A+ A A-

Wszyscy jesteśmy Robertami

Peany na cześć piłkarza kiedyś uznanego za gorszego od nijakiego Mikela Arruabarreny, niosą się wszem i wobec, zadziwiające, że to ostatnie określenie nie dotyczy swojskiego: "od Bałtyku po Tatry", ale można je odnieść i do odwzorowania skali w zakresie: od Himalajów do źródeł i dorzeczy Nilu i Amazonki, od podnóży Andów, przez lądy, wyspy, kontynenty wszędzie tam gdzie gdzie dla futbolowych wyznawców europejska Liga Mistrzów jest mekką religijnego uniesienia. Co byśmy nie powiedzieli, globalna celebracja, wyniesienie w poczet wielbionych Roberta Lewandowskiego, właśnie nastąpiło.

Futbolowy parweniusz, może mieć różnych swoich świętych idoli, którym cześć oddaje, ale od półfinału Champions League 2013, nie przyzna się, że o Polaku, napastniku z BVB nie słyszał, wstępu do piłkarskiego panteonu mu odmawia, co najwyżej będzie miał prawo powątpiewać i snuć rozważania, w którym szeregu herosów go postawić. Za plecami Radamela Falcao, a może już na równi? Dorównuje Torresowi, czy tak jak on w Albionie by upadał? Na ile RvP przewyższa Lewego, na to pytanie to i Alex suszarkogromowladny sam sobie zapewne odpowiada.

Fakt pozostaje faktem, w światowej wiosce mainstreamu, zapewne cztery bramki wbite Realowi robią większe wrażenie i zyskują większy rozgłos, niż na przykład przypisanie laureatowi Nobla z Polski etykietki homofoba. Na przebicie Pana Roberta będzie miała szanse Agnieszka Radwańska, o ile jakąś lewę szlema zgarnie, czyli jeśli Williams, Szarapową, Azarenkę, Kwitową jakaś niemoc fizyczna ogarnie.

W tym powszechnym zauroczeniu, mała łyżeczka opamiętania. Na Mistrzostwach Świata w 1994 roku, był piłkarz, który w spotkaniu Rosja - Kamerun strzelił pięć bramek, w pozostałych meczach jeszcze jednego gola dorzucił, został królem strzelców Mundialu. Wydawało się, że świat stał przed nim otworem. Kończył karierę w wieku 31 lat w Pogoni Szczecin, a nazywał się Oleg Salenko.

Nie wierzę by Robert Lewandowski był piłkarskim meteorem, już osiągnął (istotny współudział w podwójnym mistrzostwie Bundesligi) to o czym taki Salenko mógł tylko marzyć, ale jeżeli za dziesięć lat w CV, Pana Roberta data 24 kwietnia 2013 będzie widniała jako apogeum glorii i chwały, to chyba jednak jakaś doza niezaspokojenia by pozostała. Apetyty są rozbudzone. Przy tym przyznaję, rozpatruję to na zasadzie, do jakiego szeregu futbolowych bożyszczy, Lewy aspiruje, a my chcielibyśmy oczami wyobraźni widzieć go na poziomie Kazimierza Deyny - trzeci w plebiscycie France Football na najlepszego piłkarza Europy w 1974 roku, lub Zbigniewa Bońka, który powtórzył ten wyczyn w 1982 roku.

Dochodzimy do miejsca, dotyczącego Robercika, a wzbudzającego w naszej piaskownicy największe zgrzytanie zębami. O ile Kaka i Zibi swój największy rozgłos i popularność zdobyli dzięki grze w reprezentacji, to w przypadku współczesnego idola jest z tym ewidentny problem. Najlepiej oddaje to netowa kibicowska sentencja: "Wszyscy jesteśmy Robertami,... do kolejnego meczu kadry". Ano właśnie, tu wydaje się pies pogrzebany. Kto się bardziej nadąsa, fochami strzela, piłkarz na kadrę, kolegów i trenera, czy kibice i dziennikarze na piłkarza!? Tych dylematów by nie było, gdyby sukcesy się pojawiły, wówczas nawet szczeniacko głupie szczekanie na oponentów w samolocie płazem by uchodziło, jak onegdaj byłemu i obecnemu prezesowi PZPN. Niestety, w tej chwili, wydaje się bardziej prawdopodobnym umieszczanie Lewego w ewentualnym gwiazdozbiorze wielkich nieobecnych na najbliższym Mundialu, ale problem much w nosie dortmundzkiej trójcy i czy trener Fornalik posiada autorytet do jego okiełznania, to temat na zupełnie inną szeroką rozprawę.

Na przykładzie czteropaka z Realem warto jednak nadmienić, że wszystkie gole Lewy zawdzięcza dograniu, wstrzeleniu piłki przez zespół w pole karne. Nawet trzeci gol, ewidentny dowód indywidualnej maestrii, był zwieńczeniem akcji całej drużyny. Spoza szesnastki Lewy mógł zdobyć piątą bramkę, co potwierdza jego możliwości, ale w tym przypadku Diego Lopez pozbył się koszmaru. Robert nie jest piłkarzem, który "sam wygra mecz", zgarnie piłkę na środku, przedrybluje sześciu i strzeli, potrzebuje partnerów, drużyna jest mu niezbędna, tak jak dla drużyny niezbędny jest tego rodzaju egzekutor. Egzekutor bardzo uniwersalny, mobilny, szukający gry, potrafiący również świetnie kreować sytuacje, samemu asystować, kimś takim jest Lewandowski, w tej kategorii debeściak.

W przekonaniu piszącego problemem reprezentacji Polski jest właśnie drużyna, team, a nie Robert Lewandowski - gwiazdor, chociaż wkomponowanie indywidualności w sprawnie funkcjonujący mechanizm, wzajemnie się doskonale rozumiejący i wspierający, to kwestia newralgiczna, a czy "trójkąt dortmundzki" pełni w tym pozytywną rolę, wydaje się pytaniem zasadnym. Pytaniem skierowanym do Waldemara Fornalika, który klocki dobiera i układa nadając im rangę.

No cóż, narodową kibicowską ekstazę, zamiast reprezentacji Polski wywołuje odwołująca się do nostalgii za Prusami wszak Borussia. Koniec świata! Wczoraj dziadek z Wermachtu stanowił przeszkodę w realizacji politycznych zamierzeń, dziś nie dość, że Angela ma dziadka z Hallera, to jeszcze Polak z Niemcem do spółki ekscytują się dokopaniem Królewskim z Madrytu! Niektórzy zaprzeczą, ale pozostaną w rażącej mniejszości, skoro nawet Tomasz Wołek piewca latynoamerykańskiej piłki, fan Realu, przyznaje się do jednostkowego aktu apostazji na rzecz germańsko-słowiańskiego paktu.

Czy jednak w Madrycie w rewanżu nie jest możliwy wynik 3:0 dla gospodarzy? Absolutnie takie prawdopodobieństwo istnieje, obawa i pokora wobec tego spotkania, przebijająca się w głosach całej trójcy dortmundzkiej świadczy nie tylko o kurtuazji i szacunku dla przeciwnika, ale też i realnej oceny możliwości. Paradoksalnie BVB chociaż notuje jeden z największych sukcesów w historii, to drużyna obecna, jako całość, w moim przekonaniu wobec tej z wiosny 2012 wykazuje regres. Progres z pewnością jest udziałem Lewego, również Reus potwierdza rozwój talentu, przenosiny z Moenchengladbach okazały się i efektywne i efektowne, ale w defensywie właściwie każdy z piłkarzy ma swoje problemy, do dyspozycji mistrzowskiej trochę każdemu zbywa. Cóż, niech Klopp sobie z kłopotami radzi, Mourinho musi się martwić by straty chcąc odrobić nie być skontrowanym.

A propos Reusa, skoro w Legii przywołujemy Arruabarrenę jako symbol złego rozeznania możliwości Lewandowskiego, to takim samym wyrzutem sumienia dla BVB jest Marco Reus wychowanek Borussii, pozbyty się lekką ręką z klubu, a następnie odkupiony za 17,5 mln € !!! Dowód - reguły, patentu w futbolowych diagnozach i prognozach brak.

Wszyscy obecnie ekscytują się przyszłością Lewego. Ponoć menadżerowie dogadali się, że jeżeli do 15 maja zostanie złożona oferta na 25 mln €, to zostanie przyjęta, ponoć taką kwotę już zadeklarował Bayern, ponoć ma obowiązywać gentlemen's agreement, ale... Jurgen Klopp wierzy i publicznie deklaruje, że Lewy w Dortmundzie pozostanie. To są gierki i menadżerów puszczających przecieki do prasy, mające wywrzeć określoną presję na klubowych włodarzach i tychże notabli w pryzmacie transferu Goetze postawionych obecnie w bardzo trudnej i niewdzięcznej sytuacji.

Nie wierzę, żeby do ostatniego gwizdka sędziego w meczu BVB w obecnej edycji Ligi Mistrzów zapadły i zostały obwieszczone oficjalnie jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Jeżeli wtorek będzie szczęśliwy dla Dortmundczyków, to nie nastąpi to wcześniej niż 25 maja 2013 roku. Są procedury UEFA sprzyjające włodarzom Borussii, oni trzymają karty w ręku, próba wytrącenia ich przez menadżerów, na dodatek z korzyścią dla największego potencjalnego, bezpośredniego, finałowego rywala wydaje się niedorzecznością, tym bardziej, że ten rywal tak jak nie miał skrupułów z zawistowaniem karty Goetzego, tak by i nie miał ich z użyciem przedfinałowego newsa o przenosinach Lewandowskiego.

Futbolowe polskie wyrocznium "weszło" z taką tezą: "menedżer (właśnie wytransferowanego Goetze, przyp.wł.), w przeciwieństwie do pewnego polskiego agenta, rozegrał sprawę po mistrzowsku – zamiast podburzać dortmundzkich kibiców przeciwko Mario, załatwił transfer po cichu i zamiast latać po mediach i rozpowiadać, kto obserwował jego klienta dziś, a kto wczoraj, skupił się na konkretach. 37 milionów, klauzula aktywowana, kilka podpisów i Goetze jest w Monachium."

No cóż, wyrocznium trzyma sztabę z Zibim, a ten ma na pieńku z Kucharzem, stąd i siekierą ciosana nieprzychylna menadżerowi teza nie dziwi, ale... ale jeżeli Pan Cezary faktycznie publicznie się wypowiedział, że jego klient w przyszłym sezonie z pewnością zmieni klub na większy!!!??? to taka wypowiedź jest nie tylko niefortunna, mało rozsądna, ale i świadczy o emocjonalnym, ambicjonalnym podejściu do sprawy profesjonalnego menadżera. Czemu wobec własnego klienta antagonizuje i podburza kibiców, niepotrzebnym klubowym wartościowaniem? Jeżeli to wywyższanie przyszłych kosztem obecnych okazało by się, że dotyczy lokalnego, krajowego rywala, to uznanie tych słów za "nierozważne" by stanowiło eufemizm.

O wzajemnych uprzedzeniach, ale i chyba już i o obopólnym zacietrzewieniu świadczy fakt, że wydaje się ignorowany najbardziej oczywisty scenariusz, przytaczany za pozytywny przykład: podwyższenie kontraktu przez BVB Lewemu do oczekiwanego przez piłkarza poziomu z jednoczesnym jego przedłużeniem, ale z zawartą klauzulą odstępnego satysfakcjonującą klub i będącą równocześnie furtką do zmiany barw klubowych.

Okazuje się, że również w Niemczech nic nie jest oczywistymi oczywistościami! Jak to futbol zbliża mentalnie narody!

Dyskusja (9)
1sobota, 27, kwiecień 2013 07:29
Zbyszek
@Iocosus.
Jak zwykle bardzo dobry tekst. Niestety w znacznym stopniu wyczerpujący temat. Ja tylko gwoli uzupełnienia. Robert był w Legii w sezonie 2005/2006 grał w Legii II i po tym sezonie nie przedłużono z nim umowy gdyż w drużynie nie widział go Pan Mazurek dzisiejszy Dyrektor sportowy. Następny okres to możliwość zatrudnienia go u nas, gdy grał w Zniczu Pruszków. Tu jest trzech winnych: Trzeciak jako ówczesny Dyrektor sportowy, gdyż był tak chytry jakby pieniądze sam wydawał, więc ich wydawać nie lubił, Janek Urban, który go widział raz w meczu i wtedy ponoć Robert zagrał słabo i trener nie widział go jako konkurenta dla Chinyamy, a nie chciał, aby młody zawodnik się nie rozwijał nie grając oraz Pan Walter, który nie podjął finansowej rywalizacji z Lechem /my dawaliśmy 700tys.zł, zaś Lech 1 mln./. Stara prawda, gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść. Nie wiemy czy dla Roberta byłoby lepiej, gdyby był u nas, a nie w Lechu. Dla nas byłoby na pewno korzystniej. Z jego charakterem dałby sobie radę i karierę też by zrobił. Życzę mu wszystkiego najlepszego, także z tego powodu, że jest najlepszym ambasadorem Polski w świecie.
2sobota, 27, kwiecień 2013 09:10
iocosus
Zbyszek, gdy słuchałem Mazurka w "Asie wywiadu" to akurat wyjaśniając przypadek Lewego jakoś przekonująco nie brzmiał, ale wielkiej pretensji do niego mimo wszystko nie mam. Dla mnie też nie ulega wątpliwości, że z polskich nazwisk w globalnej wiosce w tej chwili "Lewandowski" będzie już jednym z najbardziej rozpoznawalnych, pytanie, czy to pomoże czy nie Fornalikowi i czy to w perspektywie kadry cokolwiek zmieni? Teraz wymagania od golleadora wbijajacego w madryckiego byka cztery sztychy na poziomie narodowej reprezentacji będą rozbudzone do najwyższych granic, a zawiedzione nadzieje to prosta droga do frustracji i ściągniecia herosa z olimpu popularności w odmęty hadesu kpin i docinek.

Przy okazji, jeszcze taki rodzaj aneksu do tekstu.

Na kanwie tego co się ostatnio dzieje z Lewandowskim, Goetze, Borussią, myśl, refleksja, która troszeczkę spokoju mi nie daje. Gdy latem zeszłego roku została upubliczniona propozycja złożona przez BVB Legii, a dotycząca Rafała Wolskiego, mimo padajacych znaczących kwot, byłem temu przeciwny. Zgodnie z zasadą, że modelową ścieżką kariery dla polskiego piłkarza, łacznie z najbardziej dogodnym momentem wyjazdu do uznanego zagranicznego klubu, jest droga którą podążył i zrealizował właśnie Robert Lewandowski. Optymalne założenie, bynajmniej nie akceptowane w pełni przez samego piłkarza i jego menadżera w danym momencie. Z Lecha paliło im się do wyjazdu już rok wcześniej niz to w rzeczywistosci nastapilo, ale Kolejorz się uparł, zawodnika przetrzymał, ten zdobył koronę króla strzelców Ekstraklasy, klub w dużej mierze dzięki temu zainkasował tytuł Mistrza Polski, a po tym wszystkim Pan Robert za godne pieniądze, przeniósł się do Dortmundu. Co bylo dalej, przypominać nie warto, w każdym razie, dla mnie modelowa sytuacja, a zachowanie Poznaniaków wzorcowe.

W uproszczeniu takich rozpisanych i realizowanych scenariuszy oczekiwałbym i od mlodych legionistow i od Legii. Gdy jednak w tej chwili śledze i perturbacje z losem Rafala Wolskiego i to, że legijnym włodarzom cierpliwości i uporu w końcu zabrakło i w kontekscie rozwoju sytuacji w BVB, z ktorego Goetze wlaśnie odchodzi, to nie mogę się powstrzymać od wyrażenia żalu, że szkoda jednak, ze transfer Wolaka do Dortmundu nie zostal zrealizowany.

Kłopoty z powrotem do poprzedniej dyspozycji Rafala tegoroczną wiosną przewidywałem, wielkich rzeczy sie nie spodziewałem, miałem nadzieję na reaktywację najzdolniejszego polskiego piłkarza jesienią i tu muszę przyznać, ze jest we mnie diablo silne przekonanie, że to by było bardziej prawdopodobne pod skrzydlami Jurgena Kloppa, aniżeli w ojczyźnie catenacio, obojętnie jak ono ewoluuje.

Najbardziej utalentowany Polak, byłby świetnym następcą najbardziej utalentowanego Niemca, o ile z BVB zostaną oprócz Gotze wygarnięci jeszcze i Lewy i Humels i Felipe Santana i ktos jeszcze, to będzie tam i wola i finansowe możliwości, żeby zbudować "nową" druzynę z aspiracjami, z nowymi wschodzacymi gwiazdami, taką mógłby być wówczas Rafał Wolski.

No cóż, to już tylko rozprawka z zakresu katedry naszej czarnoelkowej gdybologii.
3niedziela, 28, kwiecień 2013 14:22
Senator
Zacznę od tego,że strzelenie czterech bramek w meczu półfinału LM i to drużynie którą po naszej Smile uważam za najlepszą na świcie popierdułką nie jest. Nie może więc zrobić tego zawodnik przeciętny co historia dobrze pokazuje. Do półfinału LM nie dojdzie też drużyna bo ma farta, bo jej się układał terminarz czy w końcu rywale byli słabi. Nie - do tej fazy rozgrywek awansują drużyny które umieją grać w piłkę nożną. W takiej gra Lewandowski - Polak co osobiście bardzo mnie cieszy. Dla gupiego Senatora bezsprzecznym jest ,że ten chłopak umie grać w piłkę, drugim faktem jest to,że trener Klopp wprost idealnie wykorzystuje naszego chłopaka. Stworzył zespół w którym Rober odnajduje się idealnie, sposób gry , taktyka BVB wykorzystuje wszystkie atuty Lewandowskiego. To wszystko nie zmienia faktu ,że strzelając cztery bramki Realowi Lewy dokonał rzeczy wielkiej. Teraz tak, Ci co w niego nie wierzą sugerują pozostanie w Borussii bojąc się ,że gdzie indziej Lewy przepadnie. Ci co uważają Go za super grajka sugerują przejcie do jeszcze bardziej topowego zespołu. Dla mnie osobiście Lewandowski powinien jeśli będzie miał sposobność zmierzyć się z wyzwaniem i przejść do albo któregoś z klubów czołówki ligi angielskiej( MU,Chelesa,Liverpool czy MC) albo do jednego z dwóch klubów ligi hiszpańskiej. Żadne Francje czy nawet Bayerny Monachium czas na prawdziwą piłkę w każdym meczu, a to gwarantuje tylko Anglia. Ok jestem zapatrzony w Premiership ale jakoś podświadomie czuję ,że to ta liga najdoskonalej weryfikuje jakość zawodników. Nie chodzi mi o to że Lewy musi coś udowodnić, dla mnie jest piłkarzem światowego formatu jego przejście do Anglii traktowałbym jako formę ciekawostki czy będzie tam równie skuteczny, ponadprzeciętny czy tylko dobry jak wielu zawodników tam grających. Jednym słowem czy znajdzie się w topie razem z Suarezem,Bale,Tevezem itp.

Sprawa reprezentacji.
W przeciwieństwie do autora nie widzę żadnego problemu typu "muchy w nosie" czy też "Fornalik jest olewany" . Dla nie to problem stylu gry i założeń taktycznych. W reprezentacji Lewandowski zbyt często zamiast czyhać w polu karnym bierze się za rozgrywanie, wychodzi za daleko od bramki. Jest to spowodowane właśnie jego statusem, tego najlepszego. Oczekujemy od niego aby wygrał nam eliminacje i on stara się, a że w te klocki super hiper nie jest to i efekt słaby. Niby jest tak ,że wśród słabych powinien błyszczeć ale już od dłuższego czasu piłka nożna to przede wszystkim zespól nie indywidualności. Przypomnę tylko ,że do kiedy w Argentynie nie umieli wykorzystać geniuszu Messiego to i o nim pisano że w reprezentacji się nie sprawdza. Reasumując Fornalik musi znaleźć miejsce dla Lewego w kadrze i sposób zagospodarowania tego piłkarza taki który wszystkie jego walory i piłkarski talent wykorzysta w 100%
PS
Pozostanie Lewandowskiego w BVB uważam za stratę czasu. Tam już osiągnął maxa więc czas na nowe wyzwania jeśli oczywiście sam tego chce a co ważniejsze mam nadzieję że potrzebuje.
4niedziela, 28, kwiecień 2013 22:24
a-c10
Pozwolisz, Senatorze, że się z Tobą nie zgodzę? Smile

W sensie ogólnym Lewandowski, rzecz jasna, jest zawodnikiem światowej klasy. Nawet ja, który do jego osoby podchodzę z dużą, hmmm, rezerwą, bez problemu potrafię to przyznaćWink Cztery bramki w półfinale LM to wyczyn nie lada, a jak jeszcze dodać tożsamość rywala, to już w ogóle cud-miód-calvados. I dlatego właśnie chłopak, o ile ma na celu zdobywanie kolejnych trofeów, a nie jedynie nabijanie kabzy, powinien zostać tam, gdzie jest. Cała Bundesliga od ładnych kilku lat jest na fali wznoszącej. Jeśli sprawy dalej potoczą się obecnym torem, już za chwilę te rozgrywki zdystansują konkurencję o kilka długości. Dlaczego? Bo w Bundeslidze działa system (o którym zresztą nie raz na zacnych łamach C-eL rozprawialiśmySmile Tymczasem przewagi innych lig na przestrzeni ostatnich kilku lat wynikały tylko i wyłącznie z indywidualnych gestów. A to sypnął kasą Berlusconi (a za nim Moratti i reszta włoskich prezesów), a to Perez, a to Abramowicz (a w jego ślad Glazerowie, Mansourowie i im podobni). Czas dobrych wujków się kończy. Nie tylko w Polsce, na całym świecie też. Dlatego transfer do Anglii byłby dla Lewandowskiego niczym zakup jednego z ostatnich biletów na Titanica. Oczywiście, jak kto chce się topić, wolnoć Tomku. Niemniej uznać tego za rozsądne moim zdaniem nie sposób.

W kwestii reprezentacyjnej zacznę od motywu, o którym - śmiem twierdzić - coś niecoś wiem. Zestawianie Lewandowskiego z Messim jest (wybacz, Senatorze) od czapy. I nie chodzi tu absolutnie o różnice w kalibrze piłkarza, a po pierwsze, o latynoską (i nie tylko) mentalność. Lionel Messi jest fenomenalny. Przyzna to każdy, kto choć jako-tako wie, o co w tej całej bieganinie za piłką kaman. I jego partnerzy z reprezentacji otwarcie też to, rzecz jasna, potwierdzą. W skrytości ducha jednak każdy z nich spyta siebie "a co, to ja gorszy?!" I trudno ich za to winić. Oni taką postawę mają we krwi i m.in. dzięki niej światowy futbol doczekał się nieprzeliczalnego panteonu gwiazd znad Amazonki i La Platy. Tyle, że to podejście znacznie utrudnia budowę zespołu. Dopiero ostatnio, gdy stało się jasne, że Messiego można śmiało zestawiać z Maradoną, czy Pelem, reszta białobłękitnego gwiazdozbioru jakby spokorniała. To raz.

Dwa: argentyńską piłką rządzi sitwucha, przy której taki Forbrich wygląda jak ucieleśnienie uczciwości. Skutki działań tej sitwuchy bywają bardzo różne. Z tych najbardziej bolesnych można by wymienić dobór selekcjonerów absolutnie oderwany od ich rzeczywistej wartości, albo np. całkowite niemal zaprzestanie szkolenia graczy defensywnych. Niewysokich, krępych napastnikoskrzydłowych a la Messi, Aguero, czy Teves znajdziesz w Srebrnym Kraju na pęczki. Przyzwoitego stopera musiałbyś szukać ze świecą i lupą w ręku. Bo tych pierwszych bardzo łatwo sprzedać i to za niezłą kaskę. A ci drudzy, cóż, są znacznie mniej chodliwi. (cdn, muszę dziecko z wanny wyciągnąćWink
5niedziela, 28, kwiecień 2013 23:02
a-c10
(ce de) W Polsce sytuacja wygląda cokolwiek odmiennie. W kwestii mentalności: gdybyśmy zestawili piłkarza-Argentyńczyka z piłkarzem-Polakiem podobnej klasy, ten pierwszy zachodziłby w głowę dlaczegóż to nie jest wymieniany w gronie kandydatów do Złotej Piłki, drugi cieszyłby się z kontraktu w - nie urażając nikogo - Podbeskidziu. Nie sądzę zatem, aby którykolwiek z naszych kadrowiczów (no, może z b. nielicznymi wyjątkami) miał problem z zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy, w którym to Lewandowski jest gwiazdą, a reszta musi na niego pracować. Wręcz przeciwnie, naturalne zdaje mi się, że piłkarz tej klasy powinien własnym przykładem ciągnąć za sobą mniej zdolnych kolegów do sukcesów. Rzecz jasna, sukcesów na miarę możliwości. Rozumiem przecież, że ani Fornalik nie Klopp, ani taki, dajmy na to, Grosicki niezbyt Reusa przypomina. Absolutnie nie oczekuję, że "skoro mamy Lewandowskiego", to teraz Hiszpanie, Niemcy, Włochy i inne Argentyny winne klękać w prochu przed nami. Oczekuję za to, że skoro można trafiać seriami w Bundeslidze, skoro można upokorzyć sam wielki Real Madryt, to można też raz na dwa-trzy spotkania wpakować piłkę do siatki w meczach reprezentacji. I to nie tylko z karnego amatorom z San Marino.

Nie zgadzam się, Senatorze, że kadrowa impotencja Lewandowskiego wynika ze złej taktyki, czy słabych umiejętności partnerów. Bądźmy poważni: Biało-Czerwoni nie mierzą się na co dzień z Bayernami, Realami, ani nawet Werderami, czy Szachtarami, a jedynie z Czechami, Grecjami, Mołdawiami, czy innymi Angliami. Wszystko co do sztuki średnia półka europejska. No i przecież to nie jest tak, że chłopak nie miewa w kadrze strzeleckich okazji. Miewa, i to cąłkiem sporo, niestety do ich wykorzystania zazwyczaj czegoś mu brakuje. A to deczko bardziej napiętej nogi, a to odrobiny koncentracji, a to tego, a to śmego... Tego, jak mu tam było? Profesjonalizmu. I na boisku, i poza nim. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby Lewandowski prezentował się w klubie tak, jak to czyni w kadrze, dziś na tapecie nie byłby ewentualny transfer do Bayernu, Manchesteru, czy gdzie tam jeszcze, tylko powrót z podkulonym ogonem do Polski/środek tabeli ligi cypryjskiej/"reunion" ze Smudą w Regensburgu.

I jeszcze na koniec takie coś: za cholerę nie umiem zrozumieć dlaczego niby miałbym się cieszyć z bramek Lewandowskiego dla BVB. Czy ja wyglądam na kibica Borussii? Ja nawet Niemcem nie jestem. Owszem, środowy wyczyn wielki, już o tym pisałem. Szacunek też się wielki należy. Ale taki sam należałby się, gdyby strzelec pochodził z Berlina, Londynu, Bogoty, czy innej Antananarywy... Bogiem, a prawdą, będąc kibicem Cracovii bez najlżejszego drgnienia powieki oddałbym cały ten robercikowy czteropak w półfinale LM za jedną jedyną bramkę np. Danijela Ljuboji. Byleby dzięki tej bramce Legia awansowała do fazy grupowej tych rozgrywek.
6poniedziałek, 29, kwiecień 2013 02:11
Senator
@a-c10
Wszelki duch pana Boga chwalił Smile Cieszę się ,że paluszki już sprawneWink
Oczywiście możesz się nie zgadzać , ba z gupim się zgadzać nie wypadaWink
Do tematu.
Nic nie pisałem o trofeach bo te rzeczywiście wychodzi na to ,że przez najbliższe dwa trzy, lata będą przy Bayernie. Nie będę też podważał tezy ,że liga angielska ma się ku końcowi, a nadchodzi era Bundes. Jest to prawdopodobne ale w świadomości zwykłego kibica jeszcze długo to liga angielska będzie kojarzyła się z ta najlepszą , jeszcze raz chodzi mi o przeciętnego kibica futbolu możesz go nazwać reprezentacyjnym. Co by nie pisać na dziś a ja mam wiarę,że jeszcze na następne kilka lat to w Anglii grają i będą grać najlepsi piłkarze. To w Anglii liga jest najbardziej wyrównana, a drużyn walczących o mistrzostwo nie jest dwie tylko sześc, siedem. Lewandowski powinien się moim zdaniem właśnie w takiej lidze sprawdzić. Jeśli i tam doszlusuje to takich piłkarzy jakich wymieniłem w poprzednim komentarzu nawet nasz kochany albiceleste10 nie będzie mógł napisać ,że to taki sobie piłkarz bo w reprezentacji nie umie grać. Teraz więc o reprezentacji. Wiem , dobrze wiem ,że nie jesteś w tym temacie obiektywny Wink Od kiedy pamiętam wymagasz od trójki z Dortmundu cudów na kiju i zarzucasz im pozerstwo, lenistwo itd . Nie pasuje Ci Messi ok przyjmuję Twój ciekawy wywód na temat mentalności piłkarzy argentyńskich ale przecież CR7 też często ,gęsto w reprezentacji swego kraju nie istnieje a piłkarzy do pomocy kulawych nie ma. Mi osobiście nie pasuje teza Iocosusa i Twoja ,że Lewy bimba na reprezentację i nie chce, nie stara się ,olewa itp. Mogę odwrócić Twoje zdanie. Gdyby Robert czy jak Ty wolisz kpiąco Robercik nie grał tak dobrze w BVB to nie wymagałbyś od niego cudów wianków iu nie zarzucał braku profesjonalizmu. Mi tam osobiście Lewy dynda mam swojego Kubę Rz., ale irytują mnie takie proste i moim zdaniem nieprawdziwe pretensje do tego zawodnika. Co do kibicowania BVB a czy ja słówkiem się na ten temat zająknąłem? Osobiście wolę Schalke mają fajną pieśń Smile Zeby Cię pocieszyć napiszę nie przejmuj się tym , to moda młodych kreatywnych którzy zawsze są z tymi którzy utożsamiają się z sukcesem. Mają Barcelonę która wszystko wskazuje na to się kończy, mają swoją Borussię która też się kiedyś skończy. Wtedy zmienią swoje sympatie na tych którzy w danej chwili będą modni wśród kolegów i koleżanek i oczywiście będą odnosili sukcesy. To nie kibice to .. ok koniec, nie lubię typów i tyle.
7poniedziałek, 29, kwiecień 2013 09:56
iocosus
Pozwólcie na wtręt i trzy grosze w dyskusji. Tym bardziej, że z Wami dwoma nie do końca sie zgadzam, zatem weryfikacja pogladów tym bardziej ciekawa.

Senator, powtarzam za tą moją pisaniną, dla mnie "gwiazdorzenie" Lewego nie jest głównym powodem, przyczyną kiepskiej gry repry, ale jeżeli za głowny problem kadry uznam Ludo Obraniaka, to Albiceleste tylko się uśmiechnie pod nosem i będzie miał rację, bo metodologia szukania winnego stanu rzeczy w jednej parszywej owcy, by była ta sama.

Jeżeli Lewy nie ma much w nosie, to ma je Błaszczykowski, a jeżeli nie on to Obraniak, a jeżeli jak sami deklarują, wszystko między nimi jest OK, to dlaczego skoro tak dobrze, to na boisku tak źle, przeciez twierdzenie, ze na murawie kadra wyglada na zgrany, rozumiejący i wspierający się kolektyw to takie twierdzenie zdecydowana większość z nas uzna za fałszywe, obojetnie co sami bohaterowie, gagatki na ten temat sądzą i deklarują.

Przecież to wyglada jakby oni wspołnie w jednej drużynie grali za karę, każdy obrażony, strzelający fochami, u każdego w zasadzie na pierwszym planie indywidualne zagrania, szukanie partnera to ostateczność, jeżeli oni są całkiem bez winy, to w takim razie Fornalik dupa!? Wszędzie teraz podnosi sie kwestię braku autorytetu Fornalika, a kim był Klopp angażowany w Dortmundzie, jedynie bardzo dobrze zapowiadającym się trenerem Mainz, w europejskim teatrzyku sceną bardzo prowincjonalną, oczywiście Chorzów to juz zupełna futbolowa dziura zabita dechami, ale w naszej piaskownicy, w postrzeganiu nie ma różnicy między Mainz a Chorzowem, więcej to drugie miejsce jest w pryzmacie krajowym i ugloryfikowane i darzone estymą, na poziomie o którym w Niemczech analogicznie do Mainz mogą tylko pomarzyć.

Nie powinno być przeszkody, żeby tak jak Klopp zdobył uznanie, pozycję, autorytet w BVB to samo uczynił Fornalik w reprezentacji. Jest i praktykiem i analitykiem, a przy tym inteligentnym, zrównowazonym, opanowanym facetem, nie jest furiatem, ale ponoć stanowczym w szatni również potrafi być, posiada predyspozycje by wśród piłkarzy przekazywaną trenerską wiedzą uznanie zdobyć, niestety reprezentacja nie funkcjonuje. Gdzieś jest błąd, przyczyna, zapewne nie jedna. Fornalik wiosną też zaczął się zachowywać trochę irracjonalnie i we mnie na przykład pojawiły się wątpliwości, czy aby jednak z medialną ogólną presją jest sobie w stanie poradzić. Czy aby nie traci głowy w tym naszym piekiełku?

Lewy skuteczny w klubie, a w reprezentacji zawodzący, to znak, że na kadrę sobie bimba i ją olewa, jak dla mnie za prosta konkluzja, zakładam szybciej że brak skuteczności może byc funkcją przemotywowania, ale to nie rozwiazuje problemu zgrania, wzajemnego zaufania. Problem by i tak pozostał. Lewandowski jednoosobowo odpowiadający za ofensywę, to pięta achillesowa reprezentacji, koledzy tak właśnie go obecnie "wypuszczają" laga do przodu i niech Lewy sobie radzi. Z dwoma lub z trzema obrończmi na karku. No więc i Lewy na "koleżków' się boczy i koło się zamyka.

W BVB w strzelaniu goli nie tylko ma kto Lewego wyręczyć, cieżar odpowiedzialnosci rozkłada się zupełnie inaczej ( paradoksalnie dzięki temu w tabeli strzelców Lewy właśnie lideruje ) ale też "trójca dortmundzka" pełni inną rolę w grupie ludzi, w klubie i na kadrze. W Dortmundzie są jednymi z kilku, uznanymi, ale równoważnymi, na kadrze przejmują rolę wodzirejów, bo i taki też jest społeczny, medialny wymóg, kto jak nie podwójni mistrzowie Bundesligi ma rządzić kadrą, ciągnąć ją do przodu, jej przewodzić? Tylko czy aby to nie jest źródłem problemu, czy to staranie się o liderowanie na kadrze, nadane i które należy potwierdzić, w sferze koleżeńskich układów, współdziałania na ale i poza boiskiem jest własnie prawidłowo egzekwowane. Pod tym względem do "trójcy dortmundzkiej", a w zasadzie duetu Kuba-Lewy mam wątpliwosci.

Ze wzrostem znaczenia Bundesligi się zgadzam, tak samo jak z tezą, że w BVB Lewy miałby 'ciepełko'. Inny klub to i wyzwanie i dużo wieksze ryzyko bolesnego upadku, ale w przypadku spełnienia, też dużo wiekszy splendor. To chyba pociąga Roberta vel Robercika vel po prostu Lewego, ale jakoś mi nie pasi obecne sfokusowanie się na Bayernie, takie sygnały płynace z manedżmentu uważam wręcz za błąd.
8poniedziałek, 29, kwiecień 2013 12:56
gawin76
@ a-c10

Wpisałem się u Ciebie, nie chcę prowadzić dyskusji jakoś schizofrenicznie Wink pomijając zatem w całości wątek Lewandowskiego w kadrze, myślę że trochę zbyt jasną kreślisz tę przyszłość Bundesligi w porównaniu z innymi ligami, zwłaszcza angielską. Kwestia zdrowo pomyślanych budżetów i racjonalizacji wydatków to jedno, ale przełożenie powyższego na poziom piłkarski, a zwłaszcza rozpoznawalność danej marki (wiążącą się np. z przychodami komercyjnymi czy kontraktami tv), to co innego. Moim zdaniem Lewandowski mógłby spokojnie iść do United, bez ryzyka, że oto wkracza na pokład Titanica.
9poniedziałek, 29, kwiecień 2013 15:42
iocosus
Jeżeli ktoś "z innych boisk" nie śledzi to przypomnienie konkretnego adresu w tym miejscu nie wadzi, a wręcz przeciwnie:

http://wlasnieno.blox.pl/2013/04/Dla-chcacego-nic-trudnego.html

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1