- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Widzew 1-0: Kamień z serca
W piątkowy wieczór Legia zmierzyła się z Widzewem. Mecz był nie tylko kolejną odsłoną historycznej rywalizacji, ale przede wszystkim walką dwóch drużyn zagrożonych spadkiem z Ekstraklasy. Legioniści grali do końca i w ostatniej minucie meczu wyszarpali bezcenne zwycięstwo. Bramkę zdobył Adamski, dobijając strzał Kapustki.
Skład Legii wyglądał następująco: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Pankov – Wszołek, Kapustka, Szymański, Elitim, Kun – Nsame, Rajović. Goście rozpoczęli w składzie: Drągowski – Żyro, Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovský – Isaac, Álvarez, Selahi, Kornvig, Fornalczyk – Bergier.
W 3. minucie Nsame podał do Rajovicia, który uderzył mocno z lewej nogi. Drągowski wybił piłkę na rzut rożny. W 6. minucie zaatakował Widzew. Strzał Kornviga minął bramkę naszej drużyny. W pierwszej fazie meczu goście grali bardzo zachowawczo, zmuszając Legię do ataku pozycyjnego i czekając na kontry. W 14. minucie Bergier doszedł do dośrodkowania z rzutu wolnego, jednak uderzył lekko i niecelnie. W 17. minucie żółtą kartkę za niepotrzebny faul przy linii bocznej ujrzał Wszołek. W 38. minucie Nsame nie trafił czysto głową w piłkę w polu karnym gości po zgraniu przez Wszołka. W 41. minucie kontuzjowany Wszołek musiał opuścić boisko. W jego miejsce w naszej drużynie pojawił się Reca. Na prawą flankę przeniósł się Kun. W ostatniej akcji pierwszej połowy Nsame uderzył niecelnie zza pola karnego.
Do przerwy było 0:0. Zgodnie z oczekiwaniami na boisku dominowało oczekiwanie na błąd rywala. Dużo było ostrożności, podań w poprzek i do tyłu, mało płynnej gry i celnych strzałów.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. W 59. minucie na boisku pojawił się Vinagre, który zmienił Recę. W 60. minucie błąd popełnił Pankov, ale goście nie wykorzystali sytuacji. W 62. minucie Elitim dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Piątkowskiego, niestety strzał naszego obrońcy minął bramkę. W 63. minucie żółtą kartką upomniany został Elitim. W 65. minucie doszło do zamieszania w polu karnym Legii. Isaac uderzył z ostrego kąta w boczną siatkę. W 71. minucie Elitim uratował sytuację w polu karnym Legii. Za chwilę Żyro uderzył mocno zza pola karnego. Hindrich pewnie złapał piłkę. W 75. minucie Nsame był blisko zdobycia bramki, ale jego strzał trafił w obrońcę Widzewa. Minutę później w Legii doszło do trzech zmian. Adamski, Chodyna i W. Urbański zastąpili Nsame, Kuna i Szymańskiego. W 88. minucie Bergier uderzył głową nad bramką. W doliczonym czasie gry żółtą kartkę za przepychankę z rywalem ujrzał Chodyna. Za chwilę po składnej akcji Legii strzał głową oddał Adamski, jednak uderzył zbyt lekko. W ostatniej akcji meczu Legia zdobyła zwycięską bramkę. Sfaulowany przy linii bocznej został Vinagre. Chodyna dośrodkował w pole karne, w ogromnym zamieszaniu strzał oddał Kapustka, piłka odbiła się od stojącego na linii bramkowej Adamskiego i wpadła do bramki. Warto odnotować, że w tej sytuacji Legia ryzykownie wprowadziła w pole karne gości nawet Hindricha.
Piątkowy mecz stał na przeciętnym poziomie. Obie drużyny tkwiły w klinczu i wydawało się, że podzielą się punktami. Trzeba jednak przyznać, że w końcówce Legia sprawiała wrażenie drużyny bardziej zdeterminowanej w dążeniu do zwycięstwa i za tę postawę otrzymała nagrodę. Bramka w ostatniej akcji meczu wywołała zrozumiałą euforię na stadionie. Utrzymanie w Ekstraklasie jest zdecydowanie bliżej, ale nie jest jeszcze pewne. Kolejny mecz Legia rozegra w przyszłą niedzielę w Niecieczy.


Gdyby wskazywać drużynę, która w meczu uczyniła więcej, aby wygrać, to Legia.
Ulga, radość, niedowierzanie, wdzięczność. To czuję. Jak powiedział Senator, dużo zdrowia nas to będzie kosztować. I kosztuje.
Sądziłem, że obydwaj trenerzy pouczyli zawodników przed meczem, że remis nie będzie zły. Taki to miało przebieg. Ale jednak Marek Papszun chyba takich nauk nie udzielał. To sztuka przebić się przez taką obronę. Największe gratulacje dla zawodników, że nie stracili wiary. Kozlovsky na konferencji przed meczem mówił o swojej drużynie, że muszą być uważni do końca. Moim zdaniem, byli uważni. I tym większe wyrazy uznania dla Legii, że jednak zdobyła tę bramkę. Miło jest móc pochwalić piłkarzy, bo wiele razy zapracowali na to, aby na nich pomstować po meczu. A tym razem wyszarpali wygraną i robili, co w ich mocy, żeby się udało. Brawo
Indywidualnie Chodynę pochwalę za to jak wykonał rzut wolny. Sądziłem, że to Drągowski głupio interweniował. Ale, jednak nie. To Chodyna tak dobrze wszystko wyważył.
Pamiętam wpis Łasicy po Górniku, że furia na maksa po ostatnim zagraniu meczu. To teraz Legia wynagrodziła, chyba.
Kiedyś pewnie dodatkowo bym się ucieszył, że to Widzew pokonaliśmy w takich okolicznościach. Ale teraz liczba i skala zgryzot, których przysparza Legia jest taka, że te inne kluby mi zeszły mocno na dalszy plan. I jeszcze Aco Vuković, dla mnie jedna z ważniejszych postaci Legii w XXI w. Szkoda, że tak to się potoczyło.
Pietras zaczął na początku rundy wątek statystyczny. Właśnie osiągnęliśmy tę pierwotnie prognozowaną granicę - 40 pkt. Na 3 kolejki przed końcem, czyli dosyć przyzwoicie. Tyle, że to taki dziwny sezon, że 40 może nie wystarczyć. Jeszcze się nie utrzymaliśmy. Teraz Nieciecza. Chyba wszyscy mecze tam wspominamy okropnie. Nawet jedyne zwycięstwo w PP za Runjaicia miało taki przebieg, że urwaliśmy się ze stryczka. Jeśli przegramy, to znowu będzie nerwowo.
Legia w tej chwili jest na 9. miejscu. Aż się wierzyć nie chce. Wiem: ‘tutaj liczy się tylko mistrzostwo’, ale po tym, jak przebiegał ten sezon, to ja to dziewiąte miejsce (górna część tabeli
Dzisiaj chyba trochę bardziej miarodajnie można ocenić transfer Kapuadiego z Legii do Łodzi. Nie pogrążyło nas jego odejście. Jeśli wzmocniliśmy konkurencję, jak o tym na gorąco pisano, to jak dotąd w sposób, który nam nie zaszkodził. Ale takie ruchy są ryzykowne. Tym razem (na razie) się udało, ale lepiej takich rzeczy nie powielać.
2. W konfrontacji dwóch właścicieli z wielkimi ambicjami i planami, wielki triumf odnosi ... Daiusz Mioduski! Zgryźliwość może zbędna, ale fakt jest faktem, że Robert Dobrzycki ponoć wyłożył 22 mln € czyli zainwestował prawie 100 milionów złotówek na transfery, żeby w rezultacie drżeć o utrzymanie w Ekstraklasie. Jeżeli my powiesilibyśmy na pierwszej gałęzi tego który sprowadził Rajovica, to Widzewiakom tych gałęzi do zaspokojenia własnych frustracji mogłoby zabraknąć.
Odnoszę wrażenie, że ani Dariusz Mioduski, a obecnie i Robert Dobrzycki już nigdy nie będą wspominać że biznes futbolowy to nie jest rocket science.
3. Przyznam się że nie rozumiem równoczesnego wystawienia Nsame z Rajovicem, Damian Szymański ma świetnie ułożoną nogę, ale kreatywności u niego za grosz, Kun pracuje, stara się, tyra za trzech, ale żeby zrobił różnicę na flance to tego trudno oczekiwać, a mimo to papszunologia stosowana punktuje za trzy! I jak tu grymasić i wybrzydzać?
Sam mecz był straszny. No po prostu pękały oczy. Styl ma znaczenie drugorzędne oczywiście, więc więcej nie marudzę.
Musimy kogoś do kreacji ściągnąć na przyszłość, bo niemoc w atakowaniu jest po prostu aż osłabiająca.
Nareszcie spokojny weekend. I do tego z piękną pogodą
Odpoczynku życzę Panowie i Panie!
@iocosus
Odnośnie gry Nsame fajnie się wypowiedział o nim Augustyniak:
"– Nsame jest silny, to koń. Pojedynki z nim w treningach są bardzo ciężkie, ale pomagają, bym później mógł toczyć pojedynki z takimi piłkarzami, jak np. Sebastian Bergier.
"Jeżeli my powiesilibyśmy na pierwszej gałęzi tego który sprowadził Rajovica, to Widzewiakom tych gałęzi do zaspokojenia własnych frustracji mogłoby zabraknąć."
Owszem to się zgadza, nie mniej Dobrzycki dopiero debiutuje w poważnym futbolu, a Mioduski jest w nim już od dekady i stąd nasze oczekiwania względem Mioduskiego są zdecydowanie wyższe z tego tytułu.
@Lasica
"Musimy kogoś do kreacji ściągnąć na przyszłość, bo niemoc w atakowaniu jest po prostu aż osłabiająca. "
To jest oczywiste dla wszystkich, jeden kreatywny piłkarz to będzie za mało, a przebudowa musi być głębsza, niestety znowu bo polityka transferowa w Legii okazała się znów słaba i trzeba naprawiać błędy z przeszłości.
Nikolicius , który był Dyrektorem w Hajduku Split sprowadzał graczy z klubów chorwackich ,a ponieważ Sopiczowi prowadzenie zespołu nie wychodziło zdołał jeszcze w jego miejsce sprowadzić Chorwata Igora Iovicevicza , który był trenerem m.innymi w Dynamie Zagrzeb, Dnipro, Szachtarze ,a do Widzewa trafił z Łudogorca Razgrad. To był ostatni ruch Litwina , bowiem w październiku zastąpił go wieloletni pełnomocnik zarządu Pogoni do sprawa sportowych Dariusz Adamczuk, który dostał takie samo stanowisko w Widzewie ,a Dyrektorem Sportowym, został Piotr Burlikowski , pełniący tę funkcję w wielu klubach w tym w Cracovii i ostatnio w Zagłębiu Lubin.
Adamczuk pokazał na swoim stanowisku klasę , bowiem generalnie nie można niczego zarzucić sprowadzonym przez niego zawodnikom , a nawet widać dobre rozeznanie potrzeb oraz zrozumienie dla potrzeb kompatybilności . Adamczuk to b. prawy obrońca reprezentacji olimpijskiej z 1992 roku ( srebrny medal pod wodzą Janusza Wójcika). Np. z Włoskiej Spezii sprowadził reprezentanta Przemysława Wiśniewskiego , który jest prawonożny i odkupił do niego z Legii na środek obrony lewonożnego Steve Kapuadiego . W ten sposób obaj się uzupełniają i mogą grać ze sobą w linii ,jak też w pionie.
Obaj dyrektorzy i Nikolicius i Adamczuk sprowadzili następujących zawodników : Osmana Bukariego prawoskrzydłowego z Austin ( MLS) za 5, 5 mln USD, Emila Korviga , ofensywnego pomocnika ze Spezii za 3 mln Euro, Przemysława Wiśniewskiego , środkowego obrońcę ze Spezii za 3,1 mln Euro,Andi Zequikriego , środkowego napastnika z Genk za 2, 6 mln Euro, Steve Kapuadiego , środkowego obrońcę z Legii za 2 mln Euro, Mariana Fornalczyka, lewoskrzydłowego z Korony Kielce za 1,5 mln Euro, Steve Andreu , środkowego obrońcę z Charleroi za 1,3 mln Euro, Carlosa Isaaca, prawego obrońcę z Cordoby za 1 mln Euro, Christophera Chenga , lewego obrońcę z Sundenfiordu za 900 tys Euro, Samuela Alvareza , prawoskrzydłowego z Botero za 750 tys Euro, Velijko Ilicza, bramkarza z TSC Serbia za 500 tys. Euro, Ricardo Vinesa , środkowego obrońcę z Real Betis za 425 tys, Euro, Bartłomieja Drągowskiego bramkarza z Panathinaikos za 300 tys. Euro, Macieja Kikolskiego , bramkarza z Legii za 300 tys Euro, Petro Therkildsena prawego obrońcę z Djurgarden za 100 tys Euro, oraz bez odstępnego Lindona Selahiego , ofensywnego pomocnika z Rijeki, Pape Ba , środkowego napastnika z Schalke, Lukasa Leragera defensywnego pomocnika z Kopenhawn, Sebastiana Bergera środkowego napastnika z GKS Katowice, Angela Baenę prawoskrzydłowego z Wisły Kraków i Tonio Teklicza , ofensywnego pomocnika z Tranbonsporu.
W tzw. międzyczasie zwolniony został trener Jovicevicz i od marca trenerem Widzewa jest Aleksandar Vukovicz, którego podstawowym systemem jest 4-3-3 i do pierwszego składu z graczy zakupionych zdołali się przebić : Drągowski, Isaac, Wiśniewski , Kapuadi, Alvares, Lerager, Korvig, Bergier i Fornalczyk. Z uwagi na kontuzję Leragera jego miejsce Selahi ,a cały czas próbowany jest Bukari. To na Ghańczyka wylewane są przez mediaworkerów kubły pomyj , jak to on byłby winien degrengolady Widzewa. A przecież chyba nawet idiota wie ,że nie może być niczemu winien , bo nie gra ,a jak gra to ogony . A jest to zawodnik, który był wyróżniającym się skrzydłowym w słowackim Trencinie ,Nantes, Genk i Crvenej Zvezdie skąd za 7 mln USD przeszedł do Austin (MLS). Wczoraj wszedł na ostatni kwadrans jako widoczny znak przejścia Widzewa z gry zamkniętej w niskiej strefie do gry otwartej co by powalczyć o wygraną,ale nie możemy Bukariego ocenić , bowiem reszta zespołu na niego nie gra , nikt mu nie podał piłki , tak jak by był bojkotowany.
Nie odkryję Ameryki powołując się na wywiad jakiego udzielił Maciej Skorża w sierpniu 2012 roku już wówczas niszowej "Gazecie Stołecznej" . Na pytanie dlaczego Legia w sezonie 2011/12 odpowiedział ,że zadecydowała nie tylko fatalna końcówka rundy ( o przyczynach drastycznego spadku wydolności w 3 ostatnich meczach nie wspomniał),ale przede wszystkim,że zespół stracił za dużo punktów w trakcie sezonu. Obwinił siebie o to ,że dał sobie wmówić ,że za daje za mało szans zawodnikom sprowadzonym przez nowomianowanego Dyrektora Sportowego. Stwierdził,że tych szans dawał graczom na poziomie co najwyżej III ligi dawał za dużo ,ale miał takie wrażenie ,że władze klubu bardziej słuchają Jóźwiaka , który skarży się na niego ,że nie wystawia nowych, dlatego ,że są słabi ,ale dlatego ,że Skorża jest z nim w konflikcie. Przypomnijmy te Jóźwiakowe nabytki ( paru dobrych graczy też mu się trafiło , na zasadzie ślepej kury i ziarna) : Dong, Piotr Augustyniak , Paluchowski, Górski ,Antolovicz, Knezevicz, Hubnik, Mezenga, Cabral, Manu , Ogbuke, Kelhar, Makhnowsky, Majkowski, Zbozień, Blanco, Nacho Novo. Ohayon i Bruce.
Jak by nie patrzeć to tegosezonowy nabór do Widzewa jest bogatszy w zawodników umiejących grać w piłkę ,ale jest nadmiarowy, bowiem praktycznie sprowadza się do zbudowania nowego zespołu , scementowania go i wytworzenia nowej hierarchii. Podobny proces zaszedł w Legii , tylko ,że Papszun ma znacznie lepiej opanowany warsztat trenerski od wymienionych trenerów Widzewa , jak też od Iordanescu.
Czyli jak by nie patrzeć to stare powiedzenie " Co za dużo to niezdrowo" ma sens także i w futbolu.
Media opanowało istne szaleństwo dywagacji jakie zmiany kadrowe nastąpią w Legii w przerwie letniej, a co ma swe źródło na suficie. Otóż mediaworkerzy zapomnieli ,że jeszcze w lutym właściciel klubu Dariusz Mioduski zapowiedział ,że o sprawach kadrowych kierownictwo klubu będzie decydować generalnie po zakończeniu sezonu ,a praktycznie po pewności zapewnienia sobie ligowego bytu przez drużynę.
Chodzi nie tylko o zawodników którym kończą się kontrakty: bramkarze ;Tobiasz, Hindrich ( koniec wypożyczenia) , Banasik; obrońcy :Augustyniak, Jędrzejczyk, Kun, Pankov; pomocnicy : Elitim , Kapustka, wypożyczenie Krasniquiego, Mozie oraz napastnik Nsame. Już wiemy ,że Pankov realizuje to co zapowiedział jesienią ub, roku ,że po skończeniu kontraktu odejdzie z Legii.Mnie osobiście jego szkoda, bo to bardzo dobry zawodnik ,a do tego profesjonalista, który szalenie ceni swoja godność i honor. Pankov ma kilka pretensji do klubu , począwszy od tego ,że za udział w bójce po meczu w Alkmar jesienią 2023 roku został ukarany grzywną 750 Euro i zobowiązany do zapłaty odszkodowania stewardowi w kwocie 1500 Euro u spodziewał się ,że to ureguluje klub, co nie nastąpiło . Uważał ,że powinien grać i nie rozumiał odsunięcia od składu przez m.innymi Iordanescu , a do tego uważał ,że zarabia stanowczo za mało . Natomiast podobne deklaracje składa Tobiasz,ale chyba ich celem jest podbicie bębenka , bowiem to Legia nie jest napalona na przedłużenie w nim umowy. Na przykładzie obecnego składu bramkarzy Legii widzimy jak obniżyła się ich wartość sportowa. Od zawsze co dla mnie oznacza prawie 63 lata w Legii bramkarz mieścił się na pudle najlepszych bramkarzy ligi ,a obecnie : Mrozek, Brkicz,Strączek, Trelowski, Abramowicz, Andeew, Cojocaru i Drągowski biją naszych na głowę.
Gdyby to ode mnie zależało to z czystym sumieniem przedłużyłbym umowy tylko a Augustyniakiem i Elitimem. Na pewno wysokie umiejętności mają i Kapustka i Nsame ,ale więcej czasu leczą urazy i się rehabilitują niż grają. Natomiast czterem zawodnikom , którym umowy się nie kończą dałbym wolną rękę w wyborze klubu a są nimi : Arreiol, Kacper Urbański, Mirko Colak i Mileta Rajovicz. O ile bowiem dość łatwo jest nauczyć zawodników technik obronnych , to w grze ofensywnej wymagana jest duża skala talentu i jak zawodnik ma tego talentu tyle ile kot napłakał to szkoda w niego inwestować.
Rzadko zdarza się we współczesnej piłce taka krystalicznie czysta wojna systemów : zrównoważone 3-5-2 w wydaniu Marka Papszuna i stricte defensywne 4-3-3 wdrożone przez Aleksandara Vukovicza.
Najpierw omówię system 3-5-2 zastosowany przez Legię przeciwko 4-3-3. Jak widzieliśmy system Legii charakteryzował się zwartym rozmieszczeniem zawodników w obrębie pola gry.Najniższą linię tworzą trzej obrońcy, nad nimi w strefie średniej trójkąt z ostrzem skierowanym ku górze tworzą trzej pomocnicy , szerokość ustawienia zespołu zapewniają dwaj wahadłowi ,a wysokość dwaj napastnicy o podobnej charakterystyce.W tej strukturze aż 8 graczy wyjściowo wypełnia wewnętrzne sektory boiska ( dwie półprzestrzenie i pas centralny). Począwszy od niskiej strefy grający 3-5-2 uzyskują przewagę liczebną nad jednym napastnikiem systemu 4-3-3 . Do tego napastnika mogą dołączyć skrzydłowi,ale tak jak wczoraj różnicę liczebną na naszą korzyść tworzyła pozycja nisko ustawionego rozgrywającego ( Bartka Kapustki). Fragmentarycznie wraz z trójką defensorów tworzył tzw. strukturę diamentu zapewniając katy podań " o linię wyżej ". W tej analizie pomijam fakt,że zawodnicy Widzewa za bardzo nam w tworzeniu struktur nie przeszkadzali . W strefie średniej często dochodziło do równowagi liczebnej , gdyż pomocnicy stali w "lustrzanym odbiciu" i tylko jeden z nich, u nas Elitim ,a w Widzewie Selahi mogli stać się wolnymi zawodnikami do otrzymania piłki. W strefie wysokiej dwóch naszych napastników przeciwstawiało się takiej samej liczbie środkowych obrońców rywali . Moim zdaniem błędem było wystawienie na Wiśniewskiego Nsame zamiast Rajovicza, gdyż Duńczyk jest wyższy i szybszy i pewno lepiej by sobie radził z Wiśniewskim.Z punktu widzenia systemowego to takie ustawienie 2 na 2 jest z perspektywy drużyny atakującej pożądane z uwagi na dynamikę gry i brak możliwości asekuracji ze strony innych graczy broniących, tym bardziej kiedy wysoko mogli wchodzić w boczne sektory wahadłowi. Wczoraj lepiej w tym wariancie radził sobie Wszołek .
Teoria systemu 3-5-2 zakłada włączanie się bramkarza jako dodatkowego zawodnika obrony przy wprowadzaniu piłki do gry od własnej bramki ,ale ani Tobiasz ani Hindrich takich umiejętności nie posiedli.
Dzięki spójnej strukturze w strefach wewnętrznych tzw. wolnymi zawodnikami stawali się wahadłowi Kun i Wszołek oraz na przemian Elitim z Szymańskim. Takie pozycjonowanie pozwalało na wytwarzanie wahadłowym wolnego pola na obu skrzydłach. Przy czym Legia zaczęła odnosić korzyść z takiego pozycjonowania się względem rywali dopiero w ostatnim kwadransie kiedy to trener Widzewa dał sygnał do umiarkowanego otwarcia gry swego zespołu , gdyż zakres wolnego pola w bocznych sektorach uległ znacznemu wzrostowi co wykorzystywał zwłaszcza dynamicznie biegający na skrzydełku Kacper Chodyna.
Zawodnicy Widzewa przez 75' stojąc w niskim bloku obronnym wycofywali skrzydłowych i jak widzieliśmy byli w stanie zablokować wszystkie sektory boiska w strefie 1/3 , którymi nasi zawodnicy mogliby się przedostawać w ich pole karne. Wówczas ustawienie 4-3-3 zmieniało się w 6-3-1 w którym ich boczni pomocnicy odcinali od podań naszych zawodników grających z boków boiska. Jednocześnie jak widzieliśmy taka struktura nie pozwalała na szybkie przejście graczy Widzewa na połowę Legii po odzyskaniu piłki.Bowiem powyżej linii piłki znajdował się tylko ich napastnik Bergier a i to nie zawsze , gdyż nawet skrzydłowi mieli do wolnych przestrzeni na skrzydłach daleką drogę.
System 4-3-3 uznawany jest powszechnie jako "klasyczny" dla ataku pozycyjnego wewnątrz pola gry. W najniższej linii występują dwaj środkowi obrońcy ,którzy mogą uzyskać wsparcie od nisko ustawionego środkowego pomocnika oraz dwóch bocznych obrońców. W moim przekonaniu para stoperów Wiśniewski - Kapuadi jest najlepsza obecnie w lidze, a Wiśniewski to połączenie tarana ze ścianą. W kolejnej linii pozycjonuje się tercet pomocników , przy czym dwaj boczni mają szeroki wachlarz możliwości gry z piłką jak i bez niej.Formację ataku tworzą trzej gracze , którzy zależnie od sposobu rozegrania ataku mogą występować zarówno szeroko jak i wysoko. Jak już wspomniałem wczoraj przez ok. 75' skrzydłowi zamykali boczne sektory strefy 1/3 i do ataków włączali się sporadycznie.Zespołowi Widzewa chodziło o to ,aby skrzydłowi niwelowali przewagę liczebną Legii , która wynikała z włączenia się do ofensywy w sektorze 3/3 przez wahadłowych oraz ofensywnego pomocnika. W strefie 2/3 teoretycznie powinno dochodzić do równowagi liczebnej 3 na 3, lecz "trójkąty ' obu drużyn są odwrócone odmiennie co stwarza możliwość przewagi pozycyjnej w systemie 4-3-3 z uwagi na obniżenie pozycji środkowego pomocnika , gdyż ofensywny pomocnik grający za dwoma napastnikami w ustawieniu 3-5-2 takiej możliwości nie ma . A pozycja ta bywa kluczowa w budowie i rozwinięciu ataków do wyższej bazy , już na połowie przeciwnika..Na szczęście dla Legii wczoraj zespół Widzewa tej możliwości nie wykorzystywał, gdyż pomocnicy brali bezpośredni udział w niskiej obronie strefowej. Wczoraj zespół Legii tylko kilka razy i to bliżej końca spotkania mógł zetknąć się możliwościami prowadzenia ataków bramkowych przez trójkę napastników przy jednoczesnym obniżeniu stref przez bocznych obrońców i wytworzeniu wolnego pola w bocznych korytarzach.Generalnie trener Widzewa wykorzystał bardzo dobrze możliwości paraliżowania gry ofensywnej rywali jakie tkwią w samym systemie 4-3-3, kiedy to w każdym pasie pionowym atakujący napotykają na swej drodze trzech rywali , którzy cofając się zamykają wszystkie sektory.
Tzw. obserwatorom mecz się nie podobał czyli mówiąc wprost nie podobała się im taktyka zastosowana głównie przez zespół Widzewa. Tyle tylko ,że ci sami obserwatorzy z Łodzi nie dostrzegają ,że Widzew przegrał nie dlatego ,że wybrał taktykę obrony w niskiej strefie ,ale dlatego ,że w końcówce meczu od tej taktyki odstąpił i zaczął atakować bramkę Legii - tym samym otwierając się na głębsze ataki Legii.
Gawin opisał akcje wczorajszego spotkania , więc ja dorzucę tylko garść spostrzeżeń. Wczoraj Papszun postawił na Kapustkę jako na ofensywnego pomocnika i na Nsame jako drugiego napastnika. Nie miało to większego wpływu na grę Legii jako ,że nasz zespół nadal nie potrafi zagospodarować przestrzeni na swoja korzyść.
Oglądając Legię w tym sezonie odnoszę wrażenie ,że dotyka naszych zawodników demencja . Jak w jednym spotkaniu widać,że jakiś element został poprawnie opanowany to w następnym gramy tak jak byśmy o tej wiedzy zapomnieli. Postęp w grze polega na tym,że do poprawionego jednego elementu dodaje się następny i następny , mając poszerzającą się bazę tego co umiemy stosować. Np. kiedy już wydawało się ,że Legia opanowała grę w fazach przejściowych tak wczoraj przejście z fazy obrony ( brak piłki ) do fazy ataku po jej odzyskaniu było fatalne. Przede wszystkim było wolne, niedokładne i prowadzone zbyt nikłymi siłami , a nadto w ruchu do przodu był tylko ten kto aktualnie był przy piłce.
Ponadto nasi zawodnicy zapomnieli ,że przy tak niskiej obronie strefowej aż prosiło się o oddawania strzałów zza linii pola karnego , nie tylko po to ,aby ewentualnie zdobyć bramkę ,ale aby wyciągnąć rywali z kich pola karnego i nieco je rozgęścić.
Widząc dobrze zorganizowaną obronę Widzewa nasz zespół z każdą minutą tracił wiarę w możliwość strzelenia rywalom bramki i coraz częściej wybierał warianty bezpieczne , tak aby samemu bramki nie stracić.Tym razem trener Papszun zmianami pomógł zespołowi,a wprowadzenie Chodyny było strzałem w dziesiątkę, gdyż to on rozruszał nasz atak i to on przeprowadził decydyjące natarcie.
Można krytykować trenera Vukovicza ,ale moim zdaniem nie za wybór super defensywnej taktyki ,ale za odstąpienie od niej w końcówce spotkania czego sygnałem było wpuszczenie na boisko typowego skrzydłowego Bukariego . Twierdzenie ,że brak Shehu i Leragera nie wytrzymuje krytyki , gdyż Widzew co jak co ,ale ławkę ma bardzo mocną.Przy czym podobnie jak w Legii nasuwa się pytanie co robi sztab medyczny opiniując pozytywnie , ponoć po badaniach zatrudnienie faceta mającego ścięgno Achillesa w strzępach .
Vukovicz jak to skrótowo opisałem wykorzystał prawie w 100% potencjał defensywny tkwiący w systemie 4-3-3, lecz które to wdrożenie jednocześnie uniemożliwiało prowadzenie szybkich z udziałem kilku graczy akcji ofensywnych. Można było nawet podejrzewać ,że Vukovicz zakazał swoim graczom strzelenia gola Legii co by naszych zawodników nie obudzić ze snu i co by zezłoszczeni nie zdobyli paru widzewskich skalpów. Nie należy dziwić się Vukoviczovi ,który wie,że na Legii nawet jak by jego zespół wypruł żyły to i tak nie wiadomo czyby wygrał , więc chciał zdobyć punkt poprawiający bilans a skupić się na zdobyciu punktów z teoretycznie słabszymi niż Legia rywalami : Lechią ; Koroną i Piastem.
Przy ocenie postawy sędziów powinniśmy brać pod uwagę fakt , że przepisy gry są po to ,aby je przestrzegać , a obowiązkiem arbitra jest dbanie o to aby tak przepisy działały . Generalnie w decyzjach arbitra nie powinno być woluntaryzmu ,ale aby tak było to sama znajomość przepisów i ich interpretacji nie wystarczy . Trzeba mieć pojęcie czym jest , na czym polega i w czym się przejawia wina. Arbiter powinien także wiedzieć ,że istnieje cuś takiego jak prawa fizyki i znać chociażby te o sile statycznej, dynamicznej ,a zwłaszcza o sile bezwładności.Dobrym porównaniem jest sytuacja w której kierowca auta jedzie poprawnie , przestrzega zasad i nagle pojawia się na jezdni przechodzień .kierowca naciska hamulec,ale samochód wpada na pieszego . Mimo ,że pieszy jest poszkodowany to nie ma mowy o ukaraniu kierowcy , nie ma mowy o jego winie,gdyż prawo fizyki zadziałało .
Sędzia Myć jest dobrze wyedukowany , który stara się podejmować decyzje w sposób adekwatny do przebiegi zdarzeń i stopnia udziału w nich zawodników. Rzadko reaguje impulsywnie i nie poddaje się presji zawodników, z reguły tych , którzy przegrali pojedynek o piłkę czy o pozycję. Nie tylko prawa fizyki ,ale zwykła logika wskazuje ,że w walce o piłkę to jeden zawodnik wygrywa , a więc ten drugi jest przegrany. Rzadko zdarza się, aby wygrana dokonała się w sposób niedozwolony z naruszeniem przepisów , natomiast bardzo często zdarza się ,że przegrany chce dowieść ,że został sfaulowany. Więc przy podejmowaniu decyzji arbiter musi pamiętać ,że zawodnicy mają ręce, nogi, tułów, głowy i inne części ciała i choćby chcieli to one nie znikną , a to oznacza ,że w taki czy inny sposób muszą dotknąć rywala i np .kiedy się wyrywają to trafiają w jakąś część ciała przeciwnika.
Sędziom nie wolno poddawać się emocjom, bowiem piłka nożna to twardy sport ,a nie pokraczny balet dla niedotykalnych panienek . Wczoraj kilku graczy m.innymi Wszołek , Piątkowski , Kun i zwłaszcza Wiśniewski sygnalizowało ,że należy ukarać tych , którzy ich trafiali łokciem lub przedramieniem w twarz,ale arbiter nie zareagował uznając,że był to niezawiniony element dozwolonej walki o piłkę.
Więc wczoraj Myć bardzo oszczędnie gospodarował kartkami , a te którymi ukarał Wszołka za spóźniony atak na nogi Selahiego oraz Elitima za podcięcie od tyłu Fornalczyka były zasadne.
W 91' sędzia Myć słusznie ukarał kartkami dwóch "kogutów' Kornika i Chodynę za chęć walki na piąstki . Wspominam o tym ,gdyż ten incydent ujawnia stan napięcia nerwowego wynikającego ze stawki meczu jakim podlegali uczestnicy wczorajszego spotkania . Tym większa była odpowiedzialność arbitra za utrzymanie zawodników w ryzach i tym większa pochwała dla Mycia ,że mu się udało.
Przed wczorajszym spotkaniem media podgrzewały atmosferę,że to mecz o 6 punktów,że może decydować o być albo nie być,ale trenerzy obu drużyn wiedzieli ,że remis byłby korzystnym wynikiem , gdyż w kolejnych meczach i Legia i Widzew liczą na łatwiejszą zdobycz punktową. Legia wygrała , bo Widzew był gorszy . I tyle w tym temacie.
W czasach, gdy jakość sportowa Legii Warszawa szoruje po dnie klub ten, często w Polsce znienawidzony, dalej wzbudza ogromne zainteresowanie czy to ostatnio meczem przeciwko dominującemu Lechowi Poznań czy to meczem przeciwko strasznie rozrzutnemu w ostatnim roku (wydane ponad 100 milionów złotych na transfery…) Widzewowi Łódź. Wiele emocji wzbudza chociażby czerwona kartka Rafała Augustyniaka przeciwko Lechowi Poznań odwołana ostatecznie przez kolegium sędziów, gdzie narracja o „pomocy Warszawki” dominuje ostatnio w mediach społecznościowych. Łatwo w takich chwilach wygodnie zapomnieć, że przedstawiciele innych znanych klubów w tejże komisji również mają swoich przedstawicieli. Inna sprawa to fakt, że chociażby po meczu Adam Lyczmański przyznał, że z „duchem gry” powinno skończyć się na żółtym upomnieniu. Wielu sędziów było podobnego zdania. Samo kolegium sędziów natomiast przy anulowaniu tej kartki zwróciło uwagę, że po ukaraniu zawodnika żółtą kartką nie powinno być interwencji VAR (przepisy, nie subiektywna opinia!) bo nie było „jednoznacznego i oczywistego błędu”. No, ale narracja o ciągnięciu Legii za uszy jest jak najbardziej wygodna. Podobnie po meczu z Widzewem Łódź – jednym z najgorszych do oglądania meczów Ekstraklasy w tym sezonie. Ale i tak mecz zostanie zapamiętany wyłącznie z ostatniej akcji, gdzie po (kwestionowanym, a jakże) faulu na Vinagre świetną, naprawdę świetną piłkę dorzuca Chodyna a po ogromnym zamieszaniu, gdzie większość piłkarzy Widzewa wręcz muruje własną bramkę Legia, prawie że siłą woli wpycha tego legendarnego już gola na 1:0 gdzie Kapustka (którego po sezonie może tu nie być) strzela gola Adamskim (którego o mało co zimą do Legii prawie nie ściągnięto). Doszukiwano się także spalonego Adamskiego, choć bardzo wiele powtórek pokazuje, że tuż przed nim stał widzewski zawodnik. Znalazłem też artykuły, które pokazywały jakoby gol padł już po doliczonym czasie gry, jakoby niektórzy nie zdawali sobie sprawy, że takie sytuacje się zdarzają… Niesamowita historia, gdzie po wręcz obrzydliwym meczu o samym meczu prawie się nie będzie mówić tylko o tych dosłownie ostatnich sekundach, które być może uratowały najwyższą klasę rozgrywkową warszawskiej drużyny a Łodzi zniszczyły nadzieje na utrzymanie w normalnych okolicznościach (chyba tylko 9 punktów w 3 meczach pozwoli im uniknąć najgorszego).
Media nie są w tak oczywisty sposób pro-legijne jak w ogromnej części Polski zdaje się wydawać. Jako klub przyciągający ogromne zainteresowanie często wskazywane są kontrowersje w sposób dla Legii niekorzystny a sytuacje, które w przypadku innych drużyn byłyby szybko zapomniane w przypadku stołecznej jedenastki wałkowane są jeszcze długo i głośno po ostatnim gwizdku. Choć na pewno wskazywana tutaj wcześniej przeze mnie moc medialna tego klubu także ma znaczenie (chociażby świadomość tego, że bez Legii w lidze nie będzie prawdziwych klasyków, które tak dobrze sprzedają się w mediach). Coraz częściej odnoszę wrażenie zresztą, że praca zarówno sędziów jak i osób dookoła nich jest strasznie niewdzięcznym zadaniem a ocenianie ich zachowania wyłącznie przez wygodny dla danych kibiców pryzmat „sprzedania meczu” zamazuje realny obraz, w którym te decyzje podejmowane prawie że błyskawicznie zawsze niosą za sobą ogromne ryzyko błędu (człowiek jest tylko człowiekiem, nawet VAR często ocenia sytuację jedynie w stop-klatkach, które również mogą zamazać prawdziwy obraz danej sytuacji). Choć oczywiście dalej od czasu do czasu zdarzają się nadzwyczaj podejrzane sytuacje, gdzie można się nad pewnymi kwestiami zastanawiać. Mecz przeciwko Widzewowi nie był jednak takim przypadkiem. Kto zabronił Widzewowi zamiast wyłącznie murowania własnego pola karnego spróbować aktywniej zaatakować bramkę warszawskiej drużyny? Plan na mecz Vukovicia zakładał prawie że wyłącznie destrukcję i tym razem mu się to nie udało. Nie da się także nie zauważyć, że to Legii bardziej w tym okropnym do oglądania meczu chciało się strzelić gola, na co jakieś okazje były (niestety dalej razi w oczy nieskuteczność choć i tak zdecydowanie uważam, jak chyba wszyscy, że to Nsame – a miał w tym meczu świetne podania – powinien grać od bardzo wielu meczów wstecz kosztem wiadomo kogo). I że naprawdę w ostatnim decydującym momencie, przy świadomości tego jak fatalnie, mimo ciągłych prób wygląda ofensywa Legii Warszawa tym chłopakom udało się zrobić coś, co zostanie zapamiętane na bardzo długo. Znak czasów, że warszawska widownia wariuje ze szczęścia po golu, który zapewnić może utrzymanie zamiast walczyć o zdecydowanie wyższe cele a strzela go niepozorny chłopak, który został tutaj ściągnięty za grosze. To głównie dzięki jego golom taka marka jak Legia ma szanse pozostać w tych rozgrywkach. Adams… Jest w tym coś z pięknej – niespaczonej wyłącznie pieniędzmi – historii o futbolu w najczystszym możliwym wydaniu.
(legia.wordpress.com)
Wiadomo, kibic, oglądając, skupia się na tym, gdzie jest piłka, kto ją ma, jak kopnie. Ale trener chyba od tego jest trenerem, żeby widzieć od razu również inne rzeczy. Może m.in. za to Papszun tak uparcie (czy też ‘konsekwentnie’) daje grać temu zawodnikowi. Jeszcze pan Zbyszek przytomnie zauważył, że Rajovic jest szybszy od Nsame.
Dzisiaj czytam, że nawet Nitras zabrał głos - on z kolei ws. mniemanego spalonego. Ma widoczny problem z Legią.