzam. Jest to zresztą powszechnie stosowana przez szkoleniowców w Europie filozofia. Jestem przekonany, że gdyby Legię było stać na wymianę kilku ogniw, to bardzo możliwe, że dziś bylibyśmy co najmniej w tym samym miejscu, a może nawet dalej. Niestety nie stać nas, musimy szukać "wzmocnień" gdzie indziej, szukać "przewag" na każdym etapie i w każdej formacji. I tu na scenę wkroczył Henning Berg, ze swoją prostą w sumie filozofią. Ciężka praca, która w założeniu ma wycisnąć z tych graczy, których mamy maksimum tego, co są w stanie zaoferować. Dziś, jak oglądam pierwsze spotkania Legii pod okiem Norwega to uśmiecham się szeroko. Toż to taktyka wzięta z podwórka, nie umiesz atakować, oddaj piłkę i się broń, przejmij futbolówkę, wyprowadź kontrę i wygraj. Graliśmy tak nie tylko z tuzami, ale prawie z każdym, jednocześnie mozolnie szlifując "własne argumenty". Jak zauważyłeś nie wzniosło to nas na pułap przeskakujący dokonania Jana Urbana, ale jak słusznie przytoczył CTP otworzyło to drogę rozwoju poszczególnym ogniwom. Wspomniany Kucharczyk, Żyro, Vrdoljak, Broź, Brzyski, to piłkarze, którzy już dawno przeskoczyli swój własny "standard". Jeśli dodamy do tego utrzymanie prezentowych umiejętności przez Radovica, Rzeźniczaka, Jodłowca, to rachunek wygląda nadzwyczaj klarownie. Henning Berg, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów potrafi utrzymać w szczycie formy prawie cały zespół. Podczas gdy u jego poprzedników forma zawodników eksplodowała, ale rzadko kiedy miało to miejsce w tym samym czasie. To jedna, wyraźna różnica, drugą jest opisywana już przez CTP zmian gry, ta preferowana przez Norwega pozwala pokazywać to, w czym jesteśmy mocni, co ma duży wpływ na pewność siebie naszych zawodników. Podczas gdy Maciek Skorża próbował nauczyć swoich graczy meandrów taktyki, tak przy tym gmatwając im w głowach, że nie wiedzieli jak się nazywają, natomiast Janek Urban każdego przeciwnika chciał mieć rozklepanego, co nijak chłopakom nie wychodziło. No, może przesadzam, nad Wisłą nie było z tym tak źle, ale Europa przywitał nas już srogimi lekcjami pokory. Ciężko jest być pewnym siebie, kiedy masz problemy z ćwiczeniami na treningach, o samym spotkaniu już nie wspominając. Podsumowując, Henning Berg okazał się świetnym szkoleniowcem na tu i teraz, idealnie wpasowując się ze swoją filozofią w sytuację i co najważniejsze potrzeby klubu. Co wcale nie znaczy, że Legia pod Urbanem za jakiś czas nie byłaby o jeden szczebel wyżej. Bo przecież Berg tez w pewnym momencie dotrze do sufitu, choć trzeba przyznać, że ten sufit znajduje się jakby nieco wyżej. A wszystko to z prawie tą samą kadrą jaką zastał w klubie i to niewątpliwie jest wielki atut Norwega.
10czwartek, 12, luty 2015 14:38
a-c10
@ QD, Monrooe:

Ależ ja się przecież o żadnych "skokach" nawet nie zająknąłem. W ogóle od skoków to trzymajmy się lepiej z dalekaWink Bawi mnie po prostu ta zeszłoroczna korpo-paplanina o "wizjach", "koncepcjach", "podnoszeniu standardów" i innych tego typu fantasmagoriach. Oczywiście, prezes może zwolnić trenera, zatrudnić nowego i uzasadnić to tak, jak mu się podoba. Jego zbójnickie prawo. Niemniej, proste wyjaśnienie "Berg pracuje z takim składem, jaki dostał, podczas gdy dalsza praca Urbana wymagałaby (znacznych) nakładów finansowych" brzmi nieporównywalnie poważniej, niż wszystkie w/w bajeczki.

A szczęście Legii polega także na tym, że latem, tuż po wprowadzeniu norweskich nowinek taktycznych, wygrała kilka spotkań, w których prezentowała się ewidentnie słabo. I jeszcze na tym, że parokrotnie uratował Wam zadek pewien wysoki Portugalczyk, który podobno do pomysłów Berga nie pasuje. Niby chodzi o te "mniej ważne" spotkania, ale przecież wszystkie punkty liczą się tak samo. I gdyby nie wspomniane przebłyski farta, nad głową Berga byłoby dziś pewnie dość burzowo, a może zgoła mielibyście innego szkoleniowca. Żeby nie było: żaden zarzut. Człowiek musi mieć w życiu trochę szczęścia, a trener piłkarski to już w ogóle.

@ CTP:

Są piłkarze, którzy weszli na wyższy poziom ale są też tacy, którzy odnaleźć się nie potrafią

No ale tak to będzie u każdego. Berg i tak daje radę, bo jego "podniesieni" więcej dają, niż "opuszczeni" zabierają.
11czwartek, 12, luty 2015 15:35
W temacie trenerów miałem już nie zabierać głosu, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto łatkę "urbanisty" zechce przykleić. Smile

Mnie interesują dwie rzeczy. Czy ktoś z c-eLki może to sprawdzić ?

1. Jaką liczbą piłkarzy (i ile pobierali kasy miesięcznie) dysponowała Legia "Urbana" a jaką Berga ?
2. Ile osób liczył sztab szkoleniowy (i ile pobierał kasy miesięcznie) za Urbana i Berga.

Cała reszta to zwykłe bicie piany. Nikt z nas nie ma pojęcia co by osiągnął Urban z obecnym składem ? Jeśli Berg (sztab) potrafili podnieść poziom piłkarzy X, to dlaczego nie potrafią podnieść Y ? itd itp
Oglądając dwa ostatnie sparingi można było odnieść wrażenie, że w pierwszym grała Legia Berga, a w drugim Urbana. Zresztą skład przegranego 1:3 meczu w znacznym stopniu przypominał ten, z końca rundy jesiennej 2013

Co do reszty, blisko mi do opinii a-c10. Mieliśmy dużo szczęścia zarówno w lidze jak i w losowaniu grupy LE
12czwartek, 12, luty 2015 16:40
Monrooe
@ kibic50

Urbanistów było wielu...

...ale wracając do sedna, kadra Legii za czasów Jana Urbana liczyła mniej więcej tą samą liczbę zawodników. Piszę tu oczywiście o seniorach, którzy w miarę regularnie grają w meczach o stawkę (teraz może nawet jest nieco mniejsza, bo Berg bardzo szeroko wprowadza młodzież). Co do pobieranej kasy to wychodzić będzie na to, iż ta obecna Legia powinna być trochę tańsza w utrzymaniu. "Straciliśmy" z listy płac bardzo drogich w utrzymaniu graczy, takich jak; Ljuboja, Dvaliszvili, Suler, Żewłakow. A inni jak Astiz, czy Vrdoljak przy przedłużaniu kontraktów zgodzili się na obniżkę swoich apanaży. Oczywiście po stornie niezbyt mile widzianych w księgowości "zysków" należy zapisać Orlando Sa i Dossę Juniora. Jednak nadal będzie wychodziło na to, że obecna kadra pobiera mniej kasy niż tamtejszy, budowany nieco "na wyrost" zespół. Co do ilości ludzi w sztabie trenerskim, to nie bardzo rozumiem pytanie. Odpowiedź jest przecież oczywista, ze zdecydowaną przewagą obecnego sztabu trenerskiego. Niech mi będzie przypomnieć, że własnie liczebność tegoż składu i brak w nim ludzi odpowiedzialnych za poszczególne dziedziny szkolenia była kością niezgody pomiędzy pionem sportowym, a Janem Urbanem. Trener Urban chciał wszystko sam, podczas gdy teraz mamy dział analiz, trenerów, którzy zajmują się indywidualnym treningiem, fachowców od przygotowania zawodników wracających po kontuzjach. Tak więc wybacz, zupełnie nie wiem o czym my tu. A tak, o szczęściu i farcie... no tak, faktycznie.

ps: jeśli Twoja argumentacja ma być tak bardzo (nie) stronnicza jak powyższa to nie dziw się, że ludziska łatki doczepiają.

@ a-c10

Jasne, że argument "nakładowy" jest istotny, ale przyznaj, że jest to jakaś tam metodologia pracy trenerskiej. Koncepcja, wizja i podnoszenie standardów, to oczywiste i oklepane "korpo gatki", niemniej jednak tu też nie do końca mijano się z prawdą, przynajmniej tą szerszą. Rozbudowa sztabu szkoleniowo-trenerskiego to coś na co Jan Urban nie chciał przystać. Współpraca z niższymi szczeblami nie istniała, rezerwy, czy Młoda Legia były zupełnie obcym tworem, a tamtejsi gracze mogli na "jedynkę" jedynie przez siatkę w płocie popatrzeć. Obecnie też nie jest doskonale, ale jakby na to nie spojrzeć i tak jest o wiele lepiej. Zawodników zaplecza, zapraszanie są regularnie na treningi z "dorosłymi", ćwiczenia indywidualne podnoszą nie tylko umiejętności dzieciaków, ale też starych koni, którym się wydawało, że umieją wszystko. Powoli bo powoli, ale wszystko się jakoś zazębia, układa w jedną całość podczas gdy wcześniej istniały tylko zupełnie oderwane od siebie byty. dlatego też, nie przeczę, prezes Legii lubi użyć "modnego" słowa, ale czasem bywa tak, że w tym co mówi jest co najmniej odrobina prawdy. W przypadku powodów zmiany trenera było tych prawd co najmniej kilka. Pewnie dlatego gdy patrzę wstecz, to jednak widzę znaczące różnice.

I to pomimo faktu, że jak słusznie zauważasz, że gra zespołu nie jest jakoś rażąco inna w przypadku obu trenerów.
13czwartek, 12, luty 2015 17:13
"Ljuboja, Dvaliszvili, Suler,"

Mnie chodziło o sezon, w którym został zwolniony, w przeciwnym razie powinieneś jeszcze dopisać Antolovića i Knezevica. Wtedy faktycznie szło dużo kasy. Na szczęście czasy Marka J. minęły bezpowrotnie.
14czwartek, 12, luty 2015 17:24
świrekwampirek
Kibic, możliwości miał wręcz takie same. Przypomnę zimę 2013 a to okres kiedy Legia zazwyczaj sprzedawała. W tym roku był wyjątek zamiast sprzedaży przyszło kilku zawodników Jodłowiec, Brzyski, Gruzin, Bereszyński. Latem dodatkowi i w dużej mierze wybrani przez Urbana czyli Pinto, Dossa, Broź i Ojamaa. Co do szerokości sztabu już napisał Monrooe.
Naprawdę sytuacja jest jak najbardziej porównywalna i nie szukaj kwadratowych jajSmile
Przypomnę że Berg podczas ostatnich dwóch okienek porównując dostał Piecha, Lewczuka, Malarza i Masłowskiego.
15czwartek, 12, luty 2015 17:27
Monrooe
@ kibic50

Ok, wyrzuć Ljuboję z tego zestawienia, bo odszedł wcześniej, reszta bez zmian. Po prostu przyjąłem składy Legii grające w Europie u obu szkoleniowców. Wciąż nie wiem, co chcesz udowodnić? Twoje zestawienia sugerują, że Henning Berg dysponuje bogatszym i lepszym składem od poprzednika. Podczas gdy mecze w Lidze Europy rozgrywał prawie dokładnie ta sama kadra, jaką dysponował poprzednik. Wymień Dudę na Ljuboję i Żewłakowa na Juniora czyli zawodników, którzy przynajmniej moim zdaniem są porównywalni klasą. W czym rzecz? Czego szukamy zapytam? Wybacz, po raz kolejny nie rozumiem.
16czwartek, 12, luty 2015 22:12
"Wybacz, po raz kolejny nie rozumiem"

Po dzisiejszym meczu ze Śląskiem może wreszcie zrozumiesz.
Jakości "Berga" nie było za grosz.
Kiksy jak za "Urbana" i owszem.

Wiem, że to pierwszy mecz, ale dla Śląska też był pierwszy. Mieliśmy wszystko pod kontrolą a zjebaliśmy koncertowo. Czy asysta Brozia to była wina Berga ? Nie sądzę, tak samo jak nie sądzę, że błędy z poprzedniej LE były Urbana.
17piątek, 13, luty 2015 01:11
a-c10
@ Kibic50:

Ja bym bardzo nie chciał, aby moje słowa odebrane zostały jako krytyka Berga. Berg bowiem broni się przed każdą krytyką najskuteczniejszym możliwym orężem - wynikami. Pewnie znów wyjdzie ze mnie zgniły pragmatyk, ale przecież generalnie to wszystko jest proste. Masz wyniki? Super. W jaki sposób je osiągasz (o ile, rzecz jasna, mieścisz się w granicach przepisów) jest już wyłącznie twoją sprawą. No, ewentualnie może służyć za pożywkę dla futbolowych pitolnikówWink Nie masz? No to dupa. Możesz sobie wetknąć w kapcie wszystkie nowatorskie metody treningowe, fenomenalne techniki motywacyjne i inne takie. Albo wyniki się poprawią, albo wylatujesz.

Dzisiejszy mecz? Nie mam pojęcia, nie oglądałem. Może faktycznie było kiepsko. Ale 1:1 na wyjeździe to zupełnie przyzwoity rezultat. Jak najbardziej utrzymujący Wasz zespół w roli faworyta do awansu. Jeśli po raz kolejny capniecie PP (nie capniecie, teraz my!Wink), o stylu jakiegoś lutowego spotkania nikt nie będzie pamiętał.

A szczęście, powtarzam, trzeba mieć. Zobacz, powszechnie czczony Alex Ferguson zaraz na początku pracy na Old Trafford miał niewyobrażalnego na dzisiejszą skalę farta. I to w dwójnasób. Po pierwsze trafił na nadspodziewanie cierpliwy zarząd, który bardzo długo w niego wierzył, cierpliwie znosił kolejne wtopy i presję ze strony zniecierpliwionych kibiców. Po drugie, miał szczęście znaleźć się w czasach, gdy słaby wynik w jednym sezonie powodował nieporównywalnie mniejsze straty finansowe, niż obecnie. David Moyes już takiego fuksa nie miał. I co? Zamiast dwudziestu paru sezonów, wytrwał na stanowisku ledwie rok.

Albo taki Jose Mourinho. Gdyby nie jedna błędna decyzja sędziego (swoją drogą w meczu z Man Utd), jego Porto poleciałoby z Ligi Mistrzów na poziomie ćwierćfinału, następcą Ranieriego w Chelsea zostałby kto inny i o żadnym Special One'ie ani byśmy usłyszeli. Przynajmniej nie wtedy.

Takie przykłady można wyliczać w nieskończoność. Nie miejmy zatem pretensji do pewnego łysego Norwega, że los się do niego uśmiecha.

@ Monrooe:

Nie wiem. Patrzę na to wszystko z dystansu i dostrzegam kilku młodych graczy, których Urban podczas obu swych kadencji w Legii ładnie wylansował i pozwolił klubowi nieźle zarobić. Twój opis jankowej niechęci do pracy z dzieciarnią wywołuje zatem u mnie pewien zgrzyt. Ale może to tylko ja i faktycznie rzeczy miały się tak, jak piszesz.

Wciąż jednak uważam, że ani rozszerzenie sztabu szkoleniowego, ani udrożnienie (wprowadzenie?) piłkarskiego krążenia między górą, a dołem Waszego klubu, ani w ogóle nic innego nie uchroniłoby Berga przed zwolnieniem w razie np. klęski z St. Patrick's. I dokładnie na tej samej zasadzie mam mocne wrażenie, że gdyby wyniki Legii Urbana w LE były choć trochę mniej koszmarne, żadna korporacyjna nowomowa nie byłaby potrzebna.
18piątek, 13, luty 2015 09:45
@a-c10

Jest jeszcze jedno powiedzenie.

"Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz"

Nie zamierzam krytykować Berga, a wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że wypełni, przedłużony ostatnio kontrakt i zrealizuje wszystkie swoje "wizje". Dzień po dniu, krok po kroku. Dobrego zespołu nie buduje się przez rok czy dwa, tym bardziej przy ograniczonych środkach finansowych.
Nie ma tylko mojej zgody na bezmyślne dyskredytowanie dokonań poprzedniego trenera i przekonywanie o jakiejś niesamowitej nowej jakości, którą wprowadził Berg.
Wg mnie Legia nadal gra na miarę... Legii, bardzo chimerycznie.
Potrafi zremisować z St. Patrick's, by tydzień później rozjechać ich 5:0
Potrafi zagrać wspaniały mecz z Celtikiem i beznadziejnie z Piastem czy Łęczną, którą tej samej jesieni rozjechała 5:0. Potrafi w tragiczny sposób zremisować z Wisłą 2:2, by dosłownie chwilę później rozjechać ich 5:0
Dużo można przeczytać o niesamowitej poprawie wielu piłkarzy, co miałoby być wyłączną zasługą Berga. (sztabu) Nie mogę jakoś tego dostrzec w przypadku wielu piłkarzy np Pinto, Koseckiego, Rzeźniczaka, Astiza, Lewczuka (najlepszego obrońcy poprzedniego sezonu) Ojamaa czy Piecha których pożegnaliśmy,
We wczorajszym meczu poza Jodłowcem i momentami Vrdoljakiem żaden z piłkarzy nie zagrał dobrze. Nawet "Kuchy king" w o wiele łatwiejszej sytuacji niż w sparingu spudłował tragicznie.
Podobnie jak Gawin przed każdą rundą "Uważam, że będziemy grać jak z nut w każdym meczu i wygrywać wysoko wszystko jak leci"
Niestety później następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością i w każdym (prawie) meczu drżę o wynik, pomimo niewspółmiernego do reszty stawki budżetu, piłkarzy czy sztabu szkoleniowego.

"A szczęście, powtarzam, trzeba mieć."

Pełna zgoda, chociaż akurat Monrooe ma na ten temat inne zdanie i "o szczęściu i farcie... nie chce tu ..."
Napisałeś, że trenera bronią wyniki. Znowu pełna zgoda.
Czy Jenek nie miał wyników ?
Zaraz wpadnie świrek i napisze, że skompromitował nas w LE.
A kim on tą Europę miał zawojować ? Ojamaa, Dvaliswilim, Furmanem, Augusto czy Skabą ? Kuciak, Radović, Saganowski kontuzje. Kilku nowych przechodziło aklimatyzację, a jeszcze kilku grało z kontuzjami. Nie mieliśmy Dudy, Sa czy Guilherme, podstawowych twórców sukcesu w grupie. Z pierwszego koszyka wylosowaliśmy Lazio, dziś zniszczony wojną Metalist (nie zdobyli punktu) Z drugiego, "przetransferowany" Trabzonspor, który w lidze grał na tyle tragicznie, że z posadą pożegnał się sprowadzony za miliony trener, choć w pierwszym meczu mogliśmy przegrać nawet 4:0 Na szczęście w bramce zamiast Skaby bronił Kuciak.

Na koniec, znowu podobnie do Ciebie (patrzącego z boku) uważam, że akurat Urban bardziej dbał o młodzież i odważnie na nich stawiał. Borysiuk, Wolski, Furman, Kosecki, Żyro a nawet Kucharczyk, który podobno grał tylko dlatego, że jeździł z Urbanem na ryby to wizytówki "amatora" Smile
Dziś młodzież możemy obserwować głównie na zgrupowaniach.

O zmianach, a raczej ich braku nie będę sie rozpisywał, bo Berg od dawna powtarza, że mecz traktuje jak jednostkę treningową i piłkarze wychodzący na boisko powinni grac do końca. Wyjątkiem był wczoraj Radović, któremu po kontuzji brakowało siły, choć nadawał sie do zmiany dużo wcześniej. Nie mogę tylko pojąć sytuacji z Orlando (?)

Sorry, ale trochę mną kierują emocje po wczorajszym, frajersko zremisowanym meczu.
No nic, trzeba ścisnąć pośladki i jeszcze mocniej trzymać kciuki Smile
19piątek, 13, luty 2015 11:19
świrekwampirek
Kibic muszę Cię rozczarować ale mimo że wcześniej aktywnie uczestniczyłem w tych dyskusjach mam już po kokardę dyskusji o Urbanie.
Przerzucanie się tymi samymi argumentami od roku stało się dla mnie niestrawne.
Sam apelujesz żeby zakończyć te dyskusje a co jakiś czas odgrzewasz ten już mocno stary kotlet.
Niestety jest jeden problem z Tobą że zmieniasz zdanie o 180 stopni kiedy tak Ci pasuje, przykład zespół z Turcji. Rok wcześniej byli potęgą nie do ugryzienia a wzmocnieni transferami za 29 mln euro nagle stali się słabeuszami, i takich przykładów można mnożyć ale już mi się nie chceSmile
Wiosna idzie i to jest piękneSmile

P.S. Myślę że korona by Ci nie spadła z głowy gdybyś mój nick jednak pisał wielką literąSmile
20piątek, 13, luty 2015 11:43
Nie rozczarowałeś. Znalazłeś się błyskawicznie Smile

"Myślę że korona by Ci nie spadła z głowy gdybyś mój nick jednak pisał wielką literą"

Piszę tak, jak jest w oryginale.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1