A+ A A-

Polowanie na zwycięstwa

Przed Legią drugi odcinek maratonu meczów rozgrywanych w rundzie jesiennej sezonu 2015/16. Między 11 września a 4 października nasza drużyna rozegra siedem meczów – cztery ligowe, jeden w pucharze Polski i dwa w Lidze Europy.

 

Najważniejsze zadanie stojące przed legionistami w lipcu i sierpniu zostało wykonane w sposób wzorowy – podopieczni Henninga Berga skutecznie przebili się przez trzy rundy kwalifikacyjne do fazy grupowej Ligi Europy. Po wyjazdowym zwycięstwie nad Górnikiem Łęczna Legia zameldowała się również w kolejnej rundzie pucharu Polski. Zmartwień dostarczyła nam jedynie liga. Po efektownych zwycięstwach nad Śląskiem, Podbeskidziem i Górnikiem Łęczna nadeszła passa czterech meczów bez wygranej. Legioniści zremisowali z Wisłą u siebie 1:1, przegrali w Gliwicach 1:2, w fatalnym stylu ulegli u siebie Koronie Kielce 1:2 i wreszcie zremisowali w Białymstoku z Jagiellonią. Na skutek nierównej postawy naszej drużyny, sensacyjny lider z Gliwic uciekł w tabeli już na siedem punktów. Marna to pociecha, że znacznie gorzej od Legii radzi sobie drugi przedstawiciel naszego kraju w europejskich pucharach, Lech Poznań, który w siedmiu ligowych meczach uciułał... cztery punkty.

Nagła zadyszka Legii w Ekstraklasie to zjawisko mocno drażniące. Trudno zrozumieć jakim sposobem tak doświadczony zespół jak Legia mógł stracić punkty w ostatnich minutach meczów z Piastem i Koroną i dlaczego w trzech z czterech wzmiankowanych wyżej meczów bez zwycięstwa nasza drużyna nie umiała utrzymać prowadzenia. Ligowy bilans Legii sam w sobie nie stanowi takiego problemu jak okoliczności, w jakich Legia traciła punkty. Takie nagłe ataki niemocy trudno usprawiedliwić grą co trzy dni czy kontuzjami Michała Żyro, Ivicy Vrdoljaka lub Michała Pazdana.

Oczywiście, Legia nie będzie zwyciężała w każdym meczu i nie w każdym będzie dominowała nad przeciwnikiem od pierwszej do ostatniej minuty – kto tego oczekuje, ten myli się co do potencjału naszego zespołu i specyfiki polskiej ligi. Myli się również ten, kto sądzi, ze Legia nie będzie popełniała błędów, że Łukasz Broź już nigdy nie zdrzemnie się przy dośrodkowaniu w nasze pole karne, a Michałowi Kucharczykowi już nigdy nie przydarzy się trafienie w słupek z pięciu metrów. Z pewnością możemy natomiast oczekiwać od Legii większej solidności. Bezradność naszej drużyny w starciu ze słabą Koronę Kielce, nie wspominając o oddawaniu przeciwnikowi piłki w ostatniej akcji meczu, to przekroczenie akceptowalnych granic błędu. Panowie, jeżeli nie można meczu wygrać, to należy go przynajmniej zremisować – pamiętajmy o tym.

Legię czekają teraz dwa mecze u siebie z beniaminkami i dwa wyjazdy na Górny Śląsk, w tym jeden do Górnika Zabrze, który tej jesieni nie wygrał jeszcze meczu w lidze. Teoretycznie wydaje się, że możemy liczyć na 10-12 ligowych punktów. Jeżeli jednak okaże się, że letnia huśtawka formy Legii nie była dziełem przypadku, lecz wypadkową aktualnych możliwości naszego zespołu w zakresie łączenia gry na kilku frontach – może skończyć się na 6-7 punktach, co z pewnością nie będzie powodem do dumy.

Najwyższy priorytet będzie miała Liga Europy, to nieuniknione. To w meczach rozgrywanych w czwartkowe wieczory będziemy obserwowali najmocniejsze aktualnie zestawienie naszej drużyny i zawodników najlepiej przygotowanych do gry pod względem mentalnym i fizycznym. Liga Europy to walka o pieniądze, o ranking, o sławę. W Ekstraklasie wszelkie straty można jeszcze odrobić na wiosnę. Jasne, można 'przejechać się' na takim podejściu, ale logika podpowiada, że przy obecnym formacie rozgrywek Ekstraklasy, w tym punkcie sezonu, europejskie puchary po prostu muszą mieć wyższą pozycję w hierarchii ważności.

Przeciwników mamy trudnych. Najpierw wyjazd do Duńczyków z Midtjylland, którzy zapewne w pierwszym meczu, rozgrywanym przed własną publicznością przeciw naszej Legii, upatrują największej szansy na wywalczenie punktów w grupie D Ligi Europy. Potem na Łazienkowską przyjedzie Napoli z taką konstelacją gwiazd w składzie, jakiej nie oglądano w Warszawie od dawna. Przeciwnik niezwykle atrakcyjny, ale i szalenie wymagający. Te dwa mecze zapowiadają się frapująco, a wypracowana w nich zdobycz punktowa pozwoli przewidzieć odpowiedź na pytanie czy Legia w Europie podąży ścieżką wyznaczoną w zeszłym sezonie, czy raczej dwa sezony temu. Jeżeli mamy zaistnieć w walce o awans do 1/16 finału, musimy myśleć o minimum trzech punktach na naszym koncie po tych dwóch meczach.

Mecz z Lechią Gdańsk w pucharze Polski będzie imitował mecz Ligi Europy – zostanie rozegrany w czwartkowy wieczór. Tę stratę byłoby chyba najłatwiej 'przełknąć', ale mając atut w postaci własnego boiska i wiedząc z doświadczenia, że krajowego pucharu Legia na pewno nie odpuści, nie możemy myśleć o niczym innym niż zwycięstwie nad Lechią.

Z nadzieję zatem, ale i niepokojem – zapinamy pasy. Start już w piątek o 20:30!

11.09 Zagłębie Lubin (d)
17.09 Midtjylland (w)
20.09 Ruch Chorzów (w)
24.09 Lechia Gdańsk (d)
27.09 Termalica Nieciecza (d)
1.10 Napoli (d)
4.10 Górnik Zabrze (w)

Dyskusja (10)
1środa, 09, wrzesień 2015 21:10
sektor212
Witam po urlopie,

W czasie odpoczynku postanowiłem wyluzować się i zamienić komputer na wędkowanie. Po powrocie czas przelać swoje spostrzeżenia.
Wydaje się, że mamy dwa oblicza zespołu. Pucharową i ligową. Spora część kibiców jest mocno nie zadowolona z wyników jakie Legia osiągnęła od 10 lipca w pierwszych 15 meczach czyli 10 zwycięstw 2 remisy i 3 porażki. Efekt naszej gry to 3 miejsce w tabeli i 7 punktów straty do lidera oraz awans do fazy grupowej LE. Jak widać złość dotyczy głównie naszej ligi. Przegrane z Piastem i Koroną chluby nam nie przynoszą, ale pierwszy priorytet na ten sezon został wykonany w 100% (6 kolejnych zwycięstw w LE). Reasumując nie jest tak źle jak niektórym się wydaje. Porównując wydawało by się naszego głównego konkurenta Lech Poznań 15 meczach 7 zwycięstw 1 remis i 7 porażek to Legia wygląda dużo lepiej.

Dlaczego w lidze w 7 kolejkach zgubiliśmy 10 punktów? W moim odczuciu zawiodła głowa (czytaj charakter, koncentracja) nastawienie na przeciwnika (determinacja, wola zwycięstwa). W ostatnich 4 meczach gdzie nie potrafiliśmy zwyciężyć i zainkasować 3 punktów słabiej wyglądał nasz pressing. Mała ilość fauli (33 w ostatnich 4 meczach - średnio 8 na mecz) potwierdza mniejsze zaangażowanie w grę naszych zawodników co również przekłada się na mniejszą ilość odbiorów piłki przeciwnikowi. Jeżeli zawodnicy nie zmienią swojego nastawienia do gry to mecze ligowe będą męczarnią dla nas kibiców.

Jeszcze jedna rzecz która wywołuje u mnie obawy. Mianowicie porównując Legię z przed roku a obecną nie widzę wzrostu kultury gry i taktycznego postępu skracania i przesuwania pressingu. Zbyt często zostawiamy dużo swobody rywalom na rozgrywanie piłki. Tylko krótkimi fragmentami gry potrafimy przycisnąć przeciwnika. Wydaje się, że zespół z jesieni 2014 kadrowo lepiej się prezentował i był bardziej zgrany. Dziwne bo jednak pozostała spora grupa zawodników z poprzedniego sezonu trenująca pod okiem Berga która powinna zdecydowanie lepiej wykonywać założenia taktyczne - ogólnie być lepsza. A tak chyba nie jest. Liczę, że nasi piłkarze otrząsną się i dostarczą więcej radości nam kibicom.
2środa, 09, wrzesień 2015 22:24
Walles
Gawin pisze o aktualnych możliwościach naszego zespołu łączenia gry na kilku frontach i ma w tym wiele racji, niestety. Ostatnio zastanawiałem się jak my wyglądamy kadrowo i nie mogę odpędzic od siebie mojej polemiki własnie z Gawinem z wiosny 2012. Jak sobie teraz porównam naszą kadrę z jesieni 2011 i obecna to wyglada na to że systematycznie sie osłabiamy. Dla przypomnienia:
Bramkarze:
Kuciak, Skaba, Antolovic
Obrońcy
Rzeźniczak, Jędrzejczyk, Choto, Astiz, Żewłakow, Komorowski, Wawrzyniak, Kielbowicz i Knezevic
Pomocnicy
Vrdolijak, Kucharczyk, Kosecki, Rybus, Borysiuk, Gol, Lukasik, Wolski, Zyro, Manu, Ohayon
Napastnicy
Ljuboja, Radovic, Hubnik
Trochę mnie to martwi ale wiem także (rozmowy zakulisowe) że nie wszyscy podzielają moje zdanie więc może będzie dobrze Wink Jak jednak po swojemu się uprę i tamten skład będzie dla mnie mocniejszy przy jednoczesnie chyba słabszej lidze to czeka nas cięzki sezon .... Ciągłe Garmowe przestrogi że osiągamy wyniki ponad stan też nabierają innego wymiaru ...
3czwartek, 10, wrzesień 2015 03:57
corazstarszy
@gawin76
Najwyższy priorytet będzie miała Liga Europy, to nieuniknione. To w meczach rozgrywanych w czwartkowe wieczory będziemy obserwowali najmocniejsze aktualnie zestawienie naszej drużyny i zawodników najlepiej przygotowanych do gry pod względem mentalnym i fizycznym.

Szkoda, że kosztem ligi planujemy zawojować grupę w LE. Będą wiosną smutne obchody 100-lecia klubu. Może znowu największą atrakcją okaże się np. PP. Bo w MP to ja zupełnie nie wierzę.
Bardzo naiwne jest myślenie: jesienią to puchary są najważniejsze, nawet kosztem ligi, ale za to wiosną wszystko odrobimy. Kiedy się tak stało ostatnio w historii, że Legia wiosną coś odrobiła? W 2006 wyprzedziliśmy Wisełkę kończąc 2005 na 2. miejscu, a w 1994, o ile pamiętam, wyprzedziliśmy Górnika po zakończonej na 2. miejscu jesieni 1993. Teraz zanosi się na to, że straty będą dużo poważniejsze niż były wówczas.
Dzielenie punktów po 30 kolejkach? Może się to samo okazać, co w tym roku - że to akurat rywale lepiej grają w kolejkach 31-37. Niby dlaczego to Legia miałaby się nagle okazać rewelacją wiosny? Tacyśmy świetni kadrowo? Czy organizacją gry zostawiamy resztę stawki daleko w tyle?
W Zabrzu zagramy przeciwko drużynie Ojrzyńskiego. Znowu pewnie nas skopią i wygrają. Mogą dziadować całą rundę, ale ten jeden mecz zagrają walecznie, agresywnie, ambitnie. No i na Legię to starczy. Nie jesteśmy przecież żadną potęgą, ani twardzi jak skała i nie demonstrujemy równej gry.
Zgadzam się z sektorem212: nie widać, wraz z kolejnymi miesiącami pracy drużyny pod wodzą trenera Berga, żeby był postęp. Nie gramy lepiej niż rok temu, o wiośnie 2014 nawet nie wspominając.
'Ciemność widzę'
W tym wszystkim puchary najmniej mnie interesują. Legia już awansowała do grupy: to dużo i wcale nie było łatwe. Zwycięstw w fazie grupowej wyglądać nie będę, o brak awansu, jeśli się tak zdarzy, pretensji mieć nie będę. Zamieniłbym efektowną nawet wygraną z Napoli na skromne zwycięstwa w Zabrzu i Chorzowie.
4czwartek, 10, wrzesień 2015 07:58
Zbyszek
Gawin poruszył temat tak obszerny,że odnieść się do niego całościowo nie sposób.Dlatego z konieczności zasygnalizuję niektóre, moim zdaniem ,istotniejsze wątki.

W drużynie jest zbyt mało zawodników wysokiej klasy.
Zasygnalizował już ten problem Walles , ale w innym ujęciu.Chodzi o to,że w przypadku kontuzji, kartek czy nagłego spadku formy nie ma pełnowartościowych zastępców. Tak jak na dziś. Kontuzja Pazdana, kartki Kuby i nie ma jako drugi środkowy kto grać. Słabszy Jodłowiec, ew. kartki Furmana i jedynym w zastępstwie jest młody Makowski. Słaby Kucharczyk i pustka, słabszy Nikolicz i nic, słaby Duda i trzeba zmieniać ustawienie na 4-4-2.
Nie chodzi o to, aby trener sobie manewrował graczami, gdyż wszystkie drużyny liczące się w Europie grają tym samym składem z różnych powodów / zgranie, ale przede wszystkim ład w szatni poprzez stratyfikację graczy w zespole/.Niewymuszone okolicznościami zewnętrznymi zmiany w składzie zawsze są niekorzystne.I co najgorsze taka sytuacja wydaje się władzom klubu rzeczą normalną. Nie jestem przeciwny sprzedaży zawodników, ale przed pieniędzmi za nich musi stać sportowy interes drużyny.

Niewykorzystana ubiegłoroczna okazja do nauczenia gry w rytmie co 3-4 dni.
Wszyscy wiedzą, wie też trener Berg,że gry co 3-4 dni zawodnicy muszą się nauczyć. W każdym wymiarze, przede wszystkim mentalnym .W ubiegłym sezonie jesiennym trener robił to co nazywa się rotowaniem składu, a więc dokładnie odwrotnie do tego co trzeba osiągnąć.W tym względzie jesień 2014 została zmarnowana.I teraz znowu zbieramy gorzkie owoce tego nieprzygotowania. I tu obwiniam trenera Berga, który chyba liczył na intratne propozycje trenerskie , gdyż zachowywał się jak by był trenerem tymczasowym zgodnie z zasadą : po mnie choćby potop.Teraz inaczej do tej kwestii podchodzi, ale plon zebrany zostanie w przyszłym sezonie.

Oczekiwanie na samoistny rozwój zawodników jest złudne.
Zawodnicy sami z siebie nie będą coraz lepsi. Wielu z nich będzie tylko coraz starszych i zgodnie z prawami fizjologii będą dysponowali coraz mniejszą szybkością.Patrzymy na wielu naszych zawodników tak jak by się oni nie zmieniali w ciągu lat. Niestety kilku z nich już jest na linii schyłkowej i powinni zostać wymienieni,ale kierownictwu klubu wydaje się,że czas stanął w miejscu.Lecz najgorzej jest,że poza Guilherme prawie żaden z młodszych graczy nie jest lepszy niż był powiedzmy 1,5 roku temu. Dopiero teraz i to z musu wprowadza się młodych wychowanków do drużyny. To powinna być stała praktyka. Jeden młody w każdym meczu.Tak jak w Lubinie czy Jadze.Efekty przyjdą. Tylko trzeba przestać się bać. Może ta asekurancka postawa jest wynikiem presji wywieranej w kierunku osiągania wyniku za wszelką cenę. To się mści. Bo z jednej strony sukces w sporcie jest trochę loteryjny i jak widać na niego wydaje się duże środki na nowych graczy, ale też przynosi on większe finanse. Tylko,że gdyby był ten sukces przejściowo mniejszy to owszem pieniędzy byłoby mniej, ale wydatków na zakupy , zbyt często nieefektywne też byłoby znacznie mniej. Bilans wyszedłby na zero, ale mielibyśmy rozwój poprzez inwestycje przyszłościowe. A tak stoimy w miejscu, bo poza Nikoliczem żaden z zakupów nie powala. Trudno więc nie zgodzić się twierdzeniem,że przy takiej polityce antyrozwojowej drużyna osiąga wynika powyżej realnego potencjału.

Odnoszę wrażenie,że w tym roku zawodnicy są niewłaściwie przygotowani fizycznie.
Przerost dorażnego przygotowania wytrzymałościowego nad przygotowaniem szybkościowym jest aż nadto widoczny. Przypomina mi to Legię z czasów Ryszarda Szula. W ostatnim czasie zawodnicy byli dobrze przygotowani, gdy tym zajmował się Hiszpan Irrubaren.Jego metoda eksplozywna zdawała egzamin.A tak nasza drużyna zaczyna mecze w tempie żółwia, a i potem nie jest lepiej tylko rywale są bardziej zmęczeni i na tym tle tak braków szybkościowych nie widać.Możemy grać ze trzy godziny w jednostajnym tempie,ale to nie o to chodzi. Dziś w piłce dynamika gry i jej odpowiednia intensywność to podstawa.A nam tej bazy brakuje.

Brak woli walki do końcowego gwizdka.
Zbyt często ,nawet przy niekorzystnym wyniku dostrzegam brak zaciętości w walce z rywalami do końca meczu.Można dociekać różnych przyczyn z tą ,że zawodnicy nie podlegają surowej ocenie po słabym meczu. Nie wyciąga się wobec nich żadnych konsekwencji.Za taki mecz jak z Koroną powinni, poza Rzeżniczakiem, dopłacać.Mnie się na trybunach wydawało,że czuję jeszcze taki oddech w którym góruje zapach nie do końca .przetrawionego alkoholu.I tu wyłania się problem przywództwa. Tak trenera, jak i kapitana. Ja nie za bardzo przyzwyczajony jestem do kapitanów ładnie się wysławiających, ale robiących mimozowate wrażenie.Z tą Koroną to owszem Kuba grał,ale nikogo za sobą nie pociągnął.
za czasów "Kaki" to on mógł czasami sobie odpocząć.ale niech by inni spróbowali. Podobnie jak przy Kubie było jak grał Vrdoljak. Elegancko było, kulturnie,tylko odbywało się olewactwo.

Duży wpływ na wyniki miały zwyczajne indywidualne błędy.
Pisze o tym Gawin. Możemy bowiem mieć najlepszy skład, świetnie przygotowanych motorycznie i taktycznie graczy, walczących jak lwy, ale jak ktoś się potknie, albo żle się ustawi, albo poda do rywala to cała robota na nic.I tu znowu przyczyną jest głównie brak należytej koncentracji oraz słabe wyszkolenie taktyczne.I trochę zakrawa to na ironię losu,że nam los błędów indywidualnych nie daruje. Na ogół po ich popełnieniu przeciwnicy strzelają bramki i wygrywają mecze. I niestety,ale te błędy popełniają przede wszystkim obrońcy co zasługuje na najostrzejszą krytykę. Ale też trener musi z tego faktu wyciągnąć wnioski. Taktyka gry w strefie na indywidualna odpowiedzialność bez wzajemnej asekuracji jest do kitu.Często widzę jak atakujemy i kiedy w rejonie naszej obrony zostaje jeden ich zawodnik to naszych obrońców jest 3. Po kiego grzyba?.A z drugiej jak oni atakują w kilku to obrona nasza jest jednoliniowa . Aż się prosimy o akcje bramkowe, aby nas skarcić.Więc nie tylko koncentracja, ale i nonszalancja. Zawodzi praca nad sferą psychiki.Chyba presja ma charakter wyłącznie zewnętrzny i nie jest czynnym udziałem psychiki każdego zawodnika.

Aż nadto widoczny jest brak zgrania, tak formacji jak i całego zespołu.
Dzisiejsza piłka charakteryzuje się grą na małej przestrzeni co wymusza określone boiskowe zachowania, a zwłaszcza szybkie rozgrywanie piłki i szybkie decyzje.U nas zanadto widoczny jest brak gry na tzw. pamięć. Próbuje tego Duda,ale gdzie on gra piłkę nie ma z reguły żadnego z jego partnerów i trafia ona do rywali.Na ogół nasze akcje zaczepne wyglądają w ten sposób,że ta triada : przyjmij, podaj, wyjdż na pozycję , która powinna być wykonywana w tempie w naszym wykonaniu jest powolna. Nasi zawodnicy jak przyjmą piłkę to się najpierw rozglądają szukając do kogo by tu zagrać, dopiero po tym usiłują zagrać piłkę do kolegi. W tym czasie przeciwnicy już blokują, już przeciwnicy przeszkadzają, już kryją.Rzadkością jest gra na wolne pole i prostopadłe piłki na dobieg.Gramy jak za króla Ćwieczka; ty do mnie, ja do ciebie. Mamy piłkę. Tylko po co?Ona jest do grania, a nie do posiadania.

Rywale dość dobrze naszą grę rozpracowali.
Trener Berg miał jak przyszedł do Legii pomysł na grę, zwłaszcza jeżeli idzie o nowe role i ustawienie skrzydłowych. I to przynosiło efekty. Skrzydłowi wchodząc w pole karne strzelali wiele bramek,ale też zmuszali obroną do rozrzedzenia szyków co z kolei dawało przestrzeń dla akcji Radovicza i Dudy.Lecz rywale nie tylko dostrzegli zagrożenie,ale i na jego uniknięcie znależli odpowiednie antidotum.Do tego trener Berg trzyma się uparcie ustawienia 4-2-3-1,które bez dobrego ofensywnego pomocnika po prostu nie funkcjonuje.A Duda gra kiepsko. Próbuje grać bez Dudy w ustawieniu 4-4-2,ale schematy z poprzedniego systemy powiela. Zdaje to od biedy egzamin na słabszych rywali i tych,którzy nam odpuszczają,ale z klasowymi drużynami nie jest przydatne.

Nieodpowiednie rozpracowanie słabych stron naszych przeciwników.
Mam takie wrażenie,że nasi analitycy oceniają rywali tylko od kątem ich mocnych stron. Więc nasza drużyna na boisku z reguły jest tym zespołem który organizacją gry nie pozwala przeciwnikom na rozwinięcie skrzydeł.To jest wadliwa ocena.Ona nie pozwala zmusić rywali do odwrotu, do obrony przed nami, do narzucenia im własnej wizji gry.Bo tak po prawdzie to nasz zespół niezależnie od mojej krytyki gra piłkę najlepszą w lidze. Dlatego trzeba się koncentrować na wykorzystaniu słabości przeciwnika i na to nastawić swoją grę. Ja wiem,że trener w ten sposób przygotowywuje zespół na grę z silnymi przeciwnikami w LE, których trzeba neutralizować. Ale bez przesady.Pęta szablonu w lidze należy zdjąć. Będzie łatwiej.

Nie jestem pewien do końca, ale chyba mamy do czynienia ze zmęczeniem materiału.
Tak obserwuję grę naszego zespołu w tym roku i wydaje mi się,że trener Berg nie ma już nic nowego, pozytywnego do zaproponowania.Jego zasób wiedzy, umiejętności warsztatowych chyba się wyczerpał. Zawodnicy też to widzą i widzą,że to co robią nie przynosi efektów. Bo jego pomysły na grę przypominają zdartą płytę, taką która już wszystkim się znudziła.Zaufanie do trenera zmalało chyba do zera.Często gracze grają dla trenera. Po naszych tego nie widać.

Oczywiście nie jest to katalog wyczerpujący. Po każdym meczu piszę o mankamentach w naszej grze i niestety obawiam się,że po następnych będę miał nadal o czym pisać.

W czym upatruję iskierki nadziei.
W słabości naszych rywali w lidze.W moim przekonaniu część przeciwników też ma nowe pomysły na grę jak np . Piast i on też zostanie rozpracowany, a wówczas podstawową rolę będzie odrywał nie pomysł, ale jakość graczy. A tych inne zespoły, poza Lechem mają wyrażnie gorszych od naszych.Inne z kolei drużyny jadą na specjalnie przygotowanej formie fizycznej na określony etap rozgrywek i w tym czasie chcą załapać jak najwięcej punktów. One tez kiedyś osłabną. i wtedy nasze przygotowanie wytrzymałościowe nareszcie na coś się przyda.

Poprawie poziomu gry zawodników dotychczas wiodących jak : Duda, Jodłowiec,Kucharczyk i ponownym przebudzeniu Nikolicza. gdyż znaczących wzmocnień się nie spodziewam ,a powroty do składu innych dobrych piłkarzy jak Żyro lub Vrdoljak nastąpią chyba w przyszłym
roku.

Żałośnie to mało. Chciałoby się dodać,że również poprzez wyeliminowanie mankamentów. Ale oszukałbym siebie, gdybym tak napisał i wlał niepotrzebną nadzieję czytającym.
Dlatego na pytanie; kiedy będzie lepiej? Odpowiadam. Lepiej to już było.
5czwartek, 10, wrzesień 2015 12:04
gawin76
@ corazstarszy

Właśnie przykład zeszłego sezonu pokazuje, że zależność między ligą a pucharami (tzn. teza jakoby ligowa 'wydajność' Legii miała związek z jej grą w Europie) jest mimo wszystko trudna do udowodnienia. Jesienią straciliśmy parę głupich punktów, ale generalnie łączenie pucharów i ligi szło nam nieźle, a przewaga nad Lechem wydawała się bezpieczna. Na wiosnę pucharów nie było, a drużyna w lidze prezentowała się koszmarnie.

Jeżeli mam jakiś żal o jesień zeszłego roku, nie wynika on z przeświadczenia, że błędem było skupienie na grze w LE. Bierze się on z tego, że tamtej jesieni Legia była naprawdę mocna i bez większego wysiłku (unikając, obrazowo mówiąc, wrzucania piłki do własnej bramki), można było wypracować w tabeli przewagę, która byłaby chyba już nie do odrobienia dla pozostałych.

Teraz Legia nie jest tak mocna, żeby uciec w tabeli na kilkanaście punktów, ale nie jest też tak słaba, żebyśmy to my z takiej odległości oglądali plecy Piasta, Jagiellonii czy Cracovii. Drużyna powinna już po prostu wiedzieć, że nie można pozwalać sobie na jakąś wewnętrzną akceptację porażek (choć jak czytam, że 'to Lech ma problem', wrrr...) i szanować każdy punkt - gdybyśmy np. zremisowali z Piastem i Koroną (a co nam szkodziło), to trochę inny byłby odbiór tych ostatnich czterech meczów i sytuacji w tabeli.

Jasne, porażka z takim Górnikiem skutkowałaby falą lamentu, do którego zapewne sam bym się przyłączył, porażka z Napoli - nie. Tyle że dla Legii jako klubu, jako firmy, zwycięstwo nad Napoli jest warte więcej niż to nad Górnikiem. Jest też czynnik ludzki - inaczej gra się na Higuaina czy Hamsika, a inaczej na Gergela i Madeja. W jednym przypadku piłkarz chce dać z wątroby, w drugim musi zaprocentować jego rutyna i wypracowane nawyki.

Reasumując, rozumiem co masz na myśli, ale sądzę, że... nie da się inaczej. LE zawsze będzie wyżej i kropka, czy my tutaj chcemy tego czy nie.
6czwartek, 10, wrzesień 2015 19:03
Monrooe
Przepraszam Gawinie, ale kończyłem moje własne widzimisię i nie chciałem "mącić" własnej wizji, stąd omijałem ten tekst z daleka. Teraz już jestem po i co ja mogę... w zasadzie nie ma czego dodawać Wink

Szkoda mi bardzo punktów jakie straciliśmy, szczególnie w meczach gdy graliśmy naprawdę dobrze - Wisła, lub w takich, w których spokojnie mogliśmy pokusić się o komplet punktów - Piast, ale i grając słabiutko z Jagiellonią nie powinniśmy stracić bramki własnie z "tej" akcji. Odrobina koncentracji, szczypta futbolowego szczęścia, więcej determinacji i konto punktowe mogłoby być o wiele bardziej okazałe. A wtedy nie sądzę aby ktokolwiek w Warszawie kręcił nosem. Było minęło, wchodzimy w kolejny okresomaraton piłkarski i mam nadziej, że tym razem poradzimy sobie lepiej. Po pierwsze mam nadzieję, że ligę będziemy traktowali poważniej niż w zeszłym roku i na początku tego sezonu, a po drugie do głosu powinny też dochodzić nasze wzmocnienia, pozwalając trenerowi na zdecydowanie większe roszady.

@ corazstarszy

- "Szkoda, że kosztem ligi planujemy zawojować grupę w LE."

Gawin napisał: - "LE zawsze będzie wyżej i kropka, czy my tutaj chcemy tego czy nie." i ma rację. Pamiętaj, że zarówno dla trenera, jak i dla zawodników wpis do CV z Ligi Europy ma zdecydowanie większą wartość niż zdobywanie mistrzostwa Polski. Tak już jest i już. Mam jednak nadzieję, że teraz nie będzie aż takiej dysproporcji w podejściu do ligi i pucharów, jaką oglądaliśmy rok temu. Szczególnie, że nasze rodzime rozgrywki pokazują "różki".
7piątek, 11, wrzesień 2015 01:35
corazstarszy
@Monrooe
okresomaraton

Krótko i trafnie.

@Monrooe i @Gawin76
Pewnie, że tak jest jak piszecie: LE to taka sól do chleba powszedniego, który bez soli właśnie szybko powszednieje, i kibicom i zawodnikom.
To może kwestia indywidualnych przeżyć, ale ja zawsze fatalnie znoszę sytuację w kwietniu, maju, gdy nadchodzi ten moment, że się okazuje, że mistrzostwo w danym roku nie jest dla Legii, choć była na to wyraźna szansa (bo jak wcześniej sprawa jest jasna, to tak nie żal). Jakoś w tym roku to się stało w miarę wcześnie jasne i był czas się oswoić, ale np. w 2012 to było okropne przeżycie. Na samą myśl o ewentualnej powtórce ciarki mi przechodzą.
Nawet jeśli ktoś jest wielkim zwolennikiem angażowania całości sił w puchary, nawet kosztem ligi, to niech pamięta, że w el. ChL startuje tylko jedna drużyna z Polski, ta, która kończy sezon na 1. miejscu. Nawet jak czwarty i piąty raz z rzędu zagramy w grupie LE, to sukces zblednie przy ewentualnym awansie innego klubu TME do grupy ChL. I będą pytania: czemu to nie Legia jest na miejscu tego innego klubu?
8piątek, 11, wrzesień 2015 01:58
Senator
@corazstarszy
A tu masz pełną rację, gdyby innej drużynie się udało to dopiero przeżywali byśmy fale heitu i podśmiechujek z naszego klubu, aż nie chcę sobie wyobrażać.
9piątek, 11, wrzesień 2015 07:23
świrekwampirek
Dopóki będzie taka rozbieżność w przychodach z ligi i pucharów dopóty kluby szczególnie te o dużych kosztach będą stawiały na rozgrywki Europejskie. Za sam awans do LE (6 spotkań) dostajemy znacznie większe pieniądze niż za zdobycie MP (37 spotkań). Jak się to przeliczy na koszty to różnica będzie jeszcze większa.
10sobota, 12, wrzesień 2015 17:21
corazstarszy
Jeszcze jedna rzecz, którą może lepiej potrafimy rozeznać po meczu z Zagłębiem, a która dotyczy podnoszonych tutaj treści.
'Nagła zadyszka Legii w Ekstraklasie to zjawisko mocno drażniące'
Skoro jesteśmy po pięciu kolejnych ligowych meczach bez wygranej to 'nagła' zmieniła się na 'przewlekłą'. Może i 'zjawisko' nadeszło nagle, ale trwa i trwa.
No i 'zadyszka'. To już jest zapaść. Remis kompletnie niezasłużony z przebiegu gry, a gra na własnym stadionie po raz kolejny na poziomie przerażającym. Trudno sobie w tej chwili wyobrazić jakiekolwiek zdobycze punktowe z Ruchem, Termaliką i Górnikiem. O ile w przypadku wyjazdowych meczów w Białymstoku i Gliwicach, o niektórych ich fragmentach można powiedzieć, że Legia grała w miarę nieźle, to dwa ostatnie mecze domowe były obrazem nędzy i rozpaczy.
Nie jest tak, że jestem jakimś przeciwnikiem trenera Berga czy że deprecjonuję jego osiągnięcia od 2014. Ale, jeśli jest jakiś upatrzony i dostępny teraz kandydat, to trzeba będzie dokonać zamiany, w imię brutalnej zasady: nie da się wymienić całej drużyny w trakcie sezonu, nawet jeśli to zawodnicy są najmocniej winni. Za to da się wymienić trenera, nawet jeśli wykonuje swoje obowiązki tak jak wykonywał je za lepszych czasów.
Właściwie nawet trudno uwierzyć: jak można zagrać tak źle jak Legia w piątek? W tej chwili, sądząc na podstawie gry, jesteśmy jedną z najsłabszych drużyn TME i każdy na krajowym podwórku może nam wlać.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1