A+ A A-

Wakacyjne futbolrefleksy

krychowiakKontrowersje - wokół menedżerów, wokół znanych piłkarzy, wokół transferów, zarówno tych głośnych i tych nadal stojących pod znakiem zapytania, to niektóre z tematów, na których koncentruje się kibic w przerwie między rozgrywkami. Zapraszamy do lektury futbolrefleksów.

M&M, czyli Mentalność Menago.

Mam uznanie dla inteligencji Kołakowskiego, z dziennikarzami przed telewizyjnymi kamerami radzi sobie wybornie, Osuch też nie w ciemię bity, dowody niezbite istnieją, mogę się zastanawiać nad wyborami Czarka Kucharskiego, ale każdemu piłkarzowi odchodzącemu na emeryturę i wieszającemu buty na kołku, życzę by sobie radził w życiu na miarę Kucharza. Przy tym, na kibicowskich spotkaniach wyglądał na faceta robiącego otwarte, przychylne wrażenie.

Jest natomiast coś, co jednak nakazuje, przynajmniej w moim przypadku, in gremium, jako do środowiska, do panów chcących zarabiać na życie, pośrednicząc w transakcjach miedzy klubami, a piłkarzami, podchodzić z rezerwą. To coś to stereotyp, uprzedzenie, w indywidualnych przypadkach, być może absolutnie fałszywe i krzywdzące, ale coś takiego istnieje, osobiście od tego nie jestem wolny, a utrwalają to „coś” takie historyjki jak opisana przez Stanowskiego:

„Klicki kojarzy mi się z pewną scenką z warszawskiej dyskoteki "The Mexican", lata temu było to popularne miejsce. Wybraliśmy się tam po rozdaniu "Piłkarskich Oskarów" razem z Ivicą Kriżanacem, z którym się przyjaźniłem, i z jego menedżerem Karolem Glombem. Zupełnie nie wiem, z jakiej paki, ale poszedł z nami też Klicki.

- Chodź Krzysiek, kolega "Kriży" ma dla nas stolik - powiedział Glomb, wskazując na Klickiego.

Gdy już się rozsiedliśmy, Karol zarządził. - Kolego - zwrócił się do ówczesnego właściciela Korony Kielce. - Skocz po jakieś whisky, jakieś ze dwie cole, skombinuj coś. Masz tu kasę.

Ja w lekkim szoku, Ivica też, ale Klicki spokojnie wstał i poszedł do baru, by po kilku minutach wrócić z tacką, na której stała butelka whisky i cola.

Po trzydziestu minutach sytuacja się powtórzyła.

- Kolego, kolego, weź przynieś jeszcze raz to samo, co? - poinstruował Glomb. Klicki znów bez słowa ruszył w stronę baru.

- Ti, Karol, ti nie wie, kto jest? - spytał Kriżanac.
- Jakiś twój kolega.
- Ti, Karol, to Kristof Klicki, milioner!

Klicki wrócił do stolika, a Glomb już czekał czerwony ze wstydu, z wyciągniętą z portfela wizytówką: - Karol Glomb, menedżer piłkarski, witam serdecznie!” (weszło.com)

Świadectwo pewnej mentalności, którą niechlubnie generalizując przypisuję, być może opacznie i błędnie, ale jednak, menadżerskim głąbom.

Materiał dowodowy.

„Zarzuty 'posiadania wyrobów pirotechnicznych podczas imprezy masowej' postawiła poznańska policja piłkarzom Lecha Poznań: Piotrowi R. i Ivanowi D. - dowiedziała się 'Gazeta'.”

Cały tekst: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,14211651,Piotr_R__i_Ivan_D___pilkarze_Lecha_Poznan__z_zarzutami.html#ixzz2XylgpTm9

Z ciekawszych fragmentów:

"Stadionowa ochrona nie zareagowała, mimo że zaraz po meczu, za odpalenie racy, zatrzymała jednego z kibiców Lecha. Został przekazany policji i po kilkudziesięciu godzinach osądzony. Dostał dwa lata zakazu stadionowego i 1,8 tys. zł grzywny.”

"Prokurator Piotr Herman, który oskarżał szefa poznańskich kiboli "Litara" za atak na rodzinę z dziećmi. Teraz tłumaczy: - Zarzuty postawiono, bo zachowanie podejrzanych, co wynika z zebranych dowodów, wyczerpuje znamiona przestępstwa. Ale nie przesądzam, jak zakończy się to postępowanie. Sprawa jest wyjątkowa. Chcę się zapoznać z wyjaśnieniami piłkarzy, przekonać się, co mają na swoją obronę.”

„Jacek Masiota. - To sytuacja absurdalna, choć rozumiem prokuratora, że w sensie formalnym zachowanie piłkarzy mogło wyczerpywać znamiona przestępstwa. Z drugiej strony - przestępstwem może być tylko czyn niebezpieczny społecznie. Moim zdaniem w tej sprawie można było w ogóle nie wszczynać dochodzenia. Warunkowe umorzenie? To jakieś wyjście, ale sprawa chyba nie powinna zajść tak daleko”

Tyle Gazeta. Oto „materiał dowodowy”, ogólnie dostępny:

reiss

„Pryncypialni” stwierdzą: Dura lex, sed Lex, „praktykujący”, oraz uznający kibicowskie realia oznajmią – absurd.

Jedni z drugimi sprzeczać się mogą do końca świata i jeden dzień dłużej. Za kilka tygodni nowy sezon. Sytuacja wydaje się patowa, ponieważ nie wierzę, żeby ktoś wziął na siebie urzędową odpowiedzialność sygnowaną indywidualnym podpisem i dopuścił spontaniczne używanie rac w rytuale kibicowskim, podczas imprez masowych, zatem i na stadionach. „Praktykujący” też nie odpuszczą, „męczennicy”, gotowi złożyć z siebie ofiarę w imię podtrzymania świętego kibicowskiego ognia z pewnością się znajdą.

W takim razie co dalej?

Może, określenie „spontaniczny” uda się jednak kibicom tak zdefiniować, obwarować akceptowalnymi warunkami i wykazać, że nie będzie to pustosłowiem, że i urzędowo stanie się to formą dopuszczalną?

Kibice ze „świecznika” zdają się to rozumieć, okazuje się, że obecnie mają wpływowych zwolenników na prezesowskich fotelach i klubowych i związkowych:

http://sport.wp.pl/kat,1726,title,Race-na-stadionach-znow-legalne-Kibice-doceniaja-Bonka,wid,15225789,wiadomosc.html

Od tego wywiadu minęło pół roku, wiadomo procesy legislacyjne to nie może być skok na główkę do basenu, który w istocie okaże się płytką sadzawką, ale ...

Ale, co dalej?

Lato w pełni czyli transferowa karuzela się kręci.

Lewandowski – „neverending story” wszystkich wynudziło, końca nie widać, w tej chwili nawet najbardziej rewelacyjny „ostateczny” news, wzbudziłby zapewne tylko wzruszenie ramion.

Kwota odstępnego ustalona, kluby ją akceptują, piłkarz dogadany, ma rozterki jedynie odnośnie terminu przeprowadzki, a transferu nie ma! Piekarz upiekł zakalec!?

Andrzej Grajewski, który lubi dużo ględzić, w Siłowni Orange sport sugerował jakoby coś wie odnośnie przenosin Miłka z Legii. Wiedza powszechna, przy ćwierkanej klauzuli odstępnego w wysokości 1,5 mln €, potencjalne znalezienie nowego pracodawcy, nie powinno być rewelacją na miarę odkrycia Ameryki, takie założenie może i uczynić nastoletni kibic na podwórku bez żadnej zakulisowej wiedzy.

„Stary biały lis” robi z siebie futbolowego guru, a młode dziennikarskie wilczki ćwierkając się licytują:

Piotr Kamieniecki: ”Mizgala w Rakowie Czestochowa a Jan Grzesik w Zaglebiu. Obaj beda wypożyczeni”

Piotr Jóźwiak: ”Przemek sobie z ciebie zrobił jaja. Póki co, idzie co najwyżej do sklepu. Jest w Rzymie i zostaje w Legii.”

Który będzie miał rację i czy ten młodszy faktycznie został „wypuszczony”?
Czy przed takim „newsem” też został potraktowany jako „wróbelek”:

Piotr Kamieniecki: ”Kosecki po powrocie do Warszawy będzie miał spotkanie z menedżerem. Wtedy się zdecyduje czy odejdzie z Legii. Kierunek? Wieele krajów”

Show must go on! Niewdzięczna ta praca dziennikarska, miny co i rusz, na szczęście największy wybuch będący niewypałem nie unicestwia.

Gdy od Piotrka K. dostanę konkretnego newsa, który później się potwierdzi, zacznę go traktować jako poważniejszego sapera. Niech drugiemu Piotrowi, przytnie nosa. Wink

Ekscytowaliśmy się losami twórcy „realowego czteropaka”, a tymczasem: „Zdaniem włoskich mediów transfer obrońcy reprezentacji Polski Bartosza Salamona z Milanu do Sampdorii Genua jest już przesądzony. Oba kluby dogadały się co do warunków transakcji, na mocy której Sampdoria stanie się współwłaścicielem karty zawodniczej polskiego obrońcy.”

http://www.futbolnews.pl/rozgrywki/liga-wloska/artykuly-liga-wloska/art,589,jest-porozumienie-salamon-zagra-w-sampdorii-genua.html

Ileż było entuzjazmu gdy Bartosz podpisał kontrakt z Milanem, tymczasem wydaje się, że włoski hegemon wybiera taką opcję wobec Salamona, jak Legia wobec Szumskiego, z tym, że my gwarantujemy sobie prawo odkupienia, a mediolańczycy mają zachować część praw właścicielskich.

Podobno Grzegorz Krychowiak wzbudzał wielkie zainteresowanie na transferowym rynku, ale spekulacje uciął prezydent Stade Reims, Jean-Pierre Caillot:

„- Ani przez chwilę nie myśleliśmy o tym, żeby rozstać się z Grzegorzem. Temat transferu jest już zamknięty. Spotkanie z agentami piłkarza przebiegło perfekcyjnie. Poinformowali mnie o tym, że Krychowiakiem interesuje się pół tuzina klubów, a szczególnie gorący jest temat Fulham, jednak ja przedstawiłem im swoje argumenty i w efekcie Grzegorz zostaje jeszcze na co najmniej jeden sezon w Reims” (Futbolnews.pl)

Czyli wiele szumu o nic, może dlatego Pan Grzegorz podróżował sobie spokojnie na camelu w atrakcyjnym towarzystwie, czego i udającym się na wakacje życzę.

krychowiak

Dyskusja (3)
1środa, 03, lipiec 2013 23:15
Garm
Sprawa jest banalnie prosta, Reiss i Djurdjević powinni dostać dokładnie takie same kary, jakie dostają dziesiątki, jeśli nie setki ludzi w tym kraju. Skandalem jest inne traktowanie Zdziśka z Wiolinowej, a inne Piotrka z Bułgarskiej.

Kiedy idioci uchwalają idiotyczne prawo, jedyną obroną pozostaje reductio ad absurdum. Choć akurat polscy prawodawcy słabo wyczuwają granicę, od której właśnie absurd się zaczyna.
2czwartek, 04, lipiec 2013 09:40
a-c10
@ Garm:

+1. Albo prawo jest, albo go nie ma. Nawiasem mówiąc, zastanawia mnie jak w praktyce wyglądałaby realizacja zakazu stadionowego w przypadku obu "przestępców".

ad. M&M i w konsekwencji transferów:

Niedawno na aucie Senator ironicznie pytał, dlaczego polscy futboliści wciąż podpisują umowy z Kucharskimi, Piekarskimi i resztą, skoro to taka hołota. Otóż, jak na moje, nie mają innego wyjścia. To nie jest tak, że w środowisku polskich agentów piłkarskich są dwie, czy trzy czarne owieczki, a reszta to profesjonaliści pełną gębą. Oni są wszyscy mniej więcej tacy sami. To generalnie, w ujęciu światowym, nie jest jakieś przesadnie kryształowe towarzycho i nawet największe jego tuzy mają to i owo za uszami. Jednak nasi lokalni spece od handlu kopiącym towarem wyglądają przy swych zagranicznych kolegach jak, nie przymierzając, pracownik osiedlowego lombardu (saszeta na biodrach, futro i złoty kajdan na klacie) przy doradcy finansowym renomowanego banku.

Chodzi o standardy, czego, moim zdaniem, najlepszym dowodem klajster, jaki z transferu swego najbardziej prominentnego klienta ugotował Kucharski. Faktycznie wszyscy już chyba mają tego znacznie wyżej uszu. A najzabawniej wyjdzie, gdy za jakieś pół roku Robercik będzie zmuszony wyśpiewywać "Ole! Ole! Ich liebe BVB!", bo nikt inny nie będzie skłonny płacić mu tyle, ile by chciał.
3czwartek, 04, lipiec 2013 17:42
Zbyszek
Ja wzywam do zachowania spokoju i rozsądku w obliczu tej niebywałej medialnej agresji. A zaczynem tej autorefleksji winny stać się nieśmiertelne słowa Kartezjusza "Dubito, ergo cogito, cogito ergo sum". Bez wątpienia nie ma myślenia, a bez myślenia nie jesteśmy ludżmi.

U nas mamy do czynienia z niebywałą łatwością z jaką media dają się manipulować. Znajdują się więc ludzie nikczemni, którzy ochoczo z tego korzystają. Dziś w środowisku piłkarskim tą nieliczną, acz widać wpływową grupą są menedżerowie piłkarscy i współpracujący z nimi piłkarze i niekiedy kluby. Kryterium sukcesu to nie postawa etycznie bez zarzutu, ale skuteczność. W ten sposób całe środowisko piłkarskie stawia się poza nawiasem życia w godności, poczucie własnej wartości i honoru. Celem staję się mamona i jej zdobycie. Inne wartości przestają istnieć. Tu dwa przykłady:
- Jacek Bąk b. stoper reprezentacji zapałał miłością do Legii Warszawa. W rzeczywistości negocjował z Austria Wiedeń i chciał podbić cenę. Cel osiągnął. Legii nie przeprosił, a po zakończeniu kariery zaczął robić za autorytet. Środowisko taką postawę uznało za normę. Wypadł z obiegu, bo okazał się damskim bokserem.
- piłkarz Tosik w Gazecie Stołecznej opisał, jak to menedżer Kubacki w zmowie z klubem ukraińskim pozbawił go wynagrodzenia za pracę i odszkodowania za wcześniejsze rozwiązanie umowy. W zamian menago otrzymał większą prowizję. Kubacki do tego się nie odniósł. Środowisko menedżerów również.

W prasie, celuje w tym Fakt, mamy do czynienia z zalewem niby informacji o zmianie barw klubowych. Często trudno się zorientować czy to gra menedżerów czy same pismami sobie wymyślają różne historyjki, aby miejsce na "sport" się nie zmarnowało. Przy czym pamiętajmy,że pierwszym, który sprostytuował to środowisko był Paweł Zarzeczny. On jako zastępca redaktora naczelnego Przeglądu Sportowego zalecał pismakom, aby sami zmyślali wywiady z piłkarzami. Mawiał: co taki debilny piłkarzyna ma do powiedzenia. Tak przynajmniej będzie wiadomo, ze chociaż poprawnie mówi po polsku. Sprawa się rypła. Pawełka wylali, ale jego metoda pozostała.

Osobiście staram się nie komentować doniesień naszych mediów. Natomiast czynię to jeśli idzie o media zagraniczne. Np dziennik portugalski "Rekord" napisał dwa dni wcześniej to co chcieli ukryć Piekarski ze Stanowskim. Że przez Piekarskiego Beresia nie ma w Benfice. Ja takim postawom mówię otwarcie "NON POSSUMUS" i innych do tego gorąco namawiam. Oszuści muszą czuć się napiętnowani, musi ich dotknąć ostracyzm towarzyski /z tymi panami nie rozmawiamy/. Może wtedy cokolwiek zrozumieją, a zwłaszcza, ze piłka nie może być patologią w której najlepiej się mają krętacze i inne łachudry.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1